Posts Tagged ‘Roman Klim’
Kajakarstwo turystyczne od 1930 do 1939
Kajakarstwo turystyczne od 1930 do 1939
Lata 30-te XX w. stanowią najwspanialszy okres rozkwitu polskiego kajakarstwa. Niezwykle dynamicznie rozwijało się polskie kajakarstwo w okresie od powstania PZK do wybuchu II wojny światowej. W tym czasie prowadzono niezwykle wytężoną pracę organizacyjną. Główny jej kierunek stanowiła oczywiście turystyka, rozwijająca się żywiołowo. Niemała była w tym zasługa wielu wybitnych działaczy. Dzięki talentowi organizacyjnemu Marii Podhorskiej-Okołów powstawały obiekty turystyczne, kluby, organizowano spływy, wystawy sprzętu… Oprócz niej działała cała plejada wspaniałych i oddanych sprawie działaczy. Choć tylko z nazwiska wymienić należy: braci W.R. Drygów, M. Ohli, O. Chlamtatscha, T. Grabowskiego, T. Czajkowskiego, L. Sołtysa, S. Gabryszewskiego, L. Leszka, W. Rzońca, T. Przybylskiego, E. Michalika, S. Andruszewicza, C. Woźnego, E. Muszelskiego, Z. Baumgart-nera, B. Jastrzębskiego. Byli także Rothowie, Nideccy i wielu innych.
W tym czasie podjęto produkcję lekkiego, o ciężarze 25 kg kajaka składanego w Zakładach Kauczukowych w „Piastowie”. W ramach zagospodarowania szlaków wodnych powstało 15 stanic wodnych i 17 stanic kajakowych, głównie nad Brdą (10), na Pojezierzu Brodnickim oraz Suwalsko-Augustowskim .
Gwałtownie rośnie ilość spływów i imprez kajakowych. I tak np. w 1931 r. sześciu maturzystów z Ostrowca Świętokrzyskiego, na zbudowanych przez siebie drewnianej konstrukcji – dwuosobowych kajakach „Neptun”, „Delfin” i „Syrena” odbyli spływ Kamienną i Wisłą do Bałtyku, po czym już Zatoką Gdańską do Gdyni i Helu. Spływ trwał w sumie 20 dni, nie licząc kilkudniowych postojów na zwiedzanie. Szybkość płynięcia wyniosła około 9 km/h, pokonano trasę długości 640 km. Godnym podkreślenia jest fakt, że wszyscy uczestnicy tej trudnej wyprawy (K. Dybowicz, M. Morawiecki, J. Rylski, S. Szafrański, H. Summ i A. Żebrowski) byli nowicjuszami w kajakowaniu. Wypłynęli oni z Ostrowca 9 czerwca, a dopłynęli do Gdyni 5 lipca, przy czym na Kamiennej musieli sforsować 14 młynów i jazów.
Z każdym rokiem wzrastała liczba członków w Klubach. Na przykład w Kolejowym Klubie Wioślarskim w Krakowie liczba członków powiększyła się w 1932 r. o 21 osób i liczył on 34 osoby. W sezonie tegoż roku tylko ten jeden Klub zorganizował 303 wycieczki kajakowe i wioślarskie, pokonując 38 708 km. Bardziej doświadczeni członkowie odbywali spływy zagraniczne – Prutem i Dunajem do Morza Czarnego oraz z Czerniowiec do Warny. Młodsi koledzy spływali Wisłą do Bałtyku i dalej do Helu. W 1939 r. Klub ten liczył już 66 osób. Zorganizował 197 wycieczek a jego członkowie przepłynęli w sumie 35 589 km, przy czym za najpoważniejszy kajakowy wyczyn należy uznać opłynięcie na składakach Sycylii przez M. Plebańczyka, Z. Figułę, E. Naglera i B. Dziewińskiego.
Tradycją zaś tego Klubu stało się pływanie Wisłą na trasie Kraków-Bałtyk, co uczyniono w tym roku kilkakrotnie.
Wiosną 1932 roku w Warszawie przy Wale Miedzeszyńskim pod numerem 9 otwarto stanicę Sekcji Wodnej Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. W jej budynku mieściły się pomieszczenia klubowe, szatnie, ciemnia fotograficzna, dwie łazienki i prysznice. Było też 5 boksów na 45 kajaków, 80 szafek na sprzęt i ubrania członków Sekcji. Prezesem Sekcji był Władysław Gruszczyński, wiceprezesem i zarazem szefem przystani Adam Wisłocki, a gospodarzem Maria Podhorska-Okołów. Sekcja liczyła 65 członków, z których 30 przepłynęło w roku 1932 16 000 km, a rekord pobiła Halina Zasztowtowa przepływając kajakiem 2000 km.
Rozwojowi turystyki kajakowej sprzyjała niczym nie krępowana swoboda poruszania się po wodach śródlądowych, a także morskich. Pomocną w tym względzie była możliwość przewożenia kajaków tanim, ale jednocześnie bardzo solidnym transportem kolejowym, co umożliwiało realizację dłuższych, wielodniowych wypraw do odległych zakątków kraju, by jak najwięcej zwiedzić i dotrzeć tam, gdzie szlak nie był jeszcze przetarty. Przejazdy nie były trudne, ponieważ kolejowe wagony bagażowe zabierały sprzęt turystyczny i kajaki bez ograniczeń.
W roku 1933 miało miejsce kilka znaczących wydarzeń. Jego najgłośniejszą imprezą wodną był odbyty w czerwcu i lipcu -gigantyczny jak na owe czasy – spływ Wisłą pod hasłem „Przez Polskę do morza”. Jej organizatorem była Liga Morska i Kolonialna przy wydatnej pomocy Państwowego Urzędu przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego. Komandorem Spływu był generał brygady Stanisław Kwaśniewski – kierownik Wydziału Żeglugi Śródlądowej przy Zarządzie Głównym LMiK. Do Torunia był to spływ gwiaździsty w oparciu o własne plany, natomiast 4 sierpnia wszyscy uczestnicy spotkali się w tym mieście – obchodzącym 700-lecie -aby go zwiedzić. Następnego dnia ogromna liczba kajaków, łodzi wiosłowych i żaglownych wyruszyła na trasę: Fordon-Chełmno-Grudziądz-Gniew-Tczew-Gdańsk.
W Gdańsku uczestników spływu załadowano na holowniki i „Dar Pomorza” i przewieziono do Gdyni. Płynięto w grupach województwami. W spływie uczestniczyli wodniacy z całej Polski. Wzięło w nim udział 2100 uczestników i około 1000 łodzi. Wśród uczestników bracia Roman i Janusz Zalescy i Adolf Nowicki pokonali 2958 km, a Jan Paprocki i Zbigniew Więcek przepłynęli 2750 km. 12 listopada 1933 r. w niedzielę w sali kinoteatru „Stylowy” w Warszawie odbył się uroczysty pokaz filmu o spływie „Przez Polskę do morza”.
Innym, również ważnym wydarzeniem tego roku było otwarcie nieco wcześniej pierwszej Ogólnopolskiej Wystawy Kajakowej, Turystyki Wodnej i Wioślarstwa połączonej z targami. Jej organizatorem był Klub Wioślarski „Wisła” w Warszawie, w porozumieniu z Polskim Związkiem Kajakowym i Polskim Związkiem Żeglarskim. Wystawę zorganizowano w dniach od 17 kwietnia do 8 maja na terenach wystawowych „Bagatela” w Warszawie. Miała ona niezwykle bogatą ofertę zawartą w siedmiu działach, ogarniającą całokształt problematyki wodniackiej i o szerokiej skali rozpiętości tematycznej, w której kajakarstwo było jednym z fragmentów, zresztą bardzo znaczącym. Najbardziej okazałe eksponaty i największe stoiska należały do Stoczni Łodzi Władysława Urbaniaka z Poznania. Firma ta obok regatowych łodzi wioślarskich i jolek dała przegląd kilku typów kajaków. Uwagę zwracał luksusowy kajak kryty afrykańskim gabonem o mosiężnych okuciach, dwuosobowy i przystosowany do żagla (cena 420,- zł). Stocznia Modlińska Państwowych Zakładów Inżynierii obok ślizgaczy pokazała kajaki sosnowe w cenie 90,-zł. Kajak typu „Delfin” Fabryki Wyrobów Gumowych „Wolbrom”, zaopatrzony był w nowość – w boczne komory powietrzne oraz wewnętrzne torby na przybory i bagaż. Kajak ten można było złożyć w dwa ręczne pakunki o łącznym ciężarze – wraz z wiosłami – 35 kg (cena 410,- zł). Fabryka Wyrobów Drzewnych hr. Larissch-Mnnicha w Jaworzu na Śląsku zaprezentowała kajaki, składane zwane „Polski Pionier” (cena 510 zł.) Fabryka Śmigieł i Wyrobów Drzewnych (Szamański i Ska) pokazała kajak ze sklejki o gr. 3 mm, bardzo mocny lecz ciężki. Kajak aluminiowy o wadze 28 kg (cena 500 zł) został wyeksponowany przez Firmę „Perun”. Zakłady Kauczukowe „Piastów” wyszły na rynek z nowym typem kajaka uprzednio nie używanym, o nowej konstrukcji szkieletu i siedmiowarstwowej powłoce gumowej. Fabryka Fornierów i Dykty braci Konopackich w Mostach zastosowała do budowy kajaków sklejkę „hydroplanową”, odporną na wilgoć. Kajaki tego rodzaju wyrabiały Mazowieckie Warsztaty Szkutnicze w Płocku. Na uwagę zasługiwały wyroby uczniów Szkoły Rzemiosł w Aleksandrowie oraz Państwowego Instytut Robót Ręcznych w Warszawie. Instytut przedstawił kilka typów kajaków zaprojektowanych przez inż. Paulego. Z polskich wytwórców były jeszcze wyroby Ernesta Jenknera z Bielska i Jana Lahna z Chojnic, a z zagranicznych „Klepper” z Niemiec i Związku Producentów Czeskich. Trzeba podkreślić, że idea wystawy znakomicie wyszła naprzeciw 35-tysięcznej rzeszy kajakujących wówczas w Polsce.
Powodzenie i sukces spływu „Przez Polskę do morza” w 1933 r. spowodowały, że ci sami organizatorzy urządzili go ponownie w 1934 r. pod hasłem „Cała Polska do morza”. Spotkały się na nim zespoły uczestników z niemalże wszystkich naszych rzek, aby ponownie udokumentować ich wartość nie tylko jako śródlądowych szlaków wodnych (co było oczywiste), ale podkreślić znaczenie ich związków i zespolenia z morzem i wyjścia w szeroki świat. Postanowiono, że Spływ zatrzyma się w Warszawie, w dniu otwarcia III Światowego Zjazdu Polaków, to jest 5 sierpnia, po czym wyruszy do Gdyni. W imprezie uczestniczyło 1400 osób i 773 łodzie.
W 1934 r. ustanowiono Turystyczną Odznakę Kajakową. Miała ona zachęcać do uprawiania tej dyscypliny turystyki. I rzeczywiście patrząc z perspektywy czasowej, można stwierdzić, że doskonale spełniła tę rolę.
W roku 1934 było już 57 klubów i sekcji kajakowych zrzeszonych w Polskim Związku Kajakowym. W latach 1935-1939 kajakarstwo turystyczne objęło swym zasięgiem już cały kraj. Na ogólną liczbę 9300 członków Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, do Polskiego Związku Kajakowego należało 7500. Oprócz uprawianej indywidualnie i w klubach turystyki kajakowej urządzane były ogólnopolskie spływy kajakowe na Brdzie i Dunajcu, które w latach późniejszych stały się międzynarodowymi i trwają do dzisiaj. I Międzynarodowy Spływ Kajakowy Brdą na Trasie Charzykowy-Bydgoszcz odbył się w 1937 r. Został także zrealizowany pierwszy kurs kierowników wycieczek, obozów i spływów kajakowych. Równocześnie organizuje się inne spływy dla cudzoziemców. Zawsze wyjeżdżają z Polski pod urokiem naszych szlaków wodnych. Niemałym naszym osiągnięciem było przyznanie Polsce przez I.R.K. (Międzynarodową Organizację Kajakową) w roku 1938 -I miejsca za najlepszą działalność turystyczną. Nie mniejszym sukcesem było powołanie w tym samym roku do Zarządu I.R.K. naszej przedstawicielki – Marii Podhorskiej – Okołów, jako wybitnej specjalistki do spraw turystycznego kajakarstwa. Był to niewątpliwie jej osobisty sukces, ale także wyróżnienie dla polskiego kajakarstwa turystycznego. Wydarzeniem bez precedensu do dzisiaj było także uznanie przez I.R.K. języka polskiego za jeden z oficjalnych języków tej federacji, a także przyznanie Polsce prawa organizowania II Mistrzostw Świata w Augustowie w 1942 r.
Godnym podkreślenia jest fakt, że w 1938 r. funkcjonowały w Polsce 143 kluby kajakowe oraz 326 przystani i stanic wodnych.
Roman Klim
Prekursorzy kajakarstwa – Warington Baden-Powell
Prekursorzy kajakarstwa – Warington Baden-Powell
Warington Baden-Powell był o 10 lat starszy od swego najmłodszego, ale sławnego brata generała Roberta Baden-Powella. Rozpoczął swoją karierę we flocie handlowej na szlaku do Indii. Prowadził praktykę w Sądzie Admiralicji i był doradcą Królowej.
Przejażdżki łodzią stały się dla niego naturalnym rozwinięciem jego umiłowania do życia na wolnym powietrzu, co miało także istotny wpływ na zainteresowania jego brata Roberta obozowaniem i harcerstwem.
Podczas gdy Mac Gregor został uznany za tego, który po raz pierwszy wprowadził kajak wiosłowy typu „Rob Roy”, to właśnie Baden Powell wynalazł i spopularyzował kajak żaglowy.
Baden-Powell odkrył w kajakarstwie dwie niewątpliwe przyjemności: „pierwsza to zdrowe cieszenie się wolnym i swobodnym życiem przy pięknej pogodzie i w różnorodnej scenerii, a druga bardziej sensacyjna, walczenie pod żaglem i zmaganie się ze wzburzoną wodą”.
W 1869 r. Baden-Powell oraz jego przyjaciel określany w relacji wyłącznie inicjałem „H” pływali kajakami „Nautilius” i „Isis” po rzekach, kanałach i jeziorach Szwecji. W dniu 20 lipca 1869 r. dotarły one na parowcu z Gravesendu do Gothenburga.
W tej podróży dwaj młodzi kajakarze byli ciągle przemoczeni do suchej nitki i stawiali czoła ponurej pogodzie przez dużą część sześciotygodniowego spływu.
Przenikliwe deszcze, szkwały, silne wiatry i wzburzona woda złożyły się w sumie na kwintesencję ich podróży. W porównaniu do ich spływu, podróże morskie Mac Gregora wyglądały jak luksusowe rejsy.
Ich pożywienie i zakwaterowanie również często były bardzo skromne. Na przykład drugą noc spędzili na skalistych brzegach rzeki Gotha wewnątrz ich kajaków, leżąc na kocykach w przemoczonych ubraniach, przykryci wyłącznie płaszczem nieprzemakalnym. Zdarzało się, że podczas szukania suchego miejsca, gdzie mogliby odpocząć w nocy, nie mogli znaleźć żadnej sadyby ani znaku ludzkiego życia, lecz tylko pogłębiającą się ciemność i przerażający deszcz – mżący lub padający z dużą siłą. Gdy udawało się im znaleźć nocleg, często nie było to nic więcej niż stodoła lub poddasze, gdzie składowano siano. Nawet w Grand Hotelu w Oslo mogli jeść obiad składający się wyłącznie z ciemnego pieczywa z masłem, jajek, mleka i gorącej wody oraz dzielić jedną dużą izbę na górze, służącą jako sypialnia. Trzeba tutaj podkreślić, że w takich sytuacjach towarzysz Baden-Powella kryjący się za literą „H”, kimkolwiek był, nie wypowiadał ani słowa skargi. Jednocześnie intrygujące jest to, że Warington Baden-Powell nie podał żadnej wzmianki o tajemniczym „H”.
Najatrakcyjniejszą cechą rejsu jeśli nie trudnością była sceneria. Klucze ptaków nad Trollhaffen i Berg na Kanale Gotha, ponad 120 stóp nad ziemią wywarły na nich ogromne wrażenie, podobnie jak wspaniały krajobraz pomiędzy rzeką Motała i jeziorem Glan. „Tutaj wysokie skały wznoszą się po obu stronach, ślady sztormów w ciągu wieków widać na ich bokach, gąszcz ponurych jedlin przy skałach, które zwisają nad rzeką, podczas gdy w innych miejscach sceneria zmienia się i płynie się przez swojskie piękne obszary, obfitujące w jasne łąki pełne traw i krajobrazy angielskiej rzeki”.
Widok ich kajaków wzbudził wiele lokalnego zainteresowania, lecz na skutek nieznajomości języka szwedzkiego możliwe były tylko krótkie dialogi z tymi, których spotkali na swojej drodze. Szwedzka gazeta codzienna „Aften Blatt” uroczyście ogłosiła ich przybycie do Sztokholmu w następujących słowach: „Dwaj Anglicy o których pisaliśmy wcześniej, podróżując na kajakach przez Szwecję, przybyli do stolicy i wylądowali na północnej stronie Placu Gustawa Adolfa. Po wylądowaniu podróżnicy wyciągnęli kajaki z wody i biorąc je pod każde ramię, udali się na przechadzkę po mieście”.
Para podróżników przyznała jednak skromnie, że pod ręką było czterech bagażowych do pomocy.
Ze Sztokholmu wyruszyli parowcem do Malm i w czasie tej podróży odwiedzili stocznię morską w Karlskronie, gdzie obejrzeli okręty wojenne, z których „John Ericson” według nich był najbardziej godny uwagi, ponieważ miał dwa ciężkie działa w jednej wieży.
Baden-Powell i „H”, bez wyraźnej przyczyny przeprawili się z Malm do Danii, niezależnie od siebie. Nie była to łatwa przeprawa. Pogoda była tak burzliwa i wiało tak mocno, że często trzeba było wybierać wodę z kajaka (ryc. 21). Po odpoczynku na wyspie Saltholm i obejrzeniu licznych fok, Baden-Powell przybył do Kopenhagi, gdzie dowiedział się, że „H” wyprzedził go i „Isis” spoczywa już w holu Hotelu Phoenix. Tutaj wsiedli do pociągu, a następnie popłynęli parowcem do Kolonii, gdzie dokładnie zbadali trzy znaleziska o charakterze nautologicznym.
Następny pociąg zawiózł ich do Hamburga, gdzie odpoczywali przez tydzień, a następnie pożeglowali do Alster, chociaż Baden-Powell uważał, że pływanie nocą przy brzegu jeziora jest bardzo niebezpieczne. Kajaki zostały wreszcie przewiezione parowcem z powrotem do Londynu, a stąd dopłynęły do Searl „raczej podrapane i poobijane, ale dobrze zahartowane solą i słońcem i wciąż silne w walce z wiatrem i konarami”.
Historia ich wyczynów ukazała się w dwu edycjach Ciornhill Magazine (październik i listopad 1870 r.). Relacja ta została następnie wydrukowana w formie książki („Canoe Travelling: long of a cruise on the Baltic”). Zawierała ona długą listę praktycznych rad dotyczących budowy i montażu kajaka i co było już niemal tradycją, wskazówki dotyczące zapasów, ubioru i gotowania. Herbatę zarekomendowano w niej jako poręczniejszą niż kawa, wołowinę Leibiga przedstawiono jako pożyteczną, gdy ryby i jajka nie były dostępne, a brandy jako potrzebną do oczyszczania niedobrej wody, kiedy brakowało piwa lub mleka. Niezastąpione były złoto, skrzynka z narzędziami, lakier, kit, noże w futerale, sprzęt wędkarski, naładowany pistolet i „okulary słoneczne użyteczne podczas kierowania się pod słońce”. Zwrócono także uwagę na chłodne noce na Przylądku Inverness i potrzebę posiadania nieprzemakalnej płachty do uformowania namiotu. Kuchenkę „Rob Roy” opisano jako „małe cudo”, zdolne czasami do ugotowania kwarty zupy w ciągu pięciu minut.
Baden-Powell twierdził, że od czasu wcześniejszej o sześć lat podróży Mac Gregora zbudowano już setki kajaków, poczyniono ogromne udoskonalenia i ukończono pomyślnie wiele innych długich zagranicznych rejsów morskich. Doświadczenia każdego z nich, gdy zostały rozpowszechnione, pomogły w ogólnym rozwoju kajaka i jego wyposażenia w takim stopniu, że te pierwsze pojazdy z kilku pionierskich lat nie mogą się równać ze współczesnymi. Wkrótce po ukazaniu się książki w 1871 r., John Mac Gregor zapisał krótko w swoim dzienniku, że „spotkał poetę Browninga i jadł obiad z Baden-Powellem”.
Powell uważał, że różni się od Mac Gregora pod jednym względem. Napisał wówczas: „Niektórzy mężczyźni znajdują dużą przyjemność w przebywaniu sam na sam ze swoimi myślami w obcym kraju przez miesiące, jednak, urok ten zostaje zniszczony w przerwach na konieczne kontakty z miejscowymi ludźmi. Cieszyło mnie wiele samotnych rejsów, samotnych, ponieważ mój kajak był jedyny w tej części świata. Lecz jeśli chodzi o długą podróż, to wolę tak wielu kompanów jak jest to możliwe, ponieważ nawet gdy dwoje ludzi jest razem, każdy problem staje się o połowę mniejszy, a przyjemność dwa razy większa”. W świetle tej wypowiedzi paradoksalne jest to, że Baden-Powell nie zamieścił żadnego opisu jakiegokolwiek zdarzenia czy rozmowy ze swoim kompanem określonym jako „H”.
Rok po powrocie Baden-Powella znad Bałtyku, jego rodzina zdecydowała się spędzić wakacje letnie w wiosce Wye. Warington, razem ze swoimi braćmi Georgem i Robertem (miał wówczas 15 lat), popłynęli w kajakach w górę Tamizy „dopóki rzeka nie stała się strumieniem, a w końcu potokiem, który był zbyt mały by ich nieść. „Wtedy przenieśli kajaki do górnego biegu rzeki Avon. Wiosłując, żeglując i holując kajaki, popłynęli w dół rzeki do Bath, Bristolu i Avonmouth, a następnie rzeką Severn i po przeprawie do Chepstow skierowali się na północ wzdłuż Wye do Walii.
Końcowe fragmenty dziennika Baden-Powella odnoszą się do gruntowych przygotowań „Nautiliusa” do rejsu po Morzu Śródziemnym, lecz nie znaleziono potwierdzenia tej podróży.
Warington Baden-Powell napisał też „Harcerstwo na morzu dla chłopców”, które Robert – wówczas Lord Baden-Powell -uzupełnił w 1931 r., wspominając o swoim długu w stosunku do starszego brata za jego harcerskie porady. Baden-Powell wniósł także dziesięciostronicowe opracowanie o kajakarstwie do edycji Encyklopedii Sportu i Gier Suffolka w roku 1897. Napisał w nim, że „Rob Roy” jest wystarczający jeśli chodzi o spokojne rzeki, kanały i jeziora, lecz nie nadaje się do wód o szybkim nurcie i do transportu. Wyposażenie obozowe oraz odzież, które mogą zmieścić się w kajaku typu „Rob Roy”, nadawać się mogą tylko dla lalki, ale na pewno nie dla człowieka, chyba że nocleg każdej nocy zapewniony jest w hotelu.
Roman Klim
Prekursorzy kajakarstwa – Philip Gilbert Hamerton
Prekursorzy kajakarstwa – Philip Gilbert Hamerton
Relacje z morskich podróży kajakowych większości członków pierwszego w świecie angielskiego Królewskiego Klubu Kajakowego były publikowane w dalece mniejszym stopniu niż w przypadku jego Kapitana. M. in. jedną z mniej znanych podróży była odbyta we Francji w „papierowym” kajaku. Stało się to za przyczyną Philipa G. Hamertona, który w wieku 32 lat, w roku 1866 został członkiem Królewskiego Klubu Kajakowego.
Hamerton miał ekscentryczny charakter. W 1857 r. wydzierżawił dom w gospodarstwie rolnym na samotnej 30-akrowej wysepce Innistrynich na jeziorze Awe. Tutaj zachwycał się surową scenerią z jeziorami, górami i dzikimi wrzosowiskami, a szczególnie „ciemnymi wodami jeziora Awe rozbijającymi się o skały kilku pięknych wysepek”, gdy jego łódź przepływała w szarym i mrocznym zmierzchu. Przede wszystkim uwielbiał biwakowanie, pływanie łodzią i szkicowanie.
W 1862 r. przeniósł się do Burgundii, poślubił Francuzkę i zamieszkał w pobliżu miejscowości Autun. Dom Hamertona graniczył z płytkim i krętym strumieniem Ternin, na którym eksperymentował z budowanymi przez siebie kajakami. Przez Autun przepływała też rzeka Arroux, dopływ Loary, którą pragnął zbadać, bo „łączyła wszystkie wdzięki pięknej scenerii, malowniczą architekturę i przyrodę oraz mającą swoją specyfikę, gdyż żaden człowiek nie próbował płynąć nią w dół”. Jego stolarz sporządził konstrukcję szkieletu kajaka, którą Hamerton pokrył paroma warstwami mocnego, wodoodpornego papieru łączonego z czymś w rodzaju mastyksu, zwanego „eunduit Ruolz” (od jego wynalazcy, sławnego chemika). Swoim amerykańskim czytelnikom Hamerton wyznał, że potrzeba było 12 miesięcy, aby „enduit Ruolz” stwardniał, ale z braku tego czasu woda zaczęła przenikać do środka. Kajak miał także papierowy pokład i pomimo swej wiotkości, okazał się sprawnym pojazdem, chociaż nabierał zbyt dużo wody.
Jednym z celów tej podróży było dostarczenie kwasorytów z nieznanej dotychczas rzeki. W konsekwencji czego tempo było niezmiernie wolne i zmęczyłoby każdego innego towarzysza, ale nie Toma, jego ogromnego psa, „który płynął przez całą podróż za kajakiem, w dół progów rzecznych”.
Hamerton tłumaczył swoją radość z podróżowania po nieznanej europejskiej rzece szansą „odnalezienia wiele z tego, co warte jest odkrycia”. Jednocześnie podkreślał, że konieczne jest dla odczuwania całkowitej przyjemności z podróży odkrywczej, by miejsce, które ma być zbadane nie powinno być przedtem eksplorowane przez innych, lub przynajmniej nie z tymi samymi celami i zamiarami”.
Ekspedycja rozpoczęła się pięknego jesiennego popołudnia w 1866 r., gdy „Jenny” została przewieziona na wozie do brzegów rzeki w Voudenay Le Chateau (ryc. 17). Następnego ranka popłynął bez przeszkód, gdyż rzeka choć wąska, nie była początkowo zawalona drzewami, jakkolwiek wkrótce trzeba było poruszać się leśnym tunelem o szerokości czterech stóp. Pnie przewróconych drzew, splątana roślinność i kilka ostrych zakrętów, spowodowały opóźnienia, tonięcie kajaka, a wreszcie jego transport przez pole. W ciągu pierwszego dnia przebyto jedną milę, a noc spędzono w gospodzie w Youdenay l”Eglise. Ponieważ nie można było pokonać rzeki, następnego ranka trzeba było przewieźć kajak na wozie dwie lub trzy mile, zanim został on ponownie spuszczony na wodę. Od tego miejsca, godzinna podróż w dół wąskiej i męczącej rzeki przywiodła Hamertona do okrągłych i kwadratowych wież zamku Igornay, który szkicował przez pięć godzin (ryc. 18). Później trzeba było przetransportować kajak przez jaz młyna i przeciągnąć przez mieliznę, lecz wkrótce szybki prąd poniósł go w dół do progów rzecznych, u stóp stromego i lesistego wzgórza. Po przebyciu tego trudnego odcinka, Hamerton wpadł do wody kiedy kajak przepływał pod przewróconym drzewem. Jednak Hamerton szybko wylał wodę z kajaka i odzyskał swoje rzeczy wraz z pudełkiem z płytami kwasorytów.
Po podjęciu podróży na nowo, szczególnie mocno drażniły go grupki ludzi stojących na brzegu rzeki i patrzących na jego mały stateczek oraz przyjmujących śmiechem. Hamerton tę sytuację mądrze skomentował, że „są to cierpienia filozoficzne, które zna każdy malarz krajobrazu”. Po szybkim uporaniu się z wieloma wąskimi przejściami pomiędzy grubymi wierzbowymi pniami, Hamerton dotarł do połączenia rzek Arroux i Dree. „Rzeka była teraz ciągiem pięknych i rozległych sadzawek połączonych z sobą przez bystre, szemrzące mielizny, przez które kajak sunął wesoło i szybko, nie dotykając dna”.
Na koniec zakręt tej pięknej rzeki odsłonił Autun, na zboczu wysokiego wzgórza, niebieskiego, w mgiełce pogodnego popołudnia, z masywnymi murami i wieloma wieżami, a także stare Augustodunum, którego rzymskie fortyfikacje otaczały targ warzywny. Gdy kajak przepłynął pod mostem, Hamerton zauważył po prawej stronie, że dwie spośród czterech ścian wieży znanej jako „Świątynia Janusa”, chociaż przebite postrzępionymi otworami, stały nadal. Dwa strumienie dopływały do Arroux pod murami miejskimi, lecz mimo to dalej rzeka była nie do przebycia ponieważ podczas niedawnej powodzi most wiszący został zerwany. Tak więc kajak trzeba było transportować lądem. Ta zwłoka spowodowała, że znalazł się on na wodzie w ciemnościach, na bystrej i kamienistej rzece w odległości sześciu mil od najbliższej wsi. Tak więc noc trzeba było spędzić na brzegu rzeki w wąskim kajaku, do którego Hamerton nasypał sitowia i włożył wełniany worek.
Kolejnego ranka Hamerton wyrył w metalu zamek Chaseux, malowniczą ruinę nad rzeką, której wieże uważał za zbyt małe jak na wytwór epoki feudalizmu. W małej wiosce Etang, która posiadała dwa piękne mosty i właśnie zbudowaną stację kolejową, uznał stare domy w pobliżu rzeki jako dobry temat do wyrycia. Jeden dzień spędził także na badaniu rzeki Beuvray i wzgórza Uchon, które dźwigało na swoim skalistym szczycie wysoki fragment średniowiecznego zamku, oraz „kołyszący się kamień” – La Pierre qui Croule.
Kontynuując swoją podróż, podziwiał przepiękny krajobraz i dotarł do St. Nizier, bardzo dziwnej i małej wioski, z niewielkim i nieużywanym romańskim kościołem.
W końcu, po długiej podróży w jasnym wspaniałym świetle księżyca nadającemu niewysłowiony czar i poezję każdemu zakrętowi rzeki, papierowy kajak dopłynął triumfalnie do rozległych wód Loary pod Digoin.
To właśnie „Przegląd Dwutygodniowy” opublikował w lutym 1867 r. relację Hamertona z rzeki Arroux pt. „Podróż kajakiem”. Potem poprawił tekst i wydrukował go ponownie w postaci seryjnej z kwasorytami wydrukowanymi na specjalnym papierze.
36 kwasorytów znajdujących się w teczce zaprojektowanej przez Johna Leightona, zostało również wydanych w sześciu comiesięcznych partiach przez Colnaghi’ego w 1867 r. Hamerton zadedykował te kwasoryty „Kapitanowi i członkom Królewskiego Klubu Kajakowego”.
Celem Hamertona było wydanie jego relacji w postaci książki z dodatkowymi ilustracjami. Dlatego w lipcu 1870 r. rozpoczął sporządzanie większych arkuszy metalu, zamierzając ponownie obejrzeć krajobrazy całej rzeki, lecz wraz z francuską porażką pod Sedanem i abdykacją cesarza Napoleona III 4 września, gorączka szpiegomanii opanowała Francję. Hamerton musiał zarzucić ten pomysł „gdyż nie jest bezpiecznie we wrześniu 1870 roku odsuwać zasuwę furtki do ogrodu każdego domu we Francji”.
„Nieznana rzeka” ukazała się w 1871 r. gustownie oprawiona w ozdobioną złoceniami niebieską tkaniną i 37 kwasorytami.
Książka ta została również opublikowana przez Roberta Brothersa z Bostonu w 1872 r., który doniósł, że okazała się ona sukcesem i była powszechnie podziwiana. „Jest to czarująca książka i powinniśmy wydać popularną edycję”. „Seeley’s” pisał o kolejnej edycji z ośmioma ilustracjami w 1874 r. Tak więc historia tej podróży kajakiem ukazała się w sprzedaży, nie mniej niż pięć razy.
Roman Klim
Geneza turystyki kajakowej w Europie
Geneza turystyki kajakowej w Europie
Bazę i klimat początków i rozwoju turystyki kajakowej w Europie tworzyły wydarzenia, które rozgrywały się znacznie wcześniej, a były bardzo interesujące z nautologicznego punktu widzenia. W roku 1843 porucznik Królewskiej Marynarki Wojennej Peter Halkett wynalazł pierwszą łódź dmuchaną, stosując zamiast foczych skór materiał kauczukowy do wykonania łodzi podobnej do tych używanych przez Eskimosów grenlandzkich. Nazywano ją łódź-płaszcz albo płaszcz-łódź ponieważ można było ją nosić jako płaszcz wtedy, kiedy nie była używana jako łódź. Ten duży płaszcz nieprzemakalny był wyposażony w zbiornik z powietrzem, który dawał się szybko nadmuchać miechami. Płaszcz, miechy i para wioseł w całości ważyły ok. 12 funtów czyli niecałe 6 kg, a łódź miała 6 stóp długości. Tym gumowym pontonem z dwoma towarzyszami w dniu 10 czerwca 1844 odbył on podróż w dół Tamizy z Kew do mostu w Westminsterze. Opis tej podróży sporządzony przez Petera Halketta jest najwcześniejszą relacją o wycieczce łodzią rekreacyjną w Anglii.
Peter Halkett przeprowadził dalsze podróże doświadczalne w różnych punktach południowego wybrzeża Anglii: w Brighton, Portsmouth, Spithead i Plymouth, także w Zatoce Firth of Tay w Szkocji, Cove of Cork i w Zatoce Dublińskiej w Irlandii i wreszcie w Zatoce Biskajskiej, gdzie w listopadzie 1844 r. miał możliwość zademonstrowania swojej łodzi – płaszcza załogom eskadry okrętów wojennych. Udało się mu, pomimo wysokich fal przedostać się z HMS Caledonia do HMS St. Vincent. Admirał Milne jak również później Admiralicja – po przetestowaniu tych gumowych łodzi w Portsmouth i Spithead – stwierdzili, że wynalazek jest bardzo pomysłowy i łodzie tego typu mogą mieć zastosowanie w badaniach geologicznych, wyprawach badawczych i ekspedycjach odkrywczych.
John Franklin, który zabrał gumową łódź na swoją ostatnią, nieszczęsną wyprawę arktyczną (1845) stwierdził, że gdyby miał taką ze sobą podczas pierwszej swojej podróży na Morze Polarne (1819-21) to podróżnicy na pewno zdołaliby uniknąć wielu kłopotliwych sytuacji, a także uratować życie tych, którzy umarli z głodu i wycieńczenia.
George Simpson z Kompanii Zatoki Hudsona zabrał ze sobą gumową łódź dla Lądowej Ekspedycji Arktycznej (1846-7). Rae, kierownik tej ekspedycji napisał, że gumowa łódź okazała się wielce pożyteczna w przeprawie przez rzekę przy Zatoce Repulse Bay, a rybacy przedkładają ją nad łódź płócienną przy stawianiu sieci. Łódź ta woziła dwóch mężczyzn i ponad 100 kg zapasów i była używana przez 6 tygodni na skalistym wybrzeżu bez konieczności naprawy.
Pod kierownictwem Halketta rozpoczęto produkcję gumowych łodzi w firmie Samuela Matthewsa z Charing Cross (w Londynie), pierwotnie założonej przez Charlesa MacKintosha. W roku 1862 Komisja Wystawy Międzynarodowej przyznała Halkettowi medal za jego gumową łódź-plecak o długości 8 stóp, która była w stanie wozić dwie osoby.
Najwcześniejszą wzmianką o tym, że gumowe łodzie były używane w celach rekreacyjnych jest wpis w dzienniku Johna Mac Gregora w dniu 22 maja 1848 r., w którym stwierdza, że spotkał Archibalda Smitha i zobaczył jego łódź kauczukową, która stanowiła płaszcz, namiot, łódź i łóżko i być może popłynie na niej na jeziora w przyszłym roku.
Innym ważnym i pionierskim wydarzeniem na polu rekreacji i turystyki wodnej było zabranie w 1851 r. angielskiej łodzi wiosłowej na kontynent europejski i turystyczna penetracja szlaków wodnych w Europie. Tym pierwszym pionierem był Robert Mansfield (1824-1908)*. Miał on wówczas 27 lat. Był synem pastora z hrabstwa Hampshire. Po ukończeniu Uniwersytetu w Oksfordzie został wykwalifikowanym adwokatem, lecz nigdy nie traktował swego zawodu poważnie. Znaczną część życia poświęcił wędrówkom po Szkocji i innych krajach europejskich. Był dobrym strzelcem i jednym z pierwszych Anglików pasjonujących się golfem, ale sławę uzyskał jako niezmordowany wioślarz.
Łódź, która po raz pierwszy pojechała na kontynent nosiła nazwę „Lilia Wodna” i była czterowiosłową jednostką pływającą po Tamizie, długą na 36 stóp, zbudowaną przez firmę Noulton Wyld z Lambeth, nadrzecznej dzielnicy Londynu. Posiadała dekorację w postaci brytyjskich lwów na wiosłach i sterze oraz flagę brytyjską, która powiewała na mosiężnym maszcie przymocowanym do dziobu. Załogę stanowiło czterech wioślarzy i sternik.
„Lilia Wodna” została umieszczona na pokładzie parowca „Fyrlood” na przystani św. Katarzyny w Londynie i przewieziona do Rotterdamu.
Tam przekazano ją na statek „Niderlander”, który płynął w górę Renu przez trzy dni. 31 lipca 1851 r. „Lilia Wodna” została opuszczona na wodę w Mannheim. Stąd popłynęli w dół Renu do Kolonii, wpływając w różne dopływy lub zatrzymując się w różnych miejscach aby badać i poznawać.
Ta pierwsza podróż Mansfielda okazała się sukcesem. Dlatego na następny rok zaplanował podróż w dół Dunaju, do Budapesztu dwuwiosłową łodzią także nazwaną „Lilia Wodna”. Tym razem załogę stanowił jego kuzyn Campbell i Alfred Thompson -student Trinity College w Cambridge jako sternik. Wyprawa ta okazała się bardziej interesująca niż poprzednia. „Lilia Wodna” została przewieziona statkiem do Wiirzburga, skąd popłynęli w górę rzeki Main i Regnitz do Bambergu. Tutaj wpłynęli do Kanału Króla Ludwika, który łączył rzeki Regnitz i Altmiihl, a w XIX w. morza Północne i Czarne. Na odcinku z Bambergu do Dietfurtu przeszli przez około sto śluz. W Kelheim dopłynęli do Dunaju, a 9 sierpnia ruszyli w dół rzeki do Ratyzbony. Mimo spienionych fal, miarowo wiosłując i ostrożnie sterując, przepłynęli niebezpieczny skalny odcinek rzeki między i przybyli do Linzu. Zwiedzili obszar wokół tego miasta, w tym 420-jardową pochylnię w rejonie wodospadów na rzecze Traun w Lambach, zbudowaną z drewna i opartą na palach, aby umożliwić barkom przewożącym sól ominięcie wodospadu. Z Linzu popłynęli do miejsca, gdzie rzeka Traun wpada do Dunaju. Wiedeń opuścili 31 sierpnia „wśród wrzawy zgromadzonych widzów”. Za Bratysławą liczne wyspy i długie flotylle unoszących się na wodzie młynów wodnych przymocowanych w poprzek i wzdłuż rzeki, komplikowały i tak już utrudniony jej bieg. Podróż zakończono w Budapeszcie (ryc. 5). Odległość z Kitzingen do Budapesztu wyniosła około 700 mil, a przeciętnie przepłynęli wiosłując 28 mil każdego z 25 dni, kiedy byli na wodzie. Gdy podróż się zakończyła, „Lilia Wodna” została sprzedana dyrektorowi spółki parowców pływających po Dunaju za 12 funtów.
Podróż ta została opisana w książce pt. „Lilia Wodna na Dunaju”, która jest prawdziwą kopalnią wiedzy na temat miejsc odwiedzanych przez nich: kościołów, kopalni soli, wodospadów, anegdot, plotek i komentarzy na temat obcokrajowców, a przede wszystkim żeglugi, rybołówstwa, flisactwa, szkutnictwa, budowli hydrotechnicznych.
Dziennik okrętowy „Lilii Wodnej” został wydany anonimowo w roku 1852 aby poradzić czytelnikom jak mogliby zobaczyć „najpiękniejsze widoki Europy w sposób ekonomiczny, nowy i przyjemny”.
Później ukazało się jeszcze sześć edycji tego wydawnictwa w różnych wersjach.
Trzecia wyprawa Mansfielda wiodła przez Francję. Rozpoczęta została w sierpniu 1853 r. w innej, dwuwiosłowej łodzi zbudowanej przez firmę Noulton Wyld, w towarzystwie Campbella i A.A. Vansit-tarta na Kanale Burgundzkim w Dijon. Z miejscowości St. Jean de Losne popłynęli w dół Saony do Lyonu i w dół Rodanu do Beaucaire. Tutaj „Lilia Wodna” została umieszczona na barce i wysłana kanałem do Tuluzy, podczas gdy załoga zwiedzała konno Pireneje. Jednak Mansfield otrzymał list, w którym żądano natychmiastowego powrotu do domu. W tej sytuacji jego dwaj towarzysze zaniechali dalszej podróży i sprzedali „Lilię Wodną”. Relacja z trzeciej podróży „Lilii Wodnej”, ukazała się w 1874 roku. Wydawnictwo Tauchnitz także umieściło to sprawozdanie w zbiorze autorów angielskich dla rozpowszechnienia ich na kontynencie europejskim. To samo zrobiło także Wydawnictwo Routledge w szóstej angielskiej edycji dziennika okrętowego „Lilii Wodnej”.
Mansfield poślubił córkę pułkownika L’Estrange, Zofię, w brytyjskiej ambasadzie w Brukseli w 1853 r. Miał z nią dwie córki. Napisał kilka książek. Pod koniec życia osiedlił się w Londynie, gdzie zmarł w 1908 roku.
Nowoczesne kajakarstwo rodzi się dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia i to wyłącznie w celach turystycznych. Za „praojca” kajakarzy należy uważać Szkota Johna Mac Gregora (1825-1892), który w 1864 roku zbudował na wzór kajaków eskimoskich łódź z drewna oraz sklejki (dł. 4 m, szer. 0,75 m i wadze ok. 30 kg) i nazwał ją imieniem bohatera powieści Waltera Scotta – „Rob Roy” (ryc. 7). Na wodach rzek brytyjskich, szwedzkich, francuskich, palestyńskich i na Nilu demonstrował on nową technikę wiosłowania -twarzą do kierunku jazdy, a więc odwrotną niż stosowaną w wioślarstwie, przeżywającym w owym okresie bujny rozwój. W dniu 26 lipca 1865 roku założył Mac Gregor pierwszy w Anglii, a także na świecie, klub kajakowy „Royal Canoe Club”, do którego w 1867 roku wstąpił ówczesny książę Walii, późniejszy król Edward VII. Szybko rosła liczba członków tego klubu, wprowadzano także nowe typy łodzi. W 1868 roku RCC posiadał już ponad 300 kajaków „lekkich”, „Rob Roya” i „wyścigowych”. W tym samym mniej więcej czasie rozwijać się zaczęło kajakarstwo turystyczne i sportowe w Niemczech i Francji.
W Ameryce Północnej najpopularniejsze były łodzie typu canoe. W 1871 r. powstał pierwszy klub w Stanach Zjednoczonych nazwany New York Club, a następnie wiele innych. W USA powołano też wkrótce, w 1880 r. pierwszą na świecie kajakową federację narodową – American Canoe Association. Związek ten już w 1885 roku zorganizował regaty kajakowe. Odbyły się one na górskiej rzece Arkansas. W Ameryce Północnej trwa okres świetności „canoe”.
Na łodziach tego typu tysiące ludzi uprawia sport i turystykę. W roku 1887, jako drugi na świecie, rozpoczął działalność Brytyjski Związek Kajakowy (British Canoe Association – BCA). Szeroko zakrojona działalność angielskich kajakarzy, którymi byli przeważnie studenci, przyczyniła się do powstawania klubów w różnych krajach, a to z kolei miało wpływ na powołanie do życia federacji narodowych. I tak w 1900 roku powstał Kanadyjski Związek Kajakowy (Canadian Canoe Association – CCA), w 1904 roku Szwedzki Związek Kajakowy (Fóreningen for Kanot Idrott-FKI), w 1913 roku Czeski Związek Kajakowy (Svaz Ka-noistu a Vodnich Turistu), w 1914 roku Niemiecki Związek Kajakowy (Deutscher Kanu Verband – DKV), w 1921 roku -związki kajakowe Austrii i Danii.
Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak wspomnieć, że na Węgrzech pierwsze wzmianki prasowe o kajaku ukazywały się w latach 1821, 1824 i 1835, a pierwsi zagraniczni turyści kajakowi przybyli tam podobno w 1830 roku. Nie było to jednak to, co współcześnie nazywamy kajakarstwem i dlatego tych dat nie można przyjąć za początki kajakarstwa, jak również trudno uwierzyć w rozegranie w 1862 roku na Węgrzech prawdziwych zawodów kajakowych. W Niemczech natomiast rozpoczęto uprawiać kajakarstwo bezpośrednio po podróżach w tym kraju Mac Gregora i od razu uzyskało ono ogromną popularność. Pierwsze regaty rozegrano w 1881 r. we Wrocławiu. Jednak pierwsze regaty na świecie najprawdopodobniej zorganizował w Londynie Royal Canoe Club w 1867 roku. Jednakże do popularyzacji kajaka przyczyniły się wielkie wyczyny znanych ogólnie i podziwianych ludzi. I tak brat twórcy angielskiego skautingu, Warington Baden-Powell (1847-1921) zbudował własnoręcznie pierwszy kajak żaglowy i opłynął nim jedną z Wysp Brytyjskich. Było to w 1869 roku. Pływał także po innych wodach europejskich. Natomiast jeszcze przed nim, w swoim „papierowym” kajaku w 1866 roku pływał Philip Hamerton (1834-94). W 1867 roku ukazała się jego książka pt. „Wyprawa kajakarska”, a w 1871 r. nastąpiło pierwsze wydanie „Nieznanej rzeki”. W tej chronologii dziejów kajakarstwa należy również wspomnieć, że w 1875 roku pojawiła się po raz pierwszy na ziemiach czeskich kanadyjka. Była to zasługa wielkiego miłośnika kajakowania i działacza kajakowego Ferdynanda Zinke’go. Jednak drugim człowiekiem po Baden-Powellu, który jeszcze w ubiegłym stuleciu przyczynił się do tak znacznej popularyzacji kajaka był znany badacz Arktyki Fridtjóf Nansen. Zetknął się on z kajakami eskimoskimi podczas swojej pierwszej wyprawy polarnej na Grenlandię. Obserwował wówczas jak między bryłami lodu przewijały się zręcznie smukłe kajaki, a wiosła jak skrzydła wiatraka migały coraz szybciej i szybciej. Dlatego podczas swojej wyprawy na biegun północny w latach 1895-96, podczas której dotarli na północ ziemi tak daleko jak nikt jeszcze nigdy nie dotarł, nie popełnił błędu i nie zabrał z sobą ciężkich szalup, jakie ciągnęli za sobą po lodzie jego nieszczęśni poprzednicy. W swoim marszu po lodach wraz z Johansenem po opuszczeniu uwięzionego w lodach „Frama”, w kajakach skupiła się cała nadzieja wędrowców. Ich wielomiesięczna podróż, w której niezawodnymi towarzyszami odkrywców były kajak, sanie i narty, stała się epopeją bohaterstwa, nadludzkiej woli i poświęcenia. Bez kajaków byliby zgubieni. W trakcie licznych przepraw i podróży wodnych przeżyli na nich w rejonie Ziemi Franciszka Józefa m.in. spotkania z wielkimi ociężałymi morsami. Podczas pierwszego spotkania jeden z takich olbrzymów, wypływając z głębin na powierzchnię, otarł się przypadkiem o kajak Nansena. Podczas drugiego zarzucił na burtę olbrzymie kły i rozdarł płótno na długości 15 cm. Nansen zdzielił go wiosłem po głowie. Entuzjastyczne opisy Nansena („Życie Eskimosów”, „Wśród lodów i nocy”) wybitnie spopularyzowały kajak na kontynencie.
Norwegowie zbudowali dla „Frama” specjalne muzeum, w którym – wyciągnięty na ląd – stoi on w całości. Podczas zwiedzania statku, na którym zachowano wszystko do najmniejszego szczegółu z czasów pamiętnej wyprawy, wzruszenie ludzi interesujących się kajakarstwem muszą budzić właśnie kajaki używane przez Nansena.
Od czasu Baden-Powella rozpoczął się trwający 40-50 lat okres, w którym problem kształtu łodzi był dla kajakarzy zagadnieniem najważniejszym. Pojawił się niemiecki inżynier Heymann, który na podstawie doświadczeń z zakresu techniki lotniczej i własnych obliczeń zrewolucjonizował panujące dotychczas poglądy w dziedzinie budowy kajaków.
Stosując się do popularnej wówczas zasady „natura jest naszym wzorem”, Heymann odwrócił kształt kajaka, przez co upodobnił go formą do ryby, zapewniając mu większą szybkość na wodzie. Wydawało się, że jest to kształt najlepszy. Tak również myśleli kajakarze niemieccy aż do czasu sportowej konfrontacji swoich sił ze Szwedami. Niemcy wyjechali na zawody do Szwecji pewni zwycięstwa w heyman-nowskich kajakach, tymczasem w jego osiągnięciu przeszkodziła im nowa, nieznana dotychczas forma kajaka opracowana przez szwedzkich konstruktorów. Kajak ich produkcji dawał jeszcze większą szybkość niż kajak Heymanna. Nazwano go „tetroedr”.
W tym samym mniej więcej czasie, w Anglii modelarz statków William Frondę odkrył, że łodzie dłuższe posuwają się po wodzie szybciej.
Miało to znaczenie szczególnie dla kajakarstwa wyczynowego i dlatego kajaki sportowe zaczęły się coraz bardziej wydłużać. W końcu wprowadzono na zawodach sportowych ograniczenie długości łodzi i ustalono przepisy, które obowiązują do dziś i kajak sportowy jednoosobowy może mieć maksymalnie 520 cm długości. Od tego czasu konstruktorzy kajaków całą uwagę zwrócili na samą budowę łodzi, a nie maksymalne jej wydłużenie.
W roku 1904 syn aptekarza, młody monachijski student architektury Alfred Heurich buduje pierwszy składany kajak typu „Delfin”. Ten prototyp dzisiejszych składaków, zbudowany był na wzór kajaków eskimoskich, które Heurich pilnie przestudiował w monachijskim muzeum. Ta pierwsza próba udała się. Dnia 30 maja 1905 roku twórca składaka po raz pierwszy przepłynął na nim górską rzekę Izerę z miejscowości kuracyjnej Bad Tltz do Monachium. Spływ trwał pięć godzin i wykazał doskonałe walory kajaka składanego. Potwierdziły się one podczas spływów po górskich rzekach. Udowodniły jego większą przydatność w tych warunkach niż kajaka sztywnego, a Heurich zyskał miano „ojca niemieckiego kajakarstwa”. Składak staje się modny, rośnie jego popularność. Po vstaje pierwsza sekcja składakowa przy bawarskim „Touring Clubie”, a jej członkowie z zapałem uprawiają turystykę kajakową, zwłaszcza po tak licznych w Bawarii rzekach górskich. Popularność składaka przyczyniła się do założenia w 1907 roku w Rosenheim pierwszej na świecie wytwórni kajaków składanych Johanna Kleppera. Istnieje ona do dziś, chociaż przejął ją inny właściciel i nadal buduje najlepsze na świecie typy składaków. Na klepperowskim kajaku wypłynął z Lizbony 28 marca 1928 roku kapitan Romer, obierając kierunek do Ameryki. Po wielu przygodach, po dłuższej przerwie na Wyspach Kanaryjskich, osiągnął on 30 lipca Wyspę Św. Tomasza na Morzu Karaibskim. 11 sierpnia rozpoczął ostatni etap do Nowego Jorku, niestety, nie ukończył go ginąc w gwałtownym sztormie. Podobny wyczyn, na szczęście bez tragicznego zakończenia, powtórzono na klepperowskim kajaku dopiero po drugiej wojnie światowej.
Warto zauważyć, że Alfred Heurich był nie tylko pierwszym konstruktorem składaka, ale również jako pierwszy pisał podręczniki kajakowe, cieszące się dużą popularnością w owych czasach. Również inny kajakarz niemiecki – Frelle – budując składaną kanadyjkę, zrewolucjonizował dotychczasową technikę budowy tych łodzi.
Wykonywano też szereg prób holowania kajaków, co dało ciekawe rezultaty. Zaobserwowano, że kształt kajaka stwarza 25% oporu, natomiast opór tarcia stanowi 75%. Od czasu stwierdzenia tego faktu już nie tylko forma, lecz także gładkość zewnętrznej powierzchni kadłuba stała się bardzo ważna. Najlepiej fakt ten wykorzystali Austriacy, którzy na Igrzyska Olimpijskie przyjechali do Berlina z kajakami nowej konstrukcji, tak zwanymi „Schalen-boota-mi” lub inaczej „linzer-bootami”. Były to pierwsze typy kajaków „skorupowych”, a ich zewnętrzna powierzchnia nie była zbudowana z klepek, była więc o wiele gładsza i równiej wykończona. Mieszkańcy Linzu (od tego miasta nowa konstrukcja wzięła swoją nazwę) wykonali kadłub kajaka, czyli skorupę, z jednolitego materiału, co dało podstawy nowej technologii budowy kajaków prasowanych, a później z tworzyw sztucznych.
Szybki rozwój kajakarstwa w Europie, Ameryce Północnej i na innych kontynentach oraz powstanie federacji narodowych sprawiły, że konieczne stało się powołanie organizacji międzynarodowej. Doszło do tego w Kopenhadze 20 stycznia 1924 roku. W stolicy Danii spotkali się delegaci z 4 krajów. Powołali oni do życia Międzynarodowe Przedstawicielstwo Kajakowe -JRK (Internationale Representantschaft Kanusport). W tym samym roku odbywały się Igrzyska Olimpijskie w Paryżu. Tam też po raz pierwszy w historii kajakarstwa odbyły się pokazy regat kajakowych z udziałem zawodników 4 krajów. Wbrew zrodzonym wówczas nadziejom droga do osiągnięcia olimpijskiego awansu była jednak daleka. Międzynarodowy Komitet Olimpijski dopiero w 1934 roku – na kongresie w Atenach – włączył kajakarstwo do programu Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. Jak oczekiwana była to decyzja, niech świadczy fakt, że wystartowało od razu 19 reprezentacji kajakarskich, w tym także polska, składająca się z dwóch zawodników Antoniego Bazaniaka i Mariana Kozłowskiego.
Roman Klim
601-418-860,
048-667-2281
zamów kajaki na wakacje już dziś



