Słodkie wspomnienia

Jak to się stało, że tuż obok, na wschodnich rubieżach wsi Jasieniec wyrosła wioska o dźwięcznej nazwie Czersk, nikt już dziś tego nie dociecze. To, że nowe domy wznosiły się obok jasie­nieckich, nie jest znów takie dziwne, zważywszy ze Jasieniec rozrastał się ponad miarę i ludzi przybywało zewsząd mrowie, zwłaszcza w końcu XIX wieku. Dlaczego jednak wyodrębniła się zupełnie nowa wieś oddzielona od Jasieńca jedynie krótką uliczką, nie wiadomo. Nawet jeden z najstarszych miesz­kańców wioski — Jan Wągrodzki, wielki miłośnik Jasieńca i znawca jego przeszłości — bezradnie rozkładał ręce. Na nic się zdały jego wielo­letnie w tym zakresie badania i znakomita mimo upływu lat — pamięć. Ponadto nie było w pobliżu żadnych czarnych lasów, ani też ciemnych wód, by stąd choćby wywodzić nazwę przysiółka. Jedynymi „ciemnymi” plamami w okolicy, były dość podmokłe grunty, położone w okolicach leniwie tu meandrującej Kraski, ciągnące się od Warpęsów po Boglewską Wolę. To zaś było raczej powodem do dumy niż wstydu. Co by jednak nie mówić, był sobie ten drugi Czersk pod Jasieńcem nie bez kozery, bowiem nazwa ta wielce przewrotnie nadaną mu była.

Być może nie warto byłoby nawet o tym wspominać, ot wioska jak inne, niczym szcze­gólnym się z pozoru nie wyróżnia. Warte jednak wspomnień, są jej bliźniacze związki z przyległym Jasieńcem, a były to zależności nie byle jakie. Czersk bowiem był przed­sionkiem Jasieńca i jego sypialnią, efektem wielko­prze­my­słowych aspiracji i krzty zjadliwości jakiejś. Toć to Czersk przecie był wsią służebną Jasieńca, a kto by tam dochodził, który to Czersk.

Aby jednak ustalić wzajemne relacji obydwu wsi, należy odnieść się do dziejów Jasieńca.

Pierwsze informacje o Jasieńcu pochodzą z około połowy wieku XIV. Wówczas to ukazał się pierwszy dokument, w którym wzmian­kowano jasie­niecką parafię, choć informacje o istniejącym we wsi kościele, są prawie o sto lat wcześniejsze! Wzmianka ta dotyczyła parafii już istniejącej i wprzę­gniętej w admini­stracyjny mechanizm polskiej państwowości. Młodej jeszcze co prawda, ale już dobrze okrzepłej. Jej dzieje sięgają prawdo­po­dobnie wieku XII, jako że wówczas to — z fundacji rodziny Jasie­nieckich herbu Jasieńczyk — wystawiono tu niewielki drewniany kościółek. Parafię erygowano nieco później, podkre­ślając w ten sposób nadrzędność wioski w stosunku do sąsiednich.

Był więc kościółek w Jasieńcu symbolem władzy i świadectwem możności wsi. Wznoszono w nim modły przez długie lata, aż zdarzyło się nieszczęście! Zaprószony ogień szybko strawił świątyńkę, i miejscowy pleban, którego wymieniono w dokumentach z 1472 roku — Mikołaj Warponż, przez pewien czas odprawiał msze pod prostym krzyżem, prosząc wiernych o datki i pokorę. Widać działania jego na coś się przydały, bowiem może to dzięki nim lub ślepej fortunie, w niedługim czasie wzniesiono we wsi kolejną drewnianą budowlę, wyświęcając ją w 1603 roku i ofiarowując Duchowi Świętemu. Parafii stawała się coraz obszer­niejsza. W roku 1540 należało do niej 21 wsi, ale już w roku 1616 stanowiła ona religijne centrum dla 27 miejscowości okolicznych. Była drugą co do wielkości po parafii grójeckiej.

Czas jednak robił swoje. Mimo opieki wiernych w ponad wiek potem i ten kościół uległ znisz­czeniu. Może było to umyślne działanie patrona kościoła, bowiem w niedługi czas po tym wydarzeniu, sam kasztelan ciecha­nowski, Władysław Grzego­rzewski, generał major regimentu gwardii królewskiej, darował nieco grosza na budowę nowego, murowanego już kościoła. Muratorzy przystąpili do budowy w 1747 roku pod nadzorem znako­mitego, a wielce sławnego architekta i autora projektu budowli — Jakuba Fontany, kończąc ją w roku 1754.

Wielkie to były dla Jasieńca dni. Kościół jaśniał tysiącem świec, grzmiąc wspaniałymi akordami dzięk­czynnych hymnów i naprawdę cieszył oczy harmonią kształtów. Było na co patrzeć.

Nazwa wsi Jasieniec jest typową nazwą flory­styczną i pochodzi bez wątpienia od przepastnych borów porasta­jących niegdyś te okolice, a w których to potężne jesiony prym wiodły, czcią napawając słowiańskich a mazowieckich przecie poddanych. Źródłosłów tej nazwy potwierdza również nazwa nieda­lekiej, bo odległej od Jasieńca o niespełna 2 km na wschód wsi Jasionna. W roku 1508 pisano tę nazwę — Jassy­enycze, ale już w 1569 roku, piszący wymieniali ją w dokumentach jako Jasieniecz.

Zmieniały się czasy, zmieniali się ludzie, a i wieś przechodziła z rąk do rąk. W roku 1819 urodziła się w Jasieńcu jedna z pierwszych polskich emancy­pantek, prekursorka walk o równo­upraw­nienie kobiet — Eleonora z Gagat­nickich Zamięcka. Była ona autorką licznych dzieł filozo­ficznych i pedago­gicznych, między innymi: „Myśli o wychowaniu kobiet” i „Kurs nauk wyższych dla kobiet”, w których pierwsza poruszyła myśl o reformie nauczania i wychowania dziewcząt. Jej śmierć w 1869 roku w niczym nie zmieniła rozwoju Jasieńca. Przeszła bez echa, a ona sama została na długie lata zapomniana, gdyż kolejne rocznice jej śmierci były tak samo ciche jak ona. A warto by choćby z perspektywy lat spojrzeć na jej osiągnięcia w dziedzinie, której poświęciła swoje dość krótkie życie.

Lata jednak mijały. Zmieniały się pokolenia i zmieniał się sam Jasieniec. Choć biednie się żyło siermiężnym poddanym, nie żałowali grosiwa na utrzymanie swojej wspaniałej świątyni. Nie żałowali go także miejscowi i okoliczni dziedzice. Właściciele Jasieńca — Domańscy i Suscy a następnie — Jarna­towscy, na własny koszt przepro­wadzali remonty bieżące i fundowali niezbędne wyposażenie.

Gorące widać były modły parafian, skoro w końcu XIX wieku zaczęli do Jasieńca przybywać ludzie z różnych stron kraju, a najwięcej z Mazowsza. Przybywali tu agitowani przez miejscowych posiadaczy, którym przewodzili Jan Tadeusz książę Lubomirski i Antoni Dali Trozzo. Posta­nowili oni wraz z innymi w Jasieńcu zloka­lizować największy wówczas zakład przemysłowy w grójeckiem — cukrownię.

Dlaczego właśnie cukrownię, trudno dziś dociec, w każdym razie oczywistym jest, że powodem wznie­sienia tego rzadkiego wówczas zakładu, nie była bynajmniej troska o miesz­kańców wsi. Taka była po prostu koniunktura i interesy okolicznych 16 właścicieli okolicznych dóbr, którzy posta­nowili zbić niezłą fortunę na tym słodkim surowcu.

W roku 1867 Spółka Akcyjna — powołana przez wspomnianych już, a co zamoż­niejszych ziemian — uruchomiła ów zakład, dając zatrud­nienie i chleb wielu mało i bezrolnym chłopom. Oni to właśnie stawiali pierwsze niewielkie domki nieopodal Jasieńca, znajdując tam wypoczynek i dach nad głową. Czersk — bo tak później nazwano ów przysiółek — co prawda widzieli jedynie nocą, bowiem w dzień pochłaniała ich wyczer­pująca praca w ja-​​sienieckiej cukrowni. Jej budynki wzniesiono tuż u zbiegu dróg wiodących z Grójca do Warki i z Jasieńca do Zbroszy i Biało­brzegów przez Promnę. Nadano jej nazwę „Czersk”.

I w tej nazwie należy szukać rozwiązania owej zagadki związanej z nazwą przyja­sie­nieckiego Czerska. Otóż Jasieniec nie był lak bardzo znany. Kojarzył się z Jasieńcem radomskim, a to nie rokowało dobrej reklamy cukrowni. Użyto więc przewrotnie nazwy „Czersk”, aby zakład jedno­znacznie kojarzył się z ziemią czerską, a ów Czersk był przecie w całej Rzeczy­po­spolitej znany. Ponieważ owa pod jasie­niecka osada pracowników cukrowni, położona była opodal zakładu, oddzielona jedynie parkiem dworskim, przeto z czasem — około 1880 roku — Czerskiem ją nazwano, potwier­dzając ją jako integralną część cukrowni.

Wspomnieć się godzi, że od tego czasu datuje się historia przepro­wa­dzonego przez Jasieniec traktu grójecko — wareckiego. Niegdyś przed laty najkrótszy szlak z Grójca do Warki wiódł przez Krobów, Kociszew, Olszany, Międzechów i Laski. Z chwilą urucho­mienia jasie­nieckiej cukrowni, dawny szlak został poniekąd zaniechany, bowiem Jasieniec odtąd stanowił ważny etap na nowej trasie, którą przepro­wadzono od Skurowa przez Pabie­rowice, Rytomo­czydła i Nową Wieś, łącząc w ten sposób majątki liczących się w okolicy dziedziców, wśród których był właściciel Boglewic — Edward Berson. Cóż, byli przecież udzia­łowcami i chyba dobrze się stało, bowiem droga ta dla Jasieńca stała się pierwszym i strate­gicznym oknem na świat. Drugie okno otworzyła — uruchomiona w roku 1920 — bocznica grójeckiej kolejki wąskotorowej.

Pełną parą pracowały myjnie i desty­larnie. Wioska rozrastała się i zamożniała. Powołano Straż Ogniową i orkiestrę dętą, wielką wówczas rzadkość na polskiej prowincji. Instrumenty kosztowały krocie! Instytucje te stanowiły wielką dumę miesz­kańców Jasieńca i nie lada zazdrość wzbudzały w okolicy. Członkami Straży byli przed­sta­wiciele miejscowej elity i ksiądz proboszcz także! Jasieniec przeżywał okres największej prosperity.

Mimo niewąt­pliwych korzyści wynika­jących z urucho­mienia tu właśnie cukrowni, co pozwoliło na wzrost zamożności miesz­kańców, urbanizację wioski i jej kulturalny rozwój — była tu nawet świetlica, szkoła dla dzieci pracowników, a nawet szpital dla ubogich, mający długo­letnią tradycję od 1737 roku — nieszczęście przyszło nagle. Kryzys owych czasów nie ominął i jasie­nieckiej cukrowni. Z szesnastu członków założycieli i kilku­dzie­sięciu udzia­łowców, zaczęli się wykruszać mniej majętni i bardziej narażeni na rynkowe kaprysy. Popyt na cukier — mimo pewnego zapotrze­bowania — i taniego surowca produ­ko­wanego we wzorcowych wówczas gospo­dar­stwach Suskich i Janaszów w Dańkowie i innych majątkach w okolicach Jasieńca, znacznie zmalał. Upadek firmy był nieuchronny. Co przezor­niejsi pozbywali się akcji ratując co się da, inni po prostu zbankrutowali.

Cukrownia zakończyła swoją działalność w 1927 roku, zmuszając wielu pracowników do zarobkowej emigracji do nieda­lekiej Warszawy i do nędzy tych, których na ową emigrację stać nie było, choćby z braku odwagi. Ostatnim dyrektorem cukrowni był Stanisław Waligórski. Zawiesiła działalność — z powodu braku sponsora — Straż Ogniowa i pokryły się patyną niegdyś złociste hełmy junaków. Wioska stała się smutna i szara. W dawnych budynkach cukrowni zloka­li­zowano składy i magazyny rolnicze, przejęte przez zarząd komisa­ryczny. Wkrótce zresztą i te zmieniły właściciela. W niektórych pomieszczono szkołę do dziś zresztą istniejącą pod szyldem Szkoły Mecha­nizacji Rolnictwa. Znikły pozostałe urządzenia i maszyny, a w dawnym budynku admini­stracji cukrowni przez lata miał swoją siedzibę Urząd Gminy.

Pasmo niepo­wodzeń trwało. Przeżył Jasieniec trudne lata okupacji. Z trudem wielkim egzystował w powojennej rzeczy­wi­stości. W roku 1962 została zlikwi­dowana trakcja osobowa kolejki łączącej Jasieniec przez Grójec i Piaseczno z Warszawą, a w roku 1965 uległa likwidacji trakcja towarowa. Fascy­nowano się wówczas możli­wością manewrową i tanią eksplo­atacją samochodów. Zamknięto drugie okno Jasieńca.

W tym mniej więcej okresie nastąpił kolejny zwrot w dziejach wsi. Co światlejsi rolnicy posyłali swoje dzieci do szkół, a te wracały z nich pełne wiedzy i zapału. Na niezbyt urodzajnych gruntach poczęły wyrastać jabłoniowe sady, ziele­niejąc się wśród pól i skrząc różno­barwnym kwiatami wiosną. Jasieniec zamożniał. Był to efekt owej trady­cyjnej już zadziorności i uporu jasie­nieckich ludzi, pomnych na swój histo­ryczny rodowód. Zresztą różnie z tą historią bywało i choć niektórzy mieszkańcy gminy biedę klepali, to uporu, wytrwałości i hartu było w nich wiele. Być może cechy te pozostały po licznej tu niegdyś szlachcie zagonowej biedującej w sąsiednich Tworkach i Gośnie­wicach, których w wieku XVI spora tu ilość była. Nawet w rodowych Gośnie­wicach zagonów już im nie stało. Ba, sami Gośniewscy herbu Nowina liczyli w roku 1504 tylko 10 głów, ale w roku 1540 już 25. Taką biedę klepali, że zmuszała ich ona do wynaj­mowania się za płatnych, a fałszywych świadków w różnych sądowych sporach pieniaczy, przecież jednak zamoż­niejszych od nich. Wszystko dla chleba. Może i bieda zmuszała ich do tego, może wrodzone warcholstwo i choć sławni byli z tego, to sławniejsi byli jako niezwykle bitni żołnierza, sławę Jasieńca i Gośniewic daleko poza granice Rzecz­po­spolitej niosąc. Znano ich dzielność nawet w Prusach!

Niewiele już śladów pozostało po jasie­nieckiej cukrowni, w miejscu gdzie dziś się znajduje szkolne boisko sportowe. Biegające tam dzieci nawet nie wiedzą, iż przed niewielu przecież laty, miejsce to było obiektem dumy miesz­kańców Jasieńca, ich źródłem egzystencji i…pożądania przybyszów. O cukrowni nie pozostały nawet słodkie wspomnienia! Zapomnienie pochłonęło ją tak samo, jak podobne jej zakłady w okolicy: młyn parowy w Falęcinie czy fabryki płótna w Grójcu i Błędowie.

Jedynym śladem tamtych czasów są na pewno dość dobrze zachowane okoliczne dwory i ich pozostałości położone w okolicach Jasieńca. Wiele przetrwały, ale świadczą o solidności wykonania, okraszonego dywidendami z jasie­nieckiej cukrowni. Warto popatrzeć na piękne budowle w nieda­lekich Pabie­ro­wicach, Turowicach, Woli Boglewskiej czy Woli Łychowskiej. Trzeba odwiedzić przepiękne Warpęsy rodziny Suskich. Wspaniała to historia i temat na wiele opowiadań. Dzieje każdej z tych miejscowości to swoista lekcja tradycji i patriotyzmu, lekcja historii.

Mimo wielu zmian, zatarcia śladów dawnej pięknej przeszłości, jest dziś Jasieniec dużą wsią gminną i siedzibą władz lokalnych. Nadal dominuje nad okolicznymi wioskami i jest stolicą parafii obecnie pod wezwaniem Wniebo­wstą­pienia Najświętszej Marii Panny. Takim chyba już pozostanie. Jak dawniej sąsiaduje z Czerskiem, którego miano powoli wychodzi z użycia. Choć ten ostatni nadal pozostaje odrębną jednostką admini­stracyjną, to dziś rzadko już kto przyzna się do tego, że mieszka w Czersku, cedując to na rzecz Jasieńca.

W miarę upływu czasu wiele się wokół Jasieńca zmieniło. Popadające niegdyś w ruinę okoliczne dwory we wspomnianych już miejsco­wo­ściach, zaczynają żyć ponownie. Pieczo­łowicie restau­rowane, tkwią w otacza­jących je pięknych parkach i choć wszystkie wymagają jeszcze wielu prac, są świadectwem. tych, którzy w niech niegdyś mieszkali, przyczy­niając się walnie do niegdy­siejszej, a może i dzisiejszej sławy Jasieńca. Może owa wielkość wynika z nadmiaru lokalnego patriotyzmu miesz­kańców, pomnych że właśnie tu istniał niegdyś zakład, którego już nie ma i nigdy już chyba w tym regionie nie będzie.

Nazwa jasie­nieckiego przysiółka Czersk pozostała tylko dla podtrzymania tradycji, choć może dziwnym zrządzeniem losu, nazwa ta podtrzymuje pamięć o wielko­prze­my­słowych ambicjach Jasieńca.

Autor: Andrzej Zygmunt Rola — Stezycki, Dyrektor

Jedna odpowiedź na „Słodkie wspomnienia

  • Krzysztof Bąkowski pisze:

    Witam.
    Gratuluję wiedzy o historii Jasieńca. Była to dla mnie niezwykła podróż do historii tych ziem.
    Wiele razy patrząc na pozostałości posia­dłości ludzi którzy tu budowali swoje „gniazda” zadawałem sobie pytanie : kim byli , jakie były ich losy, etc. Pana tekst otworzył mi oczy na historię tego terenu. W latach mojego dzieciństwa wiele czasu spędzałem w pobliskich Olszanach. To również miejsce urodzenia mojego ojca. Dlatego jeszcze raz dzięki.
    Zacząłem również szukać informacji na temat Boglewic i historii rodu Boglewskich, i w internecie natrafiłem na Pana krótki rys histo­ryczny tej rodziny. Również tak jak Jasieniec, jest to fascy­nujące dla kogoś kto zna te tereny i historię przeka­zywaną z ust do ust.
    Moja babka znała ostatnią właści­cielkę Boglewic — Justynę Berson.
    Jeszcze raz dziękuję.
    Krzysztof.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Wypożyczalnia Kajaków STER w Warce, ul. Mostowa 30

komorka 601418860, telefon 486672281
email kajaki@​onet.​pl
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka

Wolne terminy Last Minute!

Zdarza się, że klienci z przyczyn nieza­leżnych rezygnują ze spływu w ostatniej chwili. W takich przypadkach możemy Ciebie poinformować o wolnych terminach poprzez email. Liczy się kolejność zgłoszeń na wysłany mailing. W sezonie na ogół rezerwacje na spływy weekendowe wykonywane są z wyprze­dzeniem miesięcznym.

Szlak Pilicy

Spływ Pilicą nie przed­stawia większych trudności, również począt­kujący kajakarze poradzą sobie bez problemu. Nie zwalnia to oczywiście od uważnej obserwacji wody. Im niższy stan wody, tym więcej napotkasz mielizn. Propo­nujemy przepły­nięcie niemal całego mazowieckiego odcinka Pilicy. Propo­nowana trasa ma 79 km długości. Na jej przepły­nięcie należy przeznaczyć 3 dni.

W pobliżu rzeki można podziwiać wiele ciekawych zabytków archi­tektury. Odpocznij w arysto­kra­tycznej atmosferze Swidna, obejrzyj ciekawą ekspozycję w rodzinnej siedzibie Kazimierza Pułaskiego   —   wareckich Winiarach i zachwyć się XVIII-​​wiecznym kościółkiem w Łęgonicach. Jeżeli znajdziesz się nad Pilicą jesienią, przygotuj się na ucztę. Jabłka z pobliskich sadów to prawdziwe niebo w gębie. Można je kupować niemal prosto z drzewa.

Naturalna roślinność łęgowa w dolinie rzeki jest domem wielu gatunków ptaków. Nad Pilicą licznie spotyka się wiele gatunków mew, rybitw i brodźców. Często nad wodą błyskają turkusowe pióra zimorodka.

Czytaj dalej …

Szlak Radomki

Radomka  —  Jest rzeką płynącą w powiecie kozie­nickim, która stanowi naturalną granicę pomiędzy lasami Puszczy Kozie­nickiej i Puszczy Stromeckiej oraz północno-​​zachodnią granicą Kozie­nickiego Parku Krajo­bra­zowego imienia Profesora Ryszarda Zaręby. Szlak jest łatwy, malowniczy i bezpieczny. Należy również do niezbyt uciąż­liwych, ale wymaga od płynących doświad­czenia i jak każdy szlak wodny uważnego obser­wowania wody. Miejscami przepłynąć trzeba pod mostkiem lub kładką. Można spotkać przeszkody w postaci zwalonych do wody drzew bądź wysta­jących z dnia pni. Przepiękne łąki o łagodnym brzegu umożliwiają czasowy odpoczynek a zaopatrzyć się można w dostępnych sklepach spożywczo-​​przemysłowych w większych miejsco­wo­ściach takich jak Brzóza, Wola Chodkowska czy Ryczywół. Miłośnicy przyrody obserwować mogą zimorodki, na wysta­jących rzecznych kamieniach, kłodach i piasz­czystych mieliznach można zaobserwować bawiące się wydry, pliszki siwe i żółte. Przy odrobinie szczęścia możemy obserwować bobry, piżmaki, krzyżówki, nurogęsi czy piskliwce. Na przyległych do rzeki łąkach często widywane są czarne i białe bociany przyla­tujące tu na żer. W ujściowym odcinku rzeki zauważyć możemy szybujące nad głowami bieliki. Przed Ryczywołem na lewym brzegu z rzeką graniczy urokliwy rezerwat przyrody „Dęby Biesiadne” im. Mariana Pulkow­skiego o pow. 17 ha z licznymi starymi, dziuplastymi pomni­kowymi dębami.

Czytaj dalej …

Szlak Wisły od Kazimierza D. do Góry Kalwarii

Z pozoru powolna i majesta­tyczna Wisła, czasem może zamienić się w trudny akwen. Rozlewiska, płycizny, samotne wyspy, strome brzegi tworzą nieza­po­mniany klimat tej pięknej rzeki.

Na trasie można zobaczyć: orły, bociany czarne, wydry, a także dziki i sarny przychodzące do wodopoju. Wisła przyciąga nie tylko miłośników natury, ale również naturyzmu - kilka­naście kilometrów przed Warszawą na prawym brzegu znajduje się jedna z nielicznych w Polsce nieofi­cjalnych plaż dla naturystów.

Na przepły­nięcie całej trasy potrzeba od 3 do 5 dni. Optymalny dzienny dystans do pokonania to około 25 kilometrów, ale wytrawni i wytrwali kajakarze przepływają nawet 75 kilometrów. Jedną z przyjemności spływu jest możliwość spędzenia nocy na wyspach, których na opisywanym odcinku jest mnogość. Cisza, spokój, mnóstwo drewna na opał, piasz­czyste plaże, dostępne brzegi.

Czytaj dalej …

Trochę historii

Naszą przygodę z kajakami zaczęliśmy 25 lat temu od kilku składaków. Pływaliśmy z grupą przyjaciół najpięk­niejszymi rzekami w Polsce: Krutynią, Czarną Hańczą, Dunajcem, Sanem a także zimą na Brdzie, Wdzie i Narwi. Razem z Radomskim Stowa­rzy­szeniem organi­zo­waliśmy spływy Dzieci Niepeł­no­sprawnych na Pilicy i Drzewiczce. Udział w spływach i maratonach na Wiśle, Zalewie Zegrzyńskim, Raduni przysporzył wielu pucharów i nagród. Najważ­niejszą korzyścią były spotkania z czystą naturą zapew­niające wspaniały, wypoczynek dla całej rodziny. Na bazie tych doświadczeń 5 lata temu powstała firma STER. Nasi klienci korzy­stający z oferty są zadowoleni z wysokiej jakości usług i korzystnego mikro­klimatu Puszczy Stromecko   —   Kozie­nickiej, często wracają, polecają nas innym.