Oporów

Śladami Książąt Mazowieckich – Siemowitów

Śladami Książąt Mazowieckich – Siemowitów

14. Radziejowice -Na tropie zabójców ostatnich książąt mazowieckich

Radziejowice słyną z urokliwego zespołu pałacowo-parkowe-go. W jesienne wieczory na opuszczonych alejkach podobno można spotkać zjawę kobiety ubranej w zwiewną dworską suknię, o twarzy dumnej, pięknej i smutnej zarazem. To duch ślicznej i dumnej Katarzyny Radziejowskiej – ostatniej dworki książąt mazowieckich.

Przed pięcioma wiekami na warszawskim dworze doszło do tragedii. W przeciągu dwóch lat zmarli dwaj ostatni ksiażęta mazowieccy. Stanisław i Janusz mieli niewiele ponad 20 lat. Podobno Katarzyna Radziejowska słynąca z urody ale i ambicji starała się uwieźć najpierw starszego z braci, a potem młodszego. Obaj jednak wzgardzili piękną dworką. Obaj też niedługo potem niespodziewanie zmarli.

Szlachta mazowiecka podejrzewała Katarzynę o morderstwa. Zarzucano jej nawet paranie się czarami, w czym miał jej pomagać aptekarz warszawski Jan Alantzee. Król Zygmunt Stary musiał zarządzić oficjalne śledztwo, bowiem krążyły pogłoski, że za całą intrygą stała królowa Bona, która pragnęła Mazowsza dla siebie i swego ukochanego syna Zygmunta Augusta.

Sprawę jednak szybko umorzono, a za powód śmierci książąt uznano przyczyny naturalne. Mimo to Katarzyna odeszła w infamii z życia dworskiego, zaś aptekarz wkrótce został… burmistrzem Płocka! Przypadek, czy…?

15. Rawa Mazowiecka – Czarna Dama na zamku rawskim

Samotna ośmioboczna wieża i fragment muru zamkowego, to dziś najlepiej zachowany fragment zamku książąt mazowieckich w Rawie.

W roku 1321 Rawa uzyskała prawa miejskie, w 2. poł. XIV w. była to stolica udzielnego księstwa. W połowie XIV w. w zakolu rzeki Rawki i strumienia Rylska książę Siemowit III wzniósł zamek, którego mury już wkrótce stały się świadkiem tragedii. Zdaniem kronikarza Janka z Czarnkowa ten ambitny władca, był człowiekiem niezwykle porywczym i skorym do gniewu.

Podejrzewając swą brzemienną żonę Annę o zdradę kazał zamknąć ją w zamkowej wieży. Zaraz po narodzinach syna miał kazać ją udusić, a chłopca, któremu nadano imię Henryk oddać na wychowanie na wieś do ubogiej rodziny.

Henrykiem zaopiekowała się siostra Siemowita księżna pomorska Małgorzata. Po latach chłopiec okazał się być podobnym do ojca, który zrozumiał swoją zbrodnię. W zadośćuczynienie wystarał się dla Henryka o biskupstwo płockie.

Jeżów. Kaplica kościoła św. Józefa to dawny kościół klasztorny, do którego rozbudowy przyczynili się książęta mazowieccy. Na terenie klasztoru przebywał kronikarz Gall Anonim.

Skierniewice. Miasto lokowane przez książąt mazowieckich.

16. Łowicz -Co książę raz dał już arcybiskupom nie odebrał

Położony w administracyjnych granicach województwa łódzkiego, przed wiekami stanowił jeden z najważniejszych grodów osłaniających Mazowsze od zachodu. Prawdopodobnie tajemniczy gród Galla, wspomniany w kronice Galla Anonima z początku XII w. to właśnie łowicka warownia. W XII w. okoliczne dobra należały do włości arcybiskupów gnieźnieńskich. Książęta mazowieccy wielokrotnie potwierdzali te nadania, podkreślając jednak swoje prawa do tych ziem.

W 1355 r. w miejscu starego grodu, arcybiskup Jarosław Bogoria ze Skotnik wzniósł zamek, który wkrótce stał się rezydencją arcybiskupów gnieźnieńskich, a później prymasów Polski. W 1372 r. książę Siemowit III podszedł pod zamek z wojskiem, ale po kilku dniach oblężenia musiał odstąpić. Dopiero cztery wieki później Szwedzi zniszczyli wspaniałą siedzibę książąt kościoła. Z tych nieszczęść zamek już się nie podźwignął. Dzisiaj tajemnicze ruiny można zwiedzać uprzedzając telefonicznie gospodarzy (046 837-11-00).

Oporów. Jeden z najpiękniejszych polskich zamków był twierdzą wzniesioną przez biskupów gnieźnieńskich na pograniczu z Księstwem Mazowieckim.

Gostynin. Wizytówką miasta jest odbudowany XIV-wieczny zamek wzniesiony przez księcia Siemowita III lub Siemowita IV na miejscu wcześniejszego grodu.

Sanniki. W XV w. istniał tu dwór książęcy, a okoliczni mieszkańcy słynęli z produkcji sań na dwór w Płocku.

17. Sochaczew – Malownicze ruiny nad Bzurą

Roku Pańskiego 1138 r. w wieku lat pięćdziesięciu sześciu, w klasztorze benedyktyńskim poświęconym Świętej Trójcy w Sochaczewie, posilony pokarmem dla duszy, zasnął szczęśliwie w Panu. I tak zmarł Bolesław Krzywousty – pisał kronikarz. Przy ulicy Staszica – w miejscu, gdzie kiedyś znajdował się klasztor stoi dziś pomnik Bolesława Krzywoustego.

Pomiędzy ulicami Traugutta, Podzamcze i Cmentarną, przy stromym brzegu Bzury z oddali widać ceglane ruiny i ślady potężnych ziemnych umocnień i fos. To pozostałości po zamku książęcym z XIV w., wzniesionym na miejscu grodu z XII w., przebudowanym w XVII w. na wczesnobarokowy pałac.

Brochów. Jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków Mazowsza – XVI-wieczny kościół obronny stanął w miejscu wcześniejszej świątyni ufundowanej przez książąt mazowieckich.

Kampinos – Zamczysko. W rezerwacie Zamczysko w Puszczy Kampinoskiej znajduje się warownia wzniesiona za panowania książąt mazowieckich.

Przewodnik po Kanale Elbląsko – Ostródzkim, Oberlandzkim

Przewodnik po Kanale Elbląsko – Ostrudzkim, Oberlandzkim

Poprzez „Kraj Górny” Kanał płynie / w nim statki na widok wierzchołków / swe dzioby podnoszą ku niebu / i płyną na skrzydłach aniołów. / Tu Kanał mknie przez las bajkowy / lub ukwieconą łąkę w gaju. / A tam z jeziora na jezioro / wciąż bliżej do wodnego raju. / Omija trzciny i sitowie / dom podcieniowy starej wioski. / Zbudował ten niezwykły Kanał / najcwańszy z wszystkich „wilków morskich”.(O.E. Sattler)

Trzy cuda świata.

Dawne Prusy Wschodnie szczyciły się przed Europą trzema cudami świata. Były to: wędrujące wydmy Mierzei Kurońskiej, podniesiona z „błota” Żuław siedziba Wielkich Mistrzów Zakonu NMP oraz kanał, w którym ..statki pływały po górach, pokonując różnicę poziomów przekraczającą 100 metrów”. Każda z tych osobliwości słynęła inaczej. W ruchomych nadbałtyckich piaskach potęgę swą okazywała nieokiełznana przyroda, czerwone mury zamku malborskiego były imponującym dziełem ludzkich rąk i prawdziwym pomnikiem myśli architektonicznej. Trzeci cud wydawał się w tym gronie najdoskonalszy i najbardziej kompletny, łącząc geniusz człowieka z twórczą mocą Natury. Był nim „Kanał Oberlandzki” (der Oberldndische Kanał), po 1945 roku zwany Kanałem Elbląskim, Kanałem Elbląsko-Ostródzkim lub Kanałem Ostródzko-Elbląskim.

Dawno, dawno temu lodowiec pracowicie wyrzeźbił powierzchnię Pojezierza Iławskiego tworząc liczne wytopiska i rynny, zalane następnie wodą – dzięki temu jedno za drugim, z południa na północ, ułożyło się kilka jezior: Drwęckie, Ilińsk, Ruda Woda, Sambród, Piniewskie i Druzno. W ten sposób Natura podsunęła ludziom pomysł zbudowania drogi wodnej wiodącej w kierunku Zalewu Wiślanego i Delty Wisły, skracającej pięciokrotnie szlak żeglowny do Gdańska przebiegający tradycyjnie po Drwęcy i Wisie. Trzeba było „tylko” uzupełnić jej dzieło, czyli połączyć jeziora odcinkami kanału. Jak zwykle „diabeł tkwi w szczegółach”, o czym przekonali się inżynierowie myślący co najmniej od XV w. nad rozwiązaniem postawionego im wyzwania. Okazało się, że do realizacji dzieła potrzebne będą, bagatela: przekopy, nasypy, uszczelnienia, zabezpieczenia skarp, śluzy, jazy, upusty i wrota przeciwpowodziowe. Rozwikłać należało ponadto problemy: zasilania kanału w wodę, odprowadzania ścieków, a przede wszystkim pokonania różnicy poziomów, która na niespełna 10 km odcinku pomiędzy Jeziorem Druznem a Jeziorem Piniewskim wynosiła 104 metry!

Wreszcie pozostawała trudność, kto wie czy nie równorzędna z kwestiami technicznymi – finanse. W związku z tym dopiero około połowy XIX w. udało się ludziom odpowiedzieć bezbłędnie na to „równanie z kilkoma niewiadomymi”. Efektem rozwiązania łamigłówki zadanej przez przyrodę był właśnie kanał, „w którym statki prywaty po górach”. O jego powstaniu zdecydowało życie i pasja co najmniej kilku osób, z grona tego pamiętamy dziś’ o jednej, nie do końca wiedząc kim był i co reprezentował sobą Georg Jakob Steenke, rzekomo Holender. Do dziś pokutuje powszechnie mylne przekonanie o jego pochodzeniu i narodowości, a w tysiącu nieprawd jakie napisano o konstruktorze i jego dziele, pomija się całkowitym milczeniem nazwiska ludzi, którzy mu pomagali i doradzali – nikt nie zna inżynierów Severina i Lentze (współtwórca Kanału Sueskiego, budowniczy mostu na Wiśle w Tczewie !).

Równie powszechnie, i tym razem słusznie, uważa się, że Kanał Elbląski należy do unikalnych w skali światowej dzieł techniki, będąc przy okazji obiektem o wyjątkowych walorach zabytkowych, jako że wszystko co powstało przy kanale i w kanale, ma rodowód XIX-wieczny. Jeszcze bardziej zdumiewające jest, iż owe wysłużone urządzenia hydrotechniczne i budowle działają tak sprawnie, jak gdyby upływ czasu nie wywierał na nich większego wrażenia. Skonstruowano je bowiem bardzo precyzyjnie, z perfekcją zdumiewającą każdego znawcę tematu. Przywoływany często jako wzór i porównanie dla naszego kanału – Kanał Morris w USA – różni się dziś zdecydowanie brakiem autentyczności, wszystko w nim bowiem zmodyfikowano i zelektryfikowano, pozostała tylko zabytkowa atrapa, ukrywająca nowoczesne maszyny i techniki. Tymczasem na szlaku wodnym wiodącym od Elbląga do Ostródy nadal funkcjonują stare patenty, do których nie dodano nic ponad to, co wymyślił i zaprojektował Georg Jakob Steenke (przy pomocy Karla Lentze). Kanał Elbląski ma więc, jak każda staroć, swoją „duszę” i za to wszyscy go kochamy. I nie ma powodów, by jak dawniej, nie reklamować go pod hasłem „najprawdziwszego cudu świata”.

Kraj, który przestał istnieć czyli wschodniopruska Atlantyda.

Mówiono onegdaj, że Kanał przepływa przez kraj, „gdzie Prusy Wschodnie są najpiękniejsze”. Tym krajem był Obeńand, dlatego właśnie Kanał nazywał się przez około 80 lat „oberlandzkim”(przez jakiś czas funkcjonowało też określenie „staropruski”). I pod takim mianem zasłynął w świecie, występował w literaturze fachowej, w związku z czym nasze określenia – typu Elbląski czy Ostródzki -mogą wprowadzać jedynie dezorientację, zwłaszcza u osób nieco zorientowanych w historii regionu i tradycji hydrotechnicznej. Jednakże inaczej być nie mogło, nazwa Kanału musiała ulec zmianie po 1945 roku skoro „zapomniano” o istnieniu całej krainy i nie znaleziono dla niej (niestety do dziś) polskojęzycznego odpowiednika. Dlaczego tak się stało, dlaczego kraina historyczna postrzegana wyraźnie przez wieki, opisywana przez badaczy w swojej odrębności, nagle przestała istnieć, trudno dzisiaj powiedzieć. Powodów znalazłoby się wiele, najprostszy tłumaczy się oczywiście skomplikowanymi stosunkami polsko-niemieckimi po zakończeniu drugiej wojny światowej i wynikającą z tego gordyjskiego węzła nieumiejętnością ustosunkowania się naszych ojców do dziedzictwa międzynarodowej, prawdziwie europejskiej kultury, z której bogactwem mieli nieopatrznie do czynienia na ziemiach dawnych Prus Wschodnich.

Dziś ważne jest byśmy zrozumieli, iż Obeńand (dosłownie „Kraj Górny”) był krainą historyczną i geograficzną wyodrębniającą się zdecydowanie na tle sąsiedztwa – Warmii i Żuław Wiślanych. Poświęćmy zatem kilka uwag charakterystyce owej ziemi, która zatonęła w naszej świadomości, niczym antyczna Atlantyda.

Nazwa krainy pojawiła się w XV w. dla oznaczenia ziem skolonizowanych przez Krzyżaków, położonych pomiędzy Żuławami w Delcie Wisły a Niziną Warmińską. Oberland wyróżniał się wyższym położeniem w stosunku do obu nizin (stąd nazwa) oraz urozmaiconą, pofałdowaną rzeźbą terenu, wypełnioną gęstymi lasami i licznymi jeziorami. Częstokroć porównywano Oberland do Mazur wskazując, że choć obszarowo mniejszy i nie tak bogaty w duże jeziora, zachwyca bardziej zróżnicowaną szatą roślinną. Oberlandzkie lasy szczyciły się przemieszaniem wielu gatunków drzew (na Mazurach dominują bory), a odbijające się w tafli jezior siedliska buka i dębu tworzyły charakterystyczne pejzaże, słynące z malarskości i tajemniczej romantyczności.

Pośród lasów i jezior znajdowało się onegdaj wiele osad pruskich z dobrze rozwiniętą siecią dróg i brodów oraz czytelnymi granicami dwóch prowincji pruskich – Warmii i Pogezanii. Rubież oparta była na biegu rzeki Pasłęki. Kolonizacja tych ziem wymagała od Zakonu zupełnie innego podejścia niż w sąsiedztwie, należało zaadaptować staropruską strukturę osadniczą do modelu europejskiego, zjednać zaufanie miejscowych wielmoży, ułożyć stosunki między ludnością miejscową a kolonistami (na Żuławach problemem była raczej walka z wodą, Warmię oddano w arendę biskupom). Kwestiami tymi zajmowali się urzędnicy z komturii elbląskiej, dzierzgońskiej i ostródzkiej, pomiędzy które administracyjnie podzielono ziemię oberlandzką w końcu XIV w.

Z geograficznego punktu widzenia granice Oberlandu były ściśle określone w terenie, a ich przebieg precyzyjnie podał G. Wnuck, geograf pracujący na Uniwersytecie Królewieckim. Na zachodzie tworzyły je: jezioro Druzno, rzeka Dzierzgonka do Starego Miasta (dalej dochodziły do Jarzwałdu nad Jeziorem Pilawskim i do Jeziora Jeziorak); na południu Jezioro Jeziorak i Jezioro Drwęckie; na wschodzie dolina Pasłęki, a na północy strefa krawędziowa Wysoczyzny Elbląskiej.

Jeszcze wyraźniejsze były wyróżniki historyczne czy szerzej kulturowe Oberlandu, obejmujące takie sfery życia jak: gospodarka, kultura artystyczna, język, zwyczaje, status prawny terytoriów i ich miejscowości etc. Pod tym względem położone w pobliżu krainy -to jest Warmia, Wysoczyzną Elbląska i Żuławy – okazywały się obszarami pozostającymi pod wpływem zupełnie innego kręgu myśli symbolicznej. Różnice te potęgowały się w toku procesu dziejowego tak, że na początku XX w. krajobraz kulturowy Oberlandu, w porównaniu z sąsiedztwem (zwłaszcza Warmią i Wysoczyzną, bo Żuławy są zupełnym ewenementem w tym względzie), miał wiele cech specyficznych. Oto kilka zaledwie przykładów – w „Kraju Górnym” hodowano konie specjalnej rasy, zwane litewskimi lub oberlandzkimi, mieszkańcy posługiwali się charakterystycznym dialektem (zwanym oberlandzkim), wśród nich zdecydowanie dominowali ewangelicy. Przede wszystkim jednak o odrębności tej krainy zdecydowała trwająca od XVI do początku XX w. specyficzna forma własności – znana w terminologii prawnej pod określeniem wielkiej własności ziemskiej. Oberland w przeciwieństwie do sąsiednich krain znalazł się po wojnie 13-letniej w granicach Prus Książęcych. Książę Albrecht Hochenzollern von Ausbach oparł się w swej polityce na rodach rycerskich, których poparcie zapewniły mu i jego następcom liczne nadania ziemskie przyznane w formie lennej. Większość kraju została w ten sposób rozdysponowana pomiędzy wielkie prywatne dominia, w których seniorzy rodowi sprawowali niemal nieograniczoną władzę, od administracyjnej poprzez gospodarczą po sądowniczą, tylko w najważniejszych kwestiach politycznych podlegając suwerenowi i respektując jego pozycję głowy państwa. Rola miast czy urzędów ziemskich była w tej sytuacji prawie symboliczna. Na bazie przyznanej ziemi oraz przywilejów wyrosły wielkie fortuny arystokracji oberlandzkiej (Dohnów, Dónhoffów, Kuenheimów, Canitzów, von Reibnitzów, von Polentzów, von Auerswaldów). Ich członkowie piastowali ważne urzędy posiadając tytuły burgarfów i grafów. A rezydencje rodowe tak ważnych i możnych ludzi z czasem zamieniły się we wspaniałe zespoły pałacowo (i dworsko) – parkowe.

Dwory i pałace, otoczone parkami wypoczynkowymi, wtulone w malowniczy leśny krajobraz pojezierza stały się z czasem znakiem rozpoznawczym „Kraju Górnego”. W żadnej innej okolicy nie znalazłbyś tylu wspaniałych, mniejszych i większych, lecz zawsze pięknie i z dostojeństwem zbudowanych rezydencji ziemskich. Pod tym względem można porównać Obeńand do krainy zamków położonych nad Loarą. Początkowo rolę Loary odgrywała tylko rzeka Pasłęka, ku której ciążyły bogate siedziby szlacheckie (Gładysze, Słobity, Dawidy, Ławki, Spędy, Karwiny). W drugiej połowie XIX w. podobne znaczenie zyskał Kanał Oberlandzki. W jego otulinie znalazła się jeszcze większa liczba dworów i pałaców. Tylko na terenie obecnego województwa elbląskiego były to: Stare Dolno, Topolno Wlk., Powodowo (dwa), Marwica, Rzeczna, Śliwica, Kąty, Jankowo, Rejsyty, Barzyna, Drulity, Piniewo, Dargowo. Tumpity, Talpity, Rydzówka, Wysoka i Stare Kusy.

Budowa Kanału Oberlandzkiego.

Właściciele tych rezydencji – rody szlacheckie i nowobogaccy przedsiębiorcy – wywierali nieustanny nacisk na organy władzy administracyjnej i ustawodawczej Prus Wschodnich, by doprowadzić do skomunikowania jezior oberlandzkich z Elblągiem i Gdańskiem trasą żeglowną. Dla nich rozwiązanie tego problemu stanowiło niezwykle istotną kwestię życiową. Każdy dwór czy pałac egzystował wszak na bazie większego majątku, złożonego co najmniej z folwarku przydworskiego. a najczęściej z wielu folwarków czy wręcz wsi nadanych w prywatne posiadanie. Produkcja rolna, gospodarka leśna, rybołówstwo i manufaktury stanowiły podstawę bytu miejscowego ziemiaństwa. gwarantując mu prestiż, przywileje polityczno – społeczne, a w końcu zapewniając także najbardziej podstawowe potrzeby, jak choćby jedzenie, edukację i rozrywki. Produkcja tych majątków musiała opierać się na zdrowej kalkulacji ekonomicznej, w przeciwnym wypadku nie miałaby sensu. Trudno jednak było dopatrywać się rachunku ekonomicznego w sytuacji, gdy np. drewno ścinane w odległości 10 mil od Elbląga musiało być spławiane okrężną drogą (Drwęcą do Torunia, a potem Wisłą, Nogatem i Kanałem Jagiellońskim), w związku z czym jego transport zajmował 6 do 8 miesięcy ! Sprzedaż takiego produktu stawała się w związku z tym nieopłacalna. Podobnie było w przypadku innych oberlandzkich towarów.

Budowa jakiegoś dogodnego połączenia była w zasadzie przesądzona już w drugiej połowie XVIII w. W roku 1789 przygotowano pierwszy roboczy konspekt wykonania takiej trasy oraz kosztorys opiewający na sumę 132 272 talarów, 9 srebrnych groszy i 8 fenigów (zdumiewająca skrupulatność!). W roku 1803 Krajowy Radca Budowlany Eytwelin przedstawił pod publiczną dyskusję nieco precyzyjniejszy projekt, zakładający skrócenie drogi do Wisły, poprzez wykopanie kanału przecinającego Powiśle (z pominięciem Torunia). Plany coraz bardziej się konkretyzowały, gromadzono potrzebną dokumentację, szukano projektantów i wykonawców. Przez wiele dziesiątków lat kończyło się jednak na czczym gadaniu i przelewaniu morza atramentu. W ideę budowy drogi żeglownej zaangażował się na przykład prof. J. G. Bujack. Szukał dla zadania uzasadnienia historycznego. W roku 1838 donosił o odnalezieniu wykopów w okolicach miejscowości Drulity, u źródeł Klepiny, które świadczyć miały o próbach zbudowania kanału już w średniowieczu (zarośnięte trawą tajemnicze rowy o głębokości ponad 1,5 metra i szerokości około 3 metrów, z pewnością wykonane dzięki pracy ludzkich rąk, nikt nie umiał inaczej uzasadnić ich występowania).

W roku 1825 Pruski Parlament Krajowy wydał rezolucję praktycznie przesądzającą budowę kanału w Oberlandzie. Ustalenie były bardzo precyzyjne. Zrezygnowano z wcześniejszych prób zmierzających do uregulowania lub przekopania Drwęcy do Wisły – w tym momencie dała o sobie znać presja przemysłowego Elbląga, który w ten sposób straciłby kontakt z majątkami oberlandzkimi, a całą wymianę towarową oddał Gdańskowi. Postanowienia Parlamentu wyraźnie wskazywały, że przyszły kanał ma połączyć Jezioro Druzno z Jeziorem Drwęckim. Autorzy proponowali, by jego szlak wychodził z południowej części Jeziora Druzno (na wysokości wsi Stankowo) i biegł po strudze do Gradowego Młyna, następnie przez Dymnik i Wopity w kierunku Giśla, dalej przez Myślice, po czym na południowy – wschód do Jeziora Drwęckiego. Kontynuację prac powierzono Tajnemu Radcy Budowlanemu Severinowi z Kwidzyna.

Severin najwyraźniej nie radził sobie z ogromem zlecenia i projekty, po wykonaniu pierwszych, mało satysfakcjonujących, szkiców zamknął w szafie stojącej w jednym z gabinetów kwidzyńskiej rejencji. Przerwa w działaniach trwała do roku 1836, do czasu, gdy w Elblągu i w kręgu problematyki oberlandzkiej pojawił się inżynier Georg Jakob Steenke. On okazał się tym człowiekiem, któremu udało się zrealizować odwieczne oberlandzkie marzenia, czy wręcz mrzonki dotyczące budowy rentownego szlaku żeglugowego prowadzącego najkrótszą drogą na północ, do bałtyckich portów morskich.

Pierwszą zasługą Steenke’ go było wytyczenie (na razie na mapie) takiej trasy Kanału, jaką dzisiaj wszyscy znamy. Na ogół zapomina się o tym znaczącym wkładzie konstruktora w tworzone dzieło, traktując istniejący szlak żeglowny jako najzupełniej naturalny i jedyny z możliwych. Tymczasem, pamiętając choćby o cytowanej wyżej rezolucji Parlamentu z 1825 roku, możliwości, przynajmniej teoretycznie, rysowało się więcej. Steenke naszkicował ten szlak oraz przedstawił w szczegółach hydrotechniczne rozwiązania pozwalaj ące na kursowanie po nim statków. W tym momencie pojawia się w publikacjach dotyczących historii Kanału najwięcej nieporozumień i nieprawd. Wszyscy zgodnie piszą o skrystalizowaniu się na tym etapie koncepcji pochylni, pozwalających pokonać największą trudność techniczną związaną z budową Kanału – różnicę poziomów dochodzącą do 100 metrów. Przytaczają też, skądinąd milą historyjkę, o wizycie inżyniera u króla Prus i wypowiedzeniu słynnego zdania: „Panie, ale takiego urządzenia nikt nie będzie miał na świecie, tylko Ty”.

Historia ta w żadnym szczególe nie przystaje do rzeczywistości, poza tym, że Steenke pojechał na dwór królewski, razem z Nadprezydentem Prus von Schoenem. Była to jednak typowa narada robocza, zorganizowana przed przystąpieniem do realizacji projektu. Z pewnością omawiano kwestie finansowe, może jeszcze inne zagadnienia, trudno dziś dokładnie powiedzieć. Jednak ani król nie miał okazji zadecydować o przeznaczeniu pieniędzy na budowę Kanału (decyzję podjął już Parlament pod naciskiem właścicieli ziemskich, a tych w żadnym wypadku nie można było zlekceważyć), ani konstruktor nie mógł olśnić monarchy ideą „pochylni z wierzchołkami”, której po prostu jeszcze nie miał.

Prawdą jest natomiast, że Georg Steenke intensywnie studiował najnowsze rozwiązania stosowane w budowlach hydrotechnicznych na całym świecie. Czytał, rysował, konstruował modele, a nawet odbywał kształcące podróże do Belgii, Bawarii i Holandii. Do prac przystąpił 18 października 1844 i jak wspominał w swoich dziennikach, nastąpiło to niejako wbrew jego woli, w wyniku presji coraz bardziej zniecierpliwionych lokalnych urzędów ziemskich i pod naciskiem lobby gospodarczego oberlandzkich ziemian. Wielkim orędownikiem szybkiej realizacji Kanału był przede wszystkim Ernst Ludwig baron von Schrótter, sprawujący urząd starosty powiatu pasłęckiego (w okresie od 1846 do 1876 roku).

Do roku 1850 wykonano wiele prac związanych przede wszystkim z niwelacją różnicy poziomów występujących pomiędzy grupą jezior oberlandzkich, poza tym zbudowano system pięciu śluz komorowych na południe od Jeziora Druzno. Stanowiło to przygotowanie do pokonania ponad 100 metrowej różnicy między jeziorami oberlandzkimi a Druznem. Projekt przewidywał konieczność wykonania dalszych 20 śluz na odcinku 10 km, co czyniło całe zadanie lekko bezsensownym i całkowicie nieekonomicznym (nie tylko na etapie realizacji, ale przede wszystkim w późniejszej eksploatacji). Było to „ wąskie gardło całego systemu ” spędzające konstruktorowi sen z oczu.

Ten rok okazał się momentem przełomowym dla inwestycji. Steenke pojechał na jeszcze jedną eskapadę studialną – tym razem do USA, gdzie obserwował funkcjonowanie rozwiązań zastosowanych na Kanale Morris. Były to 23 „pochylnie komorowe”, czyli równie pochyłe z wózkami, na których przewożono statki między poszczególnymi odcinkami szlaku żeglugowego. Przy każdej pochylni znajdowała się śluza komorowa, przypominająca te, które sam zamierzał wybudować między Druznem a Jeziorem Piniewskim. Steenke wcale więc nie skorzystał z patentów amerykańskich, jak wyczytać możemy w wielu publikacjach i przewodnikach, przeciwnie, w swoim dzienniku odnotował, że są równie nieekonomiczne w warunkach oberlandzkich, jak wszystko co do tej pory wymyślono i z czego mógłby ewentualnie skorzystać. Tym nie mniej wyprawa za ocean miała rzeczywiście ogromne znaczenie dla budowy Kanału w „Kraju Górnym”. Ponieważ podróże kształcą i rozwijają, w pewnym momencie konstruktorowi przyszła do głowy myśl zmodernizowania pochylni z korzyścią dla swojego planu. Po powrocie zaprzągł do roboty Severina i Lentze, a w wyniku „burzy mózgów” narodziła się idea „pochylni z wierzchołkami”, takich jakie znamy i do dziś możemy oglądać. Plany budowy dalszych śluz komorowych powędrowały do znanej nam już kwidzyńskiej szafy, natomiast wymyślono i wdrożono zupełnie nowy patent, nie stosowany dotąd w hydrotechnice. Na tym właśnie polegał geniusz Georga Jakuba Steenke – zrealizował coś, czego nikt przed nim i po nim nie wykonał, jak świat długi i szeroki. Dzięki temu Kanał Oberlandzki stał się dziełem wręcz podręcznikowym.

Cztery pierwsze pochylnie, zwane „starymi” (w Buczyńcu, Kątach. Oleśnicy i Jelonkach – pochylnia Jelenie) zbudowano do roku 1860. W tym momencie Kanał Elbląski mógł być eksploatowany, co skwapliwie wykorzystano, mimo oporów samego Steenke’go, który chciał zastąpić dotychczasowe 5 śluz komorowych kolejną pochylnią. Musiał jednak odłożyć swoje plany na kilkanaście lat (piątą, tzw. „nową” pochylnię w Całunach, wykonano w latach 1874 – 1881 stosując nowoczesny, efektywny napęd z turbiny wodnej).

Uroczysta inauguracja Kanału odbyła się w dniu 31 sierpnia 1860 roku i polegała na przepłynięciu statkiem przez pochylnię w Buczyńcu. Radości tej doznało wiele zaproszonych osób, wśród których najwyższy rangą był baron August von der Heydt, pełniący w rządzie pruskim funkcję , Ministra Krajowego” (odpowiednik ministra handlu, przemysłu i prac publicznych). Kolejna, równie ważna próba miała miejsce w dniu 29 października 1860. Tym razem sprawdzano funkcjonowanie urządzeń Kanału pod kątem technicznym posyłając sześć wyładowanych drewnem barek na wszystkie cztery pochylnie. W związku z tym uwaga zebranych skupiała się na dwóch najważniejszych ekspertach – byli to: główny konstruktor Kanału G. J. Steenke oraz dyrektor tczewskiej królewskiej fabryki budowy maszyn – Kruger (z tych zakładów pochodziło całe wyposażenie mechaniczne Kanału, min. koła zamachowe i obrotowe, śluzy, jazy, turbiny etc). Po udanych jazdach próbnych Kanał Oberlandzki był gotowy i od następnego roku służył celom, do których go zbudowano, a zatem żegludze towarowej i handlowej.

Przedwojenna turystyka w otulinie Kanału.

Utarł się pogląd, jakoby Kanał zbudowano dla potrzeb gospodarczych i pod presją ówczesnych podmiotów gospodarczych (majątki ziemskie Oberlandu), ale wkrótce po zakończeniu realizacji, decydujące o podjęciu inwestycji motywy stały się nieważne i nie było wiadomo, co z tym fantem dalej robić. Jednym słowem transport towarowy po Kanale stracił raptownie na znaczeniu wskutek znacznego zagęszczenia dróg żelaznych i lądowych w „Kraju Górnym” w drugiej połowie XIX w. W związku z tym obiekt zaczęto wykorzystywać głównie w promocji turystycznej regionu organizując wyłącznie rejsy spacerowe na szlaku wiodącym przez słynne „pochylnie z wierzchołkami”.

Należałoby to rozumieć mniej więcej tak, że ktoś marzący przez wieki całe o zjedzeniu lizaka, nagle – po uzyskaniu upragnionego daru – stwierdza, iż bardziej lubi dropsy i nawet nie rozwija łakocia z papierka. Nic bardziej błędnego, o czym można przekonać się wertując przedwojenne dokumenty i statystyki.

Po uruchomieniu Kanału, w latach 60-tych XIX stulecia, jego szlakiem przepływało od 12 do 20 statków dziennie (w jednym z dni roku 1862 Georg Steenke zanotował w swoim dzienniku kurs 57 jednostek!). Czyż trzeba dodawać, że wszystkie wyładowane były oberlandzkimi towarami przewożonymi na rynki Elbląga i Gdańska ? Sytuacja nie zmieniła się w kolejnych dekadach.

Jak widać obrót towarowy na Kanale w miarę upływu czasu wykazywał tendencję spadkową, tym nie mniej był ciągle znaczący. Prawie 50 000 ton towarów przewiezionych w roku 1927 świadczyło o dużym ożywieniu żeglugi towarowej na Kanale i przekonuje, że znaczenie gospodarcze tego obiektu było niebagatelne.

Można również zaznajomić się z osiągnięciami i problemami animatorów przedwojennej podelbląskiej turystyki. W ich relacjach tematyka Kanału pojawiała się nieodmiennie, jak temat dyżurny, a wnioski wypływające z tych wynurzeń nie wymagają większego komentarza i – krótko mówiąc -przeczą obiegowej opinii o Kanale jako obiekcie typowo turystycznym, przynajmniej w XIX wieku.

Pierwszy opis podróży po Kanale, podjętej w celach krajoznawczych – z czystej ciekawości dla obejrzenia powstałych tam cudownych urządzeń – powstał bardzo szybko. Opublikowany został w roku 1864 (zatem jeszcze przed budową piątej pochylni), a wyszedł spod ręki Bernharda Ohlerta. Trudno jednak uznać tę relację za datę narodzin turystyki na Kanale. Ówczesna żegluga miała charakter stricte towarowy (co Ohlert wyraźnie zaznaczył), zabierano wprawdzie przygodnych wędrowców, wymagało to wszak wcześniejszych uzgodnień z kapitanami jednostek. Niewiele zmieniło się po upływie lat czterdziestu. Jeszcze w 1901 roku profesor Robert Dorr, w przewodniku krajoznawczym po okolicach elbląskich, pisał tak: „[...] Te pływające po Kanale parowce należą do firmy A. Zedlera. Dobrze się zrobi, jeśli się najpierw dokładnie rozpyta, a także poprosi kapitana wybranego statku, by zabrał niezbędne ilości jedzenia i picia dla pasażerów, ponieważ statki te służą przewozowi towarów. Później zaczynamy podróż o 5 rano, na przykład parowcem „Bertha” przepływając najpierw rzekę Elbląg, a potem jezioro Druzno na całej długości. Im dalej znajdujemy się na południe, tym częściej spotykamy „kępy trzcinowisk”, pływające niczym wyspy, a przybywające tu z początkiem wiosny od strony Zalewu Wiślanego. Jeszcze dalej tor żeglowny staje się skanalizowany, po jednej stronie posiada usypaną drogę holowniczą, biegnącą po nasypie, którego skarpy są obsadzone wierzbami i wikliną. Za nasypami rozpościerają się trzcinowiska i sitowie. Taki krajobraz ciągnie się aż po Klepę, gdzie wyłania się pierwsza z. pochylni, w Nowych Kusach (dziś Całuny). Dalej następują kolejne pochylnie, przez miejscowych nazywane „ górami na kołach „, w Jeleniach, Oleśnicy, Kątach i Buczyńcu „.

Robert Dorr wymieniał jeszcze inne parowce należące do firmy A. Zedlera – były to Antonia” i ,Adela”. Jak podawał, pływały wyłącznie na zamówienie, na wybranej trasie pomiędzy Elblągiem, Miłomłynem, Ostródą, Iławą i Zalewem. Okienka biletowe znajdowały się przy tzw. „Wysokim Moście” w Elblągu oraz na przystani, z której odpływało się w kierunku Mierzei Wiślanej.

Rejsy do Krynicy Morskiej i Piławy cieszyły się wówczas większą popularnością wśród turystów, o czym świadczyła ich regularność i ustalona taryfa (podana przez autora przewodnika), rejsy „kanałowe” organizowano doraźnie, a opłaty za nie należało ustalać z kapitanami jednostek. Profesor podał jedynie jedną istotną informację dla zainteresowanych, taką mianowicie, że ewentualna żegluga turystyczna Kanałem Oberlandzkim była możliwa jedynie w każdą środę albo w piątek.

Jak z tego widać żegluga turystyczna po Kanale jeszcze na początku XX w. znajdowała się w powijakach i łączona była z transportem towarowym. Sensu stricte turystyczny czy krajoznawczy charakter miały jedynie rejsy motorowca „Martha” należącego do Elbląskiego Towarzystwa Komunikacyjnego, kierowanego przez Carla Pudora. Statek ten cztery razy w tygodniu kursował przez Jezioro Druzno do słynnych zajazdów „Trzy Róże” lub „Ostatni Grosz”, a następnie Dzierzgonką do Nowego Dolna i Bągartu. Stamtąd organizowano wycieczki piesze lub dorożkami do Kwietniewa – Świętego Gaju (legendarne miejsce śmierci Św. Wojciecha) oraz do Dzierzgonia, połączone ze zwiedzaniem zabytków tego małego, ale uroczo położonego miasteczka. Także w tym wypadku nie podano taryfy. Początek wycieczek ustalony był na placu przed „Domem Kąpieliskowym” zbudowanym przy rzece Elbląg przez Ignatza Grunau i Georga Wilhelma Haertla w roku 1814. Nawiązywano tym do chlubnych tradycji elbląskiej „romantycznej turystyki”.

Dopiero w roku 1912 powstała na Kanale żegluga turystyczna z prawdziwego zdarzenia. Zadania tego podjęło się przedsiębiorstwo przewozowe należące do Adolfa Tetzlafa z Ostródy (Reederei Adolf Tetzlaf). Pierwszym statkiem tej „oberlandzkiej białej floty”, nazwanej tak dla odróżnienia od „elbląskiej białej floty”, była „Seerose” czyli ,Jióża Jezior”. Jednostka ta mogła zabrać 79 osób i poruszała się z prędkością maksymalną 10 km/godzinę. Po pierwszej wojnie światowej dołączył do niej motorowiec ,M-S. Hertha”. Miał on 28 metrów długości, 3,5 metra szerokości, a zabierał około 100 osób rozwijając maksymalną prędkość 16 km/godzinę. W roku 1925 na wodach Kanału pojawił się ,M-S. Heini”, a w roku 1927 ,M-S. Konrad”, ten ostatni o długości 30 metrów, szerokości 425 cm, zabierający nawet 185 pasażerów i prujący z zawrotną szybkością 25 km/godzinę.

Około roku 1920 „oberlandzka biała flota” została wzbogacona o statki firmy przewozowej Muntera (Reedrei Munter), mającej swą siedzibę w Zalewie. Literatura przedmiotu nie podaje nazw należących tam jednostek pływających ruchu pasażerskiego (prawdopodobnie był to m.in.,, M.S. Obeńand”).

Wspomina się natomiast, że z usług całej oberlandzkiej żeglugi turystycznej korzystali głównie nauczyciele z klasami szkolnymi, pragnący zapoznać młodzież z osobliwościami technicznymi i atrakcjami krajobrazowymi Kanału. Oprócz nich popularne były również, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, „wycieczki zakładowe” organizowane np. przez stowarzyszenia geodetów, kartografów czy historyków z Pasłęka, Elbląga, Ostródy, Iławy, Zalewa, Miłomłynu, a nawet z Tczewa czy Malborka. Dopiero trzecia grupę tworzyli turyści indywidualni, pojawiający się na obiektach Kanału przygodnie lub z wyboru. Problem tkwił w tym (i tak pozostało niestety do dzisiaj), że podróż po Kanale była w gruncie rzeczy nużąca, zajmowała wiele godzin, a przebywanie kolejnych pochylni, najbardziej w końcu frapujący moment podróży, zajmowało wiele czasu i odbywało się według tego samego rytuału. Wystarczyło pokonać jedną, najwyżej dwie pochylnie, by dalej nudzić się i rozglądać za bardziej podniecającymi wrażeniami.

Dlatego elbląskie towarzystwa turystyczne i krajoznawcze starały się od początku XX w. uczynić wizerunek Kanału bardziej atrakcyjnym, łącząc żeglugę z innymi formami rekreacji i wypoczynku. Wtedy właśnie zwrócono uwagę na otulinę Kanału, tworzącą swoisty obraz unikalnej i jedynej w swoim rodzaju ..kultury Oberlandu”. Charakterystyczne jest zdanie, którym Carl Pudor rozpoczął prezentację Kanału w przewodniku po okolicach Elbląga, wydanym w 1907 roku i wznowionym w roku 1925: „..Wizyta na położonych w powiecie pasłęckim pochylniach Kanału Oberlandzkiego daje okazję, nie tylko poznania jedynych w swoim rodzaju, nie mających sobie równych w całej Europie urządzeń hydrotechnicznych, ale również obejrzenia nieprzebranego piękna naturalnego krainy, zwanej Oberlandem”.

Carl Pudor oraz Robert Dorr starali się lansować model turystyki w otulinie Kanału łączący rejsy żeglugowe z wycieczkami pieszymi oraz przejazdami kolejami i „tramwajami konnymi”. Zaproponowali kilka „modelowych tras”, które dokładnie opisali (z podaniem kilometrażu), a zatem przedstawili de facto koncepcję prawdziwych szlaków turystycznych. Przystankami na nich były wspomniane już dwory i pałace oraz liczne gospody i zajazdy. Właściciele tych gościńców byli zachęcani do przygotowywania oferty kulturalnej i rekreacyjnej dla odwiedzających elbląskie okolice gości oraz dla mieszkańców regionu.

Gmina Sieciechów

Gmina Sieciechów

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozienicach
Renata Maj it-kozienice@wp.pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

Nazwę swą bierze od znanego Pallatyna z czasów Księcia Hermana (1075r) -Sieciecha. Ród Sieciecha wywodził się z książęcego rodu Starzów Toporów (herb Topór z gwiazdą), który rządził państwem Wiślan do chwili połączenia się z Polanami. Re|on Sieciechowa był więc siedzibą książąt. Z nazewnictwem Sieciechowa związane są cztery miejsca w dolinie niecki Wisiano – Sieciechowskiej: 1. Gród ziemno – drewniany siedziba rodu Sieciecha, 2. Sieciechów – niegdyś targ, osada podgrodowa a później miasto, 3. Benedyktyński Klasztor w Sieciechowie, 4. Zamek Kazimierzowsko – Sieciechowski murowany Gród Sieciechowski. Gród położony był na jednej z wysoczyzn niecki (dzisiejsza nazwa Wójtowa Góra, leżąca w odległości I km od Sieciechowa) na wysokości 114,6 m.n.p.m., zaznaczonej na mapie topograficznej w kwadracie 125,33. Spełniał on rolę obronno – kontrolującą dwóch dużych szlaków wodnych Wisły i Wieprza.

Jak stwierdza kronikarz Gall Anonim: pomiędzy Sandomierzem a Płockiem nie było znaczniejszego grodu jak sieciechowski. Bronił on państwa polskiego przed napadem Litwinów, |adźwingów i Tatarów. Wisła płynęła tutaj kilkoma korytami. Wszystkie były kontrolowane przez pomniejsze grody pomocnicze. Główne koryto Wisły płynęło obok grodu i opływało go od południa i północy. Gród istniał od niepamiętnych czasów, Sieciech go tylko rozbudował, był własnością jego rodu, jak i ziemia leżąca w niecce sieciechowskiej. Własnością rodu Sieciecha gród pozostawał do 1132 r. t.j. do chwili wygubienia jego członków przez Bolesława Krzywoustego. Wówczas gród przeszedł na własność księcia i stał się siedzibą kasztelani. Jako kasztelania funkcjonował do połowy XIII wieku. Z chwilą gdy Wisła zmieniła swe główne koryto o 2 km na wschód, gród stracił na znaczeniu. Na miejscu grodu Sieciecha do niedawna można było znaleźć ceramikę średniowieczną a nawet i starszą oraz odłupki kamieni. Z Sieciechowem od niepamiętnych czasów związane są leżące wówczas wzdłuż Wisły: Swięcica – dziś Wola Klasztorna, Mozolice i Psary.

SIECIECHÓW- targ, osada, miasto, parafia

Sieciechów położony jest na jednej z wysoczyzn (114,2 m.n.p.m.) nad jeziorem polodowcowym – J. Czaple, a zarazem jedną z pomniejszych odnóg Wisły, która była kontrolowana przez pomniejszą strażnicę. Ta wysoczyzną będąca rozległejszą od grodowej została wykorzystana jako miejsce targowe. Przy targu powstała osada, a od 1232 r. miasto na prawie magdeburskim. W mieście powstała parafia p.w. św. Wawrzyńca. Pierwsza wzmianka pisemna o parafii pochodzi z 1191 r. Parafia była rozległa, obejmowała swym zasięgiem okolice dzisiejszego Kazimierza, Zwolenia, Kozienic, Stężycy i Dęblina. W dokumentach historycznych znajduje się zapis, iż na prośbę opata Stanisława, Władysław Jagiełło w 1432 r. ustanowił, (a może potwierdził) targ w środę i jarmark na święto „Dziesięciu „Tysięcy Rycerzy” oraz w uroczystość świętego Wawrzyńca, które to dni są odpustami w tutejszej parafii. Na obrzeżach tak dużej parafii powstały nowe: w XIII w. – Oleksów, w XIV w. – Regów, Stężyca, Kozienice, w XV w. Policzna.

Pierwszym znanym proboszczem był w 1473 r. Mikołaj pleban. Bractwo św. Anny istniało od 26 lipca 1602 r. Do i 707 r. kościoły budowane były z drewna, na podmurówce kamienne). W tymże roku kościół drewniany spalił się. Murowany, stojący do dzisiaj zaczął stawiać opat Józef Ligięza Kurdwanowski, a ukończył opat Wawrzyniec Bułchorowicz. Kościół konsekrował 22 października 1780 r. J. Lenczewski -biskup lubelski. W tym czasie sąsiednimi parafiami były: Oleksów. Grudek, Brzeźnica – filia sieciechowska i Stężyca. Do kościoła parafialnego w Sieciechowie na prawie farnym należało miasto Sieciechów, wsie -Bąkowicc , Wola Klasztorna, Zalesie, Nagórnik, Kępice i Łoje. Jak podają źródła hist. – „Dusz w parafii było 1737. Obce narodowości oprócz żydów na dwóch karczmach: sieciechowskiej miejskiej i łojowskiej, razem 12 osób”. Parafia Sieciechowska przejęła od parafii Stężyckiej w 1821 r. wsie znajdujące się na lewym brzegu Wisły : Przewóz, Głusiec, Łęg, Zajezierze i Wólkę Woj cieszkowską. W 1827 r. nabożeństwa przeniesiono z miasta do klasztoru, a w 1835 r. z powrotem wrócono do kościoła farnego. Kościół poklasztorny pozostał bez opieki. Proboszczowie zawsze mieszkali przy kościele farnym. Po śmierci ks. Stanisława Posobkiewicza w 1901 r. – ostatniego księdza dużej parafii sieciechowskiej (został pochowany i ma pomnik na cmentarzu tzw. starym), ks. Jan Kosiński przeniósł probostwo do kościoła poklasztornego i przy nim zamieszkał, zaś kościół w Sieciechowie stał się filią. Dzięki usilnym staraniom mieszkańców Sieciechowa, którzy nie chcieli pogodzić się z utartą 900-Ietniej parafii nastąpił w 1907 r. rozdział na parafię Sieciechów Miasto i Sieciechów Opactwo. W tymże roku parafię św. Wawrzyńca objął ks. Jan Buciarski. Parafia została podzielona niesprawiedliwie: Sieciechów Miasto liczył wówczas 913 mieszk., zaś Sieciechów Opactwo – 3897.

W czasie pierwszej wojny światowej kościół niewiele ucierpiał, nie licząc tynku pokaleczonego szrapnelami. Podczas drugiej wojny światowej Niemcy wywieźli z kościoła średni dzwon, który pochodził z 1515 r. W tradycji ustnej miasteczko miało przywilej lokacyjny, który opat Wereszczyński spalił i nadał nowy. Nowy przywilej bardzo uszczuplił granice miasta i obarczył mieszczan ciężarami. Przywilej opata Wereszczyńskiego potwierdzili królowie: Zygmunt III – dnia 24 lutego I 590 r. i Władysław IV – dnia 20 sierpnia 1634 roku. W roku 1665 Jan Kazimierz nadał miastu przywilej na cztery jarmarki w roku. Za Długosza miasto Sieciechów posiadało łanów 18 – t. j. (300 ha).

Na prośbę rzemieślników opat Rogowski w 1555 r. kazał spisać ustawy i zwyczaje, (jakie obowiązywały rzemieślników w innych miastach. Od 1505 roku istnieje w Sieciechowie przy kościele farnym szkoła początkowa. W albumie studentów Uniwersytetu jagiellońskiego znajdują się mieszkańcy Sieciechowa – Piotr, syn Stanisława 1512 r. – Jan, syn Jakuba 1513 r. – Klemens, syn Mariana 1514 r.

Synod Łęczyński z 1523 r. postanowił, aby w każdym miasteczku udzielano nauki. Jak długo szkoła początkowa funkcjonowała – dziś już nie wiadomo. W późniejszym okresie funkcjonowała szkoła przy klasztorze. Przywileje miasta były nagminnie ograniczane przez opatów Benedyktyńskich, aby miasto nie konkurowało z folwarkiem benedyktyńskim, w którym był browar i rzemieślnicy. Sądy odbywały się co piątek. Sądził wójt lub jego zastępca – landwójt. Kancelaria znajdowała się w mieszkaniu wójta. Tam też odbywały się wszystkie zebrania i wybory urzędników administracyjnych sądowych wybieranych spośród mieszczan. Za kradzież karano chłostą i wypędzeniem z miasta. Za zabójstwa – śmiercią przez powieszenie. Były dwie szubienice: jedna w rynku, druga poza miastem. Na pieczęciach miasta Sieciechów widniała drukowana litera „S” w koronie i trzy gwiazdy. Pieczęć burmistrza była owalna, zaś wójtostwa – kwadratowa. Sieciechów utrzymywał się z rolnictwa, rybołówstwa i rzemiosła. W XVII w. na skutek kilku pożarów miasta, morowego powietrza, napadów Kozaków oraz wylewów Wisły miasto zubożało. W 1785 r. znajdowały się w nim 53 place osiadłe i 28 pustych. W 1819 r. było 86 domów. Ludność składała się z 251 mężczyzn i 244 kobiet wyznania katolickiego. Po Powstaniu Styczniowym Sieciechów stracił prawa miejskie i stał się osadą. Od 1866 roku funkcjonowała znów w Sieciechowie szkoła początkowa. Z chwilą budowy twierdzy Dęblin i okolicznych fortów oraz łączących ich dróg, mieszkańcy Sieciechowa zatrudniani byli przy tych budowach. Tam nauczono się brukarstwa, z którego sieciechowiacy słynęli w całej Polsce przez następnych 100 lat.

Z historycznych zabytków w Sieciechowie pozostał kościół ze swym wyposażeniem, kamienie po podmurówce kościoła modrzewiowego, ulica Paryż, gdzie na głębokości 70 cm znajduje się unikatowa ulica lub chodnik z bali drewnianych, a także rynek, który swój kształt przybrał około 300 lat temu. Benedyktyni zostali sprowadzeni przez Sieciecha i osadzeni w grodzie. Dlatego też Sieciech rozbudowuje gród, co potwierdza Gali Anonim w swojej kronice. Mnisi zostali sprowadzeni z Prowansji o czym świadczą ich francuskie imiona. Zostali sprowadzeni w celach misyjnych, ale nie tylko. Sieciech bił monetę (denary) jakościowo lepszą od książęcej, robili to i nadzorowali Benedyktyni. Benedyktyni modlili się za swojego założyciela do końca swego pobytu na ziemi sieciechowskiej. Do dzisiaj możemy podziwiać fresk z postacią Sieciecha w kościele poklasztornym w Opactwie w presbiterium. po prawej stronie ołtarza głównego u góry. Po wygubieniu rodu przez Krzywoustego Benedyktyni obdarowani dobrami rodowymi Sieciecha, oprócz grodu, który stał się kasztelanią.

Benedyktyński Klasztor Sieciechowski

Znajdował się w grodzie sieciechowskim do chwili, gdy Wisła zmieniła swe koryto spod grodu i przeniosła się 2 km na wschód. Wtedy król Kazimierz Wielki budowę nowego zamku sieciechowskiego, a Benedyktyni przenieśli się na nowe miejsce w okolice zamku, na jedną z wysoczyzn (114.9 m.n.p.m). Przenosząc się na nowe miejsce rozebrali dotychczasową budowlę w grodzie i ponownie wznieśli ją na nowym miejscu. Działo się to w okresie pomiędzy 1342 -1352 r. Benedyktyni zabiegali u króla Kazimierza Wielkiego o potwierdzenie dawnego przywileju Bolesława Wstydliwego, który nadawał im rozległe tereny ziemskie po Sieciechu oraz nadania książąt i szlachty. W różnych okresach w skład ich dóbr wchodziło od 2 miast, 40 wsi; do I miasta i 20 wsi z jeziorami, rzekami, lasami i kamieniołomami. Benedyktyni byli dobrymi organizatorami pracy na swym terenie. W XV wieku założyli nowe wsie: Łoje, Kępice, Łęg, Zajezierze, Nagórnik oraz folwarki Słowikach, Zbyczynie i Janikowie, a także hutę żelaza w Rudzie. Całym majątkiem zarządzał opat wybierany przez zgromadzenie spośród zakonników. Tak było do 1598 r., kiedy to król zaczął mianować opatów. Za rządów nominentów królewskich klasztor sieciechowski zaczął popadać w ruinę. Począwszy od 1739 r. zakonnicy ponownie mogli wybierać opatów spośród siebie. Powróciły więc dobre lata dla klasztoru. Zaczął się on rozwijać gospodarczo i rozbudowywać. Powstał wtedy nowy kościół i budynki klasztorne. Klasztor posiadał stadninę koni z rodowodem, fabrykę powozów, browar, gorzelnię, kilka młynów oraz hutę żelaza. Benedyktyni prowadzili też szkołę średnią, założyli oranżerię, 1 I morgowy sad i piękny warzywnik. To tutaj znajdowała się pierwsza w Polsce szkółka drzew. Powstanie Kościuszkowskie i wojny napoleońskie zubożyły klasztor. Dekret arcybiskupa warszawskiego Malewskiego z dnia 18 kwietnia 1819 r. zniósł klasztor sieciechowski jak i wiele innych klasztorów w Królestwie Polskim. Dobra ziemskie oddano w dzierżawy, bibliotekę wywieziono do Warszawy do biblioteki Załuskich. Całe wyposażenie kościoła i klasztoru rozdano okolicznym parafiom, a resztę wywieziono do Sandomierza. Kościół i budynki poklasztome niszczały. Kościół wyremontowany przez społeczeństwo służył wiernym jako drugi kościół w parafii sieciechowskiej. W 1901 r. ksiądz Kosiński przeniósł parafię do kościoła poklasztornego. W 1907 r. nastąpił podział parafii na Sieciechów – Miasto i Sieciechów -Opactwo. Budynki poklasztome niszczały nadal (oprócz Przeoratu i budynków szkolnych). Badania archeologiczne na tym miejscu nie potwierdziły budowli grodu Sieciecha.

Zamek Kazimierzowsko-Sieciechowski

Po zmianie koryta Wisły w latach 1342-1352 gród Sieciecha nie spełniał już roli grodu kontrolującego Wisłę. Kazimierz Wielki zlecił budowę zamku murowanego z kamienia i cegły. Umiejscowił go na wysoczyźnie 114,6 m. n.p.m tuż przy głównym korycie Wisły, gdzie rzeka tworzy piękne zakola w kształcie litery „S”. Dzisiaj, w odległości 3 km od Sieciechowa znajdują się tam ruiny Fortu Bema. jak długo zamek pełnił swą rolę broniąc ziem Sieciecha i sąsiednich od wschodu – brak danych w źródłach pisanych. Unia Polski z Litwą odsunęła zagrożenie ze strony sąsiadów wschodnich, dlatego gród stracił swe znaczenie strategiczne. Ostatnia pisemna wzmianka o zamku pochodzi z 1575 r. Wtedy to w Stężycy, a dokładnie na błoniach folwarku zbyczyńskiego zbudowano dużą szopę otoczoną rowem, w której obradował Sejm Rzeczypospolitej. Jedna z partii, zwana „francuską” udała się na naradę do ruin zamku sieciechowskiego. Odtąd znana była ona jako Partia Sieciechowska. W końcu XVIII wieku ksiądz Siarczyński, proboszcz kozienicki i historyk wspomina, że widział już tylko resztki ruin zamku sieciechowskiego. Do czasów współczesnych zachowało się na tym terenie sporo odłubków kamienno-ceglanych i ceramika. Ktoś może zapytać – dlaczego tak mało pozostało z grodu Sieciecha i zamku sieciechowskiego. W naszej przepięknej niecce powiślańskiej zawsze brakowało materiałów budowlanych typu: kamień, cegła. Dlatego nasi poprzednicy wszystek ten cenny materiał z opuszczonych budowli rozbierali z fundamentami włącznie, aby móc wznosić nowe obiekty. Za przykład współczesny niech posłużą koszary 28 pułku artylerii lekkiej w Zajezierzu. Nic z nich nie pozostało, nawet bruk placu i ulic został wydarty. Jedynie w ścianach kościoła ocalały resztki murów.

Aczkolwiek najlepiej udokumentowane i najłatwiej dostępne w źródłach historycznych są informacje dotyczące głównych budowli i oraz miejsc szczególnych wydarzeń, przecież każda z licznych miejscowości tego terenu posiada własną ciekawą historię i wywodzą się z niej ludzie wybitni, których działanie wywarło wpływ na historię. Niejednokrotnie też, wywodząc się stąd i choć nie zawsze docenieni na własnej ziemi, wywierali wpływ na historię gdzie indziej. Chyba warto, aby wzmianka o nich znalazła swe miejsce w kolejnej, obszerniejszej niż ta publikacji…

GŁUSIEC – wieś szlachecka. W 13 77 r. znany jest właściciel Głuśca – Mikołaj. SŁAWCZYN – wieś otoczona rozległymi bagnami i łąkami. Choć Sławczyn nie przynależy administracyjnie do Gminy Sieciechów, to warto o nim wspomnieć z racjł powiązań historycznych. Gród w Sławczynie istniał od poł. X do poł. XI w. Wieś notowana w XIV w. W okolicy mają swe tokowiska znane z efektownych walk godowych, rzadkie już w środkowej Polsce ptaki bataliony. Gród w pobliskim Oleksowie istniał od poł. XIV do pocz. XVI w. i był siedzibą rodu rycerskiego, prawdopodobnie właścicieli Oleksowa – Gniewoszów. SŁOWIKI – Wieś notowana już w XV w. Dzieli się obecnie na Słowiki Stare, Słowiki Nowe i Folwark Znajdują się tu zanikające ślady cmentarza wojennego z czasów I wojny św. Na resztkach jego wapiennych murów można spotkać bardzo rzadki na niżu gatunek paproci górskich: zanokcicy zielonej i murowej. ZAJEZIERZE – Wieś na przeciw Dęblina, dziś na lewym brzegu Wisły, za j. Kępickim. Na łąkach nie istniejącej dziś wsi Łęg znajdował się wczesnośredniowieczny gród, wchodzący w skład systemu obronnego, kontrolującego szlaki handlowe w dolinie Wisły i Wieprza. Został on zniszczony podczas budowy twierdzy Dęblin w XIX w. Za wsią, przy drodze do Dęblina istnieje symboliczna mogiła – „kurhan Michała Okurzałego” – bohaterskiego kaprala poległego w sierpniu 1944 r. podczas próby przechwycenia przyczółka na lewym brzegu Wisły.

Symboliczna mogiła „KURHAN MICHAŁA OKURZAŁEGO”

Na jednej z tablic napisano: Bohaterowi 1 Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki kpr. Michałowi Okurzałemu, który po przeprawieniu się na zachodni brzeg Wisły zginął w sierpniu 1944r. nadając przed śmiercią swój ostatni meldunek]: Niemcy nas otoczyli… zasypują nas granatami. Krzyczą żeby się poddać… ale Polacy się nie poddają. Padł lektor Jakubowski. Zostałem sam, bijcie prosto na mnie… Jak najwięcej ognia… Niszczę radiostację… Bijcie na mnie… Niech żyje wolna Polska…!

Walory Przyrodnicze

Niewielka lesistość gminy i jej położenie w pradolinie Wisły decydują o wyjątkowych walorach przyrodniczych tego obszaru. Szerokie, nieuregulowane koryto Wisły z licznymi wyspami w różnym stopniu sukcesji stwarza dogodne warunki życia dla bardzo wielu gatunków fauny i flory Unikatowe w skali europejskiej jej wartości spowodowały, że Dolina Środkowej Wisły została zgłoszona do ochrony w systemie NATURA 2000. Ponadto proponuje się objęcie tego terenu ochroną poprzez utworzenie parku krajobrazowego. Miłośnicy ciszy i spokoju, a zwłaszcza obserwatorzy ptaków znajdą tu coś dla siebie. Występują tu bobry wydry, norki amerykańskie, dziki, sarny a czasem przewędruje tędy łoś. W okresie lęgowym spotkać tu można blisko 200 gatunków ptaków: sieweczkę obrożną i rzeczną, rybitwę rzeczną i białoczelną, kuliczka piskliwego, rycyka, ostrygojada, mewę srebrzystą, pospolitą i czarnogłową, zimorodka, brzegówkę, nurogęsia, płaskonosa, bociana czarnego, bąka, bączka, błotniaka stawowego i łąkowego. W trzcinach
i łozowiskach słychać brzęczkę, strumieniówkę, rokitniczkę, trzciniaka, trzcinniczka i dziwonię. Na przelotach Wisła stanowi ostoję dla tysięcy ptaków wodnobłotnych podczas ich wędrówek. Nierzadko spotkamy tu orła bielika. Ponadto występują: rybołów, czapla biała, ślepowron, drzemlik, żuraw, świstun, biegus zmienny, rdzawy i malutki, siewnica, brodziec śniady i pławny oraz kwokacz.

Twierdza Dęblin

Głównym projektantem i budowniczym twierdzy był generał rosyjski Iwan Den. Kamień węgielny pod budowę twierdzy położono w roku 1832, zaś w 1837 r. rozpoczęto główne prace budowlane. Trwały one do 1847 r. Twierdza Iwangorod, nazwana tak od imienia budowniczego, przetrwała do końca lat 70-tych XIX w. Pod koniec lat 70-tych XIX wieku, postanowiono twierdzę zmodernizować i przeznaczyć na obóz warowny przez wzmocnienie go wysuniętymi do przodu siedmioma fortami, z czego cztery zlokalizowano na prawym brzegu Wisły, pozostałe zaś trzy na lewym.

W okresie II wojny światowej twierdza Dęblin jako zespół ufortyfikowany nie odegrała żadnej roli, gdyż istniał on wtedy już tylko w stanie szczątkowym. Rejon jej stanowił jednak poważny węzeł komunikacyjny i przeprawy w Kampanii Wrześniowej 1939 roku i w czasie operacji wojsk polskich i radzieckich w 1944 i 1945 roku. W latach 1943-44 na terenie twierdzy znajdował się obóz jeniecki, określany jako Stalag 317. W 1944 r. w rejonie Dęblina toczyły się działania bojowe jednostek I Armii W. R pod dowództwem gen. Berlinga. W dniach 28.VII do 6.VIII. 1944 r. w ramach operacji brzesko-warszawskiej I Frontu Białoruskiego, mającej na celu opanowanie przyczółków na lewym brzegu Wisły, trwały tu krwawe walki. Do czasów współczesnych twierdza Dęblin dotrwała w stanie szczątkowym. Zachowały się niektóre elementy cytadeli, zachował się w dość dobrym stanie fort Nr ll-Mierzwiączka, oraz ruiny fortu VI – Wannowskiego. Pozostałe forty, choć całkowicie zniszczone, znajdują się jeszcze w układzie czytelnym. Całkowicie zniszczone są forty Nr I i IV oraz fort VIII – Gorczakowa.

Obiekty zabytkowe, Pomniki Pamięci Narodowej

Do rejestru zabytków wpisane są: Zespół kościelno-klasztorny benedyktynów we wsi w Opactwo, o niewątpliwej wartości zabytkowej i architektonicznej – [1]. Stanowi on zespół murowanych budynków barokowych z pozostałościami romańskim. Kościół wzniesiono w latach 1739-48. Wewnątrz znajduje się polichromia Szymona Mańkowskiego przedstawiająca portrety Bolesława Chrobrego i Sieciecha.; [2]-Kościół parafialny Św. Wawrzyńca w Sieciechowie. Wzniesiony w latach 1710-69. Większość wyposażenia w kościele pochodzi z XVIIIw., polichromia z wieku XIX. W XIX-wiecznej dzwonnicy znajdują się dwa zabytkowe dzwony (jeden gotycki z 1459 r., drugi z I869 r.) ; [VII] – Fort VII we wsi Głusiec ; [VI] – Ruiny fortu Wannowskiego we wsi Nagórnik Wielki; W Sieciechowie na ulicy Paryż, na głębokości 70 cm odnaleziono unikatowy chodnik z dębowych bali. Zabytkiem są także kamienie po podmurówce kościoła modrzewiowego, a także rynek Sieciechowa, który swój kształt przybrał ok. 300 lat temu. Na Wójtowej Górze można spotkać ceramikę średniowieczną, a nawet starszą. W Zajezierzu godny uwagi jest wybudowany ok. 1917 roku budynek dworca kolejowego. W całej gminie można spotkać przydrożne kapliczki i krzyże z początku XX w, a także drewniane domy z Końca XIX w.

Miejsca Pamięci Narodowej w Gminie Sieciechów

[1]- Cmentarz żołnierzy z czasów I wojny światowej w Słowikach Nowych; [2] – Mogiły pomordowanych partyzantów BCh , AK w na cmentarzu w Opactwie; [3] – Pomnik ku czci żołnierzy BCh i AK w Kępicach; [3] Pomnik 28 PAL w Zajezierzu; [4]- Pomnik / krzyż J.Piłsudskiego w Zajezierzu; [ ] Kopiec pamiątkowy z 1944 r. – Garczaków (Michał Okurzały).

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m