parafia

Parafia Świętego Mikołaja w Warce

Parafia Świętego Mikołaja w Warce

Z prawdziwą radością oddajemy w Wasze ręce pierwszy numer Informatora Parafialnego w Warce, a zarazem pierwszy w Archidiecezji Warszawskiej. Informator niniejszy powstał dzięki inicjatywie firmy AZUR, której wydawnictwami mogą się już cieszyć mieszkańcy innych parafii.

Wydawnictwa te mają na celu przede wszystkim informować parafian o aktualnych wydarzeniach, bieżących sprawach z życia ich parafii, ale też przypominać o przeszłości wszak tak stary kościół jak nasz może poszczycić się pewnymi tradycjami.

O tym właśnie zamierzamy pisać, bowiem w planach są kolejne informatory, a już za tym numerze znajdziecie na zastępie notatkę o naszym świętym patronie Mikołaju, biskupie Miry oraz o kilka słów o historii i wystroju kościoła, a także o tym, co się ostatnio ze naszej parafii działo.

Mamy nadzieję, że Informator odegra rolę integrująca nasze środowisko i spotka się z sympatycznym odbiorem z Waszej strony. Bardzo nam zależało na tym, aby wydanie pierwszego numeru zbiegło się ze świętem naszego patrona, przypadającym w dniu 6 grudnia i wielkim zaszczytem, jakim są odwiedziny Księdza Biskupa Mariana Dusia.

Na koniec składamy podziękowanie wszystkim firmom, które zamieściły w Informatorze swoją reklamę, w efekcie czego może on być rozprowadzany całkiem gratisowo.

jeszcze raz serdeczne Bóg zapłać! Proboszcz

Słowo o świętym patronie.

Święty Mikołaj z Miry od wieków otaczany szczególną czcią, czego wyrazem i dowodem jest m. in. to jak wiele kościołów w całej Europie obrało go za swego patrona. W samym tylko Rzymie możemy ich znaleźć aż kilkanaście, a i w Polsce posiadamy ich nie mało, wymieniając chociażby te najokazalsze w Gdańsku i Elblągu, sanktuaria na Śląsku i Pomorzu, nie zapominajmy, iż w kościołach pod innym wezwaniem znajduje się w sumie ponad tysiąc ołtarzy i wizerunków tego świętego. Jednak najstarsze ślady kultu św. Mikołaja związane są z Konstantynopolem, gdzie cesarz Justynian w VI wieku wystawił wspaniałą bazylikę, zaś w VII wieku inny władca — Bazyli Macedończyk w samym pałacu królewskim kazał wybudować kaplicę ku czci świętego. W tych czasach już udawały się liczne pielgrzymki do Miry miasta, w którym sprawował on zaszczytny urząd biskupa.

Mikołaj urodził się w mieście Patara w ok. 270 roku jako jedyne dziecko swoich rodziców, upragnione i gorąco przez nich wymodlone. Pochodził z zamożnej rodziny, ale od wczesnej młodości wyróżniał się hojnością, chętnie wspomagał ubogich i nigdy nie pozostawiał bez wsparcia bliźniego będącego w potrzebie. Na szczególne podkreślenie zasługuje tutaj fakt, że zawsze działał on skrycie, unikając rozgłosu. Jego skromności i pokorze towarzyszyła już od młodzieńczych lat wyjątkowa pobożność. Odkąd został biskupem miasta Miry (obecnie Demre) nie tylko nie zmienił swych godnych naśladowania obyczajów, lecz jeszcze gorliwiej sprawował swe obowiązki duszpasterskie. Biografowie tak czcigodni jak św. Grzegorz I Wielki opisują chwalebne czyny Mikołaja oraz cuda, których dokonywał. Było to m. in. osobiste wyproszenie łaski u srogiego cesarza Konstantyna dla niesprawiedliwie skazanych na śmierć młodzieńców z Miry; uratowanie modlitwą rybaków przebywających na morzu podczas straszliwej nawałnicy, dzięki czemu pozostaje on również patronem marynarzy i rybaków. Innym znów razem z wielkim poświęceniem ratował ludzkie życie i niósł pomoc dotkniętym zarazą. Posiadał podobno nawet moc wskrzeszania zmarłych, o czym opowiada jedna z legend. Pomimo powszechnego szacunku jakim się cieszył i jego dosięgnęły prześladowania za czasów cesarzy Dioklecjana i Maksymiliana, do tego stopnia, że znalazł się w więzieniu, gdzie przebywał do roku 313. Uwolniony dopiero na mocy edyktu mediolańskiego, oddany całą duszą Bogu i ludziom powierzonym jego opiece, dalej wypełniał wzorowo obowiązki biskupa Miry, aż do momentu, gdy Pan powołał go na wieczną służbę do Siebie w dniu 6 grudnia roku 345 (lub 352). Mikołaja pochowano w mieście, któremu poświęcił tyle pracy i miłości. Doczesne szczątki Świętego pozostawały tam do 1087 roku, kiedy sprowadzono je uroczyście do włoskiego miasta Bari i złożono w specjalnie przeznaczonym grobowcu w bazylice wzniesionej ku czci Mikołaja.

Bari, dumne ze swego świętego dwukrotnie w ciągu roku urządza uroczystości związane z kultem św. Mikołaja mianowicie: 6 grudnia w rocznicę śmierci oraz 9 maja — w dniu upamiętniającym sprowadzenie relikwii. Ceremonia majowa odtwarza wydarzenia sprzed wieków. Do przystrojonego przepięknie miasta wpływa statek z dwumetrową figurą świętego, którą następnie obwozi się po mieście specjalnym powozem, czemu towarzyszą procesje i korowody. Wszystko wprost tonie w kwiatach, a atmosferę przenika powszechna radość. Zupełnie tak jak wtedy, gdy święty Mikołaj przynosi prezenty, bo przecież z tym nam się on głównie kojarzy, z radością oczekiwania adwentowego i czarem Świąt Bożego Narodzenia.

W Polsce św. Mikołaj zawsze cieszył się wielkim poważaniem i to nie tylko z powodu podarków. W dawnych czasach oprócz wspomnianych już rybaków i marynarzy także pasterze obrali go za swego opiekuna i wierzyli, że pomaga im chronić trzody. Wielu słynnych Polaków nosiło jego imię np. Rej czy Kopernik.

Wśród 16 świętych i 6 błogosławionych Mikołajów, to właśnie nasz święty Mikołaj z Miry cieszy się największą sławą i otoczony został ponad wszelką wątpliwość zasłużoną czcią i chwałą.

Bądźmy dumni z naszego Patrona, rozważajmy w cichej modlitwie jego dzieła i niepospolitą skromność, i podążajmy drogą, którą nam wskazał.

Marzena Ziemska

Historia parafii świętego Mikołaja w Warce.

Pierwsze wzmianki o naszej miejscowości pochodzą z XI wieku, na ten okres niektórzy historycy przenoszą datę erygowania pierwszej parafii w Warce, jako że powszechnie przyjętym zwyczajem w średniowiecznej Polsce było zaznaczać swoją przynależność do świata chrześcijańskiego, wybudowaniem choćby najskromniejszego kościółka. Nie mogło być inaczej i tutaj — w Warce, dawnym grodzie i zarazem ośrodku powiatu.

Fundacja naszego kościoła powstała w XIII wieku, co prawdopodobnie wiązało się ze sprowadzeniem przez księcia Ziemowita I dominikanów, zaś sam przywilej nadania wystawił jego syn Bolesław, dzięki czemu zostali oni uposażeni w klasztor i kościół. Pod koniec XIV wieku wzniesiono kościoły Matki Bożej, św. Katarzyny oraz św. Mikołaja drewniany, konsekrowany w roku 1501 lub 1502. Budowę kościoła murowanego rozpoczętą w 1603 przerwał pożar w 1616, ale pomimo tych trudności kontynuowano na przestrzeni lat 1623-1635. Ponowne zniszczenie nastąpiło w 1656 roku i zapewne wiąże się z dramatycznym wydarzeniem historycznym jakim był potop szwedzki. Przetaczając się przez nasz kraj pozostawił za sobą tylko zgliszcza, a został powstrzymany w cudowny sposób za sprawą Jasnogórskiej Pani, której pierwszym rycerzem wówczas został ksiądz Kordecki.

Planowana budowa trójnawowego kościoła ostatecznie nie doszła do skutku, zrealizowano ją tylko częściowo, wznosząc nawę północną (lewą). Ponownej konsekracji w 1661 roku dokonał biskup poznański W. Tolibowski.

W drugiej połowie XIX wieku podjęto gruntowne prace nad remontem i przekształcaniem wyglądu świątyni, dodano m. in. niektóre ozdoby we wnętrzu, odnowiono bądź przemalowano obrazy zgodnie z ówczesnymi wymogami estetycznymi. W reszcie w roku 1899 kościół otoczono neogotyckim murem, w skład którego wchodziły kapliczki i dzwonnica.

Druga wojna światowa nie oszczędziła polskich miast ani kościołów. Warka szczególnie ucierpiała w 1944 roku z powodu zaciekłych walk o znajdujący się tu w bezpośrednim sąsiedztwie słynny przyczółek zwany warecko-magnuszewskim. Odbudowę znacznie uszkodzonego działaniami wojennymi kościoła zakończono w 1948 roku.

Przez wiele lat kościół św. Mikołaja był otwarty dla wiernych jedynie w niedziele i święta; decyzją Księdza Prymasa Kardynała Józefa Glempa dnia 15.06.1993r. erygowano nową parafię pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej w kościele pofranciszkańskim, tak więc odtąd w Warce istnieją dwie parafie.

W ciągu ostatnich pięciu lat dokonano we wnętrzu kościoła i najbliższym otoczeniu wielu widocznych zmian, żywimy nadzieję, iż wszyscy przyznają — zmian na lepsze, dowodzących odnowy życia religijnego i wspólnotowego. Do znaczących naszych osiągnięć należy remont generalny prezbiterium, którego uwieńczeniem była konsekracja przez Księdza Prymasa nowego ołtarza w dniu 6 grudnia 1997 roku; remont zewnętrznej elewacji, a wreszcie ostatnia z inwestycji, zrealizowana w bieżącym roku wyłożenie terenu wokół kościoła nową kostką brukową.

Zycie każdego chrześcijanina rozpoczyna się z udzieleniem pierwszego sakramentu czyli chrztu w świątyni, a kończy pożegnanie pogrzebem i złożeniem doczesnych szczątków w poświęconej ziemi, a zatem nie można nie wspomnieć również o otrzymaniu nowego cmentarza grzebalnego, sąsiadującego z cmentarzem komunalnym. Poświęcenie cmentarza odbyło się 2 listopada 1997 roku podczas uroczystej Mszy, odprawionej przez Księdza Biskupa Mariana Dusia.

Marzena Ziemska

Wystrój Kościoła świętego Mikołaja

Kościół nasz jest pięknie usytuowany na wzniesieniu, co w dawnych czasach miało nie tyle znaczenie estetyczne, co w pewnej mierze — strategiczne, dokąd bowiem jeśli nie do świątyni podążali wierni uchodząc przed najazdami wrogów, klęską żywiołową lub nawałnicą. Roztacza się stąd przepiękny widok na bliższe i dalsze okolice, których mieszkańcy wiedli niegdyś pobożny żywot zgodny z biciem dzwonu — serca parafii np. na Anioł Pański. Według niego mierzyli pory dnia, pracy i odpoczynku, znoju i wesela.

Dzisiaj również dla każdego chrześcijanina pozostaje on jakby drogowskazem w codziennym pośpiechu i zapędzeniu ku dalekim upragnionym celom. Tu możesz zwolnić tempa, przysiąść na chwilę, odetchnąć nieco od całego zgiełku świata, pogrążywszy się w modlitwie, a może i zadumie. A gdy już odmówisz i „Zdrowaś Mario…” , i „Ojcze nasz…” , spójrz dookoła. Jaki jest ten nasz kościół? Niczym blizny, nosi na sobie ślady wszystkich nieszczęść: wojen, najazdów, pożarów, tak starannie zamaskowane kolejnymi remontami, przebudowami itd.

W kruchcie zachodniej przywitają nas dwa barokowe krucyfiksy. We wnętrzu najpierw przyciąga oczy główny ołtarz, późnorenesansowy, z obrazem przedstawiającym Matkę Boską z Dzieciątkiem, z okalającymi go figurami świętych Jana Chrzciciela i Mikołaja Biskupa; nad nimi wznosi się również XVII -wieczna chusta św. Weroniki z wizerunkiem twarzy Pana, świadectwem jego cierpienia tuż przed ukrzyżowaniem. W niszach po bokach ołtarze św. Barbary (uprzednio pod wezwaniem Bożego Ciała) i św. Katarzyny. Św. Barbarze towarzyszą w dodanej tercji św. Andrzej i św. Jan Ewangelista, a ze zwieńczenia spogląda na nich Matka Boska Bolesna przyodziana w srebrną koszulkę; całość oddzielona od nawy głównej wysoką półkolistą arkadą. Z tej samej prawej strony, inaczej niż zazwyczaj w kościołach, ambona, po której krętych schodkach od dawna nikt nie wstępuje, aby wygłosić kazanie, w dobie głośników i wzmacniaczy. Może trochę żal.

Po przeciwnej północnej stronie, jako zakończenie jedynej bocznej nawy, zupełnie inna w nastroju kaplica pod wezwaniem św. Krzyża, dawniej zwana Literacką, z przepiękną dekoracją rzeźbiarską ołtarza, którego centrum stanowi krzyż z Panem Jezusem. Niskie, przy-ciężkie sklepienie kolebkowo-krzyżowe zdaje się przytłaczać i nas, i ten krucyfiks jakby dźwigało na sobie bezmiar grzechów całego świata. Niewiele światła przedostaje się przez koliste okienko osadzone w rozglifionej wnęce, co potęguje uczucie powagi wobec mrocznego misterium męki pańskiej, zmusza nas wręcz, aby uklęknąć i zatopić się w rozważaniach, a oto objawi nam się zaraz i ta myśl podniosła: po Golgocie nastąpi wszakże Zmartwychwstanie. Wielki jest urok tego niezwykłego miejsca!

Przenosząc to radośniejsze wrażenie, przejdźmy z powrotem do środka głównej nawy i wznieśmy wzrok ku górze, gdzie Matka Boża z Dzieciątkiem w otoczeniu Aniołów, grających i śpiewających na Jej cześć, króluje w niebie-siech. Wokół symbole Jej cnót źródło krystalicznie czystej wody, śnieżnobiałe lilie, łagodne gołębice. Oprócz tego przedstawienia mamy też XVII-wieczną kopię malowidła Matki Boskiej Częstochowskiej, i namalowany również w XVII wieku na blasze miedzianej wizerunek św. Jacka Odrowąża z Matką Bożą z Dzieciątkiem.

Większość obrazów przemalowano w XIX wieku. Może wydawały się zbyt staroświeckie, barwy straciły wyrazistość okopcone dymem świec płonących codziennie przez dziesiątki lat. Nie znano zresztą współczesnych metod odnawiania i konserwacji dzieł sztuki, ale zrobiono to, co w odczuciu tamtych ludzi zdawało się najlepsze i nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy jak owe malowidła wyglądały; pozostaną tylko domysły, otoczone mgiełką tajemnicy. Każda epoka dodaje coś od siebie. I my staramy się pozostawić po sobie — coś równie trwałego i pięknego: czy to marmurową posadzkę w prezbiterium, czy kostkę na dziedzińcu lub nową plebanię. Uszanujmy i miejmy zawsze na względzie wszystko, co zostało odziedziczone po ojcach, dziadach i pradziadach. Wielu jest przecież mieszkańców parafii św. Mikołaja od pokoleń związanych z Warką. Uczyńmy zatem co w naszej mocy, abyśmy mogli być dumni z naszej parafii, a dobry Bóg nam pobłogosławi i nie opuści w potrzebie!

Marzena Ziemska

Słodkie wspomnienia

Słodkie wspomnienia

Jak to się stało, że tuż obok, na wschodnich rubieżach wsi Jasieniec wyrosła wioska o dźwięcznej nazwie Czersk, nikt już dziś tego nie dociecze. To, że nowe domy wznosiły się obok jasienieckich, nie jest znów takie dziwne, zważywszy ze Jasieniec rozrastał się ponad miarę i ludzi przybywało zewsząd mrowie, zwłaszcza w końcu XIX wieku. Dlaczego jednak wyodrębniła się zupełnie nowa wieś oddzielona od Jasieńca jedynie krótką uliczką, nie wiadomo. Nawet jeden z najstarszych mieszkańców wioski – Jan Wągrodzki, wielki miłośnik Jasieńca i znawca jego przeszłości – bezradnie rozkładał ręce. Na nic się zdały jego wieloletnie w tym zakresie badania i znakomita mimo upływu lat – pamięć. Ponadto nie było w pobliżu żadnych czarnych lasów, ani też ciemnych wód, by stąd choćby wywodzić nazwę przysiółka. Jedynymi „ciemnymi” plamami w okolicy, były dość podmokłe grunty, położone w okolicach leniwie tu meandrującej Kraski, ciągnące się od Warpęsów po Boglewską Wolę. To zaś było raczej powodem do dumy niż wstydu. Co by jednak nie mówić, był sobie ten drugi Czersk pod Jasieńcem nie bez kozery, bowiem nazwa ta wielce przewrotnie nadaną mu była.

Być może nie warto byłoby nawet o tym wspominać, ot wioska jak inne, niczym szczególnym się z pozoru nie wyróżnia. Warte jednak wspomnień, są jej bliźniacze związki z przyległym Jasieńcem, a były to zależności nie byle jakie. Czersk bowiem był przedsionkiem Jasieńca i jego sypialnią, efektem wielkoprzemysłowych aspiracji i krzty zjadliwości jakiejś. Toć to Czersk przecie był wsią służebną Jasieńca, a kto by tam dochodził, który to Czersk.

Aby jednak ustalić wzajemne relacji obydwu wsi, należy odnieść się do dziejów Jasieńca.

Pierwsze informacje o Jasieńcu pochodzą z około połowy wieku XIV. Wówczas to ukazał się pierwszy dokument, w którym wzmiankowano jasieniecką parafię, choć informacje o istniejącym we wsi kościele, są prawie o sto lat wcześniejsze! Wzmianka ta dotyczyła parafii już istniejącej i wprzęgniętej w administracyjny mechanizm polskiej państwowości. Młodej jeszcze co prawda, ale już dobrze okrzepłej. Jej dzieje sięgają prawdopodobnie wieku XII, jako że wówczas to – z fundacji rodziny Jasienieckich herbu Jasieńczyk – wystawiono tu niewielki drewniany kościółek. Parafię erygowano nieco później, podkreślając w ten sposób nadrzędność wioski w stosunku do sąsiednich.

Był więc kościółek w Jasieńcu symbolem władzy i świadectwem możności wsi. Wznoszono w nim modły przez długie lata, aż zdarzyło się nieszczęście! Zaprószony ogień szybko strawił świątyńkę, i miejscowy pleban, którego wymieniono w dokumentach z 1472 roku – Mikołaj Warponż, przez pewien czas odprawiał msze pod prostym krzyżem, prosząc wiernych o datki i pokorę. Widać działania jego na coś się przydały, bowiem może to dzięki nim lub ślepej fortunie, w niedługim czasie wzniesiono we wsi kolejną drewnianą budowlę, wyświęcając ją w 1603 roku i ofiarowując Duchowi Świętemu. Parafii stawała się coraz obszerniejsza. W roku 1540 należało do niej 21 wsi, ale już w roku 1616 stanowiła ona religijne centrum dla 27 miejscowości okolicznych. Była drugą co do wielkości po parafii grójeckiej.

Czas jednak robił swoje. Mimo opieki wiernych w ponad wiek potem i ten kościół uległ zniszczeniu. Może było to umyślne działanie patrona kościoła, bowiem w niedługi czas po tym wydarzeniu, sam kasztelan ciechanowski, Władysław Grzegorzewski, generał major regimentu gwardii królewskiej, darował nieco grosza na budowę nowego, murowanego już kościoła. Muratorzy przystąpili do budowy w 1747 roku pod nadzorem znakomitego, a wielce sławnego architekta i autora projektu budowli – Jakuba Fontany, kończąc ją w roku 1754.

Wielkie to były dla Jasieńca dni. Kościół jaśniał tysiącem świec, grzmiąc wspaniałymi akordami dziękczynnych hymnów i naprawdę cieszył oczy harmonią kształtów. Było na co patrzeć.

Nazwa wsi Jasieniec jest typową nazwą florystyczną i pochodzi bez wątpienia od przepastnych borów porastających niegdyś te okolice, a w których to potężne jesiony prym wiodły, czcią napawając słowiańskich a mazowieckich przecie poddanych. Źródłosłów tej nazwy potwierdza również nazwa niedalekiej, bo odległej od Jasieńca o niespełna 2 km na wschód wsi Jasionna. W roku 1508 pisano tę nazwę – Jassyenycze, ale już w 1569 roku, piszący wymieniali ją w dokumentach jako Jasieniecz.

Zmieniały się czasy, zmieniali się ludzie, a i wieś przechodziła z rąk do rąk. W roku 1819 urodziła się w Jasieńcu jedna z pierwszych polskich emancypantek, prekursorka walk o równouprawnienie kobiet – Eleonora z Gagatnickich Zamięcka. Była ona autorką licznych dzieł filozoficznych i pedagogicznych, między innymi: „Myśli o wychowaniu kobiet” i „Kurs nauk wyższych dla kobiet”, w których pierwsza poruszyła myśl o reformie nauczania i wychowania dziewcząt. Jej śmierć w 1869 roku w niczym nie zmieniła rozwoju Jasieńca. Przeszła bez echa, a ona sama została na długie lata zapomniana, gdyż kolejne rocznice jej śmierci były tak samo ciche jak ona. A warto by choćby z perspektywy lat spojrzeć na jej osiągnięcia w dziedzinie, której poświęciła swoje dość krótkie życie.

Lata jednak mijały. Zmieniały się pokolenia i zmieniał się sam Jasieniec. Choć biednie się żyło siermiężnym poddanym, nie żałowali grosiwa na utrzymanie swojej wspaniałej świątyni. Nie żałowali go także miejscowi i okoliczni dziedzice. Właściciele Jasieńca – Domańscy i Suscy a następnie – Jarnatowscy, na własny koszt przeprowadzali remonty bieżące i fundowali niezbędne wyposażenie.

Gorące widać były modły parafian, skoro w końcu XIX wieku zaczęli do Jasieńca przybywać ludzie z różnych stron kraju, a najwięcej z Mazowsza. Przybywali tu agitowani przez miejscowych posiadaczy, którym przewodzili Jan Tadeusz książę Lubomirski i Antoni Dali Trozzo. Postanowili oni wraz z innymi w Jasieńcu zlokalizować największy wówczas zakład przemysłowy w grójeckiem – cukrownię.

Dlaczego właśnie cukrownię, trudno dziś dociec, w każdym razie oczywistym jest, że powodem wzniesienia tego rzadkiego wówczas zakładu, nie była bynajmniej troska o mieszkańców wsi. Taka była po prostu koniunktura i interesy okolicznych 16 właścicieli okolicznych dóbr, którzy postanowili zbić niezłą fortunę na tym słodkim surowcu.

W roku 1867 Spółka Akcyjna – powołana przez wspomnianych już, a co zamożniejszych ziemian – uruchomiła ów zakład, dając zatrudnienie i chleb wielu mało i bezrolnym chłopom. Oni to właśnie stawiali pierwsze niewielkie domki nieopodal Jasieńca, znajdując tam wypoczynek i dach nad głową. Czersk – bo tak później nazwano ów przysiółek – co prawda widzieli jedynie nocą, bowiem w dzień pochłaniała ich wyczerpująca praca w ja-sienieckiej cukrowni. Jej budynki wzniesiono tuż u zbiegu dróg wiodących z Grójca do Warki i z Jasieńca do Zbroszy i Białobrzegów przez Promnę. Nadano jej nazwę „Czersk”.

I w tej nazwie należy szukać rozwiązania owej zagadki związanej z nazwą przyjasienieckiego Czerska. Otóż Jasieniec nie był lak bardzo znany. Kojarzył się z Jasieńcem radomskim, a to nie rokowało dobrej reklamy cukrowni. Użyto więc przewrotnie nazwy „Czersk”, aby zakład jednoznacznie kojarzył się z ziemią czerską, a ów Czersk był przecie w całej Rzeczypospolitej znany. Ponieważ owa pod jasieniecka osada pracowników cukrowni, położona była opodal zakładu, oddzielona jedynie parkiem dworskim, przeto z czasem – około 1880 roku – Czerskiem ją nazwano, potwierdzając ją jako integralną część cukrowni.

Wspomnieć się godzi, że od tego czasu datuje się historia przeprowadzonego przez Jasieniec traktu grójecko – wareckiego. Niegdyś przed laty najkrótszy szlak z Grójca do Warki wiódł przez Krobów, Kociszew, Olszany, Międzechów i Laski. Z chwilą uruchomienia jasienieckiej cukrowni, dawny szlak został poniekąd zaniechany, bowiem Jasieniec odtąd stanowił ważny etap na nowej trasie, którą przeprowadzono od Skurowa przez Pabierowice, Rytomoczydła i Nową Wieś, łącząc w ten sposób majątki liczących się w okolicy dziedziców, wśród których był właściciel Boglewic – Edward Berson. Cóż, byli przecież udziałowcami i chyba dobrze się stało, bowiem droga ta dla Jasieńca stała się pierwszym i strategicznym oknem na świat. Drugie okno otworzyła – uruchomiona w roku 1920 – bocznica grójeckiej kolejki wąskotorowej.

Pełną parą pracowały myjnie i destylarnie. Wioska rozrastała się i zamożniała. Powołano Straż Ogniową i orkiestrę dętą, wielką wówczas rzadkość na polskiej prowincji. Instrumenty kosztowały krocie! Instytucje te stanowiły wielką dumę mieszkańców Jasieńca i nie lada zazdrość wzbudzały w okolicy. Członkami Straży byli przedstawiciele miejscowej elity i ksiądz proboszcz także! Jasieniec przeżywał okres największej prosperity.

Mimo niewątpliwych korzyści wynikających z uruchomienia tu właśnie cukrowni, co pozwoliło na wzrost zamożności mieszkańców, urbanizację wioski i jej kulturalny rozwój – była tu nawet świetlica, szkoła dla dzieci pracowników, a nawet szpital dla ubogich, mający długoletnią tradycję od 1737 roku – nieszczęście przyszło nagle. Kryzys owych czasów nie ominął i jasienieckiej cukrowni. Z szesnastu członków założycieli i kilkudziesięciu udziałowców, zaczęli się wykruszać mniej majętni i bardziej narażeni na rynkowe kaprysy. Popyt na cukier – mimo pewnego zapotrzebowania – i taniego surowca produkowanego we wzorcowych wówczas gospodarstwach Suskich i Janaszów w Dańkowie i innych majątkach w okolicach Jasieńca, znacznie zmalał. Upadek firmy był nieuchronny. Co przezorniejsi pozbywali się akcji ratując co się da, inni po prostu zbankrutowali.

Cukrownia zakończyła swoją działalność w 1927 roku, zmuszając wielu pracowników do zarobkowej emigracji do niedalekiej Warszawy i do nędzy tych, których na ową emigrację stać nie było, choćby z braku odwagi. Ostatnim dyrektorem cukrowni był Stanisław Waligórski. Zawiesiła działalność – z powodu braku sponsora – Straż Ogniowa i pokryły się patyną niegdyś złociste hełmy junaków. Wioska stała się smutna i szara. W dawnych budynkach cukrowni zlokalizowano składy i magazyny rolnicze, przejęte przez zarząd komisaryczny. Wkrótce zresztą i te zmieniły właściciela. W niektórych pomieszczono szkołę do dziś zresztą istniejącą pod szyldem Szkoły Mechanizacji Rolnictwa. Znikły pozostałe urządzenia i maszyny, a w dawnym budynku administracji cukrowni przez lata miał swoją siedzibę Urząd Gminy.

Pasmo niepowodzeń trwało. Przeżył Jasieniec trudne lata okupacji. Z trudem wielkim egzystował w powojennej rzeczywistości. W roku 1962 została zlikwidowana trakcja osobowa kolejki łączącej Jasieniec przez Grójec i Piaseczno z Warszawą, a w roku 1965 uległa likwidacji trakcja towarowa. Fascynowano się wówczas możliwością manewrową i tanią eksploatacją samochodów. Zamknięto drugie okno Jasieńca.

W tym mniej więcej okresie nastąpił kolejny zwrot w dziejach wsi. Co światlejsi rolnicy posyłali swoje dzieci do szkół, a te wracały z nich pełne wiedzy i zapału. Na niezbyt urodzajnych gruntach poczęły wyrastać jabłoniowe sady, zieleniejąc się wśród pól i skrząc różnobarwnym kwiatami wiosną. Jasieniec zamożniał. Był to efekt owej tradycyjnej już zadziorności i uporu jasienieckich ludzi, pomnych na swój historyczny rodowód. Zresztą różnie z tą historią bywało i choć niektórzy mieszkańcy gminy biedę klepali, to uporu, wytrwałości i hartu było w nich wiele. Być może cechy te pozostały po licznej tu niegdyś szlachcie zagonowej biedującej w sąsiednich Tworkach i Gośniewicach, których w wieku XVI spora tu ilość była. Nawet w rodowych Gośniewicach zagonów już im nie stało. Ba, sami Gośniewscy herbu Nowina liczyli w roku 1504 tylko 10 głów, ale w roku 1540 już 25. Taką biedę klepali, że zmuszała ich ona do wynajmowania się za płatnych, a fałszywych świadków w różnych sądowych sporach pieniaczy, przecież jednak zamożniejszych od nich. Wszystko dla chleba. Może i bieda zmuszała ich do tego, może wrodzone warcholstwo i choć sławni byli z tego, to sławniejsi byli jako niezwykle bitni żołnierza, sławę Jasieńca i Gośniewic daleko poza granice Rzeczpospolitej niosąc. Znano ich dzielność nawet w Prusach!

Niewiele już śladów pozostało po jasienieckiej cukrowni, w miejscu gdzie dziś się znajduje szkolne boisko sportowe. Biegające tam dzieci nawet nie wiedzą, iż przed niewielu przecież laty, miejsce to było obiektem dumy mieszkańców Jasieńca, ich źródłem egzystencji i…pożądania przybyszów. O cukrowni nie pozostały nawet słodkie wspomnienia! Zapomnienie pochłonęło ją tak samo, jak podobne jej zakłady w okolicy: młyn parowy w Falęcinie czy fabryki płótna w Grójcu i Błędowie.

Jedynym śladem tamtych czasów są na pewno dość dobrze zachowane okoliczne dwory i ich pozostałości położone w okolicach Jasieńca. Wiele przetrwały, ale świadczą o solidności wykonania, okraszonego dywidendami z jasienieckiej cukrowni. Warto popatrzeć na piękne budowle w niedalekich Pabierowicach, Turowicach, Woli Boglewskiej czy Woli Łychowskiej. Trzeba odwiedzić przepiękne Warpęsy rodziny Suskich. Wspaniała to historia i temat na wiele opowiadań. Dzieje każdej z tych miejscowości to swoista lekcja tradycji i patriotyzmu, lekcja historii.

Mimo wielu zmian, zatarcia śladów dawnej pięknej przeszłości, jest dziś Jasieniec dużą wsią gminną i siedzibą władz lokalnych. Nadal dominuje nad okolicznymi wioskami i jest stolicą parafii obecnie pod wezwaniem Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny. Takim chyba już pozostanie. Jak dawniej sąsiaduje z Czerskiem, którego miano powoli wychodzi z użycia. Choć ten ostatni nadal pozostaje odrębną jednostką administracyjną, to dziś rzadko już kto przyzna się do tego, że mieszka w Czersku, cedując to na rzecz Jasieńca.

W miarę upływu czasu wiele się wokół Jasieńca zmieniło. Popadające niegdyś w ruinę okoliczne dwory we wspomnianych już miejscowościach, zaczynają żyć ponownie. Pieczołowicie restaurowane, tkwią w otaczających je pięknych parkach i choć wszystkie wymagają jeszcze wielu prac, są świadectwem. tych, którzy w niech niegdyś mieszkali, przyczyniając się walnie do niegdysiejszej, a może i dzisiejszej sławy Jasieńca. Może owa wielkość wynika z nadmiaru lokalnego patriotyzmu mieszkańców, pomnych że właśnie tu istniał niegdyś zakład, którego już nie ma i nigdy już chyba w tym regionie nie będzie.

Nazwa jasienieckiego przysiółka Czersk pozostała tylko dla podtrzymania tradycji, choć może dziwnym zrządzeniem losu, nazwa ta podtrzymuje pamięć o wielkoprzemysłowych ambicjach Jasieńca.

Autor: Andrzej Zygmunt Rola – Stezycki, Dyrektor

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m