Początki kajakarstwa w Polsce
Początki kajakarstwa w Polsce
Kajakarstwo w Polsce rozwinęło się znacznie później niż w innych krajach. Co prawda pierwszą wzmiankę znajdujemy jeszcze w prasie ubiegłego stulecia, ale w sumie próby były nieśmiałe i nieliczne, nie budzące żadnego oddźwięku w społeczeństwie. W dniu 26 maja 1887 r. na łamach „Kuriera Warszawskiego” ukazała się wzmianka, w której czytamy m.in.: „Niespodziewany, a tak przez drużynę wioślarską upragniony przybór wody pobudził do życia młodą instytucję. Łachy piaszczyste, do niedawna złowrogo wyzierające z wody, nawet najbardziej zamiłowanych w sporcie wioślarzy zniechęcały do jazdy i odbierały energię. Z chwilą jednak podniesienia się poziomu rzeki, mnóstwo łodzi rasowych zaroiło się na Wiśle, a gigi, raceboty, skulingi, ośmiowiosłowki i kajaki dokazywały cudów zręczności. Nastał więc już przedregatowy sezon”. Dalsze wzmianki o kajakowych zawodach znajdujemy w „Kurierze Warszawskim” z 1896 r. Zorganizowane zostały przez Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie, które powstało w roku 1878, a zalegalizowane zostało przez władze carskie w cztery lata później. Otóż WTW oprócz działalności zasadniczej prowadziło także różne inne sekcje, jak np. gimnastyki, kajakową, szermierczą itp. Podczas regat organizowanych przez WTW startowali również kajakarze. Ich wyścigi poprzedzały zmagania wioślarzy. Pierwsze wyścigi kajakarzy odbyły się w 1896 r. na Wiśle, na dystansie 1000 metrów.
Uczestniczyło w nich trzech kajakarzy: Stanisław Siwko, Adolf Normark i Dymitryj Mokryjewicz. Wyścig rozegrano z biegiem rzeki. Pierwszy do mety dopłynął Stanisław Siwko na kajaku „Zuch” przed Adolfem Normarkiem na „Karle”. Trzeci kajak nazywał się „Smyk”. Turystyka wodna nie była obca ówczesnym Polakom, jednakże nie można jej zaliczyć do kajakarstwa. Już w roku 1872 ojciec polskiej turystyki wodnej Zygmunt Gloger organizował swe pierwsze wycieczki łodzią po Niemnie, Wiśle, Bugu i Biebrzy. Jego poprzednikiem był poeta i geograf Wincenty Pol, który w 1858 r. zachwycał się spływem Dunajcem, odbytym łódką przez, jak to dawniej nazywano, Pieniński Wyłom. Prawdziwy wybuch turystyki już naprawdę kajakowej nastąpił zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległego bytu. W 50 lat po wędrówkach Glogera kontynuatorami jej, jak pisze w swoich wspomnieniach Marian Plebańczyk, jeden z tych, co ukochali kajakarstwo, byli: „… tacy późniejsi jej luminiarze, jak Arkady Fiedler, który nim wybrał się po „Ryby śpiewające w Ukajali” i do „Kanady pachnącej żywicą”, najpierw w 1924 r. przepychał się „Przez wiry i porohy Dniestru” czy też Władysław Grzelak, który zdobywał swe ostrogi rasowego włóczęgi wodnego płynąc „Łódką z biegiem Wisły”. Zanim arcymistrz włóczęgów, Wacław Korabiewicz, wybierze się „Kajakiem do minaretów” na polskich rzekach uczy się rzemiosła wodniackiego, które – trzeba to przyznać – opanował po mistrzowsku. Zanim mistrz narracji Melchior Wańkowicz, będzie po drugiej wojnie światowej, trochę snobistycznie, poszukiwał „żaby” – to w zaraniu polskiej turystyki z większym nabożeństwem w sercu i radością w duszy będzie penetrował podwarszawskie rzeczki i rzeczułki, a później znajdzie się „Na tropach Smętka”.
Trzeba dodać do słów M. Plebańczyka, że wśród tych prekursorów znaleźli się Stanisław Rischka ze Lwowa, Antoni Grabski, L. Leszko, sam. M. Plebańczyk z Krakowa i Maria Podhorska – Okołów.
W tym okresie bujnego rozwoju polskiego kajakarstwa zarówno turyści jak i sportowcy należeli do klubów i stowarzyszeń narciarskich oraz wioślarskich. Dlatego też bardzo trudne do uchwycenia są prawdziwe początki kajakarstwa. Wiadomo, że pierwszy samoistny klub kajakowy powstał dopiero w 1924 r. Ze wspomnień seniorów polskiego kajakarstwa oraz nielicznych źródeł pisanych wynika, że ten pierwszy klub powstał w Mysłowicach i nazywał się „Hellas”. Jak czytamy w „Sporcie Wodnym” z maja 1926 r. klub początkowo liczył 9 członków z 4 łodziami, lecz już po upływie czterech miesięcy liczba członków wzrosła do 16, a łodzi do dziesięciu (4 jedynki i 6 dwójek). Ciekawa jest również informacja, że podczas zabawy składakowców, jaka odbyła się 1 lutego 1927 r. przeprowadzono zawody, podczas których padł, o czym sami zainteresowani zapewne nie wiedzieli, pierwszy nieoficjalny rekord Polski: dwóch członków klubu złożyło składak – dwójkę w czasie 9 minut. Pierwszym prezesem owego jednosekcyjnego, samoistnego polskiego klubu kajakowego był dr Kos.
Ten okres bardzo ciekawie wspomina Władysław Grzelak, który po raz pierwszy dosiadł składaka w 1927 roku. Pisze o tym, że jeden z założycieli Klubu „Hellas” trudnił się uboczną sprzedażą składaków sprowadzanych z Niemiec, trochę różniących się od słynnego Kleppera i tańszych. Było to wówczas bodaj pierwsze źródło w Polsce, gdzie można było zaopatrzyć się w składak. Tam też Władysław Grzelak razem z T. Guzowskim, za mniej więcej dwutygodniowy zarobek, zakupili składak, odznaczający się ładną linią i przyjemnym kolorem. Od razu też nastąpił chrzest wodny nowego składaka. Wprost z miejsca zakupu czyli z Mysłowic „Pstrąg” jak torpeda śmignął przez „trójkąt” niegdyś trzech cesarzy, gdzie zlewają się dwie Przemsze: Biała i Czarna. Po wielogodzinnym wiosłowaniu, minąwszy „gruzy Tyńca prastare” zatrzymali się w Krakowie. Następnie bez namysłu udali się koleją do Nowego Targu, a stamtąd dorożką do Czorsztyna. Dunajec urzekł ich swym czarem w Pieninach. Olśnieni płynęli, a raczej spadali z progów rozhukanej rzeki. „Pstrąg” był jednym z pierwszych, a może i pierwszym składakiem, widzianym przy „Zbójnickim Skoku”. Potem całe ich roje ciągnęły na Dunajec. Sława tej niezwykłej rzeki rozniosła się szeroko wśród wodniaków. Były lata gdy połowa kajakowców warszawskich Zielone Świątki spędzała w Pieninach. Wziąwszy na Przemszy, Wiśle i Dunajcu ślub ze składakiem, byli nienasyceni w podróżach poślubnych. Nastąpił wtedy jeszcze jeden przerzut koleją ze Starego Sącza do Sambora na Dniestr. Na trzecim etapie swej inauguracyjnej wędrówki „Pstrąg” spływał spokojnie, bez wstrząsów, obok „wirów i porohów” przez pełne osiem dni aż do wyznaczonej mety w Zaleszczykach.
Stwierdzone ponad wszelką wątpliwość wybitne zalety turystyczne składaka sprawiły, że w roku 1928 już nie wrócili na łódź wioślarską. Z „Pstrągiem” w trzech torbach wybrali się na „Niemen het precz”, jak mówi piosenka, aż do Stołpców. Przez szereg dni ta śliczna wstęga wodna, opiewana w polskiej poezji, powieści i piosence snuła się przed ich zachwyconymi oczami. Brzegi Niemna miały wówczas właściwy rzekom Litwy wdzięk trudny do wysłowienia. Pod Niemnowem „Pstrąg” wśliznął się do śluzy Kanału Augustowskiego w istny labirynt tratew. Z trudem się z niego wydostał i pomykał w dalszej drodze od jeziora do jeziora. Czarna Hańcza, jedna z najpiękniejszych w Polsce rzek, usiłowała go usidlić nie tylko tratwami. Owszem, podbiła serca załogi „Pstrąga”. Ale romans z kim innym miała nawiązać. Okazało się to pięć lat później kiedy wyszła z druku niecodzienna książka Wandy Miłaszewskiej. Był to romans nie „Pstrąga” lecz „Bobra” z Czarną Hańczą, romans kajaka z rzeką. Z tekstu i ze zdjęć jakie tylko mistrz Bułhak mógł wykonać, rozległ się donośny hańczyny zew do turystów wodnych, by ją nawiedzali. Więc ciągnęli do Suwałk, na Wigry, na jeziora: Białe, Necko, Serwy i na Suchą Rzeczkę, owe „dwa kilometry cudu”, by napatrzeć się wodnym krajobrazom w świetle uwielbień literackich. Natomiast sfatygowany nie tylko tymi wycieczkami, ale i coniedzielnymi spacerami „Pstrąg” znalazł innego armatora. Zaś Władysław Grzelak w pierwszej krajowej wytwórni składaków Jenkera i Wagnera w Bielsku zaopatrzył się w nowy, niebieski składak. Ten „Urwipołeć” (bo tak się nazywał ten drugi składak) powędrował koleją za granicę, aż do Budziejowic. Tam puścił się w towarzystwie czeskiej kanoe „Wisła” z biegiem Wełtawy. Ta wycieczka była bardzo interesująca i przyjemna dzięki udziałowi w niej dwóch zaprzyjaźnionych Czechów: Kralla i Moravca. Szlak długości ok. 200 km, z Budziejowic do „Zlatej Prahy”, przebyli spacerkiem w ciągu tygodnia. Atmosfera serdecznej gościnności w klubach praskich, wzmocniła węzły przyjaźni wodno-turystycznej z czeskimi pobratymcami, zamanifestowanej następnie w zbiorowym spływie polsko-czeskim z biegiem Wisły, odbytym w tymże 1930 roku.
W dniu 17 listopada 1928 roku z inicjatywy W. Pyki powstał na Śląsku, gdzie najwcześniej rozwinął się ożywiony ruch składakowo-turystyczny, Katowicki Klub Ka-noistów lub – jak podają inne źródła Klub Kajakowy Kanoistów. Jednak Jan Broekere twierdzi, że w 1933 r. „Klub Kanoistów z Katowic”, za czasów prezesury Stanisława Macielińskiego obchodził 50-lecie istnienia ponieważ założono go w 1883 r.). W roku 1929 powstały m.in.: Sekcja Kajakowa KW „Wisła” i Sekcja Kajakowa WKS „Żoliborz” w Warszawie, Sekcja Kajakowa WKS „Wawel” w Krakowie (obecnie Kolejowy Klub Wodny), Akademicki Klub Włóczęgów w Wilnie oraz w Bydgoszczy Klub Wioślarski „Gryf’ i Bydgoski klub Wioślarek. Powstały też Kluby Kajakowe we Lwowie, Poznaniu i Katowicach. Zresztą w latach 1928-1930 Kluby Kajakowe mnożą się jak przysłowiowe grzyby po deszczu. W rozwoju ruchu kajakowego poważny udział mają też harcerze. M.in. na drugi Narodowy Zlot Harcerzy w Poznaniu, w 1929 r. na własnoręcznie zbudowanych kajakach (tzw. dykciakach) popłynęła drużyna harcerska (15- i 19-latków), im. Bartosza Głowackiego z Suwałk. Trasa wiodła z jezior Augustowskich, Kanałem Augustowskim, Narwią, Wisłą, Bzurą i Wartą, a jej długość wyniosła 1000 km.
Pomocna dłoń narciarzy wyciągnięta została do kajakarzy zanim się na to zdecydowali wioślarze. Zarówno Polski Związek Narciarski jak i Polski Związek Towarzystw Wioślarskich miały pełne prawo do objęcia opieką kajakarstwa, bowiem początkowo sekcje tej dyscypliny sportu działały zarówno w klubach narciarskich jak i wioślarskich.
Spory kompetencyjne dotyczące tego, kto ma się zaopiekować tą dyscypliną trwały, a tymczasem kajakarstwo odczuwało brak jednego ośrodka koordynującego poczynania klubów, sekcji i działaczy, tym bardziej że turystyka i sport rozwijały się żywiołowo. Kres w pierwszej fazie dyskusji położyło powołanie przez Polski Związek Narciarski Komisji Kajakowej. Kiedy stało się to w roku 1928 bardzo dotknięci poczuli się wioślarze oraz działacze związani z klubami wodniackimi. Rozpoczęły się polemiki i dyskusje na łamach prasy.
Część klubów i sekcji nie kwapi się z wypełnieniem deklaracji przystąpienia do PZN. Tak mija rok 1929. Pod koniec tego roku Związek Związków Sportowych postanowił powołać specjalną komisję do opracowania statutu związku kajakowego oraz zorganizowania zebrania konstytucyjnego przyszłej, niezależnej organizacji kajakarstwa.
W wyniku prac komisji w dniu 2 maja 1930 roku odbył się w Warszawie zjazd delegatów klubów i sekcji kajakowych, na którym powołano do życia Polski Związek Kajakowców i wybrano pierwszy zarząd, na czele którego stanął gen. Stanisław Kwaśniewski. Wyrazem konstytuowania się naczelnych władz polskiego kajakarstwa pod auspicjami wioślarzy i narciarzy było wprowadzenie do statutu PZK przepisu, że w skład zarządu wchodzą referenci turystyczni PZN i PZTW, a w razie likwidacji PZK jego majątek przejdzie na rzecz Polskiego Związku Narciarskiego. Mimo, iż powstanie PZK nastąpiło w 1930 roku za początek zorganizowanego kajakarstwa przyjmuje się jednak rok 1928 i od tego roku liczy się wszystkie jubileusze i okresy rozwoju w historii polskiego kajakarstwa. Trzeba podkreślić, że jeszcze w 1930 r. związek zmienia nazwę na Polski Związek Kajakowy.
Do Polskiego Związku Kajakowców zgłosiło akces około 30 sekcji i klubów. Niestety, precyzyjne określenie tej liczby nie jest łatwe, ponieważ mnóstwo dokumentów zaginęło w okresie wojny, inne zaś zostały zagubione podczas jednej z reorganizacji sportu polskiego na początku lat pięćdziesiątych.
Witold Bublewski wspomina także, że dnia 4 listopada 1934 r. odbyło się posiedzenie Zarządu PZK, na którym rozpatrywano zawieszenie Klubu „Krakovia”, budowę stanicy kajakowej na Dunajcu, tablice orientacyjne dla oznakowania stanic kajakowych i miejsc obozowania, problem zaopatrzenia stanic w łóżka i sienniki a ponadto sprawy bieżące.
Witold Bublewski jako członek pierwszego Zarządu Głównego i współzałożyciel PZK podaje również, że pierwsze regulaminy PZK tworzono pod przewodnictwem ówczesnego majora, a późniejszego pułkownika Lewakowskiego z WiG. On też był twórcą projektu obecnego proporczyka PZK. Natomiast W. Bublewski oprócz tego, że był autorem książki pt. „Kajakami na wodnym szlaku”, ogłosił ponadto szereg artykułów dot. turystyki i organizacji spływów kajakowych ze specjalnym uwzględnieniem harcerstwa. Organizował też „punkty postoju” na rzekach, znakowanie szlaków wodnych, masową produkcję kajaków.
W pierwszym Zarządzie Głównym PZK Witold Bublewski był sekretarzem, obowiązki prezesa pełnił wówczas mjr Sekunda.
Roman Klim

601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś

