historia

Historia kompleksu „Puszcza Kozienicka”

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozie­nicach
Renata Maj it-​kozienice@​wp.​pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

Czytaj dalej

Historia i charakterystyka kajaka

Mówiąc o kajaku należy sprecyzować jego pojęcie. Według definicji i kategorii sportowych jest to łódź o kształcie wrzecio­nowatym, ostro zakończona na dziobie i rufie, przykryta pokładem z kokpitem, w którym siedzi kajakarz twarzą do kierunku jazdy i napędza ją wiosłem dwu piórowym, trzymanym swobodnie w rękach i nie opartym o żadne urządzenie. Kanadyjka różni się od kajaka tym, że ma dziób i rufę nie tak długie jak kajak i charak­te­ry­stycznie podwinięte do góry, może mieć pokład lub nie, a zawodnik klęczy na jednym kolanie i posługuje się wiosłem jedno­piórowym swobodnie trzymanym w rękach. Ta forma łodzi, jak i sposób wiosłowania, przetrwały do dzisiaj od czasów najdawniejszych.

Wśród licznych definicji kajaka należałoby przytoczyć jedną podaną przez Zbigniewa Grzywa­czew­skiego, Stefana Kalickiego, Juliusza Kruszew­skiego i Przemysława Nocona w „Ilustrowanej encyklopedii dla wszystkich — okręty i żegluga”. Mówi ona o tym, że kajak jest lekką łódką jedno­osobową lub dwuosobową, częściowo zapokła­dowaną, napędzaną wiosłami dwu-​​piórowymi przez wioślarzy siedzących w kierunku jazdy. Kajaki charak­te­ryzują się bardzo lekką konstrukcją i małym zanurzeniem, wykonywane są z drewna, sklejki lub z tworzyw sztucznych, jako nieroz­bieralne lub składane (składaki). Pierwotne konstrukcje kajaków stosowane były przez Eskimosów i miały poszycie skórzane. Niektóre kajaki bywają wyposażone w sprzęt żaglowy i boczne miecze.

W najdaw­niejszych czasach łódź była podstawowym sprzętem domowym. Służyła do podró­żowania, polowania i walki z innymi plemionami. Dzisiejszy kajak, łódź wioślarska, tratwa, żaglówka — to nie tylko w przenośni — ze wspólnego pnia. Drzewo genealo­giczne wodnych dyscyplin sportu i turystyki sięga daleko wstecz i jest mocno rozga­łęzione. Świadczą o tym liczne, do dziś zachowane pamiątki z przeszłości. One to właśnie mówią, jak w zależności od miejscowych warunków powstawały różne typy łodzi: od starych kanoe, używanych do dziś przez północ­no­ame­ry­kańskich Indian z plemion: Irokezów, Siuksów i Apaczów do kajaków Eskimosów, konstru­owanych z przeróżnych materiałów. Trzeba dodać, że właśnie na kanoe Indianie dokonywali cudów zręczności na górskich rzekach kanadyjskich, podczas gdy Eskimosi dopro­wadzili do perfekcji jazdę na kajakach po morzu. Mówią o tym ludowe przekazy: legendy, ballady i pieśni, których ślady znajdujemy w literaturze ludzi białych, a także potomków miesz­kańców tych krain.

Wykopaliska arche­olo­giczne stale pozwalają przesuwać wstecz datę narodzin kajaka i kanoe. Np. brytyjski archeolog sir Leonard Wolley, prowadzący badania w ruinach miasta Ur znajdu­jącego się na terytorium dzisiejszego Iraku, znalazł grób jednego z sumeryjskich królów. W grobie znajdował się wykonany ze srebra model kanoe i wiosła. Wiek tego znaleziska ocenia się na około 6000 lat. Prace wykopa­liskowe prowadzone w Egipcie dowodzą, że już na ponad 2000 lat p.n.e. były tam w użytku łodzie, podobne kształtem do wielo­oso­bowych kanadyjek. Sposób wiosłowania Egipcjan podobny był do stylu stoso­wanego przez Indian. W sławnym muzeum perga­mońskim w Berlinie znajduje się rysunek, ryty w kamieniu, przed­sta­wiający taką właśnie kanadyjkę z ośmioma wioślarzami. Natomiast rzeźby w pałacu w Korsabat przekonują nas, że stylem kanadyjskich Indian wiosłowali także Fenicjanie. Podobnie zresztą jak Wikingowie. W tym ostatnim przypadku dowodem jest łódź wojenna wykopana w Szlezwiku, a pochodząca z ok. III w. n.e.

Najstarsze informacje o kajakach czerpiemy zarówno z legend, jak i wykopalisk, znaków runicznych i rzeźb archa­icznych. Warto przypomnieć np. treść starej pieśni islandzkiej, eddy, która mówi o cudownej łodzi Skiddlandmir. Odyn — skandy­nawski bóg wojny, wichru i śmierci mógł ją złożyć i schować do kieszeni kaftana. Jak głosi podanie — konstruktorem tego mitolo­gicznego składaka był karzeł Sindri. Inna opowieść potwierdza chyba fakt, że ludzie północy od bardzo dawna znali składane kajaki. Mówi ona bowiem, że tak zwani Finsee, pół ryby — pół ludzie po wyjściu na ląd zrzucali rybią łuskę i stawali się normalnymi ludźmi. Należy przypuszczać, że po prostu zdejmowali oni skórzane składaki, w których przemierzali morskie odmęty.

O znaczeniu kajaka dla ludzi północy mówią prehi­sto­ryczne znaki runiczne odkryte w jaskiniach, w których ongiś zamiesz­kiwali przodkowie Skandynawów. Obok rysunków nart widnieją tam również wizerunki kajaka. Natomiast na podstawie wykopalisk kanadyjskich udało się odtworzyć szczegóły budowy pierwotnych kanoe. Winnetou i inni bohaterowie powieści Karola Maya mieli szczęście podróżować nie tylko na grzbiecie koni, lecz także w zwinnych, w różne kolory pomalo­wanych kanoe z kory drzew, głównie z brzozy. Północni sąsiedzi Indian, Eskimosi, nie mogli w żaden sposób korzystać z przykładu Irokezów i innych plemion. W walce z morskimi falami potrzebne im były zupełnie inne łodzie niż kanoe z kory. Musiały one być podobnie szybkie i zwrotne, ale jedno­cześnie znacznie bardziej szczelne. Szkielet wykonany z kości lub ości obciągali skórą reniferów albo fok, zosta­wiając jedynie niewielki otwór, przez który wchodzili do kajaka. Otwór ten uszczelniany był skórzaną odzieżą Eskimosów. Przy tym typie łodzi potrzebne było inne wiosło mające pióra po obu stronach. W ten oto sposób powstał prototyp kajaka, który aż do dnia dzisiejszego uległ niewielkim tylko zmianom. Eskimosi osiągnęli prawdziwie mistrzowski poziom w posłu­giwaniu się kajakami. Jak pisze w swej książce arcybiskup Uppsali, Olaus Magnus, w 1597 r. widział on w Aslo (dzisiejszym Oslo), jak sprawnie Eskimosi posłu­giwali się kajakami. Już wtedy potrafili oni wykonywać „eskimoskę”, a więc posiedli umiejętność, którą obecnie powinien mieć każdy zawodnik, jeżeli w przypadku wywrotki nie chce opuścić kajaka, a znowu móc wiosłować. Tak więc prawzo-​​rem dzisiejszego kajaka jest wąskie czółno eskimoskie (co w języku Lapoń­czyków i Eskimosów brzmi „Ka-​​i-​​ak”), zwane też kajakiem grenlandzkim lub alaskim w zależności od okolicy skąd pochodził pierwowzór. Mniejsza łódź używana przez kobiety nosiła nazwę „umiak”. Egzem­plarze kajaka eskimo­skiego można oglądać m.in. w muzeach etnogra­ficznych budapesz­tańskim i florenckim. Są to łodzie o linii w zasadzie mało różniącej się od używanych do dziś w myśliwstwie, rybołówstwie, turystyce i jako środek komunikacji wodnej. Kajak pierwotny — obok nart — był zasad­niczym środkiem lokomocji ludów dalekiej północy. Posłu­giwali się nim mieszkańcy obu brzegów Cieśniny Beringa, nazywając go „bajdarami” (która to nazwa do dziś przetrwała w języku rosyjskim), mieszkańcy Wysp Aleuckich, Czukczowie i syberyjscy Samojedzi. Natomiast prawzór kanadyjek powstał na wschodnich wybrzeżach Kanady. Znane były one również wśród Indian uprawia­jących myślistwo i rybołówstwo, zamiesz­ku­jących północną Alaskę. Staro­in­diańskie mity mówią o perfekcji jazdy indiańskich myśliwych w swych „canoe”, którzy swobodnie pływali na górskich rzekach kanadyjskich, pełnych porohów skalnych, katarakt i wodospadów. Ich ślady znajdujemy w powie­ściach Londona, Meyne Reida, Curwooda czy Grey Ohla — Szarej Sowy. Tak więc można stwierdzić, że używane obecnie w sporcie i turystyce kanadyjki pochodzą w prostej linii od czółen Indian północ­no­ame­ry­kańskich. Sama zaś nazwa z pewnością wywodzi się z wysp Morza Karaib­skiego. Kiedy na przełomie piętnastego i szesnastego wieku przybyli tam Hiszpanie i Portu­galczycy, mieszkańcy wysp nazywali swe czółna „canagua”, która to nazwa została przez odkrywców przekręcona na „canoa”. Od tego słowa powstało angielskie canoe, niemieckie kanu i francuskie canot.

Kształt i forma kajaków i kanadyjek były na przestrzeni wieków różne. Różne były również sposoby ich budowania: od oparcia kształtu na szkielecie z ości ryb i drewna, obcią­gniętym powłoką ze skóry foki lub morsa, zszytej ścięgnami reniferów uszczel­nionymi tłuszczem, poprzez kajaki o drewnianym szkielecie z klepek, sklejek lub forniru cedrowego, mahoniowego czy innego szlachetnego gatunku drewna (regatówki), do bezsz­kie­le­towego z płótna, mat szklanych i żywic polie­strowych. Kanadyjki natomiast w swej pierwotnej formie były drążone z pnia a z czasem budowano je przez obcią­gnięcie szkieletu płatami kory zszytymi włóknem z korzeni jodły. Kształt kajaków i kanadyjek wyczy­nowych znacznie odbiegł od swego pierwowzoru, gdyż został dosto­sowany do wymogów zawodów, a więc do szybkiego poruszania się po wodzie. W sporcie wyczynowym kanadyjki pojawiły się później od kajaków. Natomiast reasumując problem genezy kajaka i kanadyjki, należy stwierdzić, że oprócz głównej linii rozwojowej jednostek pływa­jących, mamy również linie boczne, które osiągnęły już na tym etapie swój punkt szczytowy. Są to właśnie skórzaki — łodzie ze skóry na drewnianym szkielecie a więc kajaki i umiaki eskimoskie, lub łodzie z kory drzew (gre i vindla w Australii, kanadyjka Indian z Ameryki Północnej czy anan Indian z Ziemi Ognistej). Jednostki te świadczą o olbrzymiej umiejętności przysto­sowania się człowieka do warunków każdego środowiska. Trzeba jeszcze mocno podkreślić, że grenlandzkie umiaki i kajaki ze skóry są co najmniej rówie­śnikami dłubanek.

Pierwsze zapoznały się z kajakami narody żeglujące po morzach północnych –przede wszystkim Anglicy, oni też rozpo­wszechnili je w Europie. Angielski badacz Burrcugh, który w II połowie XVI wieku przebywał wśród Samojedów, już w 1556 roku wspomina o kajakach jako o najpo­waż­niejszym środku komunikacji wodnej oraz myślistwa. W 1723 r. nieznany Saksończyk przed­stawił Augustowi Mocnemu, na Łabie, łódź o kształcie kajaka, nazwaną kieszonkową. Jednak dalszych losów tej łodzi nie przekazano, więc należy wnioskować, że król nie docenił tego „cudu techniki”. James Cook, który w latach 1790-​​tych był na Aleutach, z zachwytem pisze o kajaku jako o skutecznym środku transportu.

Rzeka Rospuda, szlak kajakowy i historia

RZEKA ROSPUDA — nazwa rzeki i obydwóch jezior: Rospudy Filip­kowskiej i Augustowskiej jest wynikiem zniekształcenia przez osadników z Mazowsza starej jaćwieskiej nazwy „Daus-​​pude”, co oznaczało „mocno naciskająca”. Rzeka dawniej zwana była: Dowspudą, Rowspudą, Kamienną, a w okolicach Filipowa — Filipówką. Dopływ Netty, dł. 80,7 km. Przepływa przez 2 krainy: Pojez. Suwalskie i Równinę Augustowską. Początek rzeki na morenach stano­wiących przedpole Puszczy Romnickiej. Ważny szlak kajakowy o dł. 71,5 km, w tym 30 km po wodach stojących i 41 km z prądem rzeki. Przepływa przez i m /​ 8 jezior wpadając do 9-​​go — Rospudy Augustowskiej.

JEZIORO KAMIENNE — rynnowe, dno piasz­czyste, na brzegach liczne duże kamienie. Powierzchnia 38,5 ha; śr.głęb.66,4 m; maks. 20 m; dł.2130 m; leży na wysokości 173 m npm. Jezioro typu leszczowego. Strefa ciszy!

FILIPÓW — nadanie praw miejskich w 1570 r., utrata — 1870 r.,(w herbie miejskim — rak), w XVI w. ośrodek arianizmu. W1656 r. bitwa w czasie wojen szwedzkich — znisz­czenie miasta. Maksymalny rozwój miasta — początek XIX w. W miejscowości: neogotycki kościół — rozbu­dowany; obok niego drewniana dzwonnica i murowana zabytkowa plebania oraz 4 cmentarze: katolicki, ewangielicki, mariawitów i żydowski.

JEZIORO DŁUGIE — dno żwirowo-​​kamieni-​​ste. Pow. 15 ha; średnia głęb. 3 m; maks. 5 m. Leży na wysokości 165,8 m npm. Długość 1250 m; szerokość do 250 m. Możliwość połowu szczupaka, leszcza, okonia, płoci i karasia.

GARBAŚ — we wsi resztki parku podwor­skiego. Jeden kilometr na zachód głaz narzutowy uznany za pomnik przyrody, jego obwód wynosi 10 metrów.

JERIORO GARBAŚ — rynnowe, j oligo­tro­ficzne. Pow. 137,5 –f-​​ha; średnia głęb. 20,9 m; ! maks. 48 m. Długość — 3450 m, średnia szerokość 400 m; a maks. 700m. Leży na wysokości 163,3 m npm. Dużo miejsc do kąpieli, uwaga na gwałtowne spadki stoków dna.

JEZIORO SIEKIEREWO — śródleśne bezod­pływowe; brzegi suche. Powierzchnia 25 ha; średnia głębokość 7 m. Leży na wysokości 166,9 m npm. Od doliny Rospudy oddzielone garbem morenowym o szer. 200 m.

BAKAŁARZEWO — wieś; nazwa pierwotna Dowspuda Bakała­rzewska pochodząca od nazwiska właściciela okolicznych dóbr (XVI w.). Dawniej miasto, od 1870 r. wieś, obecnie duża wieś gminna. Duże znisz­czenia w czasie II wojny światowej (90 % zabudowy). We wsi: kościół parafialny z 1936 r., w nim późno­re­ne­sansowa nastawa ołtarza (XVII w.) — najstarszy zachowany ruchomy zabytek sztuki Suwalsz­czyzny oraz młyn wodny na Rospudzie (XIX/​XX w.)

JEZIORO SUMOWO — dawniej zwane Somowo. Rynnowe, rybne typu sandaczowo-​​leszczowego. Powierzchnia 81 ha; śr. głębokość 8 m; maks. 13,6 m; długość 3450 m, szerokość 350 m. Leży na wysokości 151,7 m npm. Do jeziora wpada 5 strumieni — na zachodnim brzegu. Dogodne miejsca do biwaków i kąpieli, przy brzegu płytka piasz­czysta ławica, później spadek w głąb jeziora. W pobliżu jeziora ciąg ozów subgla­cjalnych o dł. 2 km, łagodnych, wydłu­żonych wzgórz i grzbietów. Całość przykryta warstwą glin zwałowych o grubości 1 — 2 m.

JEZIORO KARASIEWEK — niewielkie jezioro połączone strugą z Rospudą. Powierzchnia 12,5 ha, średnia głębokość 8 m, maks. 17,5 m; dł. 500 m, szer. 300 m. Leży na wysokości 161,5 m npm.

JEZIORO BOLESTY — rynnowe, przypomina szeroką rozlaną rzekę, najdłuższe jezioro na szlaku kajakowym Rospudy, o charakterze oligotroficzno-​​eutroficznym, uboga roślinność wodna. Przy brzegach szybki spadek głębokości. Pow. 116,5 ha; śr.głęb. 7 m, maks.16,2 m; dł. 5800 m, śr.szer. 350 m. Leży na wysokości 149,6 m npm. W dawnych dokumentach nazywane było Jeziorem Długim.

DOWSPUDA — miejscowość znana z słynnego pałacu Michała Paca (1778−1835) położonego na wysokiej skarpie Rospudy. Zachowany rozległy park –13 ha z wieloma cennymi gatunkami drzew. Pałac w stylu angiel­skiego neogotyku projek­towali i budowali włoscy architekci w latach 1820 – 1 823. Całość założenia archi­tek­to­nicznego w czasach świetności odpowiadała powie­dzeniu: „Wart Pac pałaca, a pałac Paca”. Po konfi­skacie dóbr Pacowi przez cara pałac uległ znisz­czeniu. Mury rozebrano w 1887 r., a cegłę sprzedano na koszary w Suwałkach. Zachowała się do dzisiejszych czasów: tzw. Wieża Bociania, arkadowy portyk wjazdowy, fundamenty podpiw­ni­czenia pałacu właściwego oraz przy wejściu budynek stajni i psiarni (obecnie internat szkoły).

RACZKI — wieś gminna, dawniej miasto przy trakcie z Grodna do Prus. Powstała około połowy XVI w. Dawna nazwa –Dowspuda (Raczkowska). Przywileje handlowe miasto otrzymało od Jana III Sobie­skiego, miejskie od Augusta III w 1703 r. Zakupione dobra w 1748 r. odzie­dziczył po poprzedniku Ludwik Michał Pac. Rozbu­dowane, ufundował kościół, uruchomił wiele zakładów przemy­słowych. W 1870 roku utrata praw miejskich, początek zapaści miasta –spowo­dowana została konfiskatą dóbr Paca za jego udział w Powstaniu Listo­padowym. Znaczne znisz­czenia w czasie II wojny światowej. W miejscowości: zachowany układ przestrzenno-​​urbanistyczny, klasy­cy­styczny kościół murowany projek­towany przez Piotra Aignera, przebudował Henryk Mar-​​conii. Inne zabytki: kilka­naście domów drewnianych i murowanych (poł. XIX w.), budynek dawnej manufaktury pacowskiej.

CHODORKI — wieś, powstała w XVI w., nazwa od imienia ruskiego Chodor = Fiodor = Teodor. Początkowo zamieszkała przez ludność ruską.

ŚWIĘTE MIEJSCE — uroczysko, od dawna miejsce modłów okolicznej ludności i rytualnych posiłków, a także obmywania się w pobliskiej rzeczce Jałówce w dniu 24 czerwca. Prawdo­po­dobnie pozostałość obyczajów (święto Jordana) ludności prawo­sławnej, obecnie zanikłej. Na miejscu drewniana kapliczka i zbiorowisko krzyży: kamiennych i drewnianych.

PUSZCZA AUGUSTOWSKA — jeden z największych leśnych kompleksów w Polsce. Porasta sandrową Równinę Augustowską. Rozpo­ściera się miedzy jcz. Wigry rra-​​póhcey, a rzeką Biebrzą na południu Powierzchnia ponad 1140 km2 (w tym ponad 60 km2 poza granicami Polski, głównie na terenie Litwy). Drzewostan to głównie sosna (73%), pozostały: świerk, olsza, brzoza, jesion, dąb. W runie leśnym zachowało się wiele reliktów: m.in. zimoziół północny i bażyna czarna. Puszcza Augustowska stanowi ostoję dla wielu rzadkich zwierząt: bobrów, rysiów, głuszców, orła bielika, bociana czarnego, gągołów i wielu innych. Dla ich zachowania utworzono Wigierski Park Narodowy oraz szereg rezerwatów przyrody. Do bardziej znanych zalicza się rezerwaty mające na celu ochronę stanowisk bobra. Puszcza Augustowska wchodziła niegdyś w skład wielkich dziewiczych puszcz rozcią­ga­jących się na pograniczu Litwy, Mazowsza i Prus. Do XII w. zamieszkała była przez Jaćwingów wytępionych przez Krzyżaków. Od XV w., początek zagospo­da­rowania (łowiectwo, bartnictwo, sianożęci). W XVI w. początek przemy­słowego jej wykorz­stania (rudnie, smolarnie, dziek­ciarnie, potażarnie, pozysk drewna). Największe znisz­czenia nastąpiły w czasie I wojny światowej, Niemcy wycieli 15% jej drzewo­stanów (4 min m3 drzewa). Dużą atrakcją turystyczną Puszczy stanowi Kanał Augustowski wybudowany w latach 1823 – 1839, obecnie służy jako szlak kajakowy i trasa żeglugowa. Został uznany za zabytek techniki.

SZCZEBRA — wieś, początki wsi w XV w., na pewno istniała w XVI w. Nazwa najpraw­do­po­dobnej od jaćwie­skiego słowa „steb” czyli „kamień” (w 1547 r. nazwa brzmiała: Stebra). W 1783 roku posta­nowiono ze Szczebry utworzyć miasto konku­rencyjne dla Augustowa.Zamiaru nie udało się sfina­lizować. Nieopodal miejscowości miejsce straceń ludności Augustowsz­czyzny — 8 tys. ludzi, głównie pocho­dzenia żydowskiego (1941 –1944).

JEZIORO ROSPUDA — pocho­dzenie nazwy jeziora podane zostało przy okazji opisu rzeki. Powierzchnia 107 ha; śr. głębokość 5.1 m, maks. 10 m; dł. 2700 m, szer. 400 m; długość linii brzegowej 6,4 km. Jezioro jest miejscem akumulacji materiału mineralnego niesionego przez rzekę, stwarza to doskonałe warunki denne dla żerowania miętusa, ryby niespo­tykanej winnych jeziorach augustowskich. Na jeziorze wyspa przez rybaków zwana Grądzikiem, przez wczaso­wiczów Wiankiem. Na jeziorze półwysep o szcze­gólnej nazwie — Goła Zośka. Z obydwoma obiektami związane są legendy wyjaśniające nazwy.

AUGUSTÓW — miasto położone na Równinie Augustowskiej przy starym trakcie tzw. Starym Gościńcu z Grodna do Warszawy i Krakowa. Otoczone szeregiem jezior. Założone zostało w 1555 r przez król Zygmunta Augusta, prawa miejskie otrzymało w 1557 r. W czasie wojen szwedzkich miasto zniszczono. Odbudowane przez Jana Kazimierza, od 1808 r. Augustów był miastem powiatowym. W okresie między­wo­jennym stał się ważnym ośrodkiem turysty-​​czno-​​wczasowym. Okres II wojny światowej i okres tuż powojenny zapisał się tragicznie w historii miasta. W czasie okupacji miasto zostało zniszczone w 70 %. W mieście Muzeum Ziemi Augustowskiej oraz Muzeum Historii Kanału Augustowskiego.

Legendy Mazowsza

Warszawska syrenka

Nad Wisłą, przy moście Święto­krzyskim, skąpany w strumieniach wody bijącej z fontanny stoi — zdaniem wielu — najpięk­niejszy pomnik Warszawy. Postać syreny pół-​​kobiety półryby, z mieczem w dłoni, osłoniętej tarczą zwrócona jest w kierunku północnym, gdzie zdąża królowa polskich rzek.

Czytaj dalej

Historia Góry Kalwarii, Czerska, Baniochy

Góra Kalwaria należąca do rodziny polskich kalwarii pątniczych, stanowi jedno z najcie­kawszych rozwiązań archi­tek­to­nicznych baroku. Nim jednak miasto stało się miejscem kultu, w którym klasztory miało 6 zgromadzeń zakonnych opieku­jących się 5 kościołami i 35 kaplicami, była to niewielka wieś egzystująca w sąsiedztwie silnego w średnio­wieczu Czerska.

Czytaj dalej

Magiczny Sandomierz jego zabytki i historia

Położony nad Wisłą Sandomierz jest jednym z najstarszych i najpięk­niejszych miast w Polsce. Przed wiekami był stolicą księstwa, a później województwa obejmu­jącego znaczną część regionu świętokrzyskiego.

Turysta w Sando­mierzu może zobaczyć ponad 120 zabyt­kowych budowli, wspaniale zabytki przeszłości pozostawione przez wielkich tego świata, dzieła sztuki wszystkich stylów. To przepięknie położone miasto podziwiać można z góry — z 33 metrowej Bramy Opatowskiej, z dołu — ze statku na Wiśle, a nawet pod ziemią — trasą turystyczną prowadzącą przez dawne piwnice.

Czytaj dalej

Przewodnik po Kanale Elbląsko — Ostródzkim, Oberlandzkim

Poprzez „Kraj Górny” Kanał płynie /​ w nim statki na widok wierz­chołków /​ swe dzioby podnoszą ku niebu /​ i płyną na skrzydłach aniołów. /​ Tu Kanał mknie przez las bajkowy /​ lub ukwieconą łąkę w gaju. /​ A tam z jeziora na jezioro /​ wciąż bliżej do wodnego raju. /​ Omija trzciny i sitowie /​ dom podcieniowy starej wioski. /​ Zbudował ten niezwykły Kanał /​ najcwańszy z wszystkich „wilków morskich”.(O.E. Sattler)

Trzy cuda świata.

Dawne Prusy Wschodnie szczyciły się przed Europą trzema cudami świata. Były to: wędrujące wydmy Mierzei Kurońskiej, podniesiona z „błota” Żuław siedziba Wielkich Mistrzów Zakonu NMP oraz kanał, w którym ..statki pływały po górach, pokonując różnicę poziomów przekra­czającą 100 metrów”. Każda z tych osobliwości słynęła inaczej. W ruchomych nadbał­tyckich piaskach potęgę swą okazywała nieokiełznana przyroda, czerwone mury zamku malbor­skiego były imponującym dziełem ludzkich rąk i prawdziwym pomnikiem myśli archi­tek­to­nicznej. Trzeci cud wydawał się w tym gronie najdo­sko­nalszy i najbardziej kompletny, łącząc geniusz człowieka z twórczą mocą Natury. Był nim „Kanał Oberlandzki” (der Oberldn­dische Kanał), po 1945 roku zwany Kanałem Elbląskim, Kanałem Elbląsko-​​Ostródzkim lub Kanałem Ostródzko-​​Elbląskim.

Czytaj dalej

Z cyklu : Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Jako amator miłośnik historii pragnę opisać prostym językiem, moje zawodowe przeżycia w 1955r. Niech pamięć o społe­czeństwie, dziejach ludzi i poczuciu tożsamości, przetrwa. Moja pamięć jest subiek­tywnym wyborem zdarzeń i niech moje wspomnienia pobudzają, pamięć zbiorowa, spraw z przeszłości. Bo zwykłych śmiertelników, interesuje tylko taka historia.

W 1955 r w Modli­bo­rzycach młodzieży w moim wieku było mało. Powyjeżdżali do większych miast pobierać nauki lub już pracować, często wstydząc się swego pocho­dzenia. Starsi wrócili z ludowego wojska, gdzie wielu przechowało się przed wymiarem sprawie­dliwości, czekając na stabi­lizację. Część osiadła na Ziemiach Zachodnich, szukając lepszego życia. Byli to ludzie przeważnie odważni, z inicjatywą i wyobraźnią. Pamiętali o swoich ziomkach, których przy każdej okazji, odwiedzali w Modli­bo­rzycach, a nawet zabierali ze sobą. W ten sposób nasza osada -„Miasteczko” zaczęło maleć. Z dala od pociągu; trochę pracowało na wyjeździe w Stalowej, trochę na Budzyniu. Na miejscu tendencja do tworzeniu gospodarki kolek­tywnej, spółdzielczej itp. Więcej zamie­szania było wokół byłych dworów — majątków ziemskich jak : Stojeszyn, Wierz­chowska czy Zamek GS „Samopomoc Chłopska” na swoje lokalne możliwości surowcowe, coś tam produ­kowała, ale ogólnie to bieda z brakiem perspektywy na poprawę. Kto miał z kim pracować na roli, zakładał plantacje: tytoniu, porzeczek, malin itd. Mimo, że Lubelsz­czyzna to kiedyś centrum Polski, teraz nabierała charakteru– kresów wschodnich i może przez to, ludność zaczęła dostrzegać potrzebę przyjaźni i wzorowego współżycia. Skończyli przeba­czanie, a zaczęli wzajemnie sobie pomagać.

To krótkie wprowa­dzenie, może ktoś zrozumie, może wczuje się, może przypomni sobie tamte czasy– ale proszę pamiętać, że Modli­borzyce to wyjątkowa miejscowość — to była kiedyś „jedna rodzina”. Tutaj nie zamykano na kłódki drzwi obór. stodół, domów, bram, furtek. Tutaj na podwórku, wszystko co potrzebne w gospodarce, stało w dzień i w nocy. A wieczorem echo trąbki z wieży kościelnej . melodią: „Wszystkie nasze dzienne sprawy…” .dziękowało Bogu za opiekę. Modli­borzyce miało też coś z fraszki Jana Kocha­now­skiego: „Wsi spokojna, wsi wesoła…”. Nikt się nie wywyższał , wszyscy jednacy: Ksiądz, Organista. Doktor, Wójt, Aptekarz, Nauczyciele, Leśniczy itd. Ale wszyscy wiedzieli, za co należy brać pieniądze, a za eonie.

Śp. Doktora Kazimierza Zieliń­skiego znałem od dawnych lat, jak sięgam pamięcią.. W zaborze carskim, już przed 1900 r, jak i po 1 wojnie światowej, wyższe uczelnie medyczne, kształciły wielu zdolnych młodzieńców, według wzoru niemieckiego na chirurgów polowych — „Feldscher” dla potrzeb wojska i ludności cywilnej. Jak wszyscy wiedzą, dr Zieliński pracując w Modli­bo­rzycach, nie szczędził sił ani czasu dla pacjentów. Niosąc pomoc potrze­bującym w dzień i w nocy; przez całe lata swojego życia. Nawet nie miał czasu ożenić się. Świetny diagnosta , doskonały praktyk, jak mówili-„omnibus”. Po tylu latach widzę go uśmiech­niętego. Okrągła, czerstwa twarz z rumieńcami i zalotnym wąsikiem ( mówił że na noc zakłada „Bindę”), jak trzyma peanem metalowe pudełko nad palącym się denaturatem i gotuje strzykawkę „Rekord” z igłami. Wtedy strzykawki były szklane z metalowa, oprawą i metalowym tłokiem i drucianym pierścieniem, do wielo­krotnego użytku , igły też. Trzeba było tylko je umyć i stery­lizować przez gotowanie w miękkiej wodzie (żeby nie dawała osadu na tłok, ścianki strzykawki i igły, żeby były gładkie i ostre) pamiętam też jego słynne „klamerki”. Zawsze miał ze sobą w neseserze różne zastrzyki jak: Omnadina, Camphora, szcze­pionkę Delbetta, Cardiamid, Coffeina itp. Nosił też Morphine i Opium . Znał wszystkich w mieście i okolicy, bo leczył całe pokolenie i cieszył się wielkim zaufaniem pacjentów.

Po śmierci dr Zieliń­skiego, ja młody chłopak, świeżo po studiach, musiałem sprostać zadaniu, zająć Jego miejsce i to w okresie ciężkiej zimy z epidemią grypy. Byłem pod pręgierzem opinii: „ Co to Kossa­kowski potrafi, co umie, i czy się „zna”? „Czy będzie chętnie jeździł do chorych po wsiach w dzień i w nocy jak Zieliński”?.

Na pewno były jakieś szepty, ale najbardziej zależało mi na opinii mojej Matki. Tak chciała, żebym ukończył studia medyczne i w duchu miała nadzieję, że kiedyś przyjadę do Modli­borzyc pracować.

Ostatni egzamin specja­lizacji pedia­trycznej zdałem w Warszawie 19.01.1955r i przyje­chałem do Modli­borzyc już w końcu stycznia. Od śmierci dr Zieliń­skiego w dniu 16.12.1954r. etat był wolny. Nie było chętnego na zajęcie Jego stanowiska. Lekarzy mało, do tego miejscowość bardzo biedna. Powiatowy wydział zdrowia w Kraśniku starał się o lekarza do Modli­borzyc, ale bez efektu. A potrzeba pilna, przez epidemię grypy i wiele powikłań. Szczepień specjalnych przeciw grypie jeszcze nie stosowano, antybiotyków mało, komunikacja słaba, zima ciężka, drogi zasypane śniegiem, wichury, zimnica.

10 lat po wojnie prawie wszyscy na dorobku, licho ubrani, marnie odżywieni, słaba odporność i sygnaturka często wydzwaniała. Stanąłem przed wielkim wyzwaniem. Dużą pomocą przy rozpo­częciu pracy zawodowej w Modli­bo­rzycach służył mi miejscowy aptekarz, p. mgr Stefan Kubicki, którego córkę Hankę swego czasu podawałem do Chrztu Św., w zastępstwie Jerzego Pietrasz­kiewicza ( aktor). Mgr Kubicki był też kolegą mojego wujka Olesia Orłow­skiego — razem studiowali w Warszawie. Zamieszkałem z matka. — Maria. Kossa­kowską w domu dziadków: Franciszki i Ignacego Orłowskich, przy ul. Party­zantów 3 (przed wojną Piłsud­skiego 56, a w okupacje , Viktoria str. 56). Ośrodek Zdrowia znajdował się w domu pp. Teresy i Marcina Kucharskich przy ul. Długiej 5, vis avis obecnego (P. Marcin Kucharski był pierwszym sołtysem po wojnie). Kilka skromnych pomieszczeń , ale funkcjo­nalnych. Wejście było od frontu, od ulicy. Było oświe­tlenie elektryczne, telefon, woda z umywalek pedałowych, skromny sprzęt, ale jak wystarczał poprzed­nikowi , to i mnie. Personel stanowili początkowo: pielę­gniarka dyplo­mowana p. Anna Dziadosz z ul. Zaborskiej, położna gminna p. Danuta Masłach, też mieszkała blisko, instruktor — kontroler sanitarny p. Jan Koszałka z Majdanu Modli­bor­skiego. Pacjentów rejestrowała pielę­gniarka, a sprzątała i paliła w piecach kaflowych p .Franciszka Głowacka z ul. Kościelnej. Najważ­niejsze . że wszyscy byli dla mnie mili. Było czysto, ciepło. Byliśmy prawie w równym wieku. Pierwsze tygodnie praco­waliśmy od rana do nocy, dopóki byli na poczekalni pacjenci. Szpitale w Janowie i Kraśniku zapełnione chorymi, trudno było załatwić jakieś miejsce. Musiałem dosłownie biegać po domach, leczyć na miejscu poważne przypadki i pilnować się. żeby czegoś nie ..przegapić” — byle do wiosny. Dużo kłopotów z porodami miała Pani Danusia, przez co pomagałem jej często, zamie­niając się w położnika (ponad dwa lata pracowałem w Warszawie na położ­nictwie). Położna gminna przy Ośrodku Zdrowia, miała też obowiązek kilka­krotnego odwie­dzania kobiet w połogu. Intere­sowała się też zdrowiem noworodka, udzielała porad; zdawała mi relacje, co często kończyło się też moja. wizytą. Sam zacząłem na miejscu wykonywać badania moczu, nastawiać OB, załatwiać małą chirurgię , leczyłem „skórno-​​wenerycznych”, żeby jak najmniej wysyłać do specja­listów i nie narażać pacjentów na wydatki. Trochę narzędzi lekarskich miałem swoich, trochę było w ośrodku zdrowia, część dostałem po wybra­kowaniu ze szpitala w Janowie, np. : dwie bardzo pomocne długie igły z wkładem do punkcji lędźwiowej i kilka do nakłuć– blokad kulszowych. Stawiałem bańki, pijawki jak doktor Zieliński. Kombi­nowałem rożne mixtury, dla dzieci, różne mazidła na „powojenne france”. Mgr Kubicki, często zaskoczony kompo­zycjami , przyjmował recepty do wykonania (czuwając nad dawkami). Bo wtedy dużo leków było robionych ręcznie przez aptekarza dla danej osoby– pacjenta (nie ma jedna­kowych ludzi).

Przyszła wiosna, zaczęto zauważać mnie w Kraśniku, Janowie. Nawet lekarz Powiatowy w Kraśniku p. dr Ślusarski, zrobił mnie Powiatowym Inspektorem Higieny Wsi. Otrzymałem legitymację służbową upoważ­niającą do zniżek komuni­ka­cyjnych. W Modli­bo­rzycach zająłem się higieną szkolną przeglądem klas. Byłem w szkołach całej gminy.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Warszawskie Atrakcje, Zabytki i Historia

Zamek Królewski

Zamek Królewski był rezydencją książąt mazowieckich. Z chwilą przenie­sienia stolicy z Krakowa, stał się siedzibą króla oraz władz. Wielo­krotnie przebu­do­wywany, podczas II wojny światowej został całkowicie zburzony — odbudowano go wykorzy­stując ocalałe fragmenty. Dziś charak­te­ry­styczna bryła Zamku z wieżą zegarową (z której codziennie o godz. 11.15 odgrywany jest hejnał) otwiera space­rującym drogę na Starówkę. Atrakcjami Muzeum są oryginalne obrazy Rembrandta i Bernarda Bellotta zw. Canaletto, nadwornego malarza ostatniego króla Polski (te wiernie naśla­dujące rzeczy­wistość obrazy byty bezcenną pomocą przy powojennej odbudowie miasta).

Od strony Wisty znajdują się, oddane po gruntownej restauracji, Arkady Kubickiego, które wspierały skarpę z Zamkiem nadając zarazem monumentalny kształt ogrodowej elewacji. Po powstaniu 1831 r. przekształcono je na stajnie i koszary, a potem na garaże. Arkady są oryginalną budowlą, która nie została zniszczona podczas II wojny światowej. Przy zamku stoi Kolumna Króla Zygmunta III Wazy — najstarszy i najwyższy świecki pomnik w Warszawie. Wzniesiony w 1644 r. z inicjatywy króla Władysława IV na cześć Zygmunta III Wazy, jego ojca, który przeniósł stolicę do Warszawy. Pomnik ma 22 m wysokości, a postać króla mierzy 275 cm. Trzymana w prawej dłoni szabla symbo­lizuje jego dzielność, a krzyż w lewej — nieustanną gotowość do walki ze złem. Według legendy opusz­czenie przez króla szabli ku dołowi zwiastować będzie miastu zbliżającą się klęskę…

Stare Miasto

Stare Miasto histo­ryczne centrum i najstarsza część miasta, a jedno­cześnie salon kulturalny stolicy. Założone w XIII w. jako gród książęcy i osada otoczona murami. Podczas drugiej wojny światowej zniszczone w 90%. Dzięki doskonałej odbudowie wpisane w 1980 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Kultu­rowego i Przyrod­niczego UNESCO. Obecnie jest tętniącym gwarem miejscem spacerów, pełnym galerii, kawiarni i restauracji.

W centrum staro­miej­skiego Rynku stoi pomnik Warszawskiej Syrenki, która jako symbol miasta widnieje też w herbie Stolicy. Poza nim w Warszawie znajdują się dziesiątki innych wizerunków opiekunki miasta. Najważ­niejsze z nich to 2 kolejne pomniki usytuowane w popularnych turystycznie miejscach — jeden ustawiono na brzegu Wisły, gdzie według legendy syrena wyszła na ląd (przy moście Święto­krzyskim), drugi — nieco mniej znany ale na pewno godny uwagi — znajduje się na wiadukcie Markiewicza przy ul. Karowej.

Łazienki Królewskie

Łazienki to jeden z najpięk­niejszych zespołów pałacowo-​​ogrodowych w Europie, założony w XVII w. przez króla Polski Stanisława Augusta. Niegdyś na tym gęsto zadrze­wionym terenie był zwierzyniec — miejsce gdzie królowie urządzali polowania. Zaska­kująca nazwa Parku pochodzi od łaźni, przebu­dowanej na pałac…

Na terenie Łazienek znajduje się wiele zabyt­kowych budowli, z których najważ­niejsza to letnia rezydencja królewska — Pałac na Wyspie, gdzie odbywały się przyjęcia i wydawano słynne obiady czwartkowe. Obok Pałacu znajduje się Teatr na Wyspie.

W parku warto odszukać także Pałac Myślewicki gdzie mieszkali królewscy dworzanie, Pomarań­czarnie, Kordegardy, Biały Domek oraz wiele innych. Znajduje się tu też pomnik Fryderyka Chopina, który jest jednym z najbardziej rozpo­zna­walnych obiektów warszawskich. W okresie letnim u stóp pomnika odbywają się koncerty chopi­nowskie. Łazienki Królewskie to miejsce licznych wydarzeń o charakterze kultu­ralnym, naukowym i rozrywkowym, a także ulubione miejsce spacerów warsza­wiaków. W parku nie wolno jeździć na rolkach, desko­rolkach ani rowerach.

Wilanów

Pałac w Wilanowie to letnia rezydencja królewska Jana III Sobie­skiego, a potem Augusta II oraz najzna­ko­mitszych rodów magnackich. Nazwa rezydencji oraz całej dzielnicy wywodzi się od określenia ViIla Nova. Nazwę tę nadał swym ziemiom Sobieski zakupując je w XVII w. pod budowę pałacu. Imponująca budowla połączyła w sobie elementy dworu szlacheckiego, włoskiej willi ogrodowej i pałacu w stylu Ludwika XIV, francu­skiego Króla-​​Słońce. Jest jednym z najpięk­niejszych zabytków europej­skiego baroku i świadectwem świetności Rzeczy­po­spolitej. Warto wspomnieć, że w 1805 r. Stanisław Potocki (ówczesny właściciel Wilanowa) udostępnił publiczności swoją kolekcję dzieł sztuki zgromadzoną w pałacu w Wilanowie, tworząc w ten sposób jedno z pierwszych muzeów w Polsce.

Między pałacem, a Jeziorkiem Wilanowskim położony jest dwupo­ziomowy barokowy ogród włoski. W części południowej znajduje się roman­tyczny park w stylu angielskim.

Zespół pałacowo-​​parkowy w Wilanowie jest ważnym miejscem wydarzeń kultu­ralnych i koncertów. W miejscu dawnej ujeżdżalni pałacowej znajduje się Muzeum Plakatu. W parku znajduje się też Kościół św. Anny — wzniesiony w XVIII w., z pięknymi zabyt­kowymi dekoracjami oraz sarko­fagami właścicieli Wilanowa (których groby znajdują się w krypcie) oraz Mauzoleum Stanisława i Aleksandry Potockich — neogotycka kaplica wybudowana w XIX w. według projektu H. Marconiego.

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki wzniesiony jako „dar narodu radzieckiego dla polskiego”. Pomysłodawcą jego budowy był sam Józef Stalin. Pałac to najmłodszy zabytek w Warszawie ma niewiele ponad 50 lat! — Jest najbardziej charak­te­ry­styczną budowlą i najwyższym budynkiem w Warszawie (234,5 m), widocznym z każdego jej zakątka.

W Pałacu Kultury znajduje się ponad 3 tysiące pomieszczeń, a jego niekwe­stio­nowaną atrakcją jest taras widokowy na 30 piętrze, z którego można podziwiać wspaniałą panoramę stolicy. Na szczycie Pałacu Kultury znajduje się zegar odsłonięty w 2000 r. Jest to najwyżej położony zegar wieżowy na świecie, a zarazem drugi co do wielkości w Europie. Średnice każdej z czterech tarcz zegara mają po 6 metrów. Inną cieka­wostką wieży są jej niezwykli mieszkańcy — nie każdy wie, że znajduje się tu gniazdo sokoła wędrownego, który od wielu lat składa w nim jaja.

Przyle­gający do PKiN Plac Defilad służył propa­gandowym wystą­pieniom przywódców Polskiej Republiki Ludowej. W chwili powstania był on największym tego typu założeniem w Europie — obecnie planowane jest nowe zagospo­da­rowanie przestrzeni.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszaw­skiego otwarte w 60. rocznicę wybuchu, jest jednym z najliczniej odwie­dzanych miejsc stolicy. Nowoczesna ekspozycja opisuje nie tylko heroiczną walkę, ale i niezwykłą codzienność powstańców. Muzeum jest wyrazem hołdu dla Warsza­wiaków, którzy walczyli i ginęli za niepodległą Polskę i jej stolicę.

Muzeum mieści się w budynku dawnej elektrowni tramwajowej. Ekspozycja oddaje klimat tamtego czasu, stara się odtworzyć atmosferę powstańczej Warszawy, pokazać nie tylko militarne dzieje 63 dni walk, ale także życie codzienne ludności cywilnej. Jedną z licznych atrakcji Muzeum jest replika samolotu bombowego Liberator B-​​24J.

Muzeum Narodowe

Muzeum Narodowe to jedna z najważ­niejszych instytucji kultury w kraju i największe muzeum w stolicy. W siedmiu galeriach stałych prezen­towane są m.in. zabytki sztuki wczesno­chrze­ści­jańskiej, rzeźba, malarstwo tablicowe oraz złotnictwo ze wszystkich regionów związanych histo­rycznie z Polską w epoce średnio­wiecza, a także dzieła powstałe w innych ważnych centrach Europy, obrazy, rzeźby oraz rzemiosło artystyczne od średnio­wiecza do pocz. XX wieku. Niekwe­stio­nowaną atrakcją muzeum jest ogromny obraz Jana Matejki (XIX w.): „Bitwa pod Grunwaldem” o imponu­jących wymiarach: 426 x 987 cm. W Muzeum odbywają się również liczne wystawy czasowe, prezen­tujące sztukę z całego świata.

Skrzydło budynku od strony Wisły zajmuje Muzeum Wojska Polskiego, gdzie prezen­towana jest ekspozycja przed­sta­wiająca historię polskiego oręża od czasów średnio­wiecza. Na dziedzińcu przed gmachem muzeum można zobaczyć ciężki sprzęt z okresu I i II wojny światowej m.in. czołgi, działa i śmigłowce.

Ogród Zologiczny

Miejski Ogród Zoolo­giczny został założony w 1928 roku, ma powierzchnię 40 ha. Obecnie ekspo­no­wanych jest tu około 5 000 zwierząt należących do 500 gatunków. Są wśród nich zarówno zwierzęta krajowe, jak wydry, niedź­wiedzie brunatne czy bociany, ale też liczne okazy egzotyczne słonie afrykańskie, żyrafy Rothschilda, nosorożce indyjskie, gibbony, różne gatunki ptaków, gadów i tropi­kalnych ryb. Większość zwierząt można oglądać na wybiegach, a zimą — wewnątrz obiektów. Ptaki można spotkać na terenie całego ZOO — mieszkają na stawach i w wolierach, ale najwięcej z nich w ptaszarni, której częścią jest jedyna w Polsce Hala Wolnych Lotów.

Najnowszym obiektem jest nowoczesny pawilon dla małp człeko­kształtnych (otwarty we wrześniu 2008); mieszka w nim stado szympansów i dwa młode samce goryla. Można je obserwować na dużych, otoczonych wodą wybiegach zewnętrznych lub na równie dużych wybiegach wewnętrznych — przez szybę.

Wszystkie nowe pawilony są przysto­sowane dla osób niepeł­no­sprawnych. Na terenie ZOO znajduje się kilka punktów gastro­no­micznych, a także sklepiki z pamiątkami (jeden z nich, prowadzony przez Fundację Panda, mieści się w najstarszym obiekcie w ZOO — pocho­dzącej z 1928 roku „Chacie pod Strzechą”).

W centrum ZOO znajduje się przygo­towane specjalnie dla dzieci „Baśniowe ZOO”. Są tam zagrody ze zwierzętami, które można pogłaskać i poczę­stować marchewką czy jabłkiem oraz duży, nowoczesny i bezpieczny plac zabaw.

Biblioteka Uniwer­sytetu Warszawskiego

Nowoczesny gmach Biblioteki UW sktada się z dwóch budynków: frontowego (tzw. rogala) i głównego. Obie części połączone są pasażem, tzw. uliczką, przykrytą przeszklonym dachem. Zarówno część frontowa, jak i kondy­gnacja podziemna wynaj­mowane są insty­tucjom komer­cyjnym. Właściwy budynek Biblioteki, którego wejście zwieńczone jest ogromną rozwartą księgą z napisem HINC OMNIA, składa się z czterech kondy­gnacji — dla użytkowników udostępniony jest parter.

Największą atrakcją BUW-​​u jest ogród na dachu budynku, który rozciąga się na powierzchni ponad 1 hektara. Jest on jednym z największych i najpięk­niejszych ogrodów dachowych w Europie. Ogród uniwer­sytecki jest ogólnie dostępny (choć ogrodzony i zamykany) i stanowi doskonałe miejsce wypoczynku nie tylko dla studentów czy pracowników naukowych, ale także warsza­wiaków niezwią­zanych z Uniwer­sytetem. Ogród składa się z dwóch części: górnej (o powierzchni 2000 m2) i dolnej (o powierzchni 15 000 m2), połączonych strumieniem z kaskadowo spływającą wodą. Można w nim podziwiać różnorodne gatunki i odmiany roślin, posadzone w trzech odmiennie skompo­no­wanych częściach.

Z mostków i tarasu widokowego można podziwiać panoramę Warszawy, Most Święto­krzyski i Wisłę. Odwie­dzający ogrody mogą też przez specjalne okna lub szklany dach zajrzeć z góry do wnętrza Biblioteki.

Ulica Ząbkowska i Koneser

Praga przez stulecia była samodzielnym miastem, przyłą­czonym formalnie do Warszawy dopiero u schyłku XVIII w. Przez lata drugo­rzędna część miasta, ocalała od zniszczeń wojennych, jest dziś fascy­nującą dzielnicą, którą artyści wybierają na atelier, galerie oraz alter­natywne teatry.Powstały tu modne kluby, obiekty postin­du­strialne zamieniono w centra kultury, kina, galerie i puby. Z drugiej strony to właśnie na Pradze spotkamy wiele ulic, które w całości zachowały dawną zabudowę, odnaj­dziemy dawne latarnie i przed­wojenne bruki.

Jedną z głównych ulic starej Pragi jest ulica Ząbkowska, która dla wielu jest „praską starówką”. Przy tej ulicy znajduje się jedna z niekwe­stio­no­wanych atrakcji miasta — Koneser. Kompleks budynków z czerwonej cegły z końca XIX w., który przez ponad sto lat mieścił fabrykę alkoholu, jest jednym z najcen­niejszych przykładów archi­tektury przemy­słowej. Obecnie Koneser jest również nowoczesnym centrum kulturalnym.

Puszcza Kozienicka — tutaj GRUNWALD miał swój początek

Puszcza Kozienicka to wspaniały kompleks leśny miejsce dosko­nałego, aktywnego wypoczynku dla rodziny, liczne trasy rowerowe, urokliwe zakątki przyrody, i wciąż jeszcze mało znane miejsce na mapie turystycznych wędrówek mimo stosunkowo niewielkiej odległości od wielkich centrów miejskich. Nawet najnowszy przewodnik renomo­wanego wydaw­nictwa Pascal pt „Polska na weekend” nie zawiera najmniejszej wzmianki o Puszczy Kozie­nickiej. A naprawdę szkoda. Przeko­najcie się zresztą sami…

Za rok przypada 600 rocznica jednego z największych zwycięstw w historii polskiego oręża –bitwy pod Grunwaldem. Z legendą tej bitwy stykają się całe pokolenia Polaków, a znaczenie tego zwycięstwa zawsze na przestrzeni niełatwych dziejów naszej Ojczyzny krzepiło serca i umacniało poczucie godności i jedności narodowej. Mało, kto jednak wie, że grunwaldzkie zwycięstwo zaczęło się właśnie w… Puszczy Kozie­nickiej w tych czasach zwaną Radomską. Oddajmy jednak głos historykom. Lech Chmie­lewski w artykule „Most przez Wisłę zamiesz­kującej w dodatku „Rzeczpospolitej” — historia bitew Grunwald” pisze, że podczas tajnej narady z księciem Witoldem w Brześciu nad Bugiem w listo­padzie 1409 r. Jagiełło podjął m.in. decyzję o budowie mostu ponto­nowego, a relacjonując to zdarzenie Jan Długosz pisał: „Nakazuje nadto zbudować most spoczy­wający na łodziach, nigdy przedtem nieoglądany, a jego budowę powierzył król Władysław staroście radom­skiemu Dobro­gostowi Czarnemu z Odrzywołu, szlach­cicowi herbu Nałęcz. Budował zaś ten most w Kozie­nicach na koszt króla potajemnie pewien znakomity mistrz Jarosław i cała zima zeszła na jego budowie”. Latem spławiono Wisłą gotowe elementy mostu i zmontowano je pod Czerwińskiem. W ciągu trzech dni armia królewska z ciężkimi działami przeprawiła się na prawy brzeg i niebawem połączyła z wojskami litewskimi prowa­dzonymi przez księcia Witolda.

Jagiełło oszukał Krzyżaków Sam most był na one czasy śmiałym i niespo­tykanym rozwią­zaniem technicznym, a wszystko wskazuje na to, że był to pierwszy most pontonowy na świecie. Jagiełło pomysł zaczerpnął prawdo­po­dobnie z pracy Konrada Kyesera pt. „Belle­fortis”, która ukazała się w 1405 r. a w której opisano militarne nowości techniczne m.in. projekt mostu wspartego na łodziach, takiego, jaki w cztery lata później wybudowano właśnie w Kozie­nicach. Wynika z tego, że Polacy zapoznali się z tą książką, a Krzyżacy — choć autor był zaprzy­jaźniony z dworem cesarza Zygmunta Luksem­burczyka, wielkiego sprzy­mie­rzeńca Krzyżaków — nie, stwierdza Chmie­lewski. Wielki mistrz Ulryk von Jungingen uwierzył swym zwiadowcom, którzy meldowali mu, że Jagiełło miota się nad brzegami Wisły usiłując się przez nią przeprawić, ale nie może i, że wielu jego ludzi, którzy szukali brodów utonęło w falach. Te pozorowane ruchy nieprzy­jaciel wziął widać za dobrą monetę, a fortel Jagiełły i staranne przygo­towanie się do wojny z Krzyżakami, przyniosło histo­ryczne zwycięstwo.

Zielona spiżarnia Ale Puszcza Kozienicka była też dostawcą mięsa dla rycerstwa szyku­jącego się do wojny Od jesieni 1409 r. trwały tu wielkie polowania, a mięsa upolo­wanych zwierząt układano w beczkach, solono i w ten sposób przetrwały one do czasu bitwy. Podbierano miód w licznych barciach, zbierano i suszono rośliny lecznicze. W ten sposób ludzie Puszczy wnieśli też swój wielki wkład w zwycięstwo nad Zakonem Krzyżackim. Docenił to zresztą Władysław Jagiełło, który miesz­kańców wsi puszczańskich takich jak np., Jedlnia, Kozienice, Mąkosy uznał za poddanych królewskich i z tego tytułu korzystali oni z licznych przywilejów królewskich, a następnie w roku 1430 wydał statuty jedleńskie potwierdzone potem w Krakowie w 1433 r. gwaran­tujące szlachcie niety­kalność osobistą.

Tereny Puszczy jeszcze do dziś kryją liczne ślady dawnej świetności, osadnictwa puszczań­skiego, zajęć ludzi tamtych czasów, widoczne są związki histo­ryczne i kulturowe z czasami i wydarzeniami minionych lat, a także z bogatej historii walk narodo­wo­wy­zwo­leńczych. W Kozie­nicach znajduje się np. najstarszy pomnik w Polsce poświęcony urodzinom w tym miasteczku 1 stycznia 1447 r. króla Zygmunta I Starego, którego matka schroniła się tutaj wraz z dworem przed zarazą morową w Krakowie. Tutaj zwycięskie bitwy w czasie najazdu szwedzkiego stoczyły wojska pod dowództwem Stefana Czarneckiego. Tu walczyły oddziały Gen. Zajączka, stacjo­nowali żołnierze Tadeusza Kościuszki, walczyli powstańcy styczniowi pod wodzą Czachow­skiego i Kononowicza. Lata I wojny światowej wsławiły się pierwszą regularną bitwą frontową stoczoną pod Anięlinem i Laskami przez I Pułk Legionów Polskich dowodzonych przez Józefa Piłsudz-​​kiego u boku armii austriackiej przeciwko armii rosyjskiej. Tutaj batalionami dowodzili mjr Michał Żymierski, i major Edward Rydz-​​Smigły. Z czasów I wojny światowej zachowało się w Puszczy 26 cmentarzy W czasach II wojny światowej w licznych puszczańskich miejsco­wo­ściach toczyły się walki party­zanckie. Ostatnie miesiące II wojny światowe] to słynna juz bitwa pod Stu dziankami i wreszcie to właśnie z przyczółka magnuszewsko-​​wareckiego ruszyła ofensywa styczniowa w 1945 r., która zakończyła się w Berlinie. Tutaj warto odwiedzić skansen militarny z czasów II wojny światowej. Koła historii nie raz pozostawiały wyraziste ślady na puszczańskiej ziemi.

Kozienicki Park Krajo­brazowy Dziś z dawnej świetności puszczy rozcią­gającej się w widłach pradolin Wisły i Radomki pozostały już tylko nieliczne ślady w postaci rezerwatów przyrody z ponad 200 letnimi drzewo­stanami. Jest ich na terenie Puszczy 15 o łącznej powierzchni blisko 13 tys. ha, na których znajdują się najcie­kawsze i najbo­gatsze zbiorowiska roślinne. W 1983 roku utworzono Kozienicki Park Krajo­brazowy, w którym spotkać można wiele chronionych gatunków drzew, krzewów, roślin, ptaków i zwierząt m.in. orła bielinka, orlika krzykliwego, czarnego bociana, żurawia, kraskę, 17 gatunków nietoperzy, a także żółwia błotnego, bobry itp. W granicach Parku jest 25 obiektów zabyt­kowych — kościoły, cmentarze, zabytkowe parki, zespoły pałacowe i budynki gospo­darcze, liczne kapliczki przydrożne. Lasy słyną obfitością grzybów, których występuje tu 297 gatunków, a także wiele poziomek, jagód.

Puszcza Kozienicka to idealne miejsce na jedno lub dwudniowy weekend. Położona w samym centrum Polski z dogodnym dojazdem praktycznie wszystkimi środkami komunikacji (samochód, kolej, autobus) jest jednakże zbyt mało spopu­la­ry­zowana i dlatego jej uroki i wspaniałe szlaki turystyczne są dopiero odkrywane. Ogromnym minusem dla rozwoju turystyki weekendowej jest słaba baza noclegowo żywieniowa. Kto jednakże wykaże się uporem zapewne nie pożałuje?

Do Puszczy na weekend najlepiej przyjechać własnym samochodem i wybrać się rowerem na 15 dobrze oznako­wanych tras rowerowych o różnym stopniu trudności, i długości od 3 do 53 km. Ich łączna długość stanowi ponad 350 km. Podobnie jak liczne szlaki pieszych wędrówek prowadzą one przez najpięk­niejsze zakątki puszczy Niestety jak dotąd jest tu tylko jedna wypoży­czalnia rowerów i też czynna tylko okresowo w Jedlni — Letnisko.