Łódki, latawce i inne… Malarstwo Julii Mygi
Łódki, latawce i inne… Malarstwo Julii Mygi
Artystka urodziła się na południu Rosji w rodzinie artystycznej (ojciec – ceniony malarz marynista, brat też artysta malarz). Wychowała się wśród farb, pędzli, zapachów rozpuszczalników, rozmów o sztuce ale też w słońcu południowej Rosji i rozlewisk dolnego Donu. Wyposażona przez geny w talent i wrażliwość na piękno bez wahania wybrała kierunek artystycznego kształcenia, najpierw w Liceum Plastycznym im. Grekowa w Rostowie, potem w prestiżowym Państwowym Uniwersytecie Sztuki Użytkowej w Moskwie na Wydziale Architektury Wnętrz. Uniwersytet ten ma bardzo bogate, prawie 200-letnie tradycje. W okresie przedrewolucyjnym nosił imię hrabiego Stroganowa i obecnie wrócił do tej nazwy.
W 1983 roku Artystka obroniła tytuł magistra sztuki użytkowej w pracowni prof. Zoi Nesterowej.
Na studiach w Moskwie Julia poznała swojego obecnego męża Andrzeja Mygę – Polaka – który ukończył ten sam uniwersytet.
Od 1984 roku Artystka mieszka z mężem i rodziną w Warszawie (dwoje dzieci). Warszawa, Polska to nowy znamienny okres w życiu Julii Dołgowej-Mygi. Pro-ces adaptacyjno-asymilacyjny w nowym kraju jest niełatwy, zarówno w sensie ludzkim – w szerokim tego słowa znaczeniu – jak i artystycznym. Mimo to, już w 1989 roku, po 5 latach pobytu w Polsce, Artystka zaprezentowała swoją twór-czość na dwóch indywidualnych wystawach w galeriach KMPiK w Warszawie. W 1991 roku były następne trzy wystawy i indywidualne ekspozycje (Warszawa, Łańsk, Olsztyn), w 1992 wystawa akwareli p.t. „Pejzaż Polski”, w 1993 znowu wystawa w Warszawie i w 1997 w Nidzicy w Galerii na Zamku. Razem 8 wystaw i ekspozycji indywidualnych.
Po 1997 roku następuje kilkuletnia przerwa w intensywnej pracy artystycznej. Jakiś kryzys, wycofanie się, zniechęcenie i całkowite poświęcenie się rodzinie. Na szczęście swoje i nasze, czyli odbiorców, w 2002 roku następuje powrót i początek walki o zaistnienie w środowisku artystów polskich, w galeriach i salonach wystawowych. Przełomem jest przyłączenie się w 2005 roku do grupy artystów Adama Bojary ze stowarzyszenia Fam-Art. I tak zaczęły się wspólne warsztaty, wyjazdy plenerowe, wspólne wystawy, życie towarzyskie, przyjaźnie. To dało siłę Artystce, bo przecież talent i umiejętności zawsze u niej były. Pojawiły się nowe poszukiwania, nowe fascynacje, nowe tematy, studiowanie ręki i myśli, marzenia o pełnej samorealizacji i artystycznym spełnieniu. Artystka jest w rozpędzie… I wtedy miałam szczęście i przyjemność spotkać Julię Mygę na mojej drodze. W obrazach, choć tak jeszcze różnorodnych tematycznie i stylistycznie, ujrzałam jej delikatną duszę, subtelną osobowość. Najbardziej lubię te obrazy Julii Mygi, które są malowane grubym pędzlem, jednakże delikatnie operowanym, tak po kobiecemu a nie tak jak robili to francuscy fowiści czyli „dzicy” – zamaszyście, odważnie, bez oporów przy użyciu ostrych zdecydowanych kontrastów kolorystycznych. W tej stylistyce szczegól¬nej uwadze polecam obraz pt. „Upał”, przedstawiający młodą kobietę owiniętą w kąpielowy ręcznik, obrazy „Agnieszka na plaży”, „Warszawianka”, „Łagów nocą” i różne wersje łódek na wodzie. Artystka świetnie operuje światłem, tak jakby to miała we krwi. Nasyca nim kolory, rozświetla je, chociaż w polskim otoczeniu klimatyczno-przyrodniczym tego światła często nie ma. Światło nie spełnia w malarstwie Julii Mygi roli kompozycyjnej, tak jak to czynił amerykański malarz Edward Hopper. Jest jakby dodatkiem do koloru, tym co buduje klimat obrazu.
Artystka maluje kolorami, jak francuscy i polscy koloryści, chociaż – i to dobrze – już po swojemu. Dla uwypuklenia siły koloru i jego powabu używa czasami tła monochromatycznego, rozbielonych szarości i beży z wyraźnie widocznymi pionowymi ruchami pędzla. I wtedy szczególnie intrygująco prezentują się jej ulubione kolory pomarańczy, brzoskwini, moreli, żółci czy różu. Podobnie kolor lapisu lazuli, który z upodobaniem Artystka stosuje, rozświetla się wspaniale na takim monochromatycznym tle, co na przykład widać na obrazie „Niebieska baletnica”.
Zestawienia barw z obrazów Artystki spotykane są raczej rzadko w polskim malarstwie. Na przykład kolory pomarańczy czy różu Artystka łączy z kolorami lapisu lazuli albo ten ostatni z ciepłymi jasnymi odcieniami zieleni, seledynu, pistacji.
Barwy są czyste, trochę zmelanżowane, dobrze nasycone światłem. Jak się ogląda obrazy Julii Mygi, to tak jakby się piło rześką wodę z samego źródła. Obrazy są po mistrzowsku komponowane. Wszystkie. Widać w nich harmonię kształtów i kolorów. Poszczególne elementy obrazu układają się w równoważną całość.
Powtarzalne motywy malarskie – oprócz tych plenerowych – jakie zauważam, to łódki, latawce, ptaki, woda i plaża. Julia wychowała się nad wodą, nad dużą rzeką, gdzie łódki były stałym elementem krajobrazu. Być może wcisnęło się to tak głęboko w jej podświadomość, że ciągle wraca do tego tematu. Artystka lubi też malować baletnice i to chyba już wpływ malarstwa rosyjskiego i tamtej-szej tradycji kulturowej.
Kiedy analizuję dotychczasową twórczość Julii Mygi zauważam tu większy wpływ filozofii i wynalazków nowoczesnego malarstwa zachodniego, tego post-impresjonistycznego, w tym i polskiego aniżeli rosyjskiego. Chyba że, jest to malarstwo realistyczne, do którego Artystka czasami wraca a czego ja nie lubię mimo ich mistrzowskiego wykonania. Powszechnie się uważa, że malarz jako „artysta wielkiego formatu” może się objawić dopiero wtedy, kiedy wypracuje swój niepowtarzalny styl, swoją własną poetykę. Tylko częściowo mogę zgodzić się z tym poglądem, ponieważ każdy artysta ma prawo do rozwoju. Salvadore Dali miał swój okres realistyczny i surrealistyczny. Podobnie Pablo Picasso – „okres niebieski” i „okres kubikowy”. Znalezienie własnego oryginalnego stylu jest obecnie bardzo trudne. Niektórzy nawet twierdzą, że w malarstwie już wszystko powiedziano i że ta dziedzina sztuki doszła do swego kresu… a przyszedł czas na happeningi, performance i instalacje. Malarstwo sztalugowe na całym świecie nie poddaje się. Uczelnie artystyczne kształcą tysiące nowych, pełnych wiary adeptów sztuki. Ciągle jest ruch, niekończąca się konfrontacja talentów, idei i pomysłów. Miłośnicy malarstwa i krytycy, mimo kolosalnego dorobku ludzkości w tej dziedzinie, są zaskakiwani efektami tych wysiłków i oryginalnością nowych propozycji…
Julia Myga jest obecnie w okresie pełnej dojrzałości twórczej i dużej aktywności wystawienniczej. Uważam, że jeśli nie będzie ona już się rozglądać na boki, jak inni malują, jak ja bym to namalowała, czy w tej stylistyce też byłabym dobra etc. a pozostanie przy tym, w czym jest oryginalna i odkrywcza (o czym starałam się wyżej napisać) spotka ją szerokie uznanie i sukces. Abstrakcja, jak sądzę, nie leży w naturze Artystki, chociaż zdarzają się udane próby w grafice. Najbardziej mnie zachwycają obrazy przedstawiające, malowane lekkim grubym pędzlem a nie te realistyczne. Są one dekoracyjne, świetliste, kolorowe i pogodne a jednocześnie nowoczesne w stylu, współgrające z otaczającą nas awangardową architekturą. Mam nadzieję, że tak jak ja, polubią i docenią Państwo malarstwo Julii Mygi.
Od Artystki
Urodziłam się na południu Rosji. Wykształcenie artystyczne zdobywałam najpierw w Liceum Plastycznym im. Grekowa w Rostowie nad Donem, potem w Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Sztuki Użytkowej im. Straganowa na Wydziale Architektury Wnętrz. Na początku lat 80-tych przeprowadziłam się do Warszawy, gdzie odnalazłam swoje miejsce na ziemi.
Pierwsze lata w Warszawie to rozpoznawanie nieznanego mi terenu sztuki. Godziny spędzone w Muzeum Narodowym, wystawy w Zachęcie, ekspozycje w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Największe odkrycia to koloryści polscy: Jan Cybis, Hanna Rudzka-Cybisowa, Piotr Potworowski, Jan Czapski. Inni artyści polscy, którzy zrobili na mnie duże wrażenie to Teresa Pągowska, Artur Nacht-Samborski, Jacek Sienicki. Drapieżna sztuka młodego pokolenia też mnie poruszyła. Do dziś inspirują mnie dzieła tych polskich artystów, jak również wielu innych, takich jak n.p.: Pablo Picasso, George Braąue, Henri Matisse, Andre Derain, Pierre Bonnard, David Hockney czy Edward Hopper.
Do Warszawy przyjechałam, kiedy w Rosji trwała agonia zatęchłej epoki breżniewowskiej. W Polsce kurtyna nie była tak szczelna, w plastyce działo się tutaj dużo więcej. Dopiero po paru latach po moim wyjeździe, w Rosji zaczęły pojawiać się nowe zjawiska w sztuce. Zachód i Polskę zalała fala Nowej Sztuki Rosyjskiej. I ja na tej fali w 1990 roku wzięłam udział w wraz z moimi przyjaciółmi ze studiów w Moskwie i stowarzyszenia „Rama-Art.” w Poznańskich Targach Sztuki.
Dużo poszukuję, stąd różnorodność stylów i technik w moim malarstwie. Staram się być zawsze uczciwa wobec płótna i odbiorcy. Dążę do syntezy, do spojenia całego mojego doświadczenia i umiejętności w jeden rozpoznawalny styl malarstwa. Odnalezienie własnego Ja” jest największym szczęściem dla artysty. Jestem blisko tego szczęścia…

601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś

