Archiwa tagu: gmina

NATURA 2000 wzdłuż Doliny Rzeki Pilicy

Dolina Górnej Pilicy

Powierzchnia: 11548.4 ha, Kod obszaru: PLH26_08, Gminy: Przedbórz, Masłowice, Wielgomłyny, Kluczewsko, Żytno, Włoszczowa, Krasocin, Koniecpol, Secemin, Szczekociny, Moskorzew, Słupia (Jędrzejowska). Forma ochrony w ramach sieci Natura 2000: specjalny obszar ochrony siedlisk (Dyrektywa Siedliskowa)

Continue reading “NATURA 2000 wzdłuż Doliny Rzeki Pilicy” »

Słodkie wspomnienia

Jak to się stało, że tuż obok, na wschodnich rubieżach wsi Jasieniec wyrosła wioska o dźwięcznej nazwie Czersk, nikt już dziś tego nie dociecze. To, że nowe domy wznosiły się obok jasienieckich, nie jest znów takie dziwne, zważywszy ze Jasieniec rozrastał się ponad miarę i ludzi przybywało zewsząd mrowie, zwłaszcza w końcu XIX wieku. Dlaczego jednak wyodrębniła się zupełnie nowa wieś oddzielona od Jasieńca jedynie krótką uliczką, nie wiadomo. Nawet jeden z najstarszych mieszkańców wioski – Jan Wągrodzki, wielki miłośnik Jasieńca i znawca jego przeszłości – bezradnie rozkładał ręce. Na nic się zdały jego wieloletnie w tym zakresie badania i znakomita mimo upływu lat – pamięć. Ponadto nie było w pobliżu żadnych czarnych lasów, ani też ciemnych wód, by stąd choćby wywodzić nazwę przysiółka. Jedynymi „ciemnymi” plamami w okolicy, były dość podmokłe grunty, położone w okolicach leniwie tu meandrującej Kraski, ciągnące się od Warpęsów po Boglewską Wolę. To zaś było raczej powodem do dumy niż wstydu. Co by jednak nie mówić, był sobie ten drugi Czersk pod Jasieńcem nie bez kozery, bowiem nazwa ta wielce przewrotnie nadaną mu była.

Być może nie warto byłoby nawet o tym wspominać, ot wioska jak inne, niczym szczególnym się z pozoru nie wyróżnia. Warte jednak wspomnień, są jej bliźniacze związki z przyległym Jasieńcem, a były to zależności nie byle jakie. Czersk bowiem był przedsionkiem Jasieńca i jego sypialnią, efektem wielkoprzemysłowych aspiracji i krzty zjadliwości jakiejś. Toć to Czersk przecie był wsią służebną Jasieńca, a kto by tam dochodził, który to Czersk.

Aby jednak ustalić wzajemne relacji obydwu wsi, należy odnieść się do dziejów Jasieńca.

Pierwsze informacje o Jasieńcu pochodzą z około połowy wieku XIV. Wówczas to ukazał się pierwszy dokument, w którym wzmiankowano jasieniecką parafię, choć informacje o istniejącym we wsi kościele, są prawie o sto lat wcześniejsze! Wzmianka ta dotyczyła parafii już istniejącej i wprzęgniętej w administracyjny mechanizm polskiej państwowości. Młodej jeszcze co prawda, ale już dobrze okrzepłej. Jej dzieje sięgają prawdopodobnie wieku XII, jako że wówczas to – z fundacji rodziny Jasienieckich herbu Jasieńczyk – wystawiono tu niewielki drewniany kościółek. Parafię erygowano nieco później, podkreślając w ten sposób nadrzędność wioski w stosunku do sąsiednich.

Był więc kościółek w Jasieńcu symbolem władzy i świadectwem możności wsi. Wznoszono w nim modły przez długie lata, aż zdarzyło się nieszczęście! Zaprószony ogień szybko strawił świątyńkę, i miejscowy pleban, którego wymieniono w dokumentach z 1472 roku – Mikołaj Warponż, przez pewien czas odprawiał msze pod prostym krzyżem, prosząc wiernych o datki i pokorę. Widać działania jego na coś się przydały, bowiem może to dzięki nim lub ślepej fortunie, w niedługim czasie wzniesiono we wsi kolejną drewnianą budowlę, wyświęcając ją w 1603 roku i ofiarowując Duchowi Świętemu. Parafii stawała się coraz obszerniejsza. W roku 1540 należało do niej 21 wsi, ale już w roku 1616 stanowiła ona religijne centrum dla 27 miejscowości okolicznych. Była drugą co do wielkości po parafii grójeckiej.

Czas jednak robił swoje. Mimo opieki wiernych w ponad wiek potem i ten kościół uległ zniszczeniu. Może było to umyślne działanie patrona kościoła, bowiem w niedługi czas po tym wydarzeniu, sam kasztelan ciechanowski, Władysław Grzegorzewski, generał major regimentu gwardii królewskiej, darował nieco grosza na budowę nowego, murowanego już kościoła. Muratorzy przystąpili do budowy w 1747 roku pod nadzorem znakomitego, a wielce sławnego architekta i autora projektu budowli – Jakuba Fontany, kończąc ją w roku 1754.

Wielkie to były dla Jasieńca dni. Kościół jaśniał tysiącem świec, grzmiąc wspaniałymi akordami dziękczynnych hymnów i naprawdę cieszył oczy harmonią kształtów. Było na co patrzeć.

Nazwa wsi Jasieniec jest typową nazwą florystyczną i pochodzi bez wątpienia od przepastnych borów porastających niegdyś te okolice, a w których to potężne jesiony prym wiodły, czcią napawając słowiańskich a mazowieckich przecie poddanych. Źródłosłów tej nazwy potwierdza również nazwa niedalekiej, bo odległej od Jasieńca o niespełna 2 km na wschód wsi Jasionna. W roku 1508 pisano tę nazwę – Jassyenycze, ale już w 1569 roku, piszący wymieniali ją w dokumentach jako Jasieniecz.

Zmieniały się czasy, zmieniali się ludzie, a i wieś przechodziła z rąk do rąk. W roku 1819 urodziła się w Jasieńcu jedna z pierwszych polskich emancypantek, prekursorka walk o równouprawnienie kobiet – Eleonora z Gagatnickich Zamięcka. Była ona autorką licznych dzieł filozoficznych i pedagogicznych, między innymi: „Myśli o wychowaniu kobiet” i „Kurs nauk wyższych dla kobiet”, w których pierwsza poruszyła myśl o reformie nauczania i wychowania dziewcząt. Jej śmierć w 1869 roku w niczym nie zmieniła rozwoju Jasieńca. Przeszła bez echa, a ona sama została na długie lata zapomniana, gdyż kolejne rocznice jej śmierci były tak samo ciche jak ona. A warto by choćby z perspektywy lat spojrzeć na jej osiągnięcia w dziedzinie, której poświęciła swoje dość krótkie życie.

Lata jednak mijały. Zmieniały się pokolenia i zmieniał się sam Jasieniec. Choć biednie się żyło siermiężnym poddanym, nie żałowali grosiwa na utrzymanie swojej wspaniałej świątyni. Nie żałowali go także miejscowi i okoliczni dziedzice. Właściciele Jasieńca – Domańscy i Suscy a następnie – Jarnatowscy, na własny koszt przeprowadzali remonty bieżące i fundowali niezbędne wyposażenie.

Gorące widać były modły parafian, skoro w końcu XIX wieku zaczęli do Jasieńca przybywać ludzie z różnych stron kraju, a najwięcej z Mazowsza. Przybywali tu agitowani przez miejscowych posiadaczy, którym przewodzili Jan Tadeusz książę Lubomirski i Antoni Dali Trozzo. Postanowili oni wraz z innymi w Jasieńcu zlokalizować największy wówczas zakład przemysłowy w grójeckiem – cukrownię.

Dlaczego właśnie cukrownię, trudno dziś dociec, w każdym razie oczywistym jest, że powodem wzniesienia tego rzadkiego wówczas zakładu, nie była bynajmniej troska o mieszkańców wsi. Taka była po prostu koniunktura i interesy okolicznych 16 właścicieli okolicznych dóbr, którzy postanowili zbić niezłą fortunę na tym słodkim surowcu.

W roku 1867 Spółka Akcyjna – powołana przez wspomnianych już, a co zamożniejszych ziemian – uruchomiła ów zakład, dając zatrudnienie i chleb wielu mało i bezrolnym chłopom. Oni to właśnie stawiali pierwsze niewielkie domki nieopodal Jasieńca, znajdując tam wypoczynek i dach nad głową. Czersk – bo tak później nazwano ów przysiółek – co prawda widzieli jedynie nocą, bowiem w dzień pochłaniała ich wyczerpująca praca w ja-sienieckiej cukrowni. Jej budynki wzniesiono tuż u zbiegu dróg wiodących z Grójca do Warki i z Jasieńca do Zbroszy i Białobrzegów przez Promnę. Nadano jej nazwę „Czersk”.

I w tej nazwie należy szukać rozwiązania owej zagadki związanej z nazwą przyjasienieckiego Czerska. Otóż Jasieniec nie był lak bardzo znany. Kojarzył się z Jasieńcem radomskim, a to nie rokowało dobrej reklamy cukrowni. Użyto więc przewrotnie nazwy „Czersk”, aby zakład jednoznacznie kojarzył się z ziemią czerską, a ów Czersk był przecie w całej Rzeczypospolitej znany. Ponieważ owa pod jasieniecka osada pracowników cukrowni, położona była opodal zakładu, oddzielona jedynie parkiem dworskim, przeto z czasem – około 1880 roku – Czerskiem ją nazwano, potwierdzając ją jako integralną część cukrowni.

Wspomnieć się godzi, że od tego czasu datuje się historia przeprowadzonego przez Jasieniec traktu grójecko – wareckiego. Niegdyś przed laty najkrótszy szlak z Grójca do Warki wiódł przez Krobów, Kociszew, Olszany, Międzechów i Laski. Z chwilą uruchomienia jasienieckiej cukrowni, dawny szlak został poniekąd zaniechany, bowiem Jasieniec odtąd stanowił ważny etap na nowej trasie, którą przeprowadzono od Skurowa przez Pabierowice, Rytomoczydła i Nową Wieś, łącząc w ten sposób majątki liczących się w okolicy dziedziców, wśród których był właściciel Boglewic – Edward Berson. Cóż, byli przecież udziałowcami i chyba dobrze się stało, bowiem droga ta dla Jasieńca stała się pierwszym i strategicznym oknem na świat. Drugie okno otworzyła – uruchomiona w roku 1920 – bocznica grójeckiej kolejki wąskotorowej.

Pełną parą pracowały myjnie i destylarnie. Wioska rozrastała się i zamożniała. Powołano Straż Ogniową i orkiestrę dętą, wielką wówczas rzadkość na polskiej prowincji. Instrumenty kosztowały krocie! Instytucje te stanowiły wielką dumę mieszkańców Jasieńca i nie lada zazdrość wzbudzały w okolicy. Członkami Straży byli przedstawiciele miejscowej elity i ksiądz proboszcz także! Jasieniec przeżywał okres największej prosperity.

Mimo niewątpliwych korzyści wynikających z uruchomienia tu właśnie cukrowni, co pozwoliło na wzrost zamożności mieszkańców, urbanizację wioski i jej kulturalny rozwój – była tu nawet świetlica, szkoła dla dzieci pracowników, a nawet szpital dla ubogich, mający długoletnią tradycję od 1737 roku – nieszczęście przyszło nagle. Kryzys owych czasów nie ominął i jasienieckiej cukrowni. Z szesnastu członków założycieli i kilkudziesięciu udziałowców, zaczęli się wykruszać mniej majętni i bardziej narażeni na rynkowe kaprysy. Popyt na cukier – mimo pewnego zapotrzebowania – i taniego surowca produkowanego we wzorcowych wówczas gospodarstwach Suskich i Janaszów w Dańkowie i innych majątkach w okolicach Jasieńca, znacznie zmalał. Upadek firmy był nieuchronny. Co przezorniejsi pozbywali się akcji ratując co się da, inni po prostu zbankrutowali.

Cukrownia zakończyła swoją działalność w 1927 roku, zmuszając wielu pracowników do zarobkowej emigracji do niedalekiej Warszawy i do nędzy tych, których na ową emigrację stać nie było, choćby z braku odwagi. Ostatnim dyrektorem cukrowni był Stanisław Waligórski. Zawiesiła działalność – z powodu braku sponsora – Straż Ogniowa i pokryły się patyną niegdyś złociste hełmy junaków. Wioska stała się smutna i szara. W dawnych budynkach cukrowni zlokalizowano składy i magazyny rolnicze, przejęte przez zarząd komisaryczny. Wkrótce zresztą i te zmieniły właściciela. W niektórych pomieszczono szkołę do dziś zresztą istniejącą pod szyldem Szkoły Mechanizacji Rolnictwa. Znikły pozostałe urządzenia i maszyny, a w dawnym budynku administracji cukrowni przez lata miał swoją siedzibę Urząd Gminy.

Pasmo niepowodzeń trwało. Przeżył Jasieniec trudne lata okupacji. Z trudem wielkim egzystował w powojennej rzeczywistości. W roku 1962 została zlikwidowana trakcja osobowa kolejki łączącej Jasieniec przez Grójec i Piaseczno z Warszawą, a w roku 1965 uległa likwidacji trakcja towarowa. Fascynowano się wówczas możliwością manewrową i tanią eksploatacją samochodów. Zamknięto drugie okno Jasieńca.

W tym mniej więcej okresie nastąpił kolejny zwrot w dziejach wsi. Co światlejsi rolnicy posyłali swoje dzieci do szkół, a te wracały z nich pełne wiedzy i zapału. Na niezbyt urodzajnych gruntach poczęły wyrastać jabłoniowe sady, zieleniejąc się wśród pól i skrząc różnobarwnym kwiatami wiosną. Jasieniec zamożniał. Był to efekt owej tradycyjnej już zadziorności i uporu jasienieckich ludzi, pomnych na swój historyczny rodowód. Zresztą różnie z tą historią bywało i choć niektórzy mieszkańcy gminy biedę klepali, to uporu, wytrwałości i hartu było w nich wiele. Być może cechy te pozostały po licznej tu niegdyś szlachcie zagonowej biedującej w sąsiednich Tworkach i Gośniewicach, których w wieku XVI spora tu ilość była. Nawet w rodowych Gośniewicach zagonów już im nie stało. Ba, sami Gośniewscy herbu Nowina liczyli w roku 1504 tylko 10 głów, ale w roku 1540 już 25. Taką biedę klepali, że zmuszała ich ona do wynajmowania się za płatnych, a fałszywych świadków w różnych sądowych sporach pieniaczy, przecież jednak zamożniejszych od nich. Wszystko dla chleba. Może i bieda zmuszała ich do tego, może wrodzone warcholstwo i choć sławni byli z tego, to sławniejsi byli jako niezwykle bitni żołnierza, sławę Jasieńca i Gośniewic daleko poza granice Rzeczpospolitej niosąc. Znano ich dzielność nawet w Prusach!

Niewiele już śladów pozostało po jasienieckiej cukrowni, w miejscu gdzie dziś się znajduje szkolne boisko sportowe. Biegające tam dzieci nawet nie wiedzą, iż przed niewielu przecież laty, miejsce to było obiektem dumy mieszkańców Jasieńca, ich źródłem egzystencji i…pożądania przybyszów. O cukrowni nie pozostały nawet słodkie wspomnienia! Zapomnienie pochłonęło ją tak samo, jak podobne jej zakłady w okolicy: młyn parowy w Falęcinie czy fabryki płótna w Grójcu i Błędowie.

Jedynym śladem tamtych czasów są na pewno dość dobrze zachowane okoliczne dwory i ich pozostałości położone w okolicach Jasieńca. Wiele przetrwały, ale świadczą o solidności wykonania, okraszonego dywidendami z jasienieckiej cukrowni. Warto popatrzeć na piękne budowle w niedalekich Pabierowicach, Turowicach, Woli Boglewskiej czy Woli Łychowskiej. Trzeba odwiedzić przepiękne Warpęsy rodziny Suskich. Wspaniała to historia i temat na wiele opowiadań. Dzieje każdej z tych miejscowości to swoista lekcja tradycji i patriotyzmu, lekcja historii.

Mimo wielu zmian, zatarcia śladów dawnej pięknej przeszłości, jest dziś Jasieniec dużą wsią gminną i siedzibą władz lokalnych. Nadal dominuje nad okolicznymi wioskami i jest stolicą parafii obecnie pod wezwaniem Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny. Takim chyba już pozostanie. Jak dawniej sąsiaduje z Czerskiem, którego miano powoli wychodzi z użycia. Choć ten ostatni nadal pozostaje odrębną jednostką administracyjną, to dziś rzadko już kto przyzna się do tego, że mieszka w Czersku, cedując to na rzecz Jasieńca.

W miarę upływu czasu wiele się wokół Jasieńca zmieniło. Popadające niegdyś w ruinę okoliczne dwory we wspomnianych już miejscowościach, zaczynają żyć ponownie. Pieczołowicie restaurowane, tkwią w otaczających je pięknych parkach i choć wszystkie wymagają jeszcze wielu prac, są świadectwem. tych, którzy w niech niegdyś mieszkali, przyczyniając się walnie do niegdysiejszej, a może i dzisiejszej sławy Jasieńca. Może owa wielkość wynika z nadmiaru lokalnego patriotyzmu mieszkańców, pomnych że właśnie tu istniał niegdyś zakład, którego już nie ma i nigdy już chyba w tym regionie nie będzie.

Nazwa jasienieckiego przysiółka Czersk pozostała tylko dla podtrzymania tradycji, choć może dziwnym zrządzeniem losu, nazwa ta podtrzymuje pamięć o wielkoprzemysłowych ambicjach Jasieńca.

Autor: Andrzej Zygmunt Rola – Stezycki, Dyrektor