Prekursorzy kajakarstwa – Warington Baden-Powell
Prekursorzy kajakarstwa – Warington Baden-Powell
Warington Baden-Powell był o 10 lat starszy od swego najmłodszego, ale sławnego brata generała Roberta Baden-Powella. Rozpoczął swoją karierę we flocie handlowej na szlaku do Indii. Prowadził praktykę w Sądzie Admiralicji i był doradcą Królowej.
Przejażdżki łodzią stały się dla niego naturalnym rozwinięciem jego umiłowania do życia na wolnym powietrzu, co miało także istotny wpływ na zainteresowania jego brata Roberta obozowaniem i harcerstwem.
Podczas gdy Mac Gregor został uznany za tego, który po raz pierwszy wprowadził kajak wiosłowy typu „Rob Roy”, to właśnie Baden Powell wynalazł i spopularyzował kajak żaglowy.
Baden-Powell odkrył w kajakarstwie dwie niewątpliwe przyjemności: „pierwsza to zdrowe cieszenie się wolnym i swobodnym życiem przy pięknej pogodzie i w różnorodnej scenerii, a druga bardziej sensacyjna, walczenie pod żaglem i zmaganie się ze wzburzoną wodą”.
W 1869 r. Baden-Powell oraz jego przyjaciel określany w relacji wyłącznie inicjałem „H” pływali kajakami „Nautilius” i „Isis” po rzekach, kanałach i jeziorach Szwecji. W dniu 20 lipca 1869 r. dotarły one na parowcu z Gravesendu do Gothenburga.
W tej podróży dwaj młodzi kajakarze byli ciągle przemoczeni do suchej nitki i stawiali czoła ponurej pogodzie przez dużą część sześciotygodniowego spływu.
Przenikliwe deszcze, szkwały, silne wiatry i wzburzona woda złożyły się w sumie na kwintesencję ich podróży. W porównaniu do ich spływu, podróże morskie Mac Gregora wyglądały jak luksusowe rejsy.
Ich pożywienie i zakwaterowanie również często były bardzo skromne. Na przykład drugą noc spędzili na skalistych brzegach rzeki Gotha wewnątrz ich kajaków, leżąc na kocykach w przemoczonych ubraniach, przykryci wyłącznie płaszczem nieprzemakalnym. Zdarzało się, że podczas szukania suchego miejsca, gdzie mogliby odpocząć w nocy, nie mogli znaleźć żadnej sadyby ani znaku ludzkiego życia, lecz tylko pogłębiającą się ciemność i przerażający deszcz – mżący lub padający z dużą siłą. Gdy udawało się im znaleźć nocleg, często nie było to nic więcej niż stodoła lub poddasze, gdzie składowano siano. Nawet w Grand Hotelu w Oslo mogli jeść obiad składający się wyłącznie z ciemnego pieczywa z masłem, jajek, mleka i gorącej wody oraz dzielić jedną dużą izbę na górze, służącą jako sypialnia. Trzeba tutaj podkreślić, że w takich sytuacjach towarzysz Baden-Powella kryjący się za literą „H”, kimkolwiek był, nie wypowiadał ani słowa skargi. Jednocześnie intrygujące jest to, że Warington Baden-Powell nie podał żadnej wzmianki o tajemniczym „H”.
Najatrakcyjniejszą cechą rejsu jeśli nie trudnością była sceneria. Klucze ptaków nad Trollhaffen i Berg na Kanale Gotha, ponad 120 stóp nad ziemią wywarły na nich ogromne wrażenie, podobnie jak wspaniały krajobraz pomiędzy rzeką Motała i jeziorem Glan. „Tutaj wysokie skały wznoszą się po obu stronach, ślady sztormów w ciągu wieków widać na ich bokach, gąszcz ponurych jedlin przy skałach, które zwisają nad rzeką, podczas gdy w innych miejscach sceneria zmienia się i płynie się przez swojskie piękne obszary, obfitujące w jasne łąki pełne traw i krajobrazy angielskiej rzeki”.
Widok ich kajaków wzbudził wiele lokalnego zainteresowania, lecz na skutek nieznajomości języka szwedzkiego możliwe były tylko krótkie dialogi z tymi, których spotkali na swojej drodze. Szwedzka gazeta codzienna „Aften Blatt” uroczyście ogłosiła ich przybycie do Sztokholmu w następujących słowach: „Dwaj Anglicy o których pisaliśmy wcześniej, podróżując na kajakach przez Szwecję, przybyli do stolicy i wylądowali na północnej stronie Placu Gustawa Adolfa. Po wylądowaniu podróżnicy wyciągnęli kajaki z wody i biorąc je pod każde ramię, udali się na przechadzkę po mieście”.
Para podróżników przyznała jednak skromnie, że pod ręką było czterech bagażowych do pomocy.
Ze Sztokholmu wyruszyli parowcem do Malm i w czasie tej podróży odwiedzili stocznię morską w Karlskronie, gdzie obejrzeli okręty wojenne, z których „John Ericson” według nich był najbardziej godny uwagi, ponieważ miał dwa ciężkie działa w jednej wieży.
Baden-Powell i „H”, bez wyraźnej przyczyny przeprawili się z Malm do Danii, niezależnie od siebie. Nie była to łatwa przeprawa. Pogoda była tak burzliwa i wiało tak mocno, że często trzeba było wybierać wodę z kajaka (ryc. 21). Po odpoczynku na wyspie Saltholm i obejrzeniu licznych fok, Baden-Powell przybył do Kopenhagi, gdzie dowiedział się, że „H” wyprzedził go i „Isis” spoczywa już w holu Hotelu Phoenix. Tutaj wsiedli do pociągu, a następnie popłynęli parowcem do Kolonii, gdzie dokładnie zbadali trzy znaleziska o charakterze nautologicznym.
Następny pociąg zawiózł ich do Hamburga, gdzie odpoczywali przez tydzień, a następnie pożeglowali do Alster, chociaż Baden-Powell uważał, że pływanie nocą przy brzegu jeziora jest bardzo niebezpieczne. Kajaki zostały wreszcie przewiezione parowcem z powrotem do Londynu, a stąd dopłynęły do Searl „raczej podrapane i poobijane, ale dobrze zahartowane solą i słońcem i wciąż silne w walce z wiatrem i konarami”.
Historia ich wyczynów ukazała się w dwu edycjach Ciornhill Magazine (październik i listopad 1870 r.). Relacja ta została następnie wydrukowana w formie książki („Canoe Travelling: long of a cruise on the Baltic”). Zawierała ona długą listę praktycznych rad dotyczących budowy i montażu kajaka i co było już niemal tradycją, wskazówki dotyczące zapasów, ubioru i gotowania. Herbatę zarekomendowano w niej jako poręczniejszą niż kawa, wołowinę Leibiga przedstawiono jako pożyteczną, gdy ryby i jajka nie były dostępne, a brandy jako potrzebną do oczyszczania niedobrej wody, kiedy brakowało piwa lub mleka. Niezastąpione były złoto, skrzynka z narzędziami, lakier, kit, noże w futerale, sprzęt wędkarski, naładowany pistolet i „okulary słoneczne użyteczne podczas kierowania się pod słońce”. Zwrócono także uwagę na chłodne noce na Przylądku Inverness i potrzebę posiadania nieprzemakalnej płachty do uformowania namiotu. Kuchenkę „Rob Roy” opisano jako „małe cudo”, zdolne czasami do ugotowania kwarty zupy w ciągu pięciu minut.
Baden-Powell twierdził, że od czasu wcześniejszej o sześć lat podróży Mac Gregora zbudowano już setki kajaków, poczyniono ogromne udoskonalenia i ukończono pomyślnie wiele innych długich zagranicznych rejsów morskich. Doświadczenia każdego z nich, gdy zostały rozpowszechnione, pomogły w ogólnym rozwoju kajaka i jego wyposażenia w takim stopniu, że te pierwsze pojazdy z kilku pionierskich lat nie mogą się równać ze współczesnymi. Wkrótce po ukazaniu się książki w 1871 r., John Mac Gregor zapisał krótko w swoim dzienniku, że „spotkał poetę Browninga i jadł obiad z Baden-Powellem”.
Powell uważał, że różni się od Mac Gregora pod jednym względem. Napisał wówczas: „Niektórzy mężczyźni znajdują dużą przyjemność w przebywaniu sam na sam ze swoimi myślami w obcym kraju przez miesiące, jednak, urok ten zostaje zniszczony w przerwach na konieczne kontakty z miejscowymi ludźmi. Cieszyło mnie wiele samotnych rejsów, samotnych, ponieważ mój kajak był jedyny w tej części świata. Lecz jeśli chodzi o długą podróż, to wolę tak wielu kompanów jak jest to możliwe, ponieważ nawet gdy dwoje ludzi jest razem, każdy problem staje się o połowę mniejszy, a przyjemność dwa razy większa”. W świetle tej wypowiedzi paradoksalne jest to, że Baden-Powell nie zamieścił żadnego opisu jakiegokolwiek zdarzenia czy rozmowy ze swoim kompanem określonym jako „H”.
Rok po powrocie Baden-Powella znad Bałtyku, jego rodzina zdecydowała się spędzić wakacje letnie w wiosce Wye. Warington, razem ze swoimi braćmi Georgem i Robertem (miał wówczas 15 lat), popłynęli w kajakach w górę Tamizy „dopóki rzeka nie stała się strumieniem, a w końcu potokiem, który był zbyt mały by ich nieść. „Wtedy przenieśli kajaki do górnego biegu rzeki Avon. Wiosłując, żeglując i holując kajaki, popłynęli w dół rzeki do Bath, Bristolu i Avonmouth, a następnie rzeką Severn i po przeprawie do Chepstow skierowali się na północ wzdłuż Wye do Walii.
Końcowe fragmenty dziennika Baden-Powella odnoszą się do gruntowych przygotowań „Nautiliusa” do rejsu po Morzu Śródziemnym, lecz nie znaleziono potwierdzenia tej podróży.
Warington Baden-Powell napisał też „Harcerstwo na morzu dla chłopców”, które Robert – wówczas Lord Baden-Powell -uzupełnił w 1931 r., wspominając o swoim długu w stosunku do starszego brata za jego harcerskie porady. Baden-Powell wniósł także dziesięciostronicowe opracowanie o kajakarstwie do edycji Encyklopedii Sportu i Gier Suffolka w roku 1897. Napisał w nim, że „Rob Roy” jest wystarczający jeśli chodzi o spokojne rzeki, kanały i jeziora, lecz nie nadaje się do wód o szybkim nurcie i do transportu. Wyposażenie obozowe oraz odzież, które mogą zmieścić się w kajaku typu „Rob Roy”, nadawać się mogą tylko dla lalki, ale na pewno nie dla człowieka, chyba że nocleg każdej nocy zapewniony jest w hotelu.
Roman Klim
Prekursorzy kajakarstwa – Philip Gilbert Hamerton
Prekursorzy kajakarstwa – Philip Gilbert Hamerton
Relacje z morskich podróży kajakowych większości członków pierwszego w świecie angielskiego Królewskiego Klubu Kajakowego były publikowane w dalece mniejszym stopniu niż w przypadku jego Kapitana. M. in. jedną z mniej znanych podróży była odbyta we Francji w „papierowym” kajaku. Stało się to za przyczyną Philipa G. Hamertona, który w wieku 32 lat, w roku 1866 został członkiem Królewskiego Klubu Kajakowego.
Hamerton miał ekscentryczny charakter. W 1857 r. wydzierżawił dom w gospodarstwie rolnym na samotnej 30-akrowej wysepce Innistrynich na jeziorze Awe. Tutaj zachwycał się surową scenerią z jeziorami, górami i dzikimi wrzosowiskami, a szczególnie „ciemnymi wodami jeziora Awe rozbijającymi się o skały kilku pięknych wysepek”, gdy jego łódź przepływała w szarym i mrocznym zmierzchu. Przede wszystkim uwielbiał biwakowanie, pływanie łodzią i szkicowanie.
W 1862 r. przeniósł się do Burgundii, poślubił Francuzkę i zamieszkał w pobliżu miejscowości Autun. Dom Hamertona graniczył z płytkim i krętym strumieniem Ternin, na którym eksperymentował z budowanymi przez siebie kajakami. Przez Autun przepływała też rzeka Arroux, dopływ Loary, którą pragnął zbadać, bo „łączyła wszystkie wdzięki pięknej scenerii, malowniczą architekturę i przyrodę oraz mającą swoją specyfikę, gdyż żaden człowiek nie próbował płynąć nią w dół”. Jego stolarz sporządził konstrukcję szkieletu kajaka, którą Hamerton pokrył paroma warstwami mocnego, wodoodpornego papieru łączonego z czymś w rodzaju mastyksu, zwanego „eunduit Ruolz” (od jego wynalazcy, sławnego chemika). Swoim amerykańskim czytelnikom Hamerton wyznał, że potrzeba było 12 miesięcy, aby „enduit Ruolz” stwardniał, ale z braku tego czasu woda zaczęła przenikać do środka. Kajak miał także papierowy pokład i pomimo swej wiotkości, okazał się sprawnym pojazdem, chociaż nabierał zbyt dużo wody.
Jednym z celów tej podróży było dostarczenie kwasorytów z nieznanej dotychczas rzeki. W konsekwencji czego tempo było niezmiernie wolne i zmęczyłoby każdego innego towarzysza, ale nie Toma, jego ogromnego psa, „który płynął przez całą podróż za kajakiem, w dół progów rzecznych”.
Hamerton tłumaczył swoją radość z podróżowania po nieznanej europejskiej rzece szansą „odnalezienia wiele z tego, co warte jest odkrycia”. Jednocześnie podkreślał, że konieczne jest dla odczuwania całkowitej przyjemności z podróży odkrywczej, by miejsce, które ma być zbadane nie powinno być przedtem eksplorowane przez innych, lub przynajmniej nie z tymi samymi celami i zamiarami”.
Ekspedycja rozpoczęła się pięknego jesiennego popołudnia w 1866 r., gdy „Jenny” została przewieziona na wozie do brzegów rzeki w Voudenay Le Chateau (ryc. 17). Następnego ranka popłynął bez przeszkód, gdyż rzeka choć wąska, nie była początkowo zawalona drzewami, jakkolwiek wkrótce trzeba było poruszać się leśnym tunelem o szerokości czterech stóp. Pnie przewróconych drzew, splątana roślinność i kilka ostrych zakrętów, spowodowały opóźnienia, tonięcie kajaka, a wreszcie jego transport przez pole. W ciągu pierwszego dnia przebyto jedną milę, a noc spędzono w gospodzie w Youdenay l”Eglise. Ponieważ nie można było pokonać rzeki, następnego ranka trzeba było przewieźć kajak na wozie dwie lub trzy mile, zanim został on ponownie spuszczony na wodę. Od tego miejsca, godzinna podróż w dół wąskiej i męczącej rzeki przywiodła Hamertona do okrągłych i kwadratowych wież zamku Igornay, który szkicował przez pięć godzin (ryc. 18). Później trzeba było przetransportować kajak przez jaz młyna i przeciągnąć przez mieliznę, lecz wkrótce szybki prąd poniósł go w dół do progów rzecznych, u stóp stromego i lesistego wzgórza. Po przebyciu tego trudnego odcinka, Hamerton wpadł do wody kiedy kajak przepływał pod przewróconym drzewem. Jednak Hamerton szybko wylał wodę z kajaka i odzyskał swoje rzeczy wraz z pudełkiem z płytami kwasorytów.
Po podjęciu podróży na nowo, szczególnie mocno drażniły go grupki ludzi stojących na brzegu rzeki i patrzących na jego mały stateczek oraz przyjmujących śmiechem. Hamerton tę sytuację mądrze skomentował, że „są to cierpienia filozoficzne, które zna każdy malarz krajobrazu”. Po szybkim uporaniu się z wieloma wąskimi przejściami pomiędzy grubymi wierzbowymi pniami, Hamerton dotarł do połączenia rzek Arroux i Dree. „Rzeka była teraz ciągiem pięknych i rozległych sadzawek połączonych z sobą przez bystre, szemrzące mielizny, przez które kajak sunął wesoło i szybko, nie dotykając dna”.
Na koniec zakręt tej pięknej rzeki odsłonił Autun, na zboczu wysokiego wzgórza, niebieskiego, w mgiełce pogodnego popołudnia, z masywnymi murami i wieloma wieżami, a także stare Augustodunum, którego rzymskie fortyfikacje otaczały targ warzywny. Gdy kajak przepłynął pod mostem, Hamerton zauważył po prawej stronie, że dwie spośród czterech ścian wieży znanej jako „Świątynia Janusa”, chociaż przebite postrzępionymi otworami, stały nadal. Dwa strumienie dopływały do Arroux pod murami miejskimi, lecz mimo to dalej rzeka była nie do przebycia ponieważ podczas niedawnej powodzi most wiszący został zerwany. Tak więc kajak trzeba było transportować lądem. Ta zwłoka spowodowała, że znalazł się on na wodzie w ciemnościach, na bystrej i kamienistej rzece w odległości sześciu mil od najbliższej wsi. Tak więc noc trzeba było spędzić na brzegu rzeki w wąskim kajaku, do którego Hamerton nasypał sitowia i włożył wełniany worek.
Kolejnego ranka Hamerton wyrył w metalu zamek Chaseux, malowniczą ruinę nad rzeką, której wieże uważał za zbyt małe jak na wytwór epoki feudalizmu. W małej wiosce Etang, która posiadała dwa piękne mosty i właśnie zbudowaną stację kolejową, uznał stare domy w pobliżu rzeki jako dobry temat do wyrycia. Jeden dzień spędził także na badaniu rzeki Beuvray i wzgórza Uchon, które dźwigało na swoim skalistym szczycie wysoki fragment średniowiecznego zamku, oraz „kołyszący się kamień” – La Pierre qui Croule.
Kontynuując swoją podróż, podziwiał przepiękny krajobraz i dotarł do St. Nizier, bardzo dziwnej i małej wioski, z niewielkim i nieużywanym romańskim kościołem.
W końcu, po długiej podróży w jasnym wspaniałym świetle księżyca nadającemu niewysłowiony czar i poezję każdemu zakrętowi rzeki, papierowy kajak dopłynął triumfalnie do rozległych wód Loary pod Digoin.
To właśnie „Przegląd Dwutygodniowy” opublikował w lutym 1867 r. relację Hamertona z rzeki Arroux pt. „Podróż kajakiem”. Potem poprawił tekst i wydrukował go ponownie w postaci seryjnej z kwasorytami wydrukowanymi na specjalnym papierze.
36 kwasorytów znajdujących się w teczce zaprojektowanej przez Johna Leightona, zostało również wydanych w sześciu comiesięcznych partiach przez Colnaghi’ego w 1867 r. Hamerton zadedykował te kwasoryty „Kapitanowi i członkom Królewskiego Klubu Kajakowego”.
Celem Hamertona było wydanie jego relacji w postaci książki z dodatkowymi ilustracjami. Dlatego w lipcu 1870 r. rozpoczął sporządzanie większych arkuszy metalu, zamierzając ponownie obejrzeć krajobrazy całej rzeki, lecz wraz z francuską porażką pod Sedanem i abdykacją cesarza Napoleona III 4 września, gorączka szpiegomanii opanowała Francję. Hamerton musiał zarzucić ten pomysł „gdyż nie jest bezpiecznie we wrześniu 1870 roku odsuwać zasuwę furtki do ogrodu każdego domu we Francji”.
„Nieznana rzeka” ukazała się w 1871 r. gustownie oprawiona w ozdobioną złoceniami niebieską tkaniną i 37 kwasorytami.
Książka ta została również opublikowana przez Roberta Brothersa z Bostonu w 1872 r., który doniósł, że okazała się ona sukcesem i była powszechnie podziwiana. „Jest to czarująca książka i powinniśmy wydać popularną edycję”. „Seeley’s” pisał o kolejnej edycji z ośmioma ilustracjami w 1874 r. Tak więc historia tej podróży kajakiem ukazała się w sprzedaży, nie mniej niż pięć razy.
Roman Klim
Historia i charakterystyka kajaka
Historia i charakterystyka kajaka
Mówiąc o kajaku należy sprecyzować jego pojęcie. Według definicji i kategorii sportowych jest to łódź o kształcie wrzecionowatym, ostro zakończona na dziobie i rufie, przykryta pokładem z kokpitem, w którym siedzi kajakarz twarzą do kierunku jazdy i napędza ją wiosłem dwu piórowym, trzymanym swobodnie w rękach i nie opartym o żadne urządzenie. Kanadyjka różni się od kajaka tym, że ma dziób i rufę nie tak długie jak kajak i charakterystycznie podwinięte do góry, może mieć pokład lub nie, a zawodnik klęczy na jednym kolanie i posługuje się wiosłem jednopiórowym swobodnie trzymanym w rękach. Ta forma łodzi, jak i sposób wiosłowania, przetrwały do dzisiaj od czasów najdawniejszych.
Wśród licznych definicji kajaka należałoby przytoczyć jedną podaną przez Zbigniewa Grzywaczewskiego, Stefana Kalickiego, Juliusza Kruszewskiego i Przemysława Nocona w „Ilustrowanej encyklopedii dla wszystkich – okręty i żegluga”. Mówi ona o tym, że kajak jest lekką łódką jednoosobową lub dwuosobową, częściowo zapokładowaną, napędzaną wiosłami dwu-piórowymi przez wioślarzy siedzących w kierunku jazdy. Kajaki charakteryzują się bardzo lekką konstrukcją i małym zanurzeniem, wykonywane są z drewna, sklejki lub z tworzyw sztucznych, jako nierozbieralne lub składane (składaki). Pierwotne konstrukcje kajaków stosowane były przez Eskimosów i miały poszycie skórzane. Niektóre kajaki bywają wyposażone w sprzęt żaglowy i boczne miecze.
W najdawniejszych czasach łódź była podstawowym sprzętem domowym. Służyła do podróżowania, polowania i walki z innymi plemionami. Dzisiejszy kajak, łódź wioślarska, tratwa, żaglówka – to nie tylko w przenośni – ze wspólnego pnia. Drzewo genealogiczne wodnych dyscyplin sportu i turystyki sięga daleko wstecz i jest mocno rozgałęzione. Świadczą o tym liczne, do dziś zachowane pamiątki z przeszłości. One to właśnie mówią, jak w zależności od miejscowych warunków powstawały różne typy łodzi: od starych kanoe, używanych do dziś przez północnoamerykańskich Indian z plemion: Irokezów, Siuksów i Apaczów do kajaków Eskimosów, konstruowanych z przeróżnych materiałów. Trzeba dodać, że właśnie na kanoe Indianie dokonywali cudów zręczności na górskich rzekach kanadyjskich, podczas gdy Eskimosi doprowadzili do perfekcji jazdę na kajakach po morzu. Mówią o tym ludowe przekazy: legendy, ballady i pieśni, których ślady znajdujemy w literaturze ludzi białych, a także potomków mieszkańców tych krain.
Wykopaliska archeologiczne stale pozwalają przesuwać wstecz datę narodzin kajaka i kanoe. Np. brytyjski archeolog sir Leonard Wolley, prowadzący badania w ruinach miasta Ur znajdującego się na terytorium dzisiejszego Iraku, znalazł grób jednego z sumeryjskich królów. W grobie znajdował się wykonany ze srebra model kanoe i wiosła. Wiek tego znaleziska ocenia się na około 6000 lat. Prace wykopaliskowe prowadzone w Egipcie dowodzą, że już na ponad 2000 lat p.n.e. były tam w użytku łodzie, podobne kształtem do wieloosobowych kanadyjek. Sposób wiosłowania Egipcjan podobny był do stylu stosowanego przez Indian. W sławnym muzeum pergamońskim w Berlinie znajduje się rysunek, ryty w kamieniu, przedstawiający taką właśnie kanadyjkę z ośmioma wioślarzami. Natomiast rzeźby w pałacu w Korsabat przekonują nas, że stylem kanadyjskich Indian wiosłowali także Fenicjanie. Podobnie zresztą jak Wikingowie. W tym ostatnim przypadku dowodem jest łódź wojenna wykopana w Szlezwiku, a pochodząca z ok. III w. n.e.
Najstarsze informacje o kajakach czerpiemy zarówno z legend, jak i wykopalisk, znaków runicznych i rzeźb archaicznych. Warto przypomnieć np. treść starej pieśni islandzkiej, eddy, która mówi o cudownej łodzi Skiddlandmir. Odyn – skandynawski bóg wojny, wichru i śmierci mógł ją złożyć i schować do kieszeni kaftana. Jak głosi podanie – konstruktorem tego mitologicznego składaka był karzeł Sindri. Inna opowieść potwierdza chyba fakt, że ludzie północy od bardzo dawna znali składane kajaki. Mówi ona bowiem, że tak zwani Finsee, pół ryby – pół ludzie po wyjściu na ląd zrzucali rybią łuskę i stawali się normalnymi ludźmi. Należy przypuszczać, że po prostu zdejmowali oni skórzane składaki, w których przemierzali morskie odmęty.
O znaczeniu kajaka dla ludzi północy mówią prehistoryczne znaki runiczne odkryte w jaskiniach, w których ongiś zamieszkiwali przodkowie Skandynawów. Obok rysunków nart widnieją tam również wizerunki kajaka. Natomiast na podstawie wykopalisk kanadyjskich udało się odtworzyć szczegóły budowy pierwotnych kanoe. Winnetou i inni bohaterowie powieści Karola Maya mieli szczęście podróżować nie tylko na grzbiecie koni, lecz także w zwinnych, w różne kolory pomalowanych kanoe z kory drzew, głównie z brzozy. Północni sąsiedzi Indian, Eskimosi, nie mogli w żaden sposób korzystać z przykładu Irokezów i innych plemion. W walce z morskimi falami potrzebne im były zupełnie inne łodzie niż kanoe z kory. Musiały one być podobnie szybkie i zwrotne, ale jednocześnie znacznie bardziej szczelne. Szkielet wykonany z kości lub ości obciągali skórą reniferów albo fok, zostawiając jedynie niewielki otwór, przez który wchodzili do kajaka. Otwór ten uszczelniany był skórzaną odzieżą Eskimosów. Przy tym typie łodzi potrzebne było inne wiosło mające pióra po obu stronach. W ten oto sposób powstał prototyp kajaka, który aż do dnia dzisiejszego uległ niewielkim tylko zmianom. Eskimosi osiągnęli prawdziwie mistrzowski poziom w posługiwaniu się kajakami. Jak pisze w swej książce arcybiskup Uppsali, Olaus Magnus, w 1597 r. widział on w Aslo (dzisiejszym Oslo), jak sprawnie Eskimosi posługiwali się kajakami. Już wtedy potrafili oni wykonywać „eskimoskę”, a więc posiedli umiejętność, którą obecnie powinien mieć każdy zawodnik, jeżeli w przypadku wywrotki nie chce opuścić kajaka, a znowu móc wiosłować. Tak więc prawzo-rem dzisiejszego kajaka jest wąskie czółno eskimoskie (co w języku Lapończyków i Eskimosów brzmi „Ka-i-ak”), zwane też kajakiem grenlandzkim lub alaskim w zależności od okolicy skąd pochodził pierwowzór. Mniejsza łódź używana przez kobiety nosiła nazwę „umiak”. Egzemplarze kajaka eskimoskiego można oglądać m.in. w muzeach etnograficznych budapesztańskim i florenckim. Są to łodzie o linii w zasadzie mało różniącej się od używanych do dziś w myśliwstwie, rybołówstwie, turystyce i jako środek komunikacji wodnej. Kajak pierwotny – obok nart – był zasadniczym środkiem lokomocji ludów dalekiej północy. Posługiwali się nim mieszkańcy obu brzegów Cieśniny Beringa, nazywając go „bajdarami” (która to nazwa do dziś przetrwała w języku rosyjskim), mieszkańcy Wysp Aleuckich, Czukczowie i syberyjscy Samojedzi. Natomiast prawzór kanadyjek powstał na wschodnich wybrzeżach Kanady. Znane były one również wśród Indian uprawiających myślistwo i rybołówstwo, zamieszkujących północną Alaskę. Staroindiańskie mity mówią o perfekcji jazdy indiańskich myśliwych w swych „canoe”, którzy swobodnie pływali na górskich rzekach kanadyjskich, pełnych porohów skalnych, katarakt i wodospadów. Ich ślady znajdujemy w powieściach Londona, Meyne Reida, Curwooda czy Grey Ohla – Szarej Sowy. Tak więc można stwierdzić, że używane obecnie w sporcie i turystyce kanadyjki pochodzą w prostej linii od czółen Indian północnoamerykańskich. Sama zaś nazwa z pewnością wywodzi się z wysp Morza Karaibskiego. Kiedy na przełomie piętnastego i szesnastego wieku przybyli tam Hiszpanie i Portugalczycy, mieszkańcy wysp nazywali swe czółna „canagua”, która to nazwa została przez odkrywców przekręcona na „canoa”. Od tego słowa powstało angielskie canoe, niemieckie kanu i francuskie canot.
Kształt i forma kajaków i kanadyjek były na przestrzeni wieków różne. Różne były również sposoby ich budowania: od oparcia kształtu na szkielecie z ości ryb i drewna, obciągniętym powłoką ze skóry foki lub morsa, zszytej ścięgnami reniferów uszczelnionymi tłuszczem, poprzez kajaki o drewnianym szkielecie z klepek, sklejek lub forniru cedrowego, mahoniowego czy innego szlachetnego gatunku drewna (regatówki), do bezszkieletowego z płótna, mat szklanych i żywic poliestrowych. Kanadyjki natomiast w swej pierwotnej formie były drążone z pnia a z czasem budowano je przez obciągnięcie szkieletu płatami kory zszytymi włóknem z korzeni jodły. Kształt kajaków i kanadyjek wyczynowych znacznie odbiegł od swego pierwowzoru, gdyż został dostosowany do wymogów zawodów, a więc do szybkiego poruszania się po wodzie. W sporcie wyczynowym kanadyjki pojawiły się później od kajaków. Natomiast reasumując problem genezy kajaka i kanadyjki, należy stwierdzić, że oprócz głównej linii rozwojowej jednostek pływających, mamy również linie boczne, które osiągnęły już na tym etapie swój punkt szczytowy. Są to właśnie skórzaki – łodzie ze skóry na drewnianym szkielecie a więc kajaki i umiaki eskimoskie, lub łodzie z kory drzew (gre i vindla w Australii, kanadyjka Indian z Ameryki Północnej czy anan Indian z Ziemi Ognistej). Jednostki te świadczą o olbrzymiej umiejętności przystosowania się człowieka do warunków każdego środowiska. Trzeba jeszcze mocno podkreślić, że grenlandzkie umiaki i kajaki ze skóry są co najmniej rówieśnikami dłubanek.
Pierwsze zapoznały się z kajakami narody żeglujące po morzach północnych -przede wszystkim Anglicy, oni też rozpowszechnili je w Europie. Angielski badacz Burrcugh, który w II połowie XVI wieku przebywał wśród Samojedów, już w 1556 roku wspomina o kajakach jako o najpoważniejszym środku komunikacji wodnej oraz myślistwa. W 1723 r. nieznany Saksończyk przedstawił Augustowi Mocnemu, na Łabie, łódź o kształcie kajaka, nazwaną kieszonkową. Jednak dalszych losów tej łodzi nie przekazano, więc należy wnioskować, że król nie docenił tego „cudu techniki”. James Cook, który w latach 1790-tych był na Aleutach, z zachwytem pisze o kajaku jako o skutecznym środku transportu.

601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś

