kajak

Płynie Wisła płynie, Królowa polskich rzek

Królowa polskich rzek — każdy ją zna, ale mało kto nią płynął. A szkoda, bo Wisła jest bardzo malownicza, a przy tym nieuciążliwa i ma spokojny, stabilny nurt.

Jeśli nie płynę­liście jeszcze Wisłą, najwyższa pora naprawić ten błąd. I od razu zafundować sobie trasę o długości 150 kilometrów, z początkiem w Kazimierzu Dolnym i metą w Warszawie. Za podjęty trud rzeka odwdzięczy się przeróżnymi atrakcjami. Na trasie można zobaczyć: orły, bociany czarne, wydry, a także dziki i sarny przychodzące do wodopoju. Wisła przyciąga nie tylko miłośników natury, ale również naturyzmu — kilka­naście kilometrów przed Warszawą na prawym brzegu znajduje się jedna z nielicznych w Polsce nieofi­cjalnych plaż dla naturystów. To nie wszystkie niespo­dzianki. Na trasie spływu można natknąć się też na kłusowników, a nawet na Titanica… Spływ zaczynamy w Kazimierzu Dolnym na przystani portu rzecznego na południu miasta. Zanim wyruszymy, warto wdrapać się na basztę z XIV wieku oraz na Górę Trzech Krzyży, skąd roztacza się wspaniały widok na dolinę Wisły. Kazimierz pożegna nas ładnym odbiciem w lustrze wody.

Czytaj dalej

Spływ z przeszkodami rzeką Rawką

Szukasz przygód — jedź na Rawkę. Zwalone drzewa, odludne miejsca biwakowe, cisza bolimowskich lasów. Drugiej takiej rzeki w Polsce nie ma.

Czytaj dalej

Szlaki kajakowe Ziemi Giżyckiej

Szlak rzeki Sapiny — długość 32,5 km — granatowy

Bardzo ciekawy, urozmaicony wystę­pu­jącymi na przemian jeziorami i rzekami. Należy do łatwych, polecany na spływy rodzinne. Zaletą jest możliwość ustalania wariantów długości trasy. Pełny spływ o długości 32,5 km zaczynamy z jeziora Kruklin. Płyniemy jeziorami Patelnia, Gołdopiwo, Wilkus, Pozezdrze i Stręgiel. Wszystkie objęte są strefami ciszy. Na przepły­nięcie całego szlaku propo­nujemy poświęcić dwa dni z noclegiem w okolicach miejscowości Kruklanki. Spływ jedno­dniowy o długości 22 km propo­nujemy rozpocząć w Kruklankach. Trzymając się lewego brzegu jez. Gołdopiwo płyniemy na północ w stronę śluzy w Przerwankach. Osiągamy ją na 6 km trasy. Po minięciu śluzy płyniemy krótkim odcinkiem rzeki i wpływamy na jezioro Wilkus. Trzymając się prawego brzegu, po pokonaniu 3,5 km wpłyniemy na rzekę, która doprowadzi nas do większego jeziora Pozezdrze. Przez jezioro przepływamy w kierunku północnym. Odległość od kolejnego etapu rzeki wynosi 2 km. Najdłuższym odcinkiem rzeki dopłyniemy do jeziora Stręgiel. Trzymając się lewego brzegu po 3 km ponownie wpłyniemy na rzekę i osiągniemy Ogonki, gdzie kończymy spływ.

Czytaj dalej

Szlak Kajakowy Krutyni Sorkwity — Ruciane Nida

O szlaku wodnym, zaczy­nającym się na jeziorze Lampackim w Sorkwitach a kończącym się na Jeziorze Nidzkim w Rucianem-​​Nidzie nieopodal Leśni­czówki Pranie nic należy ani opowiadać, ani go opisywać, nawet, gdyby się miało pióro Igorg Newerlegoi Konstantego Ildefonsa Gałczyń­skiego czy nawet Maelchiora Wańkowicza. Ten szlak trzeba po prostu przepłynąć kajakiem i zobaczyć. Domyślił się tego już przed wojną Melchior Wańkowicz, który tu także, na tym szlaku starał się odnaleźć ślady złego ducha tych ziem — Smętka. Wiedział też o tym Gałczyński, który w Praniu przez długie lata pisał „Kroniki Olsztyńską”. Najwcześniej jednak, bo już w 30 latach XIX wieku piękno Krutyni odkrywali potomkowie Filipa Pustowiata, czyli rosyjscy fiłiponi, którzy tu właśnie, we wsi Wojnowo nad Jeziorem Duś się osiedlili. W wojnowskim klasztorze zgromadzili wspaniałą kolekcję ikon — szkoda, że nie ma ich już w Wojnowic. Żeński klasztor filiponów można obejrzeć w siódmym dniu spływu, po przepły­nięciu 72 kilometrów, liczącego łącznie ponad 100 km, szlaku. Nic jest to wszakże jedyna możliwość spotkania się z historią — jej ślady znajdziemy i wcześniej, i później — od Sorkwit, poprzez Babię-​​ta, Spychowo, Zgon aż po Ruciane. Przede wszystkim jednak spływ Krutynią to spotkanie z odurzającą przyrodą, z jednej strony urokliwych jezior — wymieńmy choćby Lampasz, Dłużec, Białe, Zyzdrój, Zdrużno, Mokre, Bełdany i Nidzkie — a z drugiej, mrocznych ostępów Puszczy Piskiej (rezerwaty „Zakręt”, „Królewska Sosna”, „Ławny Lasek”). A w ostatnim dniu spływu czeka jeszcze jedna, niepo­wta­rzalna atrakcja — przepły­nięcie śluzy Guzianka.

Stanica Wodna Sorkwity k/​Mrągowa 11 – 731

68 miejsc nocle­gowych w domkach campin­gowych jadło­dajnia na 44 miejsca duża wypoży­czalnia kajaków.

Spływ rozpo­czynamy w Stanicy Wodnej PTTK nad Jez. Lampackim (pow. 1,99 km2, gł. 38,5 m; 133 m n.p.m.) w Sorkwitach. Jest to punkt wyjściowy turystycznych wczasów kajakowych. Sorkwity to stacja kolejowa między Biskupcem a Mrągowem, na linii kolejowej Olsztyn — Ełk. Dojście do Stanicy Wodnej PTTK  — ok. 1,2 km. Na miejscu poczta, restauracja, sklepy, kiosk „Ruchu”, punkt apteczny. Pobyt w Stanicy Wodnej rozpo­czynamy od obiadu, nocujemy w domkach campin­gowych i następnego dnia po śniadaniu zaopa­trzeni w sprzęt rozpo­czynamy spływ.

I etap spływu — odcinek 16 km Z miejsca wodowania płyniemy na południowy wschód i w połowie długości Jez. Lampackicgo przedo­stajemy się na jego (lewą) wschodnią stronę i płyniemy przy brzegu, by nie przeoczyć przejścia (cieśniny) na Jez. Lam-​​pasz (Łapinóżka) — pow. 0,76 km2; gł. 23 m; 133 m n.p.m.). Na końcu jeziora, z jego lewego rogu wypływa rzeka Sobiepanka o dł. 1,5 km. W kilku miejscach przy niskim poziomie lustra wody, konieczne jest holowanie kajaka. Dopływamy do Jez. Kujno (pow. 0,3 km2; gł. 5,5 m; 132 m n.p.m.). Kierujemy się na południowy wschód i dalej rzeką Grabówką (Grabicnka) spływamy na Jez. Dłużec (pow. 1,23 km2; gł. 20 m; 131 m n.p.m.) — dł. 3,5 km. Odpływ łączy Jez. Dłużec z Jez. Białym (pow. 3,4 km2; gł. 31 m; 131 m n.p.m.). Na prawym brzegu Jez. Białego — Stanica Wodna PTTK Bieńki. Tu obiad, kolacja, nocleg i następnego dnia po śniadaniu płyniemy dalej.

Stanica Wodna PTTK Bieńki 11 – 705 Grabowo

II etap spływu — odcinek 10 km Wypływamy z Jez. Białego na rzekę Dąbrówkę — 1,5 km, która uchodzi do Jez. Gant (pow. 0,78 kmz; gł. 26 m; 131 m n.p.m.) — dł. 3 km. Po przepły­nięciu Jez. Gant wpływamy na rzekę Babięcką Strugę — dł. 2,5 km. Na obu brzegach wieś Babięta; 500 m przed wsią pięknie położona w lesie Stanica Wodna PTTK Babięta. Tu obiad, kolacja, nocleg, śniadanie.

Stanica Wodna PTTK Babięta 11 – 711 Nawiady

64 miejsca noclegowe — domki campingowe, w tym: 7 domków typu „Szałas” z wodą jadło­dajnia na 50 miejsc, możliwość jazdy konnej.

III etap spływu — odcinek 13,5 km Konty­nuujemy spływ rzeką Babięcką Strugą. Po 500 m dopływamy do tamy młyńskiej — przenosimy kajak lewą stroną młyna (ok. 60 m). Przenosimy kajaki przez szosę uważając, aby nie spowodować kolizji z szybko porusza­jącymi się w tym miejscu samochodami. Z Babięckicj Strugi wpływamy do północnej części Jez. Zyzdrój Wielki (pow. 2,1 km2; gł. 14,5 m; 129 m n.p.m.), które wraz z kolejnym Jez. Zyzdrój Mały (pow. 0,5 km2; 129 m n.p.m.) ciągnie się na przestrzeni 6 km. Przed południowym krańcem Jez. Zyzdrój Mały kierujemy się w lewo do małej zatoki, dopływamy do nieczynnej śluzy i przenosimy ok. 100 m kajak — z prawej strony śluzy. Płyniemy dalej szerokimi wodami Spychowskiej Strugi. Po 2,5 km (przed wpłynięciem na Jez. Spychowskie) na lewym brzegu położona jest Stanica Wodna PTTK Spychowo, w której spędzimy następny dzień urlopu w Puszczy Piskiej. Na wschodnim, wyższym brzegu jeziora leży wieś Spychowo, ze stacją PKP na linii kolejowej Olsztyn — Pisz — Ełk. We wsi poczta, sklepy, restauracja, ośrodek zdrowia.

Stanica Wodna PTTK 12 – 130 Spychowo

151 miejsc nocle­gowych w domkach campin­gowych hotel na 40 miejsc — pokoje 2-​​osob. z łazienkami jadło­dajnia i kawiarnia na 120 miejsc wypoży­czalnia sprzętu pływającego.

IV etap spływu — odcinek 11,5 km Wpłynąwszy na Jez. Spychowskie (pow. 0,5 km2; 128 m n.p.m.) skręcamy od razu w lewo i po 1 km osiągamy wypływ dalszego, liczącego 5 km, odcinka Spychowskiej Strugi. Przy wypływie pod mostem drogowym rzeka staje się niebez­piecznie rwąca. Po przeszło 2 km mijamy z prawej strony krótki odpływ małego Jez. Kierwik (pow. 0,6 km2). Po 3 km wpływamy do malow­niczego Jez. Zdrużno (pow. 2,3 km2; gł. 18 m; 126 m n.p.m.). Kierujemy się w prawo ku wschodniej zatoce jeziora. Po przepły­nięciu 1 km wpływamy na Jez. Uplik (pow. 0,63 km2; 125 m n.p.m.) —dł. 3 km. Jest to jedno z najpięk­niejszych jezior tego szlaku. Na prawym jego brzegu rezerwat czapli siwej „Ławny Lasek”. Płyniemy otoczeni ścianą wysoko­piennych lasów Puszczy Piskiej. Przy północnym krańcu jeziora skręcamy w prawo. Przez krótką cieśninę wpływamy do wschodniej, małej zatoki Jez. Mokrego (pow. 8,41 km2; gł. 51 m; 125 m n.p.m.). Płyniemy w kierunku południowo-​​wschodnim. Po 1 km dopływamy do Stanicy Wodnej PTTK w Zgonie miejsca naszego następnego odpoczynku.

Stanica Wodna PTTK Zgon 11 – 712 Stare Kiełbonki

74 miejsca noclegowe — domki campingowe, pole namiotowe jadło­dajnia na 40 miejsc na miejscu sklepik spożywczy

V etap spływu — odcinek 12,5 km Na Jez. Mokrym spotykamy liczne wyspy. W pobliżu wschodniego brzegu — rezerwaty przyrodnicze „Królewska Sosna” i „Zakręt” (z pływa­jącymi wyspami). Płyniemy Jez. Mokrym na północ ok. 8 km i w odległości ok. 1 km od północnego krańca jeziora, z prawej, znajduje się lejkowata zatoka zakończona zastawką (zazwyczaj zamkniętą). Przenosimy kajaki prawym brzegiem — ok. 20 m. Wpływamy od południa na śródleśne Jez. Krutyńskie dł. 2,3 km (pow. 0,57 km’; 124,5 m n.p.m.). We wschodniej części największego akwenu Jez. Kru-​​tyńskiego — wypływ rzeki Krutyni. Po 2 km, na lewym brzegu wieś Krutyń i Stanica Wodna PTTK. Na miejscu sklepy, restauracja, poczta, przystanek PKS oraz kilka ośrodków wypoczynkowych.

Stanica Wodna PTTK Krutyń 11 – 712 Stare Kiełbonki

VI etap spływu — odcinek km Płyniemy nadal rzeką Krutynią. Po ok. 3 km wieś Krutyński Piecek i tama młyńska. Tu przenosimy kajak prawym brzegiem ok. 100 m. Za młynem, przy niskim stanie wody, na krótkich odcinkach konieczne jest holowanie kajaka. Tuż przed wsią Wojnowo, największym ośrodkiem filiponów (staro­wierców) w Polsce, możliwość krótkiej (3 km) wycieczki bocznej na Jez. Duś, nad brzegiem którego stoi stary klasztor żeński filiponów. Konty­nuując spływ Krutynią dopływamy do mostu drogowego w dużej wsi mazurskiej Ukta. Na miejscu przystanek PKS, poczta, restauracja, sklepy. Ok. 1 km dalej, na prawym brzegu Stanica Wodna PTTK Ukta. Tu nocleg i wyżywienie.

Stanica Wodna PTTK 12 – 210 Ukta

VII etap spływu — odcinek 6 km Nadal rzeka Krutynią. Następny krótki etap jest odcinkiem typowo rzecznym. Na powierzchni bogactwo roślinności wodnej utrud­niającej momentami płynięcie kajakiem. Dopływamy do mostu drogowego we wsi Nowy Most, za mostem na prawym brzegu znajduje się Stanica Wodna PTTK Nowy Most, w której zatrzy­mujemy się na kolejny dzień.

Stanica Wodna PTTK Nowy Most 11 – 712 State Kiełbonki

62 miejsca noclegowe — domki campingowe, w tym 7 domków typu „Szałas” z wodą jadło­dajnia na 50 miejsc sklepik spożywczy na miejscu.

VIII etap spływu — odcinek 9,5 km 4 km poniżej Stanicy Wodnej w Nowym Moście Krutynią uchodzi do Jez. Gardyń­skiego (pow. 0,83 km2; gł. 11,5 m; 116 m n.p.m.). Na Jez. Gardyńskim skręcamy ostro w prawo i przez krótką cieśninę dostajemy się na Jez. Malinówko. Wschodnie brzegi jeziora niedo­stępne i mocza­rowate stanowią siedlisko ogromnej ilości ptactwa wodnego. Nierzadko można spotkać czaplę siwą. Wpływamy na następne, przypo­mi­nające rozlewisko rzeczne, Jez. Jcrzewko. Uchodzi z niego ostatni, dwu-​​kilometrowy odcinek rzeki Krutyni, zwanej Iznotą lub Czarną Rzeką. Następnie wypływamy na jedno z najpięk­niejszych jezior mazurskich —Bełdany (pow. 9,41 km’; gł. 46 m; 116 m n.p.m.). Kierujemy się na południowy wschód, gdzie po 1,5 km, na prawym cyplu znajdujemy Ośrodek Turystyki Wodnej PTTK w Kamieniu. Tu biwakujemy kolejny dzień.

OTW PTTK Kamień 12 – 210 Ukta

IX etap spływu — odcinek 12,5 km Nie dopływając do południowego krańca Jez. Bełdany, skręcamy w lewo i po 5 00 m osiągamy śluzę w Guziance. Kierujemy się na wyższy o około 1,5 m poziom Jez. Guzianka Mała (pow. 0,42 km2; gł. 13,3 m; 117,7 m n.p.m.). Trzymając się prawego brzegu, po 300 m wpływamy przez krótką cieśninę na Jez. Guzianka Wielka (pow. 0,72 km2; gł. 29 m; 117,7 m n.p.m.). Po prawej stronie znajduje się przystań statków Żeglugi Mazurskiej w Rucianem-​​Nidzie, a 200 m dalej kanał łączący Guziankę Wielką z Jez. Nidzkim (pow. 17,24 km2; gł. 25 m; 117,7 m n.p.m.). Trzymając się prawego br2egu, po 2 km wpływamy do wąskiej 2atoki, nad którą położony jest duży Ośrodek Turystyki Wodnej PTTK w Rucianem-​​Nidzie. I tu kończymy nasz spływ kajakowy. Na miejscu mamy kąpielisko, kawiarnię, kiosk „Ruchu”. Ruciane-​​Nida to miasteczko w Puszczy Piskiej położone nad jeziorami Guzianka Wielka i Nidzkic. Na miejscu stacja PKP, przystanek PKS, poc2ta, restauracja, sklepy. W Rucianem-​​Nidzie są zakłady przemysłowe: duży tartak, jedna z nielicznych w kraju łusz-​​czarni nasion drzew iglastych, fabryka płyt pilśniowych. W odległości 6 km na zachodnim brzegu Jez. Nidz-​​kiego leży leśni­czówka Pranie, ulubione miejsce pobytu K.I. Gałczyń­skiego, gdzie poeta napisał wiele utworów, między innymi „Kronikę Olsztyńską”.

OTW PTTK ul. Wczasów 17, 12 – 220 Ruciane Nida

11 miejsc nocle­gowych w budynku cal. + 228 miejsc nocle­gowych w domkach campin­gowych pole namiotowe na 200 miejsc jadło­dajnia na 152 miejsca, kawiarnia na 60 miejsc duża wypoży­czalnia sprzętu pływa­jącego, w tym jednostek żaglowych.

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. VII

Pierwsza niedziela każdego października kojarzy się nam– rezer­wistom– z grupowym wyjazdem do Kocka na uroczy­stości rocznicowe walk Samodzielnej Grupy Opera­cyjnej „ Polesie” gen. dyw. Franciszka Kleeberga-​​z Niemcami w 1939 r. (02– 05.X). Zapraszani byliśmy przez zaprzy­jaźniony, współ­pra­cujący z nami KOR– LOK– Lubartów, któremu prezesował nieod­ża­łowany kolega– mjr rez., lekarz stomatolog Henryk Czechowski (zmarł nagle w styczniu 2000 r.). Bywaliśmy u siebie wielo­krotnie, wymie­niając doświad­czenia, pogłę­biając wiedzę z historii Polski i nawią­zy­waliśmy wspólnie nowe przyjaźnie. Kwaterując w ośrodku wypoczynkowym w Firleju, zwiedzaliśmy pola bitewne w okolicy Kocka i Woli Gutowskiej, Pałac Jabło­nowskich w Kocku, Zamoyskich w Kozłówce itp. Do znacz­niejszych spotkań trzeba zaliczyć Ogólno­polski Zlot Aktywu KOR — LOK w dniach 30. IX– 02. X. 1994 r., zorga­ni­zowany przez Lubartów w Kocku. Przybyło wtedy 108 delegatów z Białe­gostoku, Jasła, Krakowa, Lubartowa, Lublina, Nałęczowa, Skołyszyna i Warki (11 osób).

W 1996 r. kol. Czechowski był komen­dantem naszej kolejnej podróży histo­rycznej do Włoch, z której później wydał ilustrowany pamiętnik. Należał do „Towarzystwa Przyjaciół Pokucia” z siedzibą we Wrocławiu (ojciec Jego był do 1939 r. dyrektorem gimnazjum w Kołomyi), dzięki czemu rezerwiści z KOR– Warka uczest­niczyli w pielgrzymce na Odpust Matki Boskiej Kołomyjskiej (ostatnia niedziela sierpnia), a właściwie dziesię­cio­dniowej podróży histo­rycznej, zwiedzając prastare ziemie polskie, począwszy od zamków– do zapomnianych zbiorowych mogił pomor­do­wanych przez Ukraińców Polaków. Po śmierci kol. Czechow­skiego KOR– LOK-​​Lubartów prowadził por. rez. mgr inż. Jan Żaczek, ale kontakty urwały się.

Mając w programie działania LOK współpracę z innymi klubami, w latach 70– tych pierwszym był KOR– Mogielnica, prowadzony przez kol. mjr-​​a rez. mgr-​​a Tadeusza Szcze­pań­skiego. Byliśmy u nich na uroczy­stości jubileuszu dziesię­ciolecia delegacji, której przewod­niczył kol. Stefan Batte. Nawią­zaliśmy kontakty z KOR– Biało­brzegi, któremu prezesował kol. kpt. rez. mgr Siedź. Współ­pra­co­waliśmy z KOR– Huta Warszawa i razem wyjeż­dżaliśmy do prac społecznych przy odnawianiu starówki w Zamościu. Tę akcję prof. Wiktora Zina pilotowali kol. Stefan Batte i kol. Jan Bienias. Mieliśmy przyjemne kontakty z KOR przy Nowej Hucie, dzięki tamtejszemu działaczowi LOK– kol. Józefowi Plasze (mojemu sąsiadowi z Lubelsz­czyzny). Uczest­ni­czyliśmy w zawodach sportowo– obronnych na ich strzel­nicach i u nas, a oficerem łącznikowym był kol. kpt. rez. mgr Stanisław Kowalski.

Cenimy sobie stary kontakt z KOR– LOK przy Uniwer­sytecie Przyrod­niczym (dawniej Akademia Rolnicza) w Lublinie, gdzie od lat prezesuje prof. dr hab. Józef Kołodziej. Jesteśmy zawsze zapraszani na Ich okolicz­no­ściowe uroczy­stości. W 2000 r. zorga­ni­zowali wielo­etapowe Drużynowe Zawody Strze­leckie dla rezer­wistów i oficerów służby czynnej W.P., obejmujące wschodnią część Polski. Następnego roku my wspólnie powtó­rzyliśmy podobne zawody (jak zwykle– zwyciężając, dzięki niestru­dzonemu instruk­torowi strze­lectwa kol. mjr. rez. inż. Andrzejowi Węgielkowi).

Mieliśmy wspólne spotkania integracyjne z organizacją zakładową LOK– Radoskór, którzy przyjeżdżali do Warki całymi autokarami, podziwiali naszą pracę i miasto. Opiekowali się nimi nasi kochani koledzy: śp. Stanisław Rutkowski i śp. Andrzej Buczek. W latach 80– tych kol. kpt. rez. mgr inż. Witold Batte, Kierownik Sekcji Wodnej, nawiązał kontakt z LOK– „Energoprem” w Radomiu, którym kierowali bracia Kaczo­rowscy i szcze­gólnie kol. Wacław wypro­wadził nasz „KOREK” na szerokie wody– Polski i Europy, co później wpłynęło na serię sukcesów naszych kajakarzy. Wspólnie z „Energo­premem” organi­zo­waliśmy rokrocznie spływy Pilicą dla dzieci niepełnosprawnych.

Inspi­rowany przez nas LOK– Skaryszew wybudował własną strzelnicę, na której często w latach 90– tych organi­zo­waliśmy różne wojewódzkie zawody. Dzięki nim poznaliśmy zapach przed­wo­jennego jarmarku.

Do przyjaznych kontaktów należy wielo­letnia współpraca z KOR– LOK– Jasło (dawniej przy Z.T.S. „Gamrat”). Prezesem był wspaniały kolega mjr rez. mgr Władysław Kuźma, obecnie Prezes Związku Sybiraków tamtego rejonu, a KOR (KŻR)- LOK– Jasło prowadzi kol. por. rez. dr Bronisław Brach. Odwiedzamy się wspólnie. Bywamy u Nich całymi grupami, nawet po kilka dni, kwaterując w ośrodku wypoczynkowym w Faluszu. Dzięki Ich gościnności i serdeczności poznaliśmy dużo pamiątek po powstaniach narodowych, walkach Legionów w I wojnie światowej, Przełęcz Dukielską, dom rodzinny „Hubala”, Zakłady Tworzyw Sztucznych „Gamrat” itd.

Już w kilka lat po powstaniu w Warce Klubu Oficerów Rezerwy, rozniosło się echem o naszej patrio­tycznej i wszech­stronnej działalności, co skłoniło Prezesa KOR-​​LOK– Nałęczów ppłk-​​a rez. mgr-​​a Leona Ginal­skiego, wspaniałego człowieka, do zapro­szenia nas do Nałęczowa. Pierwszy wyjazd grupowy autokarem z FUM– Warka zorga­ni­zowała sekcja „ Rodzina w Klubie”. Oficjalne spotkanie odbyło się w Sanatorium dla Rolników, gdzie gościnny dyrektor– kol. por. rez. mgr inż. Stanisław Gil podejmował nas obiadami. Zwiedzanie uzdrowiska z jego pamiątkami, nekropolią i muzeami: Bolesława Prusa i Stefana Żeromskiego, Spółdziel­czości, zajęło cały dzień. To był szczęśliwy początek naszych kontaktów, które trwają nadal. Dzięki miłej atmosferze, charak­terowi spotkań organi­zo­wanych przeważnie w Pałacu Małachowskich, mamy możliwość osobistego poznania wielu generałów, senatorów, posłów, ludzi kultury i sztuki oraz innych osób zasłu­żonych dla Polski. Nałęczo­wianie też dobrze czują się w Warce, odwiedzają Muzeum Pułaskiego, pamiętają o Powstańcach. Przyczółku Warecko– Magnu­szewskim, korzystają ze strzelnicy. Mamy też przyjemność spotykać się razem na licznych imprezach LOK w kraju.

Wspólnie z zaprzy­jaź­nionymi klubami tworzymy zbiorową tożsamość!

Prezes Honorowy KŻR ppłk Dariusz Kossa­kowski Tel. 607−164−851

Moje harcerstwo zaczęło się w Modliborzycach

Przez całą okupację, bardzo często sołtys przypro­wadzał do dziadków na kwaterę różnych niemieckich urzędników i wojskowych. Jedli i mieszkali, nawet po kilka dni, tygodni. Na początku lata 1942r. zamieszkał Niemiec, cywil, nosił w klapie okrągły znaczek NSDAP; jakiś urzędnik od wywożenia Polaków do pracy w Rzeszy. Pierwszego dnia pobytu, zaraz po obiedzie, zachciało mu się wódki. Ponieważ w domu jej nie było, a on nie wiedział gdzie kupić, matka poleciła mi zapro­wadzić go do restauracji p. Osińskiej przy ul. Zaborskiej. Wyszliśmy do miasta po 18:00. Wtedy już obowią­zywała Żydów godzina policyjna. Idąc lewą strona, ul. Piłsud­skiego, z drugiego mieszkania, za domem doktora Zieliń­skiego otworzyły się nagle drzwi i wyszedł młody Żyd, wysoki, w białej koszuli, zielonych spodniach i czarnych oficerkach. Ponieważ na ulicy było pusto, Niemiec zorientował się zaraz, że to Żyd. Ten stanął obok drzwi blady, jak „słup soli” i podniósł ręce do góry. Krępy, średniego wzrostu Niemiec, wyjął spod marynarki pistolet i wymierzył w Żyda. Stojąc przy Niemcu, błyska­wicznie podbiłem mu rękę z pistoletem do góry. Równo­cześnie padł strzał, ale w powietrze. Żyd osunął się na ziemię, Niemiec spojrzał groźnie na mnie, później na Żyda i zaczął się ogromnie śmiać. Nie wiedziałem z czego. Pokazał mi ręka, jego mokre spodnie!

Odcia,gna,łem Niemca od tego Żyda i poszliśmy dalej. Całe to wydarzenie widzieli przez okna przerażeni Żydzi. W przed­ostatnim domu, przed ul. Zamkową było otwarte okno, przez które dochodził glos modlącego się Żyda. Niemiec zajrzał tam po cichu, i później „na migi”, kazał mnie to samo zrobić. W niewielkim pokoju za stołem, tyłem do okna, a twarzą do jakiegoś kredensu, głośno modlił się Żyd. Był w stroju rytualnym („cycałe”), kiwał się bez przerwy, po lewej stronie paliła się w niewielkim lichtarzu świeczka. Znowu wyjął pistolet. Przeraziłem się. Przytknął palec do ust, żebym był cicho, pomachał ręka, uspoka­jająco i wskazał na świeczkę, którą jednym strzałem zgasił. Z mieszkania Żyda dochodziły jakieś krzyki, hałas. U p. Osińskiej kupił cztery butelki wódki, włożył do teczki i wróciliśmy do domu. Popił i po kolacji poszedł sam do miasta. Podobno kazał otworzyć „Judenrad” i złośliwie zalał tam atramentem kilka kart jakiejś księgi z dokumentami, nakazując przepisanie ich do rana. Kilkunastu Żydów pisało całą noc. Na drugi dzień rano, jak Niemiec poszedł do gminy, zebrała się przed naszym domem duża gromada Żydów, może ze dwieście osób. Dziękowali mojej matce za uratowanie Żyda od śmierci. Nie mieli słów podzięki i zachwytu za moja, odwagę. Ciekaw jestem, co by Żydzi myśleli, gdyby przy mnie Niemiec zastrzelił Żyda ? Oskarżyli by mnie, że Niemca „napuściłem”. A było ich wtedy w Modli­bo­rzycach ze dwa i pół tysiąca. Od tej pory, napotkani w mieście Żydzi, pokazywali mnie palcami i zaczęli nawet się kłaniać!

W południe 26 sierpnia 1942r. jakiś niepokój na ulicy Janowskiej. Biegnę i widzę po lewej stronie Niemców w mundurach Schutz­polizei, koło domu Pankowskich. Oficerze szpicrutą, stoi na środku ulicy, a kilku wynosi z domu jakieś książki, papiery i wrzuca do palącego się na podwórku ogniska. Wszystko widać dokładnie, bo nie było tam płotu. Widzę nawet obraz Matki Boskiej w ramach, Niemiec go rozbiera, ogląda i też wrzuca do ognia. Stałem bardzo blisko, więc oficer przepędził mnie, uderzając po nogach szpicrutą. Przeszedłem na druga, stronę ulicy i usiadłem na ławce przed domem vis a vis. Po pewnym czasie Niemcy odeszli w kierunku rynku. Tego dnia chcieli aresztować Kazimierza Pankow­skiego, ale im uciekł. Następnie poszli po Wacława Pikulę, który ostrzeżony przez kuzyna Heńka Pikulę (kadeta), też zbiegł. To samo było tego dnia z Klimkiem Głowackim. Zapla­nowana akcja nie udała się Niemcom, więc wzięli na zakładników: za Wacława Pikulę — jego ojca Dominika i brata Kazimierza, a za Klemensa Głowackiego też jego ojca Ignacego i brata Longina, których później, za górą „Cegielnią” na polu, rozstrzelali. To były następne ofiary za ruch oporu, które w Modli­bo­rzycach widziałem. Później dowie­działem się, że Głowacki, Pankowski i Pikula należeli do Polskiej Organizacji Zbrojnej.

W osadzie zapanował większy strach przed okupantem. Ulice opustoszały, ludzie rozmawiali półgłosem. Dopiero wieczór, przemykano się opłotkami do znajomych.Okna szczelnie zasłaniano i spuszczano psy z łańcuchów. Ogólne przygnę­bienie. Do tego, zakra­dająca się bieda ludności, szcze­gólnie narodowości żydowskiej. Dawne gry harcerskie: zwiad, zasadzki, podchody, były teraz prawdziwe i emocjonalne, ale ja tęskniłem do biwaków, wędrówek leśnych, budowy szałasów itp. Dlatego chętnie korzy­stałem z każdej okazji wyjazdu do lasu, na które zabierał mnie dziadzio Orłowski.

Z tego okresu zapamiętałem szcze­gólnie jeden z wyjazdów po drewno opałowe. Pojechaliśmy raniutko, dużym parokonnym wozem, daleko, do jakiegoś gajowego. Zabudowania samotne, na niewielkiej polanie. Dziadzio z gajowym pojechali w głąb lasu.; ja pozostałem w gajówce. Tam trafiłem na skromne śniadanie, do którego usiadło pięcioro dzieci i stary dziadek, no i ja. Gospodyni postawiła na środku szerokiej ławy, dużą gliniana, miskę parujących kartofli „ w całości|”, na których leżało siedem skwarków słoniny, oraz przed każdym mała, glinianą miskę z gotowana, serwatka,. W żółtej serwatce, pływały pojedyncze okruchy białego sera. Jedliśmy łyżkami. Nic w tym szcze­gólnego — pierwszy raz w życiu jadłem gotowaną serwatkę z kartoflami, ale czułem, że nędznie żyją, że jest tam bieda, bo jak dziadek chciał łyżka, wziąć skwarek z kartofli, dzieci, widząc to, szybko uderzały swoimi w łyżkę dziadka i skwarek wracał na kartofle. Scenę tę często mam przed oczyma, szcze­gólnie, jak obecnie obserwuję marudzące dzieci przyjedzeniu.

Na początku września 1942r., przyjechał do nas dentysta z Łęcznej, Żyd, dr Zeman z synem Gutkiem. Gutek miał rodzinę w Modli­bo­rzycach, do której przed wojna., często przyjeżdżał w wakacje i bawił się z nami na łąkach, kąpał się i pływał po Sannie moim kajakiem, na Zamłyniu grał w piłkę, a na błoniu w palanta i pekę. Smakował mu chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Kolegował się z chłopcami z naszej ulicy, szcze­gólnie z Józkiem Estką i Wojtkiem Wojto­wiczem. Należał w Lęcznie do harcerstwa żydowskiego; widziałem go w ich mundurku: biała koszula, czarne wąskie do kolan spodenki i białe podko­lanówki z pomponami. Dr Zeman przewidując zamknięcie ich w Getcie, prosił o możliwość pozosta­wienia syna w naszym domu. Może się tu przechowa: gdzie często kwaterują Niemcy, w rodzinie jest ksiądz itd. bo mówi się ..że pod latarnią jest najciemniej„‚ . Gutek nie nosił gwiazdy Dawida i nie był podobny do Żyda. Ojciec jego miał na lewej piersi, przyszyta, sześcio­ra­mienną żółta, gwiazdę. Nosił ja, przepisowo od 1 września 1941 r.,Gutek został u nas. Był smutny, tęsknił i na kilka dni przed wypędzeniem Żydów, uciekł do rodziców.

We wrześniu Niemcy zarządzili wysie­dlenie z Modli­borzyc wszystkich Żydów do getta w Zaklikowie. Mieli zebrać się rano na rynku, z podręcznym bagażem. Przetrans­por­towano ich furmankami [jak mieli pieniądze], część pieszo. Dużo ich zostało, po drodze, „na wieki”.

Z Zaklikowa, grupami, odjeżdżali towarowymi wagonami w nieznane. Jak zwykle ciekawski, biegałem po ulicach, szukając znajomych twarzy. Szcze­gólnie profesora medycyny Gotliba z Wiednia, bywał u nas często. Profesorkę Konser­wa­torium w Wiedniu, która mieszkała u pp. Kubickich i uczyła mnie gry na forte­pianie. Eryki, ślicznej dziewczyny, mieszkała z rodzicami przy ul. Kowalskiej. W Modli­bo­rzycach pozostała (nie na długo) tylko piękna wiedenka -„ Mauzi”, o której względy zabiegali nie tylko oficerowie niemieccy, ale i Olek Gerlicz, dziedzic ze Stojeszyna. Miała w naszej miejscowości, przyja­ciółkę. Wracając z rynku, zauważyłem na ul. Błotnej grupkę osób przed domem pp. Krasowskich. Frontowy pokój miał pootwierane okna. U nich też mieszkali Żydzi wiedeńscy, starsze małżeństwo. On był jakimś profesorem chemii. Podszedłem i usłyszałem, że nie żyja,. Wszedłem do środka i zobaczyłem leżące na podwójnym łóżku, dwa martwe ciała. Leżeli równo na wznak, obok siebie. Łóżka przykryte czystymi, białymi przeście­radłami, oni oboje ładnie ubrani na czarno. Mężczyzna leżał od okna; ręce mieli złożone na piersiach. Wyglądali bardzo dostojnie. Na szafkach nocnych, stały dwie szklane zlewki labora­toryjne z białym osadem na ściankach. Prawdo­po­dobnie w nocy oboje otruli się, przewidując uciążliwy i tragiczny koniec. To zdarzenie też zaliczam do swoich harcerskich wspomnień.

Rok 1942 szcze­gólnie był tragiczny dla nas harcerzy. W styczniu ginie mój ojciec , w sierpniu nasz zastępowy Stach Pikula traci ojca i brata, a 2 października druh Marian Torla (Nunek) traci ojca. Nasiliły się aresz­towania i Niemcy zabrali z domów w dniu 2 października 1942r. członków POZ (Grupa Oddział Wspoma­gający): p.p. Tomasza Pietrasa, Henryka i Stanisława Saganów (z Dapia), chorążego Stanisława Torlę, Henryka Saję i Brodzisza (z Modli­borzyc). Aresz­to­wanych wywożą ciężarówka, i tego samego dnia rozstrzelali ich w lesie za Kraśnikiem. Śmierci uniknął tylko p. Brodzisz, były wojskowy, który wyrwał się Niemcowi i uciekając zygzakiem pomiędzy drzewami, nie dał się zastrzelić. Później wrócił do Modli­borzyc i ukrywał się do końca wojny. 26 października nowy cios dla rodziny naszego zastę­powego. W jarach, koło wsi Bilsko, zastrzelono kilku ukrywa­jących się party­zantów członków POZ (AK), a wśród nich dowódcę miejscowej placówki, ppor. Wacława Pikulę — brata Stacha.

Po rozpra­cowaniu tajnej organizacji wojskowej, do której należeli: Głowacki, Pankowski i Pikula, społe­czeństwo Modli­borzyc, zaczęło ostrożnie rozglądać się za szpiclami, donosi­cielami, kolabo­rantami, współ­pra­cu­jącymi z „granatowa,” Policja, Polska, i Niemcami. Podej­rzewano o to wiele osób z Modli­borzyc i okolicy, ale pewności nie było. Będąc wtajem­niczony w wiele spraw, dostałem polecenie od wujka Olesia, aby dowiedzieć się, ile mogę. o Grempczyku już wtedy „szarej eminencji”. Był wysie­dlonym z poznań­skiego, mieszkał na Kol. Zamek u pp. Drzymałów, razem ze stara, matka, i młoda, kobietą. W okupację pracował w Gminie Modli­borzyce i bywał często w dworku na Kol. Zamek, gdzie mieściło się wtedy Leśnictwo. Do Zamku, chodziłem w ramach tajnego nauczania, na lekcje do p. Wandy Kowalińskiej, też wysie­dlonej z poznań­skiego, z która, to rodziną Grempczyk utrzymywał bliższy kontakt. Grempczyk miał bryczkę i zatrudniał jako woźnicę okresowo Stanisława Pasztaleńca (był kulawy). P. Paszta­leniec woził często, po okolicy, kobietę miesz­kająca z Gremp­czykiem. Jeździła w podej­rzanych sprawach. Po pewnym czasie, Grempczyk wydał Niemcom p. Pasztaleńca za kontakty z podziemiem. Aresz­towany, przebywał w obozie w Puławach, później na Zamku Lubelskim i tam zamor­dowany. Po wypędzeniu Żydów w 1942r., i przez następny rok, Grempczyk często chodził nocami po Modli­bo­rzycach, węszył za ukrywa­jącymi się Żydami i ich kontaktami z Polakami. Widywałem go w czasie pełnienia nocnych wart. Nawet raz w nocy przepędził, mnie jak go spotkałem koło domu p. Tomiły, przy ul. Piłsud­skiego. Nie wiem co się z nim stało, ale chyba uciekł razem z Niemcami.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Międzynarodowy Spływ Kajakowy GRUNWALD 2010

Czytaj dalej

IV Ogólnopolski Spływ Kajakowy „Biała Przemsza” 2010

Klub Miłośników Kajakarstwa „Przemsza” oraz  RSK Sport zapraszają do udziału w IV Ogólno­polskim Spływie Kajakowym im. Andrzeja Arendta „Biała Przemsza 2010″ który odbędzie się w terminie 16 – 18 kwietnia 2010r.

Termin i miejsce spływu: 16 – 18.04.2010 r. Rzeka Biała Przemsza od Sławkowa (MOK) do Trójkąta Trzech Cesarzy (Sosnowiec) Długość trasy 23 km.

Organizator spływu: Klub Miłośników Kajakarstwa „Przemsza” przy Oddziale PTTK w Sosnowcu

Współ­or­ga­ni­zatorzy:

  • Urząd Miejski w Sosnowcu
  • Urząd Miejski w Sławkowie
  • Urząd Miejski w Jaworznie
  • RSK Sport Moskwa Maciej
  • Towarzystwo Miłośników Maczek „Granica”
  • Śląski Klub Turystyki Kajakowej „Neptun” Żory
  • Klub Sportowy „Amber” Tomaszów Mazowiecki
  • Klub Turystyki Kajakowej „Eskapada” Częstochowa

Komitet Honorowy Spływu:

  • Prezydent Miasta Sosnowca
  • Prezydent Miasta Jaworzna
  • Burmistrz Miasta Sławkowa
  • Prezes Oddziału PTTK Sosnowiec

Komitet Organi­zacyjny:

  • Stanisław Czekalski (prezes Oddziału PTTK w Sosnowcu)
  • Jan Jelonek (prezes Towarzystwa Miłośników Maczek „Granica”)
  • Marek Lityński (prezes KMK „Przemsza”)
  • Andrzej Ambroziak (prezes Klubu Sportowego „Amber”)

Cele spływu:

Promocja szlaku kajakowego rzeki Białej Przemszy i jej okolic ze szcze­gólnym uwzględ­nieniem miejsc budowy przystani kajakowych w Sławkowie i Sosnowcu. Propa­gowanie turystyki i sportu kajakowego. Czynny wypoczynek weekendowy.

Kierow­nictwo spływu:

  • Marek Lityński (komandor)
  • Maciej Moskwa (kierownik zespołu ratowników/​pilot początkowy)
  • Joanna Bratko-​​Lityńska (biuro spływu)
  • Jan Jelonek (kwatermistrz)
  • Łukasz Głośny (transport)

PROGRAM OSK Biała Przemsza 2010

16.04.2010 (piątek)

  • 16.00−21.00 Przyjazd uczestników do Sławkowa. Zakwa­te­rowanie i weryfikacja.

17.04.2010 (sobota)

  • 8.00 – 8.30 Śniadanie (szwedzki stół, prosto z IKEI)
  • 8.30−9.00 Weryfikacja pozostałych uczestników spływu.
  • 9.00−9.30 Przejazd uczestników na miejsce startu MOK Sławków.
  • 10.00 Otwarcie spływu.
  • 10.15 Start do I etapu Sławków – Maczki (12,0 km).
  • 12.30 Odpoczynek etapowy przy moście w Burkach (przerwa 30 min.)
  • 16.00 Meta I dnia spływu w Maczkach;  pieczenie kiełbasek przy ognisku
  • 18.00 Przejazd do schroniska w Sławkowie.
  • 19.30−24.00 Wieczór kajakowy (co nieco do brzuszka, konkurs piosenek przy gitarze).

18.04.2010 (niedziela)

  • 8.00−8.30 Śniadanie (szwedzki stół).
  • 9.00 Wyjazd do Maczek.
  • 10.00 Start do II etapu spływu Maczki – TTC (11,0 km).
  • 14.00 Ognisko z kiełbaskami na terenie Trójkąta Trzech Cesarzy.
  • 15.00 Zakoń­czenie spływu. Transport uczestników i sprzętu do Sławkowa.

REGULAMIN SPŁYWU

Warunki uczest­nictwa: Ukończone 18 lat życia. Uczestnicy biorą udział w spływie na własną odpowie­dzialność, a wyrazem przyjęcia tego warunku jest własno­ręczny podpis na karcie zgłoszenia. Wszyscy uczestnicy płyną w nałożonych kamizelkach aseku­ra­cyjnych. Dowód opłacenia wpisowego jest warunkiem dopusz­czenia do udziału w spływie. Uczestnicy spływu będą zakwa­te­rowani na terenie Szkolnego Schroniska Młodzie­żowego w Sławkowie-​​Niwie. Istnieje możliwość wynajęcia dwuoso­bowych kajaków poliety­le­nowych Perception Vista (M. Moskwa 0 – 693 074 015; www​.nasza​-rzeka​.pl).

Wysokość opłat wpisowych:

  • Opłata wpisowa dla wszystkich uczestników: 30,- zł
  • Świadczenia dla uczestników przyjezdnych: 90,- zł
  • Wynajęcie kajaka (wiosło, kamizelka, transport) od osoby na 2 dni: 35,- zł

Termin zgłoszeń:  10.04.2010

Adres: Marek Lityński, Kiero­cińskiej 14 C; 41 – 209 Sosnowiec, tel.: 0 – 602 398 140, E-​​mail: dinomdl@​wp.​pl; (na zgłoszeniu podać liczbę uczestników i nazwisko kierownika grupy z telefonem kontaktowym)

Wpłaty należy dokonać na konto:

PKO SA I O/​Sosnowiec: 36 1240 2988 1111 0010 1579 4799

Z dopiskiem: OSK Biała Przemsza 2010

Dowód wpłaty prosimy przesłać w/​w mailem na adres organi­zatora oraz okazać podczas weryfikacji.

W ramach opłat uczestnicy otrzymują:

Zakwa­te­rowanie i posiłki (dotyczy osób przyjezdnych), przewóz uczestników i sprzętu na trasy etapowe, zabez­pie­czenie ratownicze trasy spływu, pamiątki spływowe, wklejki do książeczki TOK PTTK/​PZK.

Posta­no­wienia końcowe:

Dojazd na początek spływu (Szkolne Schronisko Młodzieżowe Sławków, Niwa 45, tel.: 0 – 32 293 11 00; www​.schronisko​.com​.pl) odbywa się pojazdami własnymi uczestników. W przypadku nie przybycia na spływ wpisowe nie podlega zwrotowi. W przypadku odwołania przyjazdu po 12.04.2010 zwrocie ulega połowa wpłaconej kwoty. Na trasie spływu występują przeszkody w korycie, wymagające przenie­sienia kajaków brzegiem rzeki. Organizator zastrzega sobie prawo skrócenia trasy spływu w przypadku wystą­pienia nieko­rzystnych warunków atmos­fe­rycznych oraz zbyt niskiego lub zbyt wysokiego stanu wody.

Zdjęcia ze spływu Białą Przemszą 2009 znajdziecie w galerii www​.stero​.pl

Winter Tipi — Zimowy Spływ Wisłą KiM styczeń 2010

Kolejna KiM-​​owska zimowa wyprawa po Wiśle. Jednak tym razem, oprócz kontaktu z Matką Naturą mamy jeszcze jeden cel do zreali­zowania. Chcemy przete­stować przydatność i funkcjo­nalność zestawu biwakowego, który składa się z tipi, pieca i składanych łóżek (kanadyjek). Na dodatek cały ten ekwipunek ma być przewożony na kajakach. Testować będziemy 4 komplety biwakowe.

Ubiegło­roczne próby wypadły na tyle dobrze, że zachęciły nas do rozwi­nięcia tej idei rodem z Dzikiego Zachodu. Teraz chcemy dowieść, że 2 – 3 osobowe zespoły kajakarzy mogą organizować zimowe wyprawy po Wiśle, podczas których bez problemów będą biwakować w komfor­towych warunkach. Komfort w tym przypadku zapewni przestronne tipi, w którym — jak za dawnych czasów — będzie stał piec typu koza, na którym przygo­towywać będziemy gorące posiłki i napoje. Ważne jest również i to, że będziemy mogli wysuszyć swoje przemoczone rzeczy i wyspać się w cieple choć na zewnątrz może być — 18 st. C (tak było w 2009 roku). Dodatkowo, każdy zamiast spać na karimacie na śniegu rozprostuje kości na składanym łóżku.

A tak naprawdę, chcemy pobawić się w zdobywców Dzikiej Wisły sięgając do tradycji wzbogaconej o szczyptę współ­cze­sności. Czy nie o tym marzy każdy chłopiec?

Osoby zainte­re­sowane udziałem w spływie prosimy o wypeł­nienie arkusza. Link znajduje się na stronie www​.funda​cjakim​.pl

XXXI Spływ Zimowy „BIAŁA DAMA” ŻELAZNO 2010

… czyniąc, śmiałość wielką okazując, a na przychylność pleno titulo, Kajakarskiej Braci licząc…

ORGANI­ZATORZY:

  • Klub Turystyki Kajakowej „Ptasi Uskok” z Wrocławia

… w sukurs przyzywając, w licznych bojach Ziomków Wypro­bo­wanych, a od których …

WSPÓŁ­UDZIAŁ został zapewniony, do swej kompanii zaprosił:

  • Stowa­rzy­szenie Instruktorów i Trenerów Kajakarstwa z Warszawy,
  • Centrum Turystyki Kajakowej ROKANA z Wrocławia,
  • Klub Turystyki Kajakowe „M.G.” z Warszawy.

Ze światłych rad i pomocy wszelakiej życzliwych Organi­zatorom i Kajakowej Braci, Obywateli korzy­stając, którzy to teraz

KOMITET HONOROWY SPŁYWU stanowią P.T

  • Wojciech Kudlik – Dyrektor Depar­tamentu Sportu Powszechnego w Ministerstwie Sportu i Turystyki,
  • Krzysztof Baldy – Starosta Powiatu Kłodzkiego,
  • Ryszard Nowak – Starosta Powiatu Ząbkowickiego
  • Zbigniew Łopusiewicz – Burmistrz Stronia Śląskiego
  • Kazimierz Szkudlarek – Burmistrz Lądka Zdroju
  • Bogusław Szpytma– Burmistrz Kłodzka
  • Krzysztof Żegański– Burmistrz Barda
  • Zbigniew Piotrowicz – Dyrektor Uzdrowiska Lądek Zdrój — Długopole

CEL I ZADANIA IMPREZY do których zaliczonymi będą:

  • Popularności kwali­fi­kowanej turystyce kajakowej przysporzenie,
  • Uroków niezli­czonych Dolnego Śląska, rzek Białej Lądeckiej i Nysy Kłodzkiej oraz stoków narciarskich w zimową szatę przyodzianych, Gościom licznym ukazanie,
  • Możność swej woli i hartu ciała w nowej wodniackiej przygodzie spraw­dzenie na uwadze mając

KIEROW­NICTWO SPŁYWU:

  • KOMANDOR: Marek Głowacki
  • VICE KOMANDOR: Andrzej Piasecki
  • SKARBNIK: Bożena Piasecka
  • WODZIREJ: Ewa Więcaszek
  • KWATER­MISTRZ: Mirosław Okrasa
  • SEKRE­TARIAT: Bożena Piasecka, Ewa Więcaszek

… ku wygodzie i zadowoleniu Wielce Szanownych Gościów i Harcowników jakoż i Wszelakiej Gawiedzi, publicznie ogłosić się podjęto:

ZBIÓR WIELKI PRZYWILEJÓW NADZWY­CZAJNYCH z których to treści co poniżej wynika:

  • Każdy Wodniak pragnący wziąć udział w imprezie winien starannie wypełnić druk zgłoszenia, specjalnie na tę okoliczność wykali­gra­fowany, a do każdego egzem­plarza REGULAMINU dołączony.
  • ZGŁOSZENIA, wraz z dowodem wpłaty, należy przesłać, w nieprze­kra­czalnym terminie do dnia 10.01.2010 roku na adres: Marek Głowacki, 57 – 540 Lądek Zdrój skrytka pocztowa 18, lub pocztą elektro­niczną na adres mg@​warszawa.​home.​pl
  • WPŁATY symbo­liczne, w wysokości 300 złotych polskich dokonywać należy na konto: PKO BP S.A. I O/​Wrocław90 1020 5226 0000 6202 0214 4970 z dopiskiem Biała Dama 2010.
  • Każdy z Uczestników winien przezornie zaopatrzyć się w niżej rekomen­dowane glejty: dowód osobisty; ważną kartę pływacką, jeśli o kajakowych rozkoszach marzyć pragnie; książeczkę TOK ze zwery­fi­kowaną odznaką minimum srebrną; zapasową bieliznę akuratnie przed wszelaką wilgocią, uznanymi patentami, pilnie strzeżoną; termos; trzos pełen dukacików kocha­niutkich na tak miłe fundowanie biało­głowom naszych przyjaciół też: trunków, łakoci i STRÓJ NA BAL KOSTIUMOWY inspi­rowany … przez „ŚWIAT DZIECKA” (BAJKI, MARZENIA, CYRK) dla koneserów biblijnego ducha strój Adama i Ewy rekomendować możemy.; porcyję niezbędnego przy każdej okazyii humoru przedniego, który pomocnym może się okazać przy znoszeniu niewygód wszelakich, z turystycznym bytowaniem i życiem wodniackim związanych.; Strój i maszyny piekielne nartami zwane tym którzy w zjazdach ze stoków przyjemności zażywać planują.
  • Wierząc, iż męstwo i zapał w trudów wszelakich pokonywaniu wszystkich Uczestników Spływu daleko poza granicami Własnych Klubów jest znana, posta­no­wionym zostało, iż te Ichmościów cnoty na publiczną ocenę wystawiane być nie mają i dlategoż: spływ w grupach prowadzon będzie; każdego z Uczestników z kapokiem niero­ze­rwalna więź łączyć w czasie pływania winna; wyprze­dzanie pilota grupy, lub zostawanie poza zamykającym ją pilotem końcowym za dyshonor poczy­tywane każdemu z Uczestników będzie; Swawolący na narciarskich szlakach dobro wszelakie współ­to­wa­rzyszów i własne na uwadze mając umiar i rozsądek stosowny zachować przyobiecują.
  • Każdy z uczest­ni­czących w spływie Gości proszon jest przez Organi­zatorów o łaskawe przyjęcie: straw wielce smako­witych w ilościach umiar­ko­wanych, w tutejszych kuchniach sposo­bionych; udziału w dwu balachi jednym wieczorze przy świecach; opieki kierow­nictwa spływu; ubezpie­czenia w PZU; nagród licznych jakich zdobywanie będzie przyzwolone.
  • Mając na względzie pełnię demokra­tycznych swobód Turystycznej Braci, organi­zatorzy przypomnieć by również pragnęli iż: udział w imprezie zupełnie dobro­wolnym jest; w kajakach zapewnione miejsce być może tylko dla tych Waszmo­ścianek i Waszmościów, którzy okazali się przezornymi i wszelkie glejty w punkcie 4 ZWPN /​ Zbioru Wielkiego Przywilejów Nadzwy­czajnych /​ wymienione przy sobie mieć będą, a kondycji Ich swawole przebytej nocy wyraźnego uszczerbku nie poczynią; szkody w mieniu uczestników przez nich samych poniesione innej nad współ­czucie organi­zatorów rekom­pensaty mieć nie mogą; jeśli by szkód takich państwowe czy innych osób i organi­zatorów sprzęty doznać miały na ten czas tenże Sprawca do osobistej odpowie­dzialności poczuwać się winien i zadość­uczy­nienie akuratne przedłożyć; Ci, którym los z ważnych powodów ukończyć spływu lub wziąć w nim udziału nie pozwoli straty wielkie ponoszą, bo mało, że wspólnych z innymi wielu uciech nie przeżyją to jeszcze na domiar złego żadnych gościńców otrzymać nie mogą a symbo­liczne wpisowe zwrócone Im nie będzie; srogość zimy czy inne aury nieprzy­chylności sprawić mogą, iż kierow­nictwo w części lubo w całości diariusz spływu zmienić a nawet odwołać w całości może
  • Każdemu z uczest­ni­czących w spływowych atrakcjach przywilej czytania pełnej treści tegoż wolumenu przysługuje – jeno inter­pre­tacyja zawarowaną dla organi­zatorów i kierow­nictwa zostać musi.

Zamiłowanie szczególne do punktu­alności i porządku Braci Turystycznej znając, organi­zatorzy poniższy … DIARIUSZ XXXI OGÓLNO­POL­SKIEGO ZIMOWEGO SPŁYWU KAJAKOWEGO „BIAŁA DAMA”- ŻELAZNO 2010 rekomendują …

CZWARTEK 28.01.2010

  • Godz. 17:00 Przyj­mowanie i weryfikacja uczestników imprezy.
  • Godz. 21:00 – 01:00 Bal kostiumowy /​rozpoczęcie poszu­kiwania „BIAŁEJ DAMY” – Najmilszej Białogłowy Spływu/.

PIĄTEK 29.01.2010

  • Godz. 08:00 — 09:00 Śniadanie.
  • Godz. 09:30 Wyjazd grupy spływowej na start do Stronia Śląskiego i grupy turystycznej do Lądka Zdroju.
  • Godz. 10:30 Rozpo­częcie spływu rzeką Białą Lądecką na odcinku: Stronie Śląskie, Lądek Zdrój, Żelazno; Rozpo­częcie zwiedzania Lądka Zdroju.
  • Godz. 12:30 Drugie Śniadanie.
  • Godz. 13:30 Konty­nuacja programu kajakowego i turystycznego.
  • Godz. 16 Powrót do zamku w Żelaźnie.
  • Godz. 17 Zwiedzanie zamku i Żelazna.
  • Godz. 19:30 — 24 „Wieczór przy świecach” połączony z posiłkiem i wodniackim swawo­leniem; Dalsze poszu­kiwanie „BIAŁEJ DAMY” – Najmilszej Białogłowy Spływu.

SOBOTA 30.01.2010

  • Godz. 08:00 — 09:00 Śniadanie.
  • Godz. 09:30 Wyjazd grupy spływowej na start do Młynowa k/​ Kłodzka i grupy turystycznej do Kłodzka.
  • Godz. 10:30 Rozpo­częcie spływu rzeką Nysą Kłodzką na odcinku: Kłodzko, Bardo; Rozpo­częcie zwiedzania Kłodzka.
  • Godz. 12:30 Drugie Śniadanie.
  • Godz. 13:30 Konty­nuacja programu kajakowego i turystycznego.
  • Godz. 17 Powrót do zamku w Żelaźnie.
  • Godz. 19:30 – 24:00 „I DOLNO­ŚLĄSKI BAL KAJAKARZY” połączony z posiłkiem i nie tylko wodniackim swawo­leniem. Na balu stroje z dnia pierwszego jeno inaczej przyodziane obowiązują; Znale­zienie „BIAŁEJ DAMY” – Najmilszej Białogłowy Spływu; Wręczenie wyróżnień i różnych serdeczności.

NIEDZIELA 31.01.2010

  • Godz. 08 Śniadanie; Pożegnania; Wspólne zdjęcie; Przyj­mowanie przez organi­zatorów słów podziękowań i zachwytu od wdzięcznych uczestników.
  • Godz. 10 Wyjazd Uczestników.

Ogólność myśli w treści powyżej podanej, wynik swój z założenia tego bierze, iż szczegóły najłacniej wybadać i zasłyszeć można będzie za Uczestnika XXXI Spływu Kajakowego „BIAŁA DAMA” się podając, z serdecznie zapra­sza­jącymi jako się rzekło, organi­za­torami 237600 sekund spędziwszy.

Fotorelację z XXX Białej Damy 2009 znajdziesz w galerii STER Warka