Białe

Jezioro Wigry – rzeka Czarna Hańcza

Jezioro Wigry – rzeka Czarna Hańcza – Kanał Augustowski

Szlak długości 123,5 km wiodący ze stanicy wodnej PTTK w Gawrychrudzie jez. Wigry, rzeką Czarną Hańczą i Kanałem Augustowskim jest najbardziej urozmaiconym i malowniczym szlakiem kajakowym w Polsce.

Aby dostać się do Gawrychrudy dojeżdża się od strony Białegostoku przez Augustów lub z Olsztyna przez Ełk i Suwałki do przystanku kolejowego Płociczno. Z przystanku droga wiedzie przez las w kierunku pd.-wsch. Najprzód ok. 200 m w lewo do drogi, a następnie również w lewo 3 km drogą oraz 1 km lewym rozwidleniem drogi polnej do stanicy wodnej PTTK we wsi Gawrychruda, położonej nad pn. brzegiem zach. krańca wydłużonej zatoki jez. Wigry, zw. Ukleją. W połowie tej drogi leży Płociczno (wieś, tartak) i osiedle przyfabryczne posiadające pocztę, schronisko młodzieżowe, restaurację i sklepy. Wzdłuż drogi i prawego rozwidlenia drogi polnej biegnie tor kolejki wąskotorowej, którą przewożone jest drzewo znad Czarnej Hańczy do Płociczna.

Idąc z Płociczna do Gawrychrudy, z lewej strony drogi, ciągnie się wąskie, długie jez. Staw Wigierski (pow. 0,03 km2, głęb. 11,5 m, dług. 1,5 km, szer. 0,3 km, 136 m npm.), łączące się wąziutką, płytką, 300 m długą strugą z zatoką Ukleja. Jeziorko ma brzegi wysokie, w wielu miejscach łagodnie opadające oraz kilka plaż piaszczystych i trawiastych.

Na pn. brzegu wśród rzadkich drzew pojedyncze zagrody wsi Gawrychruda. Na prawym brzegu odpływu stoi młyn, a koryto grodzi tama. Na lewym — sklep. Do pd. części zach. krańca zatoki Uklei uchodzi 100 m długa, wąska i płytka, o piaszczystym dnie struga odprowadzająca wody zamkniętego wysokimi leśnymi brzegami małego Jez. Czarne Wigierskie (pow. 5 ha, dług. 370 m, szer. 150 m, 132 m npm.).

Na wysokości ujścia wspomnianej strugi, na pd. łagodnie wznoszącym się brzegu leśnym — Młodzieżowy Ośrodek Wypoczynkowy Kuratorium Oświaty i Wychowania m.st. Warszawy w Gawrychrudzie, p-ta Płociczno-Tartak, tel. 14-70.

Ośrodek posiada: 112 domków 1-, 2-, 3-, 4- i 6-osobo-wych, 2 kuchnie (do zbiorowego żywienia i samoobsługową), 3 świetlice, 2 kawiarenki, 6 boisk sportowych (2 do koszykówki, 2 do siatkówki, 1 do piłki ręcznej oraz gimnastyczne). Czynny jest od połowy czerwca do połowy września. Turnus obejmuje: 170 uczniów i 150 nauczycieli.

Poniżej młyna na początku pn. brzegu zatoki Uklei — Przystań Żeglugi dla statków kursujących po jez. Wigry.

Prawie 1 km dalej na tym samym wysokim brzegu stanica wodna PTTK (tel. Suwałki 14-60) w ajencji. Poza pawilonem ogólnousługowym (biuro, kuchnia, jadalnia–świetlica) znajduje się 15 domków 2-osobowych. Naprzeciwko stanicy, na pd. wysokim i stromo wznoszącym się brzegu, czynna binduga (ładownia drzewa). Wzdłuż brzegu przechodzi wspomniana kolejka leśna do przewozu drzewa.

Jez. Wigry (pow. 21,87 km8, głęb. 75 m i średnia 15,4 m, dług. 19,6 km, szer. 2,7 km, 132 m npm.), jako najbardziej urozmaicone i malownicze jezioro nizinne w Polsce jest celem licznych wycieczek nie tylko kajakowych i żeglarskich, ale również pieszych, kolarskich i motorowych.

Nazwa Wigry pochodzi prawdopodobnie od litewskiego słowa „wingrus”, co znaczy kręty.

Jez. Wigry kształtem tafli wodnej przypomina literę „S”. Długość tej.esowatej linii od pd.-zach. krańca jeziora (Gawrychruda) do ujścia rzeki Piertówki w części pn. wynosi prawie 20 km, brzegów razem z licznymi zatokami — 75 km, samego głównego basenu — ok. 50 km. Dlatego też miejscowa ludność, ten potężny zbiornik wody nazywa Jeziorem Siedmiu Mil. Jezioro dzieli się na trzy części, w miejscowej gwarze zwane plosami, mianowicie: Ploso Północne, Środkowe i Zachodnie.

Do kompleksu jezior wigierskich, poza głównym basenem, wchodzą następujące jeziora i jeziorka: Staw, Czarne, Długie, Muliczne, Okrągłe, Sucharek, Białe, Leszczewek, Krzywe, Czarne przy Krzywym, Koleśne, Omołówek, Pierty. Postaw, Dowcień i Żubrówo.

Stare łożysko jez. Wigry zajmowało znacznie większą przestrzeń, a miasto Suwałki, odległe w linii prostej o 8 km, leży w dawnej jego kotlinie. Wycięcie lasów, ciągłe zamulanie dna przez wpadające strumyki i przepływającą przezeń Czarną Hańczę powoduje powolne kurczenie się jeziora. Stopniowe obniżanie się poziomu wód spowodowało wynurzenie się szeregu wyniosłości dna i podział jeziora na mniejsze zbiorniki wodne. Dno jeziora muliste lub piaszczyste.

Największe głębie, dochodzące do 73 m, a nawet jak wykazują ostatnie pomiary — 75 m, znajdują się pośrodku jeziora na linii między Cimochowizną a Rosochatym Rogiem i 500 m na pn. od cypla półwyspu Wysoki Wągieł.

Woda w jeziorze ma odcień zielonkawy, jest jednak zupełnie czysta. Lesiste i pagórkowate w wielu miejscach brzegi jez. Wigry i części wysp, zwłaszcza większych w rejonie Plosa Zachodniego (Ostrów, Ordów), dodają mu wiele uroku. Rybostan jeziora jest bardzo bogaty, żyją tu: sieja, sielawa, lin, leszcz, okoń, karaś, płoć, stynka, szczupak, ukleja i inne.

Ocalałe lasy wybrzeża wigierskiego zajmują jeszcze znaczne przestrzenie. Z wyjątkiem najbardziej na pn. wysuniętej części jeziora i miejscami części pd.-wsch., resztę tego wielkiego zbiornika wody otaczają lasy.

Wędrówkę po jez. Wigry możemy rozpocząć ze stanicy wodnej PTTK w Gawrychrudzie, od ujścia górnego odcinka rzeki Czarnej Hańczy, z przystani Domu Wycieczkowego PTTK w Starym Folwarku, od ujścia rzeki Piertówki lub ze wisi Bryzgiel, którą osiągnąć można przy przewozie lądowym kajaka z jeziora Blizno (5 km) lub z jeziora Serwy (11 km).

0,0 km. Spływ rozpoczynamy z pn. brzegu zachodniego krańca jeziora (zatoki Uklei) ze stanicy w Gawrychrudzie. Wieś założona ok. 1665 r. jako Ruda na Hrudzie. Nazwa pochodzi od imienia rudnika Gawrycha (Gabriela Suchockiego), stąd Ruda Gawrycha.

Oba brzegi rozszerzającej się ku wsch. zatoki Uklei wysokie: pd. porasta wysokopienny las sosnowy, pn. jest bezleśny, polny. Nad pn. na gruncie Al. Zuchwalskiego żeremie bobrowe. Na brzegu pd. na wprost stanicy PTTK a bindugą, miejsce na biwak. W pobliżu brzegu biegnie droga leśna i wspomniany tor kolejki wąskotorowej. Płyniemy ku wsch.

2,0 km. Z lewej, 100 m długi odpływ trzech małych połączonych ze sobą jeziorek: Okrągłego, Długiego i Muliczne-go. Na odpływie betonowy mostek. Z obu stron odpływu zagrody wsi Gawrychruda. W korycie piaszczyste płycizny. Ze względu ną rezerwat bobrów nad Jez. Mulicznym — wjazd wzbroniony. Drugie żeremie znajduje się 0,8 km na wsch., nad jez. Sucharek. Jez. Okrągłe (pow. 15 ha, głęb. 13,8 m, dług. 450 m, szer. 450 m, 132 m npm.), od zach. otaczają zielone pagórki, od strony wsch. las sosnowy, pozostałe brzegi obramowane brzozami. Woda dość przejrzysta. Płynąc wzdłuż prawego brzegu Jez. Okrągłego, po 250 m, 200-metrowy odpływ Jez. Długiego. Odpływ jest kręty, dość szeroki i wystarczająco głęboki (ok. 50 cm). Dno porośnięte roślinnością podwodną, a brzegi wierzbami i olszami.

Jez. Długie (pow. 79,8 ha, głęb. 14,8 m, dług. 1,9 km, szer. 800 m, 132 m npm.), mocno zwężone w środkowej części, ciągnie się z pd. wsch. na pn. zach. na przestrzeni blisko 2 km. Rozwinięta linia brzegowa, leśne otoczenie (na przemian partie brzóz i sosen) oraz trzy wysepki urozmaicają krajobraz. Na ogół niskie i zadrzewione wysepki obramowane są wąskimi pasami trzcin i sitowia. Pierwsza z nich położona jest naprzeciwko wpływu, druga tuż za nią, a trzecia najmniejsza w pobliżu zach. brzegu drugiej rozszerzonej części Jez. Długiego. Za środkowym przewężeniem płycizny porośnięte sitowiem. 200 m od brzegu zach., na wprost trzeciej wysepki, leży leśniczówka Gawarze i 500 m na pn. wsch. od niej na brzegu pn. zatoki gajówka Słupie.

Z pn. zatoczki Jez. Długiego uchodzi kręty, mulisty i ząrzucony drzewem, 250 m długi i ok. 7 m szeroki odpływ trzeciego jeziorka zwanego Mulieznym.

Jez. Muliczne (pow. 25,63 ha, głęb. 11,3 m, dług. 860 m, szer. 600 m, 132 m npm.), o owalnym kształcie i dość dużym zalesionym półwyspie w części pd., otacza las świerkowo sosnowy. Przybrzeżne wody porasta trzcina i pałka wodna. Niezłe miejsce obozowania znajduje się na pn. wysokim brzegu leśnym na wprost pd. półwyspu. Na zach. brzegu jego zatoczki — rezerwat bobrów.

6,0 km. Od ujścia odpływu wspomnianych trzech jeziorek do 117, jez. Wigry (zatoki Uklei) kierujemy się w lewo, ku wsch. Naprzeciwko na wysokim pd. leśnym brzegu leśniczówka Powały. Wyjście z jeziora do leśniczówki głębokim wąwozem wyżłobionym przez spływające wody. Na brzegu pn. dalsza część wsi Gawrychruda i szereg domków campingowych. Do jeziora zbliżył się las. Zatoką Ukleja w dalszym ciągu rozszerza się tworząc szereg zatok.

8,0 km. Z lewej wciska się w wody Wigier przeszło 500 m 115 długi i ok. 250 m szeroki, zalesiony z dobrymi miejscami na obozowania półwysep Łysocha. Za półwyspem rozległa, o wysokich pokrytych lasem brzegach Zatoka Słupiańska. Na brzegu tej zatoki powstało w 1958 r. osiedle letniskowe złożone z drewnianych domków. Jest to Ośrodek Wczasowy Związku Zawodowego Pracowników Handlu i Spółdzielczości (adres: Zatoka Słupiańska, p-ta Płociczno, tel. 14-76).

Ośrodek posiada: 67 domków o 220 miejscach noclegowych, kuchnię, jadalnię, uroczą kawiarenkę na wodzie oraz ambulatorium lekarskie i kino panoramiczne. Ponadto pływalnię z 2 ratownikami, przystań dla łodzi i kajaków oraz sprzęt wodniacki.

Na brzegu zatoki znajduje się również Przystań Żeglugi statków kursujących po jeziorze (jeden wg rozkładu, drugi spacerowy) oraz krańcowy przystanek autobusów zielonej linii MPGK z Suwałk kursujących na trasie: Suwałki—Płociczno—Gawrychruda—Zatoka Słupiańska.

Pozostałe ośrodki wczasowe nad Zatoką Słupiańską należą do: KW PZPR i Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku oraz Przedsiębiorstwa Budownictwa Rolniczego w Suwałkach.

Z pn. zwężenia Zatoki Słupiańskiej możemy odbyć pieszą wycieczkę do odległego o 400 m w kierunku pn. puszczańskiego jez. Sucharek. Naprzeciwko półwyspu Łysocha wyrasta z pd. zalesionego brzegu półwysep Róg Podłużny z małą podmokłą wysepką Walenciak, leżącą na wsch. brzegu jego podstawy.

Przy spokojnej wodzie od cypla Łysochy kierujemy się ku pd. wsch. na wysoką, niezwykle malowniczą wyspę Ordów, sierpowatego kształtu. Na brzegu zach. — żeremie bobrów; od strony pd. malownicza zatoka osłonięta od wiatrów zach., pn. i wsch. wałem morenowym i kępą lasu iglastego.

Na cyplu zach. półwyspu wysokie pokryte sosną wnętrze z dobrymi miejscami na biwaki. Lądując we a wspomnianej zatoce trafimy na najwyższe wzniesienie zalesionej wyspy znajdujące się w pn.-wsch. jej części.

9,5 km. Stąd roztacza się rozległy malowniczy widok na pn., 114,5 na Ploso Zachodnie i Środkowe, na otaczające nas jezioro i wyniosłe lasy. Na wprost na pn. brzegu jez. Wigry — Zatoka Słupiańska.

Dobre miejsca obozowania. Zach. część wyspy łączy się z częścią środkową wyspy wąziutkim 6-metrowym niskim przesmykiem. Na pd.-wsch. krańcu rozszerzonego półwyspu — pastwisko.

Na pd. brzegu jez. Wigry na wprost od wyspy Ordów stanica wodna PTTK. Na brzegu hangar na łodzie i kajaki. Na brzegu w lesie domki campingowe. 200 m dalej ku wsi Bryzgiel następny ośrodek wodny. Nieco na zach. od stanicy — żeremie bobrów.

W odległości 200 m w kierunku wsch. od wyspy Ordów, a 150 m od pd. brzegu Wigier leży duża, pagórkowata, słabo zadrzewiona o postrzępionych brzegach wyspa Ostrów, mająca 42 ha pow. Jest ona jedną z większych wysp jeziornych w kraju; ciągnie się z pd. zach. na pn. wsch. na przestrzeni blisko 1,5 km. Na wyspie pola uprawne i łąki. A Można tam znaleźć również dobre obozowisko.

11,5 km. Naprzeciwko wyspy Ostrów, na wysokim, stromo opadającym pd. brzegu jeziora leży wieś Bryzgiel. Na zach. jej krańcu, na brzegu lasu sosnowo-świerkowego, znajduje się rybakówka, na dole przystań rybacka. Obok rybakówki a w lesie miejsce obozowania. We wsi sklep i skrzynka pocztowa. Ze wsi tej możemy przewieźć kajak 5 km lądem na jez. Blizno lub 11 km na jez. Serwy, skąd rzelćą Blizną lub Kanałem Augustowskim można spłynąć do Augustowa. 500 m na pd. od wsi przebiega linia tartacznej kolejki wąskotorowej z Płociczna w kierunku Czarnej Hańczy.

Pomiędzy wsią Bryzgiel a wyspą Ostrów jezioro jest płytkie, pokryte barwnym kobiercem roślin dennych, z wody wyłania się podłużna wysepka łąkowa pokryta brzeziną, a za nią w kierunku wsch. druga mniejsza. Od wsi Bryzgiel płyniemy na pn. wsch., pozostawiając po lewej, zach. stronie wyspę Ostrów.

12,5 km. Przeszło 100 m na pn. wsch. od wyspy Ostrów leży mała, otoczona wieńcem trzcin, płaska i podmokła wyspa Krowa.

Wzdłuż podmokłego, porośniętego trzciną brzegu Wigier znajduje się kilka małych jeziorek. Na wyższych nieco przesmykach leżą wioski Krusznik i Zakąty.

Od pn. krańca wyspy Krowa widzimy w kierunku zach. wydłużony półwysep Łysochę i rozległą Zatokę Słupiańską, dalej słabo wykształcony półwysep Dąbek o szerokim prostokątnym wierzchołku i wysokich brzegach (od cypla półwyspu Łysocha do cypla półwyspu Dąbek 1 km) i wreszcie kierujemy się na pn. na leżący wprost przed nami szeroki łuk Zatoki Białczańskiej. Zatoka ma brzegi na ogół niskie, tu i ówdzie piaszczyste, zalesione i obramowane z rzadka trzciną. Jej pn.-wsch. prosty odcinek długości 500 m jest zalesionym przesmykiem szerokości od 10 do 50 m, oddzielającym główny basen jez. Wigry od malowniczego Jez. Białego Wigierskiego.

14,0 km. Przez rzadki pas trzcin bez trudu docieramy do zach. 109, niższej i węższej części przesmyku, gdzie znajduje się krótki (ok. 10 m), wąski i płytki kanalik odprowadzający wody Jez. Białego. Punktem ułatwiającym odnalezienie tego odpływu wśród ukrywających go trzcin jest grupa młodych olch, a z prawej w odległości ok. 120 m kępka sosen.

Po przebyciu kanaliku (przepłynięcie lub przeprowadzenie kajaka) znajdziemy się na niezwykle malowniczym Jez. Białym Wigierskim (pow. 1,08 km2, głęb. 34 m, dług. 2 km, szer. 700 m, 132 m npm.). Jez. Białe jest typowym przykładem obniżenia się poziomu wody dawnego olbrzyma wigierskiego. Widać to wyraźnie na niskich i wąskich przesmykach od strony pd.-zach. i wsch., oddzielających wody Jez. Białego od głównego basenu Wigier.

Brzegi jeziora porośnięte wokoło pięknym borem sosnowym, od strony pn.-zach. wysokie z dobrym miejscem na biwak. W pn. części wschodniego ok. 100 m szerokie- a go przesmyku, na zach. jego brzegu, gajówka Wasilczyki.

Od ujścia odpływu Jez. Białego do Zatoki Białczańskiej płyniemy trzymając się lewego, pn. wysokiego brzegu leśnego jez. Wigry.

15,5 km. Z pn. wznoszącego się, zalesionego brzegu wrzyna się w wody Wigier nieduży ostry półwysep — Łukaszowy Róg. Naprzeciwko, z pd., niskiego, podmokłego i bezleśnego w tym miejscu brzegu wyrasta mały półwysep — Jurkowy Róg. Cieśnina 500 m szerokości utworzona przez cyple tych półwyspów oddziela Ploso Zachodnie od Plosa Środkowego.

Mijamy Łukaszowy Róg i wypływamy na Ploso Środkowe. Brzeg pn. niski, podmokły obramowany olchą i brzeziną, a wody przybrzeżne trzciną; pd. również niski i podmokły.

W odległości ok. 1 km w kierunku wsch., bliżej pd. brzegu z wód jeziora wyłaniają się dwie zalesione wyspy. Pierwsza — to Ostrów Brzozowy Szeroki, druga — Ostrów Brzozowy Długi. Obie wyspy o podmokłych brzegach, otoczone pasem trzcin, a ich wnętrza porosłe karłowatą brzozą i olszami. Za wyspami, na pd. brzegu na jez. Klonek rezerwat bobrów. 1 km dalej na wsch. leży wyspa Kamień o pow. 2,94 ha. Jest to druga po wyspie Ordów niezwykle piękna wyspa. Jej wysoki, urwisty zach. brzeg jest pokryty lasem mieszanym. Rośnie tu brzoza, lipa, sosna, dąb, jarzębina i leszczyna. Na polanie leżą dwa duże głazy, od których wyspa otrzymała nazwę. Z wyspy Kamień, 5,5 km w kierunku pn.-zach. widoczna wieża kościoła wigierskiego. Na wyspie dobre obozowisko. W kierunku pd.-wsch. wciska się w ląd długa, wąska zatoka, nad której krańcem leży wioska Czerwony Krzyż, zwana niegdyś Piecyk (od pieców, w których budnicy pędzili smołę). Podczas kampanii napoleońskiej we wsi stał francuski szpital (stąd nazwa wsi). Opodal wsi mogiły żołnierzy francuskich. W 1915 r. nad Wigrami toczyła się zacięta bitwa. Prawie wszystkie zagrody zostały spalone.

W lutym 1944 r. obok wsi oddział „Konwy” pod dowództwem Albina Drzewickiego stoczył walkę z dużym oddziałem żandarmerii hitlerowskiej. Zginęło w niej kilkunastu żandarmów, przy niewielkich stratach własnych. W odwet za pomoc udzieloną partyzantom gestapo zniosło z powierzchni, ziemi prawie całą wieś. Zginęło też wielu jej mieszkańców.

Na pn. od Czerwonego Krzyża aż do gajówki Dormejko brzeg wsch. zalesiony. Na brzegu zatoki Wygorzele, obok wyspy Kamień znajduje się dobra plaża i wygodne obozowisko. Od Łukaszowego Rogu płyniemy na pn. lewym brzegiem jeziora.

16,5 km. Z lewej Zatoka Wasilczykowska. Na jej zach. brzegu w pn. części wąskiego przesmyku, oddzielającego jez. Wigry od Jez. Białego — gajówka Wasilczyki. Przed I wojną światową była tu wieś, założona ok. 1770 r. przez rybaków kamedulskich z rodu Wasilczyków. Poprzez nadbrzeżne drzewa widać skrawek polnego brzegu i zabudowania gajówki, położone na zach. brzegu przesmyku, w odległości ok. 100 m od jez. Wigry.

Od gajówki Wasilczyki płyniemy w kierunku wsch. trzymając się wysokich, zalesionych brzegów potężnego i wydłużonego półwyspu Wysoki Wągieł. Na półwyspie nieoficjalny rezerwat leśno-florystyczny. Na wprost przed nami na wsch. brzegu wspomniana zatoka Wygorzele.

18,5 km. Cypel wydłużonego półwyspu Wysoki Wągieł na zach. brzegu niski, dostępny, porośnięty olchą, jarzębiną i wierzbą, dalej sosną — oraz na wsch., krótki o szerokiej podstawie półwysep Łapa zwężają jezioro do 450 m. Cieśnina ta jest granicą Plosa Środkowego i Północnego. 500 m na pn. od tej cieśniny znajduje się największa głębia Wigier, osiągająca 73 do 75 m.

250 m dalej na pn., na wsch. wznoszącym się i zalesionym brzegu leży gajówka Dormejko. Za nią na pn. i wsch. teren pagórkowaty, rolny z rozrzuconymi zagrodami wsi Mikołajewo i Rosochaty Róg.

Ploso Północne przepływamy wzdłuż lewego, piękniejszego brzegu jeziora. Płyniemy na zach. w kierunku Zatoki Hańczańskiej pn. brzegiem półwyspu Wysoki Wągieł. Jego malownicze brzegi pokrywa las sosnowo-świerkowy, zwany Głębokim Lasem. Brzeg ten ze względu na brak plaży i słońca nadaje się tylko na odpoczynek w czasie dużych upałów. 2,5 km w kierunku pn. widnieje na horyzoncie kościół wigierski.

23,0 km. Pd. kraniec Zatoki Hańczańskiej jest rezerwatem bobrów. W odległości od 200 do 600 m od brzegu w kierunku pd. znajduje się kilka jeziorek leśnych, zwanych Małymi Sucharkami.

Pd. część wspomnianej zatoki, ze względu na żeremie bobrowe, jest niedostępna dla turystów. O zakazie wkraczania do rezerwatu informują umieszczone na słupkach tablice ustawione na brzegu i w jeziorze. Poza tym rezerwatu pilnują specjalni strażnicy.

23,5 km. 500 m dalej na lewym brzegu ujście górnego odcinka rzeki Czarnej Hańczy do dużej prostokątnej, podzielanej kępami- trzcin i sitowia Zatoki Hańczańskiej. Na brzegu przeciwnym, wsch., pagórkowatym, potężny czworokątny i bezleśny półwysep Rosochaty Róg z wioską tejże nazwy. Na jego niskim cyplu porośniętym olchą, samotna zagroda. Na pn. od półwyspu, z rozległej zatoki, wypływ środkowego odcinka rzeki Czarnej Hańczy.

Z Zatoki Hańczańskiej kierujemy się ku pn. Po drodze mijamy siedem małych błotnistych wysepek, zwanych Cimoehowskimi Grądzikami.

25,3 km. Na lewym wysokim brzegu, obramowanym olszami i pasem sosen, leży letniskowa wieś Cimochowizna. Jest to miejsce majówek i wycieczek suwalszczan. Ze wsi widok na jezioro i sylwetkę kościoła pokamedulskiego w Wigrach.

Kościół stoi na wzniesieniu wyspy, połączonej ze stałym lądem małym mostkiem, zwanej Półwyspem Klasztornym. Na pd. brzegu tego półwyspu znajduje się żeremie bobrów zwane „Księdza sadzawka”.

26,5 km. Z lewej, ok. 10 m długi, odpływ z niewielkiego jez. $7,0 Leszczewek (pow. 21,17 ha, głęb. 6,5 m, dług. 900 m, szer. 300 m, 132 m npm.). Przepływamy pod wysokim mostkiem dla pieszych widzianym z jeziora. Odpływ położony jest między dwoma wzgórzami. Brzegi jeziora na ogół niskie, porośnięte trzciną. Główna część letniskowej wsi Leszczewek leży przy drodze Suwałki—Sejny, na brzegu pn. krańca jez. Leszczewek — skąd do Suwałk 9 km. 500 m w kierunku wsch. początek 1,5 km długiego, wąskiego, malowniczego Półwyspu Klasztornego, z wioską Wigry. Obramowany zielonym pasem trzcin i nadbrzeżnych drzew półwysep przedstawia niezwykle charakterystyczny widok.

27,3 km. Kierując się ku pn., po 600 m osiągamy na lewym brzegu wieś Stary Folwark, a o 200 m dalej na wznoszącym się brzegu, na tzw. Łysej Górze (150,7 m npm. i 18,7 m nad powierzchnią jez. Wigry) — punkt widokowy. Drugi punkt widokowy (173,4 m npm.) leży 1,5 km na pn. zach. od szczytu Łysej Góry, a 500 m za drogą w Starym Folwarku.

Z góry tej roztacza się wspaniały widok na zatoki: pn. Zadwórze i wsch. Magdalenowo, Półwysep Klasztorny z wioską Wigry, mury kościoła pokamedulskiego i wody jeziora.

W Starym Folwarku nad jez. Wigry (wokół Łysej Góry) znajduje się Dom Wycieczkowy PTTK (2 budynki stałe) i Ośrodek Turystyczny PTTK. Ośrodek posiada domki campingowe — dla turystów i dla szkółki kajakowej, przystań łodzi i kajaków, hangary wypożyczalni sprzętu pływającego, kąpielisko strzeżone i stałe miejsce na ognisko. Poza tym bar i kawiarnia. Nad brzegiem jeziora miejsce na biwak.

Nad jez. Wigry w Starym Folwarku w dn. 4 VIII 1944 roku żandarmi hitlerowscy rozstrzelali 15 osób kopiących rowy przeciwczołgowe (7 Polaków, 5 Francuzów i 3 Rosjan). Po wyzwoleniu zakopane na miejscu zwłoki ekshumowano i pochowano na cmentarzu w Krasnopolu.

Na zach. brzegu zatoki Zadwórze znajduje się przystań Żeglugi Warszawskiej, Ekspozytura w Augustowie, dysponującej statkami: „Perkoz” — 70-osobowy i „Rybitwa” — 34-osobowy. Linia czynna od 15 V do 15 IX. Linde spacerowe czynne od 15 V do 30 IX. Kasa biletowa godz. 7.30—17.20.

Ponadto na miejscu znajdują się: parking (nie strzeżony), kiosk „Ruchu” i przystanek autobusowy linii zielonej z Suwałk.

Dobre miejsce obozowania znajduje się przy Domu Wycieczkowym PTTK oraz obok na wysokiej, zadrzewionej łąkowej Wyspie Mysiej o pow. 1,7 ha.

1 km na pn. od Domu Wycieczkowego PTTK, w Starym Folwarku znajduje się poczta, sklepy, posterunek MO i przystanek PKS.

Do 1939 r. na pn.-wsch. brzegu jez. Wigry działała przez kilkanaście lat stacja hydrobiologiczna, założona i kierowana przez znanego limnologa polskiego prof. A. Lityńskiego autora wielu prac o jeziorach suwalskich, który również tutaj redagował w latach 1926—39 czasopismo „Archiwum Hydrobiologii i Rybactwa”. Po wojnie, na podstawie jego rękopisów, wydano jedyny u nas podręcznik z omawianego zakresu pt. „Hydrobiologia ogólna”. Kontynuacją tej placówki naukowej jest obecnie Stacja Hydrobiologiczna im. Nenckiego PAN w Mikołajkach.

W dawnym, częściowo uszkodzonym budynku pozostałym po tej stacji w Starym Folwarku, przez wiele lat mieściła się szkoła podstawowa, a obecnie korzysta z niego ośrodek kolonijny fabryki płyt wiórowych z Suwałk.

Półwysep Klasztorny blisko 1,5 km długi i od 100 do 500 m szeroki ze znaczną wyniosłością w środkowej części, pierwotnie był wyspą, którą kameduli połączyli groblą ze wsch. brzegiem jeziora. Podczas II wojny światowej wsch. część grobli przecięto kanalikiem, nad którym zbudowano mostek drogowy. W ten sposób, zachowując drogę lądową z klasztorem, skrócono znacznie wodne połączenie pomiędzy zatoką Zadwórze a wypływem z jeziora rzeki Czarnej Hańczy, znajdującym się po stronie pd. podstawy grobli.

Południowe, trójkątne wydłużenie półwyspu jest niskie, moczarowate, łąkowe, otoczone kępami trzcin i sitowia.

Wzdłuż Półwyspu Klasztornego ciągnie się wioska Wigry. Dominującą budowlą osady jest kościół, stojący na wysokim wzgórzu.

To jedno z najpiękniejszych miejsc Pojezierza Suwalskiego obrali sobie ojcowie kameduli osiedlając się tam za panowania Jana Kazimierza. Wprowadzenie ich do Wigier nastąpiło w połowie 1668 r. Osiedlili się w drewnianym dworze królewskim i przystąpili do budowy drewnianego kościoła i klasztoru, oficyny dla służących bez-żennych, dwu spichlerzy, gorzelni, browaru, stajni i wozowni, obwarowując cały ten zespół budowli kanałem przekopanym przez poprzednio usypaną groblę. Jako zakon kontemplacyjny o surowej regule pustelniczej, zakonnicy mieszkali w oddzielnych domkach, tzw. eremach.

W 1667 r. pożar strawił pierwszą siedzibę kamedułów. W latach następnych przystąpiono do budowy murowanego zespołu obiektów. Bezmyślna rozbiórka niektórych obiektów w XIX w. przez władze Królestwa, brak czy niewłaściwa konserwacja oraz duże zniszczenie podczas obu wojen światowych — doprowadziły do ruiny zespół pokamedulski. Uchroniła go od całkowitego zniszczenia odbudowa części budynków w okresie międzywojennym, a szczególnie prace remontowo-konserwatorskie po ostatniej wojnie prowadzone od 1949 r. do chwili obecnej.

Odbudowano barokowy kościół, część refektarza! mieszczącego plebanię, eremy, przeprowadzono częściową rekonstrukcję murów oporowych i budynku mieszczącego schody do ogrodu, całkowicie zrekonstruowano domek furtiana i bramę wjazdową. Dalsze prace związane z odbudową i konserwacją zespołu trwają. W odbudowanych domkach eremickich mieści się ośrodek wypoczynkowy pracowników Ministerstwa Kultury i Sztuki.

W dalszym spływie z przystani na Łysej Górze kierujemy się na pd. wsch. Z prawej mamy Półwysep Klasztorny, z lewej Wyspę Mysią. Płyniemy do podstawy półwyspu, graniczącego od wsch. z zatoką Magdalenowo. Na brzegu wioska Magdalenowo; nazwa jej pochodzi od najstarszego w puszczy kościoła Św. Marii Magdaleny. Z daleka z lewej widoczny wysoki most drewniany w miejscu wypływu Czarnej Hańczy.

28,5 km. Mostek drogowy nad kanalikiem przecinającym groblę łączącą dawną Wyspę Klasztorną z lądem — widoczny z jeziora. Przepływamy jedną z dwu betonowych rur.

Po przebyciu kanaliku długości ok. 200 m skręcamy na lewo do wypływu Czarnej Hańczy. Ten 58,5 km odcinek średniego biegu od jez. Wigry do Rygola (największej i najdłuższej rzeki Suwalszczyzny) przebiega przez malownicze, zalesione okolice. Podczas gdy Czarna Hańcza płynąca do Wigier jest rzeczką wąską i dość ubogą w wodę, tu zasilona wodami jeziora wypływa już jako szeroka i stosunkowo głębsza rzeka, o dość wartkim prądzie i pięknym kolorze wody. Innych przeszkód na rzece — poza licznymi wodorostami, zwłaszcza na początku — nie ma, prąd ma dobry, głębokość wystarczającą. Przy niskim stanie wody mielizny i kamienie występują poniżej Maćkowej Rudy i na odcinku Wysoki Most—Sernetki.

Na 18,5 km odcinku do Wysokiego Mostu zawsze kręta Czarna Hańcza płynie wśród podmokłych łąk o brzegach bezleśnych, mało ciekawych. Za to od Wysokiego Mostu aż do połączenia z Kanałem Augustowskim w Rygolu wynagradza wysiłek wytrwałemu turyście, ukazując mu swoje najpiękniejsze partie wysokich brzegów na obszarze Puszczy Augustowskiej. Wypływ jest szeroki, o czystym, głębokim, wolnym nurcie. Na początku wypływu most dla pieszych łączący wieś Wigry z osadą rybacką Czerwonym Folwarkiem; w korycie pale podwodne. Poniżej mostu koryto Czarnej Hańczy przechodzi w wydłużone o krętym biegu jez. Postaw. Jeziorko to podobne jest do dużego rozlewiska o powyginanych brzegach z dwiema zatokami (z prawej i z lewej). Brzegi ma niskie, podmokłe, obramowane od pd. i pn. olszami, a prawie dokoła porośnięte trzciną i sitowiem. Z lewej, na pn. brzegu w odległości ok. 250 m od wody widać pierwsze domy wsi Magdalenowo. Z dala od prawego brzegu, wyniosłe pagórki półwyspu Rosochaty Róg.

29,3 km. Z prawej, prawie w połowie długości jeziorka, w największym jego zwężeniu przystań Państwowego Gospodarstwa Rybnego w Czerwonym Folwarku, położonego w kącie utworzonym przez jez. Wigry i rzekę Czarną Hańczę. W pobliżu sklep. Widoczna z daleka biała tablica wskazuje miejsce wypływu Czarnej Hańczy.
Józef Kuran 1976r.

Rybacy obcując z przyrodą i posiadając wiele obserwacji zjawisk w niej zachodzących — są całkiem niezłymi meteorologami-praktykami i ich przepowiednie mają znacznie mniej pomyłek od horoskopów meteorologicznych.

Według nich kiedy w czasie deszczu na powierzchni wody powstają bąble — oznacza to dobrą pogodę i świetny połów. Natomiast kraczące nisko nad ziemią i siadające na wierzchołkach drzew wrony — zapowiadają deszcz. Tak samo deszcz wróży księżyc z białą aureolą, a w zależności od odległości tej otoczki od tarczy księżyca — deszcz wypadnie wcześniej lub później.

Ku wsch. jeziorko rozszerza się, jego pn. zatoka podchodzi pod drugi kraniec wsi Magdalenowo, której ostatnie zagrody zbliżają się do jez. Dowcień (pow. 78,6 ha, głęb. 10,8 m, dług. 2 km, szer. 800 m). Jezioro to pn. brzegiem prawie dochodzi do drogi Suwałki—Sejny, na brzegu pd. leży wieś Burdyniszki a ,na wsch. wieś Stara Żubrówka.

30,0 km. Wypływ Czarnej Hańczy mniej więcej w połowie długości wsch. brzegu jez. Postaw wśród sitowia i trzcin. Wyjście można poznać po rzadszym i połamanym sitowiu i pochyleniu roślin podwodnych w kierunku nurtu. Przedostajemy się przez sitowie i trzciny. Kończą się trzęsawiska, szerokości ok. 5 m.

30,5 km. Most drogowy, sterczące pale. Z lewej 150 m od brzegu samotna zagroda wsi Czerwony Folwark. Polna droga prowadzi na pn. do drogi Suwałki—Sejny (1,5 km), na pd. przez Mikołajewo i Czerwony Krzyż do drogi Augustów—Frącki—Sejny.

Tuż za mostem urządzenie z pionowych prętów żelaznych uniemożliwia ucieczkę rybom. Jeden z elementów owego urządzenia opuszczamy w wodę i po przepłynięciu podnosimy go.

Rzeka znacznie się rozszerzyła, wynosi ok. 20 m. Płyniemy w kierunku wsch. Coraz więcej trzcin i sitowia, które pokrywają nurt całkowicie lub dzielą go na kilka części; płynąć najszerszym, o żywym biegu. Nad rzeką zaczynają pojawiać się olsze. Z prawej kępa sosen, brzóz i olsz. 100 m poniżej kępy w korycie z lewej duży głaz i następna zagroda wsi Czerwony Folwark, a tuż poniżej w rzece zwalone drzewo. Przepłynąć pod drzewem przy lewym brzegu względnie przeprowadzić kajak. Czarna Hańcza zatacza półkola — to w prawo, to w lewo. Do Maćkowej Rudy pokrywa ją roślinność wodna. Pływający wodorost o drobnym kwieciu tworzy liczne jasne plamy na wodzie. Towarzyszą mu zarośla sitowia, krążel żółty i grzybienie białe (nenufary).

33,5 km. W odległości ok. 200 m ód lewego brzegu rzeki pierwsze zagrody położonej bardziej na pn. wsi Żubrówka.

Dwa potężne zakola. Do zewnętrznego łuku drugiego uchodzi niewielki strumyk, biorący swój początek w odległym o 3 km na pn. w linii prostej jez. Żubrowo (pow. 97,52 ha, głęb. 17 m, dług. 2,9 km, szer. 500 m, 132 m npm.), leżącym już po pn. stronie drogi Suwałki—Sejny. Ujście strumyka leży na wysokości 131,6 m npm. 200 m z lewej biegnie droga z Zubrówki do Budy Ruskiej położonej niżej nad rzeką.

Od tego miejsca Czarna Hańcza zmienia kierunek z dotychczasowego wsch. na pd.-wsch. Jej liczne tutaj rozwidlenia — to krótkie ślepe odcinki starorzeczy. Otaczają nas rozległe łąki. Z prawej z dala od brzegu, za wąskim pasmem podmokłych łąk pojedyncze zagrody i pola uprawne wsi Mikołajewo. Z prawej kępa sosen i tuż za nią w pobliżu szlaku zagroda wsi Mikołajewo. Brzegi rzeki porośnięte trzciną, sitowiem, tatarakiem, pałką wodną i skrzypem.

39,5 km. Po 6 km spływu Czarna Hańcza przyjmuje kierunek pn,-wsch. W korycie kępy. Po zmianie kierunku początkowo z prawej, a następnie z lewej na wyższych i suchszych brzegach obramowanych trzciną, sitowiem, tatarakiem i z rzadka olszami, ciągnie się w odległości ok. 50 m od koryta wieś Maćkowa Ruda. Założona ok. 1665 r.; nazwa jej pochodzi od imienia rudnika Macieja Milewskiego, żyjącego ok. 1700 r. Rzeka na tym odcinku dochodzi do 50 m szerokości i 70 cm głębokości. Jej dno zarastają długie warkocze czesanej przez nurt trawy. Lustro wody przeważnie wolne o widocznym nurcie. Pola orne podchodzą do samej rzeki. We wsi most drogowy. Poniżej mostu wieś odchodzi od rzeki w kierunku pn. Poniżej Maćkowej Rudy przy kępie leśnej możność biwakowania.

Z prawej, z dala od brzegu, w leśnym otoczeniu, murowany budynek leśnictwa — Maćkowa Ruda. W tym miejscu patrol Kedywu AK, 26 VI 1943 r. zniszczył niemiecką leśniczówkę, a 14 VI 1944 r. patrol z oddziału „Konwy” stoczył we wsi walkę z żandarmerią niemiecką. Z lewej przy rzece drewniany budyneczek bez okien. Jest to łaźnia jakie rozpowszechniły się od czasów przybycia tutaj z głębi Rosji staroobrzędowców, którzy w końcu XVII i w XVIII w. uszli przed prześladowaniami religijnymi.

Na wysokości wspomnianego mostu z lewej remiza strażacka, z prawej 50 m od brzegu sklep, a 150 m dalej klubo-kawiarnia „Książki i Prasy” (kawa i ciastka) oraz poczta. Klubo-kawiarnia czynna w godz. 9—12 i 14—22, poczta w godz. 8—15.

Dalej środek koryta porasta sitowie. Brzegi rzeki obniżają się przechodząc w podmokłe łąki pokryte kępami olsz. Rozległe zakola. W pewnej odległości przy korycie znaki ostrzegające żeglarzy.

43,5 km. Dalej środek koryta porasta sitowie. Brzegi rzeki obniżają się przechodząc w podmokłe łąki pokryte kępami olsz. Rozległe zakola. W pewnej odległości przy korycie znaki ostrzegające żeglarzy „oczka”. Przy ostatnim z lewej obok potężnego jesionu miejsce obozowania, obok — pomost. Nieco dalej z prawej początek podłużnego wzgórza porośniętego młodymi sosnami. Brzegi rzeki porasta skrzyp i pałka wodna. Przeszło 500 m dalej, na dostępnym prawym brzegu, na wzgórzu z kępą sosen miejsce na biwak.

W dalszym biegu z lewej występują kępy leśne, a na szlaku rozlewiska. Poniżej Budy Ruskiej nad Czarną Hańczą spotyka się czaple siwe.

46,0 km. Z lewej niezbyt widoczne ujście rzeczki Pawłówka, odprowadzającej wody z większego jez. Gremzdy (pow. 2 km2, głęb. 13 m, dług. 3,4 km, szer. 1 km, 131 m npm.) i czterech małych jeziorek o płaskich zarośniętych brzegach: Miałkiego (26 ha), Płaskiego (22 ha), Jurkowego (22 ha) i Głuchego (35 ha). Przejścia między nimi czasem trudne do odszukania. Przed nami lasy, zbliżające się do coraz suchszych brzegów.

47,5 km. Most drogowy. Na obu brzegach wieś Wysoki Most. Jedna z zagród na prawym brzegu leży tuż przy rzece. 150 m niżej po okrążeniu zakola na lewym brzegu stanica wodna PTTK. Przystań.

Dalszy spływ odbywamy na najbardziej malowniczym odcinku Czarnej Hańczy, wijącej się kręto w otoczeniu przeważnie wysokich obramowanych Puszczą Augustowską brzegów. Miejscami spotykające się ze sobą gałęzie nadbrzeżnych drzew tworzą zielony tunel. Każdy zakręt odsłania nam coraz bardziej malownicze krajobrazy. Kajak płynie bez poruszania wioseł, niesiony prądem między zielonymi ścianami lasu.

W rozszerzonym płytkim korycie duże głazy i wykroty. Spotykamy ładownie drzewa.

Przeszło 500 m poniżej stanicy wodnej PTTK w Wysokim Moście, po okrążeniu następnego zakola, z lewej W lesie miejsce obozowania dla kilku namiotów. Naprzeciwko z prawej przy rzece kilka zagród mijanej wsi, a po 500 m na starej bindudze wyborne miejsce biwakowania.

50,0 km. Z lewej przy rzece, na odsłoniętym brzegu nad drogą mała wioska Ciemny Las, a 1 km dalej z tej samej strony wioska Studziany Las. Na początku wsi sklep. Bór nieco zwolnił z objęć Czarną Hańczę, której kręte koryto znacznie się na tym odcinku zwęziło. Rzece towarzyszą teraz łąki często zalane wodą. Za wsią kładka dla pieszych. Dalej znów towarzyszą nam wysokie brzegi: lewy zalesiony, na prawym pola orne.

W korycie kępy i wysepki oraz powalone świerki dające się łatwo ominąć. Na prawym wznoszącym się brzegu, wśród sosen i świerków — miejsce obozowania.

Nowym elementem w tutejszym budownictwie rzutującym na krajobraz stały się ostatnio przy każdej zagrodzie betonowe szare budyneczki — suszarnie tytoniu.

53,0 km. Z prawej, naprzeciwko ostrego zakola, w odległości 1 km od brzegu, w obniżeniu otoczonym lasem — wieś Sernetka. W dn. 25 VII 1944 r., pluton 3 batalionu 41 pułku AK dowodzony przez „Jastrzębia” zaatakował kolumnę wojsk hitlerowskich. We wsi sklep. Od strony wsi przez niski, podmokły teren przepływa struga uchodząca do Czarnej Hańczy w miejscu jej ostrego zakola. Płyniemy między polami z prawej a gąszczem leśnym z lewej.

56,5 km. Na prawym brzegu, przy rzece, 7-zagrodowa wioska Mała Sernetka (Gulbin). 200 m poniżej leśniczówka. Na lewym — miejsce obozowania.

58,5 km. Z lewej wzdłuż drogi, rozciągnięta na 1,5 km wieś Tartaczysko. Na początku wsi dwa mosty: drogowy i kolejki wąskotorowej służącej do przewożenia drzewa do Płociczna. 100 m od mostów na lewym brzegu sklep. 1.5 km dalej kładka dla pieszych, pod którą pochylając się można przepłynąć.

Podmokłe miejscami brzegi stają się wyższe i suchsze. Lasy na przemian to zbliżają się, to oddalają.

61,0 km. Na prawym wznoszącym się brzegu leśnym wieś Głęboki Bród (poczta), na lewym nieco niżej — Frącki. Jest to dawna Ruda na Wierśnionce, założona w 1665 r. Obecna nazwa pochodzi od rudnika Franciszka, zdrobniale Frącka Milewskiego żyjącego ok. 1700 r.

We Frąckach rzekę przecina droga prowadząca z Augustowa do Sejn. Do pn. krańca jez. Serwy ok. 7 km.

Z lewej w pobliżu mostu przy wspomnianej drodze stylowa kawiarnia GS „Campinos”, a nieco dalej za nią ośrodek zdrowia i punkt apteczny.

62,0 km. Na prawym wysokim brzegu w otoczeniu drzew — leśniczówka Głęboki Bród i tuż poniżej miejsce biwakowe.

Z lewej wpada płynąca z pn. wsch. od jez. Wierśnie (59,5 ha) rzeczka Wierśnianka (zob. szlak 4). Przy jej ujściu, nieco z dala od rzeki na wysokim piaszczystym brzegu leży wieś Frącki. Poniżej wsi, za ostrym zakolem, na lewym wysokim brzegu — samotna zagroda kolonii Frącki, a obok wysoka kładka dla pieszych. Nieco dalej Czarną Hańczę obejmują ponownie wysokie brzegi puszczańskie.

64,0 km. Na lewym wznoszącym się brzegu leśnym gajówka. Na terenie bindugi stanica wodna PTTK. Prawy brzeg wyższy, o obfitszym zalesieniu, z miejscami obozowania.

Poniżej, 300 m, wysoki mostek dla pieszych, 400 m dalej przy lewym brzegu pojedyncza zagroda Adamowe Łączki, a po prawej dalsze domy Głębokiego Brodu.

Dalej rzeka płynie stale serpentyną. Lasy z obniżonego wsch. brzegu trochę ustępują, na prawym leśnym brzegu miejsce obozowania. 400 m niżej, na wysokim brzegu zakola przy dwu lipach i kępach bzu zorganizowane miejsce na biwak, a na brzegu pomost. Jeszcze kilka pojedynczych ostatnich zagród wsi Frącki wśród leśnych polan lewego brzegu.

Czarna Hańcza płynie teraz rozległymi zakolami moczarowatą doliną z towarzyszącymi jej z dala pasmami lasów.

73,0 km. Z lewej, na tle pobliskiego lasu, rozrzucone zagrody wsi Okółek. Na brzegu pomost.

Z lewej, na zakolu przed mostem przy rzece, zagroda ze sklepem. Z tego miejsca prowadzi w prawo do leśniczówki (0,5 km) najkrótsza droga, z lewej za nią (200 m) cokół z kamienia z tablicą i napisem Tutaj pod wsią Okółek — w dniu 12 sierpnia 1943 r. Oddział VIII Batalionu Uderzeniowego Armii Krajowej stoczył z vńe-lokrotnie przeważającymi siłami najeźdźcy niemieckiego bój, w którym poległo 8 oficerów i żołnierzy polskich. Prochy ich spoczywają w zbiorowej mogile w Suchej Rzeczce nad jez. Serwy. Cześć ich pamięci!

Na terenie wsi wysoka kładka dla pieszych. Ostre zakręty, brzegi podmokłe, miejsc do lądowania niewiele. Większą część nurtu pokrywają wodorosty. Za niskim nadbrzeżnym pasem łąkowo-polnym teren falisty, zalesiony. Rzeka zatacza coraz potężniejsze pętle. Wydaje się, że płyniemy w kółko.

75,5 km. Z prawej, na wyższym, suchszym i wygodnym do lądowania brzegu, 2 zagrody wsi Strzelcowizna i niżej za nią wioska Hańcza. W dn. 15 XI 1943 r. oddział AK pod dowództwem mjr. „Brózdy” stoczył walkę z oddziałem Wehrmachtu i żandarmerii, w wyniku której zginęło 8 Niemców. Rzeka bez przerwy meandruje.

79,0 km. Na lewym, wysokim i dostępnym brzegu rozrzucona wieś Dworczysko. Lasy z dala od brzegów. Towarzyszą nam chwilowo łąki.

Na zach., wysokim brzegu zewnętrznego łuku zakola leśniczówka Loski. Tuż poniżej most. Rzekę przecina droga prowadząca w prawo na pd., do odległej o 6 km Mikaszówki nad Kanałem Augustowskim.

Na prawym brzegu poniżej mostu w Loskach, na wysokim leśnym brzegu dobre miejsce obozowania.

Dalej Czarna Hańcza w gwałtownych skrętach wije się przez zwartą już do samego Rygola Puszczę Augustowską. Brzegi jej na tym odcinku są wysokie, miejscami obrywające się, suche, zalesione i niezwykle malownicze. ▲ W wielu miejscach można znaleźć dobre miejsce na biwaki. Wypływamy w las coraz bardziej gęsty i dziki. Jedynie z góry, poprzez korony wyniosłych sosen, świerków i dębów przesącza się światło słoneczne. Hańcza niesie nas sama. Z jej nurtem zataczamy półkola i pętle po wodzie coraz głębszej i cichszej. Upajamy się ciszą i pięknem roziskrzonej w słońcu szmaragdowej ścieżynki wodnej, biegnącej zygzakiem pod sklepieniem nadbrzeżnych drzew.

Z lewej, w łuku dużego ostrego zakola, 50 m za pasem podmokłej łączki na suchym wzniesieniu wśród potężnych dębów wyborne miejsce na biwak. Drugie dojście o brzegu łąkowym i podmokłym, ale dostępniejszym znajduje się po okrążeniu zakola, na .wprost bocianiego gniazda na drzewie. Na wprost, po przeciwnej, prawej stronie rzeki, na wysokim, leśnym brzegu, w odległości ok. 250 m od koryta wznosi się wieża triangulacyjna z gniazdem jastrzębi na szczycie. Nadbrzeżna łączka należąca do nadleśnictwa Czarna Hańcza nosi nazwę Czamrucha.

Stare, rosochate dęby co najmniej 400-letnie, a obok w puszczy śmigłe olbrzymy świerkowe, poza tym klony, olsze, osiki, graby, sosny, lipy, jesiony, wiązy, brzozy, czeremcha i kalina stanowią nadzwyczaj ciekawy i dziki zakątek. Ogrodzenie dębów znajdujących się pod ochroną zmniejszyło obszar miejsca biwakowego.

Z niezwykle rzadkich tutaj ptaków można zauważyć tylko kowalika, ielka-kozodoja i bociana, a w górze drapieżca ptasiego — jaistrzębia.

Ok. 2 km dalej wzdłuż koryta ciągną się pasma łąki zwanej Stary Piecek. Z lewej, na leśnym wznoszącym się brzegu miejsce obozowania.

85,5 km. Z lewej, trudną do odszukania ścieżką można dostać się do wspomnianych jeziorek: Płaskiego, Krejwelanek i Brożane odległego stąd o 1 km.

86,5 km. Z prawej, przy korycie przystań, a 50 m od rzeki na wysokim, stromo wznoszącym się brzegu stanica wodna PTTK w Jałowym Rogu, z kuchnią samoobsługową i niedawno wybudowaną sauną. Nieco niżej na brzegu zewnętrznego łuku ostrego zakola leśniczówka Jałowy Róg. W kierunku pd.-zach. leśna dróżka prowadzi do odległej stąd o 1 km Mikaszówki.

Las nagle się kończy odsłaniając szeroką, krętą wstęgę wodną. Żegnamy się z Czarną Hańczą, która ze wszystkich szlaków Pojezierza Wschodniego najbardziej utrwaliła się we wspomnieniach.

88,0 km. Na lewym brzegu początek dużej wsi Rygol, położonej głównie na prawym brzegu. Pierwszym obiektem rzucającym się w oczy jest na lewym brzegu leśniczówka. Na drugim końcu wsi w odległości ok. 1,5 km sklep. Rozwidlenie koryta. Prawe ramię kieruje nas na pd. do Kanału Augustowskiego; lewe wsch., będące kanałem długości 3,5 km, prowadzi do szeregu jezior odciętych przez Puszczę od świata, prawdziwych leśno-wodnych pustelni. W połowie drogi od Czarnej Hańczy do Jez. Głębokiego upust zamyka kanał. 1 km za upustem most na kanale na trakcie Giby—Rygol. W odległości ok. 350 m na pn. od mostu, tuż przy wspomnianym trakcie leży niewielkie jez. Sinkewelen.

Po 3 km Kanał kończy się w Jez. Głęgokim (pow. 031 km, dług. 1,3 km, szer. 0,4 km, 103m npm.). Wysokie brzegi jeziora otacza las. Wypływająca z niego, 1,5 km długa, kręta rzeka Szlamica płynie dnem dawnego jeziora, w środku którego na kilku pagórkach będących dawniej wyspami, leży osada Muły. Tuż za mostem zadrzewiona bagnista wysepka a za inią wyjście na niezwykle malownicze jez. Szlamy (pow. 1,1 km, dług. 3,2 km, szer. 0,55 km, 103 m npm.). Brzegi tego puszczańskiego jeziora są wysokie, pięknie zadrzewione, z malowniczą wyspą o pow. ok. 4 ha w części pd.-zach.

Przez wsch. część jeziora przebiega z pd. ku pn. granica polsko-radziecka.

Z jez. Szlamy wypływa następny odcinek rzeki Szlamicy, jednej z najbardziej uroczych rzek Puszczy Augustowskiej. Po ok. 10 km krętego biegu Szlamica wpada do pięknej rzeki puszczańskiej Marychy, która w górnym biegu przepływa przez miasteczko Sejny, a uchodzi do Czarnej Hańczy już na terenie Litewskiej Republiki Radzieckiej.

Dn. 25 IV 1944 r. oddział partyzancki AK pod dowództwem W. Pileckiego, ps. „Żwirko” zorganizował w lesie koło Rygola zasadzkę na oddział żandarmów przeprowadzających ekspedycję karną. W walce zginął dowódca oddziału, którego pośmiertnie odznaczono Krzyżem Virtuti Militari. Z obozu jeńców radzieckich w pobliskim lesie hitlerowcy zamordowali ok. 3000 osób, grzebiąc ich zwłoki na miejscu. Po wyzwoleniu na ich wspólnym grobie położono płytę pamiątkową.

Z Rygola płyniemy w prawo skanalizowanym korytem Czarnej Hańczy. Most drogowy. Z prawej wysoki, obrywający się, zalesiony brzeg Czarnej Hańczy. Po przeszło 300 m dostajemy się na szlak Kanału Augustowskiego.

Szlak Kanału w kierunku wsch. biegnie skanalizowanym korytem Czarnej Hańczy do Niemna, na zach. zaś kanałem sztucznym i jeziorami do odległego o 35 km Augustowa.

Spacer nad Wisłę 23 stycznia do Portu Czerniakowskiego

Chodź na spacer nad Wisłę 23 stycznia do Portu Czerniakowskiego

Fundacja Ja Wisła zaprasza w sobotę, 23 stycznia na pierwszy spacer zimowym grzbietem Wisły inaugurujący cykl 12 sobotnich wypraw wokół warszawskiej rzeki. Spotykamy się o godzinie 11 na barce Herbatnik w Porcie Czerniakowskim, gdzie duży dzięcioł bezczelnie wyjada słoninkę załodze lodołamacza. Poślizgawszy się w basenie zimowiska statków, i flocie w okowach sopli fotę zrobiwszy historyczną, zmarzniętym śladem ku północy zmierzać będziemy przez krajobraz biały. W ramach ocieplania klimatu: łabędzia Wojtka w śpiwór spakujemy, wysłuchamy kier tarcia się, oraz tropić będziemy najdziksze z dzikich zwierzy. Można przyjechać na nartach lub saniami. Miejsce odnajdziemy, gdzie tydzień i 65 lat temu, most przez Wisłę w jedną noc stanął, choć bombki nie z choinki spadały. Trasa liczy 12 kilometrów i dedykowana jest: białej niedźwiedzicy Basi, Rolandowi Amundsenowi i Markowi Kamińskiemu. Osobniki słabsze, lub zmiennocieplne mogą przejść nie całość i zimorodek się na nich nie obrazi. Choć środek to miasta stołecznego i osiem mostów miniemy, i bielik w oko wpadnie i tracz bielaczek cumuje (do przystani statków parowych). Należy zaopatrzyć się jak najlepiej: termos, kijki oraz plecak czekolady. Zakończenie na Bielanach w okolicach klasztoru Kamedułów. Zapraszamy przewodników warszawskich, którzy chcą z nami przewodzić prądy wiślane letnią porą. Trasa jest bardzo trudna i zawiana droga, wypoczętym więc przybyć należy i jasność całkowitą zachować do ostatniej sekundy. Po lodach wiślanych nie stąpać krucho. I słonecznikiem karmić grubodzioba. Uczestnictwo w wyprawach jest darmowe, aczkolwiek mile widziane są stałe wpłaty grubszej gotówki na konto fundacji w celach darowizn statutowych i 1%.

Wyprawa to pierwsza, z cyklu dwunastu. W następną sobotę, w miejscu gdzie poprzednia się skończy, nowa się zacznie. Iść będziemy tak długo, aż dojdziemy z powrotem na Herbatnik. W sposób cudowny zmieniając brzeg Wisły w okolicach Jabłonny i Górek.

Przemek Pasek, źródło: www.jawisla.pl

Rzeka Czarna Hańcza, szlak kajakowy i historia

Rzeka Czarna Hańcza, szlak kajakowy i historia

STARY FOLWARK – wieś założona przez kamedułów w 1700 r. W okresie międzywojennym we wsi Stacja Hydrobiologiczna – uważana za kolebkę polskiej hydrobiologii. Obecnie wieś letniskowa i ośrodek turystyki wodnej.

WIGRY – wieś na półwyspie Klasztornym. Od 2 poł. XVII w. siedziba Zakonu Kamedułów, Zarządu Dóbr ofiarowanych przez króla Jana Kazimierza. Stanowi cenny barokowy zespół klasztorny. Budowa wg, projektu Piotra Putiniego. Zabytki: Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP z 1704-45, eremy z XVII/XVIII w., refektarz z bramą wjazdową i wieża zegarowa z końca XVII w., dom gościnny tzw. królewski z 2 poł. XVIII w. Pamiątką po wizycie Papieża w Wigrach w 1999 roku jest zachowany apartament dostojnego gościa.

Kilometraż (km) liczony jest od wypływu Czarnej Hańczy z jez. Postaw (00,0 km)

CZARNA HAŃCZA – rzeka dorzecza Niemna, największa rzeka Suwalszczyzny. Przepływa przez Pojez. Wschodnio-suwalskie, Pojezierze Sejneńskie i Równinę Augustowską. Długość -141,7 km, w Polsce 107,8 km. Powierzchnia dorzecza wynosi 1916,2 km , w Polsce 1612,5 km . Rzeka początek bierze na wys.245 m npm. wśród morenowych wzgórz na północ od jez.Hańcza, na południe od Wiżajn. Górny odcinek (do jez. Wigry) jest o spadku 2,3 / dolny 0,3 / . W rzece wody przydatne do hodowli ryb łososiowatych. Przy wypływie rzeki do jez. Wigry rezerwat ścisły chroniący ostoje bobrów. Czarna Hańcza jest jednym z najbardziej atrakcyjnych szlaków kajakowych w Polsce. W dolnym biegu została włączona do systemu Kanału Augustowskiego.

MAĆKOWA RUDA – wieś założona w XVII w., niegdyś stanowiła własność kamedulską. Nazwa pochodzi od byłego właściciela Macieja Milewskiego. W1943 i 1944 roku we wsi miały miejsce akcje partyzantów Armii Krajowej.

SARNETKI – wieś wśród lasów Puszczy Augustowskiej, powstała na miejscu domostwa braci Sernetkowiczów (XV w.) trudniących się bartnictwem. W 1863 r. potyczka powstańców z wojskami rosyjskimi. Na wschód od wsi interesujący obiekt geomorfologiczny – spod pokrywy utworów sandrowych budujących Równinę Augustowską wystają wierzchołki moren czołowych w postaci wysp.

FRĄCKI – wieś, nazwa pochodzi od imienia właściciela tu istniejącej w XVII w. rudni – Frącka Milewskiego. Od XVIII w. wieś wolnych chłopów później miejsce zamieszkania „sążniarzy” – robotników drzewnych.

STRZELCOWIZNA – wieś powstała z XVII wiecznej rudni, w 1863 roku w pobliżu odbyło się ostatnie poważniejsze starcie powstańców z wojskami carskimi w czasie powstania styczniowego.

OKÓŁEK – wieś z XIX w., miejsce klęski oddziału VIII Uderzeniowego Batalionu Kadrowego Armii Krajowej (12.VIII.1943 r.). W miejscu potyczki pamiątkowy kamień, obok zabytkowy dąb (obwód 3,65 m).

PUSZCZA AUGUSTOWSKA – jeden z największych leśnych kompleksów w Polsce. Porasta sandrową Równinę Augustowską. Rozpościera się między jez. Wigry na północy, a rzeką Biebrzą na południu. Powierzchnia ponad 1140 km 2 (w tym ponad 60 km poza granicami Polski, głównie na terenie Litwy). Drzewostan to głównie sosna (73%), pozostały: świerk, olsza, brzoza, jesion, dąb. W runie leśnym zachowało się wiele reliktów: m.in. zimoziół północny i ba-żyna czarna. Puszcza Augustowska stanowi ostoję dla wielu rzadkich zwierząt: bobrów, lysiów, głuszców,orła bielika, bociana czarnego, gągołów i wielu innych. Dla ich zachowania utworzono Wigierski Park Narodowy oraz szereg rezerwatów przyrody. Do bardziej znanych zalicza się rezerwaty mające na celu ochronę stanowisk bobra. Puszcza Augustowska wchodziła niegdyś w skład wielkich dziewiczych puszcz rozciągających sie na pograniczu Litwy, Mazowsza i Prus. Do XII w. zamieszkała była przez Jaćwingów wytępionych przede wszystkim przez Krzyżaków. Od XV w. początek zagospodarowania (łowiectwo, bartnictwo, sianożęci). XVI w. początek przemysłowego jej wykorzystania (rudnie,smolarnie dziekciarnie, potażarnie, pozysk drewna) Największe zniszczenia nastąpiły w czasie I wojny światowej, Niemcy wycieli 15 % jej drzewostanu (4 min m drzewa). Dużą atrakcją turystyczną Puszczy stanowi Kanał Augustowski wybudowany w latach 1823-1839, obecnie służy jako szlak kajakowy i trasa żeglugowa. Został uznany za zabytek techniki.

WIGIERSKI PARK NARODOWY – powstał w 1989 roku na pow. 14.840 ha. Wody stanowią 19%. Park obejmuje obszar morenowo-jezierny Pojezierza Suwalskiego. Celem utworzenia była ochrona charakterystycznego krajobrazu, flory i fauny. Na terenie Wigierskiego Parku Narodowego nałożono na odwiedzających szereg ograniczeń koniecznych przy wypełnianiu przepisów ochronnych. Są to: / ograniczenie ruchu turystycznego i uprawiania sportów wodnych do okresu od wschodu do zachodu słońca, / poruszania się po drogach wyznaczonych i szlakach / ograniczenia możliwości wędkowania do niektórych jezior (dozwolone jest na jeziorach: Wigry, Pierty, Królówek, Leszcze-wek, Omułówek, Mulaczysko i Białe koło Piert na podstawie ważnej licencji), / biwakowanie i rozpalanie ognisk w wyznaczonych do tego miejscach, / zakaz pozyskiwania runa leśnego, niszczenia roślin, zabijania, płoszenia i chwytania dziko żyjących zwierząt, wprowadzania psów bez kagańca i smyczy.

JEZIORO WIGRY – zaliczane do największych jezior w Polsce. Pochodzenie rynnowo-morenowe. Nazwa wywodzona jest z jaćwieskiego „vingus” (kręty, zygzakowaty). W otoczeniu jeziora wysokopienne lasy (porastają80% linii brzegowej). Powierzchnia wynosi 2186,7 ha (w tym 68,4 ha wysp), głęb.maks.73 m, średnio 15,8 m; długość linnii brzegowej 72,2 km (w tym wyspy 12,4 km); objętość misy jeziornej 336.727 m . Położone jest na wysokości 132 m npm. W jeziorze zamieszkuje 26 gat. ryb, do XVII w odławiano jeszcze w Wigrach łososie. Do kompleksu jezior wigierskich zaliczane są24 jeziora i kilka małych „oczek”.

GAWRYCH RUDA – wieś założona w 1668r. nazwa od imienia Gabriela Suchockiego zwanego Gawrychem. We wsi zabytkowe domy z XIX w. i młyn drewniany (pocz. XX w.) – obec-” nie Ośrodek Zarybieniowy PZW na cieku wypływającym z jez. Staw. PŁOCICZNO – dawna smolarnia kamedulska, w czasie I wojny światowej powstał tu duży tartak. We wsi kościół z lat 1983-85.

REZ. PERKUĆ – powstał w 1970, powiększony w 1988. Pow. 209 ha, w tym lasy, torfowisko i jez. Kruglak. Cel utworzenia: ochrona jednego z najcenniejszych fragmentów Puszczy Augustowskiej. Na terenie rezerwatu liczne rośliny chronione i zwierzęta: m.in. żurawi bóbr.

RYGOL – wieś zawdzięczająca rozwój Kanałowi Augustowskiemu. W czasie II wojny światowej istniał tu obóz przejściowy dla Rosjan. Pochłonął on ok. 3000 ofiar. Na terenie wsi Czarna Hańcza łączy się z systemem Kanału Augustowskiego, a nadmiar jej wód odprowadzany jest do Szlamicy.

ŚLUZA MIKASZÓWKA – z 1828 r, zbudowana przez por. W. Korczakowskiego. Długość 43,31 m; szer. 6,05 m; różnica poziomów 2,44 m. Czas śluzowania – 22 min. Na północ od śluzy drewniany kościół.

ŚLUZA PERKUĆ – z 1827-28, zbudowana przez ppor. J. Piędzickiego. Długość 43,5 m; szer.6,02 m; różnica poziomów 2,91 m; czas śluzowania 14 min.

ŚLUZA PANIEWO – z 1826-28, zbudowana przez por. M. Horaina, dwukomorowa, o największej różnicy poziomów-6,29 m. Dł.-44,41 i 43,64 m; szer. obydwóch komór – 5,94 m; czas śluzowania 30 min. Uszkodzona w czasie II wojny światowej, odbudowana w latach powojennych, w latach 1974-79 wybudowana od podstaw z uwagi na błędy popełnione przy wcześniejszych pracach.

ŚLUZA GORCZYCA – z 1828 r, zbudowana przez ppłk. Jerzego Arnolda. Dł. 43,23 m; szer. 5.95 m; różnica poziomów 2,81 m; czas śluzowania – 18 min. Poważne uszkodzenia w czasie I i II wojny światowej, gruntowny remont w latach 1947-48 i 1954. Obok na skarpie pomnik przyrody – klon pospolity o pierśnicy ok. 4 m. Śluza w 1999 r. była docelowym punktem papieskiego rejsu po Kanale, jest to upamiętnione kamieniem na brzegu kanału.

JEZIORO SERWY – jezioro wytopiskowo-rynnowe, spełnia funkcję głównego rezerwuaru zasilającego Kanał Augustowski poprzez rz. Serwiankę. Jest bowiem położone powyżej kulminacji kanału. Rocznie dostarcza wody wystarczającej na ponad 5000 prześlu-zowań. Powierzchnia – 460 ha; długość ok. 7 km; maks. szer. do 1,2 km śr. głęb.-14,5 m; maks. 41,5 m. Długość linii brzegowej 16 km. Położone jest na wysokości 127 m npm. Nazwa jest pochodzenia jaćwieskiego od słowa „sirvis”, co oznacza „szary”.

SERWIANKA – ciek łączący jez. Serwy i kan. Czarnobrodzki, fragment Kan. Augustowskiego. Poprzez niego zasilanie w wodę systemu wodnego tego kanału. Nosi również nazwę Sucha Rzeczka, a dawniej Płaska.

KANAŁ CZARNOBRODZKI – zbudowany w latach 1825 -1828, budową kierowali por. Woyczyński i por. Jokisz. Długość – 9,6 km. Wykopany ręcznie, ograniczony jest śluzami: Swoboda i Gorczyca. Stanowi kulminację Kanału Augustowskiego.

KANAŁ AUGUSTOWSKI – długość całkowita -101,2 km, w tym rzek skanalizowanych 35 km, kanałów sztucznych 44,85 km, jezior 21,3 km. Różnica wysokości między stanowiskiem szczytowym, a rzeką Biebrzą wynosi 14,82 m na zachodzie i 39,23 m między nim a Niemnem na wschodzie. Różnica poziomów między początkiem a końcem kanału wynosi 24,42 m, o tyle wyżej położone jest ujście kanału do Biebrzy niż do Niemna. Na kanale znajduje się 18 śluz, na odcinku wschodnim znajduje się ich 14 (10 w Polsce), 3 na obszarze Białorusi, jedna leży w pasie granicznym. W 1979 r. Kanał został wpisany do rejestru zabytków jako zabytek techniki klasy I.

ŚLUZA SWOBODA – obiekt autentyczny z XIX w. budową kierował Jan Paweł Lelewel, modernizowana w 1964-1966. Różnica poziomów -1,70 m, długość użytkowa – 45,77 m, szer. 5,95 m. Czas śluzowania 18 min. Obok stylowe obejście śluzowego. Do śluzy doprowadza od jez. Studziennicznego przekop zwany kanałem Swoboda.

STUDZIENNICZNA – zespół sakralny: kościółek drewniany z 1847 r. (z dzwonnicą), kapliczka Najświętszej Marii Panny (wybudowana przez inżyniera Ludwika Jeziorkowskiego w 1872 r). i cudowna studzienka. Całość stanowi najpopularniejsze w okolicy miejsce pielgrzymkowe. Od 1873 r. Studzienniczna została parafią. W XIX w. i pocz. XX w. miejsce patriotycznych manifestacji, podobnie po 1956 roku. W 1999 r. miejsce pielgrzymki Papieża Jana Pawła II, pamiatką po niej jest Jego pomnik nad brzegiem jeziora.

ŚLUZA PRZEWĘŹ – autentyk z lat 1826-1827. Zbudowana została przez Augusta Szultz’a. Długość użytkowa 46,17 m, szer. 5,96 m, spad 86 cm; czas śluzowania 13 minut. Oryginalny domek śluzowego nie zachowany, w 1984 wybudowano dworek wzorowany na innym.

STAW WOJCIECHOWSKI – dawniej zwany Królewkiem od jaćwieskiego „kręte”, w 1912 zmniejszone przez groblę szosy do Sejn. Obecnie pow. 14 ha, dł. 1 km, maks. szer. 250 m.

JEZIORO BIAŁE – połączone z jez. Necko rzeczką Klonownicą. Od 1935 zwane także Krecho-wieckim. Pow. 488 ha, dł. ponad 6 km, szer. maks. 1350 m; śr. gł. 8 m, maks. do 30 m.

JEZIORO NECKO – „herbowe” jezioro Augustowa. Rynnowe, powierzchnia 411 ha; dł. 5400 m, szer. maks. 850 m; śr. głęb. 10,1 m maks. 25 m. Nad nim położonych jest szereg ośrodków wypoczynkowych.

AUGUSTÓW – miasto leżące nad Nettą na Równinie Augustowskiej przy starym trakcie tzw. Starym Gościńcu z Grodna do Warszawy, Krakowa i Wielkopolski. Otoczone jest szeregiem jezior. Założone zostało w 1555 r. przez króla Zygmunta Augusta, prawa miejskie otrzymało w 1557 r. W czasie wojen szwedzkich miasto zniszczone. Odbudowane przez Jana Kazimierza. Od 1808 r. Augustów był miastem powiatowym. W okresie międzywojennym stał się ważnym ośrodkiem turystyczno-wczasowym. Okres II wojny światowej i okres tuż powojenny zapisał się tragicznie w historii miejscowości. W czasie okupacji miasto zostało zniszczone w 70 %. Zabytki: kanał Augustowski, zespół poczty z ok. 1830 r., dworek „Prądzyńskiego” z połowy XIX w. – obecnie Muzeum Kanału Augustowskiego, kaplica grobowa Truszkowskich (1820 r.) oraz były hotel L.P.T. z 1939 r. autorstwa Macieja Nowickiego. W mieście Muzeum Ziemii Augustowskiej.

Weekend z zimorodkiem na Bugu

Weekend z zimorodkiem na Bugu

Spływ Bugiem to propozycja dla amatorów opalania i podziwiania przyrodniczych atrakcji.

Na wycieczkę 40-kilometrowym odcinkiem Bugu po terenie Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego warto się wybrać całą rodziną. Rzeka sama niesie, a my możemy leniwie się opalać lub oglądać krajobrazy. Rosną wierzby, a nad głowami fruwają rybitwy i zimorodki. Polecana przez nas trasa ma 40 km i można ją rozplanować na dzień lub dwa. Startujemy w Broku, do którego łatwo się dostać autobusem z Warszawy lub Kamieńczyka. Ze stolicy albo Białegostoku można też podjechać koleją do Małkini i stamtąd kilka kilometrów autobusem do Broku. Nie ma problemów z noclegiem: na całej długości trasy po obu brzegach są polany namiotowe. Można też przenocować w gospodarstwie agroturystycznym w Broku, Tuchlinie, Brańszczyku i Kamieńczyku. Spływ najlepiej zacząć na plaży, która znajduje się 100 metrów przed mostem drogowym w Broku. Tam też warto zrobić zakupy, bo następna okazja ku temu nadarzy się dopiero w Kamieńczyku lub Szuminie. Podczas postoju można się wykąpać – woda ma drugą klasę czystości. Trzeba jednak uważać na muliste dno rzeki i małe wiry. Przed Udrzynem rzeka zaczyna meandrować, a za Szuminem jej koryto się rozgałęzia. Główny nurt wiedzie w lewo, ale my skręcamy w prawo. Odradzamy płynąć lewą odnogą: osoby niedoświadczone mogą tam zaliczyć wywrotkę – wąsko, silny nurt, zwalone drzewa. Płynąc spokojną prawą odnogą, pokonamy największy naturalny meander w Polsce, liczący około czterech kilometrów. Po siedmiu kilometrach mijamy po lewej stronie ujście Liwca, za którym w Kamieńczyku, na lewym brzegu, jest idealne miejsce na zakończenie spływu. Po drodze, jeśli dopisze nam szczęście, zobaczymy bociany białe i czarne, czaple, żurawie, łosie, sarny, jelenie, dziki, czyli całe bogactwo przyrody Nadbużańskiego Parku Krajobrazowego.

Śladami Księżnej Anny i ostatnich Książąt Mazowieckich

Śladami księżnej Anny i ostatnich książąt mazowieckich

6. Ostrów Mazowiecka – Zaślubiona księżnej Annie

W 1434 r. Bolesław IV nadał osadzie prawa miejskie. W miejscu dzisiejszego ogródka jordanowskiego istniał dwór książęcy. Dnia 6 czerwca 2004 r. na skwerze miejskim odsłonięto pomnik księżnej Anny – matki ostatnich książąt mazowieckich. To jak dotąd jedyny na Mazowszu pomnik poświęcony władcom Mazowsza. Księżna nadała miastu przywilej organizowania 4 jarmarków i 1 targu tygodniowego, co przyczyniło się do dynamicznego rozwoju miasta, które na początku XVI w. zaliczane było do znaczących na Mazowszu.

7. Ostrołęka – Na straży Mazowsza

Położenie miasta u ujścia rzeki Omulew do Narwi nie jest przypadkowe. Już na przełomie XI i XII w. istniała tu strażnica, która miała ochraniać Mazowsze od strony niespokojnej granicy z Prusami i Jaćwingami. Relikty grodu odnaleźć można na południowym krańcu miasta, przy ulicy Ostrowskiej. Gród został zniszczony pod koniec XIII w. i opuszczony w następnym stuleciu. Obok rozwinęło się miasto, które otrzymało prawa miejskie zapewne z rąk księcia Siemowita III. Jego syn książę Janusz I Starszy ufundował kościół farny Nawiedzenia NMP. Obecnie jedynie prezbiterium świątyni zachowało cechy gotyckie.

Nowogród. Na tzw. Wzgórzu Siemowita na terenie Skansenu Kurpiowskiego w XII w. wzniesiono gród, który w XIV w. został przebudowany na niewielki zamek, który nie przetrwał do naszych czasów. Noc Świętojańska obchodzona w skansenie przypomina czasy, gdy na Mazowszu ścierały się wiara słowiańska i chrześcijaństwo.

8. Łomża – Ostatnie dzieło Piastów mazowieckich

Na wysokiej skarpie zwanej Górą Królowej Bony znajduje się jedno z najefektowniejszych grodzisk z pogranicza Mazowsza i Podlasia. Jego umocnienia są doskonale zachowane, a pięć linii wałów świadczy o randze warowni, położonej na północno–wschodnich rubieżach Mazowsza. W 1418 r. książę Janusz Starszy nadał położonej 5 km na północ osadzie Łomży, prawa miejskie.

W 1504 r. księżna Anna wraz z synami podjęła ostatnią fundacje książęcą na Mazowszu – budowę kościoła pod wezwaniem św. Michała Archanioła. Świątynię konsekrowano dopiero w 1531 r. – pięć lat po śmierci ostatniego mazowieckiego księcia Janusza III. Warto tu zobaczyć m.in.: nagrobek pierwszego proboszcza świątyni – Jana Woj sławskiego, który był zarazem ostatnim sekretarzem książąt mazowieckich.

Wizna. Grodzisko zwane Zamczyskiem bądź Górą Królowej Bony, to dawna strażnica Księstwa Mazowieckiego wielokrotnie niszczona przez Litwinów i Krzyżaków.

9. Suraż – Na wschodnich rubieżach Mazowsza

We wczesnym średniowieczu Suraż był miejscem dramatycznych zmagań książąt mazowieckich, Litwinów, Jaćwingów i Rusinów. Początkowo ruski gród w XIII w. opanowali Litwini, którzy odtąd na przeszło kolejne 100 lat zagrażali bezpośrednio ziemiom mazowieckim. Dopiero w 1392 r. Władysław Jagiełło podarował Suraż księciu Januszowi I Starszemu. W pobliżu grodziska odtworzono osadę wczesnosłowiańską NAWIA. Latem rozbrzmiewa tu muzyka średniowieczna, pracują rzemieślnicy, a podczas warsztatów historycznych można zapoznać się m.in. z techniką walki wręcz, strzelaniem z łuku, poznać fach ówczesnego kowala, garncarza i wiele innych.

Nur. Miasto otrzymało prawa miejskie od księcia Janusza I i do tej pory zachowało układ przestrzenny z 1. poł. XV w.

10. Drohiczyn – Tajemnice danielowego wzgórza

Położony nad Bugiem Drohiczyn jest obok Gniezna, Krakowa i Warszawy jednym z czterech grodów koronacyjnych w Polsce. Wychowany na dworze książąt mazowieckich i krakowskich, ruski książę Daniel (po matce wnuk Bolesława Krzywoustego) zjednoczył ziemie ruskie, a w 1253 r. legat papieski koronował go na króla. Z tego okresu pochodzi grodzisko nad Bugiem. U jego stóp odbywają się latem Zloty Wojowników Słowian i Wikingów oraz obrzędy nocy świętojańskiej.

11. Liw – Na turnieju O Pierścień Księżnej Anny

Z dawnej strażnicy książąt mazowieckich pozostała jedynie kamienno-ceglana wieża bramna, która dominuje nad wodami pobliskiego Liwca, oraz fragment murów zamkowych i późniejszy dwór starościński. W jego wnętrzach mieszczą się zbiory broni białej od średniowiecza po XX w.

Na terenie zamku co roku odbywa się turniej rycerski: O Pierścień Księżnej Anny. Zmaganiom „patronuje” córka księżnej Anny Mazowieckiej również Anna, siostra ostatnich książąt Janusza i Stanisława. Anna w Liwie właśnie broniła ostatniego skrawka niezależności księstwa od władzy Jagiellonów.

Mińsk Mazowiecki. Do dziś zachował się średniowieczny układ ulic pamiętający czasy lokacji z rąk księcia Janusza Starszego.

Legendy Mazowsza

Legendy Mazowsza

Warszawska syrenka

Nad Wisłą, przy moście Świętokrzyskim, skąpany w strumieniach wody bijącej z fontanny stoi – zdaniem wielu – najpiękniejszy pomnik Warszawy. Postać syreny pół-kobiety półryby, z mieczem w dłoni, osłoniętej tarczą zwrócona jest w kierunku północnym, gdzie zdąża królowa polskich rzek.

Przed wiekami syreny – córki Trytona, mistrza gry na muszli, wyruszyły w daleką podróż po morzach i oceanach, Jedna z nich zatrzymała się przy skałach duńskich. Dzisiaj możemy ją zobaczyć siedzącą na skale u wejścia do portu w Kopenhadze, Druga popłynęła dalej. Na ląd wyszła dopiero w okolicach niewielkiej osady, która dała początek przyszłej Warszawie, Śpiew syreny podziwiali okoliczni rybacy, Był wśród nich nieznajomy kupiec z garstką osiłków. Kazał pochwycić piękną syrenę i uwięzić. Nocą, gdy zasnęły straże rybacy oswobodzili ją. Syrena pochwyciła za miecz i tarczę i przepędziła opryszków. W podzięce za ratunek obiecała rybakom, że odtąd to ona będzie bronić tutejszej osady.

W herbie Warszawy, na pomniku, który stoi nad Wisłą i na innym, który stoi na Rynku Starego Miasta syrena została przedstawiona jako piękna kobieta. Na starych dokumentach i pieczęciach była jednak przedstawiana jak harpia ze szponami. Nikt nie słyszał jednak, aby skrzywdziła kogoś z mieszkańców miasta, albo odwiedzających to miejsce gości. Biada jednak tym, którzy źle życzą Warszawie.

Jak rycerz Junosza pod Zakroczymiem we krwi krzyżackiej się pławił

Wysoką, miejscami na 25 m, skarpę wiślaną przecinają w okolicach Zakroczymia spadające ku rzece wąwozy. Być może tutaj przed wiekami, dzięki odwadze rycerza Junoszy, Zakroczym uzyskał swój herb.

Według legendy rycerz Junosza jadąc z orszakiem na własne wesele zobaczył skaczącego baranka. Odebrano to jako dobrą wróżbę. Wkrótce weselnicy natknęli się na krzyżacki patrol.

Mężny Junosza pokonał wrogów, a następnie zakradł się do nieprzyjacielskiego obozu. Najpierw podstępem wykradł Krzyżakom konie, a potem na spieszonych nieprzyjaciół uderzył. Bitwa zakończyła się jego zwycięstwem. Po bitwie Junosza cały w krzyżackiej krwi przybył na wesele.

W uznaniu zasług – jak wspominał dawny dziej opis – otrzymał herb przedstawiający białego barana z chorągwią u boku „skąpanego we krwi” czyli w polu czerwonym. Herb został uwieczniony na pomniku w kształcie latarni, który stoi na zakroczymskim zamku.

O mężnym Ciechanie, założycielu Ciechanowa

W sercu Ciechanowa, koło kościoła parafialnego znajduje się tajemnicze wzgórze. Jest to fragment grodu sprzed 1000 lat. Tradycja mówi, że jego założycielem był legendarny rycerz Ciechan – syn mazowieckiego księcia.

Kiedy dorósł, ojciec postanowił wydać go za bogatą, lecz brzydką córkę innego władcy, by w ten sposób pomnożyć majątek i znaczenie rodu. Ciechan kochał jednak biedną dworkę i nie zamierzał ustąpić ojcu. Rozgniewany książę polecił uwięzić ukochaną syna. Ciechan ją uwolnił i ukryli się w pobliżu granicy z pogańskimi Prusami. W miejscu, w którym osiedli wybudowali gród, wkrótce nazwany grodem Ciechana.

Ciechan miał dwunastu synów, ci zaś, gdy dorośli założyli 12 grodów w pobliżu siedziby ojca. Gdzie kończy się legenda, zaczyna się historia. Na północ od Ciechanowa archeolodzy odkryli relikty innych wczesnośredniowiecznych grodów w Grudusku, Stuspku, Grzebsku, Tańsku. Być może warto wybrać się na poszukiwania dalszych grodów, o których mówi legenda.

Największy i najwspanialszy pozostał Ciechanów. Dopiero po wielu latach u podnóża miasta książęta mazowieccy wznieśli wspaniały zamek. Po dziś dzień mieszkańcy grodu Ciechana patrzą z dumą z góry na położoną nisko nad rzeką książęcą siedzibę. Mityczna postać założyciela miasta przetrwała w ich pamięci.

O opiekunce Mławy

Dawno temu w jednym z mławskich kościołów na wieży zagnieździła się sowa. W XVII w. Szwedzi splądrowali miasto i zbezcześcili kościół. Pewnego dnia, gdy sowa wyfrunęła z kryjówki zaczęła nawoływać: „pójdź, pójdź”. Na głos sowy w mieście pojawili się tajemniczy rycerze i przegonili wrogów. Gdy mieszkańcy odbudowali miasto i naprawili kościół, sowa wróciła do swojego gniazda. W XIX w. do Mławy wkroczyli Rosjanie. Pewnego razu dwaj kozacy zauważyli, że coś się rusza na kościelnej wieży. Jeden z nich oddał strzał, raniąc sowę i przebił dach wieży. Ranną sowę znalazł następnego dnia przechodzący obok wieży młodzieniec o imieniu Welimir i zaopiekował się nią. Dzięki jego troskliwości ptak wrócił do zdrowia. Pewnego dnia młodzieniec zapadł w sen, a gdy się obudził sowy już nie było. Przed Welimirem pojawił się duch starego rycerza. Przemówił do młodzieńca: Sowa nie jest zwykłym ptakiem, tylko dobrym duchem Mławy. Dopóki sowa będzie mieszkała na kościelnej wieży będzie strzegła miasta od niebezpieczeństw. Musisz opiekować się nią, a gdy już będziesz stary musisz znaleźć następcę, który będzie się opiekował sową po Twojej śmierci.

Będąc w Mławie wypatrujmy sowy. Być może nadal gnieździ się w wieży któregoś z mławskich kościołów. Być może żyją w mieście nadal potomkowie Wełimira, którzy z pokolenia na pokolenie przekazują sobie

O Nierodzie z Czerwina

W kościele w Czerwinie pod Ostrołęką znajduje się renesansowy nagrobek rycerza w zbroi. Przedstawia on postać Jakuba Grodzickiego – dawnego właściciela Czerwina. Wśród miejscowej ludności krążą opowieści, że jest to nagrobek rycerza zwanego Nierodem. Nazwano go tak dlatego, że przyszedł na świat po śmierci matki.

Kiedy dorósł twierdził, że się nie narodził. .i skoro się nie urodził, nie mógł też umrzeć. Był okrutnikiem. którego bali się wszyscy w okolicy. Najeżdżał swoich sąsiadów, chcąc zagarnąć ich włości. Pewnego razu w karczmie założył się, że przeniesie olbrzymi kamień, który znajdował się pod Czerwinem. Tam, gdzie go zostawi, będzie granica jego włości. Mieszkańcy Wojsz, wsi położonej w pobliżu posiadłości Nieroda, przerazili się, że mogą zostać poddanymi okrutnego pana. Jeden z nich przeciął rzemienie podtrzymujące olbrzymi kamień. Nierod upuścił głaz przed wioską. Kamień leży do dziś, a mieszkańcy nadali mu nazwę kamienienia Nieroda.

Archeolodzy dopiero niedawno rozwiązali tajemnice tego kamienia. Został w tym miejscu ułożony dużo wcześniej zanim powstała legenda o Nierodzie. Jest to fragment zniszczonego kurhanu, usypanego 1600 lat temu, w którym został pochowany lokalny władca.

O przywarach proboszcza z Wyszkowa

W kościele parafialnym pw. św. Idziego znajduje się gotycki srebrny kielich z połowy XV w. Został on w 1539 r. ofiarowany parafii wyszkowskiej przez prymasa polski Piotra Gamrata, gdy był on jeszcze biskupem krakowskim.

Piotr Gamrat – człowiek wszechstronnie wykształcony, protegowany biskupa Erazma Ciołka i zaufany królowej Bony, był w latach 1509-1518 proboszczem w Wyszkowie. Proboszcz miał tylko jedną słabość – jedzenie. Z lokalnych kronik wynika, że mógł on zjeść podczas posiłku… całego cielaka. Wieść gminna głosi, że podczas pewnej podróży z Ciechanowa na Podlasie, królowa Bona zatrzymała się w Wyszkowie w gościnie u proboszcza. Ten wydał ucztę na cześć królowej i biskupa Erazma Ciołka. Kiedy słudzy podali półmiski z mięsem, proboszcz zgarnął wszystko na swój talerz. Po uczcie królowa zażartowała: „Probostwo wyszkowskie jest za ubogie, żeby cię wyżywiło, trzeba cię zrobić biskupem”.

Być może w tej legendzie tkwi ziarnko prawdy, ponieważ Piotr Gamrat bardzo szybko wspiął się na szczyty kościelnej kariery. Został biskupem kamienieckim, potem prałatem dziekana w Płocku, w 1536 r. biskupem przemyskim, a rok później biskupem płockim. Już w lipcu 1538 r. mianowano go biskupem krakowskim, a w styczniu 1541 r. arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski.

O „Żółtej Damie” z zamku w Liwie

W pochmurne noce zamkowe komnaty odwiedza „Żółta Dama”. To duch Ludwiki Kuczyńskiej, która zginęła na rozkaz męża, kasztelana Marcina Kuczyńskiego. Powodem podejrzeń zazdrosnego kasztelana było zniknięcie brylantowych pierścieni, które podarował żonie. Myśląc, że przekazała je kochankowi, kasztelan zamknął Ludwikę w wieży. Na dowód wierności miała przez noc przewiercić palcem dziurę w cegle. Jak można się domyślić, cegła pozostała nienaruszona. Nad ranem oprawcy ścięli Ludwikę.

Wiosną ludzie ze wsi odnaleźli brylanty w sroczych gniazdach. Dowiedziawszy się o tym zrozpaczony kasztelan popełnił samobójstwo.

Ślad Matki Boskiej z Pieczysk

Wieś Pieczyska słynie z głazu, który leży przy drodze do Chosny. Na jego powierzchni w widoczne są wgłębienia przypominające swym kształtem ślad ludzkiej stopy. Mieszkańcy wsi są przekonani, że ślad pozostawiła Matka Boska, która uratowała mieszkańców podczas potopu szwedzkiego.

Kiedy wojska szwedzkie zbliżały się do wsi, mieszkańcy uciekli do lasu. Żołnierze podpalili wieś i zbliżali się do kryjówki w lesie. Wtem na głazie ukazała się postać kobiety, która groźnie spojrzała w stronę zbliżających się żołnierzy . Dowódca oddziału zląkł się i nakazał swym podkomendnym zmienić kierunek marszu.

Kiedy mieszkańcy Pieczysk wyszli z ukrycia na głazie nikogo nie było. Na powierzchni kamienia znajdował się jedynie odcisk kobiecej stopy. Zrozumieli, że uratowała ich Matka Boska.

Dziś obok głazu stoi mała kapliczka poświęcona Maryi.

O tym jak wareckie piwo uratowało legata papieskiego

Nie każdy wie, że piwo produkowane w Warce czterysta lat temu znalazło zastosowanie w medycynie. Latem 1596 r. do Warszawy przybył legat papieski, który miał nakłonić polskiego króla Zygmunta III Wazę do wojny z Turcją. Podczas swego pobytu w Polsce dostojny gość polubił naszą kuchnię, szczególnie zaś piwo z Warki. Kardynałowi nie udało się przekonać polskiego króla do wojny z Turcją i w marcu 1597 r. wyruszył z Warszawy do Rzymu.

Niestety na miejscu bardzo ciężko zachorował. Trawiony gorączką przypomniał sobie smak piwa z dalekiej Warki i westchnął po włosku: O biera di Warka czyli „o piwo z Warki”. Służba zebrana przy jego łożu myślała, że ich pan poleca duszę jakiejś nieznanej świętej i zaczęła się głośno modlić: Santa Biera di Warka ora pro nobis czyli „święte piwo z Warki, módl się za nami”. Kiedy chory zrozumiał, że przez przypadek ułożył nową „modlitwę” zaczął się głośno śmiać. Śmiał się tak bardzo, że pękł mu wrzód w gardle i kardynał wyzdrowiał. Jeżeli ktoś nie tylko zechce posmakować wareckiego piwa, ale także zobaczyć w jaki sposób zgodnie z 400-letnią tradycją powstaje, może wybrać się na wycieczkę do browaru. Można go zwiedzać w grupach zorganizowanych (min. 20 osób). Wcześniej trzeba się umówić: tel. 048 666 11 11.

O zaczarowanej kozie z Kozienic

W centrum Kozienic na placu 15 Stycznia stoi nietypowy pomnik. Z kamiennego obelisku wybija się do skoku jeleń. Pomnik upamiętnia legendę o początkach Kozienic.

Dawno temu w rozległej Puszczy Kozienickiej polował jeden z polskich monarchów. Jego strzała chybiła jednak celu i jedno ze zwierząt, samica sarny, którą myśliwi nazywają kozą, umknęła w głąb puszczy. Król rzekł „Kozie nic” i ruszył za nią w pościg. Jakież było jego zdumienie, gdy na leśnej polanie ujrzał jak jego niedoszła zdobycz stoi spokojnie obok nieznajomego starca. Starzec powstrzymał króla i opowiedział mu niezwykłą historię.

Razem z córką Roksaną mieszkał w grodzie na skraju puszczy. Jego córka często przychodziła do lasu zbierać grzyby i jagody. Pewnego razu Roksanę ujrzał leśny duszek i zakochał się w niej bez pamięci. Roksana początkowo obawiała się nieznajomego, lecz ten rozkochał ją w sobie za pomocą magicznych zaklęć. Odtąd razem codziennie spotykali się w puszczy. Kiedy ojciec dowiedział się, że jego córka zakochała się w leśnym duszku, przestraszył się i postanowił wydać ją za bogatego młodzieńca. Leśny duszek z zazdrości zmienił swoją ukochaną w sarnę. Razem zamieszkali w lesie. Jednak Roksana była coraz bardziej smutna i straciła chęć do zabawy. Zrozpaczony ojciec opuścił gród i zamieszkał razem z nią w lesie.

Król wzruszony opowieścią starca, zapowiedział: Kozie nic, zakazując w tym miejscu polowania na sarny. Z czasem w puszczy powstała osada królewskich łowców. Na pamiątkę tamtego zdarzenia nazwano ją Kozienicami. Dlaczego jednak w herbie miasta i na pomniku jest jeleń a nie sarna? Na dawnych herbach było zwierzę przypominające sarnę. Artyści jednak z biegiem lat poprawiali herb i sarna zmieniła się w jelenia, który jako zwierzę bardziej reprezentacyjne lepiej na herbie wyglądał.

Jak młody myśliwy odczarował najstarszych mieszkańców Radomia

W pobliżu kościoła św. Wacława znajduje się grodzisko zwane Piotrówką. Jest to relikt grodu z XI w., który dał początek dzisiejszemu miastu. Legenda łączy powstanie Radomia z młodym myśliwym z odległej krainy.

Młodzieniec od wielu dni błąkał się po lesie, bezskutecznie szukając zwierzyny. Spotkał czarodziejskiego orła, który obiecał zabrać go do krainy mlekiem i miodem płynącej, w której mógłby polować do woli. Gdy dolecieli na miejsce ptak rzekł: Oto kraina piękna i bogata. Przed laty zamieszkiwali ją ludzie z rodu Radomira razem z syreny. Ludzie jednak okazali się zaborczy i przegnali wiły. Za karę zapadli w wieczny sen. Odczarować ich może tylko ten, kto potrafi odczytać zaklęcie ukryte w szumie drzew, w szmerze strumienia i śpiewie ptaków.

Długo błąkał się młodzieniec po puszczy, nie potrafiąc odczytać zaklęcia, wspominając swe rodzinne strony. Wreszcie rzekł: „Rad dom tutaj bym znalazł”. Na te słowa zaklęcie straciło swą moc i mieszkańcy osady zostali odczarowani. Orły przeniosły na swych skrzydłach ziomków młodego myśliwego. Razem z odczarowanymi osadnikami założyli gród od słów „rad dom” Radomiem zwany.

O potworze z bagien koło Pakosławia

Między wsiami Pakosław i Płudnica niedaleko Iłży rozciągają się bagna. Miejsca te od wieków cieszyły się złą sławą wśród mieszkańców. Jak wieść gminna niesie na bagnach mieszkał potwór o trzech oczach, który żywił się ludzkimi zwłokami.

Nocą bestia opuszczała bagna, udawała się do pobliskich wsi i wygrzebywała ciała zmarłych. Potwór ten miał jednak słabość – ogromnie lubił słuchać gry na fujarce. Toteż gdy w Pakosławiu zmarł pewien mężczyzna, jego syn wziął flet i udał się na bagna, aby bestia nie zbezcześciła zwłok. Oczarowany muzyką potwór postępował za grajkiem, ten zaś z rozmysłem zapuszczał się w coraz bardziej zdradzieckie rejony. W końcu obaj wpadli w topiel. Zarówno bestia, jak i mężny grajek utonęli, wieś została jednak uwolniona od potwora. Dziś w pobliżu wsi stoi kapliczka w formie kolumny. Prawdopodobnie zrobił ją powstaniec styczniowy, który ukrywał się na bagnach. Być może to właśnie mroczna legenda sprawiła, że carska policja nie szukała go w okolicach Pakosławia. Podczas II wojny światowej partyzanci pochowali pod kolumną poległego towarzysza walki Tadeusza Wojtyniaka „Bacę”.

O przeklętych skarbach z Iłży

Nad Iłżą góruje wieża zamku wybudowanego przez biskupa Jana Grota na początku XIV w. Zamek, który był niegdyś wspaniałą rezydencją biskupią od prawie 200 lat jest w ruinie. Ruiny zamku budziły jednak ciekawość miejscowych.

Według jednej z opowieści okrutna królewna, która razem ze swoją drużyną rabowała kupców i ludność postano wiła tu ukryć swoje skarby. Kazała na wzgórzu wybudować zamek z lochami. Lochy te tworzyły istny labirynt, aby nikt nie powołany nie mógł ich pokonać. Pewnej księżycowej nocy okrutna królewna postanowiła obejrzeć okolicę ze szczytu swej zamkowej wierzy. Zauroczona widokiem jaki zobaczyła, zrobiła nieostrożny krok i spadła z wieży w przepaść.

Po jej śmierci wielu śmiałków próbowało znaleźć ukryte w lochach skarby, nikomu się jednak nie udało. Jedynie ten, kto w Boże Narodzenie wszedłby na zamkowe wzgórze mógł zobaczyć otwarte wrota lochów i zgromadzone tam skarby. Jednak nad skarbami zdobytymi w tak okrutny sposób ciążyła klątwa. Każdy kto odważyłby się sięgnąć po przeklęte bogactwo na zawsze pozostałby uwięziony w zamkowych lochach.

Pewnego Bożego Narodzenia uboga kobieta wraz ze swym synem udała się na zamkowe wzgórze. Przez lekko uchylone wrota zobaczyła zgromadzone w podziemiach bogactwa. Zauroczona widokiem zapomniała o klątwie i weszła do lochów. Wrota się zamknęły i natychmiast zniknęły.

Na próżno nieszczęsna próbowała wydostać się z pułapki. Kiedy zrozumiała, że na zawsze została uwięziona zaczęła rozpaczliwie płakać. Jej łzy podmyły skałę i u stóp zamkowego wzgórza powstało jeziorko, z którego wypływał strumyk. Strumyk ten nazwano „Jej łzą”. Z czasem w okolicy powstała osada, którą nazwano „Jej łzą”, a później „Iłżą”.

Przewodnik po Kanale Elbląsko – Ostródzkim, Oberlandzkim

Przewodnik po Kanale Elbląsko – Ostrudzkim, Oberlandzkim

Poprzez „Kraj Górny” Kanał płynie / w nim statki na widok wierzchołków / swe dzioby podnoszą ku niebu / i płyną na skrzydłach aniołów. / Tu Kanał mknie przez las bajkowy / lub ukwieconą łąkę w gaju. / A tam z jeziora na jezioro / wciąż bliżej do wodnego raju. / Omija trzciny i sitowie / dom podcieniowy starej wioski. / Zbudował ten niezwykły Kanał / najcwańszy z wszystkich „wilków morskich”.(O.E. Sattler)

Trzy cuda świata.

Dawne Prusy Wschodnie szczyciły się przed Europą trzema cudami świata. Były to: wędrujące wydmy Mierzei Kurońskiej, podniesiona z „błota” Żuław siedziba Wielkich Mistrzów Zakonu NMP oraz kanał, w którym ..statki pływały po górach, pokonując różnicę poziomów przekraczającą 100 metrów”. Każda z tych osobliwości słynęła inaczej. W ruchomych nadbałtyckich piaskach potęgę swą okazywała nieokiełznana przyroda, czerwone mury zamku malborskiego były imponującym dziełem ludzkich rąk i prawdziwym pomnikiem myśli architektonicznej. Trzeci cud wydawał się w tym gronie najdoskonalszy i najbardziej kompletny, łącząc geniusz człowieka z twórczą mocą Natury. Był nim „Kanał Oberlandzki” (der Oberldndische Kanał), po 1945 roku zwany Kanałem Elbląskim, Kanałem Elbląsko-Ostródzkim lub Kanałem Ostródzko-Elbląskim.

Dawno, dawno temu lodowiec pracowicie wyrzeźbił powierzchnię Pojezierza Iławskiego tworząc liczne wytopiska i rynny, zalane następnie wodą – dzięki temu jedno za drugim, z południa na północ, ułożyło się kilka jezior: Drwęckie, Ilińsk, Ruda Woda, Sambród, Piniewskie i Druzno. W ten sposób Natura podsunęła ludziom pomysł zbudowania drogi wodnej wiodącej w kierunku Zalewu Wiślanego i Delty Wisły, skracającej pięciokrotnie szlak żeglowny do Gdańska przebiegający tradycyjnie po Drwęcy i Wisie. Trzeba było „tylko” uzupełnić jej dzieło, czyli połączyć jeziora odcinkami kanału. Jak zwykle „diabeł tkwi w szczegółach”, o czym przekonali się inżynierowie myślący co najmniej od XV w. nad rozwiązaniem postawionego im wyzwania. Okazało się, że do realizacji dzieła potrzebne będą, bagatela: przekopy, nasypy, uszczelnienia, zabezpieczenia skarp, śluzy, jazy, upusty i wrota przeciwpowodziowe. Rozwikłać należało ponadto problemy: zasilania kanału w wodę, odprowadzania ścieków, a przede wszystkim pokonania różnicy poziomów, która na niespełna 10 km odcinku pomiędzy Jeziorem Druznem a Jeziorem Piniewskim wynosiła 104 metry!

Wreszcie pozostawała trudność, kto wie czy nie równorzędna z kwestiami technicznymi – finanse. W związku z tym dopiero około połowy XIX w. udało się ludziom odpowiedzieć bezbłędnie na to „równanie z kilkoma niewiadomymi”. Efektem rozwiązania łamigłówki zadanej przez przyrodę był właśnie kanał, „w którym statki prywaty po górach”. O jego powstaniu zdecydowało życie i pasja co najmniej kilku osób, z grona tego pamiętamy dziś’ o jednej, nie do końca wiedząc kim był i co reprezentował sobą Georg Jakob Steenke, rzekomo Holender. Do dziś pokutuje powszechnie mylne przekonanie o jego pochodzeniu i narodowości, a w tysiącu nieprawd jakie napisano o konstruktorze i jego dziele, pomija się całkowitym milczeniem nazwiska ludzi, którzy mu pomagali i doradzali – nikt nie zna inżynierów Severina i Lentze (współtwórca Kanału Sueskiego, budowniczy mostu na Wiśle w Tczewie !).

Równie powszechnie, i tym razem słusznie, uważa się, że Kanał Elbląski należy do unikalnych w skali światowej dzieł techniki, będąc przy okazji obiektem o wyjątkowych walorach zabytkowych, jako że wszystko co powstało przy kanale i w kanale, ma rodowód XIX-wieczny. Jeszcze bardziej zdumiewające jest, iż owe wysłużone urządzenia hydrotechniczne i budowle działają tak sprawnie, jak gdyby upływ czasu nie wywierał na nich większego wrażenia. Skonstruowano je bowiem bardzo precyzyjnie, z perfekcją zdumiewającą każdego znawcę tematu. Przywoływany często jako wzór i porównanie dla naszego kanału – Kanał Morris w USA – różni się dziś zdecydowanie brakiem autentyczności, wszystko w nim bowiem zmodyfikowano i zelektryfikowano, pozostała tylko zabytkowa atrapa, ukrywająca nowoczesne maszyny i techniki. Tymczasem na szlaku wodnym wiodącym od Elbląga do Ostródy nadal funkcjonują stare patenty, do których nie dodano nic ponad to, co wymyślił i zaprojektował Georg Jakob Steenke (przy pomocy Karla Lentze). Kanał Elbląski ma więc, jak każda staroć, swoją „duszę” i za to wszyscy go kochamy. I nie ma powodów, by jak dawniej, nie reklamować go pod hasłem „najprawdziwszego cudu świata”.

Kraj, który przestał istnieć czyli wschodniopruska Atlantyda.

Mówiono onegdaj, że Kanał przepływa przez kraj, „gdzie Prusy Wschodnie są najpiękniejsze”. Tym krajem był Obeńand, dlatego właśnie Kanał nazywał się przez około 80 lat „oberlandzkim”(przez jakiś czas funkcjonowało też określenie „staropruski”). I pod takim mianem zasłynął w świecie, występował w literaturze fachowej, w związku z czym nasze określenia – typu Elbląski czy Ostródzki -mogą wprowadzać jedynie dezorientację, zwłaszcza u osób nieco zorientowanych w historii regionu i tradycji hydrotechnicznej. Jednakże inaczej być nie mogło, nazwa Kanału musiała ulec zmianie po 1945 roku skoro „zapomniano” o istnieniu całej krainy i nie znaleziono dla niej (niestety do dziś) polskojęzycznego odpowiednika. Dlaczego tak się stało, dlaczego kraina historyczna postrzegana wyraźnie przez wieki, opisywana przez badaczy w swojej odrębności, nagle przestała istnieć, trudno dzisiaj powiedzieć. Powodów znalazłoby się wiele, najprostszy tłumaczy się oczywiście skomplikowanymi stosunkami polsko-niemieckimi po zakończeniu drugiej wojny światowej i wynikającą z tego gordyjskiego węzła nieumiejętnością ustosunkowania się naszych ojców do dziedzictwa międzynarodowej, prawdziwie europejskiej kultury, z której bogactwem mieli nieopatrznie do czynienia na ziemiach dawnych Prus Wschodnich.

Dziś ważne jest byśmy zrozumieli, iż Obeńand (dosłownie „Kraj Górny”) był krainą historyczną i geograficzną wyodrębniającą się zdecydowanie na tle sąsiedztwa – Warmii i Żuław Wiślanych. Poświęćmy zatem kilka uwag charakterystyce owej ziemi, która zatonęła w naszej świadomości, niczym antyczna Atlantyda.

Nazwa krainy pojawiła się w XV w. dla oznaczenia ziem skolonizowanych przez Krzyżaków, położonych pomiędzy Żuławami w Delcie Wisły a Niziną Warmińską. Oberland wyróżniał się wyższym położeniem w stosunku do obu nizin (stąd nazwa) oraz urozmaiconą, pofałdowaną rzeźbą terenu, wypełnioną gęstymi lasami i licznymi jeziorami. Częstokroć porównywano Oberland do Mazur wskazując, że choć obszarowo mniejszy i nie tak bogaty w duże jeziora, zachwyca bardziej zróżnicowaną szatą roślinną. Oberlandzkie lasy szczyciły się przemieszaniem wielu gatunków drzew (na Mazurach dominują bory), a odbijające się w tafli jezior siedliska buka i dębu tworzyły charakterystyczne pejzaże, słynące z malarskości i tajemniczej romantyczności.

Pośród lasów i jezior znajdowało się onegdaj wiele osad pruskich z dobrze rozwiniętą siecią dróg i brodów oraz czytelnymi granicami dwóch prowincji pruskich – Warmii i Pogezanii. Rubież oparta była na biegu rzeki Pasłęki. Kolonizacja tych ziem wymagała od Zakonu zupełnie innego podejścia niż w sąsiedztwie, należało zaadaptować staropruską strukturę osadniczą do modelu europejskiego, zjednać zaufanie miejscowych wielmoży, ułożyć stosunki między ludnością miejscową a kolonistami (na Żuławach problemem była raczej walka z wodą, Warmię oddano w arendę biskupom). Kwestiami tymi zajmowali się urzędnicy z komturii elbląskiej, dzierzgońskiej i ostródzkiej, pomiędzy które administracyjnie podzielono ziemię oberlandzką w końcu XIV w.

Z geograficznego punktu widzenia granice Oberlandu były ściśle określone w terenie, a ich przebieg precyzyjnie podał G. Wnuck, geograf pracujący na Uniwersytecie Królewieckim. Na zachodzie tworzyły je: jezioro Druzno, rzeka Dzierzgonka do Starego Miasta (dalej dochodziły do Jarzwałdu nad Jeziorem Pilawskim i do Jeziora Jeziorak); na południu Jezioro Jeziorak i Jezioro Drwęckie; na wschodzie dolina Pasłęki, a na północy strefa krawędziowa Wysoczyzny Elbląskiej.

Jeszcze wyraźniejsze były wyróżniki historyczne czy szerzej kulturowe Oberlandu, obejmujące takie sfery życia jak: gospodarka, kultura artystyczna, język, zwyczaje, status prawny terytoriów i ich miejscowości etc. Pod tym względem położone w pobliżu krainy -to jest Warmia, Wysoczyzną Elbląska i Żuławy – okazywały się obszarami pozostającymi pod wpływem zupełnie innego kręgu myśli symbolicznej. Różnice te potęgowały się w toku procesu dziejowego tak, że na początku XX w. krajobraz kulturowy Oberlandu, w porównaniu z sąsiedztwem (zwłaszcza Warmią i Wysoczyzną, bo Żuławy są zupełnym ewenementem w tym względzie), miał wiele cech specyficznych. Oto kilka zaledwie przykładów – w „Kraju Górnym” hodowano konie specjalnej rasy, zwane litewskimi lub oberlandzkimi, mieszkańcy posługiwali się charakterystycznym dialektem (zwanym oberlandzkim), wśród nich zdecydowanie dominowali ewangelicy. Przede wszystkim jednak o odrębności tej krainy zdecydowała trwająca od XVI do początku XX w. specyficzna forma własności – znana w terminologii prawnej pod określeniem wielkiej własności ziemskiej. Oberland w przeciwieństwie do sąsiednich krain znalazł się po wojnie 13-letniej w granicach Prus Książęcych. Książę Albrecht Hochenzollern von Ausbach oparł się w swej polityce na rodach rycerskich, których poparcie zapewniły mu i jego następcom liczne nadania ziemskie przyznane w formie lennej. Większość kraju została w ten sposób rozdysponowana pomiędzy wielkie prywatne dominia, w których seniorzy rodowi sprawowali niemal nieograniczoną władzę, od administracyjnej poprzez gospodarczą po sądowniczą, tylko w najważniejszych kwestiach politycznych podlegając suwerenowi i respektując jego pozycję głowy państwa. Rola miast czy urzędów ziemskich była w tej sytuacji prawie symboliczna. Na bazie przyznanej ziemi oraz przywilejów wyrosły wielkie fortuny arystokracji oberlandzkiej (Dohnów, Dónhoffów, Kuenheimów, Canitzów, von Reibnitzów, von Polentzów, von Auerswaldów). Ich członkowie piastowali ważne urzędy posiadając tytuły burgarfów i grafów. A rezydencje rodowe tak ważnych i możnych ludzi z czasem zamieniły się we wspaniałe zespoły pałacowo (i dworsko) – parkowe.

Dwory i pałace, otoczone parkami wypoczynkowymi, wtulone w malowniczy leśny krajobraz pojezierza stały się z czasem znakiem rozpoznawczym „Kraju Górnego”. W żadnej innej okolicy nie znalazłbyś tylu wspaniałych, mniejszych i większych, lecz zawsze pięknie i z dostojeństwem zbudowanych rezydencji ziemskich. Pod tym względem można porównać Obeńand do krainy zamków położonych nad Loarą. Początkowo rolę Loary odgrywała tylko rzeka Pasłęka, ku której ciążyły bogate siedziby szlacheckie (Gładysze, Słobity, Dawidy, Ławki, Spędy, Karwiny). W drugiej połowie XIX w. podobne znaczenie zyskał Kanał Oberlandzki. W jego otulinie znalazła się jeszcze większa liczba dworów i pałaców. Tylko na terenie obecnego województwa elbląskiego były to: Stare Dolno, Topolno Wlk., Powodowo (dwa), Marwica, Rzeczna, Śliwica, Kąty, Jankowo, Rejsyty, Barzyna, Drulity, Piniewo, Dargowo. Tumpity, Talpity, Rydzówka, Wysoka i Stare Kusy.

Budowa Kanału Oberlandzkiego.

Właściciele tych rezydencji – rody szlacheckie i nowobogaccy przedsiębiorcy – wywierali nieustanny nacisk na organy władzy administracyjnej i ustawodawczej Prus Wschodnich, by doprowadzić do skomunikowania jezior oberlandzkich z Elblągiem i Gdańskiem trasą żeglowną. Dla nich rozwiązanie tego problemu stanowiło niezwykle istotną kwestię życiową. Każdy dwór czy pałac egzystował wszak na bazie większego majątku, złożonego co najmniej z folwarku przydworskiego. a najczęściej z wielu folwarków czy wręcz wsi nadanych w prywatne posiadanie. Produkcja rolna, gospodarka leśna, rybołówstwo i manufaktury stanowiły podstawę bytu miejscowego ziemiaństwa. gwarantując mu prestiż, przywileje polityczno – społeczne, a w końcu zapewniając także najbardziej podstawowe potrzeby, jak choćby jedzenie, edukację i rozrywki. Produkcja tych majątków musiała opierać się na zdrowej kalkulacji ekonomicznej, w przeciwnym wypadku nie miałaby sensu. Trudno jednak było dopatrywać się rachunku ekonomicznego w sytuacji, gdy np. drewno ścinane w odległości 10 mil od Elbląga musiało być spławiane okrężną drogą (Drwęcą do Torunia, a potem Wisłą, Nogatem i Kanałem Jagiellońskim), w związku z czym jego transport zajmował 6 do 8 miesięcy ! Sprzedaż takiego produktu stawała się w związku z tym nieopłacalna. Podobnie było w przypadku innych oberlandzkich towarów.

Budowa jakiegoś dogodnego połączenia była w zasadzie przesądzona już w drugiej połowie XVIII w. W roku 1789 przygotowano pierwszy roboczy konspekt wykonania takiej trasy oraz kosztorys opiewający na sumę 132 272 talarów, 9 srebrnych groszy i 8 fenigów (zdumiewająca skrupulatność!). W roku 1803 Krajowy Radca Budowlany Eytwelin przedstawił pod publiczną dyskusję nieco precyzyjniejszy projekt, zakładający skrócenie drogi do Wisły, poprzez wykopanie kanału przecinającego Powiśle (z pominięciem Torunia). Plany coraz bardziej się konkretyzowały, gromadzono potrzebną dokumentację, szukano projektantów i wykonawców. Przez wiele dziesiątków lat kończyło się jednak na czczym gadaniu i przelewaniu morza atramentu. W ideę budowy drogi żeglownej zaangażował się na przykład prof. J. G. Bujack. Szukał dla zadania uzasadnienia historycznego. W roku 1838 donosił o odnalezieniu wykopów w okolicach miejscowości Drulity, u źródeł Klepiny, które świadczyć miały o próbach zbudowania kanału już w średniowieczu (zarośnięte trawą tajemnicze rowy o głębokości ponad 1,5 metra i szerokości około 3 metrów, z pewnością wykonane dzięki pracy ludzkich rąk, nikt nie umiał inaczej uzasadnić ich występowania).

W roku 1825 Pruski Parlament Krajowy wydał rezolucję praktycznie przesądzającą budowę kanału w Oberlandzie. Ustalenie były bardzo precyzyjne. Zrezygnowano z wcześniejszych prób zmierzających do uregulowania lub przekopania Drwęcy do Wisły – w tym momencie dała o sobie znać presja przemysłowego Elbląga, który w ten sposób straciłby kontakt z majątkami oberlandzkimi, a całą wymianę towarową oddał Gdańskowi. Postanowienia Parlamentu wyraźnie wskazywały, że przyszły kanał ma połączyć Jezioro Druzno z Jeziorem Drwęckim. Autorzy proponowali, by jego szlak wychodził z południowej części Jeziora Druzno (na wysokości wsi Stankowo) i biegł po strudze do Gradowego Młyna, następnie przez Dymnik i Wopity w kierunku Giśla, dalej przez Myślice, po czym na południowy – wschód do Jeziora Drwęckiego. Kontynuację prac powierzono Tajnemu Radcy Budowlanemu Severinowi z Kwidzyna.

Severin najwyraźniej nie radził sobie z ogromem zlecenia i projekty, po wykonaniu pierwszych, mało satysfakcjonujących, szkiców zamknął w szafie stojącej w jednym z gabinetów kwidzyńskiej rejencji. Przerwa w działaniach trwała do roku 1836, do czasu, gdy w Elblągu i w kręgu problematyki oberlandzkiej pojawił się inżynier Georg Jakob Steenke. On okazał się tym człowiekiem, któremu udało się zrealizować odwieczne oberlandzkie marzenia, czy wręcz mrzonki dotyczące budowy rentownego szlaku żeglugowego prowadzącego najkrótszą drogą na północ, do bałtyckich portów morskich.

Pierwszą zasługą Steenke’ go było wytyczenie (na razie na mapie) takiej trasy Kanału, jaką dzisiaj wszyscy znamy. Na ogół zapomina się o tym znaczącym wkładzie konstruktora w tworzone dzieło, traktując istniejący szlak żeglowny jako najzupełniej naturalny i jedyny z możliwych. Tymczasem, pamiętając choćby o cytowanej wyżej rezolucji Parlamentu z 1825 roku, możliwości, przynajmniej teoretycznie, rysowało się więcej. Steenke naszkicował ten szlak oraz przedstawił w szczegółach hydrotechniczne rozwiązania pozwalaj ące na kursowanie po nim statków. W tym momencie pojawia się w publikacjach dotyczących historii Kanału najwięcej nieporozumień i nieprawd. Wszyscy zgodnie piszą o skrystalizowaniu się na tym etapie koncepcji pochylni, pozwalających pokonać największą trudność techniczną związaną z budową Kanału – różnicę poziomów dochodzącą do 100 metrów. Przytaczają też, skądinąd milą historyjkę, o wizycie inżyniera u króla Prus i wypowiedzeniu słynnego zdania: „Panie, ale takiego urządzenia nikt nie będzie miał na świecie, tylko Ty”.

Historia ta w żadnym szczególe nie przystaje do rzeczywistości, poza tym, że Steenke pojechał na dwór królewski, razem z Nadprezydentem Prus von Schoenem. Była to jednak typowa narada robocza, zorganizowana przed przystąpieniem do realizacji projektu. Z pewnością omawiano kwestie finansowe, może jeszcze inne zagadnienia, trudno dziś dokładnie powiedzieć. Jednak ani król nie miał okazji zadecydować o przeznaczeniu pieniędzy na budowę Kanału (decyzję podjął już Parlament pod naciskiem właścicieli ziemskich, a tych w żadnym wypadku nie można było zlekceważyć), ani konstruktor nie mógł olśnić monarchy ideą „pochylni z wierzchołkami”, której po prostu jeszcze nie miał.

Prawdą jest natomiast, że Georg Steenke intensywnie studiował najnowsze rozwiązania stosowane w budowlach hydrotechnicznych na całym świecie. Czytał, rysował, konstruował modele, a nawet odbywał kształcące podróże do Belgii, Bawarii i Holandii. Do prac przystąpił 18 października 1844 i jak wspominał w swoich dziennikach, nastąpiło to niejako wbrew jego woli, w wyniku presji coraz bardziej zniecierpliwionych lokalnych urzędów ziemskich i pod naciskiem lobby gospodarczego oberlandzkich ziemian. Wielkim orędownikiem szybkiej realizacji Kanału był przede wszystkim Ernst Ludwig baron von Schrótter, sprawujący urząd starosty powiatu pasłęckiego (w okresie od 1846 do 1876 roku).

Do roku 1850 wykonano wiele prac związanych przede wszystkim z niwelacją różnicy poziomów występujących pomiędzy grupą jezior oberlandzkich, poza tym zbudowano system pięciu śluz komorowych na południe od Jeziora Druzno. Stanowiło to przygotowanie do pokonania ponad 100 metrowej różnicy między jeziorami oberlandzkimi a Druznem. Projekt przewidywał konieczność wykonania dalszych 20 śluz na odcinku 10 km, co czyniło całe zadanie lekko bezsensownym i całkowicie nieekonomicznym (nie tylko na etapie realizacji, ale przede wszystkim w późniejszej eksploatacji). Było to „ wąskie gardło całego systemu ” spędzające konstruktorowi sen z oczu.

Ten rok okazał się momentem przełomowym dla inwestycji. Steenke pojechał na jeszcze jedną eskapadę studialną – tym razem do USA, gdzie obserwował funkcjonowanie rozwiązań zastosowanych na Kanale Morris. Były to 23 „pochylnie komorowe”, czyli równie pochyłe z wózkami, na których przewożono statki między poszczególnymi odcinkami szlaku żeglugowego. Przy każdej pochylni znajdowała się śluza komorowa, przypominająca te, które sam zamierzał wybudować między Druznem a Jeziorem Piniewskim. Steenke wcale więc nie skorzystał z patentów amerykańskich, jak wyczytać możemy w wielu publikacjach i przewodnikach, przeciwnie, w swoim dzienniku odnotował, że są równie nieekonomiczne w warunkach oberlandzkich, jak wszystko co do tej pory wymyślono i z czego mógłby ewentualnie skorzystać. Tym nie mniej wyprawa za ocean miała rzeczywiście ogromne znaczenie dla budowy Kanału w „Kraju Górnym”. Ponieważ podróże kształcą i rozwijają, w pewnym momencie konstruktorowi przyszła do głowy myśl zmodernizowania pochylni z korzyścią dla swojego planu. Po powrocie zaprzągł do roboty Severina i Lentze, a w wyniku „burzy mózgów” narodziła się idea „pochylni z wierzchołkami”, takich jakie znamy i do dziś możemy oglądać. Plany budowy dalszych śluz komorowych powędrowały do znanej nam już kwidzyńskiej szafy, natomiast wymyślono i wdrożono zupełnie nowy patent, nie stosowany dotąd w hydrotechnice. Na tym właśnie polegał geniusz Georga Jakuba Steenke – zrealizował coś, czego nikt przed nim i po nim nie wykonał, jak świat długi i szeroki. Dzięki temu Kanał Oberlandzki stał się dziełem wręcz podręcznikowym.

Cztery pierwsze pochylnie, zwane „starymi” (w Buczyńcu, Kątach. Oleśnicy i Jelonkach – pochylnia Jelenie) zbudowano do roku 1860. W tym momencie Kanał Elbląski mógł być eksploatowany, co skwapliwie wykorzystano, mimo oporów samego Steenke’go, który chciał zastąpić dotychczasowe 5 śluz komorowych kolejną pochylnią. Musiał jednak odłożyć swoje plany na kilkanaście lat (piątą, tzw. „nową” pochylnię w Całunach, wykonano w latach 1874 – 1881 stosując nowoczesny, efektywny napęd z turbiny wodnej).

Uroczysta inauguracja Kanału odbyła się w dniu 31 sierpnia 1860 roku i polegała na przepłynięciu statkiem przez pochylnię w Buczyńcu. Radości tej doznało wiele zaproszonych osób, wśród których najwyższy rangą był baron August von der Heydt, pełniący w rządzie pruskim funkcję , Ministra Krajowego” (odpowiednik ministra handlu, przemysłu i prac publicznych). Kolejna, równie ważna próba miała miejsce w dniu 29 października 1860. Tym razem sprawdzano funkcjonowanie urządzeń Kanału pod kątem technicznym posyłając sześć wyładowanych drewnem barek na wszystkie cztery pochylnie. W związku z tym uwaga zebranych skupiała się na dwóch najważniejszych ekspertach – byli to: główny konstruktor Kanału G. J. Steenke oraz dyrektor tczewskiej królewskiej fabryki budowy maszyn – Kruger (z tych zakładów pochodziło całe wyposażenie mechaniczne Kanału, min. koła zamachowe i obrotowe, śluzy, jazy, turbiny etc). Po udanych jazdach próbnych Kanał Oberlandzki był gotowy i od następnego roku służył celom, do których go zbudowano, a zatem żegludze towarowej i handlowej.

Przedwojenna turystyka w otulinie Kanału.

Utarł się pogląd, jakoby Kanał zbudowano dla potrzeb gospodarczych i pod presją ówczesnych podmiotów gospodarczych (majątki ziemskie Oberlandu), ale wkrótce po zakończeniu realizacji, decydujące o podjęciu inwestycji motywy stały się nieważne i nie było wiadomo, co z tym fantem dalej robić. Jednym słowem transport towarowy po Kanale stracił raptownie na znaczeniu wskutek znacznego zagęszczenia dróg żelaznych i lądowych w „Kraju Górnym” w drugiej połowie XIX w. W związku z tym obiekt zaczęto wykorzystywać głównie w promocji turystycznej regionu organizując wyłącznie rejsy spacerowe na szlaku wiodącym przez słynne „pochylnie z wierzchołkami”.

Należałoby to rozumieć mniej więcej tak, że ktoś marzący przez wieki całe o zjedzeniu lizaka, nagle – po uzyskaniu upragnionego daru – stwierdza, iż bardziej lubi dropsy i nawet nie rozwija łakocia z papierka. Nic bardziej błędnego, o czym można przekonać się wertując przedwojenne dokumenty i statystyki.

Po uruchomieniu Kanału, w latach 60-tych XIX stulecia, jego szlakiem przepływało od 12 do 20 statków dziennie (w jednym z dni roku 1862 Georg Steenke zanotował w swoim dzienniku kurs 57 jednostek!). Czyż trzeba dodawać, że wszystkie wyładowane były oberlandzkimi towarami przewożonymi na rynki Elbląga i Gdańska ? Sytuacja nie zmieniła się w kolejnych dekadach.

Jak widać obrót towarowy na Kanale w miarę upływu czasu wykazywał tendencję spadkową, tym nie mniej był ciągle znaczący. Prawie 50 000 ton towarów przewiezionych w roku 1927 świadczyło o dużym ożywieniu żeglugi towarowej na Kanale i przekonuje, że znaczenie gospodarcze tego obiektu było niebagatelne.

Można również zaznajomić się z osiągnięciami i problemami animatorów przedwojennej podelbląskiej turystyki. W ich relacjach tematyka Kanału pojawiała się nieodmiennie, jak temat dyżurny, a wnioski wypływające z tych wynurzeń nie wymagają większego komentarza i – krótko mówiąc -przeczą obiegowej opinii o Kanale jako obiekcie typowo turystycznym, przynajmniej w XIX wieku.

Pierwszy opis podróży po Kanale, podjętej w celach krajoznawczych – z czystej ciekawości dla obejrzenia powstałych tam cudownych urządzeń – powstał bardzo szybko. Opublikowany został w roku 1864 (zatem jeszcze przed budową piątej pochylni), a wyszedł spod ręki Bernharda Ohlerta. Trudno jednak uznać tę relację za datę narodzin turystyki na Kanale. Ówczesna żegluga miała charakter stricte towarowy (co Ohlert wyraźnie zaznaczył), zabierano wprawdzie przygodnych wędrowców, wymagało to wszak wcześniejszych uzgodnień z kapitanami jednostek. Niewiele zmieniło się po upływie lat czterdziestu. Jeszcze w 1901 roku profesor Robert Dorr, w przewodniku krajoznawczym po okolicach elbląskich, pisał tak: „[...] Te pływające po Kanale parowce należą do firmy A. Zedlera. Dobrze się zrobi, jeśli się najpierw dokładnie rozpyta, a także poprosi kapitana wybranego statku, by zabrał niezbędne ilości jedzenia i picia dla pasażerów, ponieważ statki te służą przewozowi towarów. Później zaczynamy podróż o 5 rano, na przykład parowcem „Bertha” przepływając najpierw rzekę Elbląg, a potem jezioro Druzno na całej długości. Im dalej znajdujemy się na południe, tym częściej spotykamy „kępy trzcinowisk”, pływające niczym wyspy, a przybywające tu z początkiem wiosny od strony Zalewu Wiślanego. Jeszcze dalej tor żeglowny staje się skanalizowany, po jednej stronie posiada usypaną drogę holowniczą, biegnącą po nasypie, którego skarpy są obsadzone wierzbami i wikliną. Za nasypami rozpościerają się trzcinowiska i sitowie. Taki krajobraz ciągnie się aż po Klepę, gdzie wyłania się pierwsza z. pochylni, w Nowych Kusach (dziś Całuny). Dalej następują kolejne pochylnie, przez miejscowych nazywane „ górami na kołach „, w Jeleniach, Oleśnicy, Kątach i Buczyńcu „.

Robert Dorr wymieniał jeszcze inne parowce należące do firmy A. Zedlera – były to Antonia” i ,Adela”. Jak podawał, pływały wyłącznie na zamówienie, na wybranej trasie pomiędzy Elblągiem, Miłomłynem, Ostródą, Iławą i Zalewem. Okienka biletowe znajdowały się przy tzw. „Wysokim Moście” w Elblągu oraz na przystani, z której odpływało się w kierunku Mierzei Wiślanej.

Rejsy do Krynicy Morskiej i Piławy cieszyły się wówczas większą popularnością wśród turystów, o czym świadczyła ich regularność i ustalona taryfa (podana przez autora przewodnika), rejsy „kanałowe” organizowano doraźnie, a opłaty za nie należało ustalać z kapitanami jednostek. Profesor podał jedynie jedną istotną informację dla zainteresowanych, taką mianowicie, że ewentualna żegluga turystyczna Kanałem Oberlandzkim była możliwa jedynie w każdą środę albo w piątek.

Jak z tego widać żegluga turystyczna po Kanale jeszcze na początku XX w. znajdowała się w powijakach i łączona była z transportem towarowym. Sensu stricte turystyczny czy krajoznawczy charakter miały jedynie rejsy motorowca „Martha” należącego do Elbląskiego Towarzystwa Komunikacyjnego, kierowanego przez Carla Pudora. Statek ten cztery razy w tygodniu kursował przez Jezioro Druzno do słynnych zajazdów „Trzy Róże” lub „Ostatni Grosz”, a następnie Dzierzgonką do Nowego Dolna i Bągartu. Stamtąd organizowano wycieczki piesze lub dorożkami do Kwietniewa – Świętego Gaju (legendarne miejsce śmierci Św. Wojciecha) oraz do Dzierzgonia, połączone ze zwiedzaniem zabytków tego małego, ale uroczo położonego miasteczka. Także w tym wypadku nie podano taryfy. Początek wycieczek ustalony był na placu przed „Domem Kąpieliskowym” zbudowanym przy rzece Elbląg przez Ignatza Grunau i Georga Wilhelma Haertla w roku 1814. Nawiązywano tym do chlubnych tradycji elbląskiej „romantycznej turystyki”.

Dopiero w roku 1912 powstała na Kanale żegluga turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Zadania tego podjęło się przedsiębiorstwo przewozowe należące do Adolfa Tetzlafa z Ostródy (Reederei Adolf Tetzlaf). Pierwszym statkiem tej „oberlandzkiej białej floty”, nazwanej tak dla odróżnienia od „elbląskiej białej floty”, była „Seerose” czyli ,Jióża Jezior”. Jednostka ta mogła zabrać 79 osób i poruszała się z prędkością maksymalną 10 km/godzinę. Po pierwszej wojnie światowej dołączył do niej motorowiec ,M-S. Hertha”. Miał on 28 metrów długości, 3,5 metra szerokości, a zabierał około 100 osób rozwijając maksymalną prędkość 16 km/godzinę. W roku 1925 na wodach Kanału pojawił się ,M-S. Heini”, a w roku 1927 ,M-S. Konrad”, ten ostatni o długości 30 metrów, szerokości 425 cm, zabierający nawet 185 pasażerów i prujący z zawrotną szybkością 25 km/godzinę.

Około roku 1920 „oberlandzka biała flota” została wzbogacona o statki firmy przewozowej Muntera (Reedrei Munter), mającej swą siedzibę w Zalewie. Literatura przedmiotu nie podaje nazw należących tam jednostek pływających ruchu pasażerskiego (prawdopodobnie był to m.in.,, M.S. Obeńand”).

Wspomina się natomiast, że z usług całej oberlandzkiej żeglugi turystycznej korzystali głównie nauczyciele z klasami szkolnymi, pragnący zapoznać młodzież z osobliwościami technicznymi i atrakcjami krajobrazowymi Kanału. Oprócz nich popularne były również, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, „wycieczki zakładowe” organizowane np. przez stowarzyszenia geodetów, kartografów czy historyków z Pasłęka, Elbląga, Ostródy, Iławy, Zalewa, Miłomłynu, a nawet z Tczewa czy Malborka. Dopiero trzecia grupę tworzyli turyści indywidualni, pojawiający się na obiektach Kanału przygodnie lub z wyboru. Problem tkwił w tym (i tak pozostało niestety do dzisiaj), że podróż po Kanale była w gruncie rzeczy nużąca, zajmowała wiele godzin, a przebywanie kolejnych pochylni, najbardziej w końcu frapujący moment podróży, zajmowało wiele czasu i odbywało się według tego samego rytuału. Wystarczyło pokonać jedną, najwyżej dwie pochylnie, by dalej nudzić się i rozglądać za bardziej podniecającymi wrażeniami.

Dlatego elbląskie towarzystwa turystyczne i krajoznawcze starały się od początku XX w. uczynić wizerunek Kanału bardziej atrakcyjnym, łącząc żeglugę z innymi formami rekreacji i wypoczynku. Wtedy właśnie zwrócono uwagę na otulinę Kanału, tworzącą swoisty obraz unikalnej i jedynej w swoim rodzaju ..kultury Oberlandu”. Charakterystyczne jest zdanie, którym Carl Pudor rozpoczął prezentację Kanału w przewodniku po okolicach Elbląga, wydanym w 1907 roku i wznowionym w roku 1925: „..Wizyta na położonych w powiecie pasłęckim pochylniach Kanału Oberlandzkiego daje okazję, nie tylko poznania jedynych w swoim rodzaju, nie mających sobie równych w całej Europie urządzeń hydrotechnicznych, ale również obejrzenia nieprzebranego piękna naturalnego krainy, zwanej Oberlandem”.

Carl Pudor oraz Robert Dorr starali się lansować model turystyki w otulinie Kanału łączący rejsy żeglugowe z wycieczkami pieszymi oraz przejazdami kolejami i „tramwajami konnymi”. Zaproponowali kilka „modelowych tras”, które dokładnie opisali (z podaniem kilometrażu), a zatem przedstawili de facto koncepcję prawdziwych szlaków turystycznych. Przystankami na nich były wspomniane już dwory i pałace oraz liczne gospody i zajazdy. Właściciele tych gościńców byli zachęcani do przygotowywania oferty kulturalnej i rekreacyjnej dla odwiedzających elbląskie okolice gości oraz dla mieszkańców regionu.

Szlak Kajakowy Krutyni Sorkwity – Ruciane Nida

Szlak Kajakowy na Krutyni

O szlaku wodnym, zaczynającym się na jeziorze Lampackim w Sorkwitach a kończącym się na Jeziorze Nidzkim w Rucianem-Nidzie nieopodal Leśniczówki Pranie nic należy ani opowiadać, ani go opisywać, nawet, gdyby się miało pióro Igorg Newerlegoi Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego czy nawet Maelchiora Wańkowicza. Ten szlak trzeba po prostu przepłynąć kajakiem i zobaczyć. Domyślił się tego już przed wojną Melchior Wańkowicz, który tu także, na tym szlaku starał się odnaleźć ślady złego ducha tych ziem — Smętka. Wiedział też o tym Gałczyński, który w Praniu przez długie lata pisał „Kroniki Olsztyńską”. Najwcześniej jednak, bo już w 30 latach XIX wieku piękno Krutyni odkrywali potomkowie Filipa Pustowiata, czyli rosyjscy fiłiponi, którzy tu właśnie, we wsi Wojnowo nad Jeziorem Duś się osiedlili. W wojnowskim klasztorze zgromadzili wspaniałą kolekcję ikon — szkoda, że nie ma ich już w Wojnowic. Żeński klasztor filiponów można obejrzeć w siódmym dniu spływu, po przepłynięciu 72 kilometrów, liczącego łącznie ponad 100 km, szlaku. Nic jest to wszakże jedyna możliwość spotkania się z historią — jej ślady znajdziemy i wcześniej, i później — od Sorkwit, poprzez Babię-ta, Spychowo, Zgon aż po Ruciane. Przede wszystkim jednak spływ Krutynią to spotkanie z odurzającą przyrodą, z jednej strony urokliwych jezior — wymieńmy choćby Lampasz, Dłużec, Białe, Zyzdrój, Zdrużno, Mokre, Bełdany i Nidzkie — a z drugiej, mrocznych ostępów Puszczy Piskiej (rezerwaty „Zakręt”, „Królewska Sosna”, „Ławny Lasek”). A w ostatnim dniu spływu czeka jeszcze jedna, niepowtarzalna atrakcja — przepłynięcie śluzy Guzianka.

Stanica Wodna Sorkwity k/Mrągowa 11-731

68 miejsc noclegowych w domkach campingowych jadłodajnia na 44 miejsca duża wypożyczalnia kajaków.

Spływ rozpoczynamy w Stanicy Wodnej PTTK nad Jez. Lampackim (pow. 1,99 km2, gł. 38,5 m; 133 m n.p.m.) w Sorkwitach. Jest to punkt wyjściowy turystycznych wczasów kajakowych. Sorkwity to stacja kolejowa między Biskupcem a Mrągowem, na linii kolejowej Olsztyn—Ełk. Dojście do Stanicy Wodnej PTTK – ok. 1,2 km. Na miejscu poczta, restauracja, sklepy, kiosk „Ruchu”, punkt apteczny. Pobyt w Stanicy Wodnej rozpoczynamy od obiadu, nocujemy w domkach campingowych i następnego dnia po śniadaniu zaopatrzeni w sprzęt rozpoczynamy spływ.

I etap spływu – odcinek 16 km Z miejsca wodowania płyniemy na południowy wschód i w połowie długości Jez. Lampackicgo przedostajemy się na jego (lewą) wschodnią stronę i płyniemy przy brzegu, by nie przeoczyć przejścia (cieśniny) na Jez. Lam-pasz (Łapinóżka) — pow. 0,76 km2; gł. 23 m; 133 m n.p.m.). Na końcu jeziora, z jego lewego rogu wypływa rzeka Sobiepanka o dł. 1,5 km. W kilku miejscach przy niskim poziomie lustra wody, konieczne jest holowanie kajaka. Dopływamy do Jez. Kujno (pow. 0,3 km2; gł. 5,5 m; 132 m n.p.m.). Kierujemy się na południowy wschód i dalej rzeką Grabówką (Grabicnka) spływamy na Jez. Dłużec (pow. 1,23 km2; gł. 20 m; 131 m n.p.m.) — dł. 3,5 km. Odpływ łączy Jez. Dłużec z Jez. Białym (pow. 3,4 km2; gł. 31 m; 131 m n.p.m.). Na prawym brzegu Jez. Białego — Stanica Wodna PTTK Bieńki. Tu obiad, kolacja, nocleg i następnego dnia po śniadaniu płyniemy dalej.

Stanica Wodna PTTK Bieńki 11-705 Grabowo

II etap spływu – odcinek 10 km Wypływamy z Jez. Białego na rzekę Dąbrówkę — 1,5 km, która uchodzi do Jez. Gant (pow. 0,78 kmz; gł. 26 m; 131 m n.p.m.) – dł. 3 km. Po przepłynięciu Jez. Gant wpływamy na rzekę Babięcką Strugę — dł. 2,5 km. Na obu brzegach wieś Babięta; 500 m przed wsią pięknie położona w lesie Stanica Wodna PTTK Babięta. Tu obiad, kolacja, nocleg, śniadanie.

Stanica Wodna PTTK Babięta 11-711 Nawiady

64 miejsca noclegowe — domki campingowe, w tym: 7 domków typu „Szałas” z wodą jadłodajnia na 50 miejsc, możliwość jazdy konnej.

III etap spływu – odcinek 13,5 km Kontynuujemy spływ rzeką Babięcką Strugą. Po 500 m dopływamy do tamy młyńskiej — przenosimy kajak lewą stroną młyna (ok. 60 m). Przenosimy kajaki przez szosę uważając, aby nie spowodować kolizji z szybko poruszającymi się w tym miejscu samochodami. Z Babięckicj Strugi wpływamy do północnej części Jez. Zyzdrój Wielki (pow. 2,1 km2; gł. 14,5 m; 129 m n.p.m.), które wraz z kolejnym Jez. Zyzdrój Mały (pow. 0,5 km2; 129 m n.p.m.) ciągnie się na przestrzeni 6 km. Przed południowym krańcem Jez. Zyzdrój Mały kierujemy się w lewo do małej zatoki, dopływamy do nieczynnej śluzy i przenosimy ok. 100 m kajak – z prawej strony śluzy. Płyniemy dalej szerokimi wodami Spychowskiej Strugi. Po 2,5 km (przed wpłynięciem na Jez. Spychowskie) na lewym brzegu położona jest Stanica Wodna PTTK Spychowo, w której spędzimy następny dzień urlopu w Puszczy Piskiej. Na wschodnim, wyższym brzegu jeziora leży wieś Spychowo, ze stacją PKP na linii kolejowej Olsztyn—Pisz—Ełk. We wsi poczta, sklepy, restauracja, ośrodek zdrowia.

Stanica Wodna PTTK 12-130 Spychowo

151 miejsc noclegowych w domkach campingowych hotel na 40 miejsc — pokoje 2-osob. z łazienkami jadłodajnia i kawiarnia na 120 miejsc wypożyczalnia sprzętu pływającego.

IV etap spływu – odcinek 11,5 km Wpłynąwszy na Jez. Spychowskie (pow. 0,5 km2; 128 m n.p.m.) skręcamy od razu w lewo i po 1 km osiągamy wypływ dalszego, liczącego 5 km, odcinka Spychowskiej Strugi. Przy wypływie pod mostem drogowym rzeka staje się niebezpiecznie rwąca. Po przeszło 2 km mijamy z prawej strony krótki odpływ małego Jez. Kierwik (pow. 0,6 km2). Po 3 km wpływamy do malowniczego Jez. Zdrużno (pow. 2,3 km2; gł. 18 m; 126 m n.p.m.). Kierujemy się w prawo ku wschodniej zatoce jeziora. Po przepłynięciu 1 km wpływamy na Jez. Uplik (pow. 0,63 km2; 125 m n.p.m.) —dł. 3 km. Jest to jedno z najpiękniejszych jezior tego szlaku. Na prawym jego brzegu rezerwat czapli siwej „Ławny Lasek”. Płyniemy otoczeni ścianą wysokopiennych lasów Puszczy Piskiej. Przy północnym krańcu jeziora skręcamy w prawo. Przez krótką cieśninę wpływamy do wschodniej, małej zatoki Jez. Mokrego (pow. 8,41 km2; gł. 51 m; 125 m n.p.m.). Płyniemy w kierunku południowo-wschodnim. Po 1 km dopływamy do Stanicy Wodnej PTTK w Zgonie miejsca naszego następnego odpoczynku.

Stanica Wodna PTTK Zgon 11-712 Stare Kiełbonki

74 miejsca noclegowe – domki campingowe, pole namiotowe jadłodajnia na 40 miejsc na miejscu sklepik spożywczy

V etap spływu – odcinek 12,5 km Na Jez. Mokrym spotykamy liczne wyspy. W pobliżu wschodniego brzegu — rezerwaty przyrodnicze „Królewska Sosna” i „Zakręt” (z pływającymi wyspami). Płyniemy Jez. Mokrym na północ ok. 8 km i w odległości ok. 1 km od północnego krańca jeziora, z prawej, znajduje się lejkowata zatoka zakończona zastawką (zazwyczaj zamkniętą). Przenosimy kajaki prawym brzegiem — ok. 20 m. Wpływamy od południa na śródleśne Jez. Krutyńskie dł. 2,3 km (pow. 0,57 km’; 124,5 m n.p.m.). We wschodniej części największego akwenu Jez. Kru-tyńskiego — wypływ rzeki Krutyni. Po 2 km, na lewym brzegu wieś Krutyń i Stanica Wodna PTTK. Na miejscu sklepy, restauracja, poczta, przystanek PKS oraz kilka ośrodków wypoczynkowych.

Stanica Wodna PTTK Krutyń 11-712 Stare Kiełbonki

VI etap spływu – odcinek km Płyniemy nadal rzeką Krutynią. Po ok. 3 km wieś Krutyński Piecek i tama młyńska. Tu przenosimy kajak prawym brzegiem ok. 100 m. Za młynem, przy niskim stanie wody, na krótkich odcinkach konieczne jest holowanie kajaka. Tuż przed wsią Wojnowo, największym ośrodkiem filiponów (starowierców) w Polsce, możliwość krótkiej (3 km) wycieczki bocznej na Jez. Duś, nad brzegiem którego stoi stary klasztor żeński filiponów. Kontynuując spływ Krutynią dopływamy do mostu drogowego w dużej wsi mazurskiej Ukta. Na miejscu przystanek PKS, poczta, restauracja, sklepy. Ok. 1 km dalej, na prawym brzegu Stanica Wodna PTTK Ukta. Tu nocleg i wyżywienie.

Stanica Wodna PTTK 12-210 Ukta

VII etap spływu – odcinek 6 km Nadal rzeka Krutynią. Następny krótki etap jest odcinkiem typowo rzecznym. Na powierzchni bogactwo roślinności wodnej utrudniającej momentami płynięcie kajakiem. Dopływamy do mostu drogowego we wsi Nowy Most, za mostem na prawym brzegu znajduje się Stanica Wodna PTTK Nowy Most, w której zatrzymujemy się na kolejny dzień.

Stanica Wodna PTTK Nowy Most 11-712 State Kiełbonki

62 miejsca noclegowe — domki campingowe, w tym 7 domków typu „Szałas” z wodą jadłodajnia na 50 miejsc sklepik spożywczy na miejscu.

VIII etap spływu – odcinek 9,5 km 4 km poniżej Stanicy Wodnej w Nowym Moście Krutynią uchodzi do Jez. Gardyńskiego (pow. 0,83 km2; gł. 11,5 m; 116 m n.p.m.). Na Jez. Gardyńskim skręcamy ostro w prawo i przez krótką cieśninę dostajemy się na Jez. Malinówko. Wschodnie brzegi jeziora niedostępne i moczarowate stanowią siedlisko ogromnej ilości ptactwa wodnego. Nierzadko można spotkać czaplę siwą. Wpływamy na następne, przypominające rozlewisko rzeczne, Jez. Jcrzewko. Uchodzi z niego ostatni, dwu-kilometrowy odcinek rzeki Krutyni, zwanej Iznotą lub Czarną Rzeką. Następnie wypływamy na jedno z najpiękniejszych jezior mazurskich —Bełdany (pow. 9,41 km’; gł. 46 m; 116 m n.p.m.). Kierujemy się na południowy wschód, gdzie po 1,5 km, na prawym cyplu znajdujemy Ośrodek Turystyki Wodnej PTTK w Kamieniu. Tu biwakujemy kolejny dzień.

OTW PTTK Kamień 12-210 Ukta

IX etap spływu – odcinek 12,5 km Nie dopływając do południowego krańca Jez. Bełdany, skręcamy w lewo i po 5 00 m osiągamy śluzę w Guziance. Kierujemy się na wyższy o około 1,5 m poziom Jez. Guzianka Mała (pow. 0,42 km2; gł. 13,3 m; 117,7 m n.p.m.). Trzymając się prawego brzegu, po 300 m wpływamy przez krótką cieśninę na Jez. Guzianka Wielka (pow. 0,72 km2; gł. 29 m; 117,7 m n.p.m.). Po prawej stronie znajduje się przystań statków Żeglugi Mazurskiej w Rucianem-Nidzie, a 200 m dalej kanał łączący Guziankę Wielką z Jez. Nidzkim (pow. 17,24 km2; gł. 25 m; 117,7 m n.p.m.). Trzymając się prawego br2egu, po 2 km wpływamy do wąskiej 2atoki, nad którą położony jest duży Ośrodek Turystyki Wodnej PTTK w Rucianem-Nidzie. I tu kończymy nasz spływ kajakowy. Na miejscu mamy kąpielisko, kawiarnię, kiosk „Ruchu”. Ruciane-Nida to miasteczko w Puszczy Piskiej położone nad jeziorami Guzianka Wielka i Nidzkic. Na miejscu stacja PKP, przystanek PKS, poc2ta, restauracja, sklepy. W Rucianem-Nidzie są zakłady przemysłowe: duży tartak, jedna z nielicznych w kraju łusz-czarni nasion drzew iglastych, fabryka płyt pilśniowych. W odległości 6 km na zachodnim brzegu Jez. Nidz-kiego leży leśniczówka Pranie, ulubione miejsce pobytu K.I. Gałczyńskiego, gdzie poeta napisał wiele utworów, między innymi „Kronikę Olsztyńską”.

OTW PTTK ul. Wczasów 17, 12-220 Ruciane Nida

11 miejsc noclegowych w budynku cal. + 228 miejsc noclegowych w domkach campingowych
pole namiotowe na 200 miejsc jadłodajnia na 152 miejsca, kawiarnia na 60 miejsc duża wypożyczalnia sprzętu pływającego, w tym jednostek żaglowych.

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. VII

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. VII

Pierwsza niedziela każdego października kojarzy się nam- rezerwistom- z grupowym wyjazdem do Kocka na uroczystości rocznicowe walk Samodzielnej Grupy Operacyjnej „ Polesie” gen. dyw. Franciszka Kleeberga-z Niemcami w 1939 r. (02- 05.X). Zapraszani byliśmy przez zaprzyjaźniony, współpracujący z nami KOR- LOK- Lubartów, któremu prezesował nieodżałowany kolega- mjr rez., lekarz stomatolog Henryk Czechowski (zmarł nagle w styczniu 2000 r.). Bywaliśmy u siebie wielokrotnie, wymieniając doświadczenia, pogłębiając wiedzę z historii Polski i nawiązywaliśmy wspólnie nowe przyjaźnie. Kwaterując w ośrodku wypoczynkowym w Firleju, zwiedzaliśmy pola bitewne w okolicy Kocka i Woli Gutowskiej, Pałac Jabłonowskich w Kocku, Zamoyskich w Kozłówce itp. Do znaczniejszych spotkań trzeba zaliczyć Ogólnopolski Zlot Aktywu KOR – LOK w dniach 30. IX- 02. X. 1994 r., zorganizowany przez Lubartów w Kocku. Przybyło wtedy 108 delegatów z Białegostoku, Jasła, Krakowa, Lubartowa, Lublina, Nałęczowa, Skołyszyna i Warki (11 osób).

W 1996 r. kol. Czechowski był komendantem naszej kolejnej podróży historycznej do Włoch, z której później wydał ilustrowany pamiętnik. Należał do „Towarzystwa Przyjaciół Pokucia” z siedzibą we Wrocławiu (ojciec Jego był do 1939 r. dyrektorem gimnazjum w Kołomyi), dzięki czemu rezerwiści z KOR- Warka uczestniczyli w pielgrzymce na Odpust Matki Boskiej Kołomyjskiej (ostatnia niedziela sierpnia), a właściwie dziesięciodniowej podróży historycznej, zwiedzając prastare ziemie polskie, począwszy od zamków- do zapomnianych zbiorowych mogił pomordowanych przez Ukraińców Polaków. Po śmierci kol. Czechowskiego KOR- LOK-Lubartów prowadził por. rez. mgr inż. Jan Żaczek, ale kontakty urwały się.

Mając w programie działania LOK współpracę z innymi klubami, w latach 70- tych pierwszym był KOR- Mogielnica, prowadzony przez kol. mjr-a rez. mgr-a Tadeusza Szczepańskiego. Byliśmy u nich na uroczystości jubileuszu dziesięciolecia delegacji, której przewodniczył kol. Stefan Batte. Nawiązaliśmy kontakty z KOR- Białobrzegi, któremu prezesował kol. kpt. rez. mgr Siedź. Współpracowaliśmy z KOR- Huta Warszawa i razem wyjeżdżaliśmy do prac społecznych przy odnawianiu starówki w Zamościu. Tę akcję prof. Wiktora Zina pilotowali kol. Stefan Batte i kol. Jan Bienias. Mieliśmy przyjemne kontakty z KOR przy Nowej Hucie, dzięki tamtejszemu działaczowi LOK- kol. Józefowi Plasze (mojemu sąsiadowi z Lubelszczyzny). Uczestniczyliśmy w zawodach sportowo- obronnych na ich strzelnicach i u nas, a oficerem łącznikowym był kol. kpt. rez. mgr Stanisław Kowalski.

Cenimy sobie stary kontakt z KOR- LOK przy Uniwersytecie Przyrodniczym (dawniej Akademia Rolnicza) w Lublinie, gdzie od lat prezesuje prof. dr hab. Józef Kołodziej. Jesteśmy zawsze zapraszani na Ich okolicznościowe uroczystości. W 2000 r. zorganizowali wieloetapowe Drużynowe Zawody Strzeleckie dla rezerwistów i oficerów służby czynnej W.P., obejmujące wschodnią część Polski. Następnego roku my wspólnie powtórzyliśmy podobne zawody (jak zwykle- zwyciężając, dzięki niestrudzonemu instruktorowi strzelectwa kol. mjr. rez. inż. Andrzejowi Węgielkowi).

Mieliśmy wspólne spotkania integracyjne z organizacją zakładową LOK- Radoskór, którzy przyjeżdżali do Warki całymi autokarami, podziwiali naszą pracę i miasto. Opiekowali się nimi nasi kochani koledzy: śp. Stanisław Rutkowski i śp. Andrzej Buczek. W latach 80- tych kol. kpt. rez. mgr inż. Witold Batte, Kierownik Sekcji Wodnej, nawiązał kontakt z LOK- „Energoprem” w Radomiu, którym kierowali bracia Kaczorowscy i szczególnie kol. Wacław wyprowadził nasz „KOREK” na szerokie wody- Polski i Europy, co później wpłynęło na serię sukcesów naszych kajakarzy. Wspólnie z „Energopremem” organizowaliśmy rokrocznie spływy Pilicą dla dzieci niepełnosprawnych.

Inspirowany przez nas LOK- Skaryszew wybudował własną strzelnicę, na której często w latach 90- tych organizowaliśmy różne wojewódzkie zawody. Dzięki nim poznaliśmy zapach przedwojennego jarmarku.

Do przyjaznych kontaktów należy wieloletnia współpraca z KOR- LOK- Jasło (dawniej przy Z.T.S. „Gamrat”). Prezesem był wspaniały kolega mjr rez. mgr Władysław Kuźma, obecnie Prezes Związku Sybiraków tamtego rejonu, a KOR (KŻR)- LOK- Jasło prowadzi kol. por. rez. dr Bronisław Brach. Odwiedzamy się wspólnie. Bywamy u Nich całymi grupami, nawet po kilka dni, kwaterując w ośrodku wypoczynkowym w Faluszu. Dzięki Ich gościnności i serdeczności poznaliśmy dużo pamiątek po powstaniach narodowych, walkach Legionów w I wojnie światowej, Przełęcz Dukielską, dom rodzinny „Hubala”, Zakłady Tworzyw Sztucznych „Gamrat” itd.

Już w kilka lat po powstaniu w Warce Klubu Oficerów Rezerwy, rozniosło się echem o naszej patriotycznej i wszechstronnej działalności, co skłoniło Prezesa KOR-LOK- Nałęczów ppłk-a rez. mgr-a Leona Ginalskiego, wspaniałego człowieka, do zaproszenia nas do Nałęczowa. Pierwszy wyjazd grupowy autokarem z FUM- Warka zorganizowała sekcja „ Rodzina w Klubie”. Oficjalne spotkanie odbyło się w Sanatorium dla Rolników, gdzie gościnny dyrektor- kol. por. rez. mgr inż. Stanisław Gil podejmował nas obiadami. Zwiedzanie uzdrowiska z jego pamiątkami, nekropolią i muzeami: Bolesława Prusa i Stefana Żeromskiego, Spółdzielczości, zajęło cały dzień. To był szczęśliwy początek naszych kontaktów, które trwają nadal. Dzięki miłej atmosferze, charakterowi spotkań organizowanych przeważnie w Pałacu Małachowskich, mamy możliwość osobistego poznania wielu generałów, senatorów, posłów, ludzi kultury i sztuki oraz innych osób zasłużonych dla Polski. Nałęczowianie też dobrze czują się w Warce, odwiedzają Muzeum Pułaskiego, pamiętają o Powstańcach. Przyczółku Warecko- Magnuszewskim, korzystają ze strzelnicy. Mamy też przyjemność spotykać się razem na licznych imprezach LOK w kraju.

Wspólnie z zaprzyjaźnionymi klubami tworzymy zbiorową tożsamość!

Prezes Honorowy KŻR ppłk Dariusz Kossakowski Tel. 607-164-851

Moje harcerstwo zaczęło się w Modliborzycach

Moje harcerstwo zaczęło się w Modliborzycach

Przez całą okupację, bardzo często sołtys przyprowadzał do dziadków na kwaterę różnych niemieckich urzędników i wojskowych. Jedli i mieszkali, nawet po kilka dni, tygodni. Na początku lata 1942r. zamieszkał Niemiec, cywil, nosił w klapie okrągły znaczek NSDAP; jakiś urzędnik od wywożenia Polaków do pracy w Rzeszy. Pierwszego dnia pobytu, zaraz po obiedzie, zachciało mu się wódki. Ponieważ w domu jej nie było, a on nie wiedział gdzie kupić, matka poleciła mi zaprowadzić go do restauracji p. Osińskiej przy ul. Zaborskiej. Wyszliśmy do miasta po 18:00. Wtedy już obowiązywała Żydów godzina policyjna. Idąc lewą strona, ul. Piłsudskiego, z drugiego mieszkania, za domem doktora Zielińskiego otworzyły się nagle drzwi i wyszedł młody Żyd, wysoki, w białej koszuli, zielonych spodniach i czarnych oficerkach. Ponieważ na ulicy było pusto, Niemiec zorientował się zaraz, że to Żyd. Ten stanął obok drzwi blady, jak „słup soli” i podniósł ręce do góry. Krępy, średniego wzrostu Niemiec, wyjął spod marynarki pistolet i wymierzył w Żyda. Stojąc przy Niemcu, błyskawicznie podbiłem mu rękę z pistoletem do góry. Równocześnie padł strzał, ale w powietrze. Żyd osunął się na ziemię, Niemiec spojrzał groźnie na mnie, później na Żyda i zaczął się ogromnie śmiać. Nie wiedziałem z czego. Pokazał mi ręka, jego mokre spodnie!

Odcia,gna,łem Niemca od tego Żyda i poszliśmy dalej. Całe to wydarzenie widzieli przez okna przerażeni Żydzi. W przedostatnim domu, przed ul. Zamkową było otwarte okno, przez które dochodził glos modlącego się Żyda. Niemiec zajrzał tam po cichu, i później „na migi”, kazał mnie to samo zrobić. W niewielkim pokoju za stołem, tyłem do okna, a twarzą do jakiegoś kredensu, głośno modlił się Żyd. Był w stroju rytualnym („cycałe”), kiwał się bez przerwy, po lewej stronie paliła się w niewielkim lichtarzu świeczka. Znowu wyjął pistolet. Przeraziłem się. Przytknął palec do ust, żebym był cicho, pomachał ręka, uspokajająco i wskazał na świeczkę, którą jednym strzałem zgasił. Z mieszkania Żyda dochodziły jakieś krzyki, hałas. U p. Osińskiej kupił cztery butelki wódki, włożył do teczki i wróciliśmy do domu. Popił i po kolacji poszedł sam do miasta. Podobno kazał otworzyć „Judenrad” i złośliwie zalał tam atramentem kilka kart jakiejś księgi z dokumentami, nakazując przepisanie ich do rana. Kilkunastu Żydów pisało całą noc. Na drugi dzień rano, jak Niemiec poszedł do gminy, zebrała się przed naszym domem duża gromada Żydów, może ze dwieście osób. Dziękowali mojej matce za uratowanie Żyda od śmierci. Nie mieli słów podzięki i zachwytu za moja, odwagę. Ciekaw jestem, co by Żydzi myśleli, gdyby przy mnie Niemiec zastrzelił Żyda ? Oskarżyli by mnie, że Niemca „napuściłem”. A było ich wtedy w Modliborzycach ze dwa i pół tysiąca. Od tej pory, napotkani w mieście Żydzi, pokazywali mnie palcami i zaczęli nawet się kłaniać!

W południe 26 sierpnia 1942r. jakiś niepokój na ulicy Janowskiej. Biegnę i widzę po lewej stronie Niemców w mundurach Schutzpolizei, koło domu Pankowskich. Oficerze szpicrutą, stoi na środku ulicy, a kilku wynosi z domu jakieś książki, papiery i wrzuca do palącego się na podwórku ogniska. Wszystko widać dokładnie, bo nie było tam płotu. Widzę nawet obraz Matki Boskiej w ramach, Niemiec go rozbiera, ogląda i też wrzuca do ognia. Stałem bardzo blisko, więc oficer przepędził mnie, uderzając po nogach szpicrutą. Przeszedłem na druga, stronę ulicy i usiadłem na ławce przed domem vis a vis. Po pewnym czasie Niemcy odeszli w kierunku rynku. Tego dnia chcieli aresztować Kazimierza Pankowskiego, ale im uciekł. Następnie poszli po Wacława Pikulę, który ostrzeżony przez kuzyna Heńka Pikulę (kadeta), też zbiegł. To samo było tego dnia z Klimkiem Głowackim. Zaplanowana akcja nie udała się Niemcom, więc wzięli na zakładników: za Wacława Pikulę – jego ojca Dominika i brata Kazimierza, a za Klemensa Głowackiego też jego ojca Ignacego i brata Longina, których później, za górą „Cegielnią” na polu, rozstrzelali. To były następne ofiary za ruch oporu, które w Modliborzycach widziałem. Później dowiedziałem się, że Głowacki, Pankowski i Pikula należeli do Polskiej Organizacji Zbrojnej.

W osadzie zapanował większy strach przed okupantem. Ulice opustoszały, ludzie rozmawiali półgłosem. Dopiero wieczór, przemykano się opłotkami do znajomych.Okna szczelnie zasłaniano i spuszczano psy z łańcuchów. Ogólne przygnębienie. Do tego, zakradająca się bieda ludności, szczególnie narodowości żydowskiej. Dawne gry harcerskie: zwiad, zasadzki, podchody, były teraz prawdziwe i emocjonalne, ale ja tęskniłem do biwaków, wędrówek leśnych, budowy szałasów itp. Dlatego chętnie korzystałem z każdej okazji wyjazdu do lasu, na które zabierał mnie dziadzio Orłowski.

Z tego okresu zapamiętałem szczególnie jeden z wyjazdów po drewno opałowe. Pojechaliśmy raniutko, dużym parokonnym wozem, daleko, do jakiegoś gajowego. Zabudowania samotne, na niewielkiej polanie. Dziadzio z gajowym pojechali w głąb lasu.; ja pozostałem w gajówce. Tam trafiłem na skromne śniadanie, do którego usiadło pięcioro dzieci i stary dziadek, no i ja. Gospodyni postawiła na środku szerokiej ławy, dużą gliniana, miskę parujących kartofli „ w całości|”, na których leżało siedem skwarków słoniny, oraz przed każdym mała, glinianą miskę z gotowana, serwatka,. W żółtej serwatce, pływały pojedyncze okruchy białego sera. Jedliśmy łyżkami. Nic w tym szczególnego – pierwszy raz w życiu jadłem gotowaną serwatkę z kartoflami, ale czułem, że nędznie żyją, że jest tam bieda, bo jak dziadek chciał łyżka, wziąć skwarek z kartofli, dzieci, widząc to, szybko uderzały swoimi w łyżkę dziadka i skwarek wracał na kartofle. Scenę tę często mam przed oczyma, szczególnie, jak obecnie obserwuję marudzące dzieci przyjedzeniu.

Na początku września 1942r., przyjechał do nas dentysta z Łęcznej, Żyd, dr Zeman z synem Gutkiem. Gutek miał rodzinę w Modliborzycach, do której przed wojna., często przyjeżdżał w wakacje i bawił się z nami na łąkach, kąpał się i pływał po Sannie moim kajakiem, na Zamłyniu grał w piłkę, a na błoniu w palanta i pekę. Smakował mu chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Kolegował się z chłopcami z naszej ulicy, szczególnie z Józkiem Estką i Wojtkiem Wojtowiczem. Należał w Lęcznie do harcerstwa żydowskiego; widziałem go w ich mundurku: biała koszula, czarne wąskie do kolan spodenki i białe podkolanówki z pomponami. Dr Zeman przewidując zamknięcie ich w Getcie, prosił o możliwość pozostawienia syna w naszym domu. Może się tu przechowa: gdzie często kwaterują Niemcy, w rodzinie jest ksiądz itd. bo mówi się ..że pod latarnią jest najciemniej”‘ . Gutek nie nosił gwiazdy Dawida i nie był podobny do Żyda. Ojciec jego miał na lewej piersi, przyszyta, sześcioramienną żółta, gwiazdę. Nosił ja, przepisowo od 1 września 1941 r.,Gutek został u nas. Był smutny, tęsknił i na kilka dni przed wypędzeniem Żydów, uciekł do rodziców.

We wrześniu Niemcy zarządzili wysiedlenie z Modliborzyc wszystkich Żydów do getta w Zaklikowie. Mieli zebrać się rano na rynku, z podręcznym bagażem. Przetransportowano ich furmankami [jak mieli pieniądze], część pieszo. Dużo ich zostało, po drodze, „na wieki”.

Z Zaklikowa, grupami, odjeżdżali towarowymi wagonami w nieznane. Jak zwykle ciekawski, biegałem po ulicach, szukając znajomych twarzy. Szczególnie profesora medycyny Gotliba z Wiednia, bywał u nas często. Profesorkę Konserwatorium w Wiedniu, która mieszkała u pp. Kubickich i uczyła mnie gry na fortepianie. Eryki, ślicznej dziewczyny, mieszkała z rodzicami przy ul. Kowalskiej. W Modliborzycach pozostała (nie na długo) tylko piękna wiedenka -„ Mauzi”, o której względy zabiegali nie tylko oficerowie niemieccy, ale i Olek Gerlicz, dziedzic ze Stojeszyna. Miała w naszej miejscowości, przyjaciółkę. Wracając z rynku, zauważyłem na ul. Błotnej grupkę osób przed domem pp. Krasowskich. Frontowy pokój miał pootwierane okna. U nich też mieszkali Żydzi wiedeńscy, starsze małżeństwo. On był jakimś profesorem chemii. Podszedłem i usłyszałem, że nie żyja,. Wszedłem do środka i zobaczyłem leżące na podwójnym łóżku, dwa martwe ciała. Leżeli równo na wznak, obok siebie. Łóżka przykryte czystymi, białymi prześcieradłami, oni oboje ładnie ubrani na czarno. Mężczyzna leżał od okna; ręce mieli złożone na piersiach. Wyglądali bardzo dostojnie. Na szafkach nocnych, stały dwie szklane zlewki laboratoryjne z białym osadem na ściankach. Prawdopodobnie w nocy oboje otruli się, przewidując uciążliwy i tragiczny koniec. To zdarzenie też zaliczam do swoich harcerskich wspomnień.

Rok 1942 szczególnie był tragiczny dla nas harcerzy. W styczniu ginie mój ojciec , w sierpniu nasz zastępowy Stach Pikula traci ojca i brata, a 2 października druh Marian Torla (Nunek) traci ojca. Nasiliły się aresztowania i Niemcy zabrali z domów w dniu 2 października 1942r. członków POZ (Grupa Oddział Wspomagający): p.p. Tomasza Pietrasa, Henryka i Stanisława Saganów (z Dapia), chorążego Stanisława Torlę, Henryka Saję i Brodzisza (z Modliborzyc). Aresztowanych wywożą ciężarówka, i tego samego dnia rozstrzelali ich w lesie za Kraśnikiem. Śmierci uniknął tylko p. Brodzisz, były wojskowy, który wyrwał się Niemcowi i uciekając zygzakiem pomiędzy drzewami, nie dał się zastrzelić. Później wrócił do Modliborzyc i ukrywał się do końca wojny. 26 października nowy cios dla rodziny naszego zastępowego. W jarach, koło wsi Bilsko, zastrzelono kilku ukrywających się partyzantów członków POZ (AK), a wśród nich dowódcę miejscowej placówki, ppor. Wacława Pikulę – brata Stacha.

Po rozpracowaniu tajnej organizacji wojskowej, do której należeli: Głowacki, Pankowski i Pikula, społeczeństwo Modliborzyc, zaczęło ostrożnie rozglądać się za szpiclami, donosicielami, kolaborantami, współpracującymi z „granatowa,” Policja, Polska, i Niemcami. Podejrzewano o to wiele osób z Modliborzyc i okolicy, ale pewności nie było. Będąc wtajemniczony w wiele spraw, dostałem polecenie od wujka Olesia, aby dowiedzieć się, ile mogę. o Grempczyku już wtedy „szarej eminencji”. Był wysiedlonym z poznańskiego, mieszkał na Kol. Zamek u pp. Drzymałów, razem ze stara, matka, i młoda, kobietą. W okupację pracował w Gminie Modliborzyce i bywał często w dworku na Kol. Zamek, gdzie mieściło się wtedy Leśnictwo. Do Zamku, chodziłem w ramach tajnego nauczania, na lekcje do p. Wandy Kowalińskiej, też wysiedlonej z poznańskiego, z która, to rodziną Grempczyk utrzymywał bliższy kontakt. Grempczyk miał bryczkę i zatrudniał jako woźnicę okresowo Stanisława Pasztaleńca (był kulawy). P. Pasztaleniec woził często, po okolicy, kobietę mieszkająca z Grempczykiem. Jeździła w podejrzanych sprawach. Po pewnym czasie, Grempczyk wydał Niemcom p. Pasztaleńca za kontakty z podziemiem. Aresztowany, przebywał w obozie w Puławach, później na Zamku Lubelskim i tam zamordowany. Po wypędzeniu Żydów w 1942r., i przez następny rok, Grempczyk często chodził nocami po Modliborzycach, węszył za ukrywającymi się Żydami i ich kontaktami z Polakami. Widywałem go w czasie pełnienia nocnych wart. Nawet raz w nocy przepędził, mnie jak go spotkałem koło domu p. Tomiły, przy ul. Piłsudskiego. Nie wiem co się z nim stało, ale chyba uciekł razem z Niemcami.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m