Korek

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. VII

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. VII

Pierwsza niedziela każdego października kojarzy się nam- rezerwistom- z grupowym wyjazdem do Kocka na uroczystości rocznicowe walk Samodzielnej Grupy Operacyjnej „ Polesie” gen. dyw. Franciszka Kleeberga-z Niemcami w 1939 r. (02- 05.X). Zapraszani byliśmy przez zaprzyjaźniony, współpracujący z nami KOR- LOK- Lubartów, któremu prezesował nieodżałowany kolega- mjr rez., lekarz stomatolog Henryk Czechowski (zmarł nagle w styczniu 2000 r.). Bywaliśmy u siebie wielokrotnie, wymieniając doświadczenia, pogłębiając wiedzę z historii Polski i nawiązywaliśmy wspólnie nowe przyjaźnie. Kwaterując w ośrodku wypoczynkowym w Firleju, zwiedzaliśmy pola bitewne w okolicy Kocka i Woli Gutowskiej, Pałac Jabłonowskich w Kocku, Zamoyskich w Kozłówce itp. Do znaczniejszych spotkań trzeba zaliczyć Ogólnopolski Zlot Aktywu KOR – LOK w dniach 30. IX- 02. X. 1994 r., zorganizowany przez Lubartów w Kocku. Przybyło wtedy 108 delegatów z Białegostoku, Jasła, Krakowa, Lubartowa, Lublina, Nałęczowa, Skołyszyna i Warki (11 osób).

W 1996 r. kol. Czechowski był komendantem naszej kolejnej podróży historycznej do Włoch, z której później wydał ilustrowany pamiętnik. Należał do „Towarzystwa Przyjaciół Pokucia” z siedzibą we Wrocławiu (ojciec Jego był do 1939 r. dyrektorem gimnazjum w Kołomyi), dzięki czemu rezerwiści z KOR- Warka uczestniczyli w pielgrzymce na Odpust Matki Boskiej Kołomyjskiej (ostatnia niedziela sierpnia), a właściwie dziesięciodniowej podróży historycznej, zwiedzając prastare ziemie polskie, począwszy od zamków- do zapomnianych zbiorowych mogił pomordowanych przez Ukraińców Polaków. Po śmierci kol. Czechowskiego KOR- LOK-Lubartów prowadził por. rez. mgr inż. Jan Żaczek, ale kontakty urwały się.

Mając w programie działania LOK współpracę z innymi klubami, w latach 70- tych pierwszym był KOR- Mogielnica, prowadzony przez kol. mjr-a rez. mgr-a Tadeusza Szczepańskiego. Byliśmy u nich na uroczystości jubileuszu dziesięciolecia delegacji, której przewodniczył kol. Stefan Batte. Nawiązaliśmy kontakty z KOR- Białobrzegi, któremu prezesował kol. kpt. rez. mgr Siedź. Współpracowaliśmy z KOR- Huta Warszawa i razem wyjeżdżaliśmy do prac społecznych przy odnawianiu starówki w Zamościu. Tę akcję prof. Wiktora Zina pilotowali kol. Stefan Batte i kol. Jan Bienias. Mieliśmy przyjemne kontakty z KOR przy Nowej Hucie, dzięki tamtejszemu działaczowi LOK- kol. Józefowi Plasze (mojemu sąsiadowi z Lubelszczyzny). Uczestniczyliśmy w zawodach sportowo- obronnych na ich strzelnicach i u nas, a oficerem łącznikowym był kol. kpt. rez. mgr Stanisław Kowalski.

Cenimy sobie stary kontakt z KOR- LOK przy Uniwersytecie Przyrodniczym (dawniej Akademia Rolnicza) w Lublinie, gdzie od lat prezesuje prof. dr hab. Józef Kołodziej. Jesteśmy zawsze zapraszani na Ich okolicznościowe uroczystości. W 2000 r. zorganizowali wieloetapowe Drużynowe Zawody Strzeleckie dla rezerwistów i oficerów służby czynnej W.P., obejmujące wschodnią część Polski. Następnego roku my wspólnie powtórzyliśmy podobne zawody (jak zwykle- zwyciężając, dzięki niestrudzonemu instruktorowi strzelectwa kol. mjr. rez. inż. Andrzejowi Węgielkowi).

Mieliśmy wspólne spotkania integracyjne z organizacją zakładową LOK- Radoskór, którzy przyjeżdżali do Warki całymi autokarami, podziwiali naszą pracę i miasto. Opiekowali się nimi nasi kochani koledzy: śp. Stanisław Rutkowski i śp. Andrzej Buczek. W latach 80- tych kol. kpt. rez. mgr inż. Witold Batte, Kierownik Sekcji Wodnej, nawiązał kontakt z LOK- „Energoprem” w Radomiu, którym kierowali bracia Kaczorowscy i szczególnie kol. Wacław wyprowadził nasz „KOREK” na szerokie wody- Polski i Europy, co później wpłynęło na serię sukcesów naszych kajakarzy. Wspólnie z „Energopremem” organizowaliśmy rokrocznie spływy Pilicą dla dzieci niepełnosprawnych.

Inspirowany przez nas LOK- Skaryszew wybudował własną strzelnicę, na której często w latach 90- tych organizowaliśmy różne wojewódzkie zawody. Dzięki nim poznaliśmy zapach przedwojennego jarmarku.

Do przyjaznych kontaktów należy wieloletnia współpraca z KOR- LOK- Jasło (dawniej przy Z.T.S. „Gamrat”). Prezesem był wspaniały kolega mjr rez. mgr Władysław Kuźma, obecnie Prezes Związku Sybiraków tamtego rejonu, a KOR (KŻR)- LOK- Jasło prowadzi kol. por. rez. dr Bronisław Brach. Odwiedzamy się wspólnie. Bywamy u Nich całymi grupami, nawet po kilka dni, kwaterując w ośrodku wypoczynkowym w Faluszu. Dzięki Ich gościnności i serdeczności poznaliśmy dużo pamiątek po powstaniach narodowych, walkach Legionów w I wojnie światowej, Przełęcz Dukielską, dom rodzinny „Hubala”, Zakłady Tworzyw Sztucznych „Gamrat” itd.

Już w kilka lat po powstaniu w Warce Klubu Oficerów Rezerwy, rozniosło się echem o naszej patriotycznej i wszechstronnej działalności, co skłoniło Prezesa KOR-LOK- Nałęczów ppłk-a rez. mgr-a Leona Ginalskiego, wspaniałego człowieka, do zaproszenia nas do Nałęczowa. Pierwszy wyjazd grupowy autokarem z FUM- Warka zorganizowała sekcja „ Rodzina w Klubie”. Oficjalne spotkanie odbyło się w Sanatorium dla Rolników, gdzie gościnny dyrektor- kol. por. rez. mgr inż. Stanisław Gil podejmował nas obiadami. Zwiedzanie uzdrowiska z jego pamiątkami, nekropolią i muzeami: Bolesława Prusa i Stefana Żeromskiego, Spółdzielczości, zajęło cały dzień. To był szczęśliwy początek naszych kontaktów, które trwają nadal. Dzięki miłej atmosferze, charakterowi spotkań organizowanych przeważnie w Pałacu Małachowskich, mamy możliwość osobistego poznania wielu generałów, senatorów, posłów, ludzi kultury i sztuki oraz innych osób zasłużonych dla Polski. Nałęczowianie też dobrze czują się w Warce, odwiedzają Muzeum Pułaskiego, pamiętają o Powstańcach. Przyczółku Warecko- Magnuszewskim, korzystają ze strzelnicy. Mamy też przyjemność spotykać się razem na licznych imprezach LOK w kraju.

Wspólnie z zaprzyjaźnionymi klubami tworzymy zbiorową tożsamość!

Prezes Honorowy KŻR ppłk Dariusz Kossakowski Tel. 607-164-851

Z cyklu: Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Z cyklu: Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Chorej kazałem się lekko odkryć, bo słońce przygrzewało. Już przedtem, jak wjeżdżaliśmy na podwórko, zauważyłem przy cembrowinie kręgu studni, stojące wiadro pełne wody. Oni na to nie zwracali uwagi. Podszedłem do męża i poprosiłem, dla nieuwagi, żeby więcej odkrył kobietę, bo ja się krępuję. Robi, co każe, a ja w tym momencie za wiadro i leję na babę zimna, wodę. Co się wtedy działo! Szkoda, że nie było kamery. Baba w krzyk, zeskoczyła z łóżka jak piórko, chłop zdębiał, a baba w nogi, gdzieś za domem się schowała, odzyskując wszelką władzę i siły w kończynach. Nakazałem mężowi robić to samo. jak nie będzie chciała pracować pieszczoszka. Z radości maż aż chciał mnie w rękę pocałować. Wracając, gospodarz był weselszy, bardziej rozmowny, nawet konik leciał kłusem. Mimo, że mieszkali na uboczu wsi, jakoś się to rozniosło i ludzie mówili, że to była chyba „woda święcona”. Było to w połowie lipca 1955 r. do Ośrodka Zdrowia zaczęło przychodzić, coraz więcej Cyganek z małymi dziećmi, które miały biegunkę. Leczyły je swoimi sposobami, ale to nie pomagało. Więc z konieczności musiały fatygować się do pediatry. Każdorazowa obecność Cyganki na poczekalni, wywoływała nerwową atmosferę; niepewność o swoje portfele. Żeby tego wiercące się Cyganki nie odczuły i nie wzięły za jakąś dyskryminację, kazałem dyżurnej pielęgniarce, od razu jak tylko przyjdzie Cyganka z chorym dzieckiem, kierować ja, do gabinetu. Nie było specjalnego chrząkania wśród oczekujących na badanie, zrozumieli o co chodzi i był spokój. Dla dokumentacji zapisywaliśmy te Cyganiątka tylko na listę. Nie płaciły za nic. Jedna z matek uparła się, że mi powróży z ręki i dla świętego spokoju podałem jej dłoń, – może z ciekawości. Oglądała poważnie, gładziła, i powiedziała, że już w życiu raz uniknąłem śmierci i jeszcze kilka razy uniknę i że będę długo żył (odetchnajem)! Albo epidemia biegunki rozszerzała się przez letnie upały, albo utrzymanie higieny w lesie trudne, albo przybywało taborów, bo liczba chorych Cyganiątek wyraźnie wzrosła. Mówiono, że rozbiły duże obozowisko w lesie daleko od Modliborzyc. Tabor stoi nad czystą wodą, ale sa,upały i ta choroba przywlokła się z jakimś wozem. Cyganki w poczekalni nie były natrętne, zachowywały się grzecznie i okazywały cierpliwość, jak inne pacjentki z chorymi dziećmi. Po wejściu do gabinetu zaraz kucały lub klękały na podłodze i rozwijały swoje pociechy; śliczne, śniade z pięknymi oczkami. Dzieci były czyściutkie i wszystko na nich pachniało świeżym lasem. Aż przyjemnie było je badać. Wszyscy w gabinecie byliśmy tym zaskoczeni, a jednocześnie zachwyceni troskliwością matek. Naturalnie, kazaliśmy dziecko położyć na stoliku do badania, nakazując gestem, wstać z podłogi. Nie wiem, dlaczego tak się zachowywały, ale myślałem, że będę uważał je za „druga, kategorię” i gorzej traktował. W czasie badania obserwowały mnie z ciekawością i z wielką uwagą słuchały zaleceń. Pewną, trudność sprawiało obejrzenie gardła przy pomocy szpatułki. Za nic nie chciały otworzyć ust. Wtedy Cyganki poradziły mi, żebym mówił w ich języku „piraf muj” (otwórz buzię)- i to skutkowało. Przepisywałem recepty, przeważnie na leki robione na zamówienie, co wzbudzało większe zaufanie do stosowania (Cyganie gotowych leków unikali). Cyganki też zaczęły przychodzić z dziećmi do domu. Naturalnie nie brałem honorarium, żeby mamie nic nie ginęło. Namawiałem też naszego Kontrolera Sanitarnego p. Koszałkę, żeby wybrał się do Cyganów w lesie, może im coś pomoże? Ale bał się szukać taboru, bo to daleko. Ludzie mówili, że mają broń i lepiej tam się nie kręcić.

Gdzieś w połowie sierpnia rano, jeszcze przed pójściem do pracy, usłyszałem przed domem, jakąś skoczna, melodię. Patrzę przez okno, a tu dwa wózki cygańskie, pięknie przystrojone, konie też. Na pierwszym muzykanci grają na stojąco z fasonem wysiada dwóch Cyganów: stary, dostojny i młodszy – w białej koszuli w czarnych i długich butach. Zaskoczony tym widokiem otwieram drzwi, oni wchodzą. Stary Cygan kłania się i mówi swoje nazwisko, przedstawia przyszłego zięcia (później dowiedziałem się, że to Węgier). Młody nic nie mówi, a Cygan zaprasza mnie na wesele swojej córki z tym oto młodzieńcem. Wesele będzie w przyszłą niedzielę, prosi na godzinę 14.00. Wielkie i miłe było to dla mnie zaskoczenie, ale i wyróżnienie, bo wiem, że u nich wszelka rodzinna uroczystość to tabu. Dziękując za zaproszenie, pytam czym zaskarbiłem sobie ich sympatię? Na to Cygan, że są mi wdzięczni i dłużni za dobre leczenie ich wnucząt i za serce, że nie brałem od biednych Cyganek pieniędzy i że nie musiały długo czekać w kolejce do lekarza. Na ulicy orkiestra gra bez przerwy. Częstuję ich symbolicznie, wiśniówka,; młody nie pił. Cygan pyta: „Czy przysłać konie”. Ale z rozmowy zorientowałem się, że zaproszenie przyjął też gospodarz terenu nadleśniczy inż. Zdzisław Saski, więc podziękowałem. Zdzisiek miał dobrego konia i lekki wózek. W umówionym terenie pojechaliśmy razem, zabierając po drodze Lutka Orłowskiego (męża pielęgniarki p. Jadzi), też z dubeltówką, może się coś trafi po drodze. Jechaliśmy przecież lasami, a że „chłop żywemu nie przepuści”, zabraliśmy strzelby. Nadleśniczy znał to miejsce i bez trudu trafiliśmy do obozu. Przyjęto nas serdecznie. Z miejscowych był tylko Ks. Proboszcz z Potoka Wielkiego z organista, i p. Golec z córka, (z okolicy). Piękna polna droga, przylegająca do dużego stawu, złociła się w sierpniowym słońcu. Wokół strzeliste świerki, niczym kolumnada, nadawały dostojnego wyglądu. W cieniu drzew tabory z biegającymi w samych koszulkach dziećmi. Dwie orkiestry cygańskie: jedna w czarnych smokingach z „Hotelu Europejskiego” w Lublinie, druga na lewo z Węgier; przyjechała z panem młodym przez zielona, granicę Słowację. Bieszczady, aż do Lasów Janowskich. To były czasy z prawdziwą fantazją. Byliśmy już na miejscu, jak Moda Para z wiwatami i strzelaniem z batów, wyjechała z orszakiem na środek polany, wracając z kościoła. Piękna ceremonia ich powitania, przez różnych krewnych, począwszy od Starszyzny, trwała długo. A sceneria przyrody nadawała temu, specyficzny urok i powagę; jakby łączenie się, w średniowieczu, dwóch starych rodów książęcych. Byliśmy świadkami tej uroczystości i każdy z nas stał urzeczony, w milczeniu. Widzę to jeszcze dzisiaj, jakby w jakimś oddalającym się plenerze filmowym. Mimo szczerych chęci, prezenty nasze wyglądały „mizerniutko”. Weselnicy siedzieli wokół polany po turecku na różnych kapach i dywanach, mając za stół, białe pięknie haftowane ręczniki. Siedzieliśmy razem, w niewielkich odstępach; w środku Ks. Proboszcz. Poczęstunek wyśmienity. Może my przez sąsiedztwo z księdzem mieliśmy stare wina węgierskie, salami, precle, winogrona, chałwę, oryginalną Palinkę itd. Najbardziej zadowolony był Lutek, bo na niedzielę zrobiliśmy mu niespodziankę. Orkiestry grały na zmianę, bez przerwy. Zdzicho i Lutek przystojniacy, rwali się do tańca z młodymi Cygankami, ale p. Golec odradzał, ostrzegając, że po tańcu to i lekarz by nie pomógł. „Dobrze, że mamy Plebana” powiedział, spoglądając na Księdza. Wprawdzie tańczyliśmy po kilka razy, ale zawsze proszeni przez starsze Cyganki bez zazdrości Cygana. Było bardzo wesoło. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy się ściemniło. Paliły się dwa wielkie ogniska, polana falowała, a z za drzew wytoczył się ogromny księżyc i blaskiem w odbijającej się tafli wody, dodawał niezapomnianego uroku. Przed północą, podeszła do nas Młoda Para, aby pożegnać się. Odjeżdżali pociągiem z Zaklikowa w podróż poślubna,do Zakopanego. Ubrani iście po wiedeńsku. Nam też wypadało się już żegnać. Zdzicha i Lutka wsadzili w półkoszki, był strzemienny, a mnie dali lejce i bat. Cyganie, trzymając przez chwilę konia za uzdę, skierowali go na właściwą powrotna, leśna, drogę. Koń człapie stępa, ja mało co widzę w ciemnościach i za chwilę czuję, że koń ciągnie mnie za lejce i oddala się od wozu, który stanął w jakiejś kałuży. Ledwo konia zatrzymałem. W tym momencie wyskakuja z otaczających drzew roześmiani Cyganie. Podcięli postronki i czekali jak daleko odjadę. I znowu strzemienny żegnali serdecznie; powiązali postronki i zacięli konia batem. Dalej nie pamiętam. Kiedykolwiek wspominam pionierska, pracę w Modliborzycach, widzę śliczne, małe, śniade Cyganiątka i mimo woli, myśl biegnie na leśną polanę. Może to jakieś „uroki cygańskie”?

Właściwie koniec lata wiązał się z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Należało zająć się dziećmi, zrobić przegląd i badanie pierwszaków. Rocznik 1947/48 był już wyraźnie lepszy od poprzednich. Dzieci wyrośnięte, zdrowsza cera, zęby, mniej krzywicy. Większych wad słuchu i wzroku nie znaleźliśmy, ale prawie w każdej pierwszej klasie kilkoro dzieci nosiło już okulary, przeważnie do korekcji zeza. Zez – nic nowego, ale pocieszające to, że rodzice zaczęli dbać o swoje pociechy. Może przez edukację, może przez poprawę warunków materialnych. Pracując w Modliborzycach, poznałem wiele nowych osób, nowych mieszkańców, którzy przeprowadzili się z sąsiednich wiosek do „miasta”. Odświeżyłem stare znajomości, szczególnie z rówieśnikami. Zapisałem się do Koła Łowieckiego, którego łowczym był p. Władeczek Pikula i razem, z innymi myśliwymi, jak: Lutek Orłowski, Paleń z Lutego, Pasztaleniec, Dziadosz często polowałem na naszym terenie i na wyjeździe, proszeni przez Koło Janowskie łowczego dra wet. Mudraka i p. Józefa Niemca, mojego dalszego kuzyna. Polowaliśmy nawet po kilka dni w okolicy Goraja z kwaterami na wsi (ja zawsze zapraszany byłem na nocleg na plebanię do Ks. Antoniego Zielińskiego). Miłe wspomnienia. Starałem się być w dobrych stosunkach z Milicją Obywatelską , nie odmawiając badań aresztantów czy pobierania krwi na zawartość alkoholu. Nienawidzę chamstwa, cwaniactwa, agresji, która już wtedy zaczęła przeciekać z Zachodu. Na komisariacie załoga na poziomie, potrafili współżyć: „z wójtem i plebanem”, dlatego darzyłem ja, sympatią. Dla przykładu podam jedno zdarzenie: któregoś dnia przy końcu wyjątkowo zimnego października, późno wieczór, przyszedł do mnie milicjant p. Edward Ściborek, z prośbą o dokonanie oględzin zwłok mężczyzny, którego znaleziono w rowie, na zakręcie drogi do Kraśnika, między starym młynem, a uliczką Ogrodowa,, koło posesji p. Bolesława Batorskiego. Jest to niedaleko. „Jakiś gospodarz wyjeżdżał wozem z tej uliczki na szosę kraśnicka,. Musiał przejechać przez wielki most nad głębokim rowem. Przed mostkiem bardzo spłoszył się koń, prawie stanął dęba i nie chciał dalej iść. Gospodarz wysiadł z wozu i świecąc kieszonkową latarką, zobaczył w rowie częściowo pod mostkiem, leżącego na brzuchu, nieruchomego mężczyznę. Dał znać na Milicję i stąd ja. Ubrałem się ciepło i poszliśmy zaraz. Mężczyzna nie żył już od minimum godziny. Leżał na brzuchu, w zaciśniętych dłoniach miał mokre zwiędłe liście, opadające z drzew. Leżały w głębokim rowie, na dnie którego było błoto i niewielka woda. W ustach miał dużo szlamu błota z lego rowu. Ubrany jesiennie, bez czapki i rękawiczek, wysoki, budowy silnej. Ubranie mokre od wody w rowie. Widać wyraźnie ślady czołgania się rowem w kierunku miasta, na odcinku ze 14 m. prawdopodobnie pół przytomny chciał wyjść, wydrapać się z tego rowu, ale głowa mu opadła i tak zachłysnął się błotem.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Powiat tomaszewski

Powiat tomaszewski – informacje ogólne

Położenie i dojazd

Powiat tomaszowski jest jednym z 24 powiatów województwa łódzkiego. Leży w centralnej Polsce, w południowo – wschodniej części województwa łódzkiego. Obszar powiatu, o powierzchni 1026 km2, rozciąga się między 19°43′ a 20°26’20″ długości geograficznej wschodniej oraz między 51°25’20″ a 51°46,20″ szerokości geograficznej północnej.

Korzystne położenie powiatu tomaszowskiego w centrum Polski z największymi kopalniami piasku kwarcowego zlokalizowanymi na pd-wsch. od Tomaszowa Maz., najwyższa lesistość powiatu w Polsce centralnej (33%) powodują, że obszar powiatów tomaszowskiego i opoczyńskiego jest największym „zagłębiem ceramicznym” a zalesiona dolina Pilicy wraz z Zalewem Sulejowskim potężnym zagłębiem „przemysłu turystycznego”. Wiele dziesiątków kilometrów tras rowerowych, pieszych szlaków turystycznych oraz szlak wodny rzeki Pilicy (kajaki) to miejsce aktywnego wypoczynku wielu tysięcy Polaków.

Przez powiat przebiegają ważne szlaki komunikacyjne. Sam Tomaszów Maz. – stolica powiatu to ważny węzeł drogowy i kolejowy. W mieście krzyżują się drogi: międzynarodowa droga E-67 (K 8) łącząca Warszawę przez Piotrków Tryb. i Wrocław z Pragą oraz Katowicami drogą E 75 (K 1) od Piotrkowi, droga krajowa nr 48 (K 48) prowadząca od międzynarodowej trasy E67 (K 8) z Tomaszowa Mazowieckiego w kierunku Radomia, Lublina i wschodniej granicy Polski, oraz droga wojewódzka Nr 713 Łódź – Januszewice, łącząca się z drogą K 12 (Piotrków Tryb. – Radom – Lublin) w okolicach Opoczna. Jadąc z Warszawy popularną „gierkówką” (E 67, K 8) po 110 km docieramy do stolicy powiatu. Ten sam ciąg drogowy, ale z Katowic (inne ozn. E 75, KI) po 190 km doprowadzi nas do Tomaszowa Maz. Z Radomia czy Kielc to ok. 90 km. Z Łodzi drogą W713 to tylko 55 km.

Tomaszów Mazowiecki ma również bezpośrednie połączenia kolejowe z Łodzią, Koluszkami, Radomiem, Opocznem i Skarżyskiem Kamienną.

Ukształtowanie terenu i środowisko geograficzne

Rzeźba terenu została ukształtowana w głównej mierze przez zlodowacenie środkowopolskie stadiał Warty i Pilicy, a następnie przemodelowana w zmiennych warunkach klimatycznych młodego plejstocenu i holocenu. Powierzchnia terenu obniża się w kierunku wschodnim od ok. 215 m n.p.m. w okolicach Będkowa i Rokicin, do ok. 160 mn.p.m. w rejonie Rzeczycy. W części południowej teren wznosi się na wysokość ok. 210 m n.p.m., natomiast na północy obszaru najniżej położona jest dolina Rawki ok. 160 m n.p.m. Najważniejszym elementem rzeźby terenu jest dolina rzeki Pilicy i doliny jej dopływów: Wolbórki i Czarnej. Wysokości bezwzględne w dolinie Pilicy osiągają wartość od 180 m n.p.m. – przy tamie w Smardzewicach do 143 m n.p.m. w Inowłodzu.

Szerokie koryto rzeki (80-120 m) sprzyja częstym przerzutom nurtu. Na obszarze powiatu Pilica ma kilka odcinków przełomowych: w okolicach Tomaszowa – Brzustówki, w okolicach Inowłodza oraz Żądło wic i Gapi-nina. Przez powiat przebiega dział wodny II rzędu między dorzeczami Pilicy i Bzury.

Takie położenie topograficzne i geomorfologiczne sprzyjało rozwojowi miejscowości, lokowaniu przemysłu oraz umożliwiało budowę dróg.

Struktura użytkowania terenu w powiecie przedstawia się następująco: 59,6% to użytki rolne, 31,7% lasy, 8,7% pozostałem formy. Cechą charakterystyczną jest duża lesistość.

Klimat

Klimat powiatu tomaszowskiego ma charakter przejściowy z wpływami klimatu oceanicznego zimą i kontynentalnego latem, przy czym długotrwałe i silne mrozy występują sporadycznie. Nizinny charakter obszaru umożliwia swobodny przepływ mas powietrza, z wyraźną przewagą przepływów w układzie równoleżnikowym.

Okres wegetacyjny jest dość długi i trwa około 210 dni. Roczna suma opadów atmosferycznych wynosi około 550 mm. W okresie wegetacyjnym opady są zwykle mniejsze od parowania, co prowadzi do suszy gruntowej. Okres grzewczy trwa z reguły od początku października do ostatniej dekady kwietnia.

Historia

Jeszcze w początkach XIX w. dorzecze środkowej Pilicy porastały rozległe puszcze. Osadnictwo rozwijało się tutaj w postaci izolowanych polan, a jedną z najstarszych miejscowości jest Inowłódz. Istnieją również na terenie powiatu ślady osadnictwa przedhistorycznego, np. wielkie cmentarzysko z epoki brązu pod Cie-błowicami. Przez cały ciąg historycznych dziejów Polski ziemie obecnego powiatu stanowiły puszczańską rubież pomiędzy Małopolską, Mazowszem i Wielkopolską. Do dziś przetrwały jeszcze obszerne kompleksy lasów smardze-wickich i spalskich zwane Puszczą Pilicką.

Niektóre osady na przełomie wieków rozwijały się stosunkowo szybko. Prawa miejskie otrzymały za panowania Kazimierza Wielkiego (prawdopodobnie w roku 1358) Budziszewice, w podobnym czasie Inowłódz, w 1428 roku – Ujazd oraz w 1453 roku – Będków. Prawa miejskie zostały jednak odebrane tym miejscowościom po powstaniu styczniowym. Tomaszów Mazowiecki będąc miastem prywatnym prawa miejskie otrzymał 6 lipca 1830 r.

Teren powiatu był świadkiem wielokrotnych przemarszów wojsk i potyczek wojennych. Przez wieś Żelechlinek i Budziszewice król Władysław Jagiełło prowadził swoje wojska w czerwcu 1410 r. WInowłodzu rozbijały się hordy tatarskie oraz rozgrywały się krwawe walki między Wittenbergiem a hetmanem Czarnieckim. Przez gminę Rokiciny w 1812 r. przechodziły podczas wyprawy na Rosję, wojska napoleońskie. Świadczą o tym mogiły poległych i zmarłych z głodu oraz zimna żołnierzy francuskich.

W okresie II wojny światowej w Tomaszowie i okolicach działał ruch oporu. Działacze podziemia byli prześladowani przez gestapo. Miasto było siedzibą władz powiatowych bowiem władze hitlerowskie zlikwidowały powiat opoczyński i rawski, a utworzyły powiat tomaszowski. W jego skład weszła również część byłego powiatu brzezińskiego, która znalazła się na terenie Generalnej Guberni.

Znani ludzie

Źródła historyczne potwierdzają, iż z wieloma miejscami w powiecie tomaszowskim związani byli ludzie literatury i sztuki. W miejscowości Prążki (gm. Będków) młodzieńcze lata spędzał noblista Władysław Stanisław Reymont, autor m.in. „Chłopów” oraz „Ziemi obiecanej”. Wiatach 1779 – 1804 proboszczem parafii rzeczyckiej był znany historyk i pamiętnikarz – ksiądz Jędrzej Kitowicz, autor dzieł „Opisy obyczajów za panowania Augusta U” i „Pamiętniki – czyli Historia Polski”. Osobą blisko związaną z Rzeczycą była również Narcyza Żmichowska – pisarka, prekursorka polskiej powieści psychologicznej. W latach 1839 -1857 mieszkała w majątku u rodziny, a przez 3 lata swojego pobytu była nauczycielką w miejscowej szkole.

Z gminą Lubochnia związane są dwa nazwiska wielkich Polaków: Andrzeja Frycza Modrzewskiego – myśliciela doby renesansu, pisarza, działacza społeczno – religijnego, który wraz z małżonką był właścicielem Małcza i sąsiednich miejscowości oraz Wojciecha Bogusławskiego – twórcy Teatru Narodowego, który za zasługi dla sceny narodowej otrzymał w darze folwark rządowy Jasień. Na cmentarzu w Lubochni znajduje się grób żony Bogusławskiego – Karoliny Augusty z Siegmundów Bogusławskiej.

Z Węgrzynowicami (gm. Budziszewice) związany był poeta i pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek, natomiast w Inowłodzu i okolicach gościł często poeta Julian Tuwim. Z malowniczo położoną miejscowością Spała związany był Prezydent RP Ignacy Mościcki, który miał tu swoją rezydencję. W Tomaszowie urodził się Bogusław Mec znany piosenkarz i kompozytor.

Również z Tomaszowem związani są znani sportowcy: Wiesław Gawłowski (mistrz świata z Meksyku 1974) i Edward Skorek (trzykrotny olimpijczyk i mistrz świata).

Administracja

Powiat tomaszowski został utworzony w wyniku reformy administracyjnej państwa 1 stycznia 1999 r. Graniczy z sześcioma innymi powiatami województwa łódzkiego: rawskim, skierniewickim, łódzkim wschodnim, brzezińskim, piotrkowskim i opoczyńskim, a na wschodzie również z powiatem grójeckim wchodzącym w skład województwa mazowieckiego. Powiat tomaszowski, w skład, którego wchodzą 263 miejscowości wiejskie i 1 miasto, podzielony jest na 11 gmin -10 wiejskich: Będków, Budziszewice, Czerniewice, Inowłódz, Lubochnia, Rokiciny, Rzeczyca, Tomaszów Maz., Ujazd i Żelechlinek. Siedzibą władz, tego, szóstego pod względem liczby ludności (120.446) i piątego pod względem powierzchni powiatu województwa łódzkiego, jest miasto Tomaszów Mazowiecki, którego obszar wydzielony administracyjnie jako gmina miejska, zajmuje powierzchnię 4130 ha i zamieszkuje w nim 66,1 tys. mieszkańców.

Kultura ludowa

Powiat tomaszowski swoim zasięgiem administracyjnym obejmuje cztery regiony etnograficzne: rawski i opoczyński, dla których naturalną granicą jest rzeka Pilica, i na wschód od nich – obrzeża regionów piotrkowskiego i brzezińskiego.

Kultura ludowa tych regionów, zbadana i opisana w wielu publikacjach, zachowała do dziś wiele elementów głównie z zakresu sztuki ludowej, rękodzieła i folkloru.

Jeżeli spojrzymy na mapę powiatu tomaszowskiego wędrówkę po wsiach, w których spotykamy twórców autentycznie uprawiających sztukę i rękodzieło ludowe, rozpoczniemy od wsi Smardzewice w regionie opoczyńskim. Odwiedzimy tutaj znakomitą koronczarkę Cecylie Król oraz kultywujący regionalny folklor zespół ludowy „Smardzewianie”. Obok we wsi Twarda działa wysoko ceniony i nagradzany zespół folklorystyczny „Sami Swoi” a w Cie-błowicach występujący w oryginalnych strojach opoczyńskich zespół „Ciebłowianie”.

Za Pilicą, na północy, rozciąga się region rawski. Wyróżnia się charakterystycznymi wielonicielnicowymi tkaninami wełnianymi o motywie kostkowym zwanymi „kilimami”, stylowymi strojami i pięknymi krzyżykowymi, wielobarwnymi haftami, którymi zdobione były lniane, przyramkowe koszule, ręczniki i poszewki. Region rawski wyróżniał się ozdobami izby ludowej przede wszystkim wycinankami tzw. „rózgami”, „kwadaratami zkulosami” i „ laleczkami”. Jeszcze w połowie lat 90 – tych. XX wieku Królowa Wola, Zakościele, Rzeczyca słynęły ze znakomitych wycinanka-rek, które tworzyły niepowtarzalne, misterne, ażurowe „kółka” i „kwadraty”. Dziś w Rzeczycy odwiedzić możemy wycinankarki Mariannę Zarębę i Genowefę Bąk – Kosiacką, w Sa-dykierzu tkaczki – Juliannę Pawlak i Genowefę Rydz, a w Łęgu – Genowefę Chaber – pisan-karkę, Józefę Wolak – tkaczkę w Żądłowicach i w Jasieniu – Helenę Bernaciak wykonującą ozdoby papierowe. Warto także odwiedzić Ujazd w regionie brzezińskim, wieś o rodowodzie sięgającym XIII wieku, w której mieszka jedyny w powiecie kowal Tadeusz Radomski kultywujący rzemiosło i wykonujący tradycyjnymi technikami ciekawe, artystyczne wyroby.

Kulturę wiejską podtrzymują również zespoły ludowe z położonego nad Wolbórką Będkowa tj. „Ludowiacy od Będkowa” i „Fajne Babki” oraz „Łucybabki” z gm. Ujazd. Ich repertuar jest szeroki i obejmuje nie tylko regionalne pieśni, tańce i obrzędy, lecz także folklor z innych regionów oraz popularne pieśni współczesne. Dzięki organizowanym przez powiat i gminy cyklicznym, powiatowym imprezom kulturalnym takim jak: na koniec karnawału Ostatki w gm. Rokiciny, w marcu Konkurs Palm i Pisanek Wielkanocnych w Będkowie, w maju Konkurs Potraw Regionalnych w Czerniewicach, w czerwcu Sobótki w Smardzewicach i Miodo-branie w Żelechlinku, w lipcu – Konkurs Ubijania Masła w Lubochni, w październiku Święto Ziemniaka, a w listopadzie Pierzawka w Rzeczycy, oraz Kiszenie Kapusty w Budziszewicach – zwyczaje ludowe są podtrzymywane i ciągle żywe.

Literatura i sztuka

Istotny wpływ na kształtowanie kultury powiatu i jego oblicza ma Stowarzyszenie Amatorów Plastyków w Tomaszowie Maz. Dorobek artystyczny członków stowarzyszenia reprezentowany jest na licznych wystawach i plenerach. Członkowie biorą udział w licznych konkursach wojewódzkich i ogólnopolskich. Stowarzyszenie współpracuje z Muzeum oraz Miejską Biblioteką Publiczną w Tomaszowie Maz., gdzie prezentuje swoje prace, z samorządami gminy Rzeczyca, Będków, Budziszewice i Lubochnia, a także z Garnizonowym Klubem Oficerskim w Nowym Glinniku, Jednostką Wojskową w Koszarach, Biblioteką w Lubochni i Budziszewicach oraz Muzeum w Opocznie. Stowarzyszenie jest organizatorem wojewódzkiego konkursu „Ocalić od zapomnienia” oraz współorganizatorem ogólnopolskiego pleneru malarskiego w Rzeczycy.

Od 1993 r. w Młodzieżowym Domu Kultury w Tomaszowie Maz. działa Teatr Młodzieżowy, skupiający tomaszowską młodzież szkół średnich. Od początku swojej działalności teatr wystawia spektakle powstałe na motywach zaczerpniętych z klasyki teatru dramatycznego. Głównie realizowane są projekty sceniczne o charakterze eksperymentalnym.

Sport

Na szkolnych boiskach i salach sportowych oraz obiektach klubowych przygodę ze sportem rozpoczynali wybitni mistrzowie, na czele z medalistami olimpiad i mistrzostw świata – Edwardem Skorkiem, Wiesławem Gawłowskim i Wandą Panfil.

Nie sposób wymienić wszystkich spośród setek reprezentantów kraju i medalistów imprez sportowych o zasięgu krajowym, europejskim i światowym. Trudno pominąć jednak choćby pozostałych olimpijczyków – Stanisławę Pietruszczak – Wąchałę, Jana Jóźwika, Jerzego Szymczyka, Jaromira Radke, Pawła Abratkiewi-cza, Sławomira Barula, Marię Michalak- Ciach, Jana Szczepańskiego i Ewę Wojtaszek-Wisłę.

Dorobek kilkudziesięciu minionych lat jest wciąż pomnażany. Aktualnie w naszym powiecie najpopularniejszymi dziedzinami sportu są: piłka siatkowa, łyżwiarstwo szybkie, lekka atletyka i kręglarstwo. Przedstawiciele tych dyscyplin odnoszą szczególnie wartościowe sukcesy. Wciąż najliczniejszą grupę młodzieży przyciąga piłka nożna, którą z wielkim powodzeniem uprawiają również dziewczęta. Wspalskim Ośrodku Przygotowań Olimpijskich funkcjonuje Szkoła Mistrzostwa Sportowego w piłce siatkowej, w której wyrastają medaliści mistrzostw świata i Europy oraz przyszli reprezentanci w piłce siatkowej mężczyzn.

Powiat tomaszowski należy do najbardziej usportowionych regionów kraju. Dominującą rolę w tym zakresie odgrywa kilkadziesiąt aktywnie działających Stowarzyszeń Sportowych i Uczniowskich Klubów Sportowych, na czele z Powiatowym i Szkolnym Związkiem Sportowym oraz Miejskim Towarzystwem Kultury Fizycznej.

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m