Rosjanie

Legendy Mazowsza

Legendy Mazowsza

Warszawska syrenka

Nad Wisłą, przy moście Świętokrzyskim, skąpany w strumieniach wody bijącej z fontanny stoi – zdaniem wielu – najpiękniejszy pomnik Warszawy. Postać syreny pół-kobiety półryby, z mieczem w dłoni, osłoniętej tarczą zwrócona jest w kierunku północnym, gdzie zdąża królowa polskich rzek.

Przed wiekami syreny – córki Trytona, mistrza gry na muszli, wyruszyły w daleką podróż po morzach i oceanach, Jedna z nich zatrzymała się przy skałach duńskich. Dzisiaj możemy ją zobaczyć siedzącą na skale u wejścia do portu w Kopenhadze, Druga popłynęła dalej. Na ląd wyszła dopiero w okolicach niewielkiej osady, która dała początek przyszłej Warszawie, Śpiew syreny podziwiali okoliczni rybacy, Był wśród nich nieznajomy kupiec z garstką osiłków. Kazał pochwycić piękną syrenę i uwięzić. Nocą, gdy zasnęły straże rybacy oswobodzili ją. Syrena pochwyciła za miecz i tarczę i przepędziła opryszków. W podzięce za ratunek obiecała rybakom, że odtąd to ona będzie bronić tutejszej osady.

W herbie Warszawy, na pomniku, który stoi nad Wisłą i na innym, który stoi na Rynku Starego Miasta syrena została przedstawiona jako piękna kobieta. Na starych dokumentach i pieczęciach była jednak przedstawiana jak harpia ze szponami. Nikt nie słyszał jednak, aby skrzywdziła kogoś z mieszkańców miasta, albo odwiedzających to miejsce gości. Biada jednak tym, którzy źle życzą Warszawie.

Jak rycerz Junosza pod Zakroczymiem we krwi krzyżackiej się pławił

Wysoką, miejscami na 25 m, skarpę wiślaną przecinają w okolicach Zakroczymia spadające ku rzece wąwozy. Być może tutaj przed wiekami, dzięki odwadze rycerza Junoszy, Zakroczym uzyskał swój herb.

Według legendy rycerz Junosza jadąc z orszakiem na własne wesele zobaczył skaczącego baranka. Odebrano to jako dobrą wróżbę. Wkrótce weselnicy natknęli się na krzyżacki patrol.

Mężny Junosza pokonał wrogów, a następnie zakradł się do nieprzyjacielskiego obozu. Najpierw podstępem wykradł Krzyżakom konie, a potem na spieszonych nieprzyjaciół uderzył. Bitwa zakończyła się jego zwycięstwem. Po bitwie Junosza cały w krzyżackiej krwi przybył na wesele.

W uznaniu zasług – jak wspominał dawny dziej opis – otrzymał herb przedstawiający białego barana z chorągwią u boku „skąpanego we krwi” czyli w polu czerwonym. Herb został uwieczniony na pomniku w kształcie latarni, który stoi na zakroczymskim zamku.

O mężnym Ciechanie, założycielu Ciechanowa

W sercu Ciechanowa, koło kościoła parafialnego znajduje się tajemnicze wzgórze. Jest to fragment grodu sprzed 1000 lat. Tradycja mówi, że jego założycielem był legendarny rycerz Ciechan – syn mazowieckiego księcia.

Kiedy dorósł, ojciec postanowił wydać go za bogatą, lecz brzydką córkę innego władcy, by w ten sposób pomnożyć majątek i znaczenie rodu. Ciechan kochał jednak biedną dworkę i nie zamierzał ustąpić ojcu. Rozgniewany książę polecił uwięzić ukochaną syna. Ciechan ją uwolnił i ukryli się w pobliżu granicy z pogańskimi Prusami. W miejscu, w którym osiedli wybudowali gród, wkrótce nazwany grodem Ciechana.

Ciechan miał dwunastu synów, ci zaś, gdy dorośli założyli 12 grodów w pobliżu siedziby ojca. Gdzie kończy się legenda, zaczyna się historia. Na północ od Ciechanowa archeolodzy odkryli relikty innych wczesnośredniowiecznych grodów w Grudusku, Stuspku, Grzebsku, Tańsku. Być może warto wybrać się na poszukiwania dalszych grodów, o których mówi legenda.

Największy i najwspanialszy pozostał Ciechanów. Dopiero po wielu latach u podnóża miasta książęta mazowieccy wznieśli wspaniały zamek. Po dziś dzień mieszkańcy grodu Ciechana patrzą z dumą z góry na położoną nisko nad rzeką książęcą siedzibę. Mityczna postać założyciela miasta przetrwała w ich pamięci.

O opiekunce Mławy

Dawno temu w jednym z mławskich kościołów na wieży zagnieździła się sowa. W XVII w. Szwedzi splądrowali miasto i zbezcześcili kościół. Pewnego dnia, gdy sowa wyfrunęła z kryjówki zaczęła nawoływać: „pójdź, pójdź”. Na głos sowy w mieście pojawili się tajemniczy rycerze i przegonili wrogów. Gdy mieszkańcy odbudowali miasto i naprawili kościół, sowa wróciła do swojego gniazda. W XIX w. do Mławy wkroczyli Rosjanie. Pewnego razu dwaj kozacy zauważyli, że coś się rusza na kościelnej wieży. Jeden z nich oddał strzał, raniąc sowę i przebił dach wieży. Ranną sowę znalazł następnego dnia przechodzący obok wieży młodzieniec o imieniu Welimir i zaopiekował się nią. Dzięki jego troskliwości ptak wrócił do zdrowia. Pewnego dnia młodzieniec zapadł w sen, a gdy się obudził sowy już nie było. Przed Welimirem pojawił się duch starego rycerza. Przemówił do młodzieńca: Sowa nie jest zwykłym ptakiem, tylko dobrym duchem Mławy. Dopóki sowa będzie mieszkała na kościelnej wieży będzie strzegła miasta od niebezpieczeństw. Musisz opiekować się nią, a gdy już będziesz stary musisz znaleźć następcę, który będzie się opiekował sową po Twojej śmierci.

Będąc w Mławie wypatrujmy sowy. Być może nadal gnieździ się w wieży któregoś z mławskich kościołów. Być może żyją w mieście nadal potomkowie Wełimira, którzy z pokolenia na pokolenie przekazują sobie

O Nierodzie z Czerwina

W kościele w Czerwinie pod Ostrołęką znajduje się renesansowy nagrobek rycerza w zbroi. Przedstawia on postać Jakuba Grodzickiego – dawnego właściciela Czerwina. Wśród miejscowej ludności krążą opowieści, że jest to nagrobek rycerza zwanego Nierodem. Nazwano go tak dlatego, że przyszedł na świat po śmierci matki.

Kiedy dorósł twierdził, że się nie narodził. .i skoro się nie urodził, nie mógł też umrzeć. Był okrutnikiem. którego bali się wszyscy w okolicy. Najeżdżał swoich sąsiadów, chcąc zagarnąć ich włości. Pewnego razu w karczmie założył się, że przeniesie olbrzymi kamień, który znajdował się pod Czerwinem. Tam, gdzie go zostawi, będzie granica jego włości. Mieszkańcy Wojsz, wsi położonej w pobliżu posiadłości Nieroda, przerazili się, że mogą zostać poddanymi okrutnego pana. Jeden z nich przeciął rzemienie podtrzymujące olbrzymi kamień. Nierod upuścił głaz przed wioską. Kamień leży do dziś, a mieszkańcy nadali mu nazwę kamienienia Nieroda.

Archeolodzy dopiero niedawno rozwiązali tajemnice tego kamienia. Został w tym miejscu ułożony dużo wcześniej zanim powstała legenda o Nierodzie. Jest to fragment zniszczonego kurhanu, usypanego 1600 lat temu, w którym został pochowany lokalny władca.

O przywarach proboszcza z Wyszkowa

W kościele parafialnym pw. św. Idziego znajduje się gotycki srebrny kielich z połowy XV w. Został on w 1539 r. ofiarowany parafii wyszkowskiej przez prymasa polski Piotra Gamrata, gdy był on jeszcze biskupem krakowskim.

Piotr Gamrat – człowiek wszechstronnie wykształcony, protegowany biskupa Erazma Ciołka i zaufany królowej Bony, był w latach 1509-1518 proboszczem w Wyszkowie. Proboszcz miał tylko jedną słabość – jedzenie. Z lokalnych kronik wynika, że mógł on zjeść podczas posiłku… całego cielaka. Wieść gminna głosi, że podczas pewnej podróży z Ciechanowa na Podlasie, królowa Bona zatrzymała się w Wyszkowie w gościnie u proboszcza. Ten wydał ucztę na cześć królowej i biskupa Erazma Ciołka. Kiedy słudzy podali półmiski z mięsem, proboszcz zgarnął wszystko na swój talerz. Po uczcie królowa zażartowała: „Probostwo wyszkowskie jest za ubogie, żeby cię wyżywiło, trzeba cię zrobić biskupem”.

Być może w tej legendzie tkwi ziarnko prawdy, ponieważ Piotr Gamrat bardzo szybko wspiął się na szczyty kościelnej kariery. Został biskupem kamienieckim, potem prałatem dziekana w Płocku, w 1536 r. biskupem przemyskim, a rok później biskupem płockim. Już w lipcu 1538 r. mianowano go biskupem krakowskim, a w styczniu 1541 r. arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem Polski.

O „Żółtej Damie” z zamku w Liwie

W pochmurne noce zamkowe komnaty odwiedza „Żółta Dama”. To duch Ludwiki Kuczyńskiej, która zginęła na rozkaz męża, kasztelana Marcina Kuczyńskiego. Powodem podejrzeń zazdrosnego kasztelana było zniknięcie brylantowych pierścieni, które podarował żonie. Myśląc, że przekazała je kochankowi, kasztelan zamknął Ludwikę w wieży. Na dowód wierności miała przez noc przewiercić palcem dziurę w cegle. Jak można się domyślić, cegła pozostała nienaruszona. Nad ranem oprawcy ścięli Ludwikę.

Wiosną ludzie ze wsi odnaleźli brylanty w sroczych gniazdach. Dowiedziawszy się o tym zrozpaczony kasztelan popełnił samobójstwo.

Ślad Matki Boskiej z Pieczysk

Wieś Pieczyska słynie z głazu, który leży przy drodze do Chosny. Na jego powierzchni w widoczne są wgłębienia przypominające swym kształtem ślad ludzkiej stopy. Mieszkańcy wsi są przekonani, że ślad pozostawiła Matka Boska, która uratowała mieszkańców podczas potopu szwedzkiego.

Kiedy wojska szwedzkie zbliżały się do wsi, mieszkańcy uciekli do lasu. Żołnierze podpalili wieś i zbliżali się do kryjówki w lesie. Wtem na głazie ukazała się postać kobiety, która groźnie spojrzała w stronę zbliżających się żołnierzy . Dowódca oddziału zląkł się i nakazał swym podkomendnym zmienić kierunek marszu.

Kiedy mieszkańcy Pieczysk wyszli z ukrycia na głazie nikogo nie było. Na powierzchni kamienia znajdował się jedynie odcisk kobiecej stopy. Zrozumieli, że uratowała ich Matka Boska.

Dziś obok głazu stoi mała kapliczka poświęcona Maryi.

O tym jak wareckie piwo uratowało legata papieskiego

Nie każdy wie, że piwo produkowane w Warce czterysta lat temu znalazło zastosowanie w medycynie. Latem 1596 r. do Warszawy przybył legat papieski, który miał nakłonić polskiego króla Zygmunta III Wazę do wojny z Turcją. Podczas swego pobytu w Polsce dostojny gość polubił naszą kuchnię, szczególnie zaś piwo z Warki. Kardynałowi nie udało się przekonać polskiego króla do wojny z Turcją i w marcu 1597 r. wyruszył z Warszawy do Rzymu.

Niestety na miejscu bardzo ciężko zachorował. Trawiony gorączką przypomniał sobie smak piwa z dalekiej Warki i westchnął po włosku: O biera di Warka czyli „o piwo z Warki”. Służba zebrana przy jego łożu myślała, że ich pan poleca duszę jakiejś nieznanej świętej i zaczęła się głośno modlić: Santa Biera di Warka ora pro nobis czyli „święte piwo z Warki, módl się za nami”. Kiedy chory zrozumiał, że przez przypadek ułożył nową „modlitwę” zaczął się głośno śmiać. Śmiał się tak bardzo, że pękł mu wrzód w gardle i kardynał wyzdrowiał. Jeżeli ktoś nie tylko zechce posmakować wareckiego piwa, ale także zobaczyć w jaki sposób zgodnie z 400-letnią tradycją powstaje, może wybrać się na wycieczkę do browaru. Można go zwiedzać w grupach zorganizowanych (min. 20 osób). Wcześniej trzeba się umówić: tel. 048 666 11 11.

O zaczarowanej kozie z Kozienic

W centrum Kozienic na placu 15 Stycznia stoi nietypowy pomnik. Z kamiennego obelisku wybija się do skoku jeleń. Pomnik upamiętnia legendę o początkach Kozienic.

Dawno temu w rozległej Puszczy Kozienickiej polował jeden z polskich monarchów. Jego strzała chybiła jednak celu i jedno ze zwierząt, samica sarny, którą myśliwi nazywają kozą, umknęła w głąb puszczy. Król rzekł „Kozie nic” i ruszył za nią w pościg. Jakież było jego zdumienie, gdy na leśnej polanie ujrzał jak jego niedoszła zdobycz stoi spokojnie obok nieznajomego starca. Starzec powstrzymał króla i opowiedział mu niezwykłą historię.

Razem z córką Roksaną mieszkał w grodzie na skraju puszczy. Jego córka często przychodziła do lasu zbierać grzyby i jagody. Pewnego razu Roksanę ujrzał leśny duszek i zakochał się w niej bez pamięci. Roksana początkowo obawiała się nieznajomego, lecz ten rozkochał ją w sobie za pomocą magicznych zaklęć. Odtąd razem codziennie spotykali się w puszczy. Kiedy ojciec dowiedział się, że jego córka zakochała się w leśnym duszku, przestraszył się i postanowił wydać ją za bogatego młodzieńca. Leśny duszek z zazdrości zmienił swoją ukochaną w sarnę. Razem zamieszkali w lesie. Jednak Roksana była coraz bardziej smutna i straciła chęć do zabawy. Zrozpaczony ojciec opuścił gród i zamieszkał razem z nią w lesie.

Król wzruszony opowieścią starca, zapowiedział: Kozie nic, zakazując w tym miejscu polowania na sarny. Z czasem w puszczy powstała osada królewskich łowców. Na pamiątkę tamtego zdarzenia nazwano ją Kozienicami. Dlaczego jednak w herbie miasta i na pomniku jest jeleń a nie sarna? Na dawnych herbach było zwierzę przypominające sarnę. Artyści jednak z biegiem lat poprawiali herb i sarna zmieniła się w jelenia, który jako zwierzę bardziej reprezentacyjne lepiej na herbie wyglądał.

Jak młody myśliwy odczarował najstarszych mieszkańców Radomia

W pobliżu kościoła św. Wacława znajduje się grodzisko zwane Piotrówką. Jest to relikt grodu z XI w., który dał początek dzisiejszemu miastu. Legenda łączy powstanie Radomia z młodym myśliwym z odległej krainy.

Młodzieniec od wielu dni błąkał się po lesie, bezskutecznie szukając zwierzyny. Spotkał czarodziejskiego orła, który obiecał zabrać go do krainy mlekiem i miodem płynącej, w której mógłby polować do woli. Gdy dolecieli na miejsce ptak rzekł: Oto kraina piękna i bogata. Przed laty zamieszkiwali ją ludzie z rodu Radomira razem z syreny. Ludzie jednak okazali się zaborczy i przegnali wiły. Za karę zapadli w wieczny sen. Odczarować ich może tylko ten, kto potrafi odczytać zaklęcie ukryte w szumie drzew, w szmerze strumienia i śpiewie ptaków.

Długo błąkał się młodzieniec po puszczy, nie potrafiąc odczytać zaklęcia, wspominając swe rodzinne strony. Wreszcie rzekł: „Rad dom tutaj bym znalazł”. Na te słowa zaklęcie straciło swą moc i mieszkańcy osady zostali odczarowani. Orły przeniosły na swych skrzydłach ziomków młodego myśliwego. Razem z odczarowanymi osadnikami założyli gród od słów „rad dom” Radomiem zwany.

O potworze z bagien koło Pakosławia

Między wsiami Pakosław i Płudnica niedaleko Iłży rozciągają się bagna. Miejsca te od wieków cieszyły się złą sławą wśród mieszkańców. Jak wieść gminna niesie na bagnach mieszkał potwór o trzech oczach, który żywił się ludzkimi zwłokami.

Nocą bestia opuszczała bagna, udawała się do pobliskich wsi i wygrzebywała ciała zmarłych. Potwór ten miał jednak słabość – ogromnie lubił słuchać gry na fujarce. Toteż gdy w Pakosławiu zmarł pewien mężczyzna, jego syn wziął flet i udał się na bagna, aby bestia nie zbezcześciła zwłok. Oczarowany muzyką potwór postępował za grajkiem, ten zaś z rozmysłem zapuszczał się w coraz bardziej zdradzieckie rejony. W końcu obaj wpadli w topiel. Zarówno bestia, jak i mężny grajek utonęli, wieś została jednak uwolniona od potwora. Dziś w pobliżu wsi stoi kapliczka w formie kolumny. Prawdopodobnie zrobił ją powstaniec styczniowy, który ukrywał się na bagnach. Być może to właśnie mroczna legenda sprawiła, że carska policja nie szukała go w okolicach Pakosławia. Podczas II wojny światowej partyzanci pochowali pod kolumną poległego towarzysza walki Tadeusza Wojtyniaka „Bacę”.

O przeklętych skarbach z Iłży

Nad Iłżą góruje wieża zamku wybudowanego przez biskupa Jana Grota na początku XIV w. Zamek, który był niegdyś wspaniałą rezydencją biskupią od prawie 200 lat jest w ruinie. Ruiny zamku budziły jednak ciekawość miejscowych.

Według jednej z opowieści okrutna królewna, która razem ze swoją drużyną rabowała kupców i ludność postano wiła tu ukryć swoje skarby. Kazała na wzgórzu wybudować zamek z lochami. Lochy te tworzyły istny labirynt, aby nikt nie powołany nie mógł ich pokonać. Pewnej księżycowej nocy okrutna królewna postanowiła obejrzeć okolicę ze szczytu swej zamkowej wierzy. Zauroczona widokiem jaki zobaczyła, zrobiła nieostrożny krok i spadła z wieży w przepaść.

Po jej śmierci wielu śmiałków próbowało znaleźć ukryte w lochach skarby, nikomu się jednak nie udało. Jedynie ten, kto w Boże Narodzenie wszedłby na zamkowe wzgórze mógł zobaczyć otwarte wrota lochów i zgromadzone tam skarby. Jednak nad skarbami zdobytymi w tak okrutny sposób ciążyła klątwa. Każdy kto odważyłby się sięgnąć po przeklęte bogactwo na zawsze pozostałby uwięziony w zamkowych lochach.

Pewnego Bożego Narodzenia uboga kobieta wraz ze swym synem udała się na zamkowe wzgórze. Przez lekko uchylone wrota zobaczyła zgromadzone w podziemiach bogactwa. Zauroczona widokiem zapomniała o klątwie i weszła do lochów. Wrota się zamknęły i natychmiast zniknęły.

Na próżno nieszczęsna próbowała wydostać się z pułapki. Kiedy zrozumiała, że na zawsze została uwięziona zaczęła rozpaczliwie płakać. Jej łzy podmyły skałę i u stóp zamkowego wzgórza powstało jeziorko, z którego wypływał strumyk. Strumyk ten nazwano „Jej łzą”. Z czasem w okolicy powstała osada, którą nazwano „Jej łzą”, a później „Iłżą”.

Historia Góry Kalwarii, Czerska, Baniochy

Historia Góry Kalwarii, Czerska, Baniochy

Góra Kalwaria należąca do rodziny polskich kalwarii pątniczych, stanowi jedno z najciekawszych rozwiązań architektonicznych baroku. Nim jednak miasto stało się miejscem kultu, w którym klasztory miało 6 zgromadzeń zakonnych opiekujących się 5 kościołami i 35 kaplicami, była to niewielka wieś egzystująca w sąsiedztwie silnego w średniowieczu Czerska.

Pierwsza wzmianka o wsi Góra pochodzi z 1252 r. z dokumentu biskupa Boguchwała II. Uposażał on istniejący we wsi kościół parafialny w dziesięcinę z okolicznych wsi. Drewniana świątynia już nie istniała w czasie całkowitego wyludnienia Góry podczas „potopu” szwedzkiego.

W 1666 r. podupadłą wieś kupił od braci Górskich i Anny z Cieciszewskich Niemierzyny biskup poznański Stefan Wierzbowski. Upatrzył on sobie to pięknie położone miejsce na budowę Nowej Jerozolimy. Realizację planu rozpoczął od wzniesienia klasztorów i kościołów, a dla pozyskania środków zwrócił się do Sejmu o utworzenie specjalnej fundacji. Biskup sprowadził również w workach ziemię z Jerozolimy, którą kazał rozsypać wzdłuż głównych traktów osady.

W 1670 r. król Michał Kory but Wiśniowiecki nadał prawa miejskie Górze, odtąd Nowej Jerozolimie. Przywilej m.in. zwalniał mieszczan z jakichkolwiek podatków, by miasto mogło się rozwijać. Dokument królewski uzupełnił w dwa lata później biskup Wierzbowski. Miasto ulokował na planie krzyża łacińskiego, którego centrum stanowić miała Kaplica Piłata, a podstawę Golgota — wzgórze usypane rękami wiernych. Wzdłuż drogi na Kalwarię biskup rozplanował kaplice Męki Pańskiej z figurami naturalnej wielkości. Fundator zabronił osiedlania się w mieście ludziom „inszej wiary, prócz samej świętej katolickiej”. Przywileje potwierdzali i rozszerzali królowie: Jan III Sobieski, August II Mocny, August III Sas oraz Stanisław August Poniatowski.

Po śmierci założyciela miasto powoli zaczęło podupadać. Gdy w wyniku III rozbioru Polski w 1795 r. Góra Kalwaria dostała się pod panowanie Prus, nastąpiła sekularyzacja dóbr kościelnych. Rząd pruski zezwolił na osiedlanie się w mieście ludności żydowskiej. W okolicach zamieszkiwali również koloniści niemieccy — ewangelicy. Gdy po klęsce napoleońskiej Góra Kalwaria weszła w skład Królestwa Polskiego, likwidacja zakonów została przyspieszona, a w mieście stale stacjonowały oddziały carskie. Przed Powstaniem Listopadowym Rosjanie więzili w Górze polskiego patriotę – Waleriana Łukasińskiego. W1883 r. Góra utraciła na ponad 30 lat prawa miejskie.

Od II połowy XIX w. do Góry Kalwarii ściągały pielgrzymki żydów, a szczególnie chasydów, gdyż osiedlił się w niej założyciel dynastii cadyków — Alterów. Najsłynniejszy z dynastii — Abraham Mordechaj — był najwybitniejszą postacią wśród ortodoksyjnych żydów europejskich. W latach II Rzeczypospolitej skupieni wokół niego wierni stanowili połowę mieszkańców miasta. Żydzi zostali wysiedleni podczas okupacji do warszawskiego getta. Cadyk jeszcze przed wojną opuścił Górę i wyjechał do Palestyny.

W 1991 r. Góra Kalwaria została wpisana do rejestru zabytków.

Dlaczego Górę nazwano Nową Jerozolimą

Był mroźny grudniowy ranek 1668 r. Mieszkańcy wychodzili właśnie z porannej mszy, kiedy po niebie zaczęły przebiegać pierwsze promienie słoneczne. Ogromna złocista kula unosiła się coraz wyżej, by nagle stanąć w miejscu u dołu krzyża, który niespodziewanie ukazał się na niebie. Księżyc ustępujący miejsca słońcu zatrzymał się w połowie krzyża, kształtem swym przypominając serce. W chwilę potem przesunął się nad krzyż. Choć to niezwykłe zjawisko nastąpiło o świcie, słońce i krzyż pojawiły się po przeciwnej stronie nieba – na zachodzie. O tym cudownym wydarzeniu mieszkańcy długo rozpowiadali. Ci nieliczni, którzy je widzieli, byli przekonani, że to sam Bóg wyznaczył Górę na Nową Jerozolimę, tak jak to św. Jan przewidział w Apokalipsie.

Tak powstała Nowa Jerozolima, zaś pamięć o cudownych okolicznościach jej narodzin została uwieczniona w herbie miasta.

Czersk w połowie XIII w. uchodził za polityczną i kościelną stolicę Mazowsza, jest jedną z najznakomitszych średniowiecznych pereł środkowej Polski. A wszystko to za sprawą niezwykle malowniczych ruin zamku wynoszących się ponad stromą dolinę Wisły.

Jak świadczą badania archeologiczne, pierwsi ludzie osiedlili się na wzgórzu zamkowym już przeszło 2 tys. lat temu. Odnalezione podczas prac wykopaliskowych naczynia i narzędzia świadczą o wysokim kunszcie ówczesnych rzemieślników. Ze względu na dogodne położenie osady — na cyplu oblewanym wodami Wisły – na obecnym wzgórzu zamkowym w XI w. powstał gród warowny. Przebiegający tędy szlak handlowy z Pomorza na Ruś Kijowską przyczynił się do szybkiego rozwoju osady i podgrodzia. Pochodzące z owych czasów cmentarzysko pod zamkiem zawierało ponad 1000 grobów.

Na początku XIII w. Czersk zaczął być wyróżniany przez książąt mazowieckich. Przed 1252 r. przenieśli tu z pobliskiego Grójca siedzibę archidiakonatu, stanowiącego najwyższą władzę kościelną dla południowego Mazowsza. Wówczas kaplica grodowa zyskała prawa kolegiaty. Miasto stało się siedzibą kasztelana, a wkrótce stolicą Księstwa Czerskiego. Prawa miejskie osada otrzymała około roku 1350 (utraciła je ukazem rządu carskiego w 1869 r.). Wkrótce potem książę Janusz I rozpoczął wznoszenie potężnego zamku obronnego.

Po przyłączeniu po 1526 r. do Korony zamek stał się własnością królewską. Bawiąca w nim królowa Bona uznała okoliczny mikroklimat za doskonały do założenia winnic i ogrodów warzywnych. Po jej wyjeździe z kraju zamek i miasto zaczęły podupadać. Decydujące ciosy zadali im Szwedzi podczas „potopu Oddziały rozbite przez Stefana Czarnieckiego pod Warką ukryły się w zamku, a wyjeżdżając wysadziły budynki mieszkalne i spaliły miasto. Dalszych spustoszeń dokonali Kozacy i Węgrzy.

Do dziś zachowały się trzy charakterystyczne, górujące nad skarpą wiślaną wieże: dwie okrągłe baszty, południowa i zachodnia oraz zbudowana na planie czworokąta wieża bramna, a także fragmenty murów obronnych. Wieża bramna ma 5 kondygnacji i 20 m wysokości. Prowadzi do niej most nad fosą wzniesiony w 1762 r. z inicjatywy marszałka Franciszka Bielińskiego. Atrakcją zamku jest widok na okolicę ze szczytu wieży. U podnóża położonego na skarpie Wisły Czerska, aż po obwałowanie rzeki rozciągają się piękne sady jabłoniowe.

Baniocha zwana początkowo Baniechą, była w okresie Polski szlacheckiej niewielkim, zagubionym w lesie folwarkiem ziemskim, często zmieniającym właścicieli. Począwszy od pierwszych lat XVIII w., przez półtora stulecia, władała nią, jak i sąsiednią Łubną, rodzina Szymanowskich. Centrum folwarku stanowił drewniany, parterowy dwór, kryty gontem i otoczony przez zabudowania gospodarskie. Po pożarze w latach 70. naszego wieku, dwór rozebrano.

Przy „trakcie bitym szosę zwanym przez dobra Baniocha przechodzącym, z Warszawy do miasta Góry prowadzącym” stała również przez dziesięciolecia drewniana karczma ze stajnią i zajezdnią.

Baniocha wyraźnie zaczęła się zmieniać od 1898 r., kiedy to część gruntów należących do majątku nabył Jeruchim lewek Walfisz, by wybudować cegielnię „Rozalin „. W jego ślady poszli dwaj inni przedsiębiorcy pochodzenia żydowskiego, uruchamiając cegielnie „Feliks” i „Marki Grójeckie”. W tym czasie wieś połączono z Warszawą kolejką wąskotorową, zwaną Grójecką. Baniocha stała się jednym z największych dostawców cegieł dla stolicy. Budownictwo rozwijało się także na miejscu, powstawały rezydencje. Na dwa lata przed wybuchem wojny Baniochę jednym tchem wymieniano pośród takich osiedli letniskowych, jak: Czersk, Złotokłos, Zalesie Górne czy Głosków. Willom nadawano wdzięczne nazwy: Bajka, Krystyna, Sfinks, Marzenie, Marysieńka… Zamieszkiwali w nich zarówno katolicy, żydzi, jak i ewangelicy.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego w jednej z przebudowanych cegielni warszawska spółdzielnia „Grupa Techniczna” uruchomiła produkcję silników elektrycznych, wózków akumulatorowych i narzędzi.

Banioska parafia Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju została erygowana w październiku 1952 r. Kościół zaprojektowany przez Stanisława Czarnego powstał w latach 1960-1970.

To warto zobaczyć

Najświetniejszym przedstawicielem stylu klasy cystycznego w Górze Kalwarii jest Ratusz. Wzniesiony został w latach 1829-34 wg projektu Bonifacego Witkowskiego z poprawkami Henryka Marconiego. Spłonął podczas wycofywania się z miasta oddziałów Wehrmachtu. Po zakończeniu remontu w 1951 r. budynek przeznaczono na siedzibę władz miasta i gminy oraz Urzędu Stanu Cywilnego.

Naprzeciw Ratusza znajduje się barokowy kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, zwany „Kaplicą Piłata”. Wybudowano go w II połowie XVII w. u zbiegu ramion krzyża tworzonego przez główne ulice miasta. Stanowił początkową stację Drogi Pasyjnej. W krypcie kościoła spoczywa bp Stefan Wierzbowski — założyciel miasta. Także tutaj zobaczyć można najcenniejszy zabytek sakralny Góry Kalwarii — XVI-wieczną woskową Pietę. Przywieziona została do Polski prawdopodobnie na zamówienie króla Zygmunta III Wazy. Do Góry trafiła jako dar królowej Eleonory — wdowy po Michale Kory bucie Wiśniowieckim.

Najlepiej zachowanym obiektem należącym do barokowego układu miasta jest Wieczernik w dzielnicy Marianki. Wybudowany dla zakonu marianówy stał się miejscem pochówku założyciela zgromadzenia o. Stanisława Papczyńskiego, błogosławionego w 2007 roku. Stąd dwukrotnie wyruszał on w pieszą wędrówkę do Rzymu. Kościół wzniesiony w stylu zbliżonym do podhalańskiego, obecnie otoczony jest przez park. Znajdziemy w nim współczesną drogę krzyżową dłuta Hanny Grocholskiej. Będąc na Mariankach warto także odwiedzić muzeum regionalne Bożeny i Wojciecha Prus-Wiśniewskich.

Architektoniczną perłą Góry Kalwarii jest również pobemardyński barokowy zespół klasztorny oraz parafialny kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Pobudowany w latach 1756-70 stanął w miejscu drewnianej fary, zniszczonej przez huragan. Spoczywający w podziemiach fundator kościoła — marszałek Franciszek Bieliński — powierzył budowę Włochowi Jakubowi Fontanie. W założonym na tyłach klasztoru ogrodzie odnajdziemy XVIII-wieczną kaplicę św. Antoniego Padewskiego, ze słynącą z cudów figurą świętego. Natomiast naprzeciw kościoła parafialnego w XVIII w. wzniesiono tzw. Pałac Biskupi, dawny Sąd Pokoju, obecnie służący za siedzibę archiwum. W jego pobliżu znajduje się popiersie marszałka Józefa Piłsudskiego — wykonana w brązie rekonstrukcja przedwojennego pomnika autorstwa Marii Owczarczyk, odsłonięta w czerwcu 1989 r.

Spacerując po Górze Kalwarii warto obejrzeć także dawne Kolegium Pijarów, ufundowane w 1675 r. przez biskupa Wierzbowskiego, a w XIX w. wykorzystywane przez wojska carskie na koszary. Od ponad 160 lat mieści się tu największy w Polsce dom opieki społecznej.

Do cennych zabytków miasta należy dawny żydowski Dom Modlitwy wybudowany w 1901 r. W okresie międzywojennym był miejscem modlitw wyłącznie dla chasydów — Żydów przestrzegających surowych reguł religii mojżeszowej. Obok, kilka lat wcześniej, wzniesiono dwór cadyka.

Z obiektów znajdujących się w okolicach Góry Kalwarii wartym obejrzenia jest XVIII-wieczny modrzewiowy dworek w Brześcach.

Do wyjątkowych zabytków okolic Góry Kalwarii należy drewniany wiatrak typu „koźlak” w Lininie. To oryginalny XIX-wieczny, ostatni tego typu młyn warszawski. Ze stolicy do Linina przywieziono go w częściach w 1917 r. Zakończył pracę po okupacji. Obecnie to największy „koźlak” na świecie.

Warto także wybrać się do miejscowości Sobików, gdzie obok kościoła parafialnego, usytuowana jest drewniana dzwonnica z XVIII w.

Historia Pałacu w Kozienicach

Historia Pałacu w Kozienicach

W XII wieku Kozienice były osadą położoną nad samą Wisłą, płynącą niegdyś pod miastem i na skraju lasów Puszczy Radomskiej. Początkowo wieś była własnością norbertanek z Płocka. Od 1429 roku dobra puszczańskie przeszły na własność królewską i pozo stały nią wraz z osadą aż do upadku Rzeczypospolitej. Ten olbrzymi obszar leśny królowie polscy upodobali sobie jako miejsce łowów. Dlatego też powstała konieczność zbudowania dworu, który z czasem zaczął odgrywać coraz większą rolę. W XIV i XV wieku był on miejscem odpoczynku dla króla Władysława Jagiełły podróżującego traktem z Krakowa (ówczesnej stolicy Polski) i przystankiem przed przeprawą w Świerżach przez Wisłę. „Królewskim Gościńcem”, którego fragmenty pozostały do naszych czasów w Puszczy Kozienickiej, podróżowali także inni Jagiellonowie. Pod koniec 1466 roku zatrzymał się tutaj Kaziemierz Jagiellończyk (najmłodszy syn Jagiełły), któremu 1 11467 roku urodził się syn – późniejszy król Polski – Zygmunt I Stary. Narodziny tego króla upamiętnia kolumna – będąca prawdopodobnie najstarszym wolnostojącym nienagrobnym pomnikiem w Polsce. W 1549 r. Zygmunt II August (syn Zygmunta I Starego) zatroszczył się o Kozienice zalecając uporządkowanie terenów położonych bliżej dworui wydał przywilej na założenie miasta Kozienice.

Ale późniejsze przeniesienie stolicy do Warszawy ograniczyło znaczenie ważnego traktu z Krakowa na Litwę. Był on rzadziej uczęszczany i pozostawione na uboczu Kozienice wraz z dawnym dworem królewskim straciły na ważności. Dwór był stary, opuszczony, potem przyszły czasy wojen szwedzkich, mieszkańców zdziesiątkowała dżuma. W I połowie XVIII wieku dla kolejnego króla polski Augusta III Sasa, który był wielkim zwolennikiem łowów i często odwiedzał Kozienice, musiano wybudować nowy budynek reprezentacyjno-mieszkalny. Powstał więc dwór o staropolskim charakterze.

Najlepsze lata dla Kozienic i pałacu nastały za czasów panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Po I rozbiorze Polski Kozienice zyskały rangę ulubionej królewskiej miejscowości wypoczynkowej. W latach 1776-78 w miejscu drewnianego dworu zbudowano murowany pałac wg. projektu królewskiego architekta Franciszka Placidiego. Pałac połączony był z miasteczkiem długą aleją dojazdową. W dolnej części pałacu znajdowały się apartamenty króla i sale reprezentacyjne, na górze były pokoje dla służby i garderoby. Obok głównego pałacu stojącego w głębi dziedzińca po jego bokach powstały parterowe, długie oficyny. Lewa – kuchenna i prawa – gościnna.

Dalsze budynki stanowiły stajnie łączące się z oficynami przez wąskie budynki wozowni. Pałac stanowił główny element monumentalnego założenia barokowego. Wystrój dekoracyjny budowli nosił już cechy klasycyzmu, były też bogato zdobione wnętrza, biblioteka (księgozbiór stanowiła w większości literatura piękna) i galeria obrazów. Na prostokątnym dziedzińcu stał gazon w kształcie barokowego kartusza. Przy pałacu ustawiono wykonane z piaskowca i postawione na postumentach dwie rzeźby przedstawiające sceny myśliwskie -polowanie na dzika i niedźwiedzia. Przy głównym wejściu był podjazd z balustradami i posągami na cokołach. Oprócz rezydencji architekt przewidywał rozbudowę ogrodu – ile z tego projektu zrealizowano – nie wiadomo. Prawdopodobnie „ogród spacerowy” ukształtowano na trzech poziomach opadających w stronę nizinnego powiśla. Po bokach pałacu znajdowały się arkadowe galerie i altany.

Po pożarze Kozienic w 1782 r. król chciał dopomóc w odbudowie miasta. Nastąpiła zmiana architekta. J.K. Fontana sprowadzony z Warszawy opracował nowy architektoniczno – przestrzenny plan miasta. Układ zaprojektowanych przez niego ulic uznany jest dziś jako zabytek. W latach 1786-91 powstał obszerny park krajobrazowy, podzielony na dwa ogrody: pomiędzy oficyną gościnną a stawem oraz pomiędzy pałacem a Łachą. Pierwszy został zredukowany ze spacerowego na sad i warzywnik. Był to prostokąt opadający do stawu, otoczony parkanem. Była jeszcze aleja wytyczona wzdłuż osi głównej pałacu ku Łasze i dalej przechodząca na jej drugi brzeg. Nad wodą przerzucony był mostek. Zamiast stopniowego obniżania terenu wszystko zniwelowano, tak aby król mógł oglądać rozległy krajobraz z okien pałacu. Pomiędzy sadem a owalnym ogrodem prawdopodobnie był angielski park, w którym zostały posadzone rzadkie okazy drzew (pozostał jeszcze w parku jeden tulipanowiec). Została również wykonana śluza na rzece spiętrzająca jej wody, które leżały zbyt nisko i spływająca w dół kaskadami.

Powstanie kościuszkowskie w roku 1794 zahamowało rozbudowę Kozienic jak również samego pałacu. 17 kwietnia 1794 roku wkroczyły do Kozienic wojska rosyjskie i chociaż Rosjanie przebywali w Kozienicach tylko 23 dni ograbili doszczętnie pałac królewski. Decyzją króla pałac zamieniono wówczas na lazaret dla poszkodowanych w czasie powstania. W roku 1795 nastąpił III rozbiór Polski. Kozienice znalazły się pod zarządami Austriaków i z pałacu wywieziono to, czego nie zabrali Rosjanie – w tym galerię obrazów. Po Kongresie Wiedeńskim zmienił się rezydent. Od 1815 roku prawie przez 15 lat pałac i oficyny były siedzibą dla oficerów stacjonującego w Kozienicach pułku artylerii, w budynku pałacowym mieścił się sztab pułku i kwatery wyższych oficerów sztabowych.

Nowy okres miasta oraz pałacu związany jest z rodziną Dehnów i swój ostateczny wygląd pałac zawdzięcza tej rodzinie. Za zasługi jakie położył naczelnik inżynierów czynnej armii gen. Iwan Dehn w umacnianiu panowania rosyjskiego na terenie Królestwa Polskiego, ukazem cara Mikołaja I nagrodzony został majątkiem Kozienic. Oficjalny akt przekazania dóbr kozienickich Iwanowi Dehnowi car podpisał dnia 16 października 1835 roku.

Po objęciu mocno zniszczonego obiektu Iwan Dehn przystąpił do remontu i modernizacji budynków pałacowych. W miejscu drewnianej oficyny kuchennej wybudował murowaną. W latach 1839-63 po środku dziedzińca przed pałacem wybudowano basen w kształcie elipsy, ujęty w profilowane obramowanie. Przy narożach ustawiono kolumny na cokołach. Wykonano schody z tarasu do ogrodu, wybudowano bramę wjazdową. Stanowiły ją cztery monumentalne kolumny, zwieńczone kulami, ustawione w lekkim półkolu. Wymieniono także dach, powiększono park ogradzając go murem, zaś przy alei wjazdowej postawiono kamienne wazony.

W 1843 r. umarła żona generała Dehna. Pochowano ją w Kozienicach na cmentarzyku znajdującym się w parku. W roku 1851 generał w trakcie budowy twierdzy Modlin uległ wypadkowi, stan jego zdrowia stale się pogarszał, więc poprosił cara o zgodę na przekazanie majoratu Kozienic swojemu synowi Włodzimierzowi. Car zgodę wyraził i odtąd formalnym właścicielem pałacu został Włodzimierz Iwanowicz Dehn. W1859 roku Iwan Dehn zmarł. Włodzimierz nadal modernizował pałac wraz z jego otoczeniem. Kiedy zmarł w 1888 r. pochowano go w kaplicy mauzoleum w stylu bizantyjskim (dziś już nie istnieje), a ponieważ nie miał syna, za zgodą cara cały majątek przeszedł na własność jego córki Olgi. To ona aspirując do roli arystokratki, podążając za ówczesną modą, chcąc dodać swej rezydencji dostojeństwa w latach 1896-1900 postanowiła pałac z oficynami gruntownie przebudować sprowadzając francuskiego architekta Francoisa Arveufa. Pałacowi nadano wówczas styl francuskiego renesansu, w którym dużą rolę odgrywały bogate ornamenty rzeźbiarskie, wyraźnie zaznaczony był wysoki dach budowli ze stożkowatymi dachami wież oraz smukłe kominy. Zostało również zmienione pokrycie dachowe. Przekształceniu uległy wnętrza pałacu kozienickiego, który wraz ze skrzydłami miał 100 pokoi. Od wschodniej strony pałacu przy oficynie gościnnej dobudowano łącznik, loggię sześciokolumnową, stanowiącą przejście z dziedzińca pałacowego do ogrodu. Od strony zachodniej zbudowano oranżerię. Nad wejściem do pałacu został umieszczony ogromny kartusz herbowy.

Ogród za pałacem prawdopodobnie był w stylu angielskim. Mąż Olgi, baron von Larski rozszerzył także zespół pałacowy w początkach XX w. tereny dawnego kościoła parafialnego i tereny pocmentarne znajdujące się obok niego. Spowodowało to zmianę usytuowanie kolumny upamiętniającej narodziny króla Zygmunta I Starego. Za czasów stanisławowskich stały też przed pałacem rzeźby przedstawiające sceny myśliwskie. To von Larski przesunął je bliżej pałacu, a obecnie stojące są kopiami oryginalnych rzeźb, które w czasie II wojny światowej zostały zniszczone. Mąż Olgi uruchomił pierwszą elektrownię w Kozienicach, która była zlokalizowana w istniejącej do dziś wieży. Wytwarzana energia elektryczna służyła jedynie dworowi. W takim stanie pałac dotrwał do wybuchu I wojny światowej. Baronostwo opuszczając Kozienice w 1915 roku zabrało z pałacu wszystkie wartościowe rzeczy.

W czasie wojny w 1915 roku Kozienice zajęli Austriacy, którzy umieścili w pałacu Komendę Grupy Legionów Polskich pułkownika Stefana Zielińskiego. Po I wojnie światowej pałac stał się własnością rządową. Tu znalazły swą siedzibę urzędy państwowe oraz Starostwo Powiatowe Kozienic. W prawej oficynie pałacowej mieściło się gimnazjum oraz szkoła handlowa. Ostateczną tragedię przeżył pałac 12 września 1939 roku kiedy stacjonujące w nim wojsko niemieckie podłożyło prawdopodobnie celowo ogień. Spaliły się wówczas ostatnie cenne zbiory, w tym zbiory biblioteczne. Straż pożarna nie została przez Niemców dopuszczona do gaszenia pożaru. Lewa oficyna ocalała tylko dlatego, że mieściła się tam poczta i łącznica telefoniczna. W latach 1940-41 na rozkaz Niemców ze spalonego pałacu została wymontowana armatura wodnokanalizacyjna, centralnego ogrzewania i inne elementy metalowe. Zaczęto rozbijać mury pałacu, część cegły z rozbiórki została wykorzystana do rozbudowy szpitala powiatowego przy ul. Lubelskiej. Po zakończeniu wojny resztki jakie pozostały po pałacu sprzedano mieszkańcom miasta, którzy wykorzystali ten materiał do odbudowy swoich domów.

Z dawnego zespołu pałacowego zachowała się do dzisiejszych czasów oficyna kuchenna z lat 1839-1865, przebudowana w 1869-1900 roku wraz z wozownią i stajnią oraz z czterokondygnacyjną wieżą na podwórzu gospodarczym. Oryginalne kamienne schody przed elewacją ogrodową (z poł. XIX w.), dwa cokoły pod rzeźby myśliwskie z końca XVIII wieku oraz cokoły z XIX-wiecznymi wazonami z zaprawy cementowej. Słupy głównej bramy wjazdowej, kolumny oświetleniowe i basen.

W miejscu spalonego pałacu w latach 50-tych władze miasta postanowiły wybudować budynek jako siedzibę dla władz miejskich. Budowę rozpoczęto w 1957 roku zakończono w 1961 r. Kubatura budynku wynosi 9200 m3. W części środkowej na drugim piętrze znajduje się sala konferencyjna, w której został wykonany strop kasetonowy na wzór stropu pałacowego. Natomiast na zewnątrz nad drugim piętrem jest ściana w rodzaju attyki, na której w najwyższej jej części został umocowany herb Kozienic przedstawiający jelenia skaczącego ponad drzewami.

Obecnie w głównym budynku mieści się Urząd Miejski w Kozienicach do którego prowadzi długa aleja, poprzedzona bramą i wolno stojącymi kolumnami. Po wojnie ocalało lewe skrzydło pałacu z bogatą dekoracją architektoniczną. Dziś mieści się w nim Muzeum Regionalne, obok Urząd Stanu Cywilnego, Rada Miasta i Gminy Kozienice. W tle stoi wieża, w której utworzono Galerię Centrum Promocji Sztuki w Kozienicach. Odbudowano także całkowicie zniszczone prawe skrzydło pałacowe. Ma tu swoją siedzibę Urząd Skarbowy. Obecnie budynki nawiązują do zabytkowego założenia pałacowo-ogrodowego, w którym przyroda i architektura ściśle są ze sobą powiązane. Park kształtował się od barokowego stylu architektonicznego F. Placidiego do angielskiego – Jana Kantego Fontany. Dziś przywrócono mu dawne 8 piękno parku krajobrazowego, który stał się ogrodem miejskim, pełniącym funkcję spacerowo – wypoczynkową.

Gmina Grabów nad Pilicą – Historia

Gmina Grabów nad Pilicą (Historia)

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozienicach
Renata Maj it-kozienice@wp.pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

Najstarszym dokumentem mówiącym o ziemi, na której leży Grabów nad Pilicą, jest pismo Kazimierza Wielkiego z 14 lutego 1359 roku. W piśmie tym Kazimierz Wielki, na wypadek swojej śmierci, powierza ziemie Zapilcza (przyłączone wówczas do Mazowsza), księciu mazowieckiemu Siemowitowi III.

Grabów nad Pilicą jest starą osadą prawdopodobnie leśną stanowiącą ośrodek kolonizacji tej części Zapilcza we wczesnym średniowieczu. W lipcu 1451 r. kościół w Grabowie otrzymał dziesięcinę snopową ze wsi Brzozowicą. Nazwa Grabów pojawia się w 1569 r. i wywodzi się od wyrazu grab.

Kolonizacja prawego brzegu Pilicy przypada na XV i XVII wiek. O kierunku rozwoju osadnictwa świadczą nazwy zakładanych miejscowości jak Kępa Niemojewska oraz poza obszarem gminy Budy Biejkowskie, Budy Michałowskie. Nazwa „budy” świadczy o tym, że mieszkańcy zajmowali się eksploatacją lasów, wypalając potaż, węgiel drzewny, wyrabiając smołę i dziegieć.

W XIV i XV w. Zapilcze podzielone było na dwie diecezje, wschodnia część należała do diecezji poznańskiej, (parafia Grabów wydzielona została w XIV w. z parafii Magnuszew), zachodnia do gnieźnieńskiej. W czasie potopu szwedzkiego, w przeddzień bitwy pod Warką, która rozegrała się 7 czerwca 1656 roku na lewym brzegu Pilicy, przez ziemie grabowskie przechodziły wojska szwedzkie dowodzone przez Fryderyka Badeńskiego i ścigające je oddziały polskie, dowodzone przez J. Lubomirskiego i Stefana Czarnieckiego. Do pierwszej potyczki między walczącymi stronami doszło nad brzegiem Pilicy. Pozostałością po tych wydarzeniach jest figura pamiątkowa, barokowa postawiona po 1656 roku na mogile z czasu walk ze Szwedami.

Dobra Grabów należały niegdyś do rodziny Grabowskich, starostów wareckich, a następnie został)’ nadane przez króla lana III Sobieskiego rodzinie Pułaskich. W XVIII wieku należały do starosty wareckiego Józefa Pułaskiego, natomiast sam Grabów wraz z folwarkiem otrzymał jego syn Kazimierz.

Kazimierz Pułaski /i 747-1779/ generał, uczestnik walk o niepodległość Stanów Zjednoczonych, partyzant konfederacji barskiej, od 1777 roku walczył w Stanach Zjednoczonych, zorganizował własną jednostkę tzw. Legion Polski. Zginął pod Savannah.) Ponieważ Józef Pułaski i jego syn Kazimierz byli konfedarami barskimi, posiadłości ich narażone były na konfiskatę, dlatego Grabów oficjalnie był zapisany na imię jednej z sześciu córek 20 grudnia I 764 roku spisała intercyzę przedślubną z Anastazym Walewskim. Dobra grabowskie przeszły zatem na jej wyłączną własność, a następnie na własność rodziny Walewskich. Anastazy z Walewic Colonna Walewski miał trzy żony: Joannę Pułaską, Magdalenę Tyzenhauz i Marię Łączynską (panią Walewską). Józefa Walewska (1768-1834), córka Anastazego i Joanny Pułaskiej wyszła za szambelana króla Stanisława Augusta. Antoniego Brochockiego i powtórnie za prezesa Trybunału Cywilnego Województwa Sandomierskiego, Augusta Nowinę Witkowskiego (1779-1844), któremu jeszcze przed ślubem (1811) sprzedała dobra grabowskie. Po roku 1795 Grabów znajdował się pod zaborem austriackim. W 1809 r. wszedł w skład Księstwa Warszawskiego. Od roku 1815 w Królestwie Polskim (pod nadzorem rosyjskimj. Określenie „Nad Pilicą” pochodzi z poł. XIX w. (dla odróźnienia od Grabowa nad Wisłą).

Kolejnymi właścicielami dóbr grabowskich (po Witkowskim) byli Komorniccy Tu urodziła się Maria Komornicka (1876-1948), poetka okresu Młodej Polski.

W XIX stuleciu na uwagę zasługuje postać Władysława Komornickiego. Studiował w warszawskiej Szkole Głównej, gdzie na początku lat 60-tych zetknął się z konspiracją antyrosyjską. Poznał wtedy Juliusza Kossaka – artystę malarza, który na zlecenie Rządu Narodowego opracował wzory mundurów powstańczych. W 1863 roku po wybuchu powstania styczniowego. Władysław powrócił do Grabowa, aby zostać adiutantem pułkownika Kononowicza. Walczył w oddziale Kononowicza z wojskami rosyjskimi. Zginął mając 22 lata. dnia 2 czerwca 1863 roku, grób znajduje się na cmentarzu parafialnym w Grabowie.

W XX wieku ziemie grabowskie jak i całe Zapilcze były areną wielu tragicznych wydarzeń I i II wojny światowej. Kiedy na początku sierpnia 1914 roku wybuchła 1 wojna światowa, ziemia między Radomką a Pilicą, podobnie Jak wszystkie ziemie polskie zaboru rosyjskiego położone na zachód od Wisły, znalazła się jakgdyby na marginesie ważnych wydarzeń militarnych.

Bowiem ani Rosjanie, ani też Austriacy i Niemcy nie przewidywali żadnych rozstrzygnięć strategicznych na lewym brzegu Wisły. Na przełomie sierpnia i września 1914 roku ofensywa obu armii rosyjskich na Pojezierzu Mazurskim załamała się, dając zwycięstw wojskom niemieckim. Dopiero październik 1914 roku przyniósł zmiany w układze sił, przenosząc punkt ciężkości frontu wschodniego na obszary położone na lewym brzegu Wisły.

28 września 1914 roku natarciem 9 armii niemieckiej na szerokim froncie od Pińczowa do Pilicy, rozpoczęła się wielka operacji zwana ofensywą październikową, a teren gminy Grabów był fragmentem wielkiej linii frontu. Po przesunięciu się działań wojennych na wschód w sierpniu 1915 roku ziemie Królestwa Polskiego znalazły się w rękach państw centralnych. Południowa część Królestwa Polskiego, na płn^o rzeki Pilicy została objęta okupacją austro-węgierską. Obszar ten podlegał utworzonemu w sierpniu 1915 roku Generalnemu Gubernatorstwu Wojskowemu z siedzibą w Kielcach, a od pierwszego października w Lublinie. Władzę administracyjną na szczeblu powiatów pełniły Komendy Powiatowe, które miały swoje siedziby w Kozienicach, Radomiu. Opocznie, Końskich.

Działania wojenne zostawiły po sobie tysiące mogił, porozrzucanych po polach bitew, pola te trzeba było uporządkować i to jak najszybciej, przede wszystkim ze względów sanitarnych. Wkrótce zaczęły powstawać zbiorcze cmentarze. Cmentarz taki będący świadectwem wielkiej ofensywy październikowej, która przetoczyła się przez Zapilcze powstał w Grabowie nad Pilicą, dziś jest już w ruinie. Przed cmentarzem 1914/15 w ogrodzonej i obsadzonej topolami części znajduje się kopiec i cokół betonowy z tablicą upamiętniającą poległych mieszkańców gminy Grabów w latach 1918-1920.

Z tabliczek zachowanych na fragmentach żeliwnych krzyży odczytano 46 nazwisk, a wśród nich nazwiska polskie. Według Powszechnego Spisu Ludności z dnia 30 września 1921 roku, wieś liczyła 71 budynków mieszkalnych z liczbą 445 mieszkańców, wszyscy narodowości polskiej.

W 1933 roku wybudowano pomnik przy drodze z Grabowa do Warki niedaleko Pilicy na pamiątkę ukończenia budowy 39 kilometrowej drogi Kozienice – Głowaczów – Warka. Droga ta stanowiła najkrótsze połączenie drogowe z Kozienic do Warszawy. W tamtych czasach było to bardzo ważne wydarzenie, dlatego też ukończenie budowy zaakcentowano postawieniem pomnika. Drogę rozpoczęto budować w pierwszych latach niepodległości, pierwszy odcinek z Kozienic do Głowaczowa wybudowano w połowie lat dwudziestych. Drugi odcinek zaczęto w 1929 r.

Budowę tego odcinka nadzorował ówczesny starosta kozienicki Czesław Kowaliki. Czasy były trudne. Budowa wypadła na okres szalejącego kryzysu, co groziło jej przerwaniem. Prowadzono ją bowiem tylko miejscowym wy s i ł k i e m Wy działu Powiatowego w Kozienicach oraz Gmin w Mariampolu i Grabowie. Z pomocą przyszło Ministerstwo Spraw Wojskowych, Kielecki Urząd Wojewódzki i Fundusz Pracy, które udzieliły zasiłku finansowego i budowa została zakończona jesienią 1933 roku. Uroczyste otwarcie drogi nastąpiło przy postawionym na tę pamiątkę pomniku 12 listopada 1933 roku. Na uroczystości przybyli okoliczni mieszkańcy, młodzież szkolna i organizacje społeczne ze sztandarami. Nie zabrakło przedstawicieli władz powiatowych i wojewódzkich. Uroczystego przecięcia wstęgi dokonał senator dr jerzy Barański, a drogę poświęcił dziekan kozienicki, prałat Jan Klimkiewicz.

Po rozpoczęciu II wojny światowej przez Zapilcze przebijała się do mostów na Wiśle armia „Prusy”. Bohaterską kartę w historii Augustowa k.Grabowa, zapisał m.in.76 pułk piechoty wchodzący w skład 29 dywizji piechoty, dowodzonej przez płk. Jana Oziewicza. Wycofując się przed nacierającym wrogiem, żołnierze polscy z 76 pułku piechoty dotarli lasami do wsi Grabów, Boska Wola i usiłowali zbliżyć się do Wisły, aby przeprawić się na jej prawy brzeg. Rozpoznanie zwiadowcze doniosło jednak, że brzeg Wisły w tym rejonie obsadzony jest przez wojska niemieckie. W tej sytuacji major Jan Toroń dowódca 3 baonu 76 pp postanowił przetrwać z wojskiem w miejscowym lesie do 11 września, a później pod osłoną nocy chciał podjąć próbę przeprawy na drugi brzeg Wisły. W nocy oficerowie zebrali się na krótką naradę, aby omówić przeprawę przez Wisłę. Udział w naradzie wzięli m.in. ppłk. Graff, dowódca 29 pułku artylerii lekkiej, major Jan Toroń oraz dowódcy kompanii z 3 baonu: por. Kazimierz Grudo, por. Franciszek Ciągło, ppor. Feiczak, st. sierżant Leonard Grzegorek i plut. Bazyli Tomaszewicz. Około godziny 22 baon 3 i towarzyszące mu oddziały ruszyły w kierunku Grabowa n/Pilicą. Po przejściu szosy Warka – Kozienice i sforsowaniu około 3 km drogi zwiad doniósł, że zbliża się niemiecka jednostka pancerno – samochodowa, jak się później okazało, była to kolumna transportowo – zaopatrzeniowa. Dowódca baonu rozkazał dowódcy plutonu artylerii zająć stanowiska bojowe. Obok plutonu artylerii stanowiska bojowe zajęły 1 i 3 pluton z 7 kampanii oraz 2 pluton z 9 kampanii.

Niemcy nie spodziewając się zasadzki jechali wprost na zamaskowane gniazda broni artyleryjskiej maszynowej Polaków. Gdy wróg znalazł się w odległości około 200 metrów, otworzyły ogień wszystkie plutony. Pod ten morderczy ogień dostali się niemal wszyscy Niemcy z których niewielu uszło z życiem. W miejscu starcia, obok zabitych i rannych Niemców leżało rozbitych 26 samochodów i inny sprzęt. Po tym starciu zbrojnym oddziały polskie dotarły do wsi Augustów, Nowa Wola, Grabów usiłując odpocząć w lesie magnuszewskim w sąsiedztwie Puszczy Kozienickiej przed kolejną próbą przeprawy na Lubelszczyznę. O świcie 12 września lotnictwo niemieckie podjęło loty rozpoznawcze w rejon stacjonowania 3 baonu i wykryło go.

Około godziny 11 -tej nastąpiło oskrzydlające uderzenie wroga, poprzedzone ostrzałem artyleryjskim. Niebawem wojska niemieckie wtargnęły do lasu. Walka była zażarta, gdyż Niemcy działali przez zaskoczenie i zajęli dogodne pozycje, a oddziały polskie były zdezorientowane w sytuacji. Polacy jednak szybko opanowali zamieszanie w swych szeregach i podjęli narzuconą im wyjątkowo krwawą walkę.

Dowódca 9 kompanii por. Grudo i st. sierżant Grzegorek podrywali kompanię do ataku. Około godziny 16-tej wojska niemieckie zostały wprawdzie wyparte z lasu, ale polskie oddziały były pod silnym ostrzałem artylerii. W rejonie wsi Matyldzin, Augustów, Polacy spostrzegli wyłaniających się Niemców, przeciw którym rzucony został oddział pod dowództwem plutonowego Bazylego Tomaszewicza; z erkaemem w ręku szedł on na pozycje wroga. Niemcy ponosili duże straty, ale zabrakło Tomaszewiczowi amunicji. Poległ, gdy z obsługą erkaemu rzucił się na cekaem. Obok niego zginęli też szeregowi Romanowicz, Klempner, Betko. Na polu bitwy trwał pułkownik Graff. W pewnym momencie pułkownik przekazał działko z obsługą por. Kazimierzowi Grudo i wraz z majorem Toroniem oddalił się od swego stanowiska dowodzenia. Następnie udał się na kolejne stanowisko bojowe i pod wsią Matyldzin na skraju lasu poległ. Obok niego polegli m.in.: por. Franciszek Ciągło, ppor. Felczak, plut.pchor. Alfred Jastrzębski.

W lasach pod Matyldzinem i Augustowem, poległo 64 polskich żołnierzy Niemcy mieli około 120 zabitych. Wśród Polaków było około 50 rannych, którzy z 300 żołnierzami dostaJi się do niewoli.

Pozostałością po tej walce są dwa groby z prochami kilku polskich żołnierzy w okolicznym lesie. Zaszczytne imię 76 pułku piechoty nosi dziś szkoła podstawowa w Augustowie. Część żołnierzy września pochowanych jest na cmentarzu parafialnym w Grabowie n/Pilicą. Z tablicy na grobie można odczytać nazwiska 66 poległych.

9 maja 1943r.w odwet za rozbicie posterunku żandarmerii. Niemcy przeprowadzili pacyfikację wsi, rozstrzeliwując 12 jej mieszkańców. W lipcu 1944r. oddział AK kpt. Romana Siwka „Helena” opanował tutejszą stację kolejową, ułatwiając uchwycenie przyczółka warecko-magnuszewskiego. Na terenie powiatu kozienickiego w pierwszych latach okupacji działało wiele organizacji konspiracyjnych. Najliczniejszą i najlepiej zorganizowaną były Bataliony Chłopskie. Skład dowództwa B.Ch stanowili: Komendant Obwodu „Jesion” (Bronisław Nować), Komendant Oddziałów Sojowych i szef wyszkolenia por. „Grab” (Władysław Molenda). Po długich pertraktacjach 3Ch podporządkowały się jesienią 1943 roku dowództwu AK.

Pod wsią Nowa Wola także w 1943 r. w walce z Niemcami zginął znany działacz komunistyczny Stanisław Lachtara.

W 1944 r. na terenach gminy Grabów n/R toczyły się zacięte walki o przyczółek na lewej stronie Wisły. Pod Grabowem m.in. koncentrowała się też niemiecka 19 Dywizja Pancerna. W zmaganiach o przyczółek warecko-magnuszewski zginęło oprócz Polaków wielu żołnierzy Armii Czerwonej.

Wypożyczalnia STER Warka ul. Mostowa 30

komorka 601-418-860, telefon 048-667-2281
gadu-gadu 9591236 skype sterwarka
email kajaki@onet.pl, witold@batte.pl
uwaga zamów kajaki na wakacje już dziś

Poleć nas w serwisach społecznościowych

Nowe, wygodne kajaki polietylenowe

BRIO - turystyczny kajak dwuosobowy z miejscem dla dziecka
PRO TOUR 470 - kajak dwuosobowy z lukiem bagażowym i miejscem dla dziecka, długość
Kanadyjka rodzinna na wyprawy, długość 5,2m