Początki kajakarstwa w Polsce
Początki kajakarstwa w Polsce
Kajakarstwo w Polsce rozwinęło się znacznie później niż w innych krajach. Co prawda pierwszą wzmiankę znajdujemy jeszcze w prasie ubiegłego stulecia, ale w sumie próby były nieśmiałe i nieliczne, nie budzące żadnego oddźwięku w społeczeństwie. W dniu 26 maja 1887 r. na łamach „Kuriera Warszawskiego” ukazała się wzmianka, w której czytamy m.in.: „Niespodziewany, a tak przez drużynę wioślarską upragniony przybór wody pobudził do życia młodą instytucję. Łachy piaszczyste, do niedawna złowrogo wyzierające z wody, nawet najbardziej zamiłowanych w sporcie wioślarzy zniechęcały do jazdy i odbierały energię. Z chwilą jednak podniesienia się poziomu rzeki, mnóstwo łodzi rasowych zaroiło się na Wiśle, a gigi, raceboty, skulingi, ośmiowiosłowki i kajaki dokazywały cudów zręczności. Nastał więc już przedregatowy sezon”. Dalsze wzmianki o kajakowych zawodach znajdujemy w „Kurierze Warszawskim” z 1896 r. Zorganizowane zostały przez Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie, które powstało w roku 1878, a zalegalizowane zostało przez władze carskie w cztery lata później. Otóż WTW oprócz działalności zasadniczej prowadziło także różne inne sekcje, jak np. gimnastyki, kajakową, szermierczą itp. Podczas regat organizowanych przez WTW startowali również kajakarze. Ich wyścigi poprzedzały zmagania wioślarzy. Pierwsze wyścigi kajakarzy odbyły się w 1896 r. na Wiśle, na dystansie 1000 metrów.
Uczestniczyło w nich trzech kajakarzy: Stanisław Siwko, Adolf Normark i Dymitryj Mokryjewicz. Wyścig rozegrano z biegiem rzeki. Pierwszy do mety dopłynął Stanisław Siwko na kajaku „Zuch” przed Adolfem Normarkiem na „Karle”. Trzeci kajak nazywał się „Smyk”. Turystyka wodna nie była obca ówczesnym Polakom, jednakże nie można jej zaliczyć do kajakarstwa. Już w roku 1872 ojciec polskiej turystyki wodnej Zygmunt Gloger organizował swe pierwsze wycieczki łodzią po Niemnie, Wiśle, Bugu i Biebrzy. Jego poprzednikiem był poeta i geograf Wincenty Pol, który w 1858 r. zachwycał się spływem Dunajcem, odbytym łódką przez, jak to dawniej nazywano, Pieniński Wyłom. Prawdziwy wybuch turystyki już naprawdę kajakowej nastąpił zaraz po zakończeniu pierwszej wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległego bytu. W 50 lat po wędrówkach Glogera kontynuatorami jej, jak pisze w swoich wspomnieniach Marian Plebańczyk, jeden z tych, co ukochali kajakarstwo, byli: „… tacy późniejsi jej luminiarze, jak Arkady Fiedler, który nim wybrał się po „Ryby śpiewające w Ukajali” i do „Kanady pachnącej żywicą”, najpierw w 1924 r. przepychał się „Przez wiry i porohy Dniestru” czy też Władysław Grzelak, który zdobywał swe ostrogi rasowego włóczęgi wodnego płynąc „Łódką z biegiem Wisły”. Zanim arcymistrz włóczęgów, Wacław Korabiewicz, wybierze się „Kajakiem do minaretów” na polskich rzekach uczy się rzemiosła wodniackiego, które – trzeba to przyznać – opanował po mistrzowsku. Zanim mistrz narracji Melchior Wańkowicz, będzie po drugiej wojnie światowej, trochę snobistycznie, poszukiwał „żaby” – to w zaraniu polskiej turystyki z większym nabożeństwem w sercu i radością w duszy będzie penetrował podwarszawskie rzeczki i rzeczułki, a później znajdzie się „Na tropach Smętka”.
Trzeba dodać do słów M. Plebańczyka, że wśród tych prekursorów znaleźli się Stanisław Rischka ze Lwowa, Antoni Grabski, L. Leszko, sam. M. Plebańczyk z Krakowa i Maria Podhorska – Okołów.
W tym okresie bujnego rozwoju polskiego kajakarstwa zarówno turyści jak i sportowcy należeli do klubów i stowarzyszeń narciarskich oraz wioślarskich. Dlatego też bardzo trudne do uchwycenia są prawdziwe początki kajakarstwa. Wiadomo, że pierwszy samoistny klub kajakowy powstał dopiero w 1924 r. Ze wspomnień seniorów polskiego kajakarstwa oraz nielicznych źródeł pisanych wynika, że ten pierwszy klub powstał w Mysłowicach i nazywał się „Hellas”. Jak czytamy w „Sporcie Wodnym” z maja 1926 r. klub początkowo liczył 9 członków z 4 łodziami, lecz już po upływie czterech miesięcy liczba członków wzrosła do 16, a łodzi do dziesięciu (4 jedynki i 6 dwójek). Ciekawa jest również informacja, że podczas zabawy składakowców, jaka odbyła się 1 lutego 1927 r. przeprowadzono zawody, podczas których padł, o czym sami zainteresowani zapewne nie wiedzieli, pierwszy nieoficjalny rekord Polski: dwóch członków klubu złożyło składak – dwójkę w czasie 9 minut. Pierwszym prezesem owego jednosekcyjnego, samoistnego polskiego klubu kajakowego był dr Kos.
Ten okres bardzo ciekawie wspomina Władysław Grzelak, który po raz pierwszy dosiadł składaka w 1927 roku. Pisze o tym, że jeden z założycieli Klubu „Hellas” trudnił się uboczną sprzedażą składaków sprowadzanych z Niemiec, trochę różniących się od słynnego Kleppera i tańszych. Było to wówczas bodaj pierwsze źródło w Polsce, gdzie można było zaopatrzyć się w składak. Tam też Władysław Grzelak razem z T. Guzowskim, za mniej więcej dwutygodniowy zarobek, zakupili składak, odznaczający się ładną linią i przyjemnym kolorem. Od razu też nastąpił chrzest wodny nowego składaka. Wprost z miejsca zakupu czyli z Mysłowic „Pstrąg” jak torpeda śmignął przez „trójkąt” niegdyś trzech cesarzy, gdzie zlewają się dwie Przemsze: Biała i Czarna. Po wielogodzinnym wiosłowaniu, minąwszy „gruzy Tyńca prastare” zatrzymali się w Krakowie. Następnie bez namysłu udali się koleją do Nowego Targu, a stamtąd dorożką do Czorsztyna. Dunajec urzekł ich swym czarem w Pieninach. Olśnieni płynęli, a raczej spadali z progów rozhukanej rzeki. „Pstrąg” był jednym z pierwszych, a może i pierwszym składakiem, widzianym przy „Zbójnickim Skoku”. Potem całe ich roje ciągnęły na Dunajec. Sława tej niezwykłej rzeki rozniosła się szeroko wśród wodniaków. Były lata gdy połowa kajakowców warszawskich Zielone Świątki spędzała w Pieninach. Wziąwszy na Przemszy, Wiśle i Dunajcu ślub ze składakiem, byli nienasyceni w podróżach poślubnych. Nastąpił wtedy jeszcze jeden przerzut koleją ze Starego Sącza do Sambora na Dniestr. Na trzecim etapie swej inauguracyjnej wędrówki „Pstrąg” spływał spokojnie, bez wstrząsów, obok „wirów i porohów” przez pełne osiem dni aż do wyznaczonej mety w Zaleszczykach.
Stwierdzone ponad wszelką wątpliwość wybitne zalety turystyczne składaka sprawiły, że w roku 1928 już nie wrócili na łódź wioślarską. Z „Pstrągiem” w trzech torbach wybrali się na „Niemen het precz”, jak mówi piosenka, aż do Stołpców. Przez szereg dni ta śliczna wstęga wodna, opiewana w polskiej poezji, powieści i piosence snuła się przed ich zachwyconymi oczami. Brzegi Niemna miały wówczas właściwy rzekom Litwy wdzięk trudny do wysłowienia. Pod Niemnowem „Pstrąg” wśliznął się do śluzy Kanału Augustowskiego w istny labirynt tratew. Z trudem się z niego wydostał i pomykał w dalszej drodze od jeziora do jeziora. Czarna Hańcza, jedna z najpiękniejszych w Polsce rzek, usiłowała go usidlić nie tylko tratwami. Owszem, podbiła serca załogi „Pstrąga”. Ale romans z kim innym miała nawiązać. Okazało się to pięć lat później kiedy wyszła z druku niecodzienna książka Wandy Miłaszewskiej. Był to romans nie „Pstrąga” lecz „Bobra” z Czarną Hańczą, romans kajaka z rzeką. Z tekstu i ze zdjęć jakie tylko mistrz Bułhak mógł wykonać, rozległ się donośny hańczyny zew do turystów wodnych, by ją nawiedzali. Więc ciągnęli do Suwałk, na Wigry, na jeziora: Białe, Necko, Serwy i na Suchą Rzeczkę, owe „dwa kilometry cudu”, by napatrzeć się wodnym krajobrazom w świetle uwielbień literackich. Natomiast sfatygowany nie tylko tymi wycieczkami, ale i coniedzielnymi spacerami „Pstrąg” znalazł innego armatora. Zaś Władysław Grzelak w pierwszej krajowej wytwórni składaków Jenkera i Wagnera w Bielsku zaopatrzył się w nowy, niebieski składak. Ten „Urwipołeć” (bo tak się nazywał ten drugi składak) powędrował koleją za granicę, aż do Budziejowic. Tam puścił się w towarzystwie czeskiej kanoe „Wisła” z biegiem Wełtawy. Ta wycieczka była bardzo interesująca i przyjemna dzięki udziałowi w niej dwóch zaprzyjaźnionych Czechów: Kralla i Moravca. Szlak długości ok. 200 km, z Budziejowic do „Zlatej Prahy”, przebyli spacerkiem w ciągu tygodnia. Atmosfera serdecznej gościnności w klubach praskich, wzmocniła węzły przyjaźni wodno-turystycznej z czeskimi pobratymcami, zamanifestowanej następnie w zbiorowym spływie polsko-czeskim z biegiem Wisły, odbytym w tymże 1930 roku.
W dniu 17 listopada 1928 roku z inicjatywy W. Pyki powstał na Śląsku, gdzie najwcześniej rozwinął się ożywiony ruch składakowo-turystyczny, Katowicki Klub Ka-noistów lub – jak podają inne źródła Klub Kajakowy Kanoistów. Jednak Jan Broekere twierdzi, że w 1933 r. „Klub Kanoistów z Katowic”, za czasów prezesury Stanisława Macielińskiego obchodził 50-lecie istnienia ponieważ założono go w 1883 r.). W roku 1929 powstały m.in.: Sekcja Kajakowa KW „Wisła” i Sekcja Kajakowa WKS „Żoliborz” w Warszawie, Sekcja Kajakowa WKS „Wawel” w Krakowie (obecnie Kolejowy Klub Wodny), Akademicki Klub Włóczęgów w Wilnie oraz w Bydgoszczy Klub Wioślarski „Gryf’ i Bydgoski klub Wioślarek. Powstały też Kluby Kajakowe we Lwowie, Poznaniu i Katowicach. Zresztą w latach 1928-1930 Kluby Kajakowe mnożą się jak przysłowiowe grzyby po deszczu. W rozwoju ruchu kajakowego poważny udział mają też harcerze. M.in. na drugi Narodowy Zlot Harcerzy w Poznaniu, w 1929 r. na własnoręcznie zbudowanych kajakach (tzw. dykciakach) popłynęła drużyna harcerska (15- i 19-latków), im. Bartosza Głowackiego z Suwałk. Trasa wiodła z jezior Augustowskich, Kanałem Augustowskim, Narwią, Wisłą, Bzurą i Wartą, a jej długość wyniosła 1000 km.
Pomocna dłoń narciarzy wyciągnięta została do kajakarzy zanim się na to zdecydowali wioślarze. Zarówno Polski Związek Narciarski jak i Polski Związek Towarzystw Wioślarskich miały pełne prawo do objęcia opieką kajakarstwa, bowiem początkowo sekcje tej dyscypliny sportu działały zarówno w klubach narciarskich jak i wioślarskich.
Spory kompetencyjne dotyczące tego, kto ma się zaopiekować tą dyscypliną trwały, a tymczasem kajakarstwo odczuwało brak jednego ośrodka koordynującego poczynania klubów, sekcji i działaczy, tym bardziej że turystyka i sport rozwijały się żywiołowo. Kres w pierwszej fazie dyskusji położyło powołanie przez Polski Związek Narciarski Komisji Kajakowej. Kiedy stało się to w roku 1928 bardzo dotknięci poczuli się wioślarze oraz działacze związani z klubami wodniackimi. Rozpoczęły się polemiki i dyskusje na łamach prasy.
Część klubów i sekcji nie kwapi się z wypełnieniem deklaracji przystąpienia do PZN. Tak mija rok 1929. Pod koniec tego roku Związek Związków Sportowych postanowił powołać specjalną komisję do opracowania statutu związku kajakowego oraz zorganizowania zebrania konstytucyjnego przyszłej, niezależnej organizacji kajakarstwa.
W wyniku prac komisji w dniu 2 maja 1930 roku odbył się w Warszawie zjazd delegatów klubów i sekcji kajakowych, na którym powołano do życia Polski Związek Kajakowców i wybrano pierwszy zarząd, na czele którego stanął gen. Stanisław Kwaśniewski. Wyrazem konstytuowania się naczelnych władz polskiego kajakarstwa pod auspicjami wioślarzy i narciarzy było wprowadzenie do statutu PZK przepisu, że w skład zarządu wchodzą referenci turystyczni PZN i PZTW, a w razie likwidacji PZK jego majątek przejdzie na rzecz Polskiego Związku Narciarskiego. Mimo, iż powstanie PZK nastąpiło w 1930 roku za początek zorganizowanego kajakarstwa przyjmuje się jednak rok 1928 i od tego roku liczy się wszystkie jubileusze i okresy rozwoju w historii polskiego kajakarstwa. Trzeba podkreślić, że jeszcze w 1930 r. związek zmienia nazwę na Polski Związek Kajakowy.
Do Polskiego Związku Kajakowców zgłosiło akces około 30 sekcji i klubów. Niestety, precyzyjne określenie tej liczby nie jest łatwe, ponieważ mnóstwo dokumentów zaginęło w okresie wojny, inne zaś zostały zagubione podczas jednej z reorganizacji sportu polskiego na początku lat pięćdziesiątych.
Witold Bublewski wspomina także, że dnia 4 listopada 1934 r. odbyło się posiedzenie Zarządu PZK, na którym rozpatrywano zawieszenie Klubu „Krakovia”, budowę stanicy kajakowej na Dunajcu, tablice orientacyjne dla oznakowania stanic kajakowych i miejsc obozowania, problem zaopatrzenia stanic w łóżka i sienniki a ponadto sprawy bieżące.
Witold Bublewski jako członek pierwszego Zarządu Głównego i współzałożyciel PZK podaje również, że pierwsze regulaminy PZK tworzono pod przewodnictwem ówczesnego majora, a późniejszego pułkownika Lewakowskiego z WiG. On też był twórcą projektu obecnego proporczyka PZK. Natomiast W. Bublewski oprócz tego, że był autorem książki pt. „Kajakami na wodnym szlaku”, ogłosił ponadto szereg artykułów dot. turystyki i organizacji spływów kajakowych ze specjalnym uwzględnieniem harcerstwa. Organizował też „punkty postoju” na rzekach, znakowanie szlaków wodnych, masową produkcję kajaków.
W pierwszym Zarządzie Głównym PZK Witold Bublewski był sekretarzem, obowiązki prezesa pełnił wówczas mjr Sekunda.
Roman Klim
Przewodnik, spływ Pienińskim Przełomem Dunajca
Przewodnik, spływ Pienińskim Przełomem Dunajca
Pieniny to jedno z najlepiej znanych i malowniczych pasm górskich w Polsce. Krajobraz całego pasma cechują niezwykle strzeliste formy skalne zbudowane głównie z wapieni jurajskich i bujna roślinność (około 1000 roślin naczyniowych). Między Czorsztynem a Szczawnicą rozciąga się masyw centralny, zwany Pieninami właściwymi (najwyższy szczyt Trzy Korony 982 m), na zachód od niego leżą Pieniny Spiskie, na wschodzie znajdują się Małe Pieniny z najwyższym szczytem Wysoką 1050 m.
Pieniny właściwe przecina jeden z najbardziej malowniczych przełomów rzecznych w Europie, słynny Pieniński Przełom Dunajca. Dunajec jest jedną z największych i najpiękniejszych górskich rzek w Polsce. Jego źródła znajdują się w Tatrach na wysokości ok. 1700 m. Na dziewięćdziesiątym kilometrze swego biegu napotyka zwarte pasmo Pienin, przez które przedziera się na odcinku 8 km wspaniałym przełomem rzecznym. Następnie przepływa przez Beskidy i po 247 kilometrach, na wysokości 174 m uchodzi do Wisły.
W roku 1932 powstał w Pieninach pierwszy w Europie pograniczny park narodowy. Pieniński Park Narodowy obejmuje na obszarze Polski i Słowacji teren 4356 ha, który powinien przetrwać w niezmienionym stanie. Dlatego apelujemy do Ciebie, turysto, o kulturalne zachowanie podczas wędrówek szlakami, a także w czasie spływu Przełomem Dunajca. Najlepszym sposobem zwiedzania Parku jest spływ tratwami ze Sromowiec Kątów do Szczawnicy lub Krościenka malowniczą i rwącą górską rzeką Dunajec. Jest to jedna z najstarszych imprez turystycznych Europy. Początki spływu nie są znane. Przypuszcza się jednak, że spływano Dunajcem już kilka wieków temu, o czym świadczy sposób budowania tratw i technika spływu. Tratwa spływowa składa się z pięciu razem związanych czółen o długości 5,75 m i 45 cm szerokości każde. Przed laty czółna wykonywane były z wydrążonego pnia drzewa, obecnie są budowane z desek. Tratwa zabiera 10 pasażerów, a prowadzi ją dwóch flisaków – majster na przodzie i pomocnik na rufie. Sterują oni tratwą przy pomocy żerdek zwanych spryszkami. Ubiorem flisaków jest regionalny strój górali pienińskich, którego wyróżnikiem wśród innych strojów góralskich jest bogato wyszywana błękitna kamizelka. Przed laty spływ zaczynał się u podnóży niedzickiego zamku w przełomie Czorsztyńskim, obecnie ze względu na wybudowanie zapór wodnych i powstanie sztucznych zbiorników , spływ rozpoczyna się w Kątach -przysiółku Sromowiec Wyżnych . Na trasie do Szczawnicy trwa ok. trzech godzin, można go jednak wydłużyć o 3 km do Krościenka, wówczas spływa się trzy i pół godziny.
Przystań flisacką tworzą dwa duże strzeżone parkingi oraz dwa pawilony handlowo – usługowe. Pierwszy z nich mieści kilka punktów handlowych niewielką ekspozycję przyrodniczą PPN, w drugim jest kasa oraz punkt gastronomiczny. Na nabrzeżu rzeki czółna montuje się a tratwy, przyozdabiając je falochronami z gałęzi drzew iglastych. Spływ rozpoczyna się na wysokości 465m. Często przy dźwiękach góralskiej kapeli tratwy odbijają od brzegu, unoszone rwącym nurtem rzeki. Pierwszy etap 18 kilometrowego spływu wiedzie wzdłuż południowych podnóży Pienin. Prawy brzeg należy do Republiki Słowackiej, ponieważ rzeka prawie na całej długości spływu jest granicą państwa.
0,5 km – Kołyszące się na wodzie tratwy płyną wprost na Macelową Górę (802 m) opadającą w stronę rzeki barwnymi urwiskami Białej Skały i Czerwonych Skał. Południowo – zachodnie stoki tej góry są jednym z najbogatszych zbiorów roślin i zwierząt ciepłolubnych, zwłaszcza owadów. Dunajec pod Białą Skałą wydaje się spokojny i bezpieczny. Jednak to miejsce jest niemym świadkiem tragicznej katastrofy, jaka miała tu miejsce w 1960 r. Na niebezpiecznie wezbrany Dunajec wpłynęły dwie nieregulaminowe, „szóstkowe” tratwy, zmontowane na własne ryzyko poza przystanią. Sterujący nimi flisacy wprowadzili na nie 43 osobową wycieczkę uczniów z Krakowa. Na bystrzynie pod Białą Skałą fala wtargnęła na tratwę. Pasażerowie w panice rzucili się na przeciwną stronę tratwy, co spowodowało jej przechylenie. Uczestnicy wycieczki wpadli w rwące nurty rzeki, 16 uczniów, nauczycielka oraz jeden z flisaków zginęli. Po tym wypadku koryto rzeki zostało poprawione w celu zwiększenia bezpieczeństwa spływu. Warto podkreślić że tragedia z 1960 r. była jedyną w historii spływu, który mimo emocji, jakie wzbudza jest imprezą bezpieczną.
2 km – Po słowackiej stronie rzeki znajduje się wioska Majere, nad którą wznosi się Kozia Góra z przekaźnikiem telewizyjnym. Kiedyś zwano ją Szwaby Wyżne ze względu na zamieszkujących tam do 1945 roku osadników niemieckich. Na polskim lewym brzegu rozciągają się Sromowce Średnie. Rzeka wykonuje tu gwałtowny zakręt w lewo. Odsłania się stąd widok na masyw Trzech Koron a na południowym zachodzie zarysowuje się panorama Tatr oddalonych zaledwie o 20 km. Po prawej stronie kolejna słowacka przystań, zza której wyłaniają się pierwsze zabudowania miejscowości Czerwony Klasztor. Ta część Czerwonego Klasztoru była do 1945 roku odrębną wioską. Nazywała się Szwaby Niżne i zamieszkiwana była przez kolonistów z Wirtembergii, którzy osiedlili się na tych terenach pod koniec XVIII w. Z tych czasów zachował się niewielki kościółek ewangelicki z 1808 r.
4 km – Brzeg po stronie polskiej na przestrzeni 1,5 km zajmuje wieś Sromowce Niżne. Jest ona ostoją pienińskiego folkloru i siedzibą Polskiego Stowarzyszenia Flisaków Pienińskich, bowiem większość mieszkających tu mężczyzn trudni się flisactwem. Dzięki odosobnieniu wsi zachowały się w niej urokliwe zespoły budownictwa pienińskiego oraz drewniany XVI-wieczny kościółek z cennymi zabytkami sztuki. Obecnie w zabudowie miejscowości dominują gmachy szkoły podstawowej i nowego kościoła z ołtarzem w formie tryptyku wybudowanego w latach 1983-1988. W miarę spływania coraz okazalej prezentują się Trzy Korony z Łysiną, Podskalnią Górą i Nową Górą. W miarę przybliżania się widok wyostrza się o nowe elementy krajobrazu.
5 km – Z prawej strony u ujścia potoku Lipnik rozpoczyna się kolejny słowacki spływ. Po przeciwnej polskiej stronie także znajduje się przystań, przy której można dokonać ostatnich zakupów. W tym miejscu planowane jest przejście graniczne, które umożliwi turystom przeprawienie się przez rzekę i zwiedzanie kompleksu poklasztornego. Czerwony dach klasztoru, rysujący się spoza zieleni drzew na słowackim brzegu dały nazwę miejscowości, która dziś obejmuje Śmierdzonkę i Szwaby Niżne, kiedyś samodzielne wsie. Klasztor w tym miejscu wybudował w XIV w. Mistrz Kokosz Berzeviczy dla odkupienia grzechu zabójstwa. Pieczę nad nim sprawowali królowie polscy, przyznając mu liczne przywileje. Obecnie w zabudowaniach poklasztornych mieści się muzeum oraz ośrodek wypoczynkowy dla dzieci z Bratysławy. Dunajec unosi teraz tratwy coraz szybciej w kierunku Trzech Koron.
5,5 km – Po lewej stronie widać schronisko PTTK „Trzy Korony”, znajdujące się u wylotu Wąwozu Szopczańskiego, wcinającego się pomiędzy Podskalnią Górę i Trzy Korony.
6 km – Na wprost rozpościera się szczyt Łysiny z ostro skrzesanymi turniami Ostrej Skały oraz Wyżnej i Niżnej Grabczychy, przed którymi rzeka wykonuje gwałtowny skręt o 90° stwarzając jedno z trudniejszych miejsc dla flisaków. Od tego skalnego przesmyku zaczyna się właściwy przełom rzeki, która na odcinku niespełna 3 km w linii prostej tworzy 7 ostrych zakrętów wydłużając przez to swój bieg do 8 km. Spadek rzeki w przełomie wynosi 20 m, nie jest on jednak równomierny, bowiem liczne bystrza przeplatają się z „plosami”, czyli wodą spokojną, wolno płynącą. Wśród szybko mijanych skał widnieje z lewej strony osmolona Rybacka Grota w ścianie Niżnej Grabczychy. Przed laty służyła za schronienie łowiącym w nocy rybakom, a także do rozpalania ognia będącego oświetleniem łowiska. Od tego miejsca po prawej stronie znajdujące się u wylotu Wąwozu Szopczańskiego, wcinającego się pomiędzy Podskalnią Górę i Trzy Korony.
6 km – Na wprost rozpościera się szczyt Łysiny z ostro skrzesanymi turniami Ostrej Skały oraz Wyżnej i Niżnej Grabczychy, przed którymi rzeka wykonuje gwałtowny skręt o 90° stwarzając jedno z trudniejszych miejsc dla flisaków. Od tego skalnego przesmyku zaczyna się właściwy przełom rzeki, która na odcinku niespełna 3 km w linii prostej tworzy 7 ostrych zakrętów wydłużając przez to swój bieg do 8 km. Spadek rzeki w przełomie wynosi 20 m, nie jest on jednak równomierny, bowiem liczne bystrza przeplatają się z „plosami”, czyli wodą spokojną, wolno płynącą. Wśród szybko mijanych skał widnieje z lewej strony osmolona Rybacka Grota w ścianie Niżnej Grabczychy. Przed laty służyła za schronienie łowiącym w nocy rybakom, a także do rozpalania ognia będącego oświetleniem łowiska. Od tego miejsca po prawej stronie towarzyszy rzece Droga Pienińska, zbudowana w latach 1874-85 polskie instytucje celem połączenia Szczawnicy z Czerwonym Klasztorem. Obecnie jest miejscem spacerów i wycieczek, także rowerowych.
6,5 km – Dunajec płynie teraz lesistą doliną, zwężając się niespodz szerokości 10 m, przeciska się pomiędzy marglistowapinne skah. zwane jest Zbójnickim Skokiem. Legenda głosi, że upamiętnia > przez Dunajec w czasie ucieczki przed żandarmami. Rzeka osiąga tu głębokość, którą flisacy demonstrują wrzucając w toń żerdki . nurz sprężyście po chwili, prosto w ich ręce. Rzeka zakręca tu lekkie południe. Na polski brzeg wprost z rzeki wyłania się Siv ima Skała. pochodzi z czasów, gdy flisacy wciągali tratwy w górę rzeki siłą swych mięśni. Skała zmuszała ich do wejścia do wody, stąd od trudnego, świńskiego nazwa turni. W tym miejscu warto obejrzeć się do tyłu, by ujrzeć malowniczy widok z piramidami Nowej i Podskalniej Góry.
7,5 km – Dunajec, który na tym odcinku obrał kierunek południowy, teraz gwałtownie skręca na północ, opływając w ten sposób Klejową Górę. Odsłania się widok na lesisty stok Golicy (833 m) poprzecinany skalnymi żebrami, których kształty przypominają sylwetki mnichów, stąd nazwa zbocza – Mnichy.
8 km – Po prawej stronie mijamy polanę Huta. Odchodzi stąd znakowany szlak turystyczny na przełęcz Limierz i dalej do Leśnicy. Nazwa związana jest z niewielką hutą szkła znajdującą się kiedyś na polanie. Rzeka płynie teraz na północ kierując się prosto na skaliste Mnichy, których co lepsi matematycy doliczają się siedmiu.
9 km – Dunajec zakręca łagodnie w lewo, wciskając się w ciasny i mroczny wąwóz. Nurt rzeki staje się coraz szybszy i mknie na 150-metrowe urwisko Facimiechu, które zdaje się zastępować rzece drogę. Ta niedostępna ściana jest najbogatszym stanowiskiem jałowca sawiny. Flisacy pokazują na nim zarys sylwetki zakonnicy i orła polskiego. Urwisko to skrywa również wejście do 20-metrowej jaskini.
9,5 km – W tym miejscu Dunajec tworzy najostrzejszy ze swoich zakrętów, który jest kolejnym wyzwaniem dla flisaków a pełnym emocji dla pasażerów. Odtąd rzeka płynie na północ rozlewając się i tworząc spokojną toń. Miejsce to górale nazywają Leniwe. Po prawej stronie piętrzą się urwiste Piecki. Po tej samej stronie wyłania się zza lasu łąka zwana Polanką, na której w przeszłości znajdowała się węgierska gospoda. Można tam było odpocząć i napić się dobrego wina. Po przeciwnej polskiej stronie rzeki wznoszą się niedostępne skały Ligarki, oddzielone niewielkim lasem od znajdujących się na prawo Fujarkowych Skał. Wysoko przed nami rozciąga się poszarpana grań Pieninek z Czerteżem (774 m), Czertezikiem (772 m) i słynną Sokolicą (747 m).
10,5 km – Z lewej strony do Dunajca wpada Pieniński Potok. Jego dolina oddziela masyw Trzech Koron od Grzbietu Pieninek i jest ostoją pienińskiej zwierzyny. U jego ujścia po prawej stronie jakby na straży stoi Ślimakowa Skała. Z tego miejsca roztacza się jeden z najpiękniejszych widoków Pienin. Potężne białe urwiska Wilczej i Cukrowej Skały zagradzają rzece drogę. Ponad nimi wznosi się szczyt Sokolicy, jej wierzchołek znajduje się aż 307 m ponad poziomem rzeki. Tuż pod wierzchołkiem Sokolicy widoczna jest reliktowa sosna, która jest najczęściej fotografowanym drzewem w Polsce.
11 km – Rzeka jakby odbija się od skalnych ścian, skręcając u ich podnóża na południowy wschód. Tratwy suną teraz leśnym tunelem po prawej stronie wzdłuż północnych stoków Golicy, zwanych Mnichowymi Plecami.
11,5 km – Lewy brzeg to wysunięty spod Sokolicy, porośnięty buczyną półwysep rzeczny, kulminujący w Przechodnim Wierchu. Tutaj tratwy nabierają coraz większej prędkości, odcinek ten nazywany jest przez flisaków „Na Bystre”.
12,2 km – W tym miejscu, przy słowackim brzegu znajduje się wywierzysko krasowe, zwane Stuletnim Źródłem, bo jak mówią flisacy: „kto z tego źródła wodę pije, sto lat żyje”. Jest to terytorium obcego państwa, ale tratwy mogą tu przybijać do brzegu, by turyści mogli się napić wyjątkowo dobrej i zimnej wody. Poniżej źródła, również na słowackim brzegu, wznosi się niewysoka samotna skała, zwana Samą Jedną lub żartobliwie „Starą Panną”. U jej stóp rzeka wykonuje zwrot o 180°, by teraz obrać kierunek północno-zachodni. Jak twierdzą flisacy, rzeka osiąga tutaj największą głębokość, stąd nazwa tego miejsca „Na Lochu”.
12,4 km – Z prawej słowackiej strony rzeki kończy swój bieg Leśny Potok, wpadając do Dunajca u podnóża skał z charakterystycznymi wymyciami. Noszą one nazwę Wylizana i wraz ze skałą Samą jedną tworzą malowniczy przełom Leśnego Potoku. Z tego miejsca po raz ostatni można podziwiać urwisko Sokolicy, widziane tym razem od jej Rygli. W głąb doliny Starej Leśnicy odchodzi od Drogi Pienińskiej droga asfaltowa, którą turyści korzystający ze słowackiego spływu opuszczają przełom.
12,7 km – Granica państwa, która dotąd towarzyszyła spływającym odchodzi w prawo na grzbiet Bystrzyka przecinając Pienińską Drogę. Znajduje się tutaj turystyczne przejście graniczne, które można przekroczyć pieszo lub na rowerze. W tym miejscu kończą się słowackie spływy, tratwy są załadowywane na samochody i wywożone.
13 km – Zbliżamy się do 40-metrowej Hukowej Skały po lewej stronie. W tym miejscu przed laty w czasie spływów urządzano z moździerzy kanonady, które skała zwielokrotniała pięknym echem. W głębi po prawej stronie wznosi się Biała Skała, u podnóża której znajduje się miejsce promowych przepraw turystów w drodze na Sokolicę.
13,8 km – Wśród drzew po prawej stronie widoczny jest dach schroniska PTTK „Orlica”.
14,2 km – Przed nami na wysokości 432 m znajduje się przystań flisacka w Szczawnicy. Tutaj po około trzech godzinach dla większości turystów kończy się spływ. Można jednak płynąć dalej aż do Krościenka. Opuszczane w Szczawnicy łodzie często są również wykorzystywane do tzw. małego spływu, pomiędzy Szczawnicą a Krościenkiem.
14,4 km – Z prawej strony do Dunajca spada po kaskadach potok Grajcarek. Przed nami wyrasta skała Kotuńka, na której jak przed laty, znajduje się rzeźba górala witającego turystów odwiedzających Szczawnicę. Ta charakterystyczna skała jest nawet elementem herbu Szczawnicy. U jej podnóży często można spotkać trenujących kajakarzy górskich. Za Kotuńką rzeka skręca w lewo opływając terasę zalewową Kras z licznymi polami uprawnymi.
15,9 km – Szybko niesione prądem rzeki tratwy dopływają pod północno-wschodnie lesiste stoki Pieninek. U ich podnóża wznosi się urwisko Zawiesów, na skale widoczna jest figurka Matki Boskiej, poniżej na obu brzegach znajdują się przyczółki najstarszego mostu w Pieninach, który zniosła powódź w 1934 roku. Rzeka wykonuje tutaj ostatni zakręt na trasie spływu kierując się teraz na północ. Po prawej stronie niewielkie osiedle Piaski, przy którym rozkładane są tratwy, te które spływają tylko do Szczawnicy. Stąd samochodami przewożone są z powrotem do Sromowiec. Lewym brzegiem rzeki biegnie ulica św. Kingi ze starą kapliczką jej poświęconą. Tu przeprawiała się Kinga przez rzekę, uciekając przed Tatarami. Ulicą wiedzie zielony szlak na Sokolicę. Nieopodal kapliczki kończy się PPN i zaczynają zabudowania Krościenka.
17,9 km – Na wysokości 419 m kończy się dłuższy wariant spływu. Flisacy żegnając się z turystami wysadzają ich na brzeg obok najcenniejszego zabytku Krościenka, jakim jest Kościół z XIV w., niekiedy flisacy przepływają jeszcze pod żelbetowym mostem z 1934 roku i kończą spływ koło niewielkiego parku, gdzie znajduje się parking a także bar szybkiej obsługi.

601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś

