historia

Historia kompleksu „Puszcza Kozienicka”

HISTORIA I MIEJSCOWOŚCI na terenie Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Puszcza Kozienicka” i w okolicy

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozienicach
Renata Maj it-kozienice@wp.pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

miejsca pamięci narodowej, Powstania Styczniowe

Lasy Puszczy Kozienickiej są ściśle związane z historią Polski. Najstarsze ślady osadnictwa na tym terenie sięgają paleolitu – starszej epoki kamienia. We wczesnym średniowieczu puszcza stanowiła granicę plemienną między Mazowszem a Małopolską. Strzegła jej linia grodów ciągnących się od Radomia przez Gródek, Mieścisko, Oleksów, Zajezierze. Szlak handlowy biegnący wzdłuż Wisły kontrolowały grody w: Sieciechowie, Kozienicach i Świerżach. Ożywione kontakty z Litwą, datujące się od pierwszych Jagiellonów sprawiły, że trakt z Krakowa do Wilna, wiodący przez puszczę nabrał znaczenia. Do dzisiaj nosi on nazwę Królewskiego Gościńca (Królewskiej Drogi). Puszcza Kozienicka była rejonem polowań Jagiellonów, niszczona w czasie „potopu” szwedzkiego, miejscem zwycięskiego pochodu Stefana Czarnieckiego, miejscem działań partyzantów w czasie powstań narodowych oraz obu wojen światowych. Liczne pomniki i miejsca pamięci narodowej przypominają o walkach w czasie powstania styczniowego i obu wojnach światowych. Ciekawie prezentowane są tradycje mieszkańców Puszczy Kozienickiej (bartnictwo, łowiectwo i leśnictwo) oraz kultura materialna wsi, rozwinięta w okresie osadnictwa na tym terenie w XI w. W granicach Puszczy znajduje się 25 obiektów zabytkowych – kościoły, cmentarze, parki zabytkowe, zespoły pałacowe i budynki gospodarcze. Przetrwały także liczne przydrożne kapliczki oraz śródleśne obeliski i mogiły, o których stan dbają leśnicy.

Miejscowości kompleksu „Puszcza Kozienicka” zaznaczone na Google Maps przez plik KML służący do określania obiektów geograficznych. Pobierz KML historycznych miejscowości w powiecie Kozienickim. Poniżej mapa z naniesionym KML-em.


Wyświetl większą mapę

Augustów – Wieś założona przez Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1777 roku na miejscu dawnej osady leśnej Półbór. Znajduje się tu Izba Dydaktyczno-Muzealna Puszczy Kozienickiej mieszcząca się w pochodzącej z 1905 roku leśniczówce, zaadaptowanej do potrzeb wystawienniczych oraz prowadzenia zajęć dydaktycznych. W zbiorach Izby prezentowane są eksponaty fauny i flory typowe dla regionu Puszczy Kozienickiej. Oprócz zbiorów przyrodniczych w Izbie znajdują się zbiory etnograficzne i historyczne. Uzupełnieniem jest także sala dydaktyczna, wyposażona m.in. w filmy przyrodnicze, eksponaty, mapy ilustrujące zagadnienia geologiczne, historyczne. W pobliżu leśniczówki znajduje się ekspozycja dawnego sprzętu leśnego, a także wagoniki nieistniejącej już kolejki leśnej wybudowanej w latach 1914-1915 służącej do wywozu drewna z lasu oraz unikatowa, bo założona w 1933 roku wyłuszczarnia nasion. Dopełnieniem jest 220-letni dąb szypułkowy – pomnik przyrody i stara lipa z czynną barcią. Nieopodal przy Królewskim Gościńcu położony jest rezerwat leśny „Zagożdżon”. Za wsią znajduje się cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej (pochowani żołnierze armii rosyjskiej i austro-węgierskiej), na południe od wsi jest też zbiorowy grób, a w pobliżu zachowane okopy.

Bąkowiec – Wieś w pobliżu linii kolejowej do Kozienic, miejsce walk o twierdzę dęblińską w czasie I wojny światowej. Obok przejazdu kolejowego cmentarz poległych żołnierzy z armii rosyjskiej, niemieckiej i austro-węgierskiej z 1914-18 roku. W pobliżu kompleks stawów rybnych, utworzonych w miejscu dawnego Jeziora Bąkowieckiego. Gnieżdżą się tu rzadkie gatunki ptaków, m.in.: bąk, zimorodek, łabędź niemy, błotniak stawowy, remiz, wąsatka.

Brzeźnica – Wieś wzmiankowana w połowie XV wieku przez Jana Długosza. Znajduje się tu neoromański kościół z 1911 r. wzniesiony na miejscu spalonego przez Szwedów, w którym jest drewniana ambona z nieistniejącego już kościoła garnizonowego w Kozienicach, wyrzeźbiona przez jednego z legionistów – uczestnika bitwy pod Laskami-Anielinem. Cmentarz wojenny znajduje się po wschodniej stronie cmentarza parafialnego.

Brzóza – Osadnictwo w jej rejonie sięga czasu neolitu. Wieś królewska, znana była już za czasów Kazimierza Wielkiego. W XVIII wieku otrzymał ją uchwałą sejmową kuchmistrz koronny Adam Poniński. Od 1778 do 1909 r. własność Ożarowskich. Po I wojnie światowej do 1941 r. dobra brzózkie należały do Heydlów, pałac spalili Niemcy w 1939 r. Kościół klasycystyczny p.w. św. Bartłomieja z lat 1855-56 został wzniesiony i wyposażony staraniem gen Adama Ożarowskiego. Znajduje się w nim barokowa, rzeźbiona w drewnie ambona sprowadzona z opactwa Cystersów w Oliwie oraz płaskorzeźby z 1635 r. Przy drodze do Ryczywołu znajduje się figura św. Jana Nepomucena (pocz. XIX wieku) -męczennika czczonego jako patrona chroniącego od utonięć, powodzi. Na rynku pomnik misji odbytych w Brzózie w 1839 r. oraz pomnik w hołdzie żołnierzom poległym w II wojnie światowej. Przy szosie Brzóza-Sewerynów rośnie 346 lip i kasztanowców – aleja uznana za pomnik przyrody. Park pałacowo – krajobrazowy założony w II poł. XVIII wieku, stał tu pałac, który został zniszczony podczas II wojny św. Obecnie część parku zajmuje szkoła.

Brzustów – Pomniki: kamień upamiętniający zamordowanie Benedykta Drożdża żołnierza oddziału „Orła” zgrupowania Zagończyka w dniu 14 IV 1946 r. Przy szosie kapliczka „Mała Golgota” votum ks. Tadeusza Jędra ufundowane w 2000 r., obok ścieżka wiodąca ku leśnemu wzgórzu – miejscu pierwotnego spoczynku Legionistów poległych pod Laskami i Anielinem, tam stoi krzyż i tablica pamiątkowa.

Czarnolas. Było to miejsce, w którym osiadł na resztę życia Jan Kochanowski z rodziną

Czarnolas – Wieś wniosła do majątku Kochanowskich w posagu Barbara ze Ślizów dziadkowi poety Janowi „Korwin” Kochanowskiemu. W 1518 r. po podziale majątku przypadła dwóm braciom: Filipowi (stryj poety) i Piotrowi (ojciec poety). Od 1576 r. było to miejsce, w którym osiadł na resztę życia Jan Kochanowski z rodziną. Tu powstało wiele arcydzieł poezji renesansu. Po ojcu dwór odziedziczyła córka poety, żona Łukasza Lędzkiego, dworzanina królewskiego. Wieś należała do rodu Kochanowskich przez trzy pokolenia. W 1761 r. wykupił Czarnolas Józef Jabłonowski i rozpoczął starania o zachowanie dla potomnych pamięci o siedzibie poety. Na miejscu, gdzie według tradycji miał stać dworek Kochanowskiego, wznosi się neogotycka kaplica z lat 1826-46 z grobowcami Jabłonowskich i Lubomirskich oraz obrazem św. Marii Magdaleny z pocz. XIX wieku. Odkryte niedawno fragmenty fundamentów tego budynku mogą pochodzić z II poł. XVI wieku. Murowany dworek zbudowano ok. 1870 roku dla Władysława Jabłonowskiego, prawdopodobnie na miejscu dawnego dworu Raczyńskich z 1789 r., a spalonego w 1853 r. Od 1961 r. w dworku, gruntownie przebudowanym w latach 1979-80, mieści się Muzeum Jana Kochanowskiego. Dwór otacza park, w którym z dawnego założenia zachowały się stawy. Rosną tu liczne lipy, graby, jesiony oraz dęby – pomniki przyrody. W miejscu słynnej lipy stoi XIX-wieczny, kamienny obelisk z symbolicznym sarkofagiem Urszulki (córki poety). Przed dworem stoi okazały pomnik Jana Kochanowskiego, dłuta M. Weltera, wzniesiony z okazji 450 urodzin poety.

dalszy rozwój Garbatki miało wybudowanie około 1885 r. kolei carskiej, zwanej Iwanogrodzko-Dąbrowską

Garbatka-Letnisko – Wieś letniskowa. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą z epoki kamienia. Najwcześniejsze wzmianki występują w radomskich księgach ziemskich z połowy XV wieku, jako o własności rodziny Ślizów. Później przeszła ona w ręce Kochanowskich. Duży wpływ na dalszy rozwój Garbatki miało wybudowanie około 1885 r. kolei carskiej, zwanej Iwanogrodzko-Dąbrowską, którą później nabył rząd rosyjski i nazwał Nadwiślańską. W czasie prac przy budowie kolei, jeden z jej budowniczych zwrócił uwagę na mikroklimat panujący w tych okolicach. Odkupił on m.in. gospodarstwo, 6 mórg ziemi i zachęcił do przyjazdu lekarzy z Radomia oraz Lublina reklamując miejscowość jako letniskowo-uzdrowiskową. Duże powierzchnie leśne, warunki solarne, wietrzne i wilgotnościowe wpływają na klimat Garbatki podnosząc jej walory zdrowotne. Obecnie nieopodal znajduje się rezerwat „Krępiec” z walorami mikroklimatycznymi. Podczas I wojny światowej Garbatka stanowiła dla Austriaków teren wojennych działań pomocniczych. Zbudowali tu kolejkę leśną w 1916 r. oraz tartak, z którego drzewo wywożono do Austrii i Niemiec. Wybuch II wojny światowej dla Garbatki zapisał się bardzo tragicznie. W1942 r. hitlerowcy przeprowadzili dwie krwawe pacyfikacje. W 1984 r. Garbatkę odznaczono Krzyżem Walecznym za „czyny męstwa i odwagi w czasie II wojny światowej”. W miejscowości są liczne cmentarze, pomniki i miejsca zabytkowe: Pomnik Katyński upamiętniający zamordowanych mieszkańców miejscowości w łagrach sowieckich, pomnik upamiętniający pacyfikację Garbatki w dniu 2 VI11942 r., mogiła zbiorowa poległych we wrześniu 1939 r., mogiła zbiorowa zamordowanych z rąk okupanta mieszkańców Molend i żołnierzy AK w 1943 r., kamień z wyrytymi datami oznaczającymi wkroczenie I Kadrowej Józefa Piłsudskiego w granice zaboru rosyjskiego, tablica pamiątkowa wmurowana w elewację budynku stacji PKP ku czci żołnierzy GL. W kościele postawionym w 1931 r. znajduje się barokowy relikwiarz i ornat z XVIII wieku.

Głowaczów – Wieś nad Radomką. Znany ośrodek wytwórczości sztuki ludowej. Miano Głowaczowa wywodzi się od znamienitego rycerskiego rodu, od średniowiecza osiadłego w pobliskiej wsi Leżenice. Na jej gruntach w 1390 r. Jan z Leżenic Głowacz postawił pierwszy drewniany kościół. W czasach powstania styczniowego poniósł tutaj klęskę oddział Pawła Gąsowskiego. Dowodzony przez niego oddział „Dzieci Warszawskich” w sile 120 pieszych i 100 konnych żołnierzy stanął na noc we wsi Lipa. Nazajutrz rano uderzyli nań kozacy i choć powstańcy zdołali odeprzeć ich atak, nie wytrzymali natarcia rosyjskich piechurów. Głowaczów przeżył prawdziwą gehennę w czasie II wojny światowej. Jej początkiem stała się bitwa, jaką 12 września 1939 r. stoczyły z Niemcami w okolicy wsi Matyldzin wycofujące się za Wisłę polskie oddziały sformowane z rozbitych dywizji Armii „Prusy”. W całodziennej walce poległo 86 żołnierzy, w tym dowódca ppłk Graff. Ich zbiorowe mogiły są na cmentarzu w Głowaczowie. W miejscowości znajduje się kościół św. Wawrzyńca wzniesiony pierwotnie w 1657 r. z fundacji biskupa Tomasza Leżeńskiego, spalony w czasie walk na przyczółku warecko-magnuszewskim (II wojna światowa). W obecnym kościele XIX-wieczne epitafia. Na rynku zachowały się kapliczki z XIX w., stoi też pomnik ku czci żołnierzy i ludności cywilnej poległych w II wojnie światowej i pomnik ku czci Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Gródek – Wieś na miejscu grodu z czasów piastowskich. Pierwsze wzmianki pochodzą z XIV wieku. W XVI wieku należał do rodziny Mysłowskich, potem do Kochanowskich. Renesansowy kościół Świętej Trójcy wzniesiony został w latach 1593-95 z fundacji Andrzeja Kochanowskiego. Zniszczony w czasie I wojny światowej. Restaurowany w latach 1915-28, ponownie odnowiony w latach 50-tych oraz w 1997 r. Wewnątrz pozostały fragmenty renesansowych polichromii z końca XVI w. oraz zabytki: drewniane Epitafium (z I poł. XVII w.) Andrzeja Kochanowskiego – fundatora kościoła, krucyfiks – XVIII wiek, chrzcielnica – XVII wiek, organy 7-głosowe z ok. 1892 r. Obok kościoła drewniana dzwonnica z 1896 r. Kaplica przydrożna z rzeźbą św. Jana Nepomucena pochodzi z XVIII wieku. Na cmentarzu parafialnym – mogiły poległych żołnierzy w 1914 r. i 1939 r.

Jastrzębia – Ślady osadnictwa pochodzą z neolitu (narzędzia krzemienne i pochówki nad rzeką Radomką), wieś puszczańska wzmiankowana już w 1191 r. Mieszkali tu kmiecie, łowcy i bartnicy. Do końca XVI w. posiadała włodarza. W latach 1904-06 tutejszy młynarz zbudował zegar astronomiczny, który podarował carowi Mikołajowi II. Znajduje się tu dom z 1873 r., przydrożna kapliczka św. Jana Nepomucena z XIX w.

Jedlnia – Ślady osadnictwa pochodząz epoki brązu (ok. 1835 r. odnaleziono 3 popielnice). Wieś notowana już w XII w. Być może we wczesnym średniowieczu był tu gród. Prawdopodobnie pierwotna nazwa brzmiała Jedlna. Istniał tu pradawny ośrodek bartniczy. Leżąca na szlaku z Krakowa na Litwę Jedlnia stanowiła ulubione miejsce postojów króla Władysława Jagiełły, który bywał tu wielokrotnie, mieszkając w modrzewiowym dworku, a w 1430 r. wydał przywileje jedleńskie (potwierdzone w Krakowie w 1433 r.), gwarantujące szlachcie nietykalność osobistą. Podczas powstania styczniowego miały tu miejsce dwie bitwy. Obecnie na starym cmentarzu parafialnym znajduje się mogiła powstańców 1863 r. Jest ona nieopisana – ale nadal żyje w świadomości ludności miejscowej jako mogiła powstańców styczniowych. Kościół parafialny św. Mikołaja i Małgorzaty. Pierwszy na tym miejscu, drewniany, ufundowany przez Władysława Jagiełłę, wzniesiono w 1387-91 r. W 1790 r. rozpoczęto budowę nowego, murowanego kościoła w stylu klasycystycznym, z fundacji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, według planów Jana Kantego Fontany. Budowę ukończono w 1834 r. W latach 1898-1901 przebudowano go całkowicie w stylu neorenesansowym. Wewnątrz znajdująsię dwa późnobarokowe ołtarze oraz kamienna chrzcielnica z początku XVII wieku. Z dwóch dzwonów jeden jest gotycki, drugi datowany na 1580 r.

Ośrodek Edukacji Ekologicznej i Integracji Europejskiej Lasów Państwowych. Jedlnia-Letnisko szybko stała się miejscowością wypoczynkową dla mieszkańców Radomia ze względu na wyjątkowe warunki klimatyczne

Jedlnia-Letnisko – Ślady grodziska z X-XI wieku. Znajduje się tu Ośrodek Edukacji Ekologicznej i Integracji Europejskiej Lasów Państwowych. Jedlnia-Letnisko szybko stała się miejscowością wypoczynkową dla mieszkańców Radomia ze względu na wyjątkowe warunki klimatyczne i do dziś utrzymuje charakter osiedla wypoczynkowo-letniskowego. Miejscowość na przeważającym obszarze zabudowana jest stylowymi, drewnianymi domkami willowymi, otoczonymi lasami i ogrodami. Atrakcyjność osiedla jeszcze bardziej wzrosła po utworzeniu zalewu na rzece Gzówce w Siczkach w 1976 roku. Kościół drewniany (1921-23).

Kozienice – Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z XII i XIII w. Wspaniałe tereny łowieckie przyciągały takich myśliwych jak Władysław Jagiełło, który zbudował dwór myśliwski i ufundował drewniany kościół. Zimą 1409-1410 r. wybudowano most łyżwowy (drewniany), który spławiono Wisłą do Czerwińska, a posłużył on do przeprawy wojskom idącym na Grunwald. Król Kazimierz Jagiellończyk z powodu epidemii dżumy w Krakowie schronił się z dworem w Kozienicach i tutaj 1 stycznia 1467 r. urodził się przyszły król Polski Zygmunt I Stary, co upamiętnia unikalna XVI-wieczna kolumna. Znajduje się ona na terenie zespołu pałacowo-parkowego zbudowanego w latach 1778-91 dla króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Pałac przebudowano następnie w latach 1839-65 dla gen. Iwana Dehna (generalny budowniczy twierdz w Królestwie Polskim), który otrzymał majątek Kozienice za zasługi dla Rosji. W latach 18961900 Franciszek Arveuf przebudował pałac na styl renesansu francuskiego. Do dziś zachowała się oficyna, w której mieści się Muzeum Regionalne oraz cokoły z czasów stanisławowskich pod rzeźby, przedstawiające polowanie na dzika i niedźwiedzia. Pozostała cześć została spalona w 1939 r. przez Niemców. Z dziedzińca roztacza się widok na basen z lat 1839-65. Do zabytków architektury sakralnej należy kościół p.w. św. Krzyża wzniesiony w latach 18681869. Wewnątrz rokokowe ołtarze z obrazem Matki Boskiej z XVII w., dzwon z 1564 r. W mieście zachowały się pochodzące z XIX w. kramy (odbudowane w latach 90-tych XX w.) oraz willa w stylu modernizmu z 1923 r. Istnieje kilka zabytkowych cmentarzy m.in. cmentarz żydowski z początku XVII w. i cmentarz grzebalny parafii rzymskokatolickiej założony w połowie XIX w. Na tym cmentarzu znajdująsię kwatery: prawosławnych, żołnierzy Legionów Polskich, żołnierzy poległych w 1939 i 1945 roku. Cmentarz rodziny Dehnów w parku przypałacowym, założony w I poł. XIX w., najstarszy nagrobek pochodzi z 1845 r.

Jadąc leśną drogą w odległości ok.150 m znajduje się grób poległych żołnierzy Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej w bitwie pod Molendami 7 IV1944 r.

Molendy – Wieś powstała w XVIII wieku w miejscu dawnych wsi Krępce i Wola Józefowska. Nazwa jej pochodzi od włościan Molendów. Na początku drogi jest niebieski szlak turystyczny i znak informujący o Miejscu Pamięci Narodowej. Jadąc leśną drogą w odległości ok.150 m znajduje się grób poległych żołnierzy Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej w bitwie pod Molendami 7 IV1944 r. Do bitwy doszło w wyniku żądania przez partyzantów uwolnienia osób aresztowanych przez Niemców podczas pacyfikacji okolicznych wsi. Właściwie partyzanci wypowiedzieli Niemcom bitwę. W okolicy Molend zgromadziło się 2,5 do 3,0 tysięcy żołnierzy Wermachtu, SS, żandarmów i „granatowych policjantów”. Niemcy mieli dwie baterie artylerii lekkiej, kilka wozów pancernych, dwa bombowce, samolot rozpoznawczy i broń maszynową. Żołnierzy AK i BCh było ok.120 (niektóre źródła podają większą liczbę). Partyzanci prowadzili walki ze zmiennym szczęściem, często zmieniali stanowiska, dezorientując wroga. Po kilku godzinach walki uda o im się wycofać, a Niemcy zamknęli „kocioł” tam, gdzie partyzantów już nie było. Bitwa pod Molendami była największą z partyzanckich bitew stoczonych w obwodzie kozienickim AK. Zahamowała dalszą pacyfikację okolicznych wsi. Zginęło 15 partyzantów i 3 osoby cywilne. Po stronie wroga były znacznie większe straty. Na grobie – pomniku widnieją także nazwiska osób pomordowanych w lipcu 1943 roku. Każdego roku w tym miejscu odbywają się uroczystości dla upamiętnienia ducha bojowego Polaków. Na skraju wsi są także dwa cmentarze żołnierzy armii austro-węgierskiej, rosyjskiej, niemieckiej (wśród nich byli Polacy) poległych na początku I wojny światowej. Krzyż upamiętniający wydarzenia Powstania Styczniowego znajduje się na skraju Puszczy Kozienickiej w pobliżu wsi Molendy.

Oleksów – Osada wzmiankowana w XII wieku, w średniowieczu gród należący do systemu obronnego Sieciechowa. Zachowały się dwa grodziska: jedno na granicy wsi Sławczyn, drugie w pobliżu Oleksowa. Obecny kościół p.w. św. Stanisława postawiony został w części z cegły, w części z białego kamienia kosztem miejscowego proboszcza w 1652 r. (restaurowany w 1858 r. przez ówczesnego dziedzica hr. Działyńskiego i parafian). Zabytki: chrzcielnica o charakterze późnorenesansowym z poł. XVII wieku, ołtarz główny wczesnobarokowy z poł. XVII w. W nim obraz Św. Rodziny, obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XVIII w., stalle i ławki rokokowo-klasycystyczne z 1863 r., obraz Ukrzyżowanie z przełomu XVII/XVIII w. oparty na malarstwie z kręgu Rubensa i krucyfiks cynowy zXIX wieku. Dzwon pochodzi z XVII wieku.

Opactwo - W XII w. powsta łtu jeden z trzech pierwszych ośrodków klasztornych benedyktynów w Polsce

Opactwo – WXII w. powstałtu jeden z trzech pierwszych ośrodków klasztornych benedyktynów w Polsce, który mieścił się na kępie wiślanej. Klasztor znajdował się w grodzie sieciechowskim do chwili, gdy Wisła zmieniła swe koryto i był zamkiem do którego Konrad Mazowiecki wtrąci Boles awa Wstydliwego z matką. Kiedy król Kazimierz Wielki wybudowa nowy zamek sieciechowski, benedyktyni przenieśli się w nowe miejsce w okolice zamku (okres 1342-1352). W1530 r. wzniesiono nowy drewniany klasztor, który spłonął w 1682 r. Być może tu pobiera nauki m ody Jan Kochanowski (poeta). Obecny zespó kościelo-klasztorny, późnobarokowy z pozostałościami romańskimi pochodzi z XVIII w. Zbudowany w kształcie krzyża greckiego. Wewnątrz zabytkowy ołtarz, dwa ołtarze boczne, krucyfiks barokowy, chrzcielnica i ambona rokokowe. Znajduje się tu też polichromia Szymona Mańkowskiego przedstawiająca portrety Bolesława Chrobrego i Sieciecha. Pobenedyktyński zespół architektoniczny jest najcenniejszym zabytkiem Ziemi Kozienickiej.

Policzna – Nazwa wsi prawdopodobnie wywodzi się od słowa „polica” oznaczającego duże pole. Pierwsze wzmianki pochodzą z XII wieku. Wieś należa a m.in. do Jana Kochanowskiego (dziada poety), a na cmentarzu spoczywają podobno: żona Dorota i córki Jana Kochanowskiego (poety) Urszula i Hanna. W Policznie znajduje się pałac Przezdzieckich zbudowany w XIX w. z malowniczym parkiem, od strony wsi stawy rybne. W czasie II wojny światowej w majątku mieścił się obóz pracy. Znajdujących się tam radzieckich jeńców uwolniły 11 czerwca oddziały: BCh – Józefa Abramczyka („Tomasza”) oraz AK – Kazimierza Aleksandrowicza („Huragana”). Obecny kościół św. Stefana zbudowano w stylu neogotyckim w latach 1889-94. Brał w nim ślub Stefan Żeromski z Oktawią Rodkiewicz, a jednym ze świadków był Bolesław Prus. W kościele warto obejrzeć rzeźby i obrazy z XVII-XVIII w. Z zewnątrz i wewnątrz kościół olśniewa pięknem architektury. W Policznie znajduje się także cmentarz wojenny w miejscu krwawych zmagań armii austro-węgierskiej z oddziałami strzelców syberyjskich, wśród których byli polscy zesłańcy. We wsi znajduje się także miejsce pamięci narodowej: Policzna – Pomnik Pamięci Narodowej poświęcony ofiarom faszyzmu, miejsce rozstrzelania mieszkańców
Policzny 12 VI 1943 r. Na cmentarzu parafialnym – mogiły polskich żołnierzy (Grób Nieznanego Żołnierza), którzy bohatersko zginęli 10 IX 1939 r.; zbiorowa mogiła rozstrzelanych mieszkańców wsi w dniu 12 V11943 r.

Pionki – Miasto nad Zagożdżonką, powstałe na miejscu dawnych osady młynarskich -Zagożdżon i Pionki, istniejących już za Władysława Jagiełły. W pobliżu stacji PKP kamienny słup, upamiętniający pobyt Kazimierza Jagiellończyka. Trzy pomniki ofiar II wojny światowej. W1923 r. – budowa Państwowej Fabryki Prochu i Materiałów Kruszących.

Sieciechów – Początkowo gród ziemno-drewniany – siedziba książęcego rodu Sieciecha. W średniowieczu ważna osada na trakcie handlowym przy przeprawie przez Wisłę, po zmianie koryta rzeki w 1342-1352 r. utraciła znaczenie, a Kazimierz Wielki zlecił budowę zamku murowanego. Dziś w odległości 3 km od Sieciechowa znajdują się tam ruiny Fortu Bema. W gminie Sieciechów zobaczyć można także ruiny innych fortów, które w XIX w. stanowiły obóz warowny w połączeniu z twierdzą w Dęblinie. Sieciechów miał już prawa miejskie w 1232 r. Znajduje się tu barokowy kościół św. Wawrzyńca. Powstał prawdopodobnie w XI w. Kościół pierwotny drewniany istniał od 1326 r. Po pożarze w 1707 roku wzniesiono w latach 1710-69 nowy kościół według projektu budowniczego Andrzeja Janowicza. Ołtarz główny rokokowy pochodzi z 1768 r., polichromia z XIX w. W XIX-wiecznej dzwonnicy są dwa zabytkowe dzwony (jeden gotycki z 1459 r., drugi z 1525 r.). Znajdują się tu także rokokowa ambona i chrzcielnica, a dawne tabernakulum wybite jest kurdybanem z XVIII w. W Sieciechowie odnaleziono unikatowy chodnik z sosnowych bali. Zabytkiem jest także rynek, który swój kształt przybrał ok. 300 lat temu.

Sucha – Istniała prawdopodobnie już w XII wieku. Kościół św. Idziego zbudowany w latach 1839-43 wg projektu Antoniego Corazziego, a następnie przebudowany w latach 1910-13. W wystroju m.in. uchodzący za cudowny obraz Matki Boskiej z 1647 r. i barokowy obraz „Ecce Homo” z XVIII wieku.

Świerże Górne - w średniowieczu był tu gród strzegący przepraw przez Wisłę

Świerże Górne – w średniowieczu był tu gród strzegący przepraw przez Wisłę, przy którym powsta o podgrodzie o charakterze rzemieślniczo-targowym. Na prze omie XIV-XV wieku często zatrzymywał się tu król Władysław Jagiełło w drodze na Litwę i z powrotem. We wrześniu 1939 roku przeprawiała się tędy za Wisłę Armia „Prusy”. Drewniany kościół parafialny św. Jakuba istniał już w 1191 roku. Następny ufundował przed 1440 r. kustosz Mikołaj Drzewiecki. Kolejny, także drewniany spłonął w czasie walk o przyczółek warecko-magnuszewski w 1944 r. (ocala a wówczas tylko dzwonnica). Obecny kościół został zbudowany w latach siedemdziesiątych. W kościele znajdują się XVIII-wieczne organy. Obok kościoła drewniana dzwonnica z ok. 1744 r. konstrukcji słupowej, z łamanym dachem namiotowym, krytym gontem. Za murem cmentarza parafialnego znajduje się cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej.

Wysokie Koło - Kościół p.w. Świętego Krzyża w stylu włoskiego renesansu z 1637 r.

Wysokie Koło – Kościół p.w. Świętego Krzyża w stylu włoskiego renesansu z 1637 r., zosta zniszczony przez Szwedów i długo stał opuszczony. Odbudowano go po 1681 r. dzięki staraniom Jana Wielkopolskiego podkanclerzego koronnego. Kościół ma rzeźby, o tarze i relikwiarze z XVII-XVIII w. Dwa dzwony z 1717 i 1720 r. Znajduje się tu koronowany obraz Matki Boskiej słynącej z cudów. W lesie przy drodze do Puław jest cmentarz wojenny. Pochowani są na nim żołnierze armii rosyjskiej i austro-węgierskiej, polegli w październiku 1914 r.

Zwoleń - Powstał na gruncie wsi Gotardowa Wola w latach 20-tych XV wieku

Zwoleń – Powstał na gruncie wsi Gotardowa Wola w latach 20-tych XV wieku, na mocy przywileju wydanego przez króla Władysława Jagiełłę. Datowane dokumenty lokacyjne z 1425 roku poświadczają zaawansowany już stopień zasadzenia osady. W latach 15661575 Jan Kochanowski pełnił tu funkcję prebendarza. W wyniku potopu szwedzkiego Zwoleń poniósł ogromne straty materialne i ludzkie, które zaważyły na jego dalszych losach i spowodowały, że miasto nie powróciło już do dawnej świetności. W1800 roku przebywał tu, wraz ze swym sztabem, książę Józef Poniatowski. Po likwidacji Księstwa Warszawskiego i utworzeniu w 1815 roku Królestwa Polskiego, Zwoleń wszedł w jego skład. Najcenniejszym zabytkiem Zwolenia jest kościół p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego (1564-1595), przy którym znajduje się Kaplica Kochanowskich (1610), w krypcie spoczywają szczątki Jana Kochanowskiego i jego rodziny. Od strony p d. kościoł a usytuowana jest kaplica Św. Franciszka z tablicami nagrobnymi Jana i rodziny Kochanowskich – nekropolia rodu Kochanowskich oraz kaplica św. Stanisława z XVII-wiecznym drewnianym ołtarzem ufundowanym przez Zuzannę Wołucką Owadowską, wnuczkę poety. Nieopodal pomnik Nieznanego Żołnierza z tablicą pamiątkową z 1925 roku, poświęconą mieszkańcom ziemi zwoleńskiej za udział w powstaniach narodowych i I wojnie światowej. We wnętrzu pomnika umieszczono ziemię z pola bitwy pod Laskami, gdzie w 1914 r. wojska Józefa Piłsudskiego walczyły z Rosjanami. Ściana Śmierci, przy której hitlerowcy w 1944 r. dokonali publicznych egzekucji na żołnierzach AK i osobach cywilnych – odsłonięta w 1956 roku. Krzyż Katyński z nazwiskami mieszkańców ziemi zwoleńskiej, którzy zginęli w Katyniu, Starobielsku i Ostaszkowie – odsłonięty w 1992 roku. Na budynku Urzędu Miejskiego pamiątkowa tablica informuje o nadaniu Zwoleniowi Orderu Krzyża Grunwaldu II klasy za wkład mieszkańców miasta w walkę z okupantem hitlerowskim.

Żytkowice – Wybudowany w 1933 r. pomnik Mauzoleum Legionistów I Brygady poległych w bitwie pod Laskami i Anielinem w dniach 22-26 X 1914 r., w której brały udział Legiony Polskie sformowane przez Józefa Piłsudskiego wchodzące w skład 46 austriackiej dywizji obrony krajowej, walczące przeciwko wojskom rosyjskim (znajduje się przy torach PKP). W mauzoleum znalazło miejsce wiecznego spoczynku ok. 150 żołnierzy. Znajduje się tu też pomnik związany z walkami partyzanckimi w 1944 r.

  • Nadleśnictwo Zwoleń, Miodne Leśniczówka 107/1 26-700 Zwoleń tel. 48 676 20 21 (22)
  • Nadleśnictwo Kozienice, ul. Partyzantów 62 26-670 Pionki tel. 48 612 93 54 lub 612 39 08
  • Nadleśnictwo Radom, ul. Janiszewska 48 26-600 Radom tel. 48 345 17 22

Historia i charakterystyka kajaka

Historia i charakterystyka kajaka

Mówiąc o kajaku należy sprecyzować jego pojęcie. Według definicji i kategorii sportowych jest to łódź o kształcie wrzecionowatym, ostro zakończona na dziobie i rufie, przykryta pokładem z kokpitem, w którym siedzi kajakarz twarzą do kierunku jazdy i napędza ją wiosłem dwu piórowym, trzymanym swobodnie w rękach i nie opartym o żadne urządzenie. Kanadyjka różni się od kajaka tym, że ma dziób i rufę nie tak długie jak kajak i charakterystycznie podwinięte do góry, może mieć pokład lub nie, a zawodnik klęczy na jednym kolanie i posługuje się wiosłem jednopiórowym swobodnie trzymanym w rękach. Ta forma łodzi, jak i sposób wiosłowania, przetrwały do dzisiaj od czasów najdawniejszych.

Wśród licznych definicji kajaka należałoby przytoczyć jedną podaną przez Zbigniewa Grzywaczewskiego, Stefana Kalickiego, Juliusza Kruszewskiego i Przemysława Nocona w „Ilustrowanej encyklopedii dla wszystkich – okręty i żegluga”. Mówi ona o tym, że kajak jest lekką łódką jednoosobową lub dwuosobową, częściowo zapokładowaną, napędzaną wiosłami dwu-piórowymi przez wioślarzy siedzących w kierunku jazdy. Kajaki charakteryzują się bardzo lekką konstrukcją i małym zanurzeniem, wykonywane są z drewna, sklejki lub z tworzyw sztucznych, jako nierozbieralne lub składane (składaki). Pierwotne konstrukcje kajaków stosowane były przez Eskimosów i miały poszycie skórzane. Niektóre kajaki bywają wyposażone w sprzęt żaglowy i boczne miecze.

W najdawniejszych czasach łódź była podstawowym sprzętem domowym. Służyła do podróżowania, polowania i walki z innymi plemionami. Dzisiejszy kajak, łódź wioślarska, tratwa, żaglówka – to nie tylko w przenośni – ze wspólnego pnia. Drzewo genealogiczne wodnych dyscyplin sportu i turystyki sięga daleko wstecz i jest mocno rozgałęzione. Świadczą o tym liczne, do dziś zachowane pamiątki z przeszłości. One to właśnie mówią, jak w zależności od miejscowych warunków powstawały różne typy łodzi: od starych kanoe, używanych do dziś przez północnoamerykańskich Indian z plemion: Irokezów, Siuksów i Apaczów do kajaków Eskimosów, konstruowanych z przeróżnych materiałów. Trzeba dodać, że właśnie na kanoe Indianie dokonywali cudów zręczności na górskich rzekach kanadyjskich, podczas gdy Eskimosi doprowadzili do perfekcji jazdę na kajakach po morzu. Mówią o tym ludowe przekazy: legendy, ballady i pieśni, których ślady znajdujemy w literaturze ludzi białych, a także potomków mieszkańców tych krain.

Wykopaliska archeologiczne stale pozwalają przesuwać wstecz datę narodzin kajaka i kanoe. Np. brytyjski archeolog sir Leonard Wolley, prowadzący badania w ruinach miasta Ur znajdującego się na terytorium dzisiejszego Iraku, znalazł grób jednego z sumeryjskich królów. W grobie znajdował się wykonany ze srebra model kanoe i wiosła. Wiek tego znaleziska ocenia się na około 6000 lat. Prace wykopaliskowe prowadzone w Egipcie dowodzą, że już na ponad 2000 lat p.n.e. były tam w użytku łodzie, podobne kształtem do wieloosobowych kanadyjek. Sposób wiosłowania Egipcjan podobny był do stylu stosowanego przez Indian. W sławnym muzeum pergamońskim w Berlinie znajduje się rysunek, ryty w kamieniu, przedstawiający taką właśnie kanadyjkę z ośmioma wioślarzami. Natomiast rzeźby w pałacu w Korsabat przekonują nas, że stylem kanadyjskich Indian wiosłowali także Fenicjanie. Podobnie zresztą jak Wikingowie. W tym ostatnim przypadku dowodem jest łódź wojenna wykopana w Szlezwiku, a pochodząca z ok. III w. n.e.

Najstarsze informacje o kajakach czerpiemy zarówno z legend, jak i wykopalisk, znaków runicznych i rzeźb archaicznych. Warto przypomnieć np. treść starej pieśni islandzkiej, eddy, która mówi o cudownej łodzi Skiddlandmir. Odyn – skandynawski bóg wojny, wichru i śmierci mógł ją złożyć i schować do kieszeni kaftana. Jak głosi podanie – konstruktorem tego mitologicznego składaka był karzeł Sindri. Inna opowieść potwierdza chyba fakt, że ludzie północy od bardzo dawna znali składane kajaki. Mówi ona bowiem, że tak zwani Finsee, pół ryby – pół ludzie po wyjściu na ląd zrzucali rybią łuskę i stawali się normalnymi ludźmi. Należy przypuszczać, że po prostu zdejmowali oni skórzane składaki, w których przemierzali morskie odmęty.

O znaczeniu kajaka dla ludzi północy mówią prehistoryczne znaki runiczne odkryte w jaskiniach, w których ongiś zamieszkiwali przodkowie Skandynawów. Obok rysunków nart widnieją tam również wizerunki kajaka. Natomiast na podstawie wykopalisk kanadyjskich udało się odtworzyć szczegóły budowy pierwotnych kanoe. Winnetou i inni bohaterowie powieści Karola Maya mieli szczęście podróżować nie tylko na grzbiecie koni, lecz także w zwinnych, w różne kolory pomalowanych kanoe z kory drzew, głównie z brzozy. Północni sąsiedzi Indian, Eskimosi, nie mogli w żaden sposób korzystać z przykładu Irokezów i innych plemion. W walce z morskimi falami potrzebne im były zupełnie inne łodzie niż kanoe z kory. Musiały one być podobnie szybkie i zwrotne, ale jednocześnie znacznie bardziej szczelne. Szkielet wykonany z kości lub ości obciągali skórą reniferów albo fok, zostawiając jedynie niewielki otwór, przez który wchodzili do kajaka. Otwór ten uszczelniany był skórzaną odzieżą Eskimosów. Przy tym typie łodzi potrzebne było inne wiosło mające pióra po obu stronach. W ten oto sposób powstał prototyp kajaka, który aż do dnia dzisiejszego uległ niewielkim tylko zmianom. Eskimosi osiągnęli prawdziwie mistrzowski poziom w posługiwaniu się kajakami. Jak pisze w swej książce arcybiskup Uppsali, Olaus Magnus, w 1597 r. widział on w Aslo (dzisiejszym Oslo), jak sprawnie Eskimosi posługiwali się kajakami. Już wtedy potrafili oni wykonywać „eskimoskę”, a więc posiedli umiejętność, którą obecnie powinien mieć każdy zawodnik, jeżeli w przypadku wywrotki nie chce opuścić kajaka, a znowu móc wiosłować. Tak więc prawzo-rem dzisiejszego kajaka jest wąskie czółno eskimoskie (co w języku Lapończyków i Eskimosów brzmi „Ka-i-ak”), zwane też kajakiem grenlandzkim lub alaskim w zależności od okolicy skąd pochodził pierwowzór. Mniejsza łódź używana przez kobiety nosiła nazwę „umiak”. Egzemplarze kajaka eskimoskiego można oglądać m.in. w muzeach etnograficznych budapesztańskim i florenckim. Są to łodzie o linii w zasadzie mało różniącej się od używanych do dziś w myśliwstwie, rybołówstwie, turystyce i jako środek komunikacji wodnej. Kajak pierwotny – obok nart – był zasadniczym środkiem lokomocji ludów dalekiej północy. Posługiwali się nim mieszkańcy obu brzegów Cieśniny Beringa, nazywając go „bajdarami” (która to nazwa do dziś przetrwała w języku rosyjskim), mieszkańcy Wysp Aleuckich, Czukczowie i syberyjscy Samojedzi. Natomiast prawzór kanadyjek powstał na wschodnich wybrzeżach Kanady. Znane były one również wśród Indian uprawiających myślistwo i rybołówstwo, zamieszkujących północną Alaskę. Staroindiańskie mity mówią o perfekcji jazdy indiańskich myśliwych w swych „canoe”, którzy swobodnie pływali na górskich rzekach kanadyjskich, pełnych porohów skalnych, katarakt i wodospadów. Ich ślady znajdujemy w powieściach Londona, Meyne Reida, Curwooda czy Grey Ohla – Szarej Sowy. Tak więc można stwierdzić, że używane obecnie w sporcie i turystyce kanadyjki pochodzą w prostej linii od czółen Indian północnoamerykańskich. Sama zaś nazwa z pewnością wywodzi się z wysp Morza Karaibskiego. Kiedy na przełomie piętnastego i szesnastego wieku przybyli tam Hiszpanie i Portugalczycy, mieszkańcy wysp nazywali swe czółna „canagua”, która to nazwa została przez odkrywców przekręcona na „canoa”. Od tego słowa powstało angielskie canoe, niemieckie kanu i francuskie canot.

Kształt i forma kajaków i kanadyjek były na przestrzeni wieków różne. Różne były również sposoby ich budowania: od oparcia kształtu na szkielecie z ości ryb i drewna, obciągniętym powłoką ze skóry foki lub morsa, zszytej ścięgnami reniferów uszczelnionymi tłuszczem, poprzez kajaki o drewnianym szkielecie z klepek, sklejek lub forniru cedrowego, mahoniowego czy innego szlachetnego gatunku drewna (regatówki), do bezszkieletowego z płótna, mat szklanych i żywic poliestrowych. Kanadyjki natomiast w swej pierwotnej formie były drążone z pnia a z czasem budowano je przez obciągnięcie szkieletu płatami kory zszytymi włóknem z korzeni jodły. Kształt kajaków i kanadyjek wyczynowych znacznie odbiegł od swego pierwowzoru, gdyż został dostosowany do wymogów zawodów, a więc do szybkiego poruszania się po wodzie. W sporcie wyczynowym kanadyjki pojawiły się później od kajaków. Natomiast reasumując problem genezy kajaka i kanadyjki, należy stwierdzić, że oprócz głównej linii rozwojowej jednostek pływających, mamy również linie boczne, które osiągnęły już na tym etapie swój punkt szczytowy. Są to właśnie skórzaki – łodzie ze skóry na drewnianym szkielecie a więc kajaki i umiaki eskimoskie, lub łodzie z kory drzew (gre i vindla w Australii, kanadyjka Indian z Ameryki Północnej czy anan Indian z Ziemi Ognistej). Jednostki te świadczą o olbrzymiej umiejętności przystosowania się człowieka do warunków każdego środowiska. Trzeba jeszcze mocno podkreślić, że grenlandzkie umiaki i kajaki ze skóry są co najmniej rówieśnikami dłubanek.

Pierwsze zapoznały się z kajakami narody żeglujące po morzach północnych -przede wszystkim Anglicy, oni też rozpowszechnili je w Europie. Angielski badacz Burrcugh, który w II połowie XVI wieku przebywał wśród Samojedów, już w 1556 roku wspomina o kajakach jako o najpoważniejszym środku komunikacji wodnej oraz myślistwa. W 1723 r. nieznany Saksończyk przedstawił Augustowi Mocnemu, na Łabie, łódź o kształcie kajaka, nazwaną kieszonkową. Jednak dalszych losów tej łodzi nie przekazano, więc należy wnioskować, że król nie docenił tego „cudu techniki”. James Cook, który w latach 1790-tych był na Aleutach, z zachwytem pisze o kajaku jako o skutecznym środku transportu.

Rzeka Rospuda, szlak kajakowy i historia

Rzeka Rospuda, szlak kajakowy i historia

RZEKA ROSPUDA – nazwa rzeki i obydwóch jezior: Rospudy Filipkowskiej i Augustowskiej jest wynikiem zniekształcenia przez osadników z Mazowsza starej jaćwieskiej nazwy „Daus-pude”, co oznaczało „mocno naciskająca”. Rzeka dawniej zwana była: Dowspudą, Rowspudą, Kamienną, a w okolicach Filipowa – Filipówką. Dopływ Netty, dł. 80,7 km. Przepływa przez 2 krainy: Pojez. Suwalskie i Równinę Augustowską. Początek rzeki na morenach stanowiących przedpole Puszczy Romnickiej. Ważny szlak kajakowy o dł. 71,5 km, w tym 30 km po wodach stojących i 41 km z prądem rzeki. Przepływa przez i m / 8 jezior wpadając do 9-go – Rospudy Augustowskiej.

JEZIORO KAMIENNE – rynnowe, dno piaszczyste, na brzegach liczne duże kamienie. Powierzchnia 38,5 ha; śr.głęb.66,4 m; maks. 20 m; dł.2130 m; leży na wysokości 173 m npm. Jezioro typu leszczowego. Strefa ciszy!

FILIPÓW – nadanie praw miejskich w 1570 r., utrata – 1870 r.,(w herbie miejskim – rak), w XVI w. ośrodek arianizmu. W1656 r. bitwa w czasie wojen szwedzkich – zniszczenie miasta. Maksymalny rozwój miasta – początek XIX w. W miejscowości: neogotycki kościół – rozbudowany; obok niego drewniana dzwonnica i murowana zabytkowa plebania oraz 4 cmentarze: katolicki, ewangielicki, mariawitów i żydowski.

JEZIORO DŁUGIE – dno żwirowo-kamieni-ste. Pow. 15 ha; średnia głęb. 3 m; maks. 5 m. Leży na wysokości 165,8 m npm. Długość 1250 m; szerokość do 250 m. Możliwość połowu szczupaka, leszcza, okonia, płoci i karasia.

GARBAŚ – we wsi resztki parku podworskiego. Jeden kilometr na zachód głaz narzutowy uznany za pomnik przyrody, jego obwód wynosi 10 metrów.

JERIORO GARBAŚ – rynnowe, j oligotroficzne. Pow. 137,5 –f-ha; średnia głęb. 20,9 m; ! maks. 48 m. Długość – 3450 m, średnia szerokość 400 m; a maks. 700m. Leży na wysokości 163,3 m npm. Dużo miejsc do kąpieli, uwaga na gwałtowne spadki stoków dna.

JEZIORO SIEKIEREWO – śródleśne bezodpływowe; brzegi suche. Powierzchnia 25 ha; średnia głębokość 7 m. Leży na wysokości 166,9 m npm. Od doliny Rospudy oddzielone garbem morenowym o szer. 200 m.

BAKAŁARZEWO – wieś; nazwa pierwotna Dowspuda Bakałarzewska pochodząca od nazwiska właściciela okolicznych dóbr (XVI w.). Dawniej miasto, od 1870 r. wieś, obecnie duża wieś gminna. Duże zniszczenia w czasie II wojny światowej (90 % zabudowy). We wsi: kościół parafialny z 1936 r., w nim późnorenesansowa nastawa ołtarza (XVII w.) – najstarszy zachowany ruchomy zabytek sztuki Suwalszczyzny oraz młyn wodny na Rospudzie (XIX/XX w.)

JEZIORO SUMOWO – dawniej zwane Somowo. Rynnowe, rybne typu sandaczowo-leszczowego. Powierzchnia 81 ha; śr. głębokość 8 m; maks. 13,6 m; długość 3450 m, szerokość 350 m. Leży na wysokości 151,7 m npm. Do jeziora wpada 5 strumieni – na zachodnim brzegu. Dogodne miejsca do biwaków i kąpieli, przy brzegu płytka piaszczysta ławica, później spadek w głąb jeziora. W pobliżu jeziora ciąg ozów subglacjalnych o dł. 2 km, łagodnych, wydłużonych wzgórz i grzbietów. Całość przykryta warstwą glin zwałowych o grubości 1 – 2 m.

JEZIORO KARASIEWEK – niewielkie jezioro połączone strugą z Rospudą. Powierzchnia 12,5 ha, średnia głębokość 8 m, maks. 17,5 m; dł. 500 m, szer. 300 m. Leży na wysokości 161,5 m npm.

JEZIORO BOLESTY – rynnowe, przypomina szeroką rozlaną rzekę, najdłuższe jezioro na szlaku kajakowym Rospudy, o charakterze oligotroficzno-eutroficznym, uboga roślinność wodna. Przy brzegach szybki spadek głębokości. Pow. 116,5 ha; śr.głęb. 7 m, maks.16,2 m; dł. 5800 m, śr.szer. 350 m. Leży na wysokości 149,6 m npm. W dawnych dokumentach nazywane było Jeziorem Długim.

DOWSPUDA – miejscowość znana z słynnego pałacu Michała Paca (1778-1835) położonego na wysokiej skarpie Rospudy. Zachowany rozległy park -13 ha z wieloma cennymi gatunkami drzew. Pałac w stylu angielskiego neogotyku projektowali i budowali włoscy architekci w latach 1820-1 823. Całość założenia architektonicznego w czasach świetności odpowiadała powiedzeniu: „Wart Pac pałaca, a pałac Paca”. Po konfiskacie dóbr Pacowi przez cara pałac uległ zniszczeniu. Mury rozebrano w 1887 r., a cegłę sprzedano na koszary w Suwałkach. Zachowała się do dzisiejszych czasów: tzw. Wieża Bociania, arkadowy portyk wjazdowy, fundamenty podpiwniczenia pałacu właściwego oraz przy wejściu budynek stajni i psiarni (obecnie internat szkoły).

RACZKI – wieś gminna, dawniej miasto przy trakcie z Grodna do Prus. Powstała około połowy XVI w. Dawna nazwa -Dowspuda (Raczkowska). Przywileje handlowe miasto otrzymało od Jana III Sobieskiego, miejskie od Augusta III w 1703 r. Zakupione dobra w 1748 r. odziedziczył po poprzedniku Ludwik Michał Pac. Rozbudowane, ufundował kościół, uruchomił wiele zakładów przemysłowych. W 1870 roku utrata praw miejskich, początek zapaści miasta -spowodowana została konfiskatą dóbr Paca za jego udział w Powstaniu Listopadowym. Znaczne zniszczenia w czasie II wojny światowej. W miejscowości: zachowany układ przestrzenno-urbanistyczny, klasycystyczny kościół murowany projektowany przez Piotra Aignera, przebudował Henryk Mar-conii. Inne zabytki: kilkanaście domów drewnianych i murowanych (poł. XIX w.), budynek dawnej manufaktury pacowskiej.

CHODORKI – wieś, powstała w XVI w., nazwa od imienia ruskiego Chodor = Fiodor = Teodor. Początkowo zamieszkała przez ludność ruską.

ŚWIĘTE MIEJSCE – uroczysko, od dawna miejsce modłów okolicznej ludności i rytualnych posiłków, a także obmywania się w pobliskiej rzeczce Jałówce w dniu 24 czerwca. Prawdopodobnie pozostałość obyczajów (święto Jordana) ludności prawosławnej, obecnie zanikłej. Na miejscu drewniana kapliczka i zbiorowisko krzyży: kamiennych i drewnianych.

PUSZCZA AUGUSTOWSKA – jeden z największych leśnych kompleksów w Polsce. Porasta sandrową Równinę Augustowską. Rozpościera się miedzy jcz. Wigry rra-póhcey, a rzeką Biebrzą na południu Powierzchnia ponad 1140 km2 (w tym ponad 60 km2 poza granicami Polski, głównie na terenie Litwy). Drzewostan to głównie sosna (73%), pozostały: świerk, olsza, brzoza, jesion, dąb. W runie leśnym zachowało się wiele reliktów: m.in. zimoziół północny i bażyna czarna. Puszcza Augustowska stanowi ostoję dla wielu rzadkich zwierząt: bobrów, rysiów, głuszców, orła bielika, bociana czarnego, gągołów i wielu innych. Dla ich zachowania utworzono Wigierski Park Narodowy oraz szereg rezerwatów przyrody. Do bardziej znanych zalicza się rezerwaty mające na celu ochronę stanowisk bobra. Puszcza Augustowska wchodziła niegdyś w skład wielkich dziewiczych puszcz rozciągających się na pograniczu Litwy, Mazowsza i Prus. Do XII w. zamieszkała była przez Jaćwingów wytępionych przez Krzyżaków. Od XV w., początek zagospodarowania (łowiectwo, bartnictwo, sianożęci). W XVI w. początek przemysłowego jej wykorzstania (rudnie, smolarnie, dziekciarnie, potażarnie, pozysk drewna). Największe zniszczenia nastąpiły w czasie I wojny światowej, Niemcy wycieli 15% jej drzewostanów (4 min m3 drzewa). Dużą atrakcją turystyczną Puszczy stanowi Kanał Augustowski wybudowany w latach 1823-1839, obecnie służy jako szlak kajakowy i trasa żeglugowa. Został uznany za zabytek techniki.

SZCZEBRA – wieś, początki wsi w XV w., na pewno istniała w XVI w. Nazwa najprawdopodobnej od jaćwieskiego słowa „steb” czyli „kamień” (w 1547 r. nazwa brzmiała: Stebra). W 1783 roku postanowiono ze Szczebry utworzyć miasto konkurencyjne dla Augustowa.Zamiaru nie udało się sfinalizować. Nieopodal miejscowości miejsce straceń ludności Augustowszczyzny – 8 tys. ludzi, głównie pochodzenia żydowskiego (1941 -1944).

JEZIORO ROSPUDA – pochodzenie nazwy jeziora podane zostało przy okazji opisu rzeki. Powierzchnia 107 ha; śr. głębokość 5.1 m, maks. 10 m; dł. 2700 m, szer. 400 m; długość linii brzegowej 6,4 km. Jezioro jest miejscem akumulacji materiału mineralnego niesionego przez rzekę, stwarza to doskonałe warunki denne dla żerowania miętusa, ryby niespotykanej winnych jeziorach augustowskich. Na jeziorze wyspa przez rybaków zwana Grądzikiem, przez wczasowiczów Wiankiem. Na jeziorze półwysep o szczególnej nazwie – Goła Zośka. Z obydwoma obiektami związane są legendy wyjaśniające nazwy.

AUGUSTÓW – miasto położone na Równinie Augustowskiej przy starym trakcie tzw. Starym Gościńcu z Grodna do Warszawy i Krakowa. Otoczone szeregiem jezior. Założone zostało w 1555 r przez król Zygmunta Augusta, prawa miejskie otrzymało w 1557 r. W czasie wojen szwedzkich miasto zniszczono. Odbudowane przez Jana Kazimierza, od 1808 r. Augustów był miastem powiatowym. W okresie międzywojennym stał się ważnym ośrodkiem turysty-czno-wczasowym. Okres II wojny światowej i okres tuż powojenny zapisał się tragicznie w historii miasta. W czasie okupacji miasto zostało zniszczone w 70 %. W mieście Muzeum Ziemi Augustowskiej oraz Muzeum Historii Kanału Augustowskiego.

Legendy Mazowsza

Legendy Mazowsza

Warszawska syrenka

Nad Wisłą, przy moście Świętokrzyskim, skąpany w strumieniach wody bijącej z fontanny stoi – zdaniem wielu – najpiękniejszy pomnik Warszawy. Postać syreny pół-kobiety półryby, z mieczem w dłoni, osłoniętej tarczą zwrócona jest w kierunku północnym, gdzie zdąża królowa polskich rzek.

Przed wiekami syreny – córki Trytona, mistrza gry na muszli, wyruszyły w daleką podróż po morzach i oceanach, Jedna z nich zatrzymała się przy skałach duńskich. Dzisiaj możemy ją zobaczyć siedzącą na skale u wejścia do portu w Kopenhadze, Druga popłynęła dalej. Na ląd wyszła dopiero w okolicach niewielkiej osady, która dała początek przyszłej Warszawie, Śpiew syreny podziwiali okoliczni rybacy, Był wśród nich nieznajomy kupiec z garstką osiłków. Kazał pochwycić piękną syrenę i uwięzić. Nocą, gdy zasnęły straże rybacy oswobodzili ją. Syrena pochwyciła za miecz i tarczę i przepędziła opryszków. W podzięce za ratunek obiecała rybakom, że odtąd to ona będzie bronić tutejszej osady.

W herbie Warszawy, na pomniku, który stoi nad Wisłą i na innym, który stoi na Rynku Starego Miasta syrena została przedstawiona jako piękna kobieta. Na starych dokumentach i pieczęciach była jednak przedstawiana jak harpia ze szponami. Nikt nie słyszał jednak, aby skrzywdziła kogoś z mieszkańców miasta, albo odwiedzających to miejsce gości. Biada jednak tym, którzy źle życzą Warszawie.

Jak rycerz Junosza pod Zakroczymiem we krwi krzyżackiej się pławił

Wysoką, miejscami na 25 m, skarpę wiślaną przecinają w okolicach Zakroczymia spadające ku rzece wąwozy. Być może tutaj przed wiekami, dzięki odwadze rycerza Junoszy, Zakroczym uzyskał swój herb.

Według legendy rycerz Junosza jadąc z orszakiem na własne wesele zobaczył skaczącego baranka. Odebrano to jako dobrą wróżbę. Wkrótce weselnicy natknęli się na krzyżacki patrol.

Mężny Junosza pokonał wrogów, a następnie zakradł się do nieprzyjacielskiego obozu. Najpierw podstępem wykradł Krzyżakom konie, a potem na spieszonych nieprzyjaciół uderzył. Bitwa zakończyła się jego zwycięstwem. Po bitwie Junosza cały w krzyżackiej krwi przybył na wesele.

W uznaniu zasług – jak wspominał dawny dziej opis – otrzymał herb przedstawiający białego barana z chorągwią u boku „skąpanego we krwi” czyli w polu czerwonym. Herb został uwieczniony na pomniku w kształcie latarni, który stoi na zakroczymskim zamku.

O mężnym Ciechanie, założycielu Ciechanowa

W sercu Ciechanowa, koło kościoła parafialnego znajduje się tajemnicze wzgórze. Jest to fragment grodu sprzed 1000 lat. Tradycja mówi, że jego założycielem był legendarny rycerz Ciechan – syn mazowieckiego księcia.

Kiedy dorósł, ojciec postanowił wydać go za bogatą, lecz brzydką córkę innego władcy, by w ten sposób pomnożyć majątek i znaczenie rodu. Ciechan kochał jednak biedną dworkę i nie zamierzał ustąpić ojcu. Rozgniewany książę polecił uwięzić ukochaną syna. Ciechan ją uwolnił i ukryli się w pobliżu granicy z pogańskimi Prusami. W miejscu, w którym osiedli wybudowali gród, wkrótce nazwany grodem Ciechana.

Ciechan miał dwunastu synów, ci zaś, gdy dorośli założyli 12 grodów w pobliżu siedziby ojca. Gdzie kończy się legenda, zaczyna się historia. Na północ od Ciechanowa archeolodzy odkryli relikty innych wczesnośredniowiecznych grodów w Grudusku, Stuspku, Grzebsku, Tańsku. Być może warto wybrać się na poszukiwania dalszych grodów, o których mówi legenda.

Największy i najwspanialszy pozostał Ciechanów. Dopiero po wielu latach u podnóża miasta książęta mazowieccy wznieśli wspaniały zamek. Po dziś dzień mieszkańcy grodu Ciechana patrzą z dumą z góry na położoną nisko nad rzeką książęcą siedzibę. Mityczna postać założyciela miasta przetrwała w ich pamięci.

O opiekunce Mławy

Dawno temu w jednym z mławskich kościołów na wieży zagnieździła się sowa. W XVII w. Szwedzi splądrowali miasto i zbezcześcili kościół. Pewnego dnia, gdy sowa wyfrunęła z kryjówki zaczęła nawoływać: „pójdź, pójdź”. Na głos sowy w mieście pojawili się tajemniczy rycerze i przegonili wrogów. Gdy mieszkańcy odbudowali miasto i naprawili kościół, sowa wróciła do swojego gniazda. W XIX w. do Mławy wkroczyli Rosjanie. Pewnego razu dwaj kozacy zauważyli, że coś się rusza na kościelnej wieży. Jeden z nich oddał strzał, raniąc sowę i przebił dach wieży. Ranną sowę znalazł następnego dnia przechodzący obok wieży młodzieniec o imieniu Welimir i zaopiekował się nią. Dzięki jego troskliwości ptak wrócił do zdrowia. Pewnego dnia młodzieniec zapadł w sen, a gdy się obudził sowy już nie było. Przed Welimirem pojawił się duch starego rycerza. Przemówił do młodzieńca: Sowa nie jest zwykłym ptakiem, tylko dobrym duchem Mławy. Dopóki sowa będzie mieszkała na kościelnej wieży będzie strzegła miasta od niebezpieczeństw. Musisz opiekować się nią, a gdy już będziesz stary musisz znaleźć następcę, który będzie się opiekował sową po Twojej śmierci.

Będąc w Mławie wypatrujmy sowy. Być może nadal gnieździ się w wieży któregoś z mławskich kościołów. Być może żyją w mieście nadal potomkowie Wełimira, którzy z pokolenia na pokolenie przekazują sobie

O Nierodzie z Czerwina

W kościele w Czerwinie pod Ostrołęką znajduje się renesansowy nagrobek rycerza w zbroi. Przedstawia on postać Jakuba Grodzickiego – dawnego właściciela Czerwina. Wśród miejscowej ludności krążą opowieści, że jest to nagrobek rycerza zwanego Nierodem. Nazwano go tak dlatego, że przyszedł na świat po śmierci matki.

Kiedy dorósł twierdził, że się nie narodził. .i skoro się nie urodził, nie mógł też umrzeć. Był okrutnikiem. którego bali się wszyscy w okolicy. Najeżdżał swoich sąsiadów, chcąc zagarnąć ich włości. Pewnego razu w karczmie założył się, że przeniesie olbrzymi kamień, który znajdował się pod Czerwinem. Tam, gdzie go zostawi, będzie granica jego włości. Mieszkańcy Wojsz, wsi położonej w pobliżu posiadłości Nieroda, przerazili się, że mogą zostać poddanymi okrutnego pana. Jeden z nich przeciął rzemienie podtrzymujące olbrzymi kamień. Nierod upuścił głaz przed wioską. Kamień leży do dziś, a mieszkańcy nadali mu nazwę kamienienia Nieroda.

Archeolodzy dopiero niedawno rozwiązali tajemnice tego kamienia. Został w tym miejscu ułożony dużo wcześniej zanim powstała legenda o Nierodzie. Jest to fragment zniszczonego kurhanu, usypanego 1600 lat temu, w którym został pochowany lokalny władca.

O przywarach proboszcza z Wyszkowa

W kościele parafialnym pw. św. Idziego znajduje się gotycki srebrny kielich z połowy XV w. Został on w 1539 r. ofiarowany parafii wyszkowskiej przez prymasa polski Piotra Gamrata, gdy był on jeszcze biskupem krakowskim.

Piotr Gamrat – człowiek wszechstronnie wykształcony, protegowany biskupa Erazma Ciołka i zaufany królowej Bony, był w latach 1509-1518 proboszczem w Wyszkowie. Proboszcz miał tylko jedną słabość – jedzenie. Z lokalnych kronik wynika, że mógł on zjeść podczas posiłku… całego cielaka. Wieść gminna głosi, że podczas pewnej podróży z Ciechanowa na Podlasie, królowa Bona zatrzymała się w Wyszkowie w gościnie u proboszcza. Ten wydał ucztę na cześć królowej i biskupa Erazma Ciołka. Kiedy słudzy podali półmiski z mięsem, proboszcz zgarnął wszystko na swój talerz. Po uczcie królowa zażartowała: „Probostwo wyszkowskie jest za ubogie, żeby cię wyżywiło, trzeba cię zrobić biskupem”.

Być może w tej legendzie tkwi ziarnko prawdy, ponieważ Piotr Gamrat bardzo szybko wspiął się na szczyty kościelnej kariery. Został biskupem kamienieckim, potem prałatem dziekana w Płocku, w 1536 r. biskupem przemyskim, a rok później biskupem płockim. Już w lipcu 1538 r. mianowano go biskupem krakowskim, a w styczniu 1541 r. arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski.

O „Żółtej Damie” z zamku w Liwie

W pochmurne noce zamkowe komnaty odwiedza „Żółta Dama”. To duch Ludwiki Kuczyńskiej, która zginęła na rozkaz męża, kasztelana Marcina Kuczyńskiego. Powodem podejrzeń zazdrosnego kasztelana było zniknięcie brylantowych pierścieni, które podarował żonie. Myśląc, że przekazała je kochankowi, kasztelan zamknął Ludwikę w wieży. Na dowód wierności miała przez noc przewiercić palcem dziurę w cegle. Jak można się domyślić, cegła pozostała nienaruszona. Nad ranem oprawcy ścięli Ludwikę.

Wiosną ludzie ze wsi odnaleźli brylanty w sroczych gniazdach. Dowiedziawszy się o tym zrozpaczony kasztelan popełnił samobójstwo.

Ślad Matki Boskiej z Pieczysk

Wieś Pieczyska słynie z głazu, który leży przy drodze do Chosny. Na jego powierzchni w widoczne są wgłębienia przypominające swym kształtem ślad ludzkiej stopy. Mieszkańcy wsi są przekonani, że ślad pozostawiła Matka Boska, która uratowała mieszkańców podczas potopu szwedzkiego.

Kiedy wojska szwedzkie zbliżały się do wsi, mieszkańcy uciekli do lasu. Żołnierze podpalili wieś i zbliżali się do kryjówki w lesie. Wtem na głazie ukazała się postać kobiety, która groźnie spojrzała w stronę zbliżających się żołnierzy . Dowódca oddziału zląkł się i nakazał swym podkomendnym zmienić kierunek marszu.

Kiedy mieszkańcy Pieczysk wyszli z ukrycia na głazie nikogo nie było. Na powierzchni kamienia znajdował się jedynie odcisk kobiecej stopy. Zrozumieli, że uratowała ich Matka Boska.

Dziś obok głazu stoi mała kapliczka poświęcona Maryi.

O tym jak wareckie piwo uratowało legata papieskiego

Nie każdy wie, że piwo produkowane w Warce czterysta lat temu znalazło zastosowanie w medycynie. Latem 1596 r. do Warszawy przybył legat papieski, który miał nakłonić polskiego króla Zygmunta III Wazę do wojny z Turcją. Podczas swego pobytu w Polsce dostojny gość polubił naszą kuchnię, szczególnie zaś piwo z Warki. Kardynałowi nie udało się przekonać polskiego króla do wojny z Turcją i w marcu 1597 r. wyruszył z Warszawy do Rzymu.

Niestety na miejscu bardzo ciężko zachorował. Trawiony gorączką przypomniał sobie smak piwa z dalekiej Warki i westchnął po włosku: O biera di Warka czyli „o piwo z Warki”. Służba zebrana przy jego łożu myślała, że ich pan poleca duszę jakiejś nieznanej świętej i zaczęła się głośno modlić: Santa Biera di Warka ora pro nobis czyli „święte piwo z Warki, módl się za nami”. Kiedy chory zrozumiał, że przez przypadek ułożył nową „modlitwę” zaczął się głośno śmiać. Śmiał się tak bardzo, że pękł mu wrzód w gardle i kardynał wyzdrowiał. Jeżeli ktoś nie tylko zechce posmakować wareckiego piwa, ale także zobaczyć w jaki sposób zgodnie z 400-letnią tradycją powstaje, może wybrać się na wycieczkę do browaru. Można go zwiedzać w grupach zorganizowanych (min. 20 osób). Wcześniej trzeba się umówić: tel. 048 666 11 11.

O zaczarowanej kozie z Kozienic

W centrum Kozienic na placu 15 Stycznia stoi nietypowy pomnik. Z kamiennego obelisku wybija się do skoku jeleń. Pomnik upamiętnia legendę o początkach Kozienic.

Dawno temu w rozległej Puszczy Kozienickiej polował jeden z polskich monarchów. Jego strzała chybiła jednak celu i jedno ze zwierząt, samica sarny, którą myśliwi nazywają kozą, umknęła w głąb puszczy. Król rzekł „Kozie nic” i ruszył za nią w pościg. Jakież było jego zdumienie, gdy na leśnej polanie ujrzał jak jego niedoszła zdobycz stoi spokojnie obok nieznajomego starca. Starzec powstrzymał króla i opowiedział mu niezwykłą historię.

Razem z córką Roksaną mieszkał w grodzie na skraju puszczy. Jego córka często przychodziła do lasu zbierać grzyby i jagody. Pewnego razu Roksanę ujrzał leśny duszek i zakochał się w niej bez pamięci. Roksana początkowo obawiała się nieznajomego, lecz ten rozkochał ją w sobie za pomocą magicznych zaklęć. Odtąd razem codziennie spotykali się w puszczy. Kiedy ojciec dowiedział się, że jego córka zakochała się w leśnym duszku, przestraszył się i postanowił wydać ją za bogatego młodzieńca. Leśny duszek z zazdrości zmienił swoją ukochaną w sarnę. Razem zamieszkali w lesie. Jednak Roksana była coraz bardziej smutna i straciła chęć do zabawy. Zrozpaczony ojciec opuścił gród i zamieszkał razem z nią w lesie.

Król wzruszony opowieścią starca, zapowiedział: Kozie nic, zakazując w tym miejscu polowania na sarny. Z czasem w puszczy powstała osada królewskich łowców. Na pamiątkę tamtego zdarzenia nazwano ją Kozienicami. Dlaczego jednak w herbie miasta i na pomniku jest jeleń a nie sarna? Na dawnych herbach było zwierzę przypominające sarnę. Artyści jednak z biegiem lat poprawiali herb i sarna zmieniła się w jelenia, który jako zwierzę bardziej reprezentacyjne lepiej na herbie wyglądał.

Jak młody myśliwy odczarował najstarszych mieszkańców Radomia

W pobliżu kościoła św. Wacława znajduje się grodzisko zwane Piotrówką. Jest to relikt grodu z XI w., który dał początek dzisiejszemu miastu. Legenda łączy powstanie Radomia z młodym myśliwym z odległej krainy.

Młodzieniec od wielu dni błąkał się po lesie, bezskutecznie szukając zwierzyny. Spotkał czarodziejskiego orła, który obiecał zabrać go do krainy mlekiem i miodem płynącej, w której mógłby polować do woli. Gdy dolecieli na miejsce ptak rzekł: Oto kraina piękna i bogata. Przed laty zamieszkiwali ją ludzie z rodu Radomira razem z syreny. Ludzie jednak okazali się zaborczy i przegnali wiły. Za karę zapadli w wieczny sen. Odczarować ich może tylko ten, kto potrafi odczytać zaklęcie ukryte w szumie drzew, w szmerze strumienia i śpiewie ptaków.

Długo błąkał się młodzieniec po puszczy, nie potrafiąc odczytać zaklęcia, wspominając swe rodzinne strony. Wreszcie rzekł: „Rad dom tutaj bym znalazł”. Na te słowa zaklęcie straciło swą moc i mieszkańcy osady zostali odczarowani. Orły przeniosły na swych skrzydłach ziomków młodego myśliwego. Razem z odczarowanymi osadnikami założyli gród od słów „rad dom” Radomiem zwany.

O potworze z bagien koło Pakosławia

Między wsiami Pakosław i Płudnica niedaleko Iłży rozciągają się bagna. Miejsca te od wieków cieszyły się złą sławą wśród mieszkańców. Jak wieść gminna niesie na bagnach mieszkał potwór o trzech oczach, który żywił się ludzkimi zwłokami.

Nocą bestia opuszczała bagna, udawała się do pobliskich wsi i wygrzebywała ciała zmarłych. Potwór ten miał jednak słabość – ogromnie lubił słuchać gry na fujarce. Toteż gdy w Pakosławiu zmarł pewien mężczyzna, jego syn wziął flet i udał się na bagna, aby bestia nie zbezcześciła zwłok. Oczarowany muzyką potwór postępował za grajkiem, ten zaś z rozmysłem zapuszczał się w coraz bardziej zdradzieckie rejony. W końcu obaj wpadli w topiel. Zarówno bestia, jak i mężny grajek utonęli, wieś została jednak uwolniona od potwora. Dziś w pobliżu wsi stoi kapliczka w formie kolumny. Prawdopodobnie zrobił ją powstaniec styczniowy, który ukrywał się na bagnach. Być może to właśnie mroczna legenda sprawiła, że carska policja nie szukała go w okolicach Pakosławia. Podczas II wojny światowej partyzanci pochowali pod kolumną poległego towarzysza walki Tadeusza Wojtyniaka „Bacę”.

O przeklętych skarbach z Iłży

Nad Iłżą góruje wieża zamku wybudowanego przez biskupa Jana Grota na początku XIV w. Zamek, który był niegdyś wspaniałą rezydencją biskupią od prawie 200 lat jest w ruinie. Ruiny zamku budziły jednak ciekawość miejscowych.

Według jednej z opowieści okrutna królewna, która razem ze swoją drużyną rabowała kupców i ludność postano wiła tu ukryć swoje skarby. Kazała na wzgórzu wybudować zamek z lochami. Lochy te tworzyły istny labirynt, aby nikt nie powołany nie mógł ich pokonać. Pewnej księżycowej nocy okrutna królewna postanowiła obejrzeć okolicę ze szczytu swej zamkowej wierzy. Zauroczona widokiem jaki zobaczyła, zrobiła nieostrożny krok i spadła z wieży w przepaść.

Po jej śmierci wielu śmiałków próbowało znaleźć ukryte w lochach skarby, nikomu się jednak nie udało. Jedynie ten, kto w Boże Narodzenie wszedłby na zamkowe wzgórze mógł zobaczyć otwarte wrota lochów i zgromadzone tam skarby. Jednak nad skarbami zdobytymi w tak okrutny sposób ciążyła klątwa. Każdy kto odważyłby się sięgnąć po przeklęte bogactwo na zawsze pozostałby uwięziony w zamkowych lochach.

Pewnego Bożego Narodzenia uboga kobieta wraz ze swym synem udała się na zamkowe wzgórze. Przez lekko uchylone wrota zobaczyła zgromadzone w podziemiach bogactwa. Zauroczona widokiem zapomniała o klątwie i weszła do lochów. Wrota się zamknęły i natychmiast zniknęły.

Na próżno nieszczęsna próbowała wydostać się z pułapki. Kiedy zrozumiała, że na zawsze została uwięziona zaczęła rozpaczliwie płakać. Jej łzy podmyły skałę i u stóp zamkowego wzgórza powstało jeziorko, z którego wypływał strumyk. Strumyk ten nazwano „Jej łzą”. Z czasem w okolicy powstała osada, którą nazwano „Jej łzą”, a później „Iłżą”.

Historia Góry Kalwarii, Czerska, Baniochy

Historia Góry Kalwarii, Czerska, Baniochy

Góra Kalwaria należąca do rodziny polskich kalwarii pątniczych, stanowi jedno z najciekawszych rozwiązań architektonicznych baroku. Nim jednak miasto stało się miejscem kultu, w którym klasztory miało 6 zgromadzeń zakonnych opiekujących się 5 kościołami i 35 kaplicami, była to niewielka wieś egzystująca w sąsiedztwie silnego w średniowieczu Czerska.

Pierwsza wzmianka o wsi Góra pochodzi z 1252 r. z dokumentu biskupa Boguchwała II. Uposażał on istniejący we wsi kościół parafialny w dziesięcinę z okolicznych wsi. Drewniana świątynia już nie istniała w czasie całkowitego wyludnienia Góry podczas „potopu” szwedzkiego.

W 1666 r. podupadłą wieś kupił od braci Górskich i Anny z Cieciszewskich Niemierzyny biskup poznański Stefan Wierzbowski. Upatrzył on sobie to pięknie położone miejsce na budowę Nowej Jerozolimy. Realizację planu rozpoczął od wzniesienia klasztorów i kościołów, a dla pozyskania środków zwrócił się do Sejmu o utworzenie specjalnej fundacji. Biskup sprowadził również w workach ziemię z Jerozolimy, którą kazał rozsypać wzdłuż głównych traktów osady.

W 1670 r. król Michał Kory but Wiśniowiecki nadał prawa miejskie Górze, odtąd Nowej Jerozolimie. Przywilej m.in. zwalniał mieszczan z jakichkolwiek podatków, by miasto mogło się rozwijać. Dokument królewski uzupełnił w dwa lata później biskup Wierzbowski. Miasto ulokował na planie krzyża łacińskiego, którego centrum stanowić miała Kaplica Piłata, a podstawę Golgota — wzgórze usypane rękami wiernych. Wzdłuż drogi na Kalwarię biskup rozplanował kaplice Męki Pańskiej z figurami naturalnej wielkości. Fundator zabronił osiedlania się w mieście ludziom „inszej wiary, prócz samej świętej katolickiej”. Przywileje potwierdzali i rozszerzali królowie: Jan III Sobieski, August II Mocny, August III Sas oraz Stanisław August Poniatowski.

Po śmierci założyciela miasto powoli zaczęło podupadać. Gdy w wyniku III rozbioru Polski w 1795 r. Góra Kalwaria dostała się pod panowanie Prus, nastąpiła sekularyzacja dóbr kościelnych. Rząd pruski zezwolił na osiedlanie się w mieście ludności żydowskiej. W okolicach zamieszkiwali również koloniści niemieccy — ewangelicy. Gdy po klęsce napoleońskiej Góra Kalwaria weszła w skład Królestwa Polskiego, likwidacja zakonów została przyspieszona, a w mieście stale stacjonowały oddziały carskie. Przed Powstaniem Listopadowym Rosjanie więzili w Górze polskiego patriotę – Waleriana Łukasińskiego. W1883 r. Góra utraciła na ponad 30 lat prawa miejskie.

Od II połowy XIX w. do Góry Kalwarii ściągały pielgrzymki żydów, a szczególnie chasydów, gdyż osiedlił się w niej założyciel dynastii cadyków — Alterów. Najsłynniejszy z dynastii — Abraham Mordechaj — był najwybitniejszą postacią wśród ortodoksyjnych żydów europejskich. W latach II Rzeczypospolitej skupieni wokół niego wierni stanowili połowę mieszkańców miasta. Żydzi zostali wysiedleni podczas okupacji do warszawskiego getta. Cadyk jeszcze przed wojną opuścił Górę i wyjechał do Palestyny.

W 1991 r. Góra Kalwaria została wpisana do rejestru zabytków.

Dlaczego Górę nazwano Nową Jerozolimą

Był mroźny grudniowy ranek 1668 r. Mieszkańcy wychodzili właśnie z porannej mszy, kiedy po niebie zaczęły przebiegać pierwsze promienie słoneczne. Ogromna złocista kula unosiła się coraz wyżej, by nagle stanąć w miejscu u dołu krzyża, który niespodziewanie ukazał się na niebie. Księżyc ustępujący miejsca słońcu zatrzymał się w połowie krzyża, kształtem swym przypominając serce. W chwilę potem przesunął się nad krzyż. Choć to niezwykłe zjawisko nastąpiło o świcie, słońce i krzyż pojawiły się po przeciwnej stronie nieba – na zachodzie. O tym cudownym wydarzeniu mieszkańcy długo rozpowiadali. Ci nieliczni, którzy je widzieli, byli przekonani, że to sam Bóg wyznaczył Górę na Nową Jerozolimę, tak jak to św. Jan przewidział w Apokalipsie.

Tak powstała Nowa Jerozolima, zaś pamięć o cudownych okolicznościach jej narodzin została uwieczniona w herbie miasta.

Czersk w połowie XIII w. uchodził za polityczną i kościelną stolicę Mazowsza, jest jedną z najznakomitszych średniowiecznych pereł środkowej Polski. A wszystko to za sprawą niezwykle malowniczych ruin zamku wynoszących się ponad stromą dolinę Wisły.

Jak świadczą badania archeologiczne, pierwsi ludzie osiedlili się na wzgórzu zamkowym już przeszło 2 tys. lat temu. Odnalezione podczas prac wykopaliskowych naczynia i narzędzia świadczą o wysokim kunszcie ówczesnych rzemieślników. Ze względu na dogodne położenie osady — na cyplu oblewanym wodami Wisły – na obecnym wzgórzu zamkowym w XI w. powstał gród warowny. Przebiegający tędy szlak handlowy z Pomorza na Ruś Kijowską przyczynił się do szybkiego rozwoju osady i podgrodzia. Pochodzące z owych czasów cmentarzysko pod zamkiem zawierało ponad 1000 grobów.

Na początku XIII w. Czersk zaczął być wyróżniany przez książąt mazowieckich. Przed 1252 r. przenieśli tu z pobliskiego Grójca siedzibę archidiakonatu, stanowiącego najwyższą władzę kościelną dla południowego Mazowsza. Wówczas kaplica grodowa zyskała prawa kolegiaty. Miasto stało się siedzibą kasztelana, a wkrótce stolicą Księstwa Czerskiego. Prawa miejskie osada otrzymała około roku 1350 (utraciła je ukazem rządu carskiego w 1869 r.). Wkrótce potem książę Janusz I rozpoczął wznoszenie potężnego zamku obronnego.

Po przyłączeniu po 1526 r. do Korony zamek stał się własnością królewską. Bawiąca w nim królowa Bona uznała okoliczny mikroklimat za doskonały do założenia winnic i ogrodów warzywnych. Po jej wyjeździe z kraju zamek i miasto zaczęły podupadać. Decydujące ciosy zadali im Szwedzi podczas „potopu Oddziały rozbite przez Stefana Czarnieckiego pod Warką ukryły się w zamku, a wyjeżdżając wysadziły budynki mieszkalne i spaliły miasto. Dalszych spustoszeń dokonali Kozacy i Węgrzy.

Do dziś zachowały się trzy charakterystyczne, górujące nad skarpą wiślaną wieże: dwie okrągłe baszty, południowa i zachodnia oraz zbudowana na planie czworokąta wieża bramna, a także fragmenty murów obronnych. Wieża bramna ma 5 kondygnacji i 20 m wysokości. Prowadzi do niej most nad fosą wzniesiony w 1762 r. z inicjatywy marszałka Franciszka Bielińskiego. Atrakcją zamku jest widok na okolicę ze szczytu wieży. U podnóża położonego na skarpie Wisły Czerska, aż po obwałowanie rzeki rozciągają się piękne sady jabłoniowe.

Baniocha zwana początkowo Baniechą, była w okresie Polski szlacheckiej niewielkim, zagubionym w lesie folwarkiem ziemskim, często zmieniającym właścicieli. Począwszy od pierwszych lat XVIII w., przez półtora stulecia, władała nią, jak i sąsiednią Łubną, rodzina Szymanowskich. Centrum folwarku stanowił drewniany, parterowy dwór, kryty gontem i otoczony przez zabudowania gospodarskie. Po pożarze w latach 70. naszego wieku, dwór rozebrano.

Przy „trakcie bitym szosę zwanym przez dobra Baniocha przechodzącym, z Warszawy do miasta Góry prowadzącym” stała również przez dziesięciolecia drewniana karczma ze stajnią i zajezdnią.

Baniocha wyraźnie zaczęła się zmieniać od 1898 r., kiedy to część gruntów należących do majątku nabył Jeruchim lewek Walfisz, by wybudować cegielnię „Rozalin „. W jego ślady poszli dwaj inni przedsiębiorcy pochodzenia żydowskiego, uruchamiając cegielnie „Feliks” i „Marki Grójeckie”. W tym czasie wieś połączono z Warszawą kolejką wąskotorową, zwaną Grójecką. Baniocha stała się jednym z największych dostawców cegieł dla stolicy. Budownictwo rozwijało się także na miejscu, powstawały rezydencje. Na dwa lata przed wybuchem wojny Baniochę jednym tchem wymieniano pośród takich osiedli letniskowych, jak: Czersk, Złotokłos, Zalesie Górne czy Głosków. Willom nadawano wdzięczne nazwy: Bajka, Krystyna, Sfinks, Marzenie, Marysieńka… Zamieszkiwali w nich zarówno katolicy, żydzi, jak i ewangelicy.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego w jednej z przebudowanych cegielni warszawska spółdzielnia „Grupa Techniczna” uruchomiła produkcję silników elektrycznych, wózków akumulatorowych i narzędzi.

Banioska parafia Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju została erygowana w październiku 1952 r. Kościół zaprojektowany przez Stanisława Czarnego powstał w latach 1960-1970.

To warto zobaczyć

Najświetniejszym przedstawicielem stylu klasy cystycznego w Górze Kalwarii jest Ratusz. Wzniesiony został w latach 1829-34 wg projektu Bonifacego Witkowskiego z poprawkami Henryka Marconiego. Spłonął podczas wycofywania się z miasta oddziałów Wehrmachtu. Po zakończeniu remontu w 1951 r. budynek przeznaczono na siedzibę władz miasta i gminy oraz Urzędu Stanu Cywilnego.

Naprzeciw Ratusza znajduje się barokowy kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, zwany „Kaplicą Piłata”. Wybudowano go w II połowie XVII w. u zbiegu ramion krzyża tworzonego przez główne ulice miasta. Stanowił początkową stację Drogi Pasyjnej. W krypcie kościoła spoczywa bp Stefan Wierzbowski — założyciel miasta. Także tutaj zobaczyć można najcenniejszy zabytek sakralny Góry Kalwarii — XVI-wieczną woskową Pietę. Przywieziona została do Polski prawdopodobnie na zamówienie króla Zygmunta III Wazy. Do Góry trafiła jako dar królowej Eleonory — wdowy po Michale Kory bucie Wiśniowieckim.

Najlepiej zachowanym obiektem należącym do barokowego układu miasta jest Wieczernik w dzielnicy Marianki. Wybudowany dla zakonu marianówy stał się miejscem pochówku założyciela zgromadzenia o. Stanisława Papczyńskiego, błogosławionego w 2007 roku. Stąd dwukrotnie wyruszał on w pieszą wędrówkę do Rzymu. Kościół wzniesiony w stylu zbliżonym do podhalańskiego, obecnie otoczony jest przez park. Znajdziemy w nim współczesną drogę krzyżową dłuta Hanny Grocholskiej. Będąc na Mariankach warto także odwiedzić muzeum regionalne Bożeny i Wojciecha Prus-Wiśniewskich.

Architektoniczną perłą Góry Kalwarii jest również pobemardyński barokowy zespół klasztorny oraz parafialny kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Pobudowany w latach 1756-70 stanął w miejscu drewnianej fary, zniszczonej przez huragan. Spoczywający w podziemiach fundator kościoła — marszałek Franciszek Bieliński — powierzył budowę Włochowi Jakubowi Fontanie. W założonym na tyłach klasztoru ogrodzie odnajdziemy XVIII-wieczną kaplicę św. Antoniego Padewskiego, ze słynącą z cudów figurą świętego. Natomiast naprzeciw kościoła parafialnego w XVIII w. wzniesiono tzw. Pałac Biskupi, dawny Sąd Pokoju, obecnie służący za siedzibę archiwum. W jego pobliżu znajduje się popiersie marszałka Józefa Piłsudskiego — wykonana w brązie rekonstrukcja przedwojennego pomnika autorstwa Marii Owczarczyk, odsłonięta w czerwcu 1989 r.

Spacerując po Górze Kalwarii warto obejrzeć także dawne Kolegium Pijarów, ufundowane w 1675 r. przez biskupa Wierzbowskiego, a w XIX w. wykorzystywane przez wojska carskie na koszary. Od ponad 160 lat mieści się tu największy w Polsce dom opieki społecznej.

Do cennych zabytków miasta należy dawny żydowski Dom Modlitwy wybudowany w 1901 r. W okresie międzywojennym był miejscem modlitw wyłącznie dla chasydów — Żydów przestrzegających surowych reguł religii mojżeszowej. Obok, kilka lat wcześniej, wzniesiono dwór cadyka.

Z obiektów znajdujących się w okolicach Góry Kalwarii wartym obejrzenia jest XVIII-wieczny modrzewiowy dworek w Brześcach.

Do wyjątkowych zabytków okolic Góry Kalwarii należy drewniany wiatrak typu „koźlak” w Lininie. To oryginalny XIX-wieczny, ostatni tego typu młyn warszawski. Ze stolicy do Linina przywieziono go w częściach w 1917 r. Zakończył pracę po okupacji. Obecnie to największy „koźlak” na świecie.

Warto także wybrać się do miejscowości Sobików, gdzie obok kościoła parafialnego, usytuowana jest drewniana dzwonnica z XVIII w.

Magiczny Sandomierz jego zabytki i historia

Magiczny Sandomierz jego zabytki i historia

Położony nad Wisłą Sandomierz jest jednym z najstarszych i najpiękniejszych miast w Polsce. Przed wiekami był stolicą księstwa, a później województwa obejmującego znaczną część regionu świętokrzyskiego.

Turysta w Sandomierzu może zobaczyć ponad 120 zabytkowych budowli, wspaniale zabytki przeszłości pozostawione przez wielkich tego świata, dzieła sztuki wszystkich stylów. To przepięknie położone miasto podziwiać można z góry – z 33-metrowej Bramy Opatowskiej, z dołu – ze statku na Wiśle, a nawet pod ziemią – trasą turystyczną prowadzącą przez dawne piwnice.

Najstarszym zabytkiem Sandomierza jest romański kościół św. Jakuba, będący zarazem jedną z najstarszych świątyń w Polsce w całości zbudowanych z cegły. Ufundował go w pierwszej połowie XIII wieku biskup krakowski Iwo Odrowąż dla klasztoru Dominikanów. Nad wejściem do kościoła podziwiać można słynny portal z formowanej cegły z bogatą dekoracją.

Najważniejszą i najpiękniejszą świątynią w mieście jest bazylika katedralna, zbudowana w połowie XIV wieku z fundacji króla Kazimierza Wielkiego. Na ścianach w prezbiterium podziwiać można freski w stylu bizantyjsko-ruskim ufundowane przez króla Władysława Jagiełłę. Ściany boczne katedry zdobią monumentalne malowidła Karola de Prevo z pierwszej połowy XVIII wieku, tworzące unikatową kompozycję „Martyrologium Romanum”. Obrazy świętych i błogosławionych męczenników wiszą według kolejnych miesięcy, w których Kościół katolicki oddaje im cześć. Dopełniają ten cykl malowidła poświęcone męczeństwu sandomierzan.

Zamek sandomierski także zbudował Kazimierz Wielki, a przebudowywali kolejni władcy. Zachowało się jego jedno skrzydło, w którym mieści się Muzeum Okręgowe. Zobaczyć w nim można m.in. wystawę poświęconą zakochanemu w Sandomierzu Jarosławowi Iwaszkiewiczowi. W dawnej kuchni królewskiej prezentowane są wyroby sztuki zdobniczej od XVII wieku. Najwięcej jest sreber stołowych i toaletowych. Muzeum Okręgowe zajmuje też część ratusza na Rynku, gdzie prezentowana jest wystawa poświęcona historii miasta. Jednym z najcenniejszych eksponatów są jedne z najstarszych szachów w Europie, wykonane z rogu jelenia około 900 lat temu. Sam ratusz zwieńczony jest renesansową attyką, jedną z najpiękniejszych w Polsce.

Muzeum Diecezjalne, najstarsze w Sandomierzu, mieści się w gotyckim domu ufundowanym w 1476 roku przez sławnego kronikarza Jana Długosza, który był kanonikiem sandomierskiej kolegiaty. Gromadzone w nim są głównie dzieła sztuki sakralnej. Do najcenniejszych należą obraz Łukasza Cranacha Starszego przedstawiający Matkę Boską z Dzieciątkiem i Katarzyną Aleksandryjską z ok. 1520 roku oraz XIII-wieczna rzeźba Madonny. Zobaczyć też można wykonane z cienkiej skórki rękawiczki, które według tradycji królowa Jadwiga podarowała mieszkańcom pod sandomierskiej wsi Świątniki za wyciągnięcie jej sań z zaspy. Jest też Relikwiarz Krzyża Świętego, który ofiarował Władysław Jagiełło po zwycięstwie pod Grunwaldem.

Sandomierz i jego zabytki w sieci:

www.sandomierz.pl,

www.sandomierskie.com,

www.sandomierz.org,

www.katedra.sandomierz.org,

www.sandomierz.dominikanie.pl,

www.zamek-sandomierz.pl,

www.domdlugosza.sandomierz.org

Przewodnik po Kanale Elbląsko – Ostródzkim, Oberlandzkim

Przewodnik po Kanale Elbląsko – Ostrudzkim, Oberlandzkim

Poprzez „Kraj Górny” Kanał płynie / w nim statki na widok wierzchołków / swe dzioby podnoszą ku niebu / i płyną na skrzydłach aniołów. / Tu Kanał mknie przez las bajkowy / lub ukwieconą łąkę w gaju. / A tam z jeziora na jezioro / wciąż bliżej do wodnego raju. / Omija trzciny i sitowie / dom podcieniowy starej wioski. / Zbudował ten niezwykły Kanał / najcwańszy z wszystkich „wilków morskich”.(O.E. Sattler)

Trzy cuda świata.

Dawne Prusy Wschodnie szczyciły się przed Europą trzema cudami świata. Były to: wędrujące wydmy Mierzei Kurońskiej, podniesiona z „błota” Żuław siedziba Wielkich Mistrzów Zakonu NMP oraz kanał, w którym ..statki pływały po górach, pokonując różnicę poziomów przekraczającą 100 metrów”. Każda z tych osobliwości słynęła inaczej. W ruchomych nadbałtyckich piaskach potęgę swą okazywała nieokiełznana przyroda, czerwone mury zamku malborskiego były imponującym dziełem ludzkich rąk i prawdziwym pomnikiem myśli architektonicznej. Trzeci cud wydawał się w tym gronie najdoskonalszy i najbardziej kompletny, łącząc geniusz człowieka z twórczą mocą Natury. Był nim „Kanał Oberlandzki” (der Oberldndische Kanał), po 1945 roku zwany Kanałem Elbląskim, Kanałem Elbląsko-Ostródzkim lub Kanałem Ostródzko-Elbląskim.

Dawno, dawno temu lodowiec pracowicie wyrzeźbił powierzchnię Pojezierza Iławskiego tworząc liczne wytopiska i rynny, zalane następnie wodą – dzięki temu jedno za drugim, z południa na północ, ułożyło się kilka jezior: Drwęckie, Ilińsk, Ruda Woda, Sambród, Piniewskie i Druzno. W ten sposób Natura podsunęła ludziom pomysł zbudowania drogi wodnej wiodącej w kierunku Zalewu Wiślanego i Delty Wisły, skracającej pięciokrotnie szlak żeglowny do Gdańska przebiegający tradycyjnie po Drwęcy i Wisie. Trzeba było „tylko” uzupełnić jej dzieło, czyli połączyć jeziora odcinkami kanału. Jak zwykle „diabeł tkwi w szczegółach”, o czym przekonali się inżynierowie myślący co najmniej od XV w. nad rozwiązaniem postawionego im wyzwania. Okazało się, że do realizacji dzieła potrzebne będą, bagatela: przekopy, nasypy, uszczelnienia, zabezpieczenia skarp, śluzy, jazy, upusty i wrota przeciwpowodziowe. Rozwikłać należało ponadto problemy: zasilania kanału w wodę, odprowadzania ścieków, a przede wszystkim pokonania różnicy poziomów, która na niespełna 10 km odcinku pomiędzy Jeziorem Druznem a Jeziorem Piniewskim wynosiła 104 metry!

Wreszcie pozostawała trudność, kto wie czy nie równorzędna z kwestiami technicznymi – finanse. W związku z tym dopiero około połowy XIX w. udało się ludziom odpowiedzieć bezbłędnie na to „równanie z kilkoma niewiadomymi”. Efektem rozwiązania łamigłówki zadanej przez przyrodę był właśnie kanał, „w którym statki prywaty po górach”. O jego powstaniu zdecydowało życie i pasja co najmniej kilku osób, z grona tego pamiętamy dziś’ o jednej, nie do końca wiedząc kim był i co reprezentował sobą Georg Jakob Steenke, rzekomo Holender. Do dziś pokutuje powszechnie mylne przekonanie o jego pochodzeniu i narodowości, a w tysiącu nieprawd jakie napisano o konstruktorze i jego dziele, pomija się całkowitym milczeniem nazwiska ludzi, którzy mu pomagali i doradzali – nikt nie zna inżynierów Severina i Lentze (współtwórca Kanału Sueskiego, budowniczy mostu na Wiśle w Tczewie !).

Równie powszechnie, i tym razem słusznie, uważa się, że Kanał Elbląski należy do unikalnych w skali światowej dzieł techniki, będąc przy okazji obiektem o wyjątkowych walorach zabytkowych, jako że wszystko co powstało przy kanale i w kanale, ma rodowód XIX-wieczny. Jeszcze bardziej zdumiewające jest, iż owe wysłużone urządzenia hydrotechniczne i budowle działają tak sprawnie, jak gdyby upływ czasu nie wywierał na nich większego wrażenia. Skonstruowano je bowiem bardzo precyzyjnie, z perfekcją zdumiewającą każdego znawcę tematu. Przywoływany często jako wzór i porównanie dla naszego kanału – Kanał Morris w USA – różni się dziś zdecydowanie brakiem autentyczności, wszystko w nim bowiem zmodyfikowano i zelektryfikowano, pozostała tylko zabytkowa atrapa, ukrywająca nowoczesne maszyny i techniki. Tymczasem na szlaku wodnym wiodącym od Elbląga do Ostródy nadal funkcjonują stare patenty, do których nie dodano nic ponad to, co wymyślił i zaprojektował Georg Jakob Steenke (przy pomocy Karla Lentze). Kanał Elbląski ma więc, jak każda staroć, swoją „duszę” i za to wszyscy go kochamy. I nie ma powodów, by jak dawniej, nie reklamować go pod hasłem „najprawdziwszego cudu świata”.

Kraj, który przestał istnieć czyli wschodniopruska Atlantyda.

Mówiono onegdaj, że Kanał przepływa przez kraj, „gdzie Prusy Wschodnie są najpiękniejsze”. Tym krajem był Obeńand, dlatego właśnie Kanał nazywał się przez około 80 lat „oberlandzkim”(przez jakiś czas funkcjonowało też określenie „staropruski”). I pod takim mianem zasłynął w świecie, występował w literaturze fachowej, w związku z czym nasze określenia – typu Elbląski czy Ostródzki -mogą wprowadzać jedynie dezorientację, zwłaszcza u osób nieco zorientowanych w historii regionu i tradycji hydrotechnicznej. Jednakże inaczej być nie mogło, nazwa Kanału musiała ulec zmianie po 1945 roku skoro „zapomniano” o istnieniu całej krainy i nie znaleziono dla niej (niestety do dziś) polskojęzycznego odpowiednika. Dlaczego tak się stało, dlaczego kraina historyczna postrzegana wyraźnie przez wieki, opisywana przez badaczy w swojej odrębności, nagle przestała istnieć, trudno dzisiaj powiedzieć. Powodów znalazłoby się wiele, najprostszy tłumaczy się oczywiście skomplikowanymi stosunkami polsko-niemieckimi po zakończeniu drugiej wojny światowej i wynikającą z tego gordyjskiego węzła nieumiejętnością ustosunkowania się naszych ojców do dziedzictwa międzynarodowej, prawdziwie europejskiej kultury, z której bogactwem mieli nieopatrznie do czynienia na ziemiach dawnych Prus Wschodnich.

Dziś ważne jest byśmy zrozumieli, iż Obeńand (dosłownie „Kraj Górny”) był krainą historyczną i geograficzną wyodrębniającą się zdecydowanie na tle sąsiedztwa – Warmii i Żuław Wiślanych. Poświęćmy zatem kilka uwag charakterystyce owej ziemi, która zatonęła w naszej świadomości, niczym antyczna Atlantyda.

Nazwa krainy pojawiła się w XV w. dla oznaczenia ziem skolonizowanych przez Krzyżaków, położonych pomiędzy Żuławami w Delcie Wisły a Niziną Warmińską. Oberland wyróżniał się wyższym położeniem w stosunku do obu nizin (stąd nazwa) oraz urozmaiconą, pofałdowaną rzeźbą terenu, wypełnioną gęstymi lasami i licznymi jeziorami. Częstokroć porównywano Oberland do Mazur wskazując, że choć obszarowo mniejszy i nie tak bogaty w duże jeziora, zachwyca bardziej zróżnicowaną szatą roślinną. Oberlandzkie lasy szczyciły się przemieszaniem wielu gatunków drzew (na Mazurach dominują bory), a odbijające się w tafli jezior siedliska buka i dębu tworzyły charakterystyczne pejzaże, słynące z malarskości i tajemniczej romantyczności.

Pośród lasów i jezior znajdowało się onegdaj wiele osad pruskich z dobrze rozwiniętą siecią dróg i brodów oraz czytelnymi granicami dwóch prowincji pruskich – Warmii i Pogezanii. Rubież oparta była na biegu rzeki Pasłęki. Kolonizacja tych ziem wymagała od Zakonu zupełnie innego podejścia niż w sąsiedztwie, należało zaadaptować staropruską strukturę osadniczą do modelu europejskiego, zjednać zaufanie miejscowych wielmoży, ułożyć stosunki między ludnością miejscową a kolonistami (na Żuławach problemem była raczej walka z wodą, Warmię oddano w arendę biskupom). Kwestiami tymi zajmowali się urzędnicy z komturii elbląskiej, dzierzgońskiej i ostródzkiej, pomiędzy które administracyjnie podzielono ziemię oberlandzką w końcu XIV w.

Z geograficznego punktu widzenia granice Oberlandu były ściśle określone w terenie, a ich przebieg precyzyjnie podał G. Wnuck, geograf pracujący na Uniwersytecie Królewieckim. Na zachodzie tworzyły je: jezioro Druzno, rzeka Dzierzgonka do Starego Miasta (dalej dochodziły do Jarzwałdu nad Jeziorem Pilawskim i do Jeziora Jeziorak); na południu Jezioro Jeziorak i Jezioro Drwęckie; na wschodzie dolina Pasłęki, a na północy strefa krawędziowa Wysoczyzny Elbląskiej.

Jeszcze wyraźniejsze były wyróżniki historyczne czy szerzej kulturowe Oberlandu, obejmujące takie sfery życia jak: gospodarka, kultura artystyczna, język, zwyczaje, status prawny terytoriów i ich miejscowości etc. Pod tym względem położone w pobliżu krainy -to jest Warmia, Wysoczyzną Elbląska i Żuławy – okazywały się obszarami pozostającymi pod wpływem zupełnie innego kręgu myśli symbolicznej. Różnice te potęgowały się w toku procesu dziejowego tak, że na początku XX w. krajobraz kulturowy Oberlandu, w porównaniu z sąsiedztwem (zwłaszcza Warmią i Wysoczyzną, bo Żuławy są zupełnym ewenementem w tym względzie), miał wiele cech specyficznych. Oto kilka zaledwie przykładów – w „Kraju Górnym” hodowano konie specjalnej rasy, zwane litewskimi lub oberlandzkimi, mieszkańcy posługiwali się charakterystycznym dialektem (zwanym oberlandzkim), wśród nich zdecydowanie dominowali ewangelicy. Przede wszystkim jednak o odrębności tej krainy zdecydowała trwająca od XVI do początku XX w. specyficzna forma własności – znana w terminologii prawnej pod określeniem wielkiej własności ziemskiej. Oberland w przeciwieństwie do sąsiednich krain znalazł się po wojnie 13-letniej w granicach Prus Książęcych. Książę Albrecht Hochenzollern von Ausbach oparł się w swej polityce na rodach rycerskich, których poparcie zapewniły mu i jego następcom liczne nadania ziemskie przyznane w formie lennej. Większość kraju została w ten sposób rozdysponowana pomiędzy wielkie prywatne dominia, w których seniorzy rodowi sprawowali niemal nieograniczoną władzę, od administracyjnej poprzez gospodarczą po sądowniczą, tylko w najważniejszych kwestiach politycznych podlegając suwerenowi i respektując jego pozycję głowy państwa. Rola miast czy urzędów ziemskich była w tej sytuacji prawie symboliczna. Na bazie przyznanej ziemi oraz przywilejów wyrosły wielkie fortuny arystokracji oberlandzkiej (Dohnów, Dónhoffów, Kuenheimów, Canitzów, von Reibnitzów, von Polentzów, von Auerswaldów). Ich członkowie piastowali ważne urzędy posiadając tytuły burgarfów i grafów. A rezydencje rodowe tak ważnych i możnych ludzi z czasem zamieniły się we wspaniałe zespoły pałacowo (i dworsko) – parkowe.

Dwory i pałace, otoczone parkami wypoczynkowymi, wtulone w malowniczy leśny krajobraz pojezierza stały się z czasem znakiem rozpoznawczym „Kraju Górnego”. W żadnej innej okolicy nie znalazłbyś tylu wspaniałych, mniejszych i większych, lecz zawsze pięknie i z dostojeństwem zbudowanych rezydencji ziemskich. Pod tym względem można porównać Obeńand do krainy zamków położonych nad Loarą. Początkowo rolę Loary odgrywała tylko rzeka Pasłęka, ku której ciążyły bogate siedziby szlacheckie (Gładysze, Słobity, Dawidy, Ławki, Spędy, Karwiny). W drugiej połowie XIX w. podobne znaczenie zyskał Kanał Oberlandzki. W jego otulinie znalazła się jeszcze większa liczba dworów i pałaców. Tylko na terenie obecnego województwa elbląskiego były to: Stare Dolno, Topolno Wlk., Powodowo (dwa), Marwica, Rzeczna, Śliwica, Kąty, Jankowo, Rejsyty, Barzyna, Drulity, Piniewo, Dargowo. Tumpity, Talpity, Rydzówka, Wysoka i Stare Kusy.

Budowa Kanału Oberlandzkiego.

Właściciele tych rezydencji – rody szlacheckie i nowobogaccy przedsiębiorcy – wywierali nieustanny nacisk na organy władzy administracyjnej i ustawodawczej Prus Wschodnich, by doprowadzić do skomunikowania jezior oberlandzkich z Elblągiem i Gdańskiem trasą żeglowną. Dla nich rozwiązanie tego problemu stanowiło niezwykle istotną kwestię życiową. Każdy dwór czy pałac egzystował wszak na bazie większego majątku, złożonego co najmniej z folwarku przydworskiego. a najczęściej z wielu folwarków czy wręcz wsi nadanych w prywatne posiadanie. Produkcja rolna, gospodarka leśna, rybołówstwo i manufaktury stanowiły podstawę bytu miejscowego ziemiaństwa. gwarantując mu prestiż, przywileje polityczno – społeczne, a w końcu zapewniając także najbardziej podstawowe potrzeby, jak choćby jedzenie, edukację i rozrywki. Produkcja tych majątków musiała opierać się na zdrowej kalkulacji ekonomicznej, w przeciwnym wypadku nie miałaby sensu. Trudno jednak było dopatrywać się rachunku ekonomicznego w sytuacji, gdy np. drewno ścinane w odległości 10 mil od Elbląga musiało być spławiane okrężną drogą (Drwęcą do Torunia, a potem Wisłą, Nogatem i Kanałem Jagiellońskim), w związku z czym jego transport zajmował 6 do 8 miesięcy ! Sprzedaż takiego produktu stawała się w związku z tym nieopłacalna. Podobnie było w przypadku innych oberlandzkich towarów.

Budowa jakiegoś dogodnego połączenia była w zasadzie przesądzona już w drugiej połowie XVIII w. W roku 1789 przygotowano pierwszy roboczy konspekt wykonania takiej trasy oraz kosztorys opiewający na sumę 132 272 talarów, 9 srebrnych groszy i 8 fenigów (zdumiewająca skrupulatność!). W roku 1803 Krajowy Radca Budowlany Eytwelin przedstawił pod publiczną dyskusję nieco precyzyjniejszy projekt, zakładający skrócenie drogi do Wisły, poprzez wykopanie kanału przecinającego Powiśle (z pominięciem Torunia). Plany coraz bardziej się konkretyzowały, gromadzono potrzebną dokumentację, szukano projektantów i wykonawców. Przez wiele dziesiątków lat kończyło się jednak na czczym gadaniu i przelewaniu morza atramentu. W ideę budowy drogi żeglownej zaangażował się na przykład prof. J. G. Bujack. Szukał dla zadania uzasadnienia historycznego. W roku 1838 donosił o odnalezieniu wykopów w okolicach miejscowości Drulity, u źródeł Klepiny, które świadczyć miały o próbach zbudowania kanału już w średniowieczu (zarośnięte trawą tajemnicze rowy o głębokości ponad 1,5 metra i szerokości około 3 metrów, z pewnością wykonane dzięki pracy ludzkich rąk, nikt nie umiał inaczej uzasadnić ich występowania).

W roku 1825 Pruski Parlament Krajowy wydał rezolucję praktycznie przesądzającą budowę kanału w Oberlandzie. Ustalenie były bardzo precyzyjne. Zrezygnowano z wcześniejszych prób zmierzających do uregulowania lub przekopania Drwęcy do Wisły – w tym momencie dała o sobie znać presja przemysłowego Elbląga, który w ten sposób straciłby kontakt z majątkami oberlandzkimi, a całą wymianę towarową oddał Gdańskowi. Postanowienia Parlamentu wyraźnie wskazywały, że przyszły kanał ma połączyć Jezioro Druzno z Jeziorem Drwęckim. Autorzy proponowali, by jego szlak wychodził z południowej części Jeziora Druzno (na wysokości wsi Stankowo) i biegł po strudze do Gradowego Młyna, następnie przez Dymnik i Wopity w kierunku Giśla, dalej przez Myślice, po czym na południowy – wschód do Jeziora Drwęckiego. Kontynuację prac powierzono Tajnemu Radcy Budowlanemu Severinowi z Kwidzyna.

Severin najwyraźniej nie radził sobie z ogromem zlecenia i projekty, po wykonaniu pierwszych, mało satysfakcjonujących, szkiców zamknął w szafie stojącej w jednym z gabinetów kwidzyńskiej rejencji. Przerwa w działaniach trwała do roku 1836, do czasu, gdy w Elblągu i w kręgu problematyki oberlandzkiej pojawił się inżynier Georg Jakob Steenke. On okazał się tym człowiekiem, któremu udało się zrealizować odwieczne oberlandzkie marzenia, czy wręcz mrzonki dotyczące budowy rentownego szlaku żeglugowego prowadzącego najkrótszą drogą na północ, do bałtyckich portów morskich.

Pierwszą zasługą Steenke’ go było wytyczenie (na razie na mapie) takiej trasy Kanału, jaką dzisiaj wszyscy znamy. Na ogół zapomina się o tym znaczącym wkładzie konstruktora w tworzone dzieło, traktując istniejący szlak żeglowny jako najzupełniej naturalny i jedyny z możliwych. Tymczasem, pamiętając choćby o cytowanej wyżej rezolucji Parlamentu z 1825 roku, możliwości, przynajmniej teoretycznie, rysowało się więcej. Steenke naszkicował ten szlak oraz przedstawił w szczegółach hydrotechniczne rozwiązania pozwalaj ące na kursowanie po nim statków. W tym momencie pojawia się w publikacjach dotyczących historii Kanału najwięcej nieporozumień i nieprawd. Wszyscy zgodnie piszą o skrystalizowaniu się na tym etapie koncepcji pochylni, pozwalających pokonać największą trudność techniczną związaną z budową Kanału – różnicę poziomów dochodzącą do 100 metrów. Przytaczają też, skądinąd milą historyjkę, o wizycie inżyniera u króla Prus i wypowiedzeniu słynnego zdania: „Panie, ale takiego urządzenia nikt nie będzie miał na świecie, tylko Ty”.

Historia ta w żadnym szczególe nie przystaje do rzeczywistości, poza tym, że Steenke pojechał na dwór królewski, razem z Nadprezydentem Prus von Schoenem. Była to jednak typowa narada robocza, zorganizowana przed przystąpieniem do realizacji projektu. Z pewnością omawiano kwestie finansowe, może jeszcze inne zagadnienia, trudno dziś dokładnie powiedzieć. Jednak ani król nie miał okazji zadecydować o przeznaczeniu pieniędzy na budowę Kanału (decyzję podjął już Parlament pod naciskiem właścicieli ziemskich, a tych w żadnym wypadku nie można było zlekceważyć), ani konstruktor nie mógł olśnić monarchy ideą „pochylni z wierzchołkami”, której po prostu jeszcze nie miał.

Prawdą jest natomiast, że Georg Steenke intensywnie studiował najnowsze rozwiązania stosowane w budowlach hydrotechnicznych na całym świecie. Czytał, rysował, konstruował modele, a nawet odbywał kształcące podróże do Belgii, Bawarii i Holandii. Do prac przystąpił 18 października 1844 i jak wspominał w swoich dziennikach, nastąpiło to niejako wbrew jego woli, w wyniku presji coraz bardziej zniecierpliwionych lokalnych urzędów ziemskich i pod naciskiem lobby gospodarczego oberlandzkich ziemian. Wielkim orędownikiem szybkiej realizacji Kanału był przede wszystkim Ernst Ludwig baron von Schrótter, sprawujący urząd starosty powiatu pasłęckiego (w okresie od 1846 do 1876 roku).

Do roku 1850 wykonano wiele prac związanych przede wszystkim z niwelacją różnicy poziomów występujących pomiędzy grupą jezior oberlandzkich, poza tym zbudowano system pięciu śluz komorowych na południe od Jeziora Druzno. Stanowiło to przygotowanie do pokonania ponad 100 metrowej różnicy między jeziorami oberlandzkimi a Druznem. Projekt przewidywał konieczność wykonania dalszych 20 śluz na odcinku 10 km, co czyniło całe zadanie lekko bezsensownym i całkowicie nieekonomicznym (nie tylko na etapie realizacji, ale przede wszystkim w późniejszej eksploatacji). Było to „ wąskie gardło całego systemu ” spędzające konstruktorowi sen z oczu.

Ten rok okazał się momentem przełomowym dla inwestycji. Steenke pojechał na jeszcze jedną eskapadę studialną – tym razem do USA, gdzie obserwował funkcjonowanie rozwiązań zastosowanych na Kanale Morris. Były to 23 „pochylnie komorowe”, czyli równie pochyłe z wózkami, na których przewożono statki między poszczególnymi odcinkami szlaku żeglugowego. Przy każdej pochylni znajdowała się śluza komorowa, przypominająca te, które sam zamierzał wybudować między Druznem a Jeziorem Piniewskim. Steenke wcale więc nie skorzystał z patentów amerykańskich, jak wyczytać możemy w wielu publikacjach i przewodnikach, przeciwnie, w swoim dzienniku odnotował, że są równie nieekonomiczne w warunkach oberlandzkich, jak wszystko co do tej pory wymyślono i z czego mógłby ewentualnie skorzystać. Tym nie mniej wyprawa za ocean miała rzeczywiście ogromne znaczenie dla budowy Kanału w „Kraju Górnym”. Ponieważ podróże kształcą i rozwijają, w pewnym momencie konstruktorowi przyszła do głowy myśl zmodernizowania pochylni z korzyścią dla swojego planu. Po powrocie zaprzągł do roboty Severina i Lentze, a w wyniku „burzy mózgów” narodziła się idea „pochylni z wierzchołkami”, takich jakie znamy i do dziś możemy oglądać. Plany budowy dalszych śluz komorowych powędrowały do znanej nam już kwidzyńskiej szafy, natomiast wymyślono i wdrożono zupełnie nowy patent, nie stosowany dotąd w hydrotechnice. Na tym właśnie polegał geniusz Georga Jakuba Steenke – zrealizował coś, czego nikt przed nim i po nim nie wykonał, jak świat długi i szeroki. Dzięki temu Kanał Oberlandzki stał się dziełem wręcz podręcznikowym.

Cztery pierwsze pochylnie, zwane „starymi” (w Buczyńcu, Kątach. Oleśnicy i Jelonkach – pochylnia Jelenie) zbudowano do roku 1860. W tym momencie Kanał Elbląski mógł być eksploatowany, co skwapliwie wykorzystano, mimo oporów samego Steenke’go, który chciał zastąpić dotychczasowe 5 śluz komorowych kolejną pochylnią. Musiał jednak odłożyć swoje plany na kilkanaście lat (piątą, tzw. „nową” pochylnię w Całunach, wykonano w latach 1874 – 1881 stosując nowoczesny, efektywny napęd z turbiny wodnej).

Uroczysta inauguracja Kanału odbyła się w dniu 31 sierpnia 1860 roku i polegała na przepłynięciu statkiem przez pochylnię w Buczyńcu. Radości tej doznało wiele zaproszonych osób, wśród których najwyższy rangą był baron August von der Heydt, pełniący w rządzie pruskim funkcję , Ministra Krajowego” (odpowiednik ministra handlu, przemysłu i prac publicznych). Kolejna, równie ważna próba miała miejsce w dniu 29 października 1860. Tym razem sprawdzano funkcjonowanie urządzeń Kanału pod kątem technicznym posyłając sześć wyładowanych drewnem barek na wszystkie cztery pochylnie. W związku z tym uwaga zebranych skupiała się na dwóch najważniejszych ekspertach – byli to: główny konstruktor Kanału G. J. Steenke oraz dyrektor tczewskiej królewskiej fabryki budowy maszyn – Kruger (z tych zakładów pochodziło całe wyposażenie mechaniczne Kanału, min. koła zamachowe i obrotowe, śluzy, jazy, turbiny etc). Po udanych jazdach próbnych Kanał Oberlandzki był gotowy i od następnego roku służył celom, do których go zbudowano, a zatem żegludze towarowej i handlowej.

Przedwojenna turystyka w otulinie Kanału.

Utarł się pogląd, jakoby Kanał zbudowano dla potrzeb gospodarczych i pod presją ówczesnych podmiotów gospodarczych (majątki ziemskie Oberlandu), ale wkrótce po zakończeniu realizacji, decydujące o podjęciu inwestycji motywy stały się nieważne i nie było wiadomo, co z tym fantem dalej robić. Jednym słowem transport towarowy po Kanale stracił raptownie na znaczeniu wskutek znacznego zagęszczenia dróg żelaznych i lądowych w „Kraju Górnym” w drugiej połowie XIX w. W związku z tym obiekt zaczęto wykorzystywać głównie w promocji turystycznej regionu organizując wyłącznie rejsy spacerowe na szlaku wiodącym przez słynne „pochylnie z wierzchołkami”.

Należałoby to rozumieć mniej więcej tak, że ktoś marzący przez wieki całe o zjedzeniu lizaka, nagle – po uzyskaniu upragnionego daru – stwierdza, iż bardziej lubi dropsy i nawet nie rozwija łakocia z papierka. Nic bardziej błędnego, o czym można przekonać się wertując przedwojenne dokumenty i statystyki.

Po uruchomieniu Kanału, w latach 60-tych XIX stulecia, jego szlakiem przepływało od 12 do 20 statków dziennie (w jednym z dni roku 1862 Georg Steenke zanotował w swoim dzienniku kurs 57 jednostek!). Czyż trzeba dodawać, że wszystkie wyładowane były oberlandzkimi towarami przewożonymi na rynki Elbląga i Gdańska ? Sytuacja nie zmieniła się w kolejnych dekadach.

Jak widać obrót towarowy na Kanale w miarę upływu czasu wykazywał tendencję spadkową, tym nie mniej był ciągle znaczący. Prawie 50 000 ton towarów przewiezionych w roku 1927 świadczyło o dużym ożywieniu żeglugi towarowej na Kanale i przekonuje, że znaczenie gospodarcze tego obiektu było niebagatelne.

Można również zaznajomić się z osiągnięciami i problemami animatorów przedwojennej podelbląskiej turystyki. W ich relacjach tematyka Kanału pojawiała się nieodmiennie, jak temat dyżurny, a wnioski wypływające z tych wynurzeń nie wymagają większego komentarza i – krótko mówiąc -przeczą obiegowej opinii o Kanale jako obiekcie typowo turystycznym, przynajmniej w XIX wieku.

Pierwszy opis podróży po Kanale, podjętej w celach krajoznawczych – z czystej ciekawości dla obejrzenia powstałych tam cudownych urządzeń – powstał bardzo szybko. Opublikowany został w roku 1864 (zatem jeszcze przed budową piątej pochylni), a wyszedł spod ręki Bernharda Ohlerta. Trudno jednak uznać tę relację za datę narodzin turystyki na Kanale. Ówczesna żegluga miała charakter stricte towarowy (co Ohlert wyraźnie zaznaczył), zabierano wprawdzie przygodnych wędrowców, wymagało to wszak wcześniejszych uzgodnień z kapitanami jednostek. Niewiele zmieniło się po upływie lat czterdziestu. Jeszcze w 1901 roku profesor Robert Dorr, w przewodniku krajoznawczym po okolicach elbląskich, pisał tak: „[...] Te pływające po Kanale parowce należą do firmy A. Zedlera. Dobrze się zrobi, jeśli się najpierw dokładnie rozpyta, a także poprosi kapitana wybranego statku, by zabrał niezbędne ilości jedzenia i picia dla pasażerów, ponieważ statki te służą przewozowi towarów. Później zaczynamy podróż o 5 rano, na przykład parowcem „Bertha” przepływając najpierw rzekę Elbląg, a potem jezioro Druzno na całej długości. Im dalej znajdujemy się na południe, tym częściej spotykamy „kępy trzcinowisk”, pływające niczym wyspy, a przybywające tu z początkiem wiosny od strony Zalewu Wiślanego. Jeszcze dalej tor żeglowny staje się skanalizowany, po jednej stronie posiada usypaną drogę holowniczą, biegnącą po nasypie, którego skarpy są obsadzone wierzbami i wikliną. Za nasypami rozpościerają się trzcinowiska i sitowie. Taki krajobraz ciągnie się aż po Klepę, gdzie wyłania się pierwsza z. pochylni, w Nowych Kusach (dziś Całuny). Dalej następują kolejne pochylnie, przez miejscowych nazywane „ górami na kołach „, w Jeleniach, Oleśnicy, Kątach i Buczyńcu „.

Robert Dorr wymieniał jeszcze inne parowce należące do firmy A. Zedlera – były to Antonia” i ,Adela”. Jak podawał, pływały wyłącznie na zamówienie, na wybranej trasie pomiędzy Elblągiem, Miłomłynem, Ostródą, Iławą i Zalewem. Okienka biletowe znajdowały się przy tzw. „Wysokim Moście” w Elblągu oraz na przystani, z której odpływało się w kierunku Mierzei Wiślanej.

Rejsy do Krynicy Morskiej i Piławy cieszyły się wówczas większą popularnością wśród turystów, o czym świadczyła ich regularność i ustalona taryfa (podana przez autora przewodnika), rejsy „kanałowe” organizowano doraźnie, a opłaty za nie należało ustalać z kapitanami jednostek. Profesor podał jedynie jedną istotną informację dla zainteresowanych, taką mianowicie, że ewentualna żegluga turystyczna Kanałem Oberlandzkim była możliwa jedynie w każdą środę albo w piątek.

Jak z tego widać żegluga turystyczna po Kanale jeszcze na początku XX w. znajdowała się w powijakach i łączona była z transportem towarowym. Sensu stricte turystyczny czy krajoznawczy charakter miały jedynie rejsy motorowca „Martha” należącego do Elbląskiego Towarzystwa Komunikacyjnego, kierowanego przez Carla Pudora. Statek ten cztery razy w tygodniu kursował przez Jezioro Druzno do słynnych zajazdów „Trzy Róże” lub „Ostatni Grosz”, a następnie Dzierzgonką do Nowego Dolna i Bągartu. Stamtąd organizowano wycieczki piesze lub dorożkami do Kwietniewa – Świętego Gaju (legendarne miejsce śmierci Św. Wojciecha) oraz do Dzierzgonia, połączone ze zwiedzaniem zabytków tego małego, ale uroczo położonego miasteczka. Także w tym wypadku nie podano taryfy. Początek wycieczek ustalony był na placu przed „Domem Kąpieliskowym” zbudowanym przy rzece Elbląg przez Ignatza Grunau i Georga Wilhelma Haertla w roku 1814. Nawiązywano tym do chlubnych tradycji elbląskiej „romantycznej turystyki”.

Dopiero w roku 1912 powstała na Kanale żegluga turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Zadania tego podjęło się przedsiębiorstwo przewozowe należące do Adolfa Tetzlafa z Ostródy (Reederei Adolf Tetzlaf). Pierwszym statkiem tej „oberlandzkiej białej floty”, nazwanej tak dla odróżnienia od „elbląskiej białej floty”, była „Seerose” czyli ,Jióża Jezior”. Jednostka ta mogła zabrać 79 osób i poruszała się z prędkością maksymalną 10 km/godzinę. Po pierwszej wojnie światowej dołączył do niej motorowiec ,M-S. Hertha”. Miał on 28 metrów długości, 3,5 metra szerokości, a zabierał około 100 osób rozwijając maksymalną prędkość 16 km/godzinę. W roku 1925 na wodach Kanału pojawił się ,M-S. Heini”, a w roku 1927 ,M-S. Konrad”, ten ostatni o długości 30 metrów, szerokości 425 cm, zabierający nawet 185 pasażerów i prujący z zawrotną szybkością 25 km/godzinę.

Około roku 1920 „oberlandzka biała flota” została wzbogacona o statki firmy przewozowej Muntera (Reedrei Munter), mającej swą siedzibę w Zalewie. Literatura przedmiotu nie podaje nazw należących tam jednostek pływających ruchu pasażerskiego (prawdopodobnie był to m.in.,, M.S. Obeńand”).

Wspomina się natomiast, że z usług całej oberlandzkiej żeglugi turystycznej korzystali głównie nauczyciele z klasami szkolnymi, pragnący zapoznać młodzież z osobliwościami technicznymi i atrakcjami krajobrazowymi Kanału. Oprócz nich popularne były również, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, „wycieczki zakładowe” organizowane np. przez stowarzyszenia geodetów, kartografów czy historyków z Pasłęka, Elbląga, Ostródy, Iławy, Zalewa, Miłomłynu, a nawet z Tczewa czy Malborka. Dopiero trzecia grupę tworzyli turyści indywidualni, pojawiający się na obiektach Kanału przygodnie lub z wyboru. Problem tkwił w tym (i tak pozostało niestety do dzisiaj), że podróż po Kanale była w gruncie rzeczy nużąca, zajmowała wiele godzin, a przebywanie kolejnych pochylni, najbardziej w końcu frapujący moment podróży, zajmowało wiele czasu i odbywało się według tego samego rytuału. Wystarczyło pokonać jedną, najwyżej dwie pochylnie, by dalej nudzić się i rozglądać za bardziej podniecającymi wrażeniami.

Dlatego elbląskie towarzystwa turystyczne i krajoznawcze starały się od początku XX w. uczynić wizerunek Kanału bardziej atrakcyjnym, łącząc żeglugę z innymi formami rekreacji i wypoczynku. Wtedy właśnie zwrócono uwagę na otulinę Kanału, tworzącą swoisty obraz unikalnej i jedynej w swoim rodzaju ..kultury Oberlandu”. Charakterystyczne jest zdanie, którym Carl Pudor rozpoczął prezentację Kanału w przewodniku po okolicach Elbląga, wydanym w 1907 roku i wznowionym w roku 1925: „..Wizyta na położonych w powiecie pasłęckim pochylniach Kanału Oberlandzkiego daje okazję, nie tylko poznania jedynych w swoim rodzaju, nie mających sobie równych w całej Europie urządzeń hydrotechnicznych, ale również obejrzenia nieprzebranego piękna naturalnego krainy, zwanej Oberlandem”.

Carl Pudor oraz Robert Dorr starali się lansować model turystyki w otulinie Kanału łączący rejsy żeglugowe z wycieczkami pieszymi oraz przejazdami kolejami i „tramwajami konnymi”. Zaproponowali kilka „modelowych tras”, które dokładnie opisali (z podaniem kilometrażu), a zatem przedstawili de facto koncepcję prawdziwych szlaków turystycznych. Przystankami na nich były wspomniane już dwory i pałace oraz liczne gospody i zajazdy. Właściciele tych gościńców byli zachęcani do przygotowywania oferty kulturalnej i rekreacyjnej dla odwiedzających elbląskie okolice gości oraz dla mieszkańców regionu.

Z cyklu : Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Z cyklu : Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Jako amator miłośnik historii pragnę opisać prostym językiem, moje zawodowe przeżycia w 1955r. Niech pamięć o społeczeństwie, dziejach ludzi i poczuciu tożsamości, przetrwa. Moja pamięć jest subiektywnym wyborem zdarzeń i niech moje wspomnienia pobudzają, pamięć zbiorowa, spraw z przeszłości. Bo zwykłych śmiertelników, interesuje tylko taka historia.

W 1955 r w Modliborzycach młodzieży w moim wieku było mało. Powyjeżdżali do większych miast pobierać nauki lub już pracować, często wstydząc się swego pochodzenia. Starsi wrócili z ludowego wojska, gdzie wielu przechowało się przed wymiarem sprawiedliwości, czekając na stabilizację. Część osiadła na Ziemiach Zachodnich, szukając lepszego życia. Byli to ludzie przeważnie odważni, z inicjatywą i wyobraźnią. Pamiętali o swoich ziomkach, których przy każdej okazji, odwiedzali w Modliborzycach, a nawet zabierali ze sobą. W ten sposób nasza osada -,,Miasteczko” zaczęło maleć. Z dala od pociągu; trochę pracowało na wyjeździe w Stalowej, trochę na Budzyniu. Na miejscu tendencja do tworzeniu gospodarki kolektywnej, spółdzielczej itp. Więcej zamieszania było wokół byłych dworów – majątków ziemskich jak : Stojeszyn, Wierzchowska czy Zamek GS „Samopomoc Chłopska” na swoje lokalne możliwości surowcowe, coś tam produkowała, ale ogólnie to bieda z brakiem perspektywy na poprawę. Kto miał z kim pracować na roli, zakładał plantacje: tytoniu, porzeczek, malin itd. Mimo, że Lubelszczyzna to kiedyś centrum Polski, teraz nabierała charakteru- kresów wschodnich i może przez to, ludność zaczęła dostrzegać potrzebę przyjaźni i wzorowego współżycia. Skończyli przebaczanie, a zaczęli wzajemnie sobie pomagać.

To krótkie wprowadzenie, może ktoś zrozumie, może wczuje się, może przypomni sobie tamte czasy- ale proszę pamiętać, że Modliborzyce to wyjątkowa miejscowość – to była kiedyś „jedna rodzina”. Tutaj nie zamykano na kłódki drzwi obór. stodół, domów, bram, furtek. Tutaj na podwórku, wszystko co potrzebne w gospodarce, stało w dzień i w nocy. A wieczorem echo trąbki z wieży kościelnej . melodią: „Wszystkie nasze dzienne sprawy…” .dziękowało Bogu za opiekę. Modliborzyce miało też coś z fraszki Jana Kochanowskiego: „Wsi spokojna, wsi wesoła…”. Nikt się nie wywyższał , wszyscy jednacy: Ksiądz, Organista. Doktor, Wójt, Aptekarz, Nauczyciele, Leśniczy itd. Ale wszyscy wiedzieli, za co należy brać pieniądze, a za eonie.

Śp. Doktora Kazimierza Zielińskiego znałem od dawnych lat, jak sięgam pamięcią.. W zaborze carskim, już przed 1900 r, jak i po 1 wojnie światowej, wyższe uczelnie medyczne, kształciły wielu zdolnych młodzieńców, według wzoru niemieckiego na chirurgów polowych – „Feldscher” dla potrzeb wojska i ludności cywilnej. Jak wszyscy wiedzą, dr Zieliński pracując w Modliborzycach, nie szczędził sił ani czasu dla pacjentów. Niosąc pomoc potrzebującym w dzień i w nocy; przez całe lata swojego życia. Nawet nie miał czasu ożenić się. Świetny diagnosta , doskonały praktyk, jak mówili-„omnibus”. Po tylu latach widzę go uśmiechniętego. Okrągła, czerstwa twarz z rumieńcami i zalotnym wąsikiem ( mówił że na noc zakłada „Bindę”), jak trzyma peanem metalowe pudełko nad palącym się denaturatem i gotuje strzykawkę „Rekord” z igłami. Wtedy strzykawki były szklane z metalowa, oprawą i metalowym tłokiem i drucianym pierścieniem, do wielokrotnego użytku , igły też. Trzeba było tylko je umyć i sterylizować przez gotowanie w miękkiej wodzie (żeby nie dawała osadu na tłok, ścianki strzykawki i igły, żeby były gładkie i ostre) pamiętam też jego słynne „klamerki”. Zawsze miał ze sobą w neseserze różne zastrzyki jak: Omnadina, Camphora, szczepionkę Delbetta, Cardiamid, Coffeina itp. Nosił też Morphine i Opium . Znał wszystkich w mieście i okolicy, bo leczył całe pokolenie i cieszył się wielkim zaufaniem pacjentów.

Po śmierci dr Zielińskiego, ja młody chłopak, świeżo po studiach, musiałem sprostać zadaniu, zająć Jego miejsce i to w okresie ciężkiej zimy z epidemią grypy. Byłem pod pręgierzem opinii: „ Co to Kossakowski potrafi, co umie, i czy się „zna”? „Czy będzie chętnie jeździł do chorych po wsiach w dzień i w nocy jak Zieliński”?.

Na pewno były jakieś szepty, ale najbardziej zależało mi na opinii mojej Matki. Tak chciała, żebym ukończył studia medyczne i w duchu miała nadzieję, że kiedyś przyjadę do Modliborzyc pracować.

Ostatni egzamin specjalizacji pediatrycznej zdałem w Warszawie 19.01.1955r i przyjechałem do Modliborzyc już w końcu stycznia. Od śmierci dr Zielińskiego w dniu 16.12.1954r. etat był wolny. Nie było chętnego na zajęcie Jego stanowiska. Lekarzy mało, do tego miejscowość bardzo biedna. Powiatowy wydział zdrowia w Kraśniku starał się o lekarza do Modliborzyc, ale bez efektu. A potrzeba pilna, przez epidemię grypy i wiele powikłań. Szczepień specjalnych przeciw grypie jeszcze nie stosowano, antybiotyków mało, komunikacja słaba, zima ciężka, drogi zasypane śniegiem, wichury, zimnica.

10 lat po wojnie prawie wszyscy na dorobku, licho ubrani, marnie odżywieni, słaba odporność i sygnaturka często wydzwaniała. Stanąłem przed wielkim wyzwaniem. Dużą pomocą przy rozpoczęciu pracy zawodowej w Modliborzycach służył mi miejscowy aptekarz, p. mgr Stefan Kubicki, którego córkę Hankę swego czasu podawałem do Chrztu Św., w zastępstwie Jerzego Pietraszkiewicza ( aktor). Mgr Kubicki był też kolegą mojego wujka Olesia Orłowskiego – razem studiowali w Warszawie. Zamieszkałem z matka. – Maria. Kossakowską w domu dziadków: Franciszki i Ignacego Orłowskich, przy ul. Partyzantów 3 (przed wojną Piłsudskiego 56, a w okupacje , Viktoria str. 56). Ośrodek Zdrowia znajdował się w domu pp. Teresy i Marcina Kucharskich przy ul. Długiej 5, vis avis obecnego (P. Marcin Kucharski był pierwszym sołtysem po wojnie). Kilka skromnych pomieszczeń , ale funkcjonalnych. Wejście było od frontu, od ulicy. Było oświetlenie elektryczne, telefon, woda z umywalek pedałowych, skromny sprzęt, ale jak wystarczał poprzednikowi , to i mnie. Personel stanowili początkowo: pielęgniarka dyplomowana p. Anna Dziadosz z ul. Zaborskiej, położna gminna p. Danuta Masłach, też mieszkała blisko, instruktor – kontroler sanitarny p. Jan Koszałka z Majdanu Modliborskiego. Pacjentów rejestrowała pielęgniarka, a sprzątała i paliła w piecach kaflowych p .Franciszka Głowacka z ul. Kościelnej. Najważniejsze . że wszyscy byli dla mnie mili. Było czysto, ciepło. Byliśmy prawie w równym wieku. Pierwsze tygodnie pracowaliśmy od rana do nocy, dopóki byli na poczekalni pacjenci. Szpitale w Janowie i Kraśniku zapełnione chorymi, trudno było załatwić jakieś miejsce. Musiałem dosłownie biegać po domach, leczyć na miejscu poważne przypadki i pilnować się. żeby czegoś nie ..przegapić” – byle do wiosny. Dużo kłopotów z porodami miała Pani Danusia, przez co pomagałem jej często, zamieniając się w położnika (ponad dwa lata pracowałem w Warszawie na położnictwie). Położna gminna przy Ośrodku Zdrowia, miała też obowiązek kilkakrotnego odwiedzania kobiet w połogu. Interesowała się też zdrowiem noworodka, udzielała porad; zdawała mi relacje, co często kończyło się też moja. wizytą. Sam zacząłem na miejscu wykonywać badania moczu, nastawiać OB, załatwiać małą chirurgię , leczyłem „skórno-wenerycznych”, żeby jak najmniej wysyłać do specjalistów i nie narażać pacjentów na wydatki. Trochę narzędzi lekarskich miałem swoich, trochę było w ośrodku zdrowia, część dostałem po wybrakowaniu ze szpitala w Janowie, np. : dwie bardzo pomocne długie igły z wkładem do punkcji lędźwiowej i kilka do nakłuć- blokad kulszowych. Stawiałem bańki, pijawki jak doktor Zieliński. Kombinowałem rożne mixtury, dla dzieci, różne mazidła na „powojenne france”. Mgr Kubicki, często zaskoczony kompozycjami , przyjmował recepty do wykonania (czuwając nad dawkami). Bo wtedy dużo leków było robionych ręcznie przez aptekarza dla danej osoby- pacjenta (nie ma jednakowych ludzi).

Przyszła wiosna, zaczęto zauważać mnie w Kraśniku, Janowie. Nawet lekarz Powiatowy w Kraśniku p. dr Ślusarski, zrobił mnie Powiatowym Inspektorem Higieny Wsi. Otrzymałem legitymację służbową upoważniającą do zniżek komunikacyjnych. W Modliborzycach zająłem się higieną szkolną przeglądem klas. Byłem w szkołach całej gminy.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Warszawskie Atrakcje, Zabytki i Historia

Warszawskie Atrakcje, Zabytki i Historia

Zamek Królewski

Zamek Królewski był rezydencją książąt mazowieckich. Z chwilą przeniesienia stolicy z Krakowa, stał się siedzibą króla oraz władz. Wielokrotnie przebudowywany, podczas II wojny światowej został całkowicie zburzony – odbudowano go wykorzystując ocalałe fragmenty. Dziś charakterystyczna bryła Zamku z wieżą zegarową (z której codziennie o godz. 11.15 odgrywany jest hejnał) otwiera spacerującym drogę na Starówkę. Atrakcjami Muzeum są oryginalne obrazy Rembrandta i Bernarda Bellotta zw. Canaletto, nadwornego malarza ostatniego króla Polski (te wiernie naśladujące rzeczywistość obrazy byty bezcenną pomocą przy powojennej odbudowie miasta).

Od strony Wisty znajdują się, oddane po gruntownej restauracji, Arkady Kubickiego, które wspierały skarpę z Zamkiem nadając zarazem monumentalny kształt ogrodowej elewacji. Po powstaniu 1831 r. przekształcono je na stajnie i koszary, a potem na garaże. Arkady są oryginalną budowlą, która nie została zniszczona podczas II wojny światowej. Przy zamku stoi Kolumna Króla Zygmunta III Wazy – najstarszy i najwyższy świecki pomnik w Warszawie. Wzniesiony w 1644 r. z inicjatywy króla Władysława IV na cześć Zygmunta III Wazy, jego ojca, który przeniósł stolicę do Warszawy. Pomnik ma 22 m wysokości, a postać króla mierzy 275 cm. Trzymana w prawej dłoni szabla symbolizuje jego dzielność, a krzyż w lewej – nieustanną gotowość do walki ze złem. Według legendy opuszczenie przez króla szabli ku dołowi zwiastować będzie miastu zbliżającą się klęskę…

Stare Miasto

Stare Miasto historyczne centrum i najstarsza część miasta, a jednocześnie salon kulturalny stolicy. Założone w XIII w. jako gród książęcy i osada otoczona murami. Podczas drugiej wojny światowej zniszczone w 90%. Dzięki doskonałej odbudowie wpisane w 1980 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Obecnie jest tętniącym gwarem miejscem spacerów, pełnym galerii, kawiarni i restauracji.

W centrum staromiejskiego Rynku stoi pomnik Warszawskiej Syrenki, która jako symbol miasta widnieje też w herbie Stolicy. Poza nim w Warszawie znajdują się dziesiątki innych wizerunków opiekunki miasta. Najważniejsze z nich to 2 kolejne pomniki usytuowane w popularnych turystycznie miejscach – jeden ustawiono na brzegu Wisły, gdzie według legendy syrena wyszła na ląd (przy moście Świętokrzyskim), drugi – nieco mniej znany ale na pewno godny uwagi – znajduje się na wiadukcie Markiewicza przy ul. Karowej.

Łazienki Królewskie

Łazienki to jeden z najpiękniejszych zespołów pałacowo-ogrodowych w Europie, założony w XVII w. przez króla Polski Stanisława Augusta. Niegdyś na tym gęsto zadrzewionym terenie był zwierzyniec – miejsce gdzie królowie urządzali polowania. Zaskakująca nazwa Parku pochodzi od łaźni, przebudowanej na pałac…

Na terenie Łazienek znajduje się wiele zabytkowych budowli, z których najważniejsza to letnia rezydencja królewska – Pałac na Wyspie, gdzie odbywały się przyjęcia i wydawano słynne obiady czwartkowe. Obok Pałacu znajduje się Teatr na Wyspie.

W parku warto odszukać także Pałac Myślewicki gdzie mieszkali królewscy dworzanie, Pomarańczarnie, Kordegardy, Biały Domek oraz wiele innych. Znajduje się tu też pomnik Fryderyka Chopina, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów warszawskich. W okresie letnim u stóp pomnika odbywają się koncerty chopinowskie. Łazienki Królewskie to miejsce licznych wydarzeń o charakterze kulturalnym, naukowym i rozrywkowym, a także ulubione miejsce spacerów warszawiaków. W parku nie wolno jeździć na rolkach, deskorolkach ani rowerach.

Wilanów

Pałac w Wilanowie to letnia rezydencja królewska Jana III Sobieskiego, a potem Augusta II oraz najznakomitszych rodów magnackich. Nazwa rezydencji oraz całej dzielnicy wywodzi się od określenia ViIla Nova. Nazwę tę nadał swym ziemiom Sobieski zakupując je w XVII w. pod budowę pałacu. Imponująca budowla połączyła w sobie elementy dworu szlacheckiego, włoskiej willi ogrodowej i pałacu w stylu Ludwika XIV, francuskiego Króla-Słońce. Jest jednym z najpiękniejszych zabytków europejskiego baroku i świadectwem świetności Rzeczypospolitej. Warto wspomnieć, że w 1805 r. Stanisław Potocki (ówczesny właściciel Wilanowa) udostępnił publiczności swoją kolekcję dzieł sztuki zgromadzoną w pałacu w Wilanowie, tworząc w ten sposób jedno z pierwszych muzeów w Polsce.

Między pałacem, a Jeziorkiem Wilanowskim położony jest dwupoziomowy barokowy ogród włoski. W części południowej znajduje się romantyczny park w stylu angielskim.

Zespół pałacowo-parkowy w Wilanowie jest ważnym miejscem wydarzeń kulturalnych i koncertów. W miejscu dawnej ujeżdżalni pałacowej znajduje się Muzeum Plakatu. W parku znajduje się też Kościół św. Anny – wzniesiony w XVIII w., z pięknymi zabytkowymi dekoracjami oraz sarkofagami właścicieli Wilanowa (których groby znajdują się w krypcie) oraz Mauzoleum Stanisława i Aleksandry Potockich – neogotycka kaplica wybudowana w XIX w. według projektu H. Marconiego.

Pałac Kultury i Nauki

Pałac Kultury i Nauki wzniesiony jako „dar narodu radzieckiego dla polskiego”. Pomysłodawcą jego budowy był sam Józef Stalin. Pałac to najmłodszy zabytek w Warszawie ma niewiele ponad 50 lat! – Jest najbardziej charakterystyczną budowlą i najwyższym budynkiem w Warszawie (234,5 m), widocznym z każdego jej zakątka.

W Pałacu Kultury znajduje się ponad 3 tysiące pomieszczeń, a jego niekwestionowaną atrakcją jest taras widokowy na 30 piętrze, z którego można podziwiać wspaniałą panoramę stolicy. Na szczycie Pałacu Kultury znajduje się zegar odsłonięty w 2000 r. Jest to najwyżej położony zegar wieżowy na świecie, a zarazem drugi co do wielkości w Europie. Średnice każdej z czterech tarcz zegara mają po 6 metrów. Inną ciekawostką wieży są jej niezwykli mieszkańcy – nie każdy wie, że znajduje się tu gniazdo sokoła wędrownego, który od wielu lat składa w nim jaja.

Przylegający do PKiN Plac Defilad służył propagandowym wystąpieniom przywódców Polskiej Republiki Ludowej. W chwili powstania był on największym tego typu założeniem w Europie – obecnie planowane jest nowe zagospodarowanie przestrzeni.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego otwarte w 60. rocznicę wybuchu, jest jednym z najliczniej odwiedzanych miejsc stolicy. Nowoczesna ekspozycja opisuje nie tylko heroiczną walkę, ale i niezwykłą codzienność powstańców. Muzeum jest wyrazem hołdu dla Warszawiaków, którzy walczyli i ginęli za niepodległą Polskę i jej stolicę.

Muzeum mieści się w budynku dawnej elektrowni tramwajowej. Ekspozycja oddaje klimat tamtego czasu, stara się odtworzyć atmosferę powstańczej Warszawy, pokazać nie tylko militarne dzieje 63 dni walk, ale także życie codzienne ludności cywilnej. Jedną z licznych atrakcji Muzeum jest replika samolotu bombowego Liberator B-24J.

Muzeum Narodowe

Muzeum Narodowe to jedna z najważniejszych instytucji kultury w kraju i największe muzeum w stolicy. W siedmiu galeriach stałych prezentowane są m.in. zabytki sztuki wczesnochrześcijańskiej, rzeźba, malarstwo tablicowe oraz złotnictwo ze wszystkich regionów związanych historycznie z Polską w epoce średniowiecza, a także dzieła powstałe w innych ważnych centrach Europy, obrazy, rzeźby oraz rzemiosło artystyczne od średniowiecza do pocz. XX wieku. Niekwestionowaną atrakcją muzeum jest ogromny obraz Jana Matejki (XIX w.): „Bitwa pod Grunwaldem” o imponujących wymiarach: 426 x 987 cm. W Muzeum odbywają się również liczne wystawy czasowe, prezentujące sztukę z całego świata.

Skrzydło budynku od strony Wisły zajmuje Muzeum Wojska Polskiego, gdzie prezentowana jest ekspozycja przedstawiająca historię polskiego oręża od czasów średniowiecza. Na dziedzińcu przed gmachem muzeum można zobaczyć ciężki sprzęt z okresu I i II wojny światowej m.in. czołgi, działa i śmigłowce.

Ogród Zologiczny

Miejski Ogród Zoologiczny został założony w 1928 roku, ma powierzchnię 40 ha. Obecnie eksponowanych jest tu około 5 000 zwierząt należących do 500 gatunków. Są wśród nich zarówno zwierzęta krajowe, jak wydry, niedźwiedzie brunatne czy bociany, ale też liczne okazy egzotyczne słonie afrykańskie, żyrafy Rothschilda, nosorożce indyjskie, gibbony, różne gatunki ptaków, gadów i tropikalnych ryb. Większość zwierząt można oglądać na wybiegach, a zimą – wewnątrz obiektów. Ptaki można spotkać na terenie całego ZOO – mieszkają na stawach i w wolierach, ale najwięcej z nich w ptaszarni, której częścią jest jedyna w Polsce Hala Wolnych Lotów.

Najnowszym obiektem jest nowoczesny pawilon dla małp człekokształtnych (otwarty we wrześniu 2008); mieszka w nim stado szympansów i dwa młode samce goryla. Można je obserwować na dużych, otoczonych wodą wybiegach zewnętrznych lub na równie dużych wybiegach wewnętrznych – przez szybę.

Wszystkie nowe pawilony są przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Na terenie ZOO znajduje się kilka punktów gastronomicznych, a także sklepiki z pamiątkami (jeden z nich, prowadzony przez Fundację Panda, mieści się w najstarszym obiekcie w ZOO – pochodzącej z 1928 roku „Chacie pod Strzechą”).

W centrum ZOO znajduje się przygotowane specjalnie dla dzieci „Baśniowe ZOO”. Są tam zagrody ze zwierzętami, które można pogłaskać i poczęstować marchewką czy jabłkiem oraz duży, nowoczesny i bezpieczny plac zabaw.

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego

Nowoczesny gmach Biblioteki UW sktada się z dwóch budynków: frontowego (tzw. rogala) i głównego. Obie części połączone są pasażem, tzw. uliczką, przykrytą przeszklonym dachem. Zarówno część frontowa, jak i kondygnacja podziemna wynajmowane są instytucjom komercyjnym. Właściwy budynek Biblioteki, którego wejście zwieńczone jest ogromną rozwartą księgą z napisem HINC OMNIA, składa się z czterech kondygnacji – dla użytkowników udostępniony jest parter.

Największą atrakcją BUW-u jest ogród na dachu budynku, który rozciąga się na powierzchni ponad 1 hektara. Jest on jednym z największych i najpiękniejszych ogrodów dachowych w Europie. Ogród uniwersytecki jest ogólnie dostępny (choć ogrodzony i zamykany) i stanowi doskonałe miejsce wypoczynku nie tylko dla studentów czy pracowników naukowych, ale także warszawiaków niezwiązanych z Uniwersytetem. Ogród składa się z dwóch części: górnej (o powierzchni 2000 m2) i dolnej (o powierzchni 15 000 m2), połączonych strumieniem z kaskadowo spływającą wodą. Można w nim podziwiać różnorodne gatunki i odmiany roślin, posadzone w trzech odmiennie skomponowanych częściach.

Z mostków i tarasu widokowego można podziwiać panoramę Warszawy, Most Świętokrzyski i Wisłę. Odwiedzający ogrody mogą też przez specjalne okna lub szklany dach zajrzeć z góry do wnętrza Biblioteki.

Ulica Ząbkowska i Koneser

Praga przez stulecia była samodzielnym miastem, przyłączonym formalnie do Warszawy dopiero u schyłku XVIII w. Przez lata drugorzędna część miasta, ocalała od zniszczeń wojennych, jest dziś fascynującą dzielnicą, którą artyści wybierają na atelier, galerie oraz alternatywne teatry.Powstały tu modne kluby, obiekty postindustrialne zamieniono w centra kultury, kina, galerie i puby. Z drugiej strony to właśnie na Pradze spotkamy wiele ulic, które w całości zachowały dawną zabudowę, odnajdziemy dawne latarnie i przedwojenne bruki.

Jedną z głównych ulic starej Pragi jest ulica Ząbkowska, która dla wielu jest „praską starówką”. Przy tej ulicy znajduje się jedna z niekwestionowanych atrakcji miasta – Koneser. Kompleks budynków z czerwonej cegły z końca XIX w., który przez ponad sto lat mieścił fabrykę alkoholu, jest jednym z najcenniejszych przykładów architektury przemysłowej. Obecnie Koneser jest również nowoczesnym centrum kulturalnym.

Puszcza Kozienicka – tutaj GRUNWALD miał swój początek

Puszcza Kozienicka tutaj GRUNWALD miał swój początek

Puszcza Kozienicka to wspaniały kompleks leśny miejsce doskonałego, aktywnego wypoczynku dla rodziny, liczne trasy rowerowe, urokliwe zakątki przyrody, i wciąż jeszcze mało znane miejsce na mapie turystycznych wędrówek mimo stosunkowo niewielkiej odległości od wielkich centrów miejskich. Nawet najnowszy przewodnik renomowanego wydawnictwa Pascal pt „Polska na weekend” nie zawiera najmniejszej wzmianki o Puszczy Kozienickiej. A naprawdę szkoda. Przekonajcie się zresztą sami…

Za rok przypada 600 rocznica jednego z największych zwycięstw w historii polskiego oręża -bitwy pod Grunwaldem. Z legendą tej bitwy stykają się całe pokolenia Polaków, a znaczenie tego zwycięstwa zawsze na przestrzeni niełatwych dziejów naszej Ojczyzny krzepiło serca i umacniało poczucie godności i jedności narodowej. Mało, kto jednak wie, że grunwaldzkie zwycięstwo zaczęło się właśnie w… Puszczy Kozienickiej w tych czasach zwaną Radomską. Oddajmy jednak głos historykom. Lech Chmielewski w artykule „Most przez Wisłę zamieszkującej w dodatku „Rzeczpospolitej” – historia bitew Grunwald” pisze, że podczas tajnej narady z księciem Witoldem w Brześciu nad Bugiem w listopadzie 1409 r. Jagiełło podjął m.in. decyzję o budowie mostu pontonowego, a relacjonując to zdarzenie Jan Długosz pisał: „Nakazuje nadto zbudować most spoczywający na łodziach, nigdy przedtem nieoglądany, a jego budowę powierzył król Władysław staroście radomskiemu Dobrogostowi Czarnemu z Odrzywołu, szlachcicowi herbu Nałęcz. Budował zaś ten most w Kozienicach na koszt króla potajemnie pewien znakomity mistrz Jarosław i cała zima zeszła na jego budowie”. Latem spławiono Wisłą gotowe elementy mostu i zmontowano je pod Czerwińskiem. W ciągu trzech dni armia królewska z ciężkimi działami przeprawiła się na prawy brzeg i niebawem połączyła z wojskami litewskimi prowadzonymi przez księcia Witolda.

Jagiełło oszukał Krzyżaków Sam most był na one czasy śmiałym i niespotykanym rozwiązaniem technicznym, a wszystko wskazuje na to, że był to pierwszy most pontonowy na świecie. Jagiełło pomysł zaczerpnął prawdopodobnie z pracy Konrada Kyesera pt. „Bellefortis”, która ukazała się w 1405 r. a w której opisano militarne nowości techniczne m.in. projekt mostu wspartego na łodziach, takiego, jaki w cztery lata później wybudowano właśnie w Kozienicach. Wynika z tego, że Polacy zapoznali się z tą książką, a Krzyżacy – choć autor był zaprzyjaźniony z dworem cesarza Zygmunta Luksemburczyka, wielkiego sprzymierzeńca Krzyżaków – nie, stwierdza Chmielewski. Wielki mistrz Ulryk von Jungingen uwierzył swym zwiadowcom, którzy meldowali mu, że Jagiełło miota się nad brzegami Wisły usiłując się przez nią przeprawić, ale nie może i, że wielu jego ludzi, którzy szukali brodów utonęło w falach. Te pozorowane ruchy nieprzyjaciel wziął widać za dobrą monetę, a fortel Jagiełły i staranne przygotowanie się do wojny z Krzyżakami, przyniosło historyczne zwycięstwo.

Zielona spiżarnia Ale Puszcza Kozienicka była też dostawcą mięsa dla rycerstwa szykującego się do wojny Od jesieni 1409 r. trwały tu wielkie polowania, a mięsa upolowanych zwierząt układano w beczkach, solono i w ten sposób przetrwały one do czasu bitwy. Podbierano miód w licznych barciach, zbierano i suszono rośliny lecznicze. W ten sposób ludzie Puszczy wnieśli też swój wielki wkład w zwycięstwo nad Zakonem Krzyżackim. Docenił to zresztą Władysław Jagiełło, który mieszkańców wsi puszczańskich takich jak np., Jedlnia, Kozienice, Mąkosy uznał za poddanych królewskich i z tego tytułu korzystali oni z licznych przywilejów królewskich, a następnie w roku 1430 wydał statuty jedleńskie potwierdzone potem w Krakowie w 1433 r. gwarantujące szlachcie nietykalność osobistą.

Tereny Puszczy jeszcze do dziś kryją liczne ślady dawnej świetności, osadnictwa puszczańskiego, zajęć ludzi tamtych czasów, widoczne są związki historyczne i kulturowe z czasami i wydarzeniami minionych lat, a także z bogatej historii walk narodowowyzwoleńczych. W Kozienicach znajduje się np. najstarszy pomnik w Polsce poświęcony urodzinom w tym miasteczku 1 stycznia 1447 r. króla Zygmunta I Starego, którego matka schroniła się tutaj wraz z dworem przed zarazą morową w Krakowie. Tutaj zwycięskie bitwy w czasie najazdu szwedzkiego stoczyły wojska pod dowództwem Stefana Czarneckiego. Tu walczyły oddziały Gen. Zajączka, stacjonowali żołnierze Tadeusza Kościuszki, walczyli powstańcy styczniowi pod wodzą Czachowskiego i Kononowicza. Lata I wojny światowej wsławiły się pierwszą regularną bitwą frontową stoczoną pod Anięlinem i Laskami przez I Pułk Legionów Polskich dowodzonych przez Józefa Piłsudz-kiego u boku armii austriackiej przeciwko armii rosyjskiej. Tutaj batalionami dowodzili mjr Michał Żymierski, i major Edward Rydz-Smigły. Z czasów I wojny światowej zachowało się w Puszczy 26 cmentarzy W czasach II wojny światowej w licznych puszczańskich miejscowościach toczyły się walki partyzanckie. Ostatnie miesiące II wojny światowe] to słynna juz bitwa pod Stu dziankami i wreszcie to właśnie z przyczółka magnuszewsko-wareckiego ruszyła ofensywa styczniowa w 1945 r., która zakończyła się w Berlinie. Tutaj warto odwiedzić skansen militarny z czasów II wojny światowej. Koła historii nie raz pozostawiały wyraziste ślady na puszczańskiej ziemi.

Kozienicki Park Krajobrazowy Dziś z dawnej świetności puszczy rozciągającej się w widłach pradolin Wisły i Radomki pozostały już tylko nieliczne ślady w postaci rezerwatów przyrody z ponad 200 letnimi drzewostanami. Jest ich na terenie Puszczy 15 o łącznej powierzchni blisko 13 tys. ha, na których znajdują się najciekawsze i najbogatsze zbiorowiska roślinne. W 1983 roku utworzono Kozienicki Park Krajobrazowy, w którym spotkać można wiele chronionych gatunków drzew, krzewów, roślin, ptaków i zwierząt m.in. orła bielinka, orlika krzykliwego, czarnego bociana, żurawia, kraskę, 17 gatunków nietoperzy, a także żółwia błotnego, bobry itp. W granicach Parku jest 25 obiektów zabytkowych – kościoły, cmentarze, zabytkowe parki, zespoły pałacowe i budynki gospodarcze, liczne kapliczki przydrożne. Lasy słyną obfitością grzybów, których występuje tu 297 gatunków, a także wiele poziomek, jagód.

Puszcza Kozienicka to idealne miejsce na jedno lub dwudniowy weekend. Położona w samym centrum Polski z dogodnym dojazdem praktycznie wszystkimi środkami komunikacji (samochód, kolej, autobus) jest jednakże zbyt mało spopularyzowana i dlatego jej uroki i wspaniałe szlaki turystyczne są dopiero odkrywane. Ogromnym minusem dla rozwoju turystyki weekendowej jest słaba baza noclegowo żywieniowa. Kto jednakże wykaże się uporem zapewne nie pożałuje?

Do Puszczy na weekend najlepiej przyjechać własnym samochodem i wybrać się rowerem na 15 dobrze oznakowanych tras rowerowych o różnym stopniu trudności, i długości od 3 do 53 km. Ich łączna długość stanowi ponad 350 km. Podobnie jak liczne szlaki pieszych wędrówek prowadzą one przez najpiękniejsze zakątki puszczy Niestety jak dotąd jest tu tylko jedna wypożyczalnia rowerów i też czynna tylko okresowo w Jedlni – Letnisko.

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m