Z cyklu : Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”
Z cyklu : Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”
Jako amator miłośnik historii pragnę opisać prostym językiem, moje zawodowe przeżycia w 1955r. Niech pamięć o społeczeństwie, dziejach ludzi i poczuciu tożsamości, przetrwa. Moja pamięć jest subiektywnym wyborem zdarzeń i niech moje wspomnienia pobudzają, pamięć zbiorowa, spraw z przeszłości. Bo zwykłych śmiertelników, interesuje tylko taka historia.
W 1955 r w Modliborzycach młodzieży w moim wieku było mało. Powyjeżdżali do większych miast pobierać nauki lub już pracować, często wstydząc się swego pochodzenia. Starsi wrócili z ludowego wojska, gdzie wielu przechowało się przed wymiarem sprawiedliwości, czekając na stabilizację. Część osiadła na Ziemiach Zachodnich, szukając lepszego życia. Byli to ludzie przeważnie odważni, z inicjatywą i wyobraźnią. Pamiętali o swoich ziomkach, których przy każdej okazji, odwiedzali w Modliborzycach, a nawet zabierali ze sobą. W ten sposób nasza osada -,,Miasteczko” zaczęło maleć. Z dala od pociągu; trochę pracowało na wyjeździe w Stalowej, trochę na Budzyniu. Na miejscu tendencja do tworzeniu gospodarki kolektywnej, spółdzielczej itp. Więcej zamieszania było wokół byłych dworów – majątków ziemskich jak : Stojeszyn, Wierzchowska czy Zamek GS „Samopomoc Chłopska” na swoje lokalne możliwości surowcowe, coś tam produkowała, ale ogólnie to bieda z brakiem perspektywy na poprawę. Kto miał z kim pracować na roli, zakładał plantacje: tytoniu, porzeczek, malin itd. Mimo, że Lubelszczyzna to kiedyś centrum Polski, teraz nabierała charakteru- kresów wschodnich i może przez to, ludność zaczęła dostrzegać potrzebę przyjaźni i wzorowego współżycia. Skończyli przebaczanie, a zaczęli wzajemnie sobie pomagać.
To krótkie wprowadzenie, może ktoś zrozumie, może wczuje się, może przypomni sobie tamte czasy- ale proszę pamiętać, że Modliborzyce to wyjątkowa miejscowość – to była kiedyś „jedna rodzina”. Tutaj nie zamykano na kłódki drzwi obór. stodół, domów, bram, furtek. Tutaj na podwórku, wszystko co potrzebne w gospodarce, stało w dzień i w nocy. A wieczorem echo trąbki z wieży kościelnej . melodią: „Wszystkie nasze dzienne sprawy…” .dziękowało Bogu za opiekę. Modliborzyce miało też coś z fraszki Jana Kochanowskiego: „Wsi spokojna, wsi wesoła…”. Nikt się nie wywyższał , wszyscy jednacy: Ksiądz, Organista. Doktor, Wójt, Aptekarz, Nauczyciele, Leśniczy itd. Ale wszyscy wiedzieli, za co należy brać pieniądze, a za eonie.
Śp. Doktora Kazimierza Zielińskiego znałem od dawnych lat, jak sięgam pamięcią.. W zaborze carskim, już przed 1900 r, jak i po 1 wojnie światowej, wyższe uczelnie medyczne, kształciły wielu zdolnych młodzieńców, według wzoru niemieckiego na chirurgów polowych – „Feldscher” dla potrzeb wojska i ludności cywilnej. Jak wszyscy wiedzą, dr Zieliński pracując w Modliborzycach, nie szczędził sił ani czasu dla pacjentów. Niosąc pomoc potrzebującym w dzień i w nocy; przez całe lata swojego życia. Nawet nie miał czasu ożenić się. Świetny diagnosta , doskonały praktyk, jak mówili-„omnibus”. Po tylu latach widzę go uśmiechniętego. Okrągła, czerstwa twarz z rumieńcami i zalotnym wąsikiem ( mówił że na noc zakłada „Bindę”), jak trzyma peanem metalowe pudełko nad palącym się denaturatem i gotuje strzykawkę „Rekord” z igłami. Wtedy strzykawki były szklane z metalowa, oprawą i metalowym tłokiem i drucianym pierścieniem, do wielokrotnego użytku , igły też. Trzeba było tylko je umyć i sterylizować przez gotowanie w miękkiej wodzie (żeby nie dawała osadu na tłok, ścianki strzykawki i igły, żeby były gładkie i ostre) pamiętam też jego słynne „klamerki”. Zawsze miał ze sobą w neseserze różne zastrzyki jak: Omnadina, Camphora, szczepionkę Delbetta, Cardiamid, Coffeina itp. Nosił też Morphine i Opium . Znał wszystkich w mieście i okolicy, bo leczył całe pokolenie i cieszył się wielkim zaufaniem pacjentów.
Po śmierci dr Zielińskiego, ja młody chłopak, świeżo po studiach, musiałem sprostać zadaniu, zająć Jego miejsce i to w okresie ciężkiej zimy z epidemią grypy. Byłem pod pręgierzem opinii: „ Co to Kossakowski potrafi, co umie, i czy się „zna”? „Czy będzie chętnie jeździł do chorych po wsiach w dzień i w nocy jak Zieliński”?.
Na pewno były jakieś szepty, ale najbardziej zależało mi na opinii mojej Matki. Tak chciała, żebym ukończył studia medyczne i w duchu miała nadzieję, że kiedyś przyjadę do Modliborzyc pracować.
Ostatni egzamin specjalizacji pediatrycznej zdałem w Warszawie 19.01.1955r i przyjechałem do Modliborzyc już w końcu stycznia. Od śmierci dr Zielińskiego w dniu 16.12.1954r. etat był wolny. Nie było chętnego na zajęcie Jego stanowiska. Lekarzy mało, do tego miejscowość bardzo biedna. Powiatowy wydział zdrowia w Kraśniku starał się o lekarza do Modliborzyc, ale bez efektu. A potrzeba pilna, przez epidemię grypy i wiele powikłań. Szczepień specjalnych przeciw grypie jeszcze nie stosowano, antybiotyków mało, komunikacja słaba, zima ciężka, drogi zasypane śniegiem, wichury, zimnica.
10 lat po wojnie prawie wszyscy na dorobku, licho ubrani, marnie odżywieni, słaba odporność i sygnaturka często wydzwaniała. Stanąłem przed wielkim wyzwaniem. Dużą pomocą przy rozpoczęciu pracy zawodowej w Modliborzycach służył mi miejscowy aptekarz, p. mgr Stefan Kubicki, którego córkę Hankę swego czasu podawałem do Chrztu Św., w zastępstwie Jerzego Pietraszkiewicza ( aktor). Mgr Kubicki był też kolegą mojego wujka Olesia Orłowskiego – razem studiowali w Warszawie. Zamieszkałem z matka. – Maria. Kossakowską w domu dziadków: Franciszki i Ignacego Orłowskich, przy ul. Partyzantów 3 (przed wojną Piłsudskiego 56, a w okupacje , Viktoria str. 56). Ośrodek Zdrowia znajdował się w domu pp. Teresy i Marcina Kucharskich przy ul. Długiej 5, vis avis obecnego (P. Marcin Kucharski był pierwszym sołtysem po wojnie). Kilka skromnych pomieszczeń , ale funkcjonalnych. Wejście było od frontu, od ulicy. Było oświetlenie elektryczne, telefon, woda z umywalek pedałowych, skromny sprzęt, ale jak wystarczał poprzednikowi , to i mnie. Personel stanowili początkowo: pielęgniarka dyplomowana p. Anna Dziadosz z ul. Zaborskiej, położna gminna p. Danuta Masłach, też mieszkała blisko, instruktor – kontroler sanitarny p. Jan Koszałka z Majdanu Modliborskiego. Pacjentów rejestrowała pielęgniarka, a sprzątała i paliła w piecach kaflowych p .Franciszka Głowacka z ul. Kościelnej. Najważniejsze . że wszyscy byli dla mnie mili. Było czysto, ciepło. Byliśmy prawie w równym wieku. Pierwsze tygodnie pracowaliśmy od rana do nocy, dopóki byli na poczekalni pacjenci. Szpitale w Janowie i Kraśniku zapełnione chorymi, trudno było załatwić jakieś miejsce. Musiałem dosłownie biegać po domach, leczyć na miejscu poważne przypadki i pilnować się. żeby czegoś nie ..przegapić” – byle do wiosny. Dużo kłopotów z porodami miała Pani Danusia, przez co pomagałem jej często, zamieniając się w położnika (ponad dwa lata pracowałem w Warszawie na położnictwie). Położna gminna przy Ośrodku Zdrowia, miała też obowiązek kilkakrotnego odwiedzania kobiet w połogu. Interesowała się też zdrowiem noworodka, udzielała porad; zdawała mi relacje, co często kończyło się też moja. wizytą. Sam zacząłem na miejscu wykonywać badania moczu, nastawiać OB, załatwiać małą chirurgię , leczyłem „skórno-wenerycznych”, żeby jak najmniej wysyłać do specjalistów i nie narażać pacjentów na wydatki. Trochę narzędzi lekarskich miałem swoich, trochę było w ośrodku zdrowia, część dostałem po wybrakowaniu ze szpitala w Janowie, np. : dwie bardzo pomocne długie igły z wkładem do punkcji lędźwiowej i kilka do nakłuć- blokad kulszowych. Stawiałem bańki, pijawki jak doktor Zieliński. Kombinowałem rożne mixtury, dla dzieci, różne mazidła na „powojenne france”. Mgr Kubicki, często zaskoczony kompozycjami , przyjmował recepty do wykonania (czuwając nad dawkami). Bo wtedy dużo leków było robionych ręcznie przez aptekarza dla danej osoby- pacjenta (nie ma jednakowych ludzi).
Przyszła wiosna, zaczęto zauważać mnie w Kraśniku, Janowie. Nawet lekarz Powiatowy w Kraśniku p. dr Ślusarski, zrobił mnie Powiatowym Inspektorem Higieny Wsi. Otrzymałem legitymację służbową upoważniającą do zniżek komunikacyjnych. W Modliborzycach zająłem się higieną szkolną przeglądem klas. Byłem w szkołach całej gminy.
Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś

