Marek Kamiński – Zimowy Spływ Kajakowy Wisłą
Marek Kamiński – Zimowa Ekspedycja WISŁA 2010
Sezon kajakowy rozpoczynamy od kwietnia.
Nie czekaj na ostatnią chwilę. Zarezerwuj swój termin.
Kontakt telefoniczny po prawej stronie.
Podróżnik, polarnik, autor książek i fotograf. Pierwszy i jedyny człowiek na świecie, który zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku bez pomocy z zewnątrz. Jest autorem książek o tematyce podróżniczej i laureatem wielu nagród; odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 1996 roku założył Fundację Marka Kamińskiego, zajmującą się realizowaniem dużych projektów społecznych, skierowanych do wybranych grup osób, ze szczególnym uwzględnieniem osób niepełnosprawnych. Fundacja tworzy również i koordynuje programy edukacyjne, propaguje ekologię oraz promuje młodych uczestników wypraw. Prowadzi swój blog na www.marekkaminski.com. W dorzeczu Wisły znajduje się ponad połowa powierzchni Polski. Chciałbym pokazać, jak wielki skarb mamy w samym sercu Europy, i jak można z tego potencjału skorzystać – mówi Marek Kamiński.
By to zrobić, Marek Kamiński, sam, bez pomocy z zewnątrz, płynie Wisłą kajakiem w warunkach zimowych. Pokona łącznie 959 km od źródeł Wisły do jej ujścia w około 2 tygodnie. Nocował na brzegu Wisły lub na wyspach, pije przefiltrowaną wodę z rzeki i je potrawy z wiślanych ryb.
Zimowa Ekspedycja Wisła ma na celu udowodnić, że w sercu Europy można przeżyć równie niezwykłą przygodę jak na rzekach Alaski czy Syberii oraz pokazać potencjał przyrodniczy, turystyczny i ekonomiczny królowej polskich rzek. Ma zachęcać do aktywnego trybu życia, szczególnie tego związanego z wodą i Wisłą. W razie niebezpieczeństwa Marek Kamiński będzie mógł liczyć na pomoc dzięki spot finder’owi. Jest to urządzenie, które lokalizuje położenie osoby. To urządzenie jest również wyposażone w funkcję wzywania pomocy.
Codzienne relacje z wyprawy znajdują się w dziale CO NOWEGO, blogu marekkaminski.com oraz na serwisach społecznościowych – twitter, blip, facebook, nasza klasa, national-geograhic.pl. Natomiast zdjęcia i filmy można oglądać na stronie ekspedycyjnej w dziale – GALERIA i MULTIMEDIA!!! Zapraszamy również do śledzenia najnowszych informacji na temat Ekspedycji na stronie Fundacji Marka Kaminskiego www.kaminski.pl i na stronach naszych partnerów.
Cele Zimowej Ekspedycji Wisła:
- udowodnienie, że można przepłynąć 1000 km w sercu Europy, przeżywając równie niezwykłą przygodę jak na rzekach Alaski czy Syberii,
- pokazanie nowych trendów w turystyce, a Wisły jako produktu turystycznego porównywalnego do Tatr, Mazur czy Białowieży,
- promocja Wisły, jej możliwości i piękna w niecodzienny sposób,
- propagowanie aktywnego trybu życia,
- obalenie mitu na temat Wisły,
- udowodnienie, że można pić z niej wodę,
- udowodnienie, że można przepłynąć Wisłę w całej jej “dzikości” zimą nie korzystając z pomocy z zewnątrz,
- stworzenie materiału filmowego i zdjęciowego, realizowanego przez profesjonalne zespoły.
Polska Amazonka
Hasło przywrócenia królowej rzek Polsce przyświecało członkom wrześniowej Ekspedycji Wisła, którzy pod przewodnictwem podróżnika Marka Kamińskiego wyruszyli na miesięczny spływ kajakowy od źródeł Wisły do jej ujścia. Ostatnia dzika rzeka Europy nie zawiodła i dostarczyła uczestnikom wyprawy niezapomnianych wrażeń. Uczestnicy chcieli przybliżyć wiedzę o europejskim dziedzictwie kulturowym wśród młodzieży, promować aktywność Polaków związaną z wodą, a w szczególności z Wisłą, uświadomić wszystkim problemy środowiska, promować aktywność osób niepełnosprawnych. Akcja spotkała się z bardzo szerokim odzewem, zarówno osób prywatnych, jak i organizacji, oraz samorządów miast i gmin na trasie. Po zakończeniu projektu i pierwszych podsumowaniach powstał pomysł stworzenia szerszego projektu – Szlak Wisły, realizowanego we współpracy z Ministerstwem Środowiska, Infrastruktury, Edukacji, Kancelarią Sejmu, Polską Organizacją Turystyczną, Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska, samorządami i innymi organizacjami. Wisła jest największą rzeką w Polsce. Jej długość wynosi 1047 km, a dorzecze zajmuje powierzchnię 194 424 km2, co stanowi ponad połowę powierzchni Polski. Źródła rzeki znajdują się na wysokości 1106 m n.p.m. na zachodnim stoku Baraniej Góry w Beskidzie Śląskim. Są to Biała i, uznawana za pierwotne źródło, Czarna Wisełka. Zasadniczy kierunek biegu Wisły jest południkowy. Rzeka przepływa przez 6 województw. Średni przepływ roczny (przy ujściu rzeki) wynosi 1054 m³/s, a maksymalna różnica stanów wody wynosi 10 m. Umownie bieg Wisły dzieli się na 3 odcinki – górny od źródeł do Sandomierza, środkowy od Sandomierza do ujścia Narwi z Bugiem oraz dolny od ujścia Bugu do ujścia do Bałtyku. Zimowa Ekspedycja Wisła posiada swoją stronę fanowską na Facebooku! Znajdziecie tam najaktualniejsze informacje o postępach ekspedycji. Umieszczane są tam również zdjęcia i filmiki, które przesyłacie do Fundacji i Instytutu Marka Kamińskiego. Zapraszamy Was do grona naszych przyjaciół!
Partnerem Zimowej Ekspedycji Wisła jest kanał dokumentalny PLANETE. Zapraszamy na stronę www.planete.pl, gdzie również znajdą Państwo relacje z wyprawy! Podróżnik na swojej prywatnej stronie www.marekkaminski.com umieszcza relacje z wyprawy.
Tutaj czeka na Was świeża porcja informacji:
Marek minął koło południa jeden z najniebezpieczniejszych odcinków na Wiśle – Diabelską Skałę na 119 kilometrze, przed Nowym Brzeskiem.
8 marca – DZIEŃ DRUGI – Z TYŃCA DO ŚLUZY PRZEWÓZ
Pierwszego dnia, niestety, wszystkie trzy śluzy były zamknięte – to był bardzo męczący dzień dla Marka. Namiot rozbił pod klasztorem w Tyńcu. Serdeczni, jak zwykle, benedyktyni, zaprosili Marka do siebie, ale wieczorem było tyle pracy, że dopiero rano wstąpił, żeby się przywitać i chwilę porozmawiać. Zdążył tylko wypić szklankę wody i trzeba jechać dalej. To był krótki dzień, jeśli chodzi o przepłynięte kilometry – do śluzy Przewóz na na „92,6″ kilometrze jest z Tyńca 30 km. Tego dnia śluzy były łaskawsze: śluzy Kościuszko („66,4″ kilometr) i Dąbie („80,8″ kilometr) otworzyły swoje podwoje) W nocy -12 stopni.
7 marca – KIERUNEK KRAKÓW
Pierwsza noc i poranek Marka Kamińskiego w namiocie podczas Zimowej Ekspedycji Wisła minęła. Zobacz co nowego u Marka Kamińskiego. http://www.youtube.com/watch?v=NltJv0LXoKk, KILKA SŁÓW DO WAS OD MARKA KAMIŃSKIEGO: Wszystkim dziękuję z całego serca za wsparcie i życzliwość. Myślę, że to dzięki Waszej energii zdołałem dopłynąć do Tyńca. www.youtube.com/watch?v=-MdQy8EUnZA
6 marca – PIERWSZY DZIEŃ WYPRAWY
Ostatnia noc w klasztorze Franciszkanów w Harmężach i o godz. 6.30 start w Brożkowicach na „0″ kilometrze Wisły. Pogoda ładna, słoneczna, ale noc była mroźna -8 stopni. Marek Kamiński narzucił ostre tempo i po godzinie dotarł do pierwszej śluzy Dwory na „7,2″ kilometrze. Wiedzieliśmy, że dwie pierwsze śluzy w : Dworach i w Smolicach („20,5″ kilometr) będą zamknięte z powodu oblodzenia. Niestety, okazało się, że również na trzeciej śluzie w Borku Szlacheckim („53″ kilometr) Marka czeka przenoska. Wygląda na to, że uda się dopłynąć dzisiaj w okolice Krakowa i tam rozbić obóz. Trzymajcie kciuki!
CZAS START – MAREK KAMIŃSKI WYRUSZA JUTRO RANO
Marek Kamiński wyrusza jutro o świcie. Dzięki uprzejmości krakowskiego WOPR-u udało mu się bezpiecznie potrenować i wytrymować kajak. Podróżnik pojechał zobaczyć również jak wygląda sytuacja przy śluzach. Okazało się, że dwie są całkowicie zamarznięte. Przypominamy, że postępy wyprawy można będzie śledzić za pomocą SPOT FINDERA, czyli urządzenia, które lokalizuje położenie osoby. Po kliknięciu na ten link dowiecie się, gdzie właśnie przebywa Marek Kamiński. http://share.findmespot.com/shared/faces/viewspots.jsp?glId=0E4Qq3WYHHGpDxTAKpLB1QSJi173q21on
5 marca – STARTUJEMY !
Marek Kamiński jest już na 0 kilometrze Wisły w Oświęcimiu. Dzisiaj ostatni trening przed wyprawą. Marek Kamiński ćwiczy wiele sytuacji, które mogą przydarzyć mu się podczas spływu m.in. wychodzenie z lodowatej wody po wywrotce kajaku. Na samą myśl robi się zimno – brrrrrr… Marek Kamiński przymierza również żagiel, który mu pomoże podczas spływu. Marku życzymy powodzenia i wiatru w żagiel.
4 marca – JUTRO RUSZA ZIMOWA EKSPEDYCJA WISŁA!!!
Marek Kamiński już jutro wyrusza na zimowy spływ kajakiem po Wiśle. Dziś spotyka się z dziennikarzami, aby tuż przed startem opowiedzieć o celach ekspedycji oraz wyzwaniach, jakie przed nim stoją. Marek Kamiński na konferencji prasowej przyznał – Warunki na Wiśle są gorsze niż się spodziewałem. Płynięcie kajakiem między kilkutonowymi krami lodowymi w silnym nurcie Wisły, z jakim mamy teraz do czynienia, jest praktycznie niemożliwe – to wręcz samobójstwo. Mimo tego postanowiłem podjąć próbę, zdając sobie sprawę, że ta wyprawa jest tak nieprzewidywalna jak Wisła. Dlatego odcinki nie możliwe do pokonania wodą, będę pokonywał pieszo. Z tego powodu nie wiadomo dokładnie ile czasu zajmie mi pokonanie tych 959 km. Jednakże tym bardziej wobec tych przeciwności, idea stojąca za wyprawą – iż nie trzeba jechać na Alaskę, Syberię czy na Jukon, żeby zaznać dzikiej niezwykłej rzeki, jest jak najbardziej aktualna. Co więcej, pierwszy cel tej wyprawy został spełniony: o Wiśle zaczęło być głośno i wiele osób zainteresowało się tematem przywrócenia Polsce Wisły – królowej rzek. Celem wyprawy jest bowiem również przypomnienie, iż przez Polskę płynie niezwykła rzeka, która inspiruje, która pozwala „doładować baterie”, być blisko z naturą i, z którą można zrobić wiele rzeczy – oczywiście z zachowaniem jej walorów środowiskowych. Z pewnością ZEW będzie różnił się od letniej Ekspedycji Wisła. Warunki na Wiśle są całkowicie inne!
materiały ze strony: www.ekspedycjawisla.com
Prekursorzy kajakarstwa – John Mac Gregor
Prekursorzy kajakarstwa – John Mac Gregor
Kajakarstwo zawdzięczało gwałtowny wzrost swej popularności w dużej mierze Johnowi Mac Gregorowi, który zaprojektował kajaki typu „Rob Roy” oraz opisał swoje podróże w cyklu relacji, które zdobyły szerokie publiczne uznanie.
Mac Gregor zajmował się wieloma sprawami, gdyż poza tym, że był filantropem, podróżnikiem, oraz adwokatem, pełnił wyśmienicie funkcje organizatora, wykładowcy i publicysty. Jego ojcem był generał Duncan Mc Gregor. Gdy miał zaledwie pięć tygodni, przeżył utratę „Kentu”, statku wschodnio-indyjskiego, który zapalił się w Zatoce Biskajskiej. Jego zamiłowanie do podróżowania łodziami sięga dzieciństwa – od momentu, gdy pozwolono mu prowadzić łódź na Kanale Grand Junction w Weedon w Nort-Hamptonshire. Później, w wieku 15 lat, dopisało mu wielkie szczęście, gdyż uratował się z żelaznego kutra, który zatonął na wzburzonym morzu w rejonie Kingstown.
Po ukończeniu szkoły, Mac Gregor kontynuował naukę w Trinity College w Dublinie, a następnie w Trinity College w Cambridge, gdzie zdobył popularność zajmując się wioślarstwem, chociaż nie udało mu się utrzymać w pierwszej ósemce.
Posiadając własne zasoby finansowe poświęcił się głoszeniu Ewangelii, podróżom oraz aktywnym zajęciom filantropijnym, jak np. w Stowarzyszeniu Pucybutów.
Podczas rewolucji w 1848 r. przebywał w Paryżu, a w roku następnym odbył swoją pierwszą długą podróż na Środkowy Wschód. Na Malcie „jadł obiad z Gubernatorem i pływał jego jachtem”, zwiedzając wyspę, na której św. Paweł ocalał z katastrofy morskiej. Płynął „na ląd stały obierając ten sam kurs, którym św. Paweł i jego towarzysze najprawdopodobniej uciekli. W archiwum przeczytał relację z rozbicia ich statku”.
W 1853 r. Mac Gregor wspiął się na Mont Blanc i Wezuwiusz, a po odwiedzeniu Ameryki w 1859 r. pojechał do Rosji. W 1861 r. udał się w podróż w dół Dunaju „na wspaniałym parowcu”. Podróżował także do Grecji, a później do północnej Afryki.
Pierwszą ze swoich słynnych podróży kajakiem rozpoczął dopiero w 1865 r. Z jego relacji wynika jednak, że jego zainteresowanie kajakarstwem zostało rozbudzone w maju 1848 r. gdy zobaczył łódź kauczukową Archibalda Smitha. Upłynęło więc 17 lat zanim Mac Gregor rozpoczął pierwszy z tych samotnych rejsów, dzięki którym stał się tak znany.
Pierwszy kajak typu „Rob Roy” z zakrytym dziobem, został zbudowany z drewna dębowego, a tylko rufa była cedrowa. Jego długość wynosiła 15 stóp, szerokość 28 cali i wysokość 9 cali. Był na tyle niewielki, że mógł zmieścić się w wagonie kolejki niemieckiej. Ważył 80 funtów, a jego zanurzenie wynosiło 3 cale. Poza wiosłem o długości 7 stóp z dwoma piórami, kajak posiadał maszt z żaglem. Jedwabna flaga brytyjska trzepotała przy dziobie, a nazwa „Rob Roy” namalowana była niebieskimi literami na rufie.
Pierwszą europejską podróż Mac Gregor zaplanował na co najmniej 11 rzekach, w tym m.in. na Renie, Dunaju i Marnie – i 6 kanałach w Belgii i Francji. Będąc dobrym rysownikiem i posiadając szkicownik w kajaku, Mac Gregor zilustrował swoje wyczyny. Jego ubiór składał się z siwego flanelowego garnituru i marynarki z Norfolk z rzemykami na ramionach i 6 kieszeniami -przewiązanej paskiem w talii, która przetrwała jego 4 pierwsze podróże, nie straciwszy nawet jednego guzika. Słomiany kapelusz z Cambridge, podwatowane brezentem buty, niebieskie okulary oraz zapasowy garnitur na niedzielę i wieczorowy strój dopełniały jego garderobę.
„Rob Roy” pożegnał Most Westminsterski 29 lipca 1865 r. podczas przypływu i przy upalnej pogodzie.
Po rejsie do Soufhend nastąpiła podróż koleją wzdłuż mola, by złapać parowiec do Sheernen, skąd londyńska Spółka Kolejowa zabrała kajak do Dover, ulokowany na węglu w tendrze. Z Ostendy kajak został przewieziony pociągiem do Brukseli, przetransportowany wozem przez miasto do następnej stacji i wyładowany w Namur, gdzie został umieszczony na noc w prywatnym salonie właściciela domu, spoczywając „z wdziękiem” na dwóch krzesłach. Od tego momentu rozpoczęła się jego podróż na rzece Mozie.
W Liege dołączył do niego hrabia Aberdeen, którego ojciec był premierem w latach 1852-1855, a jego brat James Gordon -wioślarz z Cambridge – był ekspertem w kajakarstwie i jako pierwszy przepłynął w „Rob Roy’u” Kanał La Manche. Hrabia Aberdeen posiadał kajak zbudowany z drewna jodłowego. Razem dopłynęli do ufortyfikowanego miasta Maastricht, tutaj wsiedli do pociągu do Kolonii, a następnie popłynęli w górę Renu do Bingen i Mainz i znów koleją do Asschaffrenburg, skąd kajaki popłynęły w dół rzeki Men do Frankfurtu. Stąd jego „aktywny i sympatyczny” kompan musiał powrócić do Anglii.
Mac Gregor dotarł pociągiem do Freiburga, a następnie dojechał wozem do źródeł Dunaju w Donaueschingen, skąd popłynął kajakiem w dół rzeki, mijając wyspy o różnych kształtach i rozmiarach. Sceneria do Friedingen i Beuron swoim pięknem, ze wspaniałymi graniami wnoszącymi się wysoko po obu stronach, z niedostępnymi lasami, przewyższała krajobrazy znad rzeki Wye. W każdym mieście przybycie jego kajaka wzbudzało ogromne zainteresowanie. Gdy opuszczał Tuttlingen o szóstej rano, most i jego okolice były zatłoczone, a nieznany mężczyzna poprosił z szacunkiem o opóźnienie startu o 5 minut, gdyż jego wiekowy ojciec bardzo pragnął zobaczyć kajak. W Tuttlingen podniecenie związane z kajakiem Mac Gregora „stało się niemal śmieszne”, a na moście w jego pobliżu zebrało się ponad 1000 osób, aby zobaczyć jak łódź rusza.
W Ulm Mac Gregor wsiadł do pociągu jadącego do Friederickshaffen nad jeziorem Constance, a po przejażdżce po jego wodach, odszukał Ren, przepłynął jezioro Zeller i ruszył dalej do progów Schaffhausen, gdzie wsiadł do pociągu do Zurychu. Po odbyciu rejsu po jeziorach Zurich, Zug i Lucerne Mac Gregor pokonał dziką rzekę Reuss. W bardziej osamotnionych miejscach „drzewa tworzyły gęste zarośla i dzikie kaczki wylatywały z nich z pluskiem trzepocąc skrzydłami, a niektóre większe ptaki jak dropy często krążyły nad kajakiem”. Za Imyl brzegi rzeki nabrały innego charakteru. „Były strome i wysokie, ich wysokość rosła w miarę jak posuwaliśmy się naprzód pomiędzy dwoma pionowymi ścianami z warstwowo ułożonego żwiru i głazów”. Głuchy ciężki ryk wokół brzegów rzeki stawał się głośniejszy i właśnie tutaj Mac Gregor przeżył najbardziej ekscytujące chwile, gdyż kajak został zmieciony z pochyłego występu płaskich skał i „wówczas w zasięgu wzroku pojawił się ogromny, biały grzbiet przerzucającej się piany, hałas był ogromny, a poczucie podniecenia i zamętu wypełniało umysł”. Przed sobą zobaczył wysoką na sześć stóp falę, w którą kajak był wciągany przez potężny prąd. „Kajak zanurzył się przodem w błyszczącym kopcu piany, gdy zacisnąłem zęby i chwyciłem kurczowo wiosło. Silna masa wody uderzyła mnie w klatkę piersiową, zamykając się dookoła mojej szyi, jak gdyby chwyciły mnie zimne dłonie, zapierając mi oddech”. Wkrótce Mac Gregor znalazł się w Bremgarten. „Wśród cienistych drzew, pod gigantycznymi skałami, nad bystrymi progami rzecznymi pomiędzy sadami, winnicami i zdrowo pachnącym sianem”, kajak płynął dalej w dół rzeki, tam gdzie rzeka Reuss łączy się z Limmet i Aar, zanim dotarł do Renu w Waldshut 12 września.
Mac Gregor naraził się na niebezpieczeństwo płynąc zbyt blisko wodospadu Lauffenburg, a wodospad Rheinfelden też był przyczyną gwałtownego podniecenia.
„Wyobraźcie sobie parę setek akrów wody w białych grzebieniastych falach, z czarnymi skałami opierającymi się walczącej rzece oraz głośny, grzmiący huk zmieszany z dziwnym syczeniem, gdy z dziesięciu tysięcy spiczastych bałwanów woda wyrzucana jest w powietrze. „Rob Roy” przetrwał te uderzenia i obciążenia bez większego jednak uszczerbku”.
Pomiędzy Rheinfelden a Bale Mac Gregor pożałował powrotu do cywilizacji i utraty tej przyjemnej prostoty, której doświadczył. „Tutaj mamy wspólne świece i dlatego nie gasimy ich”. W tym miejscu zobaczył też mężczyzn ciągnących barkę i zmuszonych przejść pomiędzy krzakami na brzeg, często brodząc w samym Renie, gdyż nie było ścieżki holowniczej, którą chodziły konie ciągnące barki. Zarówno w Lauffenburg jak i w Bale dowiedział się o wyczynach czterowiosłowej łodzi, która z pięciu Anglikami na pokładzie, została wysłana drogą lądową z Londynu do Schaffhausen, z uwagi na niski poziom wody w Renie, sześć tygodni wcześniej. Ponieważ minęli progi rzeczne w czasie powodzi, gdy skały były zakryte, bezpiecznie przybyli do Bali. Ich odzież i bagaże były jednak przemoczone.
W Bale Mac Gregor opuścił Ren i po przetransportowaniu kajaka lądem, znalazł odgałęzienie częściowo zniszczonego kanału Rodan-Ren, gdzie ruch był niewielki. Rozwidlenie tego kanału prowadziło do Mulhouse, lecz gdy władze kolejowe odmówiły przewiezienia jego kajaka, „Rob Roy” musiał kontynuować podróż kanałem Bale. Uważał „tego typu podróżowanie za nieznośne”, gdyż obejmowało ono „jazdę” blisko wzgórz przez serię męczących śluz, „które zostały przemierzone przez cztero wiosłową łódź „Waterwitch” kilka lat wcześniej”. Co gorsze, część kanału była bez wody, ze względu na naprawę śluzy. W końcu wół ciągnął kajak do Thann (ryc. 9), skąd „Rob Roy” został przewieziony do nowootwartej linii kolejowej do Wesserling, gdzie wynajęto wygodny czterokołowy powóz na 35-milo-wą wyprawę przez dział wód gór Vosges do wsi Bussang. Tutaj rzeka Mozela miała wielkość szemrzącego strumyka. Po spędzeniu nocy w Remire w „nieprzyjemnej gospodzie, w której wszędzie panował nieporządek i brud”, kajak pozostawiono w wodzie o milę dalej. „Piękna roślinność wodna drgała na zmarszczkach wody dookoła kamieni… Woda w tej rzece była bardzo czysta i chłodna, tworząca zakręty poprzez głębokie sadzawki, a potem ponad bulgoczącymi mieliznami z rybami, ptactwem wodnym, z lasami i urodzajnymi polami. Te widoki stanowiły najmilej widzianą odmianę po kanale, który opuściliśmy”.
Wszędzie nad rzeką można było zobaczyć praczki klepiące i szorujące bieliznę i jednocześnie zajęte rozmową (ryc. 10). Poziom wody w Mozeli z powodu posuchy był najniższy od 30 lat. Po spędzeniu nocy w Epinal oraz w Chatel, Mac Gregor przybył do miejsca, gdzie Mozela stawała się tak wąska – z pionowymi brzegami skalnymi – że Mac Gregorowi przypomniała się „skała blisko Liverpoolu, przecinająca starą linię kolejową do Manchesteru”. Dalej rzeka przekształciła się w „kanał” skalny, którego szerokość nie wynosiła nawet 5 stóp, ale jego głębokość osiągała nawet 20 stóp. W końcu kajak musiał być ciągnięty kilka „setek jardów przez najbardziej niewygodne skały”. Zanim dotarł do Char-mes ujrzał górną część pięknej jońskiej kolumny, biały marmurowy cokół oraz pęknięty fronton. Jak te architektoniczne fragmenty znalazły się w tym miejscu, na pewno pozostanie tajemnicą.
Mozela stała się mniej interesująca, więc Mac Gregor w Charmes wsiadł do pociągu jadącego do Blainville, położonego nad rzeką Meurthe, gdzie natknął się po raz pierwszy na dwóch młodych Francuzów, ćwiczących wiosłowanie. Następnie podążył do ogromnej zapory o wysokości 15 stóp, po której nastąpił labirynt mielizn i w rezultacie trzeba było holować kajak. W końcu Mac Gregor uciekł do ruchliwego Kanału Nancy. Stamtąd kajak został przewieziony koleją nad rzekę Marnę w Epernay. Poobijaną podczas jazdy w wagonie bagażowym łódź trzeba było naprawiać w pierwszej wiosce. Różne łańcuchy i zapory kamienne stanowiły przeszkodę w liczącej około 200 mil podróży w dół Marny. Po spędzeniu nocy w Hotelu Elephant w Chateau Thierry obserwował tratwy: „niektóre zbudowano z beczułek wiązanych za pomocą wikliny, inne z desek i z ociosanych kłód, a pozostałe z wielkich grubo ciosanych drzew. Słomiana buda na każdej z tych tratw służyła za kabinę kapitana, a jej załoga musi spędzić do dwóch tygodni na ciągnięciu i pchaniu ich do Sekwany”. W Nogent, po sześciu tygodniach wspaniałej pogody, ochłodziło się. Od czasu do czasu widać było statek spacerowy. W niektórych miastach spotkać można było wiele łodzi o płaskim dnie.
W Meaux znajdował się most z domami na nim oraz ogromnym kołem młyńskim wypełniającym jego przęsła. Widząc otwartą śluzę kanału pomiędzy Meaux i Lagny, Mac Gregor wpłynął do niej ,jedynie dla urozmaicenia” i wkrótce ją minął aby znaleźć się w tunelu (później wysadzonego podczas wojny francusko-pruskiej), wewnątrz którego znajdowała się ogromna i pusta łódź. Wypełniała ona całkowicie tunel, a jej załoga poszła na obiad. Mac Gregor najpierw musiał sam wyciągnąć tę łódź, „a potem kajak dumnie sunął mając cały tunel dla siebie”. Wpływając do następnego kanału aby ściąć zakręt rzeki, kajak zaczął się zapełniać roślinnością z ogromnych kęp sitowia, krzaków oraz drzew, pomiędzy którymi musiał się z trudem przeciskać. Mac Gregor stoczył ciężką walkę aby przedostać się przez to bagno. Tej nocy został niedobrze przyjęty na poddaszu gospody „Pod wesołymi włóczęgami”, natomiast kajak spokojnie spoczywał w altanie.
W drodze do Paryża liczne wyspy utrudniały wybór najlepszego kanału skracającego drogę. Im bliżej Paryża tym brzegi rzeki coraz bardziej były upstrzone willami, a liczne statki spacerowe cumowały przy schludnych schodkach.
Tak zakończyła się pierwsza podróż Mac Gregora w „Rob Royu”, która została opisana w prasie brytyjskiej, francuskiej, niemieckiej, a nawet amerykańskiej.
Mac Gregor opowiadał, że „przyjemność pływania nową rzeką jest bardzo szczególna i fascynująca. Każde kilka jardów przynosi coś nowego, pobudzającego podniecenie. Tu zrywa się żuraw, tam trzepocze kaczka, błyszczący pstrąg skacze z pluskiem obok ciebie, pośpieszny dźwięk skał i wody ostrzega cię na zakręcie i wkrótce natykasz się na bardzo trudny odcinek. Wszystko to jest dodatkiem do scenerii, ludzi, pogody oraz postanowienia, że musisz w jakiś sposób pokonać każdą trudność i nie możesz zostawić swojej łodzi w opustoszałym miejscu, powinieneś także przybyć do domu przez zmrokiem. Nie możesz zapomnieć, że twoja torba na drugie śniadanie jest pusta. Wszystko to sprawia, że umysł który mógłby usnąć i chrapać przez 100 mil w wagonie kolejowym, pozostaje ciągle rozbudzony”.
Książka „1000 mil w kajaku „Rob Roy” na 20 jeziorach i rzekach Europy” z drzeworytami z rysunków autora, została opublikowana w styczniu 1866 r. W przeciągu miesiąca wydrukowano nową edycję. „The Times” poświęcił książce 2 1/4 kolumny niezmąconej niczym pochwały, a drugie wydanie w nakładzie 2000 egz. zostało sprzedane w ciągu pięciu dni. Cesarz Napoleon III po przeczytaniu książki polecił zorganizować wystawę statków spacerowych. Mac Gregor natychmiast wysłał mu specjalnie oprawiony egzemplarz książki oraz fotografię. W maju ukazało się trzecie wydanie książki. Do końca roku sprzedano 8000 egzemplarzy. Trzeba dodać, że jedenaste wydanie ukazało się w 1880 r., a dwudzieste pierwsze w 1908 r.
Popularność Mac Gregora prawdopodobnie wzięła się z tego, że odwoływał się on do odważnych Anglików, którzy pragnęli być raczej podróżnikami niż turystami.
Entuzjazm jaki powitał publikację z relacji jego podróży kajakiem spowodował, że Mac Gregor założył Królewski Klub Kajakowy, aby „udoskonalać kajaki, promować kajakarstwo i jednoczyć kajakarzy”. Pierwsze spotkanie zostało zorganizowane w „Gwieździe i Podwiązce” w Putney 27 lipca 1866 r. Wówczas to przyjęto 20 członków, a Mac Gregora wybrano Kapitanem. Każdy szlachcic, który posiadał kajak lub wynajął go na rok, mógł zaproponować swoją kandydaturę i zostać wybrany członkiem. Pierwsza lista członków obejmowała wybitnych wioślarzy, podróżników, alpinistów i atletów, a w ciągu kilku miesięcy Klub zdobył patronat Jego Królewskiej Wysokości Księcia Walii, który przyjął zaproszenie by zostać pierwszym Komandorem.
Z protokołu pierwszego spotkania Królewskiego Klubu Kajakowego wynika, że zostały zaplanowane podróże już na 1866 r., m.in. po Anglii, Walii, Szkocji, do Irlandii, Norwegii, Szwecji, Danii… Tego roku kajak „Grzechotnik” został zwodowany na rzece Trent. „Robin Hood” popłynął do Windermere, „Szybki” i „Włóczęga” wyruszyły do Szkocji podczas gdy „Rip-ple” popłynął na Ren. Pływały także „Wędrowiec”, „Marzenie”, „Obieżyświat” i „Sowizdrzał”. Okazało się, że wielu członków wraz ze swoimi kajakami i psami postanowiło spotkać się na rzece Clyde. Dzienniki członków Klubu zawierały opisy wielu zabawnych przygód, niebezpiecznych epizodów, a także „katastrof’ kajaków i zgon jednego psa. Jeden z członków uderzył w most na rzece Severn i pozostał na nim kurczowo trzymając się go, podczas gdy jego kajak odpłynął dnem do góry. Inny uderzył w tamę i miał dwukrotną wywrotkę w ciągu dwóch dni. I wreszcie zaistniał nietypowy przypadek, kiedy to członek Klubu wypływając na wzburzone morze, został pochwycony przez tłum wypatrujących go pań, które przeniosły go wraz z kajakiem na brzeg, tak jak gdyby wzywał pomocy, co oczywiście nie miało miejsca.
Po zapoznaniu się ze wszystkimi sprawozdaniami gazeta „Pall Mail” skomentowała, że Królewski Klub Kajakowy „łączy maksimum niebezpieczeństwa i niewygód z minimum użyteczności”. W rezultacie Mac Gregor namówił dziennikarza, który to napisał do wstąpienia do Klubu i to pomogło mu odzyskać utraconą pogodę ducha i dobry humor.
Lista członków Klubu stale się powiększała, a rok 1866 obfitował w wiele podróży. Jeden z członków, James Gordon pożeglował swym kajakiem przez Kanał La Manche do Boulogne i popłynął przez Francję do Morza Śródziemnego.
Drugi zrobił to samo, ale bez Morza Śródziemnego, natomiast trzeci udał się w dół Dunaju i rzekami Moldau i Elbe. Czwarty miał na pokładzie psa, który na lądzie ciągnął kajak na kółkach. Dwóch spośród trzech, którzy podążali wokół skalistego wybrzeża Skye dotarło do wyspy Rum. Inni udali się na rejsy po rzece Clyde, po Tamizie i po irlandzkich wodach. Zdarzyły się także samotne rejsy do Indii i do Australii.
Jeszcze w 1866 r. Mac Gregor popłynął nowym i mniejszym kajakiem przez Skandynawię opisując swoje wrażenia w książce „Rob Roy” na Bałtyku”. Ten kajak ponownie zbudowany przez Searle’a był krótszy o 12 cali, węższy o 2 cale, płytszy o 1/2 cala i lżejszy o 9 funtów od poprzedniego. „Rob Roy” został przewieziony do Norwegii na statku i dotarł do Christianii (Oslo) 2 sierpnia. Następnie został przetransportowany 60 mil pociągiem do Kongsvingor i drezyną do brzegów małego jeziora (ryc. 12). Z tego miejsca Mac Gregor zamierzał popłynąć do Sztokholmu. Chociaż mapa wskazywała strumień płynący z tego jeziora i łączący się z serią innych jezior, nie znaleziono wylotu. Mac Gregor miał szczęście, że uzyskał pomoc od żołnierzy będących na manewrach, którzy przenieśli kajak na sąsiednie jezioro. Jednak żegluga okazała się trudniejsza niż oczekiwano, gdyż na niektórych jeziorach znajdowały się liczne wyspy, z których wiele nie było zaznaczonych na mapie i trudno było ustalić ich tożsamość. W rezultacie Mac Gregor musiał się przy nich zatrzymywać i wspinać na cyple w celu znalezienia drogi.
Następny problem stanowiły kłody drewna w pobliżu tartaków. W jednym miejscu drewno rozciągało się wzdłuż rzeki Vrangs tak daleko jak można było sięgnąć wzrokiem. W polu widzenia nie było nikogo ani żadnego domu, więc Mac Gregor najpierw musiał przenieść bagaż w górę przez las, a potem ciągnąć „Rob Roya” (ryc. 13). Potem był łańcuch jezior i transport kajaka lądem na wozie do jeziora Venern i miasta Karlstadt, skąd odchodziły parowce przez Kanał West Gotha. „Parowiec spieszył wzdłuż brzegów kanału, a wysokie zielone trzciny pochylały się w niskich ukłonach, podczas gdy fale uderzały z pluskiem pomiędzy krzakami i wyganiały drobne ptactwo wodne z jego nocnych łowów, świergoczące gniewnie”.
Śluzy były zawsze otwierane przez kobiety, które pracowały „wściekłe”, chociaż młode dziewczyny z ogromnymi krynolinami, usadowione wysoko w górze i obracające uchwyty dźwigni, stanowiły dziwny widok. „Gdy ranek mijał, wiejskie dziewczyny rozpoczynały sprzedaż świeżych malin w ślicznych koszyczkach z kory brzozowej, a także masło i bekony. W ten sposób parowiec tanio zdobywał zaopatrzenie i był w stanie zapewnić pasażerom staranny i tani jadłospis”.
Kanał Gotha prowadził do jeziora Viken, a następnie do jeziora Vettern, gdzie Mac Gregor zatrzymał się w Vadstena by spotkać się ze starym przyjacielem. Wpływając na rzekę Motała, minął łańcuch jezior, jeden lub dwa kanały oraz wiele śluz włączając jedenastą u wlotu do jeziora Roxen, w drodze do Norrkping i Bałtyku.
Mac Gregor tydzień spędził w Sztokholmie. Tutaj zdziwił się, że nie można zobaczyć „prawie żadnych” statków spacerowych. Wsiadł na parowiec do Orebro, a następnie pociągiem dojechał do Treboda, gdzie długo żeglował po Kanale West Gotha. Potem ruszył koleją do Gothenburga, parowcem do jeziora Venern i Kanałem Carla Grafa do Trolhetta, gdzie wodospady zostały pokonane za pomocą licznych śluz, aż do pięknej rzeki Gota. Powrót nastąpił parowcem do Gothenburga, a stamtąd do Kopenhagi przez Helsingborg.
W Kopenhadze „Rob Royem” zainteresował się ogromny tłum, dlatego został umieszczony na otomanie na noc w ogromnej sali balowej hotelu. Kolejny odcinek podróży to jazda pociągiem przez Zelandię i statkiem do Svendbergu. We Flensburgu „Rob Roy” został umieszczony na szczycie wagonu kolejowego jadącego do Hamburga. Tutaj Mac Gregor popłynął dookoła portu, wzdłuż rzeki Łaby do Gluckstadt, a następnie wsiadł na parowiec do Helgolandu, wciąż brytyjskiej kolonii oraz bardzo ciekawego, interesującego miejsca. „Wysiadamy z ogromnych statków, niesieni na ludzkich plecach przez ostatnią toczącą się falę” do tej porośniętej na szczycie skały z czerwonymi graniami i gromadką białych, niebieskich i szarych domów u jej stóp. Gubernator był zarówno „miłośnikiem kajakarstwa jak również gwardzistą”, na którego biurku leżała relacja z zeszłorocznej podróży „Rob Roya”. Tak więc Mac Gregor przez trzy dni był mile widzianym gościem. Wracając do Bremerhaven, urządził sobie „długą i zachwycającą wycieczkę” w górę rzeki We-ser, przed powrotną podróżą parowcem nad Tamizę.
Mac Gregor oszacował, że w ciągu dwóch miesięcy przebył ponad 1000 mil kajakiem, w tym 300 pod żaglem. 500 mil przejechał pociągiem, wiozło go 25 parowców, a „Rob Roy” przebył następne 1000 mil przez rzeki, jeziora i morza. Jego wydatki wyniosły w sumie 45 funtów.
Natychmiast po powrocie Mac Gregor opracował notatki z podróży w formie literackiej, czego efektem było ukazanie się w 1866 roku książki pt. „Rob Roy na Bałtyku”. Kolejny wielki sukces towarzyszył tej publikacji. Wznowiono także sprzedaż pierwszej. Do tego czasu zbudowano już około 200 kajaków „Rob Roy”. Gazety zapełnione były artykułami o kajakach i kajakarstwie. Wzbudzały one wiele komentarzy i kontrowersji. Według niektórych podróże kajakiem wzdłuż wybrzeża były „niewarte świeczki gdy można popłynąć parowcem”, w innych zaś twierdzono, że kajak może przydać się wyłącznie na wodzie nie nadającej się do żeglugi dla innych rodzajów statków i łodzi. Następny krytyk uważał kajak za niezgrabny o płaskim dnie, „śmieszny” i napisał, że Mac Gregor „stopniowo staje się wodnym centaurem, jego dolna część ciała jest łodzią, a górna podróżującym Anglikiem”.
Zimą 1866 r. Mac Gregor intensywnie analizował swoje wyczyny i podróże z dwóch poprzednich lat i rozważywszy wszystko dokładnie doszedł do wniosku, że istnieją pewne czynniki ograniczające kajakarstwo, a całkowita przyjemność z podróży miałaby miejsce tylko wtedy, gdyby posuwanie się naprzód nie zależało jedynie od siły mięśni, a żywność mogła być przechowywana na pokładzie i byłoby możliwe spanie na jednostce. Dlatego postanowił zbudować żaglówkę, największą jaką mógłby prowadzić podczas burzliwej pogody w pojedynkę silny mężczyzna. Została ona zaprojektowana przez Johna White’a z Cowes, a zbudowana przez Forresta z Limehouse – budowniczych łodzi ratunkowych. Jej długość wynosiła 21 stóp. Podstawowym wymogiem było bezpieczeństwo, które m.in. zostało zapewnione przez cztery wodoszczelne komory oraz podwójną warstwę poszycia: honduraskiego mahoniu i żółtej sosny z płótnem żeglarskim w środku. Ponadto nadmuchiwana łódź ratunkowa o długości osiem stóp umieszczona była w komorze sypialnej, łódź była całkowicie przykryta z wyjątkiem otwartego i kwadratowego kokpitu o bokach i głębokości wynoszących 3 stopy, znajdującego się blisko rufy, na której było siedzenie z korkowym podkładem. W dwóch dużych skórzanych kieszeniach, zamocowanych w kokpicie znajdowały się: długi nóż i lina, linijka ze skalą stopową z kości słoniowej oraz lornetki wyprodukowane przez Stewarda ze Strandu. Po lewej stronie siedzenia znajdowały się drzwiczki, które opuszczone służyły za stół do posiłków, odsłaniając jednocześnie „kredens” kuchenny, w którym znajdowały się: płaski miedziany imbryk, miedziana patelnia oraz rondel, emaliowany talerz i sztućce. Po prawej stronie w podobnej przegródce były: pudełko z herbatnikami, flaszka rumu, świeczki, latarnia okrętowa oraz denaturat. W kabinie pod głównym pokładem były umieszczone cztery pudełka opatrzone napisami: „Opatrunki”, „Przybory do czytania i pisania”, „Narzędzia”, „Jedzenie”. W nocy Mac Gregor mógł spać poniżej głównego włazu. Pisał on, że „wewnętrzne urządzenia jego żaglówki służące do gotowania, czytania, pisania, zaopatrzenia całkowicie różniło się od tych wszystkich elementów na jakimkolwiek innym jachcie, od kiedy te pojazdy były projektowane z myślą o samotnych podróżach”.
Łódź żaglowa „Rob Roy” została zwodowana w Woolwich 7 czerwca 1867 r. (ryc. 14) i powoli ruszyła w kierunku Paryża. Z Dover Mac Gregor popłynął do Boulogne, a potem wzdłuż francuskiego wybrzeża do Le Havre. Z tego portu łódź była holowana w górę rzeki na linie przez sześć różnych parowców, z których ostatni napędzany był za pomocą łańcucha położonego na dnie Sekwany. Mac Gregor uważał tą część podróży za bardzo męczącą ponieważ brakowało uroku w tego rodzaju posuwaniu się w górę rzeki. Docierając do St. Cloud 30 czerwca, przygotował on swoją łódź na francuską wystawę statków spacerowych, malując jej wnętrze na niebiesko.
Około 30 angielskich i francuskich kajaków zebrało się na regaty organizowane w trakcie tej wystawy. Niestety, Cesarz Napoleon III, który ofiarował nagrodę 1000 funtową, nie uczestniczył w tym wydarzeniu, a Książę Walii musiał pozostać w Londynie by przyjąć sułtana Turcji.
Po regatach, w których Mac Gregor nie uczestniczył, popłynął w dół rzeki, lecz okazało się to trudnym zajęciem ze względu na szybki prąd wody, ogromny ruch barek oraz zbyt niską wysokość mostów na Sekwanie.
Zanim dotarł do miejsca połączenia się Sekwany i Oise, postanowił przejść na holowanie w dół rzeki do Le Havre, lecz jak się okazało nawet w Rouen trudno było znaleźć miejsce do zakotwiczenia, a niemożliwe było spokojnie dobić do nabrzeża. Na domiar złego podczas holowania pod ostatnim mostem kapitan, obniżywszy komin statku, zapomniał o łodzi, której maszt uderzył w most, zgiął się, ale na szczęście nie złamał. W końcu, gdy zakotwiczono na noc w Quilleboeuf, łódź prawie zatonęła, dostawszy się pomiędzy dwa parowce. Po jednodniowym odpoczynku w Le Havre, Mac Gregor opuścił port bardzo wczesnym rankiem i raczej przypadkowo niż celowo wpłynął do Littlehampton.
Po przybyciu do Littlehampton 24 lipca, Mac Gregor dostarczył do „Timesa” relację ze swojej podróży, toteż jego łódź nie potrzebowała prezentacji, gdy dotarł on do Cowes na Królewskie Regaty Jachtów. Na koniec łódź żaglowa „Rob Roy” powróciła wzdłuż południowego wybrzeża a następnie zaryzykowała podróż w górę rzeki do Maidstone i wiele razy przemierzała Tamizę w górę i w dół przed powrotem do Woolwich 21 września.
Przez następnych sześć tygodni Mac Gregor pracował nad „Samotną podróżą w łodzi żaglowej „Rob Roy”, która została opublikowana 14 grudnia. Drugie jej wydanie ukazało się następnego roku w maju.
W czerwcu 1868 r. Mac Gregor popłynął swoją łodzią żaglową z Erith w górę Tamizy, a następnie rozpoczął żeglugę na rzece Wey w Weybridge. 18 czerwca popłynął na rzece Arun i dotarł do Littlehampton następnego dnia.
W lipcu 1868 r. Mac Gregor postanowił popłynąć do Egiptu i Palestyny. 29 września wyruszył swym najnowszym kajakiem „Rob Roy” (piątym z kolei) z Tempie Pier do Mostu Londyńskiego, gdzie przyłączył się do „Tanjore”, płynącego do Aleksandrii i Port Saidu, aby zrealizować to co miało być jego najbardziej znaną podróżą.
Nowy dębowy kajak, którego długość wynosiła 14 stóp, z cedrowym pokładem, został zbudowany przez Johna Pembury z Mortlake. Posiadał on granatowe żagle dla złagodzenia blasku słońca. Zwodowano go pod koniec października.
W tym czasie gdy płynął Mac Gregor, Kanał Sueski nie był jeszcze gotowy. Prawdopodobnie była to pierwsza jednostka turystyczna, która tutaj dotarła, chociaż parowce, motorówki i egipskie żaglówki w tym czasie już pływały po Kanale Sueskim, ale miały one zupełnie inny charakter i cel żeglugi. Ogromne pogłębiarki, dźwigi i windy pracowały bez przerwy dniem i nocą, wydobywając piasek i muł i gromadząc je po obu stronach w imitacje gór.
W Suezie, w listopadzie 1868 r. Mac Gregor spotkał 27-letniego Henry’ego Mortona Stanley’a z „New York Herald”, powracającego z Abisynii, któremu pożyczył egzemplarz „Samotnej podróży”. Zainteresowała ona tak Stanley’a, że przesiedział całą noc dopóki jej nie przeczytał. Pod wrażeniem tej lektury powiedział Mac Gregorowi, że mógłby pisać regularne artykuły do swojej gazety o kajakach i jego obecnej podróży i aby to zapoczątkować gotów jest zatelegrafować do Associated Press aby te informacje znalazły się w 500 amerykańskich gazetach. Mac Gregor skomentował to następująco: „Co za fantastyczny gatunek stanowią ci Jankesi. W zamian dałem mu krótki list polecający do Livingstone’a”.
Wracając do Port Saidu, Mac Gregor wsiadł na parowiec do Bejrutu, a potem ruszył w górę rzek Abana i Pharpar. Po spędzeniu trzech tygodni w Syrii, 6 stycznia 1869 r. znalazł się nad źródłami Jordanu. Przez jakiś czas pływał po Jordanie, a potem gdy zaczęły przeszkadzać mu skały przeniósł się na jezioro Hijaneh. Było ono pokryte trzcinami o wysokości 10 lub więcej stóp. „Największa jaką ujrzałem mierzyła 20 stóp, uwzględniając pięć stóp zanurzenia. Te trzciny stanowiły przeszkodę, którą trudno było pokonać”. W tej sytuacji Mac Gregor był zmuszony do posługiwania się kompasem. Dalsza jednak podróż kajakiem stała się niemożliwa za Mostem Córek Jakuba, ponieważ ujście Jordanu do Morza Galilejskiego miało gwałtowny spadek i wypełnione było kataraktami i wodospadami. Transport kajaka przez tą nierówną okolicę kamienistych wzgórz i przepaści przyprawiających o zawrót głowy był bardzo trudny. Po zbadaniu dolnych partii Jordanu, aż do zniszczonego mostu Semakh, oddalonego od Morza Galilejskiego o 1,5 mili, wylądował na równinie Genezaret i odwiedził Kanę oraz Nazaret. Następnie jako pierwszy badacz rzeki Kishon, popłynął w jej dół. „Nudna to rzeka, z której trudno się dostać, poprzez szeroką i piaszczystą równinę pełną krokodyli, do Morza Śródziemnego”.
Relacja z jego rejsów po Nilu, Morzu Czerwonym, jeziorze Genezaret i wodach Damaszku została opublikowana w listopadzie 1869 r. W przeddzień publikacji zamówiono 2000 egzemplarzy „Rob Roya na Jordanie”, ale w ciągu dwóch tygodni sprzedano 5000 egzemplarzy. Na przestrzeni 12 miesięcy ukazały się cztery wznowienia, a książka wydawana była do 1908 r.
Mac Gregor wiele razy podczas swoich wypraw kajakowych o włos uniknął nieszczęścia, co jest zresztą mocno uwypuklone w jego książkach. Znajdują się tam rysunki przedstawiające go w momencie jak kurczowo ściska w dłoni wiosło, gdy kajak rzuca się na progi rzeki Reuss lub walczącego w swoim wątłym stateczku w sztormie, obok przylądka Head albo wypadającego za burtę by ratować łódź niszczoną przez dwa parowce na Sekwanie. Najbardziej dramatyczna była sytuacja wówczas, gdy płynął wzdłuż Jordanu ścigany przez tłum Arabów. Po zranieniu go z brzegu został wzięty do niewoli w prosty sposób polegający na wyniesieniu go wraz z kajakiem z wody i zaniesieniu przed oblicze miejscowego szejka (ryc. 15). Zdołał jednak uciec przy pomocy Hany, swojego przewodnika i podjął na nowo podróż.
John Mac Gregor w dalszym ciągu organizował swoje podróże w latach 70-tych. Znaczną część lata 1870 r. spędził z Królewskim Klubem Kajakowym oraz podróżując kajakiem wzdłuż południowego wybrzeża z Cowes do Plymouth, Falmouth i Wyspy Scilly, obserwując sporo niemieckich statków zablokowanych w portach ze strachu przed francuskimi okrętami w Kanale La Manche.
W sierpniu 1871 r. Mac Gregor zwiedził wybrzeże i Kanały Holandii oraz Zuyder Zee. W tym holenderskim rejsie Mac Gregor miał kilka poruszających wydarzeń. M. in. „Rob Roy” został niemal wessany do kilwatera i śruby ogromnego parowca. Mac Gregor sporządził dokładne notatki z tej podróży, lecz w końcu zadecydował, że jego przeżycia nie dają podstaw do napisania książki. Autor jego biografii Edwin Hodder twierdził natomiast, że był to jeden z najbardziej interesujących rejsów, dzięki któremu mogłaby powstać książka.
W 1872 r. rejs rzeką Crimea został odwołany na korzyść podróży na Szetlandy. W 1873 r. Mac Gregor zaplanował podróż na Azory, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie aby w tym czasie poślubić Annę Caffin, którą „kochał w milczeniu od 8 lat”. Ślub odbył się 4 grudnia w Blackheath. Jego wyczyny kajakowe zostały w ten sposób zakończone. Zamiast tego przeprowadził serię niezwykle udanych objazdów z wykładami, aby zebrać pieniądze na cele dobroczynne. Wygłosił 56 wykładów dotyczących „Rob Roya” zarabiając 4.160 funtów, a w 1878 r. udało się mu osiągnąć swój cel, którym było zebranie 10000 funtów, sumy którą darował różnym misjom i stowarzyszeniom, w działalność których był zaangażowany. Zmarł w lipcu 1892 r. w wieku 67 lat po długiej i wyczerpującej chorobie.
Chociaż Mac Gregor najbardziej był znany ze swoich kajakowych wyczynów to jednak największe osiągnięcia wynikają z pomocy jaką niósł porzuconym i znajdującym się bez opieki dzieciom w Londynie. Jego wpływ na młodych ludzi ze wszystkich warstw społecznych był ogromny. Głębokie zrozumienie dla ich położenia, kłopotów i trudności korelowało z jego mężnym charakterem, a osiągnięcia budziły ich podziw. Tym bardziej, że wyczyny Mac Gregora były raczej efektem silnej i ambitnej natury niż niespokojnego usposobienia. Podróże kajakowe były zresztą także okazją do przekazania i rozpowszechnienia jego wiary i poglądów misyjnych wśród szerokich kręgów słuchaczy i w różnych środowiskach świata. M. in. w tym celu woził w swoim kajaku odpowiednie traktaty napisane w językach francuskim i niemieckim by darować je tym, u których wzbudzały zainteresowanie. Mac Gregor był wybitnym człowiekiem, który wiódł życie polegające na cierpliwym czynieniu dobra.

601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś

