August III

Szlak Kajakowy Rzeka Biebrza – Kanał Augustowski

Szlak Kajakowy Rzeka Biebrza – Kanał Augustowski (Lipsk — Dębowo — Augustów)

Szlak kajakowy rzeką Biebrzą i Kanałem Augustowskim długości 88,5 km.

Biebrza jest prawobrzeżnym dopływem Narwi. Długość jej wynosi 155 km, a opisywany odcinek 53,5 km, spadek 14 cm na 1 km, stopień rozwinięcia 1,76, wielkość dorzecza 5995 km2. Nazwę swą Biebrzą przyjęła od wielkiej ilości bobrów żyjących niegdyś nad jej brzegami. Rzeka bierze początek w okolicach Nowego Dworu, na pn.-wsćh. krańcu Podlasia. Kierunek jej biegu — pd.–zach. Jest rzeką dziką, nizinną, wijącą się kręto po szerokiej bagnistej dolinie. Szerokość doliny między źródłem a Dębowem wynosi 4—5 km, w dolnym zaś biegu rozszerza się do 15 km, obejmując ok. 500 km2 pow. Znaczną część tej doliny stanowi Bagno Biebrzańskie o pow. przeszło 200 000 ha. Od źródeł do Goniądza bardziej bagnisty jest brzeg prawy, a od Goniądza do połączenia z Narwią — lewy. Szerokość czystego lustra wody w górnej części waha się w granicach od 10 do 30 m, poniżej Dębowa od 20 do 50 m. Na odcinku długości ok. 78 km od połączenia z Kanałem Augustowskim do ujścia do Narwi włączona jest w system Kanału Augustowskiego.

Brzegi Biebrzy torfiaste, niskie, porosłe są miejscami trzciną i łozą. W korycie często występują kępy. Głębokość rzeki ok. 1 m i więcej. Powierzchnia wody czysta, bez przeszkód. Biebrzą stanowi historyczną granicę pomiędzy Podlasiem a Mazowszem. Spławna jest od Lipska, a żeglowna od połączenia z Kanałem Augustowskim. Z lewej przyjmuje dopływy: Sidrę zwaną też Siderką, Kamienną i Kamionkę nazywaną w dolnej części Brzozówką; z prawej — Niedźwiedzicę, Jastrzębiankę, Lebiedziankę, Nettę z Kanałem Augustowskim, Jegrznię, Ełk z Kanałem Przechodzkim {Rudzkim) i Wissę.

Obozowanie w górnym biegu Biebrzy jest zupełnie niemożliwe, w środkowym i dolnym w wypadkach koniecznych można obozować na grubej podściółce z siana, którego podczas sianokosów jest tu pod dostatkiem.

Biebrzę na interesującym nas odcinku można osiągnąć koleją od strony Białegostoku lub Augustowa dojeżdżając do Ostrowia Biebrzańskiego, skąd do rzeki 1 km.

Autobusem można dojechać z Augustowa do Lipska nad Biebrzą lub z Augustowa i Białegostoku do Sztabina.

W połowie drogi pomiędzy Augustowem a Lipskiem, ok. 1 km z lewej strony drogi, w Puszczy rezerwat leśny w uroczysku Kozi Rynek pow. 146,63 ha (nadleśnictwo Augustów). Obejmuje on zbiorowisko leśne, grondowe i łęgowe, charakterystyczne dla Puszczy Augustowskiej. W jego obrębie znajdują się następujące typy lasu: oles jesionowy, bór mieszany, bór świeży, bór bagienny i las mieszany. Na terenie rezerwatu znajdują się również groby powstańców z 1863 r.

Lipsk nad Biebrzą, wieś położona w zakolu rzeki na pn. krańcu Wysoczyzny Białostockiej, z trzech stron otoczona zabagnioną doliną. W uznaniu zasług mieszkańców w walce z hitlerowskim okupantem i za udział w utrwalaniu władzy ludowej na Białostocczyźnie oraz wkład w społeczno-gospodarczy rozwój terenu, w 1973 r. została odznaczona Krzyżem Grunwaldu III kl.

Lipsk był pierwotnie wioską królewską w ostępie Lipsk w Puszczy Prestuńskiej i nazywał się Biebrzana. W 1570 r. Stefan Batory nadał osadzie prawa miejskie i herb — łódź z żaglem oraz sprowadził 70 rodzin kolonistów, Węgrów siedmiogrodzkich. Nowo lokowane miasto miało być portem handlowym. Otrzymało od króla liczne przywileje, m. in.: 4 jarmarki w roku, cotygodniowe targi, prawo budowy składu soli oraz browarów i miodosytni wolnych od podatków. Mimo tych przywilejów oraz późniejszych nadanych w 1754 r. przez Augusta III, miasto położone wśród słabo zaludnionych puszcz nad-biebrzańskich, z dala od głównych szlaków handlowych nie rozwinęło się.

W czasie II wojny światowej i okupacji wielu lipszczan walczyło w partyzantce oraz w szeregach I Armii Wojska Polskiego, wielu zginęło zamordowanych przez hitlerowców. Dn. 21 VI 1941 r. hitlerowcy rozstrzelali 13 osób, w kilka miesięcy później wywieziono i wymordowano 99 mieszkańców narodowości żydowskiej, 13 VII 1943 w odwet za działania partyzanckie rozstrzelano 50 osób. W czasie okupacji zginęło 208 mieszkańców wsi na ogólną liczbę 800.

W okolicznych wsiach hitlerowcy także dokonywali masowych mordów. Dn. 26 VIII 1943 r. w lesie koło wsi Jasionowa w pobliżu Lipska (z prawej strony drogi w kierunku Augustowa), zamordowali za współpracę z partyzantami 56 mieszkańców Jasionowa (w tym 24 kobiety i 22 dzieci w wieku od 1 do 15 lat), a wieś składającą się z 16 zagród spalili. Po wyzwoleniu na zbiorowej mogile postawiono pomnik z krzyżem w koronie cierniowej z nazwiskami zamordowanych.

Po wyzwoleniu, na przełomie 1944/45 r. Lipsk był siedzibą władz pow. augustowskiego. Obecnie jest siedzibą urzędu gminnego. Głównym zajęciem mieszkańców jest rolnictwo i hodowla. W ostatnich latach uporządkowano wieś, ułożono nowe chodniki, wyasfaltowano alejki w parku. Wzniesiono pomnik dla uczczenia pamięci mieszkańców, którzy zginęli i zostali zamordowani w czasie ostatniej wojny. W miejscowej szkole urządzono izbę pamięci narodowej.

We wsi przystanek PKS, poczta, ośrodek zdrowia, punkt apteczny, sklep i gospoda. W pobliżu szkoły kopiec Tadeusza Kościuszki.

Pomiędzy Lipskiem a Augustowem, na polanie w pobliżu wiosek Kamienna Nowa i Kamienna Stara, znajdowało się miejsce stałych zrzutów partyzantów radzieckich, broni i sprzętu wojskowego.

0,0 km. Kajak montujemy 0,5 km na pd. od Lipska przed mostem drogowym, na skrawku łąki po prawej stronie wysokiego nasypu drogi. Z obu stron mostu rozciąga się szerokie rozlewisko z labiryntem zatok i cieśnin wśród rozległych łanów sitowia.

Aby wydostać się z rozlewiska na czyste wody Biebrzy należy wejść na wysoko wznoszący się most i wyszukać właściwy przejazd wśród sitowia ciągnącego się na odcinku ponad 500 m. Dalej lustro wody jest czyste, rzeka kręta, otoczenie moczarowate z położonymi z dala kępami olsz i brzóz. Nurt prawie niewidoczny, wskazuje go lekko pochylona roślinność wodna. Głębokość rzeki znaczna. Jej dna miejscami nie można dosięgnąć wiosłem. Zarosłe grząskie brzegi wykluczają lądowanie.

Początkowo na odcinku blisko 1 km płyniemy ku pn., następnie prawie 2 km ku zach., aby wreszcie po ostrym zakręcie przyjąć stały na ogół kierunek pd.-zach.

400 m z lewej, za moczarowatymi łąkami rozciągają się polne wzgórza. Na ich zboczach rosną z rzadka sosny i modrzewie, z dala przed nami widać wieś Szuszalewo.

Za szerokim pasem mokradeł z prawej rozciąga się pd. kraniec Puszczy Augustowskiej.

7,0 km. Po dalszych 4 km spływu znajdujemy się na wysokości wsi Szuszalewo, położonej o ok. 600 m od lewego brzegu rzeki.

9,0 km. W odległości 1 km od zach. krańca wsi znajduje się pojedyncza zagroda. Na wysokości tej zagrody uchodzi do Biebrzy z lewej wąski kanał melioracyjny zwany Rudawką. Kanałem tym o zarośniętych trawą brzegach, ale wyraźnie zaznaczonym nurcie można dopłynąć do wspomnianej zagrody (500 m), przed którą na dość wysoko położonej łączce znajdujemy miejsce do obozowania.

Płyniemy dalej wśród rozległych, ciągnących się po obu stronach rzeki bagien. Zdradliwe kępy zapadają się przy każdej próbie lądowania. Na rzece mnóstwo białych grzybieni. Licznie występuje tutaj również grążel żółty. Ciszę przerywa tylko świergot ptaków. W górze dzwonią skowronki, w trzcinach głośno, jakby rżnęły drzewo, dają o sobie znać małe ptaszki — trzcinówki (tracze). Czasem z nagła dojdzie nas szum przelatującej gromady szpaków. Na czubkach wysokich tyczek od stogów siana siedzą wrony, a na niskich palach gromadki (po 5—6 sztuk) bocianów. Bociany te z racji niezakładania rodzin oraz gromadnego, wielogodzinnego, nieruchomego wystawania na wspomnianych palach miejscowa ludność nazywa bezrobotnymi. Między bocianami można spotkać czaple i żurawie.

Po 30 min. spływu od miejsca biwakowania, za pasem moczarów na prawym brzegu, na tle pobliskiego lasu kilka zagród kolonii Lipsk zwanej Nowolipskiem.

12,0 km. Z prawej pierwsza kępka wierzby, jaka zjawiła się na prawym brzegu szlaku. Nieco wcześniej z lewej ujście strugi Kamienna, płynącej od wsi Kamienna Stara (ponad 3 km). 300 m niżej, z lewej za pasem moczarów w odległości ok. 600 m od koryta, na wysokim zalesionym brzegu doliny kilka bunkrów. Szereg zastawek na ryby mijamy bez trudności.

16,5 km. Na 500 m przed mostem w Kamiennej Nowej, na lewym łąkowym i względnie suchym brzegu, możność lądowania i chwilowego odpoczynku. Nieco dalej ku pd. wieś Kamienna Nowa.

Rozwidlenie rzeki. Płynąć lewym, węższym, ale znacznie krótszym ramieniem.

Most drogowy i tuż za nim kolejowy. Lądować można na lewym brzegu poniżej drugiego mostu. Obok miejsca lądowania obozowisko. Przy przejeździe pod mostami uważać na kamienie w korycie. W odległości ok. 1 km od wspomnianych mostów na prawym brzegu przystanek kolejowy mogący być punktem rozpoczęcia spływu rzeką Biebrzą. 0,5 km od mostu drogowego z lewej wieś Kamienna Nowa. We wsi sklep. Z prawej, 1 km od brzegu na pn. — początek wsi Jastrzębna. We wsi znajduje się poczta i sklep. Z mostu na Biebrzy w kierunku wsch. widać wieżę kościoła w odległym o 10 km w linii prostej Lipsku, a 3 km na pn. zach. kościół we wsi Krasnybór.

Biebrza poniżej Kamiennej Nowej i Jastrzębnej nieco wyrównała swój bieg, szerokość czystego lustra wody wynosi około 20 m, kępy w korycie zniknęły, rzece towarzyszą jednak nadal podmokłe łąki. 1 km poniżej mostu kładka z pnia umieszczonego na kołkach. Przepływamy przy prawym porosłym trzciną brzegu.

20,0 km. Z prawej ujście rzeczki Lebiedzianki, z jej lewym dopływem Jastrzębianką.

20,5 km. 0,5 km spływu w odległości blisko 1 km od zewnętrznego ostrego zakola, z prawej, za pasem moczarowatych łąk, na wzgórzach wysokiego brzegu doliny nadrzecznej początek wsi Krasnybór, położonej na wzgórzach ponad bagnami przy zejściu się rzeczek Lebiedzianki z Jastrzębianką, 2 km od ich ujścia do Biebrzy. Wieś poza widocznymi z dala kościołem i szkołą, posiada również pocztę i sklep.

Kościół w Krasnymborze, unikalny na tych terenach murowany gotycko-renesansowy, wzniósł w 1598 r. Adam Chreptowicz.

Poprzednio była tam cerkiew ufundowana w 1513 r. przez Teodora Chreptowicza.

Na miejscowym cmentarzu znajduje się nagrobek o 4 kolumnach z lanego żelaza zaprojektowany i ufundowany przez reformatora, społecznika i filantropa hr. Brzostowskiego, który w ten sposób uczcił pamięć Wiktorii Rymaszewskiej — jednej z najbliższych współpracownic w dziele przebudowy gospodarczej i społecznej.

Krasnybór należał do dóbr Sztabin, które były własnością Karola Brzostowskiego.

Naprzeciwko Krasnegoboru Biebrzę grodzi trwała kładka. Aby przepłynąć należy zanurzyć kładkę przy prawym brzegu. Przy niskim stanie wody można unieść prawy koniec kładki.

Na krętej rzece znów spotykamy szereg przegród na ryby. Brzegi bagniste, porosłe trzciną, tatarakiem i sitowiem, lądowanie wykluczone.

Przy dalszym spływie do Sztabina, na obu wyższych brzegach moczarowatej doliny biebrzańskiej widzimy w odległości 1—1,5 km od Biebrzy szereg wiosek: z prawej — Jasionowo, Wolne i Krasnoborki; z lewej -r-; Trzyrzeczki, Małowistę i Domorad. Lądować w dalszym ciągu nie można.

32,0 km. Most na drodze, którą jeździ autobus PKS Augustów —. Sztabin — Suchowola — Korycin — Białystok. Lądować; można na lewym brzegu przed mostem.

1 km na pn. od mostu wieś Sztabin. Wioska, niegdyś o nazwie Sokołów, później Osinek, została nazwana w 1820 r. Sztabinem od fabryk wytwarzających żelaznej sztaby. Była to dawniej osada fabryczna, zwana również Krasnymstawem. Jej właściciel Karol Brzostowski w: 1818 r. wystawił tu piec do wytapiania rudy darniowej wydobywanej z bagien nad Biebrzą. W 1830 r. wybudowano nowy piec o miechach poruszanych machiną parową. Roczna produkcja żelaza wynosiła 4000 cetnarów. Wyrabiano głównie naczynia kuchenne, następnie odlewy dla śluz budowanego wówczas Kanału Augustowskiego. Przy neogotyckim kościele fundacji Karola Brzostowskiego, nagrobek Joachima Chreptowicza, wielkiego kanclerza litewskiego, dziada Karola Brzostowskiego z napisem: Joachim Litawor Chreptowicz Kanclerz W. XL. UR 1729 Z 1813.

Obecnie Sztabin jest siedzibą urzędu gminnego. We wsi przystanek PKS na linii Augustów — Białystok z odgałęzieniami do Dolistowa i Goniądza nad dolną Biebrzą, poczta, ośrodek zdrowia, apteka, klub „Ruchu”, restauracja „Słoneczna”, posterunek MO, sklep artykułów produkcji rolnej.

W dniu 1 maja 1943 r. oddział żołnierzy VIII Uderzeniowego Kadrowego Batalionu AK pod dowództwem Stanisława Karolkiewicza, ps. „Szczęsny”, w akcji odwetowej, przy całkowitym zaskoczeniu wroga odebrał Sztabin z rąk niemieckich i utrzymał go bez strat własnych przez 6 godzin, wymierzając jednocześnie w siedzibie miejscowej żandarmerii hitlerowskiej sprawiedliwą karę prześladowcom i katom ludności polskiej.

Po wojnie mieszkańcy Sztabina i ziemi sztabińskiej czyn ten uczcili fundując tablicę pamiątkową.

Na skwerze na Rynku płyta upamiętniająca 7 osób poległych w okolicach Sztabina w 1. 1945—49, w walce o utrwalenie władzy ludowej. Położona w XX rocznicę powstania PRL.

W dn. 17 IX 1943 r., w lesie koło wsi Jasionowo nad Biebrzą (w połowie drogi między Cisowem a Sztabinem) hitlerowcy rozstrzelali 40 mieszkańców Jasionowa i sąsiednich wiosek, w tym troje dzieci w wieku od 2 do 4 lat.

Przy drodze wiodącej z Augustowa przez Sztabin w stronę Białegostoku (15 km od Augustowa, a 9 km przed Sztabinem) leży wieś Cisów (przystanek PKS o 1 km w Podeisówku). W wiosce zachował się dworek (w części piętrowy, w części parterowy), w którym mieszkał i pracował reformator i społecznik Karol Brzostowski. Dworek ten został ostatnio odrestaurowany i od 1969 r. mieści się w nim ośrodek kolonijny dla dzieci pracowników Warszawskiej Fabryki Sprężyn.

Kręta dotąd Biebrzą poniżej mostu meandruje w sposób coraz bardziej fantastyczny. Zakreślamy pętle i „ósemki”.

34,5 km. Po przeszło 1 km spływu podpływamy do Sztabina od strony pd.-zach. Do najbliższej zagrody ok. 250 m. Na skrawku nieco suchszej łączki plaża, na brzegu łodzie rybackie.

37,5 km. Rozwidlenie rzeki. Ramiona Biebrzy obejmują dużą wyspę łąkową obramowaną olszą, wierzbą i kępami łozy. Prawe ramię prowadzi ku wiosce na wysokim brzegu otaczającym dolinę nadrzeczną, lewe — biegnie z dala od osiedli, ale skraca znacznie drogę i jest wygodniejsze do spływu. Jeśli chcemy jednak zanocować kierujemy się w prawą odnogę.

38,0 km. Po 500 m lądujemy na prawym, łąkowym brzegu naprzeciwko wioski Czarny Las. Do najbliższej zagrody leżącej u stóp wznoszącego się brzegu doliny ok. 200 m., a przy niskim stanie wody w rzece obozujemy na łące, natomiast przy wysokim musimy skorzystać z kwatery we wsi.

W dalszym spływie prawa odnoga rozwidlenia dzieli się na szereg ramion obejmujących większe i mniejsze kępy łąkowe. Istny labirynt, w którym łatwo zabłądzić Płyniemy wyszukując ramiona szersze o wyraźniejszym nurcie. Spotykamy kładki i zastawki na ryby, kołki i słupy w korycie. Wreszcie po ok. 2,5 km koryto trochę się wyrównuje.

40,5 km. W korycie pale po dawnym moście. Z obu stron do rzeki prowadzą wysokie nasypy drogowe, nadające się na obozowanie. Przeszło 1 km w prawo od rzeki wieś Czarniewo, a 0,5 km w lewo wśród drzew mała wioska Dwugły. 700 m niżej wysoka kładka dla pieszych. Brzegi Biebrzy stały się suchsze. Przeszło 2 km dalej na prawym, wyższym, pagórkowatym, leśnym brzegu znajduje się dobre miejsce na biwak. Dalej brzegom Biebrzy towarzyszą suche, torfiaste pastwiska.

48,0 km. Na lewym, wysokim, piaszczystym brzegu tuż przy rzece leży duża wieś Jagłowo. Przed wsią kępy w korycie. Płynąć prawym brzegiem. Z obu nadających się na obozowanie brzegów bardziej odpowiedni jest prawy. W środkowej części wsi przez rzekę prowadzi wysoka kładka dla pieszych. Zabudowa i zewnętrzny wygląd sprawia dodatnie wrażenie.

Na uwagę zasługują również ozdobne szczyty domów, zwieńczone wyciętymi w drewnie głowami zwierząt i ptaków, tzw. śparogi.

Biebrza rozlewająca się szeroko na odcinku wsi jest płytka, o dnie piaszczysto-kamienistym i powierzchni pokrytej dość gęsto liśćmi grążela.

49,0 km. Na końcu wsi z lewej (obok samotnie stojącej zagrody) most drogowy, przez który prowadzi droga do położonej niedaleko w widłach Biebrzy i Kanału Augustowskiego wsi Dębowo.

Kładkę mijamy przy prawym brzegu rzeki. Pod mostem żwir, kamienie, rwący prąd. Płynąć najlepiej środkowym przęsłem z lewej strony wystającego z wody słupa. Pozostały odcinek Biebrzy aż do połączenia z Kanałem Augustowskim przebywamy już bez przeszkód.

53,0 km. Po okrążeniu w kierunku pd. dużego zakola dotrzemy do wspomnianej na prawym brzegu wsi Dębowo. Do najbliższej zagrody 150 m. Na łące obok miejsce obozowania.

Na końcu wsi nad kanalikem łączącym Kanał Augustowski i Biebrzę młyn wodny; z daleka daje znać o nim szum przelewającej się przez tamę wody.

53,5 km. 350 m poniżej tamy połączenie Biebrzy z Kanałem Augustowskim, położone na wysokości 111,23 m npm. W miejscu połączenia 200 m od zach. brzegu rzeki pojedyncza zagroda. Długość Kanału Augustowskiego niegdyś liczona była od miejsca połączenia się Kanału z Niemnem, a właściwie od ujścia skanalizowanej części Czarnej Hańczy do Niemna.

Dzisiejsze pomiary wykazały, iż Kanał ma 102 km długości (z tego na terenie Polski od 1 do 80 km i ZSRR od 81—102 km).

Z tego miejsca możemy popłynąć dalej Biebrzą do ujścia jej do Narwi (78 km), Narwią do Bugu (214,7 km) i na Jez. Zegrzyńskie, a dalej kanałem Żerań — Zegrze do Warszawy (240 km).

Z miejsca połączenia Biebrzy z Kanałem Augustowskim można również popłynąć tymże Kanałem do Augustowa (32,5 km).

Decydując się na podróż do Augustowa skręcamy z wód Biebrzy w prawo ku pn. na szlak Kanału Augustowskiego.

54,0 km. Po 350 m spływu osiągamy obok młyna śluzę Dębowo (w km 0,35), którą, jak podaje kamienna tablica na ścianie śluzy: Budował porucznik inż. Przyrembel 1826—1827. Na zach. brzegu Kanału nieco wyżej śluzy znajduje się budynek nadzorcy i śluzowego. Telefon. Naprzeciwko, na wsch. brzegu, odnoga Kanału, tzw. młynówka, nad którą stoi wspomniany młyn. Obok młyna miejsce na obozowanie.

Przebywając śluzę podnosimy się 2 m wyżej. Brzegi Kanału są na ogół niskie, porośnięte trzciną, sitowiem i tatarakiem; najbliższe otoczenie łąkowe, teren na odcinku ok. 10 km aż do śluzy Sosnowo otwarty. Płyniemy skanalizowaną rzeką Nettą.

56,0 km. Z lewej na zach. brzegu, w odległości 200 m od koryta na tle odległego lasu widać wieś Polkowo. We wsi sklep. Nad Kanałem mała zatoka — port dla łodzi. Obok portu na łączce miejsce na odpoczynek, ewent. na obozowanie. Obozować można również na brzegu wsch. 1 km na zach. rezerwat Czerwone Bagno. W dalszym spływie towarzyszą nam kępy sitowia po obu brzegach koryta, a na łąkowych brzegach gdzieniegdzie spotykamy kępy olsz i pojedyncze Wierzby. Na lewym brzegu, na km 90—89 Kanału znajduje się wiele dobrych, osłoniętych krzakami miejsc obozowania. Nieco później i na wsch. brzegu zjawiają się również wygodne miejsca na obozowanie. Dotychczasowy kręty odcinek Kanału o nierównych brzegach od Dębowa aż po Sosnowo tłumaczy się tym, że biegnie on korytem rzeki Netty.

64,5 km. Miejsce połączenia płynących w pobliżu siebie Netty i Kanału. Netta, położona nieco na wsch. płynie leniwie przez podmokłe łąki. Towarzyszą jej łukowate starorzecza, czyli tzw. zakola martwe lub opuszczone. Kanał biegnie zach. krawędzią doliny Netty. Jego długie proste odcinki o płaskich i pustych brzegach są monotonne.

67,5 km. Śluza Sosnowo, w km 13,2, telefon. Domek śluzowego położony jest na zach. brzegu Kanału. Upust wody kanałowej do Netty. Śluza zniszczona podczas ostatniej wojny została odbudowana w 1948 r. Na starej tablicy wmurowanej w nową śluzę widoczny z daleka napis: Budował porucznik inżen. Korczakowski 1835—1836. Podczas śluzowania podnosimy się o 3 m na wyższy poziom Kanału.

0,5 km powyżej śluzy Sosnowo Kanał biegnie wśród lasu. W pierwszej jego części na obu brzegach można znaleźć miejsca obozowania. Pomiędzy śluzą Sosnowo i leżącą na pn. od niej śluzą Borki znajduje się najdłuższy idealnie prosty odcinek Kanału Augustowskiego wynoszący przeszło 10 km. Nie kończąca zdaje się dal zwężającego się perspektywicznie pasa wodnego. Z obu stron Kanału bagniste łąki. Prawym brzegiem biegnie polna droga.

70,0 km. Z lewej na zach. brzegu w odległości 600 m od Kanału leży wioska Lipowo, a za nią dalej na zach. wieś Pieńki.

71,0 km. Z lewej, w odległości 600 m od Kanału początek wsi Piekutowo. Netta odbiegła o przeszło 1,5 km ,na wsch. W pobliżu jej prawego brzegu leżą wioski Promiski, Gabowy Grąd i tuż za nią Bór.

Nocą z 17 na 18 III 1943 r. gestapo i oddział SS otoczyły wieś Bór, polecając ludności opuszczenie domów w ciągu 2 godz. Zezwolono jedynie na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy i żywności na 4 dni. Ludność tę wywieziono do Prus na przymusowe roboty, a wioskę, po zrabowaniu inwentarza, spalano. Podobnie postąpiono o świcie w dniu 18 III z wioską Gabowy Grąd.

Z prawej do rzeki Netty, w pobliżu miejsca, gdzie ostro skręca na zach., uchodzi rzeka Kolniczanka, przepływająca przez oddalone o ok. 8 km na wsch. jez. Kolno (pow. 2,75 km2, dług. 2,2 km, szer. 2 km, 121 m npm.). Brzegi jeziora są przeważnie błotniste i bezleśne, niedostępne. Zielonego koloru woda wydziela przykrą woń. Według miejscowych opowiadań jez. Kolno posiada podziemne połączenie z jez. Sajno, leżącym o blisko 5 km na pn. Na jeziorze żyje ok. 20 par łabędzi.

73,0 km. Nad pn. brzegiem jeziora znajduje się PGR Kolnica będący Ośrodkiem Doświadczalnym Instytutu Włókien Łykowych w Poznaniu. Uprawia się tam len i konopie.

Śluza Borki, w km 19,2, telefon. Napis na ścianie śluzy podaje: Budował porucznik inż. Korczakowski 1835-1836. Po ostatnich zniszczeniach śluzę odbudowano w 1948 r. Strażnica kanałowa znajduje się na zach. stronie. Brzegi Kanału są tu dość wysokie, nadające się na obozowanie. Na uwagę zasługuje czysto i estetycznie utrzymane otoczenie śluzy, malownicze kwietniki.

Powyżej śluzy duże rozlewisko z zielonymi kępami, na brzegach wysokie topole, miejsca obozowania. Do Kanału zbliżają się pola uprawne. Po 1 km drogi brzegi obniżyły się.

Kanał biegnie w szpalerze obfitej zieleni. Na wsch. brzegu rozciąga się łąka co najmniej na 0,5 km od koryta. Na zach. początkowo pola, później las. Z lewej 100 m od Kanału jedna z zagród kolonii Netta. Kilka następnych zagród położonych tuż nad wodą należy do wsi Netta (dawniej Alota), ciągnącej się równolegle do Kanału w odległości ponad 1 km.

W 1958 r. w sąsiedniej wiosce Borku Netckim na terenie starego grodziska miejscowa ludność znalazła urny z prochami, które jak stwierdzili archeolodzy, pochodzą z III—VII w. n.e. Odkopano wtedy 16 pochówków (urn), które zostały zabezpieczone przez Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie. W 1954 r. J. Okulicz, archeolog, przy pomocy nauczyciela z Netty Edmunda Borowskiego natknął się na dalsze 6 urn. Cmentarzysko netckie, wciąż czeka na dokładne badania, podobnie jak wznoszące się opodal grodzisko, o którym wspomina Al. Połujański w swojej książce „Wędrówki po guberni augustowskiej w celach naukowych odbyte w 1859 r.”

Na wysokości pn. krańca wsi Netty Kanał skręca w prawo i już do samego Augustowa utrzymuje kierunek pn.-wsch.

77,5 km. Upust Spichlerzysko, połączenie z rzeką Nettą. Przed Białobrzegami z lewej na wysokim brzegu lasek sosnowy i dobre miejsce obozowania. Na wśch. brzegu za pasem łąk kępy lasu.

79,5 km. Śluza Białobrzegi, w km 26,8, telefon. Tablica na ścianie podaje, że śluzę Budował porucznik inżenierów Korczakowski 1825. Strażnica kanałowa z lewej na zach. brzegu.

Przed śluzą most drogowy na drodze Augustów — Sztabin — Białystok. Z lewej — nadleśnictwo, z prawej 100 m od wsch. brzegu drugi most nad meandrującą z licznymi starorzeczami rzeką Nettą, nad którą młyn.

Blisko 400 m na prawo od wsch. brzegu Kanału przy drodze z lewej restauracja „Turystyczna”, z tyłu za nią sklep; z prawej strony drogi skwerek z pomnikiem dla uczczenia śmierci miejscowych działaczy, którzy zginęli w walce z reakcyjnym podziemiem. Obok skwerku przystanek PKS.

80,0 km. Upust Sajownica. Ujście krótkiej rzeczki Sajownicy — odpływu leżącego 1 km na wsch. jez. Sajno. Brzeg zach. wyższy łąkowy z miejscami na odpoczynek i biwakowanie; wsch. niski, moczarowaty, zalesiony. Poziom wody w Kanale prawie na równi z poziomem brzegu z prawej.

W połowie długości odcinka Kanału Białobrzegi — Augustów, z lewej na brzegu zach. początek rozbudowującej się dzielnicy Augustowa — Wypusty, z przeniesioną z centrum miasta — targowicą. Kanał na odcinku do śluzy w Augustowie brzegi ma dość wysokie, obramowane rosnącymi nieco z dala potężnymi topolami. Przybrzeżny pas zach. brzegu obsadzony młodymi klonami. W 1972 r. koryto Kanału zostało pogłębione, a brzegi umocnione betonowymi okładzinami.

84,0 km. Most drogowy na drodze Augustów — Lipsk. Robotnicze przedmieście Augustowa. Wschodniemu brzegowi Kanału towarzyszy las, a następnie dzielnica Limanowskiego. Na obu brzegach potężne topole.

85,0 km. Śluza Augustów w km 32,5. Przed śluzą wysokie kamienne brzegi. Śluza zniszczona w 1944 r. została odbudowana. Poprzedniej tablicy z napisem: Budował por. inż. Schultz 1827 i 1828 brak. Most drogowy. Powyżej mostu z lewej strażnica kanałowa, telefon. Kajak śluzować lub przenieść prawym brzegiem ok. 150 m i wodować po drugiej stronie ulicy.

85,3 km. Rzeka Netta. Z prawej na cyplu półwyspu rozdzielającego Nettę na dwa ramiona (Kanału Augustowskiego i Kanału Bystrego) w domku z czasów budowy Kanału, obecnie mieści się Muzeum Kanału Augustowskiego.

86,0 km. Most drogowy na ul. Armii Czerwonej. Poniżej mostu z prawej, w otoczeniu bogatej zieleni drzew, schronisko młodzieżowe i port dla łodzi.

87,0 km. Wypływ rzeki Netty z jez. Necko.

Na prawym stromo opadającym leśnym brzegu, na tzw. Białej Górze — Dom Wycieczkowy PTTK, na dole przystań.
Józef Kuran

Życiorys Kazimierza Pułaskiego, herbu Ślepowron , 04.03.1745 – 15.10.1779, cz. I

Życiorys Kazimierza Pułaskiego, herbu Ślepowron, 04.03.1745 – 15.10.1779, cz. I

Kazimierz Pułaski, późniejszy dowódca wojsk konfederacji barskiej oraz generał wojsk Stanów Zjednoczonych urodził się w 1745 r. w Warszawie. Wywodził się z zacnej rodziny szlacheckiej o niepodległościowych tradycjach. Jego ojcem był Józef Pułaski herbu Ślepowron, matką zaś Marianna Zielińska herbu Świnka.

Wraz z licznym rodzeństwem Kazimierz spędził dzieciństwo w Warce, gdzie pobierał pierwsze nauki w szkole parafialnej. Następnie kształcił się w kolegium księży teatynów w Warszawie.

W latach 1762-63 młody Kazimierz Pułaski przebywał w służbie w Mitawie na dworze Karola Krystiana Wettyna, księcia Kurlandii, syna króla polskiego Augusta III. Był to okres niezwykle ważny w jego życiu, który znacząco wpłynął na postawy polityczne, przyszłego konfederata barskiego. Kurlandia, jako księstwo lenne Rzeczypospolitej było w tym czasie obszarem zainteresowania Katarzyny II, carycy Rosji, stając się miejscem siłowej konfrontacji między Polską a Rosją. Pułaski przekonał się o tym osobiście będąc świadkiem oblężenia przez wojska rosyjskie Mittawy w lutym 1763 r. i w jego efekcie upokorzenia i wypędzenia księcia Karola Krystiana. Można powiedzieć, że przekonał się wówczas o sile i rzeczywistych zamiarach Rosji wobec Polski oraz ziem podległych jej zwierzchnictwu.

W odpowiedzi na coraz bardziej konfrontacyjną postawę władz rosyjskich wobec Rzeczypospolitej oraz zagrożenie ingerencją w jej wewnętrzne sprawy 29 lutego 1768 r. w klasztorze Karmelitów w Barze na Podolu spisany został i zaprzysiężony akt konfederacji, zwanej od miejsca powołania „konfederacją barską”. Był to związek zbrojny polskiej szlachty zawiązany w celu obrony praw i niepodległości Rzeczypospolitej. Obok Michała Krasińskiego, brata biskupa kamienieckiego Adama, przywódcą ruchu oraz jego aktywnym działaczem był Józef Pułaski, ojciec Kazimierza pełniący funkcję marszałka związku wojskowego i regimentarza generalnego Konfederacji.

Kazimierz wraz z braćmi Franciszkiem i Antonim, wszyscy będący w randze pułkowników, skupiając wokół siebie brać szlachecką zaczęli organizować chorągwie i pułki konfederackie zdolne do prowadzenia wojny, zwłaszcza partyzanckiej. Rozpoczęła się trwająca blisko 5 lat wojna polsko-rosyjska. Toczono ją na obszarze całej Rzeczypospolitej, od ziem dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i Litwy, przez Małopolskę, Wielkopolskę, Mazowsze i Pomorze. Pułkownik Kazimierz Pułaski od samego początku objawił wybitny talent wojskowy. Już 20 kwietnia 1768 r. rozbił wojska rosyjskie pod miejscowością Podhorełe, przez 2 tygodnie bronił Berdyczowa. Na wiosnę 1769 roku bronił Okopów Świętej Trójcy nad Dniestrem, zaś do czasu objęcia przezeń funkcji marszałka konfederacji łomżyńskiej w sierpniu 1769 r., jego oddziały odniosły szereg zwycięstw nad wojskami rosyjskimi pod Kukiełkami, Słonimem, Myszą, Dworcem i Nołczadzią. Jednak największą sławę przyniosła mu, heroiczna i zakończona sukcesem, obrona Jasnej Góry z lat 1770/71 przed nacierającymi wojskami rosyjskimi pod wodzą gen. Iwana Drewicza.

3 listopada 1771 r. miało miejsce słynne porwanie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po uwolnieniu król oskarżył konfederatów, w tym bezpodstawnie samego Pułaskiego, o królobójstwo. Wobec tych oskarżeń Pułaski został zmuszony udać się na emigrację. Tak rozpoczął się nowy okres w jego życiu. Początkowo przebywał w Turcji, a później w Niemczech. Ostatecznie znalazł się w stolicy Francji (1777), gdzie poznał Benjamina Franklina, od którego otrzymał list polecający od Jerzego Waszyngtona, głównodowodzącego amerykańskimi siłami powstańczymi walczącymi przeciwko armii brytyjskiej na kontynencie amerykańskim.

Po przybyciu do Ameryki w lipcu 1777 roku, działając w uzgodnieniu z Jerzym Waszyngtonem, niezwłocznie przystąpił do organizowania powstańczej kawalerii. Niedługo po tym został mianowany dowódcą amerykańskich lekkich dragonów w randze generała brygady. W wielu potyczkach i bitwach organizował śmiałe natarcia i z sukcesem przygotowywał obrony. Walczył m.in. pod Germantown i Haddonfield, zaś w bitwie pod Brandywine wsławił się odważną szarżą, która zapobiegła klęsce powstańczej kawalerii i uratowała życie przyszłemu amerykańskiemu prezydentowi.

W 1778 r. generał Kazimierz Pułaski stworzył sławny Legion Kawalerii, którym dowodził do 9 października 1779 r. Tego dnia został śmiertelnie ranny w trakcie dowodzenia natarciem na pozycje brytyjskie na polu bitwy pod Savannah. W wyniku odniesionych ran, zmarł 11 października 1779 r.

Skuteczna obrona Jasnej Góry w czasie konfederacji barskiej oraz uwikłanie Kazimierza Pułaskiego w jego rzekomy zamach na życie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego

Wymienione w tytule dwa ważne wydarzenia z czasu 4-letnich zmagań konfederacji barskiej (1768-1772), dla pełniejszej jasności wymagają krótkiego wstępu i choćby najbardziej skrótowego wyjaśnienia, co w Rzeczpospolitej robiły wojska rosyjskie i dlaczego władzy nie sprawował król Polski, lecz rosyjski ambasador.

W tej sprawie trzeba się cofnąć do końca XVII w., gdy panował jeszcze Jan III Sobieski (1629-1696). 3 lata po jego zwycięskiej odsieczy wiedeńskiej i pokonaniu tam wojsk tureckich, tzn. w roku 1686, Rzeczpospolita musiała rozwiązać problem rozejmu z Rosją. Polska nie uzyskała obiecywanej wcześniej pomocy Austrii i innych państw zachodnich, a sama walczyć z Rosją nie chciała.

Wojewoda poznański Krzysztof Grzymułtowski prowadził w Moskwie negocjacje, których efektem był niekorzystny dla Rzeczpospolitej układ podpisany 6 maja 1686 r., zwany „pokojem wieczystym” lub „traktatem Grzymułtowskiego”. Zawierał on między innymi zgodę Polski na to, że w razie prześladowania wyznawców prawosławia, wojska rosyjskie mogą stanąć w ich obronie i wkroczyć w granice Rzeczpospolitej. Traktat ten nigdy nie był w Polsce ratyfikowany przez Sejm, ale dla cara Piotra I, a także dla Katarzyny II był okazją do coraz bardziej brutalnych działań, które zmierzały do wchłonięcia Rzeczpospolitej przez imperium rosyjskie.

Legalnie wybrany król Stanisław Leszczyński został przez wojska rosyjskie zmuszony do ucieczki, a obaj Sasi – August II i August III zawdzięczali tron Polski zbrojnej interwencji Rosji. Po śmierci Augusta III Sasa „Familia Czartoryskich”, która stanowiła coś w rodzaju „partii politycznej”, propagowała hasła dosyć radykalnych reform i zerwania z cudzoziemcami na polskim tronie. Hasła były słuszne i trafiały do przekonania większości szlachty, ale zasadniczy błąd „Familii” polegał na tym, że reformy chciała przeprowadzić przy pomocy Rosji. W efekcie tej „pomocy”, która była brutalną interwencją wojsk rosyjskich, na polskim tronie zasiadł Stanisław August Poniatowski, a faktyczną władzę objął ambasador rosyjski – Nikołaj Repnin (1734-1801). Nawet „Familia”, która chciała wcześniej rosyjskiej pomocy, zaczęła domagać się usunięcia z terenów państwa wojsk rosyjskich. 14 sierpnia 1767 r. Nikołaj Repnin, w obecności króla i kilku osób oświadczył z właściwym sobie cynizmem: „Staną na sejmie w 15 tysięcy wojska i wszyscy będą musieli głosować jak każę.”

13 października 1767 r. wojska rosyjskie na rozkaz Repnina porwały i wywiozły w głąb Rosji biskupa Kajetana Sołtyka, hetmana Wacława Rzewuskiego z synem oraz biskupa kijowskiego – Józefa Załuskiego. Akcja miała zdezorganizować i zastraszyć opozycję wobec rosyjskiej ingerencji. Na znak protestu kanclerz wielki koronny Andrzej Zamoyski podał się do dymisji, a król milczał. Porwanie to stało się ostatnią kroplą goryczy upokorzonych Polaków i doprowadziło do zawiązania konfederacji barskiej, która stała się wkrótce trwającym 4 lata niepodległościowym powstaniem.

29 lutego 1768 roku, w miasteczku Bar na rosyjsko-tureckim pograniczu Rzeczpospolitej, w klasztorze Karmelitów, którego przeorem był ksiądz Marek Jandołowicz (1713-1804), zaprzysiężono i ogłoszono uroczyście akt konfederacji. 4 marca powołany został Związek Wojskowy Konfederacji. Do narodów, papieża Klemensa XIII, do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, do Wielkiego Wezyra i Sułtana, do Carycy Wszechrosjii – rozesłano listy, manifesty oraz uniwersały.

Roznieść szeroko ogniska konfederacji, a gdy zadzwonią podkowy sprzymierzonych Turków, którzy zaatakują Rosję, ruszyć całą siłą wiary i zapału, aby wypędzić wojska rosyjskie z granic Rzeczpospolitej – tak streścić można cele konfederacji barskiej. Nie jest prawdą, że konfederaci sprzeciwiali się reformom politycznym, że przesiąknięci byli duchem fanatyzmu religijnego i anarchii. Świadczy o tym między innymi również to, że w dobrze pojętym interesie obrony polskiej niepodległości, przywódcy konfederacji działali w sojuszu z mahometańską Turcją.

Mimo pokonania konfederatów w Barze i w znacznej części ukrainnych województw Rzeczpospolitej (nazwa Ukraina dla Rusi nie była jeszcze wówczas używana), zwoływane były kolejne konfederacje i kontynuowały walkę.

31 października 1769 roku powołana została Rada Generalna Stanów Skonfederowanych zwana potocznie „Generalnością”. Było to kierownictwo całej konfederacji barskiej, a w jego skład wchodzili: biskup Adam Krasiński, książę Radziwiłł „Panie Kochanku”, ordynat Jakub Zamoyski, Ignacy Bohusz, Teodor Wessel, kilku ważnych Potockich i Ossolińskich. Na naradach „Generalności” zasiadali także konfederaccy marszałkowie poszczególnych ziem. Kazimierz Pułaski był w tym czasie nie tylko sławnym dowódcą, ale również marszałkiem Ziemi Łomżyńskiej.

We wrześniu 1770 r. Kazimierz Pułaski dowodził siłami konfederackimi w sile około 2,5 tysiąca pieszych i konnych żołnierzy. Dowiedział się wówczas, że wojska rosyjskie pod dowództwem Drewicza postanowiły zająć Jasną Górę jako jedną ze znanych twierdz. Szybszy i skuteczniejszy był jednak Pułaski, który pozostawiając odwody, 8 września ze znaczną częścią wojsk wkroczył do Częstochowy.

Stanowiło to wielki sukces i wpłynęło ożywiająco na tych, którzy wahali się czy przystąpić do konfederacji. Od 11 września Pułaski pospiesznie przygotowywał obronę przed atakiem wojsk rosyjskich, którego należało się spodziewać. Twierdza jasnogórska umocniona dwadzieścia lat wcześniej przez „ober inżyniera artylerii koronnej” Christiana Dahlke, od czasu „potopu szwedzkiego” jeszcze bardziej podniosła swoje walory obronne i stanowiła zwarty czworobok.

W niewielkiej odległości od czworoboku wznosił się wał ziemny opatrzony murem i bastionami, które na każdym rogu wyposażone były w kazamaty i działa. Całą twierdzę otaczała głęboka fosa najeżona od zewnątrz ostrokołem. Przedpole twierdzy stanowiła błotnista dolina. Po dokonaniu szczegółowego przeglądu Kazimierz Pułaski stwierdził, że Jasna Góra dysponuje 140 armatami i dużą ilością kul oraz bomb.

Dobrymi doradcami Pułaskiego w umacnianiu twierdzy byli Francuzi: generał de Labadie oraz kapitan d’Etannion. O ważnej roli Pułaskiego w tym czasie świadczy między innymi list, który otrzymał od „Generalności”: „ W przykrych i krytycznych rzeczy okolicznościach samą przynosisz nadzieją, przywracasz lustr narodowemu orężowi, zalękasz nieprzyjaciela, pomnażasz sobie i Ojczyźnie sławy, w obcych nawet potencjach utwierdzasz reputacją.” 2 października Kazimierz Pułaski spotkał się z dowódcą konfederatów wielkopolskich Józefem Zarembą. Uzgodniwszy warunki współdziałania, zostawił Pułaski piechotę w Częstochowie, a sam z jazdą mieszał szyki carskim generałom, robiąc wypady aż pod Poznań i wymykając się im z niesamowitą wprost zręcznością wprawnego partyzanta.

W końcu listopada 1770 r. wpadła w ręce Kazimierza Pułaskiego szczegółowa instrukcja, którą dla Drewicza opracował głównodowodzący wojsk rosyjskich generał Weymam. Plan rosyjski przewidywał, że dla skutecznego przeprowadzenia oblężenia, z Łowicza otrzyma Drewicz dodatkowo cztery kompanie piechoty oraz ciężką artylerię z haubicami. Specjalny konwój miał odebrać na granicy śląskiej pożyczone od Prusaków z Wrocławia cztery moździerze i sto bomb. Drewicz napisał w tej sprawie grzeczny list, ofiarowując pokrycie kosztów transportu: „Płacić będziemy uczciwie z funduszów kontrybucyjnych”. „Po zdobyciu Częstochowy — pouczała dalej instrukcja – klasztor należy obsadzić wojskiem rosyjskim, a szlachtę polską odesłać etapami w głąb Rosji. „

„Generalność” dysponowała w tym czasie łączną siłą około 20 tys. konfederatów. Pod bezpośrednią komendą Pułaskiego pozostawało niewiele ponad 3000.

Ostatni dzień 1770 roku stał się dniem pierwszej bitwy pod Częstochową. W mroźny sylwestrowy poranek około godziny 9, zza wzgórz od strony Kłobucka wynurzyła się awangarda wojsk rosyjskich. Nie czekając na nadciągnięcie dalszych sił, rozpoczął Pułaski walkę utrudniającą wojskom rosyjskim zajmowanie dogodnych pozycji i opóźniającą ich marsz. Przez wiele godzin trwały walki. „Kozacy i karabinierzy rosyjscy jak chwast podcięty padali” – zapisano w dzienniku bojowym obrońców. Wieczorem 1 stycznia 1771 r. podpalił Pułaski zdobytą przez Rosjan Nową Częstochowę, która była osadą leżącą tuż pod twierdzą.

3 stycznia rozpoczął się „koncert” rosyjsko – pruskich armat, który wieczorem osiągnął swoje fortissimo. Okazało się jednak, że ani działa carycy, ani moździerze króla pruskiego nie są w stanie zniszczyć murów jasnogórskiej twierdzy. Radość obrońców była ogromna, bo żaden człowiek z fortecy nie został zabity, „zaś kule o kościół odbijające się jedne całe odlatywały, drugie to na pół, to na trzy, to na cztery części krusząc się odpadały.” Następnego dnia przysłał Drewicz parlamentariuszy, wzywając do poddania się i obiecując wszystkim obrońcom bezpieczny powrót do domów. Odpowiedź Pułaskiego pełna była pewności siebie. „Powiedzcie waszemu Drewiczowi, że jeżeli chce się ocalić, niech każe złożyć broń pod murami fortecy. Otrzyma za to pas wolnego przejazdu aż do Petersburga. „

Tego samego dnia wieczorem dla udowodnienia, że propozycji Polaków nie należy traktować jedynie jako przejawu humoru, obrońcy Częstochowy dokonali brawurowego wypadu na pozycje rosyjskie. Nie zwracając uwagi na wściekłe bombardowanie, które zarządził Drewicz po powrocie jego parlamentariuszy, wyszedł Pułaski z wojskiem przez furtkę Lubomirskich i wśród ciemności z trzech stron zaatakował baterie wroga. Na zajętych strzelaniem Rosjan spadli jak grom z jasnego nieba. Gdy ci rzucili się do ucieczki, razili ich ogniem, szablami, bagnetami, dzidami, a nawet młotami, które zabrali ze sobą do zagwożdżenia najcięższych dział. Zanim Drewicz opanował sytuację, Polacy unieszkodliwili trzy największe armaty i wycofali się bez większych strat. Tych Rosjan, którzy oprzytomniawszy już zupełnie, zapędzili się zbyt daleko, razili Polacy z murów. Według juliańskiego kalendarza był to wieczór wigilijny. Prawosławni żołnierze rosyjscy szeptali między sobą o cudowności „monastyru”, który kazano im atakować.

W następnych dniach skuteczność rosyjsko – pruskiej artylerii zupełnie została skompromitowana. Drewicz przygotowywał się do szturmu. Spędzeni przez Rosjan chłopi zwozili pod nadzorem wojska faszyny i drabiny. 9 stycznia wszystko wskazywało na to, że Rosjanie przygotowują się do odwrotu. Pułaski był jednak czujny. Zachowana ostrożność okazała się bardzo potrzebna. Około godziny 2 w nocy ze zgliszcz Nowej Częstochowy oraz z drewiczowskich redut ruszyły trzy kolumny szturmowe Rosjan, pędząc przed sobą gromady nieszczęśliwego chłopstwa z faszynami i drabinami. Atakujących Rosjan dla dodania im odwagi uraczono gorzałką.

Pułaski biegł wzdłuż stanowisk wstrzymując przedwczesną obronę, którą rozpoczął już Falkowski od strony bastionu św. Barbary. Dopiero, gdy atakujący wypełnili już całą fosę i zaczęli przystawiać drabiny, a nawet wspinać się na mury, Pułaski dał sygnał. W jednej chwili rzucono wieńce, które oświetliły teren, chwycono za drągi, spuszczono kamienie, kłody, fajerbale, szturm-garnki i granaty. Jednocześnie odpychano drabiny z uczepionymi na nich ludźmi, strzelano z pistoletów, karabinów i dział, rażąc bliższe i dalsze szeregi atakujących.

Po godzinie szturm załamał się, ale obrońcy jeszcze przez trzy następne godziny razili wycofujących się morderczym ogniem, a o świcie wypadli za bramy, aby pogłębić klęskę napastników i pozbierać porzuconą broń: karabiny, amunicję, szable i bagnety. Przez cały dzień było cicho, ale po południu w obozie rosyjskim wszczął się ruch. Podwody wiozły nowe drabiny i faszyny. Wszystko wskazywało na to, że Drewicz jeszcze raz będzie próbował zdobyć Jasną Górę szturmem.

16 stycznia 1771 r. Rosjanie, nie zdecydowawszy się na następny atak, rozpoczęli odwrót. Dla podniesienia ducha bojowego swoich sołdatów, zabrał Drewicz z nowicjatu św. Barbary kilkunastu kleryków i rozebrawszy ich do bielizny pędził po śniegu. Pułaski, który znany był z tego, że nawet chwyconych żołnierzy rosyjskich po bitwie wypuszczał wolno, nie mógł patrzeć spokojnie na tego rodzaju praktyki i natychmiast ruszył z pościgiem. Drewicz, aby przyspieszyć swoją ucieczkę, zmuszony był nie tylko pozostawić nieszczęsnych kleryków, ale spalić około 300 wozów z zaopatrzeniem. Ustalono później, że do odwrotu Drewicza przyczynił się Miączyński oraz Szyc, gdyż wspólnie oblegali załogę rosyjską w Krakowie.

1 lutego 1771 r. otrzymał Pułaski list z gratulacjami „Generalności”, podpisany przez Michała Paca: Niebezpieczeństw wzgardą, przezorność w rozporządzaniu, odwagą w dopełnianiu, za bieg na przyszłe wypadki, czułość na wszystko dałeś widzieć – w dzielnej i chwalebnej fortecy jasnogórskiej.”

2 lutego, w dniu Matki Boskiej Gromnicznej, odbyła się na Jasnej Górze podniosła uroczystość. Wszyscy najbardziej ofiarni obrońcy twierdzy, wśród nich oczywiście Kazimierz Pułaski, odznaczeni zostali Krzyżem Konfederatów Barskich. Uroczystość celebrował ksiądz biskup i on też wygłosił krzepiące na duchu kazanie: „ Walczycie za wiarą i Marią, za prawo i Ojczyzną. Głosi to napis umieszczony na Krzyżu i potwierdza wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Ona jest pogromczynią nieprzyjaciół. Królowa naszej korony i polskiego orła. Pod znakiem orła zwyciężajcie nieprzyjaciół i precz przepędzajcie obcą przemoc. „

Sława Kazimierza Pułaskiego jako obrońcy Jasnej Góry docierała także poza granice Polski. Rozpisywały się o nim gazety francuskie, niemieckie, holenderskie i angielskie. Specjalne komplementy dla Pułaskiego przekazał za pośrednictwem posła „Generalności”, Wielhorskiego – Jan Jakub Rousseau, który napisał, że Konfederacja ocali konającą Ojczyznę Polaków. Imię Kazimierza Pułaskiego wymieniane było z patriotycznym uwielbieniem obok imienia Zawiszy i Czarnieckiego, w powstających „na gorąco” poezjach i piosenkach. Również „Generalność” w każdym piśmie chwaliła „najzasłużeńszego” marszałka. Coraz powszechniejsze stawało się żądanie obwołania Pułaskiego wodzem naczelnym wszystkich wojsk konfederackich.

Do klasztoru jasnogórskiego przybył Sawa – Caliński. Był to niewątpliwie czas największych sukcesów konfederacji barskiej. Nawet chwiejny zawsze król, pod wpływem Czartoryskich i Zamoyskich zaczynał opierać się naciskom rosyjskim i rozważać możliwość pogodzenia się z konfederatami. Na stanowisku ambasadora Rosji brutalnego Repnina zastąpił Michał Wołkoński, a wkrótce potem Kaspar von Soldem.

Zimą i wiosną mieli konfederaci wiele sukcesów. Pod Lanckoroną pobity został „wilk rosyjski” – Suworow. W walce stracił prawie wszystkich swoich oficerów. W innym miejscu do konfederackiej niewoli dostali się polscy generałowie w służbie rosyjskiej: Jan i Michał Grabowscy. Optymistyczny obraz sytuacji psuły niestety niepowodzenia na froncie tureckim, gdzie po zdobyciu Chocimia i Jass, Rosjanie osiągnęli linię Dunaju. Sukces „cudownej” obrony Częstochowy na próżno usiłowano przekształcić, jak za Jana Kazimierza, w punkt zwrotny całej wyzwoleńczej wojny.

W końcu czerwca 1771 r. Częstochowę znowu oblegały wojska rosyjskie pod dowództwem Drewicza. Tym razem asystowały mu wojska królewskie komenderowane przez Ksawerego Branickiego. Oblegający nie czuli się jednak zbyt pewnie, bo tuż za kłobuckimi lasami gromadził swoje liczne konfederackie wojska regimentarz – Józef Zaremba.

Któregoś dnia, w czasie wymiany artyleryjskich strzałów między oblegającymi a obrońcami Częstochowy, doprowadzono do Pułaskiego parlamentariusza, który oświadczył, że , Pan łowczy koronny chce z Waszmością pertraktować. Pułaski do rozmów tego rodzaju bynajmniej się nie palił, ale zgodził się wyjechać, ciekawy, co też chce mu zaproponować przedstawiciel króla. Spotkał Branickiego w towarzystwie Drewicza, przy akompaniamencie rosyjskiej artylerii. Oburzył się więc i powiedział, że nie będzie rozmawiał ani w obecności bandyty ani wśród huku dział. „Nie przyjechałem tu żeby atakować, ale chcą zaproponować zgodę i przyjaźń ” – mówił Branicki. – „Nie w tym towarzystwie ” – powiedział Pułaski.

Umówili się na następny dzień i rozmawiali bez świadków. Myślą przewodnią tej rozmowy miały być warunki pojednania króla z konfederatami. Branicki wzywał do poddania twierdzy i rozprawiał o nieszczęściach kraju oraz o zgubności wojny domowej. Pułaski stwierdził, że nie wyklucza pogodzenia się z królem, ale pod warunkiem, że król i jego zwolennicy przyłączą się do starań o wymarsz wszystkich wojsk rosyjskich z Polski. Tak jak wcześniej Drewicz, tak teraz Branicki zakończył rozmowę groźbą: pożałujesz Waszmość kiedyś tej sposobności.” W swoim dzienniku zanotował, że Pułaski mówił jak młody zarozumialec.” Również tym razem Drewicz i pomagający mu Branicki musieli odstąpić od Jasnej Góry.

15 lipca 1771 r. „Generalność” formalnie mianowała Kazimierza Pułaskiego komendantem twierdzy jasnogórskiej. W tym też czasie, pod patronatem królewiczowej Franciszki, nastąpiło pojednanie z ustępującym przedstawicielem Francji Dumouriezem. Na spotkaniu w Łojkach Pułaski przedstawił stan liczebny swego wojska, zadeklarował zaprowadzenie karności, oczyszczenie korpusu oficerskiego czyli pozbycie się ludzi nieodpowiednich, pomoc w formowaniu piechoty i niepodejmowanie żadnej kampanii bez uzgodnienia z Radą Wojenną.

Do tej rady wchodził od tego czasu on sam i jeszcze dwie osoby przez niego wskazane. Wszyscy wiedzieli już, że Dumouriez ustępuje, a na jego miejsce jedzie z Francji nowy doradca, generał Antoni Karol Viomenil. Pojednawcza narada w Łojkach miała oczyścić atmosferę i podnieść rangę Kazimierza Pułaskiego, jako Komendanta Jasnej Góry, do roli jednego z trzech dowódców, decydujących o taktyce i strategii dalszej walki.

Realizując polecenie „Generalności”, 19 sierpnia opuścił Pułaski Częstochowę. Z całą kawalerią, oddziałami piechoty i armatami, przeszedł Wisłę pod Bobrkiem i 25 sierpnia stanął w Tyńcu. Dowiedział się tam, że pod Widawą ciężką klęskę zadał Branickiemu regimentarz wielkopolski Józef Zaremba.

Przygotowując reorganizację konfederackiej armii, Pułaski proponował powołanie 5 generalnych komendantów i zdobycie Warszawy. Uważał, że będzie to możliwe, jeżeli konfederacja dysponować będzie pięćdziesięcio tysięczną armią. On sam stał już na czele sześciu tysięcy dobrego wojska. Żądając uzbrojenia Kurpiów obliczał, że może powiększyć swoje oddziały o dalsze trzy tysiące.

Doradca francuski w osobie generała Viomenila budził nowe nadzieje i akceptował projekty zgłoszone przez Pułaskiego. Uzgodniono, że dla opanowania Warszawy wystarczą dwa największe korpusy konfederackie pod dowództwem Pułaskiego i Zaremby. Pułaski jak zawsze pełen optymizmu, gotów był do podjęcia akcji.

Wielka popularność Kazimierza Pułaskiego, o której aż z Rotterdamu pisała (19 lipca 1771 r.) Anna Jabłonowska, niepokoiła wielu. Najbardziej jednak nie mogła się podobać wykonawcom i zwolennikom rosyjskiego w Polsce panowania. Długo się głowili nad różnymi „kruczkami”, wiele myśleli, aż wymyślili. Rosjanie zrozumieli w tym czasie, że sami Rzeczpospolitej nie są w stanie pokonać i rozpoczęli starania o wciągnięcie do koalicji antypolskiej Prus i Austrii.

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m