Archiwa tagu: targi

Przewodnik po Mogielnicy w opracowaniu z 1965r.

Przewodnik po Mogielnicy w opracowaniu z 1965r.

Miasto, 22 km na pd. zach. od Grójca, na zboczu doliny Mogielanki, lewego dopływu Pilicy, 135—155 m npm. Ok. 3500 mieszkańców. Przystanek PKS w rynku. Połączenie z Warszawą — 66 km przez Grójec — 22 km, z Nowym Miastem n. Pilicą — 14 km i ze Świdnem — 8 km. Stacja PKP wąskotorowa, tel. 50, ok. 2 km na pn. wsch. od centrum miasta. Połączenie z Warszawą — 65 km przez Grójec — 24 km i z Nowym Miastem n. Pilicą — 19 km. Prez. MRN, Rynek, tel. 5; poczta, ul. Krakowskie Przedmieście 39, tel. 41; MO, tel. 07; ośrodek zdrowia, ul. Dziarnowska 7, tel. 11; apteka; gospody: Rynek 8 i ul. Warszawska 1.

Książę mazowiecki Ziemowit I w 1249 r. podarował wieś Mogielnicę zakonowi cystersów z Sulejowa n. Pilicą. W 1317 r. Mogielnica jako piąta miejscowość na Mazowszu uzyskała z rąk ks. mazowieckiego Trojdena prawa miejskie. Opaci sulejowscy stosując odpowiednią politykę podatkową dbali o rozwój miasta zabiegając jednocześnie u królów o nowe przywileje. Kazimierz Jagiellończyk w 1469 r. pozwolił założyć bractwa i ce’chy rzemieślnicze, m. in. tkaczy, krawców, słodowników, kupców, kowali i kuśnierzy. Król Zygmunt I Stary wyznaczył w 1528 r. liczne jarmarki (11 rocznie) i cotygodniowe targi. Przywileje rozszerzane były następnie przez późniejszych monarchów. W XVII w., jak pisze mazowiecki dziejopisarz Jędrzej Święcicki, Mogielnica „słynęła z tkactwa i wyrobu nie wykwintnych sukien”. W 1788 r. dobra mogielnickie cystersi odstąpili wojewodzie rawskiemu Bazyle-mu Walickiemu, który swoją samowolą i uciskiem stosowanym wobec mieszczan doprowadził miasto do gospodarczego upadku. W 1863 r. w Mogielnicy i okolicznych lasach miały miejsce ruchy powstańcze. W odwet władze carskie odebrały Mogielnicy na szereg lat prawa miejskie, czyniąc z niej osadę. Od poł. XIX w. tradycyjnym zawodem mogielniczan było garbarstwo i szewstwo. Garbowane tutaj skóry i wyrabiane z nich buty słynęły daleko poza granicami Mazowsza. Rozwój rzemiosła wpłynął na zwiększenie się ilości mieszkańców (w 1820 r. — ok. 1600, w 1884 r. już 3100).

Uzyskanie po I wojnie światowej połączenia kolejką wąskotorową z Grójcem i Warszawą wpłynęło na dalsze ożywienie gospodarcze miasta. W 1931 r. Mogielnica liczyła 6400 mieszkańców. Zniszczenia dokonane” w czasie II wojny światowej zahamowały dalszy rozwój miasta. W 1946 r. mieszkało tu 4700 osób. Brak poważniejszych zakładów przemysłowych oraz innych czynników miastotwórczych doprowadził do stagnacji gospodarczej miasta i dalszego spadku ilości mieszkańców. Mogielnica pełni obecnie rolę ośrodka usługowo-handlowego dla okolicznych gromad, obejmując swym zasięgiem także Lubanię i Kłopoczyn w woj. łódzkim oraz Rykały i Przybyszew w woj. kieleckim. Źródłem utrzymania mieszkańców miasta jest rolnictwo, rzemiosło, handel a także kilka drobnych zakładów przemysłowych branży spożywczej i skórzanej oraz cegielnia.

Do końca planu 5-letniego przewidziany jest wzrost zatrudnienia w przemyśle i rzemiośle. W tym okresie nastąpiła dalsza intensyfikacja produkcji rolnej — zwiększenie ilości sadów, a zwłaszcza obszarów przeznaczonych pod uprawę warzyw. Przewiduje się budowę zakładu przetwórstwa owocowego oraz dużej garbarni skór miękkich i zakładu kuśnierskiego. Planuje się wzrost mieszkańców miasta w 1980 r. do ok. 5000. Równocześnie z rozwojem przemysłu nastąpi przebudowa śródmieścia, z zachowaniem historycznego rozplanowania ulic i placów, powstanie osiedle mieszkaniowe, położone zostaną wodociągi oraz założona kanalizacja. Mogielnica otrzyma dom kultury z biblioteką, panoramiczne kino, oraz dom noclegowy.

W rynku na uwagę zasługuje zabytkowy ratusz z 1 poł. XIX w., zbudowany wg proj. arch. Bonifacego Witkowskiego. Jest to budynek jednopiętrowy z czterospadowym dachem, pośrodku którego wyrasta czworoboczna niska wieża z tarasem. Przy rynku zachowały się dwa drewniane parterowe domy (nr 10 i 14) z 2 poł. XVIII w. z podcieniami wspartymi na słupach z charakterystycznym podziałem wnętrza na część handlową i mieszkalną. W bocznych uliczkach stoi ponadto jeszcze kilka innych starych drewnianych domów przeważnie z XIX w. (ul. Kościelna 2, pl. Dół 2 i 18 oraz pl. Posmętne 3). Na pn.-zach. skraju miasta, na cmentarzu stary drewniany kościół filialny z końca XVIII w., częściowo z barokowym wyposażeniem wnętrza.

Warto odwiedzić w Mogielnicy pracownię znanych warszawskich rzeźbiarzy Barbary i Franciszka Strynkiewiczów. Na niewielkim obszarze położonym na skraju doliny Mogielanki ustawione zostały osobliwe rzeźby z polnych kamieni, polichromowanych kłód drzewa, korzeni, wtopione w naturalny ogrodowy krajobraz. Ekspozycja ta stała się współczesną próbą powrotu do natury.

Północny skraj doliny Mogielanki porastają wąskim pasem lasy, przeważnie iglaste. Ładniejsze ich partie znajdują się na lewo od drogi biegnącej do Grójca.

3 km na pd. od Mogielnicy leży nad Mogielanką wieś Otalążka, gdzie rozwija działalność spółdzielnia produkcyjna. W 1964 r. w dolinie rzeki (na terenie wioski) odkryto pod pokładami torfu osadę z okresu rzymskiego z III—IV w. (pozostałości domostw i zabudowy gospodarczej, resztki palenisk, ceramika).

opracował Janusz Żmudziński, Warszawa 1965r.

Przewodnik po Grójcu w opracowaniu z 1965r.

Przewodnik po Grójcu w opracowaniu z 1965r.

Miasto powiatowe liczące 9000 mieszkańców, położone jest na wypiętrzeniu ciągnącym się na przestrzeni blisko 10 km w kierunku pd. Obszar miasta jest pod względem położenia dosyć zróżnicowany od 138 do 167 m npm. W pn. części miasta w obniżeniu terenu płynie wśród łąk niewielka rzeczka Molnica.

Miasto powiatowe liczące 9000 mieszkańców, położone jest na wypiętrzeniu ciągnącym się na przestrzeni blisko 10 km w kierunku pd. Obszar miasta jest pod względem położenia dosyć zróżnicowany od 138 do 167 m npm. W pn. części miasta w obniżeniu terenu płynie wśród łąk niewielka rzeczka Molnica. Stacja kolejki wąskotorowej, tel. 828. Połączenia z Warszawą — 41 km przez Tarczyn — 14 km, Piaseczno — 28 km oraz z Nowym Miastem n. Pilicą — 43 km przez Mogielnicę — 24 km. Dworzec PKS, Al. Walki Młodych, tel. 661. Połączenie z Warszawą — 44 km przez Tarczyn — 13 km, z Piasecznem — 32 km przez Prażmów — 12 km, z Górą Kalwarią — 28 km, z Warką — 26 km przez Jasieniec — 9 km, z Białobrzegami — 25 km, z Goszczynem — 20 km, z Nowym Miastem n. Pilicą — 36 km przez Mogielnicę — 22 km, z Błędowem — 18 km, z Białą Rawską — 32 km przez Wilków -— 20 km, z Lipiem — 15 km, z Wilczorudą — 16 krn oraz z Mszczonowem — 29 km. Prez. PRN, Al. Walki Młodych 37, tel. 231; Prez. MRN, pL Wolności 2, tel. 303; poczta, Al. Niepodległości 6, tel. 629; MO, tel. 277; pogotowie ratunkowe, Al. Walki Młodych, tel. 09; szpital, ul. P. Skargi 6, tel. 864; ośrodek zdrowia, ul. P. Skargi, tel. 944 i ul. Kościelna 10, tel. 888; apteki: Al. Niepodległości 1 i ul. 15 Stycznia 7; stacja benz., Al. Niepodległości, tel. 652; postój taksówek, ul. P. Skargi 1, tel. 911; Oddział PTTK, Al. Walki Młodych 37; restauracje: pl. Wolności, ul. 15 Stycznia 24 i ul. Szpitalna 12.

Grójec jest najstarszym osiedlem na południowym Mazowszu. Zaczątkiem miasta było grodziszcze na wzgórzu (na którym stoi obecnie kościół) zapewne otoczone fosą. Do ok. 1245 r. Grójec był siedzibą kasztelanii i archidiakonatu, przeniesionych potem do Czerska. Osada nazywała się wówczas Grodziec; nazwa ta przetrwała aż do końca XVII w. W 1419 r. Grójec otrzymał z rąk ks. mazowieckiego Janusza I prawa miejskie oraz liczne przywileje, m. in. dochody z wagi i z postrzygalni sukna. W XV i XVI w. miasto rozwijało się pomyślnie: wzniesiono okazały ratusz, wybrukowano ulice, powstały manufaktury. Królowie Zygmunt Stary i Zygmunt August potwierdzili dawne przywileje i obdarzyli Grójec nowymi na targi i jarmarki. W Grójcu przebywała kilkakrotnie królowa Bona, o czym świadczą niektóre przywileje tam przez nią podpisane. Miasto znane było wtedy ze znakomitego piwa, które na równi z wareckim poszukiwane było w Warszawie. Rzemieślnicy wyrabiali z kiszek baranich struny muzyczne do lutni, które znajdowały odbiorców nawet za granicą. Według lustracji z 1564 r. miasto liczyło 210 domów. Czynny był szpital. W 1536 r. urodził się w Grójcu Piotr Skarga Pawęski i do 17 roku życia pobierał nauki w miejscowej szkole. Jan Pawęski, dziad znanego kaznodziei i pisarza, często wnosił do księcia mazowieckiego zażalenia i skargi na samowolę urzędników książęcych. Stąd podobno wywodzi się nazwa pod grójeckiego folwarku Pawęskich zwanego Skargami, a następnie Skargowszczyzną, oraz późniejszy rodzinny przydomek.

W czasie wojen szwedzkich miasto uległo poważnemu zniszczeniu tak, że w 1660 r. liczyło zaledwie 16 domów i nie mogło podnieść się z upadku, zwłaszcza że wskutek rozwoju stołecznej Warszawy targi i jarmarki grójeckie straciły na znaczeniu. W 1765 r. Grójec liczył tylko 35 domów, kilka lepianek i jedną karczmę. W 1794 r., po bitwie pod Szczekocinami, Tadeusz Kościuszko podążał na czele powstańczych wojsk przez Przybyszew, Goszczyn, Lewiczyn w kierunku Warszawy. 28 czerwca tegoż roku rozłożył obóz pod Grójcem.

W XIX w. dzięki budowie szlaków komunikacyjnych, m. in. drogi bitej do Warszawy, miasto ożywiło się. Odbywają się tu znane w okolicy targi zbożowe i kuśnierskie. W 1857 r. powstaje nowy szpital. V/ czasie powstania styczniowego naczelnikiem jest tu Augustyn Lewiński, który wraz z podległymi sobie ludźmi dostarczał oddziałom powstańczym . działającym w okolicy niezbędnego wyposażenia. Od 1867 r. Grójec zostaje stolicą powiatu utworzonego z części dawnego powiatu warszawskiego. Wpłynęło to decydująco na rozwój miasta (w 1861 r. — ok. 2600 mieszkańców, w 1877 r. — 4450 mieszkańców). W 1914 r. Grójec otrzymał połączenie kolejką wąskotorową z Warszawą. Liczył już wtedy 7500 mieszkańców. Pierwsza wojna światowa nie zahamowała rozwoju miasta. W 1921 r. Grójec był terenem strajku robotników rolnych. W 1939 r. mieszkało w Grójcu blisko 10 000 osób.

W czasie ostatniej wojny miasto uległo częściowemu zniszczeniu. Okupanci wymordowali dość liczną ludność żydowską. W odwet za pierwsze dywersyjne akcje hitlerowcy 9. IX. 1942 r. powiesili w Grójcu czterech członków PPR. W okolicach działali partyzanci Gwardii Ludowej Oddziału im. K. Pułaskiego. 7. X. 1943 r. dwie drużyny tego oddziału pod dowództwem Ryszarda Jakusa i Stanisława Fijałkowskiego zniszczyła duży młyn niemiecki położony w pobliżu dworca kolejki w Grójcu. W akcji bral również udział sekretarz komitetu okręgowego GL Józef Kalinowski. Miasto wyzwolone zostało 16. I. 1945 r. W 1946 r. ilość mieszkańców wynosiła ok. 7000.

Grójec jest obecnie ważnym ośrodkiem rejonu sadowniczo-warzywniczego. Przemysł nie odgrywa tu jeszcze odpowiedniej roli. W kilku niewielkich zakładach przemysłu metalowego i spożywczego pracuje 700 osób. Trzy spółdzielcze zakłady przetwórcze przerabiają ok. 4500 ton owoców rocznie. Przewidywana rozbudowa zakładu podległego Spółdzielni Inwalidzkiej „Jedność” pozwoli na znaczne zwiększenie produkcji przetworów owocowych oraz stworzy możliwość dodatkowego zatrudnienia dla kobiet. W najbliższych latach przewidziana jest także budowa dużej mleczarni. Zaplanowana na późniejsze lata budowa normalnotorowej linii kolejowej łączącej Grójec z Warszawą i z magistralą śląską wpłynie decydująco na dalszy rozwój grójeckiego przemysłu.

Równocześnie z inwestycjami przemysłowymi powstają nowe bloki mieszkalne, które wraz z budownictwem plombowym i remontami kapitalnymi szeregu dotychczasowych budynków zmieniają wygląd zewnętrzny Grójca. Miastu przybędzie hotel, dom kultury z salą kinową oraz nowy budynek szpitala o 150 miejscach. Wkrótce założona zostanie sieć wodociągowa i kanalizacyjna. Przebiegający w pobliżu gazociąg do Warszawy pozwoli na wykorzystanie gazu dla potrzeb miasta. Przewiduje się, że ok. 1975 r. Grójec osiągnie 15 000 mieszkańców.

Obecna zabudowa miasta jest zarówno murowana jak i drewniana. Rynek otaczają przeważnie budynki pochodzące z XIX w. Na uwagę zasługuje zabytkowy ratusz wystawiony w 1804 r. (obecnie siedziba MRN) oraz przylegający do niego dom z 1 poł. XIX w. Na skwerze pomnik ku czci pomordowanych przez hitlerowców działaczy PPR. Przy głównej ulicy stoi murowany klasycystyczny budynek poczty, który wraz z dwiema oficynami liczy już ok. 150 lat. Z innych zabytkowych budowli z XIX w. warto zwrócić uwagę na dawne, niestety źle zachowane, jatki miejskie (obecnie sklepy) i klasycystyczny budynek liceum. Ciekawym obiektem zabytkowym jest drewniana stodoła z XVIII w. o dachu krytym strzechą (obok kościoła) założona na planie sześcioboku o wyjątkowo* dużej rozpiętości 23,5 m długości i wysokości 15 m. Pośrodku dachu latarnia wsparta na 6 słupach.

Miejscowy kościół jednonawowy, zbudowany prawdopodobnie pod koniec XIV w., stracił wskutek przeróbek dawny gotycki charakter. Z czasów powstania świątyni zachowały się jedynie mury zewnętrzne. Kaplica św. Anny dobudowana została w 1599 r. Elewacja frontowa — pseudogotycka z XIX w. Nad wejściem wmurowane barokowe epitafium z XVII w. Na oskarpowaniu od południa zegar słoneczny z 1621 r. W elewacji wschodniej, we wnęce, wisi krucyfiks z XVI w., zaliczany do najcenniejszych tego typu zabytków późnego gotyku. Warto również zwrócić uwagę na gotycki portal i żelazne drzwi z prezbiterium do zakrystii, barokową ambonę oraz wyrzeźbioną w piaskowcu gotycką chrzcielnicę (obecnie kropielnica) z 1482 r. ze śladami ostrzenia mieczy przez rycerzy idących na wojnę. Tablica pamiątkowa ku czci ks. Piotra Skargi pochodzi z poł. XIX w. W ołtarzu głównym obraz z 1868 r., pędzla Rafała Hadziewicza.

Na miejscowym cmentarzu pochowany jest Władysław Barzykowski, adiutant naczelnika Langiewicza w czasie powstania 1863 r.

W dawnym majątku w Krobowie (za stacją kolejki w Grójcu) mieści się obecnie Rolniczy Zakład Doświadczalny SGGW.

opracował Janusz Żmudziński, Warszawa 1965

Z cyklu: Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Wykorzystując przegląd – badanie fachowo jako pediatra; ale żeby byt efekt tej pracy, wzywałem na rozmowy osobiście rodziców, bo wiele dzieci wymagało jakiejś korekty czy nawet leczenia, jak: wady postawy, krzywica klatki piersiowej (tzw. kurza- kogucia), wydęty brzuch, skrzywienia kręgosłupa, krzywica podudzi, płaskostopie, różne wady wzroku i nagminna próchnica zębów; niedobory wagi ciała. Trafiała się też wszawica. Pamiętam, jak te rozebrane dzieci wyglądały: blade, mizerne, wystraszone, jak jakie sieroty. Podobno dostawały w szkole mleko, ale jabłka czy tranu nie widziały. A wtedy były jeszcze zapasy po UNRRA. Obowiązkowe szczepienia ochronne wg kalendarza też zajmowały dużo czasu w godzinach porannych, a wtedy byłem sam! Trochę papierkowej roboty, w międzyczasie pogadanka w szkole, a to na polowanie zapraszają., a to jacyś znajomi- „Jak się urządziłeś” ? Zacząłem być zmęczony. Największa przyjemność przychodziła wieczór, jak siedząc z matką, opowiadałem o pracowitym dniu; jak patrzyła na mnie z zadowoleniem. Opatrzność Boża i pewnie doktór Zieliński z „góry” czuwały nade mną, abym nie popełnił jakiegoś błędu , bo zacząłem leczyć wszystko, z czym się do mnie zwrócono. W czasie studiów medycznych w Warszawie miałem bardzo dobrych profesorów i ich asystentów, którzy mnie przygotowali wszechstronnie do samodzielnej pracy, przez przypadek w Modliborzycach. W tym miejscu powinienem podziękować też śp.dr Zielińskiemu za udzielanie mi praktycznych rad i wiadomości terapeutycznych na wakacyjnych dobrowolnych praktykach studenckich w Ośrodku Zdrowia. Lubił mnie, bo umiałem go słuchać, a wiedzę i praktykę miał ogromna.. Cieszył się, że chcę zostać lekarzem, bo z moich rówieśników nikt specjalnie nie rwał się do tego zawodu. Uczył mnie wielu praktycznych czynności, prostych, a jakże pomocnych w stawianiu diagnozy; sposobów leczenia, o których nie pisano nawet w podręcznikach. Każdego roku studiów byłem na takim miesięcznym szkoleniu. Nawet w sierpniu 1952r. oficjalnie zastępowałem dr. Zielińskiego w Ośrodku, jak miał urlop. Przyjeżdżając w 1955r. do Modliborzyc, nie żałowałem pozostawienia na „Czystem” – dr. Polaka, dr. Hankego lub prof. Groera, w powstającym Instytucie Matki i Dziecka. W każdym razie powiększająca się liczba pacjentów, nawet w dalszej okolicy, uspokajała mnie, że jestem przygotowany do pełnienia tej funkcji w społeczeństwie, szczególnie, że to środowisko było mi bardzo bliskie, znajome, przyjazne, ale przez to i wymagające. Prawie ze wszystkimi w Modliborzycach byłem na „PER TY” . Żeby nie osiąść na laurach, zapisałem się do Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego w Lublinie, a następnie zostałem przyjęty w Klinice Dziecięcej prof. Klepackiego na dalszą specjalizację pediatryczna.. Jeździłem na posiedzenia, wykłady itp. Pracowałem też w komisjach Wojskowych przy RKU w Kraśniku. W Szpitalu Janowskim Ordynatorem Chirurgii był mój kolega gimnazjalny Anasiewicz. przez co nie czułem się osamotniony.

Służba Zdrowia zaczęła rozszerzać zakres działań na rzecz profilaktyki robieniem „bilansów” w określonych wiekowo grupach dzieci. Wymagań i obowiązków przybywało, więc jako Kierownik chętnie powiększyłem personel Ośrodka o druga, pielęgniarkę, p. Jadwigę Orłowska.z ul. Janowskiej i o dentystkę . Skromny gabinet stomatologiczny obsługiwała p. dr Danusia ( nazwiska już nie pamiętam). Przyjeżdżała do pracy z Janowa. Wtedy kursowały te słynne „stonki”. Pracy mieliśmy wszyscy dużo w gabinetach, jak i terenie, na wizytach domowych. Szczególnie dużo zabiegów wykonywały pielęgniarki p. Anna Dziadosz i p. Jadwiga Orłowska, bo miały różne zlecenia, nie tylko ode mnie . ale i od lekarzy z Janowa, Kraśnika, Lublina itd. Będąc pediatrą, lekarzem, szczególnie uczulonym na różne niedobory wagi i wzrostu, na alergię krzywicę, anemię itp. zacząłem stosować vit A+D3, Vit D3 forte. Był już też Vigantol i Calcium-Sandoz. Stosowałem witaminy z grupy B i preparaty żelaza. Sprowadzałem ze Szwajcarii zastrzyki „Arovit” – pobudzające wzrost, tak jak to robiłem w Warszawie. Matki woziły do Janowa kał dzieci do badania na obecność pasożytów jelitowych, bo było duże „zarobaczenie”.

Wprowadzono wtedy okresowe obowiązkowe szczepienia ochronne dla dzieci i młodzieży wg „kalendarza szczepień”. Trzeba było wzywać matki z dziećmi, nie przyzwyczajone do tej profilaktyki, namawiać i tłumaczyć zalety tych szczepień. Spotykałem się też z niezrozumieniem i zacofaniem. Ale „nic na siłę”, czekałem na wyrażenie zgody. Na początku niewiele matek zgłaszało się z dziećmi. Trzeba było ponownie wypisywać wezwania z nowym terminem stawienia się w Ośrodku. To bardzo komplikowało pracę, bo w Ośrodku zawsze byli jacyś chorzy, a tu na szczepienia przychodziły matki ze zdrowymi dziećmi, a poczekalnia jedna. Trzeba „obejrzeć” dziecko przed szczepieniem, matki niecierpliwe, dzieci na wszelki wypadek – już płaczą. Staramy się nie zniechęcać matek, bo więcej nie przyjdą. Uwijamy się jak w ukropie. To były pionierskie lata „służby zdrowia” na prowincji! To nie przedwojenne czasy i zasady praktyki lekarskiej. To było służba z nakazem jak do wojska i przydziałem pracy jak do jednostki. Była pensja i trzeba było cały rejon obsłużyć bezpłatnie, wszystkie leki ze zniżka., wszyscy ubezpieczeni, wszyscy mają być zdrowi i zadowoleni. A do tego „oko” wszech mądrej i nieomylnej – PZPR, byle się wtrącać i pouczać. Dobrze, że do żadnej partii i organizacji karierowiczów nie należałem (ojciec w grobie by się wywrócił).

Starsze dzieci szkolne przychodziły na przeglądy i szczepienia całymi klasami z wychowawcami. Instruktor sanitarny p.Koszałka, był w tamtych czasach powojennych bardzo pomocny w prowadzeniu różnych akcji profilaktycznych, oświatowych i przestrzeganiu higieny osobistej. Przeprowadzał wywiady epidemiologiczne u zakaźnie chorych. Badał wodę pitną, pobierając próbki i odwoził je do powiatowej stacji Sanepid w Kraśniku. Chodził do szkół z pogadankami na temat chorób zakaźnych, rozdawał skromne ulotki. Sprawdzał ważność książeczek zdrowia, ogłaszał o bezpłatnych szczepieniach ochronnych. Zawsze grzeczny, schludnie ubrany, służył dużą pomocą w Ośrodku Zdrowia. Wzbudzał zaufanie . I może dlatego zaczęto wykorzystywać go do przeprowadzania prelekcji na temat „Dobrodziejstwa Gospodarki Socjalistycznej”, do scalania niedawno rozdanej dworskiej ziemi w ramach reformy rolnej, z której chłop czy fornal nie mógł utrzymać rodziny, a nawet nie miał czym jej uprawiać. Powstawały różne spółdzielnie i kołka rolnicze. Dobrodziejstwo socjalizmu zaczęto też pokazywać przez Służbę Zdrowia, organizując tzw. „Białe Niedziele”. Badania, leczenie, profilaktyka dla ludności na prowincji- za darmo. Jak to w bogatym kraju jest dobrze, jak rząd dba o swoich obywateli. PZPR poprzez wójta załatwiała podwody (dwie lub trzy furmanki), wybrała miejscowość podworska., z lokalem w szkole. Kierownik szkoły, zawiadomiony wcześniej o tym dobrodziejstwie, o przyjeździe ekipy w ..białych fartuchach”, ogłaszał przez dzieci szkolne na całą okolicę . że można . a nawet trzeba przyjść i przebadać się u lekarza za darmo i na miejscu we wsi. Nie trzeba mitrężyć czasu w dzień powszedni. Czekać tam w kolejce, a tu po kościele, będą na Was czekali lekarze. Zabieramy na wóz rożne pomoce lekarskie, m.in.: fotel dentystyczny, wagi. wiaderka, materiały opatrunkowe, prześcieradła, jedyny parawan, leżankę, fartuchy, miednice, ręczniki, szpatułki, spluwaczkę itp. Rano wyjazd, urządzanie prowizorycznych polowych gabinetów w szkole i do pracy ! Jak się więcej ludzi zebrało, przerwa w pracy; bo głos zabierze prelegent z „rejkomu” na temat dobrodziejstwa gospodarki kolektywnej-socjalistycznej. Początkowo był to ktoś z powiatu, ale ludzie zniechęceni tym gadaniem, rozchodzili się , zabierając nawet ze sobą dzieci. Praktycznie na tym kończyła się cała akcja. Czasem ktoś wrócił się jeszcze po jakąś receptę. Do momentu rozpoczęcia agitacji pracowaliśmy sprawnie. Ja badałem pacjentów, przeważnie młodych, położna ważyła dzieci i chętnych dorosłych, pielęgniarki mierzyły ciśnienie, zmieniały opatrunki, dentystka rwała zęby. Higienista rozdawał ulotki o zapobieganiu chorobom zakaźnym, i widać było nasza, pomoc. Organizatorzy doszli do wniosku, że lepiej będzie jak ktoś z nas -„ z białego personelu” w międzyczasie będzie prowadził .. dyskusję, przekonywał wieśniaków, ile tracą, gospodarując indywidualnie na swoim. Naturalnie wybór padł na naszego instruktora sanitarnego p. Koszałkę. Prezencję i wymowę miał, a specjalnie ważnej funkcji w niedzielnej ekipie nie pełnił, więc dostarczyłem mu regulamin takiej spółdzielni, napisałem referat, który 30.05.55r. przepisał i czytał go po kilka razy, w odstępach czasu, do nowo zebranych ludzi. Jaki efekt jego wystąpień był, nie wiem? Ale my z tej społecznej pracy byliśmy zadowoleni. Zawsze jakiegoś chorego „wyłowiło się”. A najbardziej napracowała się nasza dentystka dr Danusia i na koniec mówiła : „Pół wiadra zębów wyrwałam, na żywca. A kto by się bawił w znieczulanie, jak kolejka nie malała? Po drugie – będą mnie długo pamiętać i te „ Białe niedziele”- Zamiast na sumę, to do dentystki”. Jeździliśmy tak w maju iw czerwcu przed wakacjami i robotami polowymi; po szkołach w Stojeszynie, Wolicy i Wierzchowiskach. Mnie najbardziej utkwił w pamięci jeden wyjazd do Wierzchowisk. Było to przy końcu czerwca 1955r. frekwencja, ludności chętnej na badania, mała. Przyszło trochę dzieci i kilka starszych kobiet. Wreszcie pytam jedna.starszą panią: „Co u Was, tak wszyscy zdrowi?” -., Ano zdrowi, tylko wnuczka jest jakaś dziwna”. Pytam dalej:”Ale ży czy chodzi?” – „Chodzi, jeno jakoś tak” -.. To proszę ja. przyprowadzić” .Nie upłynęło pół godziny, wchodzi do izby szkolnej gabinetu – młoda panienka, a za nią babcia. Dziewczyna zgrabna, wyprostowana, ładna 18-latka, z uśmiechem na ustach. Coś do niej mówię, a ona nic, tylko się śmieje z dziwnym grymasem na twarzy. Jak błyskawica przeleciał mi przez głowę wykład prof. Bogdanowicza o tężcu ! Zerwałem się z krzesła, podchodzę do niej, palcem uderzam w brzuch, jest twardy jak deska. Macam łydki- twarde, napięte. Pytam pospiesznie babcię, czy nie skaleczyła się . może jakaś rana ostatnio? „ Nic takiego”. Ale w końcu babcia przypomina sobie , że przed tygodniem paliło się w nocy na wsi i wszyscy lecieli do ognia, a ta dziewczyna nawet boso. Weszła jej w nogę drzazga ze starego płotu ., ale usunęli”. Wszystko jasne – galopujący tężec ..czerwiec – upały”. Coś jej tam z domu przyniesiono, dałem podwodę z najlepszymi końmi, z dziewczyną wsiadła położna Pani Danuta Masłach – bardziej doświadczona i na skróty, przez lasy , z Wierzchowisk do szpitala w Janowie. Tam sensacja, bo dawno nie mieli takiego przypadku. Przeżyła; leczona bardzo długo. Podobno „kukurużnik” co dwa – trzy dni zrzucał dla niej surowicę, zbierana, po Polsce.

Do ciekawszych wspomnień, zaliczam małego pacjenta, a było to na początku mojej pracy w Modliborzycach. Chyba przy końcu lutego 1955roku. Późnym wieczorem , już prawie w nocy. zapukał ktoś do domu dziadków Orłowskich, a właściwie to do mnie. z prośba, o zbadanie dziecka. Wiozą, ze szpitala w Krakowie chłopczyka 6-letniego, do domu. Mieszkająw Wolicy Drugiej. Jest beznadziejnie chory na gruźlicę opon mózgowo-rdzeniowych. Wypisali chłopca do domu, nadziei nie dali, leków nie przepisali. Jadąc ze stacji PKP, wstąpili po drodze do mnie, że może coś „podpowiem”. Dziecko było już wcześniej leczone w Janowie i Lublinie. U Dziadków Orłowskich- kuchnia duża, dziecko położyli na stole, w pierzynach, przepocone; najpierw niech się ogrzeją. Widzę zaczynające się wodogłowie, włosy skręcone na baranek, blady, słabo reaguje na otoczenie, mimo obcego domu, otępiały, obojętny, apatyczny z otwartymi ustami. Zbadałem go ogólnie, żeby nie zniechęcać rodziców i kazałem za dwa dni przyjechać po mnie wieczorem- po pracy. Z karty informacyjnej dowiedziałem się o wynikach licznych badań leczeniu. Otrzymywał m/in : Streptomycynę, rimifon, witaminy, wapń itd. Na drugi dzień zabrałem ze sobą streptomycynę i pojechałem saniami, drogą zimową, pod wieczór do pacjenta. Okazało się, że nie mają elektryczności. Jedyna w domu lampa naftowa, niby z lusterkiem, ale ciemnica. Miałem szczere chęci, jak mi Bóg miły, pomóc temu chłopcu. Przede wszystkim zrobić nakłucie lędźwiowe i upuścić płyn- zmniejszyć jego ciśnienie, żeby dziecko nie cierpiało na ból głowy. W kuchni był niewielki stół, ale chłopiec się zmieścił. Musiałem wytłumaczyć- nauczyć ojca, jak ma trzymać, leżącego na boku syna. Matka przyświecała lampą, ale ciekawska, więcej dla siebie, niż dla mnie. Bez przerwy, musiałem rodzicom zwracać uwagę- więcej ,,widziałem” macając palcami, niż, jak powinienem-oczami. Wyczuwałem strupki po poprzednich punkcjach, ale igłą kierowała chyba „ręka Pańska”. W tych warunkach najtrudniejszy był-pierwszy raz. Strumień płynu. Początkowo wyraźny, później krople. Wszystko to wydawało mi się za mało. Musiała być jakaś przeszkoda w odbarczaniu tego płynu z mózgu. Jest tam anatomiczne zwężenie, może w nim tkwi przeszkoda? Może coś gęstnieje, tworzy się „galareta” i utrudnia przepływ. Przypomniałem sobie Targi Poznańskie w 1953r„ stoisko farmaceutyczne Firmy „Raschel”, gdzie otrzymałem broszurkę reklamującą Hydrokortizon wraz z próbką. Szerokie możliwości tego leku zainteresowały mnie, nawet zatrzymałem się dłużej tam i przy szklance soku pomarańczowego z lodem wysłuchałem krótkiego wykładu na temat możliwości, skuteczności i sposobów stosowania tego preparatu. Wtedy w Wolicy pomyślałem, że spróbuję wykorzystać Hydrokortizon do rozpuszczania lub rozcieńczania ewentualnej przeszkody w kanale mózgowo-rdzeniowym. Powinien być widoczny efekt w postaci większego ubytku płynu, a tym samym zmniejszenie bólów głowy. No i streptomycyna będzie mogła w większym stężeniu- ilości dopłynąć do mózgu. Nie miałem się kogo poradzić, ale było to dla mnie logiczne. Może się uda?!. Hydrokortizon zdobyłem przez wujka Olesia, pracował w wojskowej aptece w Warszawie. Robiłem tak: najpierw odbarczałem ciśnienie, przez możliwie jak największy upust płynu, potem wstrzykiwałem Hydrokortizon i po chwili dawkę Streptomycyny. Te czynności wykonywałem co drugi wieczór, aż do wiosny! I udało się. Przy końcu kuracji, byłem tak wprawiony do nakłuć, że mogłem je robić nawet z zamkniętymi oczami. Chłopiec stopniowo nabierał zdrowia, apetytu, rumieńców, chodził swobodnie, nawet biegał i bawił się z rówieśnikami. Stan jego zdrowia poprawił się na tyle, że rozpoczoł od września naukę w szkole. Na drugi rok, całkiem już zdrowego chłopca, w wakacje w czasie zabawy w jakimś wyrobisku, przysypała ziemia. Nie zdążyli go uratować. Nie znane są wyroki Boskie. (Czytając ten fragment moich wspomnień, będą Państwo wiedzieli o kogo chodzi.)

W czasie tej ciężkiej zimy, dużo starszych osób leżało po domach z powodu różnych zapaleń, jak i nasilenia się dolegliwości przewlekłych. Choroby nie omijały, jak wspominałem-dzieci. Jeździłem więc po wsiach, gdzie w domach zbierało się kilkoro chorych osób, czekając na umówionego lekarza. Prawie za każdym razem, nie proszony, wstępowałem do chorych, którzy krępując się swojej biedy, nie wzywali lekarza. Dowiadywałem się o nich od woźniców, jak np. mijaliśmy ich domy. I tak było; od jednych dostawałem pieniądze, a drugim zostawiałem na leki. Wszędzie proponowano gorącą herbatę i jakiś poczęstunek, ale dzień krótki, a potem noc i śniegi. Ludzie nawet porobili sobie,, zimowe drogi”- na skróty, wszystko pozamarzane, zawiane. Wiele takich wyjazdów do chorych pamiętam, ale jeden szczególnie wspominam. Była to niedziela. Przyjechał do nas z Lublina dobry znajomy (już w grobie, mogę pisać), Inspektor Lasów Państwowych- inż.. Zagórski (faktycznie był Inspektorem, ale przed wojną i Policji Państwowej w Tarnopolu. W Lublinie „ryzuny”, nie namierzyli go). Po obiedzie, przed dom gdzie mieszkałem i w wolnych godzinach przyjmowałem pacjentów, podjechały parokonne sanie. Woźnica prosił, abym mimo świątecznego dnia pojechał do ciężko chorego dziecka w Wierzchowiskach. Usłyszawszy to pan Zagórski, wprosił się na tę przejażdżkę, a ja też byłem zadowolony, bo przy okazji gość będzie miał kulig. W saniach było dużo siana, wygodne siedzenia, zamiast baranicy-grube koce i jakaś burka. Opatuleni, ruszyliśmy z kopyta. Pogoda piękna, wokół wszystko się iskrzyło, konie wypoczęte zimą, rwały w kierunku stajni, nie czując w nogach przejechanych kilkunastu kilometrów. Bat był tylko od parady. Droga zimowa przetarta, widoki piękne, lekki wiaterek smagał policzki, tylko zachwycać się krajobrazem, bo rozmowa byłaby nie na miejscu. Sanie mknęły coraz wyżej, na wzniesienia Roztocza, potem na końcu niewielkiego wąwozu, skręciły w prawo, na podwórko pp. Janików w Wierzchowiskach Pierwszych. Zachorował mały synek pp. Janików. Nie pamiętam co mu było, ale chyba nic groźnego, bo pozostał w domu. Po zbadaniu dziecka, p. Michalina Janikowa w imieniu chorego- znajomego z Kamiennej Góry, prosiła, żebym przy okazji i jego zbadał; leży od dawna w łóżku. Była jeszcze wczesna pora. Inspektor został z p. Czesławem Janikiem, a ja pojechałem, już innymi saniami, do następnego pacjenta. Droga pod wyższą górkę, nawet woźnica zeskoczył z sani i biegł obok. Dom stary, słabo ogrzewany, czuć wilgoć, pod grubą pierzyna leży starszy mężczyzna. Leczył się od dawna w wielu miejscowościach(ale po kilku moich wizytach- ozdrawiał i mnie„wychwalał”). Wychodząc wtedy z pokoju chorego zobaczyłem w kuchni na stole, leżące w beciku głośno płaczące niemowlę sąsiadki; też chore. Na lepce, siedzi kilka kobiet w czarnych chustach (niedziela), głowy opuszczone. To ciekawskie sąsiadki zleciały się, bo doktór przyjechał, zerkają dyskretnie i nadsłuchują. Przy badaniu prawie żongluję tym dzieckiem. Matka patrzy z niepokojem na mnie, dziecko nadal płacze i w tym momencie, jedna z kobiet siedząca na lepce rozładowuje sytuację; podnosi głowę i mówi głośno:,, Kumo, mo taki głos, chyba organistom będzie”. Matka zachwycona życzeniami, odpowiada z zadowoleniem, kiwając głową: „Bóg zapłać!, Bóg zapłać!”. Wracając z Kamiennej Góry, podziwiam piękne widoki ośnieżonych wzgórz Roztocza, oświetlone na różowo promieniami zachodzącego słońca. Do tego para, buchająca z nozdrzy końskich, zapowiadała mroźna, noc. Wróciłem do pp. Janików po Inspektora, a tu „stop”. Długi stół nakryty śnieżnobiałym obrusem, gładkim jak opłatek, różne talerze, a na wierzchu „głębokie”, z żółtym, domowym makaronem; obok wiele platerów, zapowiadających ucztę. Było już kilku sąsiadów p. Czesława, którym Inspektor coś ciekawego opowiadał; a gawędziarz z niego wspaniały. Słuchali światowego człowieka z wielką ciekawością, bo tak wszystko obrazowo przekazywał. Chwilę po mnie weszli następni goście- same chłopy i każdy, zza pazuchy, wyjmował dyskretnie flaszkę. Obserwowałem Inspektora, śmiały mu się oczy na ten widok coraz bardziej. Pani Michalina zaprasza do stołu i stawia wazę z gorącym rosołem, chyba najlepszy, jaki jadłem w życiu. Potem było jakieś smaczne pieczyste, sałatki, bigos, wędliny, desery i herbata, parzona wodą z głębokiej studni i pokładów wapiennych. Przez przypadek był też program rozrywkowy, wprawdzie przez radio, ale na poziomie światowym. Transmitowano wtedy mecz hokeja na lodzie, między drużynami Kanady i ZSSR. Co gol-to toast i brawa za zdobycie kolejnej bramki przez Kanadyjczyków. Dobrze, że trunków wystarczyło- na 5:0 dla Kanady. Proszę sobie wyobrazić- nocna głusza na dalekiej Lubelszczyźnie, a tu kibice z Polski, przy małym bakelitowym „Pionierku” na półce przy ścianie, wiwatują w 1955r. „Dołożyć kacapom”, ,,Bić ruska”, „Jeszcze jeden gol!” i następny toast. Mecz skończył się grubo po północy i o drugiej siedzieliśmy już w saniach. Gościnna p. Michalina Janikowa wcisnęła nam na pożegnanie, pokaźny kołacz. Woźnica zaciął konie, na krótkich postronkach, żeby nie wpadać w zatoki. Księżyc ogromny leniwie przyświecał drogę. Inspektor Zagórski zadowolony, bo nie musiał w poniedziałek rano wstawać do pracy. Nawet jakąś melodię nucił. Konie parskały zdrowo, sanie płynęły, a ja chyba drzemałem. Ale teraz, co dla mnie najważniejsze- od zimy 1955r. jestem związany szczerą przyjaźnią z Rodziną Państwa Janików.

Przyszło lato, wakacje, żniwa, pacjentów w Ośrodku mniej. Któregoś dnia przyjeżdża do mnie furmanką gospodarz z prośbą na wizytę do jego przewlekle chorej żony. Choruje od kilku lat i choroba nasila się szczególnie w tym letnim okresie. Mieszka w Felinowie, nie tak daleko. Umówiłem się z nim na jutro, zaraz po obiedzie. Przyjechał. Wziąłem ze sobą lornetkę, flower; będę miał przy okazji wycieczkę, bo okolica piękna, tym bardziej, że mieliśmy jechać przez jakieś „Doły”. Wlekliśmy się stępa, ciągnieni przez niewielkiego gniadosza. Gospodarz podczas drogi opowiadał o chorobie żony, że jeździł z nią po różnych doktorach, znachorach, w zeszłym roku nawet sprzedał krowę na leczenie i nie ma żadnej poprawy. A słyszał o mnie, że jestem pomocny”, więc może ja, postawię ją na nogi, bo nie może chodzić, ani stać długo, tylko by leżała i leży w łóżku, a tu żniwa itd. Jesteśmy na kolejnej górce, pokazał nawet ręką w dali swoje zabudowania. Przejeżdżając obok wysokiego dębu, zobaczyłem na wierzchołku, siedzącego na suchej gałęzi grzywacza. Pewnie obserwował teren, pilnując żerującego stadka. Bez większego namysłu zdjąłem go z floweru; gotował się ze trzy dni. To musiał być przewodnik, źle zrobiłem, zabijając go. Miałem długo „kaca moralnego”. Wjeżdżamy na rozległe podwórko, pies ujada, tańcząc na łańcuchu. Z domu nikt nie wygląda. Gospodarz odpiął postronki i prosi do mieszkania. Przechodzę przez kuchnię, w której widać brak ręki kobiecej. W pokoju leży na łóżku, trochę blada na twarzy, młoda kobieta i w oczach jej widzę już ironiczne spojrzenie. Witam ją, przeprowadzam wywiad, badam. Wszystko w normie. Chłopina posępny – oparty o ścianę, czeka, co powiem?. A pacjentka bez przerwy narzeka na bóle, co ją dotknę, że nie ma władzy w nogach ani w rękach. Ale czuję, że mnie oszukuje. Spoglądam na zmartwionego męża, a on na mnie- pytają co: jaka diagnoza, czy mi się uda ją wyleczyć?. Zrobiło mi się go żal. Baba do rzeczy, tylko leń na żniwa, symulantka. Z bardzo poważną miną, niby pisząc recepty, przerywam, oboje patrzą na mnie pytająco, a ja do męża: Proszę Pana! Trzeba koniecznie wynieść z łóżkiem żonę na świeże powietrze, na słońce, taka blada, trzeba jej tlenu. Zrobimy zaraz próbę, pomogę Panu wynieść żonę. Kobieta zadowolona, czeka co będzie dalej. Gospodarz otworzył szerzej drzwi i obaj wynieśliśmy, dość lekkie metalowe łóżko razem z pacjentką, na podwórko, nieopodal studni.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Głowaczów i okolice

Głowaczów i okolice

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozienicach
Renata Maj it-kozienice@wp.pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

Rys historyczny

Miano Głowaczowa wywodzi się od znamienitego rycerskiego rodu. od średniowiecza osiadłego w pobliskiej wsi Leżenice. Na jej gruntach w 1390 r. Jan z Leżenie Głowacz postawił pierwszy drewniany kościół. Tutaj też, za zgodą Bolesława księcia Mazowieckiego, ufundował miasto Sędziwój Głowacz. Ów dzielny rycerz nie raz z mieczem w ręku stawał w potrzebie Ojczyzny.

Dawne dokumenty odnotowują jego udział w stoczonej z Krzyżakami 18 września 1454 r. bitwie pod Chojnicami. Fundator zezwolił miastu sądzić się prawem chełmskim, ustanowił trzy jarmarki w roku oraz targi w każdą sobotę. Obdarował też mieszczan licznymi przywilejami dotyczącymi m.in. korzystania z lasów i pastwisk, swobodnego obrotu posiadaną ziemią, wyrobu trunków, wolnego wyszynku, czy też sprzedaży soli. W trosce o miejscową higienę w mieście założono łaźnię i zakład fryzjerski. W XVI w. Głowaczów przeszedł w ręce Leżańskich. którzy w 1579 r. potwierdzili dotychczasowe przywileje, jeden ze znanych przedstawicieli tego rodu, Tomasz Leżański. biskup łucki w roku 1675 wystawił nową świątynię. Mieszkańcy Głowaczowa, chociaż w większości trudnili się rolnictwem, nie zaniedbywali też handlu i rzemiosł. W XVIII w. uruchomiono tu manufakturę sukienniczą. Pozostając przy rzemiośle warto dodać, iż w dalszych czasach nadal przeżywało ono swój umiarkowany rozwój, tak. że w końcu XIX stulecia około stu głowaczowskich rodzin trudniło się m.in. bednarstwem, rymarstwemi nade wszystko garncarstwem, który to tradycyjny fach jeszcze w latach siedemdziesiątych XX w. uprawiała rodzina Oficjalskich.

Interesujących danych do charakterystyki Głowaczowa, mogących służyć także jako typowa ilustracja małego miasteczka w Królestwie Polskim w połowie XIX w., dostarcza statystyczny opis sporządzony w 1860 r. przez miejscowego burmistrza. Dowiadujemy się zeń, że Głowaczów rozłożony był na 39 włókach i 22 morgach (ok.668 ha) gruntu, którego oczywiście lwia część leżała poza obrębem miasta, stanowiąc pola uprawne, łąki, ogrody. Od użytkowanej ziemi mieszczanie płacili rocznie 84 ruble i 75 kopiejek, czyli 565 zp czynszu oraz odrabiali „powinności w naturze dni pieszych do żniwa 118”.

Być może wszyscy byliby jako tako zadowoleni, gdyby nie fakt, że granice miasta były całkiem umowne, gdyż, jak pisano, „miasto Głowaczów żadnych map i regestrów pomiarowych nie posiada. Rzecz to pozornie bez znaczenia, a jednak wystarczyła, by po powstaniu listopadowym grunty miejskie, liczące niegdyś 50 włók, „skurczyły się” do wspomnianych wyżej 39 włók i 22 mórg, a różnica zaokrągliła majętności będące w osobistym posiadaniu rodziny Boskich, właścicieli Głowaczowa. Kolejną kością niezgody pomiędzy mieszczanami a dziedzicami było prawo propinacji, czyli wolnego wyrobu i wyszynku trunków, bez względu na czasy stanowiące niezłe źródło dochodów. Otóż prawo to, niegdyś przynależne Głowaczowianom. w omawianym czasie przysługiwało dziedzicowi Maurycemu Boskiemu. Ciekawszy jednak od samego sporu wydaje się sposób jego rozwiązania, stanowiący niezły przyczynek do refleksji nad niektórymi aspektami życia społecznego w Polsce, nie tylko zresztą tamtych czasów: „Rozpoczęte od lat przeszło 30 processa i spory o granice miasta i propinacje z dziedzicami tegoż miasta dotąd jeszcze w sądach agitują się, do jakiego zaś doprowadzone stopnia to nie wiadomo, gdyż mieszkańcy żadnych dowodów w rękach swych nie posiadają”.

Jak prezentował się Głowaczów ówczesnemu przybyszowi? Miasto miało 4 ulice: Warecką, Kozienicką, Długą i Stromiecką, a także Rynek będący zresztą jedynym miejskim placem. Wokół Rynku i wzdłuż ulic rozsiadło się 98 drewnianych domów z murowanymi kominami, pośrodku stał parafialny kościół. Zabudowania należące do miasta stanowiły: szopa na narzędzia ogniowe, areszt, szkoła i łaźnia żydowska. Pewną dolegliwością był brak miejskich bruków i łączącego ze światem bitego traktu.

Ludność Głowaczowa liczyła 538 osób wyznania rzymskokatolickiego oraz 396 wyznania mojżeszowego. Pomimo, iż jak zaświadcza cytowany tu opis: „W ogóle sposób utrzymania mieszkańców chrześcijan jest głównie rolnictwo, starozakonnych drobne handlowanie”, Głowaczowianie dość licznie trudnił się rzemiosłem. Pośród przedstawicieli wielu profesji wymieńmy choćby rzeźników, krawców, szewców, piekarzy, garbarzy, mularzy, farbiarzy. Dużą rolę odgrywał też handel. W mieście były dwa jarmarki rocznie oraz cotygodniowe targi, jeżeli chodzi o zboże, główny przedmiot handlu, rocznie sprzedawano 2000 korcy żyta, 100 korcy pszenicy. 400 korcy jęczmienia, 3000 korcy owsa, 100 korcy tatarki i po 50 korcy prosa i grochu. Spośród innych artykułów sprzedawano m.in. „sukmany chłopskie, buty, trzewiki, rzemień wyprawiony, przetaki i sita, czapki różnego gatunku, garnki gliniane, naczynia rozmaite drewniane”.

Głowaczów, jak wiele miejscowości Puszczy Kozienic kie j. niejednokrotnie zapisał się na kartach historii.W czasach powstania styczniowego, 15 lutego 1864 r., poniósł tuta} klęskę oddział Pawła Gąsowskiego. Jak pisze znawca przedmiotu Witold Dąbkowski, „Była to jedna z najposępniejszych, bez chwały, klęsk”. Dowodzony przez Gąsowskiego oddział „Dzieci warszawskich” w sile 120 pieszych i 100 konnych żołnierzy, głodnych, padających ze znużenia po wielodniowej leśnej tułaczce, 14 lutego stanął na noc we wsi Lipa. Nazajutrz rano uderzyli nań kozacy i choć powstańcy zdołali odeprzeć ich atak, nie wytrzymali natarcia rosyjskich piechurów. Rozbita polska jazda ratowała się desperacką ucieczką, a całą wieś zasłali ranni i trupy nie stawiającej już oporu piechoty, wycinanej bez litości przez rozwścieczonych sołdatów. W ramach represji za „miatież”. w roku 1869 Głowaczów utracił prawa miejskie.

Chociaż I wojna światowa przysporzyła dwutysięcznej osadzie bardzo wiele strat i zniszczeń, prawdziwą gehennę przeżył on – dzieląc los innych miejscowości małego skrawka ziemi leżącego pomiędzy Wisłą a ujściem do niej dwóch rzek, Radomki i Pilicy podczas II wojny światowej, jej początkiem stała się krwawa bitwa, jaką 12 września 1939 r. stoczyły z Niemcami w okolicy wsi Matyldzin wycofujące się za Wisłę polskie oddziały sformowane z rozbitych dywizji Armii „Prusy”. W całodziennej walce poległo 86 żołnierzy, w tym dowódca ppłk Graff; ich zbiorowe mogiły znajdują się na cmentarzu w Głowaczowie. Wspierani czołgami żołnierze Wermachtu nacierając na polskie pozycje od strony Głowaczowa niejako „po drodze” zamordowali 9 bezbronnych cywilów, mieszkańców wsi Helenówek. Te same niemieckie oddziały następnego dnia, 13 września 1939 r.. dopuściły się kolejnej zbrodni ludobójstwa we wsi Cecylónka, obrzucając granatami a następnie podpalając spędzonych do jednej ze stodół 54 mieszkańców Cecylówki i Innych pobliskich wsi. W straszliwym pogromie żywcem spłonęło 42 Polaków i 12 Żydów.

Jak wspomina jeden z ocalałych: „Nagle skrzypnęły wierzeje stodoły, rozwarły się i ujrzeliśmy niemieckiego żołnierza z odbezpieczonym granatem w ręku. Rzucił go tęgim zamachem, w sam środek klepiska. Wybuch, ogień, krzyki i jęki. a potem zaraz wybuch drugiego granatu. Mnie, Feliksowi lasikowi, Wacławowi Szumigajowi i żydowskiemu chłopczykowi Mośkowi, nazwisko zapomniałem, udało się uciec z pożaru, zmylić pościg i ukryć w borach”. Taka była zapowiedź hitlerowskiej okupacji. Głowaczów. Grabów nad Pilicą. Magnuszew, Studzianki, to tylko niektóre z kolejnych miejsc okrutnych egzekucji na tym maleńkim przecież skrawku polskiej ziemi tak obficie znaczonym krwią ofiar niewinnych i łunami pożarów.

Głośnym echem odbiła się stoczona na tutejszych terenach bitwa pancerna pod Studziankami. Była to znana w historii II wojny światowej bitwa o utrzymanie przyczółka warecko-magnuszewskiego, małego obszaru na zachodnim brzegu Wisły zdobytego w wyniku sforsowania rzeki I sierpnia 1944 r. przez wojska I Frontu Ukraińskiego. Wprowadzona do walk I Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte przyjęła tu kontrnalarde doborowej niemieckiej Dywizji Pancernej „Herman Goring”. którą pokonała w trwających do 17 sierpnia krwawych zapasach. O zaciętości bojów świadczy fakt. że do chwili zwycięstwa Studzianki przechodziły z rąk do rąk aż 7 razy. Wyjątkowa intensyfikacja i zaciekłość walk w rejonie przyczółka doprowadziły do ostatecznej ruiny mieszkańców przemienionego w zryte bombami pogorzelisko regionu, który przez wiele lat dźwigał się z wojennego upadku.

Odrębnej prezentacji z racji swej szacownej historii wymaga Brzoza. Lokowana na prawie niemieckim w 1369 r. przez Kazimierza Wielkiego, przez długi czas pozostawała w obrębie dóbr królewskich, stanowiąc równocześnie dzierżawę przedstawicieli możnych rodów. m.in. ryczywolskiego starosty. Lubomirskiego. Wieś długo posiadała charakter puszczański- w XVI w. zamieszkiwało ją. pośród ogólnej liczby 44 kmieci, aż 24 bartników. Posiadała też Brzoza piękne tradycje wybranieckie. Pochodzący z włościańskich rodzin żołnierze wybranieccy. zwani też piechotą łanową, w zamian za dobrą służbę Rzeczypospolitej otrzymywali ziemię, wolność osobistą oraz liczne przywileje. Dzierżyli również dziedzicznie sołectwo wsi. W starych królewskich przywilejach w tym kontekście pojawiają się często przedstawiciele brzóskich rodów Soplów i Ogrodzkich. W jednym z nich, 1630 r., król Władysław IV „mając baczenie na uziteczne usługi uczciwego Bartosza Sopla ze wsi Brzozy wybrańca naszego, a także na koszty i niebezpieczeństwa, które on po wszystkie za nas woyny służył i takowe z wielką pilnością podejmował, wolnością go obdarza, taką jaka i ojcu jego była nadana używania majętności, wszystkich gruntów, ogrodów i lasów naszych. Czyni go wolnym od wszelkich robót i służb, czynszów, zaciągów, odprawowania poborów i inszych wszelkich powinności…”

W 1768 r. wyłączoną z dóbr królewskich Brzozę dostaje na własność kuchmistrz koronny. Adam Poniński, który z kolei odsprzedał ją w 10 lat później Piotrowi de Alcantara Ożarowskiemu, pisarzowi wielkiemu koronnemu. Tenże, dzięki prowadzonej na dogodnych warunkach kolonizacji w obrębie nabytych dóbr, w szybkim czasie doprowadził do wzrostu ich znaczenia i zasobności. Wokół brzozy powstały zamożne kolonie czynszowe: Adamów, Cecylówka, Marianów, Sewerynów, Stanisławów, Ursynów. Jak pisze ks. jan Wiśniewski: „W miejscu pochylonych chat wieśniaczych stanęły nowe domki; stary, drewniany dwór zastąpiono murowanym pałacem: drogi prowadzące do wsi wysadzono lipami, założono rozległy ogród i park; nawet wiejskie ulice zostały wybrukowane”.

Rodzina Ożarowskich, posiadająca dobra brzóskie do 1909 r., przykładała znacznych starań do wzrostu ogólnego dobrobytu wsi, rozwoju oświaty, poprawy stanu zdrowotnego mieszkańców. Dwór utrzymywał szkołę, przedszkole (ochronkę) działające w trakcie natężenia prac polowych, felczera, aptekę. Były także prowadzone różne formy oświaty dla dorosłych, w kościele zaś grała, założona jeszcze przez hr. Stanisława Ożarowskiego, włościańska orkiestra. Warto też wspomnieć o lokalnym zwyczaju kolędowania w dniu św.Grzegorza (12 marca). Zwyczaj ten. zwany Gregoriankami, był ściśle powiązany z miejscową tradycją szkolną.

Pierwszy kościół pw. św. Bartłomieja w Brzozie wybudowano w 1520 roku. Podczas wojny ze Szwedami w roku 1656 został spalony. Król jan Kazimierz nakazał kościół odbudować. Odbudowę nadzorował ks. Grzegorza Rojka. W 1773 r. został przebudowany i powiększony. Piotr Ożarowski wyposażył kościół i 24 maja 1781 r. dokonano konsekracji. 6 X 1845 r. gwałtowny pożarstrawił doszczętnie kościół dzwonnicę i plebanię. Obecny pochodzi z lat 1855-1856. Został on wzniesiony i wyposażony staraniem gen.Adama Ożarowskiego. W kościele znajduje się barokowa, rzeźbiona w drewnie XVIII wieczna ambona sprowadzona z opactwa Cystersów w Oliwie oraz cykl płaskorzeźb z 1635 r. dłuta Andrzeja Gótckena. także pochodzących z Oliwy.

Charakterystyka przyrodnicza

Obszar gminy jest łagodnie pochylony na północny-wschód. w kierunku Wisły i rozdzielony na dwie części doliną rzeki Radomki. Na zachodzie teren wznosi się do 156 m npm (rejon Miejskiej Dąbrowy), a na wschodzie powierzchnia terenu dochodzi do 149 m npm. Obszar gminy należy do zlewni rzeki Radomki. Sieć wodna gminy jest bardzo uboga. Przez omawiany teren płynie końcowy odcinek Radomki, która uchodzi do Wisły 2 km na północ od granic gminy. Na północ od Brzozy Radomka tworzy wąską dolinę i nie posiada żadnych dopływów, natomiast na południe od Brzozy rzeka uformowała szeroką dolinę z licznymi starorzeczami i meandrami. Na tym odcinku uchodzi do Radomki kilka niewielkich dopływów.

Lasy zajmują około 2796 powierzchni ogólnej gminy. Gatunkiem panującym w drzewostanach jest sosna zwyczajna ze znacznym udział dęba. Przeważają średnic żyzne siedliska boru mieszanego świeżego, lasu mieszanego świeżego i lasu mieszanego. Przez teren gminy, wzdłuż Radomki przebiega naturalna granica pomiędzy położoną na wschodzie Puszczą Kozienicką. a leżącą na zachodzie Puszczą Stromecką. Tereny położone na wschód od Radomki wchodzą w skład otuliny Kozienickiego Parku Krajobrazowego. W Brzozie i Grądach zachowały się parki podworskie o różnym stopniu zachowania szaty roślinnej. Na omawianym obszarze zainwentaryzowano 26 pomników przyrody (13 ponad 250 letnich dębów szypułkowych w projektowanym rezerwacie „Dęby Biesiadne*), w tym jedna aleja 342 drzew (lipowo-kasztanowa) z Brzozy do Sewerynowa i jedna grupa 16 drzew w parku zabytkowym „Grądy”.

(*) Na terenie gminy Głowaczów stwierdzono występowanie co najmniej 32 gatunków ssaków, wśród nich borowiaczek (Nyctalus Leisleri) o statusie gatunek rzadki – wymieniony jest w „Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt”. Z ogólnej liczby stwierdzonych gatunków 13 objętych jest ochroną prawną. (*) Na terenie gminy stwierdzono występowanie 149 gatunków ptaków. W tym 129 to gatunki lęgowe, 4 z nich wpisanych jest do „Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt” bąk (Botaurus stellaris). kropiatka (Porzana porzana). zielonka (Porzana parva). kraska (Coracias garrulus) 0 statusie gatunków narażonych na wyginięcie. (*) Ponadto na terenie gminy stwierdzono występowanie 12 gatunków chronionych płazów i 3 gatunków chronionych gadów. (*) Spośród 13 gatunków motyli stwierdzonych na omawianym obszarze. 2 są objęte ochroną prawną: paź królowej (Papilio machaon). mieniak tęczowicc (Apatura Iris).

Parki zabytkowe

„Brzóza” – Park pałacowy – krajobrazowy założony w II pol. XVIII wieku, powierzchnia 13,50 ha. w tym dwa stawy o pow. około 1,0 ha. Zniszczony podczas II wojny światowe|. ruiny pałacu rozebrano w 1966 roku podczas budowy szkoły. Obecnie część parku około 2,0 ha zajmuje Publiczna Szkoła Podstawowa w Brzozie, a na miejscu pałacu znajduje się boisko szkolne. Z dawnych budynków zachowały się: spichlerz, dwie stodoły i domek ogrodnika z poł. XIX wieku. Pomimo dużego zaniedbania pierwotny układ parku jest jeszcze czytelny. Szczegółowa inwentaryzacja drzewostanu wykazała, że najliczniej występują: jesion wyniosły – 128 szt.. lipa drobnolistna – 103 szu wiąz polny – 30 szt.. klon zwyczajny – 30 szt.. ponadto kasztanowiec, klon jesionolistny, olsza czarna, brzoza brodawkowata. grab zwyczajny, buk zwyczajny, jesion amerykański, sosna wejmutka. grochodrzew biały, topola bujna, topola biała, dąb szypułkowy. dąb czerwony, dąb bezszypułkowy. wierzba biała, modrzew europejski, daglezja. Z krzewów spotkać można: derenie, głogi, suchodrzew. bez lilak, bez czarny, śnieguliczkę białą, leszczynę. Pomnikowe okazy drzew: jesionu wyniosłego (13 szt.). topoli białej (6 szt.). lipy drobnolistnej. dębu czerwonego, kasztanowca, buka zwyczajnego, sosny wejmutki i daglezji.

„Grądy” – Park krajobrazowy założony w poł. XIX wieku, powierzchnia 17,36 ha, w tym 0.20 ha wody. Dworek myśliwski i inne budynki uległy całkowitemu zniszczeniu podczas II wojny światowej. Obecnie układ parku bardzo słabo czytelny. Od południa graniczy z rzeką Narutówką i przyległymi łąkami, od zachodu i północny z lasem, od wschodu ze stawami rybnymi. W drzewostanie dużo podrostu i podszytu, pojedynczo występuje starodrzew, „zlewa” się w jedną całość z otaczającym go lasem. Na terenie parku stwierdzono występowanie następujących gatunków drzew i krzewów: klon jesionolistny, klon zwyczajny, jawor, kasztanowiec biały, jesion wyniosły, modrzew europejski, świerk zwyczajny, sosna pospolita, osika, dąb szypułkowy, wierzba biała, lipa drobnolistna. olsza czarna, brzoza brodawkowata. grab zwyczajny, leszczyna pospolita, głóg jednoszyjkowy, tr/.mielina brodawkowata. czeremcha zwyczajna, śliwa tarnina, bez czarny, śnieguliczka biała. Na obszarze parku znajdują się pomniki przyrody – grupa drzew: dąb szypułkowy. jesion zwyczajny, klon zwyczajny.

Zespół przyrodniczo krajobrazowy – „Radomka”

Fragment naturalnie ukształtowanej płaskiej doliny rzecznej pomiędzy Brzozą a Ryczywołem. Radomka na tym odcinku płynie nieuregulowanym korytem, bardzo mocno meandruje, tworząc liczne starorzecza i rozlewiska oraz strome zbocza w miejscach przecięcia wydm. Dolina jest naturalną granicą między Puszczą Kozienlcką a Puszczą Stromecką. W dolinie występują nieduże fragmenty łęgu i olsu. W Chodkowie pozostałość młyna rzecznego, całość tworzy malowniczy charakter. W rejonie Leżenie większe fragmenty kośnych łąk. W dolinie gniazadują rzadkie gatunki ptaków: derkacz, zimorodek, nurogęś. świergotek łąkowy, sieweczka rzeczna, brodziec piskliwy, jest miejscem żerowania bociana czarnego. W starorzeczach dobrze rozwinięta roślinność wodna. Według informacji uzyskanej od mieszkańców Woli Chodkowskiej jeszcze na początku 90 lat występował tu żółw błotny, w rejonie Woli Chodkowskiej na obrzeżach doliny występują dogodne warunki gdzie żółwie mogłyby składać jajka.

Na terenie gminy Głowaczów istnieje ponadto szereg obiektów przyrodniczych kwalifikujących się do objęcia ochroną prawną. Są to użytki ekologiczne: „Grądy”.” Marianów”. „Miejska Dąbrowa”. „Stawki”. „Zapole”. „Źródło -Stawki”.

Gmina Magnuszew – informacje ogólne

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozienicach
Renata Maj it-kozienice@wp.pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

Istnieniem swoim sięga dawnych czasów, czego dowodem są tu wydmy piaszczyste, gdzie można spotkać narzędzia kamienne oraz cmentarzyska zwane kurhanami. W dobrach należących do Ziemi Czerskiej w XII wieku została założona przez dostojnika mazowieckiego Magnusa, protoplastę słynnego rodu Powałów osada, którą od nazwiska założyciela nazwano Magnuszew.

W 1377 r. Świętosław zwany Rzeczijawa uzyskał od ks. mazowieckiego Ziemowita II prawa miejskie magdeburskie dla osady targowej Magnussewo. Dany przywilej pozwalał organizować targi niedzielne, tygodniowe oraz dwa jarmarki na św. Jana Chrzciciela i na św. Marcina. Nadania tego potwierdził książę Janusz Starszy w roku 1424 i król Zygmunt I w 1546 r. Magnuszew leżąc przy trakcie warszawskim i drodze wiślanej miał obsługiwać handel zbożem i spławianiem drewna. Miasto rozbudowało się i sięgało dóbr Osięborowa. W XIV wieku osada była własnością rodu Magnuszewskich herbu Ogończyk, którzy jak podają kroniki, w 1378 r. ufundowali drewniany kościół parafialny pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.

W czasie wojen szwedzkich w 1655 r. Magnuszew został doszczętnie spalony i przeszedł w ręce Potockich, potem właścicielami stali się Zamoyscy. W 1774 r. Andrzej Zamoyski, kanclerz wielki koronny, uzyskał przywilej od Stanisława Augusta Poniatowskiego na ponowną lokację miasta, potwierdzony na sejmie w 1776 r. oraz nadał przywilej sądu asesorskiego. Dnia 24 czerwca 1777 roku ordynat Zamojski przeznaczył 35 włók ziemi na lokalizację miasta, określił powinności mieszkańców i płace. W 1778 r. pożar ponownie zniszczył miasto wraz z kościołem. W latach 1786-87 Konstancja Czartoryska Ordynatowa Zamoyska ufundowała kościół murowany, który stoi do dziś, a hrabia Zamoyski zbudował również zajazd.

W Magnuszewie parokrotnie zatrzymywał się na nocleg król Stanisław August przejeżdżając tędy do Kozienic. Byt to mały pałacyk, który był jednocześnie domem dla dzierżawców folwarku Magnuszew.

Po drugim rozbiorze osiedlili się w Magnuszewie Żydzi, zajmowali się handlem i rzemiosłem. Zbudowano synagogę i założono cmentarz żydowski. Hrabia S. Zamoyski sprowadził w 1809 r. z zagranicy sukienników, zbudował postrzygalnię, folusz i farbiarnię. Od roku 1820 miasto zaczęło się chylić ku upadkowi, ograniczono liczbę jarmarków, a targów nie było żadnych. Mieszkańców było 1040, z czego ludności pochodzenia żydowskiego było 220. W 1841 r. stanęła nowa dzwonnica, która służyła parafii przez 23 lata, a w 1864 r. hrabia Zamoyski wystawił murowaną dzwonnicę mieszczącą 4 dzwony, dzwonnica stoi do dziś. Od 1811 r. do 1818 r. Magnuszew nawiedzały kolejno: wielka susza, wylew Wisły, pożary, zagraniczni majstrowie przenieśli się do Końskowoli. Od 1820 r. miasto zaczęło chylić się ku upadkowi. W latach 1854 i 1873 Magnuszew nawiedziła epidemia cholery, w wyniku choroby zmarło około 230 osób.

W maju 1863 r. pod Magnuszewem toczyły się walki powstańcze, gdzie zwycięską bitwę stoczył oddział „Dzieci Warszawy” Pawła Gąsowskiego, który przebił się przez okrążające go siły rosyjskie, uchodząc przed pościgiem. Dnia I stycznia 1867 roku zamknięto magistrat i Magnuszew przestał być miastem, w tym też roku za panowania burmistrza Kościskiego założono szkołę początkową. W 1878 roku zbudowano nowy dom szkolny, który był utrzymywany do 1894 r., a następnie zamieniono go na szkołę gminną. Dnia 12 marca 1891 r. Magnuszew nawiedziła wielka powódź. W roku 1909 założono w Magnuszewie kasę pożyczkowo — oszczędnościową, a w 1913 r. ochotniczą straż ogniową. W takcie spisu ludności w 1913 r. Magnuszew liczył 3206 mieszkańców, gdzie przeważała ludność żydowska – 1702 osoby. W tym czasie była synagoga, dwa domy modlitw oraz cmentarz żydowski, który istnieje do dnia dzisiejszego.

Magnuszew boleśnie odczuł także I wojnę światową. W październiku (914 r. został ostrzelany z armat i karabinów, a następnie piechota pruska w liczbie 3 tysięcy stanęła okopem. W 1916 r. szalała ospa, która zebrała duże żniwo, także w tym roku Austriacy zabrali z kościoła dzwon o imieniu Jakub. Dnia 20 marca 1921 r. w. Niedzielę Palmową odbył się plebiscyt w Magnuszewie, w wyniku którego ludność opowiedziała się za przynależnością do Polski. 30 września 1921 r. odbyt się spis ludności. Zanotowano 838 Polaków, 720 ludności żydowskiej. W dniu 8 grudnia 1923 roku żyd Kuna Kryk wraz z rodziną przyjął chrzest katolicki z rąk ks. Tomasza Kruzera i ks. Jan Ułanowicza. Byt to pierwszy przypadek zmiany wiary na terenie parafii i okazją zorganizowania wielkiej uroczystości, na którą przybyło wiele osób.

W 1930 r. odsłonięto w Magnuszewie obelisk poświęcony obrońcom ojczyzny, którzy walczyli pod wodzą Józefa Piłsudskiego, stanął on przed budynkiem szkoły, a następnie został rozebrany w latach pięćdziesiątych.

11 września 1939 r. wojska niemieckie wkroczyły do Magnuszewa. Okolice wsi były miejscem walk „Armii Prusy”, w których odznaczyła się zwłaszcza Wileńska Brygada Kawalerii. Poległych żołnierzy polskich pochowano w zbiorowej mobile na tutejszym cmentarzu. W dniu obecnym jest to kwatera wojenna z Pomnikiem Orła w Koronie. I stycznia 1942 r. Niemcy utworzyli getto, które znajdowało się za kościołem w dzielnicy Paciejów, którego w październiku tegoż roku wywieziono do obozów koncentracyjnych kilkaset osób. Wielu mieszkańców Magnuszewa i okolic w trakcie okupacji zostało rozstrzelanych na rynku przez wojsko i żandarmerię niemiecką. Dnia 27 października 1943 r. okupanci niemieccy rozstrzelali 12 zakładników, co zostało upamiętnione tablicą umieszczoną na budynku, przy którym odbyła się egzekucja.

Na początku sierpnia 1944 r. wojska I Frontu Białoruskiego uchwyciły między ujściem Pilicy i Radomki do Wisły przyczółek warecko-magnuszewski. W wyniku działań wojennych ludność została wysiedlona za Wisłę. Od 8 sierpnia do 14 września 1944 r. toczyła się zaciekła walka w obronie przyczółka. Wojska polskie, 13, 19 i 20 Dywizja Piechoty oraz Wileńska Brygada Kawalerii, osłaniając przeprawę przez Wisłę, stoczyły tu walkę z wojskami niemieckimi. W czasie walk o przyczółek warecko-magnuszewski w sierpniu 1944 roku, poległo kilkuset żołnierzy 1 Frontu Białoruskiego (żołnierzy polskich i radzieckich). 16 stycznia 1945 r. Magnuszew został wyzwolony z rąk okupanta. Dla upamiętnienia tego faktu 16 października 1977 r. na rynku nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika Braterstwa Broni, autorstwa rzeźbiarza A. Ślęzaka. W pobliżu obecnie istniejącego pomnika znajdował się niegdyś pomnik Armii Radzieckiej i małe mauzoleum, które przed odsłonięciem nowego pomnika zostało rozebrane. Ekspozycję stanowi też armato-haubica kalibru 152 mm, biorąca udział w walkach na przyczółku.

Na cmentarzu znajduje się pomnik i mogiły żołnierzy 13, 19 i 20 Dywizji Piechoty oraz ułanów Wileńskiej Brygady Kawalerii, biorących udział w walkach we wrześniu 1939 r. i mogiły żołnierzy polskich i radzieckich poległych w 1944 roku w walkach na przyczółku (łącznie 356 żołnierzy). W 1977 r. wieś została odznaczona Orderem krzyża Grunwaldu II klasy.

Magnuszew jako uzdrowisko

7 czerwca 1958 r. w ramach prac badawczych zakończone zostały wiercenia otworu „Magnuszew 1” na głębokości 3003,5 metra. W otworze odkryto istnienie wód mineralnych o różnym składzie chemicznym, ciśnieniu i wydajności. Najbardziej interesujące są solanki chiorkowo-wapniowe z głębokości 2099-2094, które są silnie mineralizowane, ciśnienie złoża wynosi około 25 atmosfer, zasolenie 11%, zawartość jodu 6,3 mg J/litr wody. Woda na tych głębokościach ma znacznie podwyższoną temperaturę około 35 stopni Celsjusza na wypływie. Wody te mogą być stosowane do kąpieli (po rozcieńczeniu) w okresie rehabilitacji pourazowej przy schorzeniach reumatycznych, wieku dziecięcego (duża zawartość jodu), do inhalacji górnych dróg oddechowych, przy leczeniu alergii, przy schorzeniach wadliwej przemiany materii.

W latach 70- tych dokonano ponownego pobrania próbek z głębokości 1410 metrów. Stwierdzono, że w celu wykorzystania złoża celowym by było dokonanie odwiertu termy o dużej wydajności. Z tych racji Magnuszew był jedną z 25 miejscowości, które Rozporządzeniem Rady Ministrów z 1974 r. objęte zostały przepisami ustawy uzdrowiskowej. Położenie miejscowości między Warszawą a Radomiem przemawiało za wprowadzeniem w perspektywie lecznictwa uzdrowiskowego oraz budowę zakładu przyrodoleczniczego. W planie zagospodarowania przestrzennego gminy istnieje możliwość udostępnienia gruntów pod ewentualną lokalizację uzdrowiska.

Kościół parafialny w Magnuszewie pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela

Parafia Magnuszew jest jedną ze starszych parafi w Polsce. W 1358 r. stał w Magnuszewie drewniany kościół p.w. św. |ana Chrzciciela najprawdopodobniej ufundowany przez rodzinę Magnuszewskich herbu Ogończyk. Kościół spalili Szwedzi w 1655 r., a w 1680 r. na jego miejscu stanął nowy, też drewniany, ale nie stał długo. Kolejny kościół pod wezwaniem św. Jana z 1758 r., wystawiony przez Stanisława Potockiego spalił się w 1778 r., z całym wyposażeniem. Obecny kościół jest kościołem murowanym w stylu poźnobarokowym. Budowa nastąpiła w 1786-7 r. wg projektu architekta Joachima Hempla. Fundatorem kościoła była Konstancja z Czartoryskich ordynatowa Zamoyska. Świątynia została konsekrowana 6 października 1821 r. przez biskupa sandomierskiego ks. A. Burzyńskiego. Dzwonnicę ufundował S. Zamoyski w 1864 r. kościół był otoczony cmentarzem i ogrodzony murem. W 1846 r. powstają dwa boczne ołtarze. Z prawej strony były trzy obrazy: Matka Boża Bolesna, Św. Antoni i św. Mikołaj, z lewej strony znajdował się obraz Przemienienie Pańskie i wizerunek Chrystusa Pana na krzyżu. Parafia posiada wszelkie akta od roku 1786.

Klub Miłośników Ziemi Magnuszewskiej

Powstał w 2004 r. i jest organizacją spontaniczną zrzeszającą ludzi dobrej woli. Swoim zasięgiem obejmuje teren całej Gminy Magnuszew oraz zrzesza sympatyków z kraju i ze świata. Jest on pomostem między rodakami mieszkającymi za granicą, a Ojczyzną – między innymi poprzez współpracę z Centrum Polskim w Brukseli. Klub w sposób widoczny promuje swój region, organizując firmy pod szyldem „Promocja Regionu”. Klub MZM to ostoja kultury i kultywowanie chlubnych tradycji historycznych, np. poprzez odbudowę obelisku poświęconego obrońcom ojczyzny z lat dwudziestych pod wodzą Józefa Piłsudskiego w Magnuszewie oraz sprawowanie opieki nad Miejscami Pamięci Narodowej na terenie całej gminy. Klub MZM prowadzi szeroko zakrojoną akcję mającą na celu pozyskanie potencjalnych inwestorów w celu uruchomienia wód geotermalnych dla potrzeb lecznictwa sanatoryjno-uzdrowiskowego, wykorzystania wód termalnych do ogrzewania, jak również stworzenia basenów termalnych i ośrodka rekreacji „Magnus SPA”. Klub MZM jest pomysłodawcą budowy elektrowni wiatrowych na terenie gminy, celem pozyskania ekologiczne czystej energii dla przemysłu i mieszkańców Regionu Magnuszewa.

Mniszew

Nazwa Mniszew znana od XIV wieku Mnezew – 1326 r., Mniszewo – 1576 r. Być może nazwa jest śladem po przynależności tych obszarów do mnichów zwierzynieckich. Przypuszcza się, że wieś powstała w obszarze obecnego Rozniszewa, nadanego w XII wieku klasztorowi norbertanek mniszkom na Zwierzyńcu pod Krakowem. W X!II-wiecznych źródłach pisanych Mniszew wzmiankowany jest w 1252 r. Skrawek ziemi między rzekami Pilicą i Radomką, oderwany wcześniej od Mazowsza i przyłączony do Ziemi Sandomierskiej, w 1359 r. król Kazimierz Wielki nadał księciu mazowieckiemu Siemowitowi Trojdenowicowi. Przez Mniszew przebiegał trakt pocztowy lubelsko-lwowski, szlak króla Jana Sobieskiego oraz biskupa Ignacego Krasickiego prowadzący do ich dóbr na Rusi.

W I poł. XV wieku Mniszew przeszedł w ręce Kinickich, którzy pochodzili z Kinik w powiecie płońskim. Z 1413 r. jest pierwsza wzmianka o kościele w Mniszewie, a z czasem Kiniccy zmienili nazwisko na Mniszewscy. Ostatnim dziedzicem z tego rodu był Adam Mniszewski, który był pierwszym, fundatorem wybudowanego na murowanym fundamencie kościoła ok. 1597 r. Przez następne lata dobra mniszewskie zmieniały właścicieli, a wsi nie omijały wojny. W czasie wojny ze Szwedami Stefan Czarniecki pobiwszy przednią straż margrabiego badeńskiego Fryderyka pod Kozienicami, idąc przez Magnuszew ku Warce rozgromił w Mniszewie rajtarię szwedzką. Po wojnach w 1713 r. i w 1718 r. nastąpiły wielkie wylewy Pilicy i Wisły całkowicie niszcząc wybudowany w 1597 r. kościół i wszystkie domy wokół niego. Następnym właścicielem Mniszewa i fudatorem modrzewiowego kościoła był książę Franciszek Lubomirski.

W powstaniu kościuszkowskim 1794 r. okolice Mniszewa wiele ucierpiały od wojsk, które przeprawiały się na drugi brzeg rzeki udając się na spotkanie z Kościuszką pod Maciejowicami. Po klęsce Tadeusza Kościuszki w 1795 r. i trzecim rozbiorze Polski, Pilica stanowiła granicę dwóch zaborów: Mniszew znalazł się w zaborze austriackim, a teren za rzeką podlegał zaborowi pruskiemu. Od 1797 r. Mniszew zmieniał kolejno właścicieli, aż ukazem cara Aleksandra II z 1865 r. wszelkie posiadłości ziemskie i kościelne przeszły na własność skarbu państwa rosyjskiego.

Około 1890 r. była kolejna powódź, na skutek której powstała poniżej Gruszczyna odnoga wiślana, a jej pozostałością są obecnie istniejące łachy (starorzecza) w Rękowicach i Mniszewie. Powstałą na skutek powodzi odnogą wpływały od strony Pilicy statki z Warszawy i to połączenie wodne istniało do I wojny światowej tj. do następnej powodzi w czasie której odnoga została odcięta od nurtu. W czasie I wojny światowej zbudowano żelazny most nad Pilicą, został on wysadzony w powietrze w 1939 r., po wojnie odbudowany.

W czasie I wojny światowej w październiku 1914 r. wojska rosyjskie ostrzelały Mniszew z armat. Zniszczono kościół i kilka domów. W lipcu 1915 r. wojska austriackie po wysiedleniu ludności spaliły pałacyk mniszewski oraz plebanię. Okupacja austriacka trwała od września 1915 r. do listopada 1918 r. Ostatnimi właścicielami Mniszewa byli Kosmani, którzy ok. 1925 r. sprzedali ziemię dworską miejscowym chłopom, a grunty folwarku mniszewskiego zostały rozparcelowane w 1945 r. Praw miejskich Mniszew nigdy nie miał. W roku 1935 kościół w Mniszewie zosta\ uznany za zabytek podlegający ochronie prawnej, w 1934-37 został gruntownie odrestaurowany, a po siedmiu latach ta cenna świątynia zniknęła z mapy zabytków. Dnia 22 IX 1944 r. Niemcy spalili kościół wraz z dzwonnicą, a zabytkowe dzwony – pamiątki po fundatorze Adamie Mniszewskim zostały wywiezione już w 1941 r.

We wrześniu 1939 r. pod Mniszewem przeprawiały się polskie wojska udające się na wschód. W latach 1941-42 Żydzi mniszewscy zostali zamknięci przez faszystów w gettcie, potem wywiezieni w 1943 r. do Treblinki. Dnia 14 stycznia 1944 r. ruszyła z przyczółka ofensywa wojsk radzieckich i w sierpniu wieś znalazła się w rejonie walk o przyczółek warecko-magnuszewski toczonych z Niemcami przez wojska I Frontu Białoruskiego i Pierwszej Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte. Mieszkańcy przeszli tu prawdziwe piekło wojny. Okres okupacji zakończył się w lipcu ) 944 r., kiedy to Mniszew znalazł się na terenie przyczółka warecko-magnuszewskiego, istniejącego do 16 stycznia 1945 r. Po II wojnie światowej wieś zbudowano od nowa. Obecnie na końcu wsi, na wydmie, przy szosie, Kozienice-Warszawa znajduje się udostępniony do zwiedzania Skansen Bojowy I Armii Wojska Polskiego w miejscu dawnych pozycji obronnych z sierpnia 1944 r. 3 Dywizji Piechoty im. Romualda Traugutta i I Warszawskiej Brygady Kawalerii. Wybudowano tu stanowiska obronne, dowódcze oraz transzeje, w których umieszczono orginalne, historyczne czołgi, działa przeciwpancerne, amfibie, wyrzutnie pocisków typu „Katiusza”. Przy wejściu do skansenu jest tablica pamiątkowa i czołg pomnik. W 1977 r. gmina Magnuszew została odznaczona Krzyżem Grunwaldu III klasy.

Rozniszew

Wieś powstała w pobliżu dawnej mostowej przeprawy przez rzekę Pilicę. Prowadził tędy trakt z Warszawy do Puław. Według Rocznika Wielkopolskiego w 1249 r. odbyło się rozgraniczenie między wsią biskupa poznańskiego Radziejowo, a wsią Ornaszewo (Rozniszew) dzierżawioną od zakonnic klasztoru zwierzynieckiego, któremu nadaną była jeszcze w XII wieku.

W XVII i XVIII wieku Rozniszew należał do szlachty herbu Gozdawa-Giżyckich, a w 1819 r. przeszedł w posiadanie rodziny Czaszkowskich, potem Więckowskich i Mireckich. Pierwszy kościół istniał już w 1470 r., drugi modrzewiowy pod wezwaniem św. Urszuli stanął w 1591 r. Kościół ten uległ dużym zniszczeniom w 16 J 6 i 1794 r. W 1880 r. rozpoczęto budowę murowanego kościoła w stylu neogotyckim, którego budowa trwała do 1895 r. i zakończyła się konsekracją przez biskupa sandomierskiego. W 1944 r. kościół został zniszczony, a po wojnie odbudowany.

Od jak dawna niewiadomo znajduje się tu cudowny obraz Matki Boskiej malowany na płótnie na wzór obrazu Najświętrzej Panny w Częstochowie. Twarz Bogarodzicy ma dwa cięcia w prawy policzek, dzieciątko spoczywa na lewej ręce. obraz ma dwie sukienki: metalową ofiarowaną przez dziedziczkę Rozniszewa i jedwabną wyszywaną kamykami i perłami. Na głowach są dwie duże korony. Od 17 maja 1743 r. ks. A. Marzecki prowadził księgę, w której wymienionych jest wiele cennych wotów i darów składanych Matce Bożej jako dowód wdzięczności za odebrane łaski.

Chmielew

Wieś była gniazdem rodu Chmielewskich herbu Powała. Znani są dziedzice Chmielewa oraz Grzybowa z I poł. XV wieku. Byli nimi Trojan i Pakosz Powałowie z Chmielewa. Chmielewscy dziedziczyli Chmielew do 1637 r. Z tego rodu pochodził Grzegorz Chmielewski, pleban z Konar nad Pilicą. W zapiskach pochodzących z 1746 r. znaleziono informacje, że od Macieja Kłopockiego herbu Rawicz, kupił Jakub Błędowski Żelazną i Chmielew, pułkownik wojsk królewskich. Ale już od 1747 r. wieś przeszła w posiadanie dziedzica Rozniszewa, zaś od 1576 do 1819 Chmielew dziedziczyli Giżyccy, którzy posiadali także Rozniszew, Zagroby, Osiembrów oraz Boguszków. Z czasem Chmielew wszedł w skład dóbr Gruszczyńskich.

Gruszczyn

Był siedzibą rodu Gruszczyńskich. W II poł. XV wieku Gruszczyn przeszedł w posiadanie Lesiewskich herbu Ogończyk. Z tej rodziny pochodził jan Lesiewski, jezuita, słynny kaznodzieja, spowiednik, towarzysz wypraw wojennych Władysława IV W 1616 r. majątek Lesiewskich został rozpacelowany na cztery części, które przeszły w ręce Pniewskich, Dębińskich, Puchałów i Okeckich. Przez następne lata Gruszczyn zmieniał właścicieli, dziedziczyła go rodzina Wąsowiczów. potem kupił wieś książę Franciszek Lubomirski, po jego śmierci dobra gruszczyńskie posiadał Klemens Bernau, a kolejnym gospodarzem był Stanisław Zamoyski, dziedzic Magnuszewa. Po 1829 r. wieś przejmowali kolejni właściciele. W Gruszczynie stał pałac murowany, piętrowy, zbudowany prawdopodobnie przez jednego z hrabiów Zamoyskich. Stare, piękne drzewa w Gruszczynie w 1831 r. sadzili żołnierze polscy stojący na kwaterach. W 1944 r. pałac został zburzony.

Trzebień

Nazwa wsi pochodzi prawdopodobnie od „trzebienia” lasów. Miejscowość już notowana na początku XV wieku. Tu został wybudowany wspaniały pałac w drugiej połowie XIX wieku przez Zamoyskich w stylu eklektycznym z elementami architektury późnego renesansu francuskiego. Pałac zlokalizowany jest w starym parku, gdzie w XVII wieku istniał dwór myśliwski wybudowany przez hrabiego Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Dobra w Trzebieniu przeszły następnie w posiadanie Potockich, a w XVIII wieku w posiadanie kanclerza wielkiego koronnego Andrzeja Zamoyskiego. Od 1913 r. były rezydencją Jana Zamoyskiego -właściciela dóbr magnuszewskich. W 1933 r. ziemie stały się własnością Stanisława Zamoyskiego, który dokonał przebudowy pałacu. W okresie międzywojennym rezydencja w Trzebieniu była miejscem spotkań elit politycznych Drugiej Rzeczpospolitej, w posiadłości bywał marszałek polski Edward Śmigły-Rydz. Tu także dorastała księżniczka Czartoryska. W czasie II wojny światowej pałac uległ częściowemu zniszczeniu, a po wojnie następowała dalsza dewastacja. W parku są liczne stare drzewa pomniki przyrody i pozostałości po stawach. Od 1983 r. pałac jest własnością prywatną.

MIEJSCA PAMIĘCI NARODOWEJ W GMINIE MAGNUSZEW

[1 ] Magnuszew – Pomnik Orła w Koronie i mogiły żołnierzy 13,19 i 20 dywizji piechoty oraz ułanów Wileńskiej Brygady Kawalerii z września 1939 z, mogiły polskich i radzieckich żołnierzy poległych w walkach na przyczółku z 1944 r.
[2] Rozniszew – Pomnik Orła Białego upamiętniający heroiczne walki w powstaniu styczniowym z 1863 symboliczny kopiec ziemny usypany, jako wotum wdzięczności dla Tadeusza Kościuszki
[3] Anielin-Kępa – Pomnik pamięci walczących żołnierzy płk. Kononowicza w 1863 r.
[4] Mniszew – Skansen Bojowy 1 Armii Wojska Polskiego

Walory przyrodnicze

Niewielka lesistość gminy i jej położenie w pradolinie dwóch rzek: Wisły i Pilicy decydują o wyjątkowych walorach przyrodniczych tego obszaru. Szerokie, nieuregulowane koryta tych rzek z licznymi wyspami w różnym stopniu sukcesji stwarzają dogodne warunki do życia wielu gatunków fauny i flory. Zostało to docenione przez zgłoszenie tych terenów do objęcia ochroną w Europejskiej Sieci Obszarów Chronionych Natura 2000. Na terenie gminy istnieją następujące formy ochrony przyrody: rezerwat przyrody – „Olszyny”, obszar chronionego krajobrazu – Dolina Pilicy i Drzewiczki i dwa obszary specjalnej ochrony ptaków sieci Natura 2000 – Dolina Pilicy i Dolina Środkowej Wisły. Projektuje się utworzenie dwóch parków krajobrazowych: Dolnej Pilicy i Doliny Środkowej Wisły ponadto dolina Pilicy planowana jest do objęcia ochroną w sieci Natura 2000 (Dyrektywa Siedliskowa) – jako specjalny obszar ochrony siedlisk.

Rezerwat „Olszyny”

stanowi resztkę naturalnego drzewostanu Puszczy Stromeckiej, zajmuje w znacznej części obszar głębokich torfowisk niskich, porośniętych drzewostanami olszowymi z domieszką jesionu, wiązu szypułkowego, lipy oraz jaworu. Teren ten wchodził w skład majątku Trzebień i użytkowany był systemem odroślowym. Pozwoliło to na zachowanie składu naturalnego drzewostanu.

Obszar projektowanego Parku Krajobrazowego Dolnej Pilicy

wyróżnia się dużym zróżnicowaniem przyrodniczym. Znajdują się tu stanowiska ponad 600 gatunków roślin naczyniowych (27 podlega ochronie ścisłej, a 15 częściowej). Na szczególną uwagę zasługują stanowiska roślin narażonych na wyginięcie zgodnie z kryteriami określonymi w Polskiej Czerwonej Księdze Roślin: wiśni karłowatej, storczyka krwistego, kruszczyka błotnego, cibory żółtej i wielosiła błękitnego. Z pozostałych gatunków objętych ochroną ścisłą występują: widłak goździsty, goździk pyszny, piaskowy, sasanka łąkowa, grzybień biały, pełnik europejski, rosiczka okrągłolistna, kosatka kielichowa, mącznica lekarska. Duże zróżnicowanie warunków glebowych i wilgotnościowych spowodowało wykształcenie się mozaiki siedlisk. Są to starorzecza, naturalne zbiorniki wodne, zmienno-wilgotne łąki trzęślicowe, mokre łąki, torfowiska przejściowe i trzęsawiska, pionierskie murawy napiaskowe. Dolina Pilicy wyróżnia się w skali kraju bogactwem fauny związanej ze środowiskiem wodnym i bagiennym. Występuje tu 212 gatunków ptaków w tym ISO lęgowych. I I z nich wpisanych jest do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, a kolejne 100 gatunków według kryteriów Unii Europejskiej zagrożonych jest wyginięciem np.: bąk, bączek, bocian czarny, bielik, orlik krzykliwy, zielonka, sieweczka obrożna, batalion, kulik wielki, rybitwa białoczelna, puchacz. Wśród ssaków ochronie ścisłej podlegają niektóre gatunki nietoperzy. Spotyka się tu także orzesznicę, bobra, wydrę i łosia. Występuje tu także 10 gatunków płazów i 5 gadów np. jaszczurka zwinka i żyworodna, żmija. Odnotowano występowanie 32 gatunków ryb np. piekielnicy, piskorza, różanki.

Dolina Środkowej Wisły

posiada wiele odnóg, zatok, rozlewisk, w których ok. 200 gatunków ptaków ma swoje siedliska. W okresie lęgowym spotkać można m.in.: sieweczkę obrożną i rzeczną, rybitwę rzeczną i białoczelna, kuliczka piskliwego, ostrygojada. W trzcinach i łozowiskach słychać brzęczkę, strumieniówkę, rokitniczkę, trzciniaka i dziwonię. Na przelotach Wisła stanowi ostoję dla tysięcy ptaków wodnobłotnych podczas ich wędrówek.

Gmina Jedlińsk (o miejscowościach w gminie)

Gmina Jedlińsk położona jest w sąsiedztwie Radomia w południowej części województwa mazowieckiego. Przez jej teren przebiega międzynarodowa trasa komunikacyjna północ-południe (E7). Powierzchnia gminy wynosi 13 872 ha, zamieszkuje ją 13,5 tys. mieszkańców.

Na terenie gminy powstaje Muzeum Witolda Gombrowicza. Witold Marian Gombrowicz (1904-1969), jeden z najbardziej znanych za granicą polskich pisarzy współczesnych, w Polsce twórca budzący wciąż żywe emocje, autor dzieł: Ferdydurke, Trans-Atlantyk, Slub na stałe wpisał się już w historię i tradycję tego regionu. W niniejszym folderze przedstawiono krótkie opisy wybranych miejscowości gminy. Niektóre z nich w sposób pośredni lub bezpośredni wiążą się z biografią Wielkiego Prześmiewcy.

BIERWCE – Początki tej miejscowości sięgają XV wieku. O Byrwczach pisze już Jan Długosz w Liber Beneficiorum. Bierwce zapisywano też jako Byerzwcze, Byerwscze, Brrwce, Bierzwce. Franciszek Siarczyński w Opisie powiatu radomskiego (wyd. 1847 r.) nazywa Bierzwce „gniazdem domu Bierzwieckich”. W XIX w. istniały trzy osady z Bierwcami w nazwie: Bierwce Księże (potem Poduchowne), Bierwce Szlacheckie i Bierwiecka Wola. Z tego też czasu pochodzą opisy ks. Jana Wiśniewskiego świadczące o tym, jakoby Bierwce były własnością rodową niejakich Mikołaja i Stanisława Zbłąskich herbu Nałęcz. Nazwa wsi ma charakter toponimiczny i wiąże się ze staropolskimi słowami: biermo, barwno, birzmo, birzmno oznaczającymi „belkę, drewno, kładkę”. Ponieważ wieś usytuowana była na terenie podmokłym, skąd początek brało szereg drobnych rzeczek i strumyków wpadających do dopływów zasilających Radomkę i Pilicę, użycie odpowiednich kładek, belek przez jej mieszkańców można uznać za w pełni zasadne. Po upadku powstania styczniowego Bierwce przeszły w posiadanie Przyłęckich herbu Szreniawa, którzy musieli opuścić Włoszczowskie. Po śmierci ojca Sabina (1904 r.) Bolesław Przyłecki objął bierwiecki majątek liczący wówczas 391 ha. Bolesław, prowadzący jednocześnie kancelarię adwokacką w Radomiu, zintensyfikował gospodarkę, zalesił nieużytki i słabe grunty oraz rozbudował budynki folwarczne. Wokół dworu założył piękny park. Po jego śmierci majątek odziedziczył syn, Tadeusz, również radomski adwokat Większą część roku Przyłeccy mieszkali w Radomiu, do Bierwiec jeździli głównie latem. Jedna z córek Tadeusza, Wanda, późniejsza pianistka, profesor Wyższej Szkoły Muzycznej w Radomiu, była rówieśnicą Witolda Gombrowicza i jego dobrą znajomą z czasów, kiedy przyjeżdżał on do Wsoli na wakacje. Młody Gombrowicz nazywał Wandę Przyjazną lub Przyjaźnią. Widywali się na różnego rodzaju towarzyskich spotkaniach, bywali też w Zakopanem. Być może młody Witold odwiedzał Wandę w jej rodzinnym domu. Z tamtych czasów zachowało się wiele anegdot z udziałem obojga. Opisuje je Joanna Siedlecka w biograficznej książce Jaśnie panicz. W sierpniu 1940 roku władze niemieckie objęły wieś własnym zarządem, pozwoliły jednak rodzinie właścicieli mieszkać we dworze. Na terenie majątku powstały obozy wojskowe, m.in. obóz dla jeńców radzieckich i poligon. Po wojnie Bierwce zostały odebrane rodzinie Przyłęckich i rozparcelowane. We dworze początkowo urządzono kaplicę nowej parafii, a potem, po przebudowie, szkołę podstawową, która mieści się tam do dziś. Budynki gospodarcze i park uległy dewastacji. Wkrótce dwór przestanie istnieć. Na jego miejscu powstanie zapewne nowa szkoła. To ostatni moment na zwiedzenie dziedzictwa Przyłęckich.

JANKOWICE wieś położona malowniczo nad rzeką Radomką (dawniej Radomierzą) pomiędzy Jedlińskiem a Przytykiem, na ziemi, która w czasach średniowiecza zwana była Zapilczem. Pierwsza wzmianka o wsi pochodzi z 1191 roku, Jankowice wymieniane sąj ako uposażenie kustosza kolegiaty sandomierskiej. W przeszłości tereny te pokryte były lasami iglastymi, a osadnictwo rozwijało się wzdłuż rzek. Ludność zajmowała się zbieractwem, bartnictwem i rolnictwem. Jak większość osad w tym czasie, Jankowice powstały zapewne na skutek nadania królewskiego. Wieś była siedzibą rodu Jankowickich i stąd wzięła swą nazwę. Najwięcej materialnych śladów długoletniej działalności we wsi zostawili członkowie rodu Sarjusz – Skórkowscy herbu Jelita. Pierwszy drewniany kościół pw. Św. Mikołaja istniał już w początkach XVI w. Do znanych postaci mieszkających niegdyś w parafii Jankowice należy Dionizy Czachowski (1810-1963), dowódca oddziału powstania styczniowego, mieszkający przez jakiś czas w Gutowie. Dziś Jankowice to bardzo urozmaicona krajobrazowo miejscowość, z malowniczą panoramą o każdej porze roku.

JEDLANKA – pierwotnie wieś ta nosiła nazwę Jedlonka, w szesnastowiecznych dokumentach zapisano ją także – Iedlanka. Jej nazwa pochodzi od przymiotnika jedlany (las, zagajnik), a ten z kolei od staropolskiego jedla (jodła). Na gruntach wsi Jedlonka w 1530 roku Mikołaj Jedliński założył miasto Jedlińsk. Osada wielokrotnie zmieniała właścicieli. Ponieważ należała do tzw. klucza jedlińskiego, najczęściej była w posiadaniu dziedziców Jedlińska. Najbardziej znanymi postaciami urodzonymi w Jedlance są słynni bracia Załuscy: Andrzej Stanisław i Józef Andrzej. Ich ojciec, Aleksander Józef Załuski herbu Junosza, ożenił się z Teresą Witowską, córką Stanisława, właściciela dóbr jedlińskich. W ten sposób Jedlanka przeszła w posiadanie Załuskich. Aleksander utworzył w Jedlance dość okazałą rezydencję, tam przyszły na świat jego dzieci z drugiego małżeństwa (pierwsza żona, Teresa, zmarła w 1693 r.). Dziś imię braci Załuskich nosi miejscowa szkoła podstawowa.

JEDLIŃSK – jest sercem gminy i siedzibą miejscowych władz. Położony między dwiema rzekami – Radomkąod strony południowej i Tymianką od północy – ma niezwykle barwną historię. Założony został w 1530 roku przez Mikołaja Jedlińskiego herbu Nabrani na mocy przywileju króla Zygmunta I. Jedleńsko, bo tak dawniej brzmiała nazwa miasta (potem Jedlińsko), otrzymało przywilej rządzenia się prawem magdeburskim i prawem miecza czyli prawem ścinania przestępców podczas publicznych egzekucji, z którego skorzystano w 1778 r. Miasteczko uzyskało też pozwolenie na cotygodniowe sobotnie targi i kilka dorocznych jarmarków. Pierwszy kościół wystawiony został przez Mikołaja Jedlińskiego. Kiedy jego córki wyszły za mąż za braci Matjasza i Stanisława Balów, ewangelików z Rusi Czerwonej, świątynię zamieniono na zbór kalwiński. Przez siedemdziesiąt lat (1560-1630) Jedlińsk pełnił rolę ważnego ośrodka arian polskich, którzy prowadzili tu szkołę podległą Akademii Rakowskiej. Była ona jedyną na terenie powiatu radomskiego protestancką szkołą przyzborową. Do miejscowego zboru należała duża część mieszczan, a także Szkoci, którzy osiedlili się w miasteczku z racji swobodnego uczestniczenia w kalwińskich praktykach religijnych i istnienia szkoły średniej. Dzięki nim rozwinęły się nieznane tu rzemiosła. Jak podają źródła historyczne jedyną materialną pozostałością reformacji w Jedlińsku jest pochodzący z 1619 roku dzwon, podarowany przez szkockich osadników. W 1630 roku Stanisław Witowski, zięć Jana z Czarnolasu, kasztelan sandomierski, kupił dobra jedlińskie i arian usunął z miasta, tworząc tu parafię katolicką. W miejscu szkoły protestanckiej powstało tzw. Lyceum (szkoła wyższa) objęte patronatem Akademii Krakowskiej. Uczono w nim retoryki, dialektyki, muzyki i łaciny. W 1645 roku wybudowano nowy murowany kościół, który jednak został spalony i zniszczony wraz z miastem podczas potopu szwedzkiego. Na skutek zniszczeń wojennych i licznych pożarów miasteczko wyludniło się, a jego szybki rozwój został zahamowany. Jedlińsk nigdy już nie wrócił do dawnej świetności. W 1752 r. Andrzej Załuski, biskup krakowski i dziedzic miasteczka odrestaurował i ozdobił kościół w stylu barokowym wg projektu J. Fontanny, z polichromiami i obrazami T. Kuntzego. Do dzisiaj, dzięki staraniom miejscowych władz kościelnych, można podziwiać ten zabytek. Jego uzupełnieniem jest zabytkowa dzwonnica z 1645 roku z oryginalnymi dzwonami z 1619 i 1648 roku oraz późnobarokowa brama przykościelnego cmentarza z II poł. XVIII w. Z Jedlińskiem wiążą się też dwa ważne wydarzenia historyczne. W 1794 r. na pobliskich łąkach kwaterował z wojskiem Tadeusz Kościuszko zmierzający ku Warszawie, a 11 czerwca 1809 roku rozegrała się tu ciężka bitwa wojsk Księstwa Warszawskiego dowodzonych przez gen. Zajączka z Austriakami, których zbiorowa mogiła znajduje się przy drodze do Woli Gutowskiej. Ciekawa jest także historia jedlińskiego herbu. Ponieważ miasteczko słynęło z połowu raków, których dużo było w Radomce, raka otrzymało w herbie (1846 r.). Po upadku powstania styczniowego Jedlińsk utracił prawa miejskie i nie odzyskał ich do dziś. Współczesny Jedlińsk to świetnie prosperująca wieś gminna, bardzo dobrze przygotowana na przyjęcie wielu turystów. Leży przy międzynarodowej trasie komunikacyjnej (E7). Nad Radomką wybudowano przepiękny camping z 50 miejscami noclegowymi, pole namiotowe i kort tenisowy. Od 1996 roku działa Muzeum Ziemi Jedlińskiej, zaplecze kulturalne tworzą ponadto ośrodek kultury i sportu, biblioteka, świetlica. W Polsce Jedlińsk jest znany z unikalnej zabawy ludowej zwanej ścięciem śmierci w kusy wtorek, obchodzonej w ostatni dzień karnawału. Widowisko to gromadzi tłumy turystów, mieszkańców gminy, miłośników tradycji z całego kraju. Jedlińsk to również miejsce urodzenia bpa Piotra Gołębiowskiego (1902-1980), którego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1994 r. Z Jedlińska pochodzi aktorka – Małgorzata Foremniak.

W czerwcu 2008 roku na jedlińskim rynku odbyła się pierwsza impreza plenerowa „Apetyt (na) Gombrowicza” – wspólne przedsięwzięcie Fundacji Wsola Pomost oraz Muzeum Gombrowicza we Wsoli. Spektakle, recitale, pokazy tanga i gombrowiczowski pojedynek na miny to tylko niektóre z atrakcji dwudniowego festynu artystycznego. Władze gminy mająnadzieję, że impreza wpisze się na stałe w kalendarz miejscowych wydarzeń kulturalnych.

Lisów – Pierwsza wzmianka o osadzie Lissouo pochodzi z 1191 roku. Jak podaje Długosz w 2. poł. XV wieku wieś składała się z Lisowa, Lisowa-Komorników (później zwanego Lisówkiem) oraz Lisowa Piasecznego. Wymienione części osady różniły się przede wszystkim zamożnością ich mieszkańców. Później podział na część zamieszkałą przez gospodarzy i komorników uległ zatarciu. Pochodzenie nazwy miejscowości nie jest jednoznaczne. Ponieważ Lisów był prywatną wsią szlachecką wielokrotnie zmieniali się jego właściciele. W XIV wieku należała ona do Jana z Lisowa, potem do Mikołaja Woszczyńskiego herbu Awdaniec, wreszcie do Lisowskich, Prażmowskich, Sołtyków i Gordonów. Dzieje parafii w Lisowie sięgają XV w. Pierwszy modrzewiowy kościół ufundowali Lisowscy w 1414 roku, drugi – Piaseccy w 1644. W czasie reformacji, gdy przez 70 lat w Jedlińsku przebywali arianie, mieszkający w nim katolicy uczęszczali do lisowskiego kościoła. Obecną świątynię, zaprojektowaną przez Antoniego Wąsowicza, wzniesiono w 1881 roku. Ostatnim dziedzicem Lisowa był Gustaw Porawski, który nabył majątek w 1895roku,aw 1905 roku przeprowadził jego parcelację.

Piastów – wieś ta znana już była w poł. XV w. Wymienia ją Jan Długosz w Liber Beneficiorum jako dziedzictwo Mikołaja Szliza herbu Habdank. W XVII wieku właścicielami osady byli Adam Kochanowski, Krzysztof Siemieński, Stanisław Witowski. Następnie przez ponad 120 lat Piastów pozostawał w rękach Sołtyków, którzy wybudowali tu okazały dwór. Do dziś w podworskich zabudowaniach mieszka kilka rodzin. Ostatni z Sołtyków, Marceli, sprzedał majątek (1877r.) Wincentemu Grobickiemu, byłemu mecenasowi z Warszawy. Współczesny Piastów znany jest w Polsce i za granicą przede wszystkim za sprawą lotniska wybudowanego w latach międzywojennych jako zapasowe miejsce ćwiczeń dla szkoły lotniczej w Radomiu-Sadkowie. Pod koniec wojny zostało ono zniszczone przez wycofujących się hitlerowców poprzez zdetonowanie licznych ładunków zakopanych w ziemi. Obecnie lotnisko zajmuje obszar około 100 ha. Działa przy nim Aeroklub Radomski z czterema sekcjami: samolotową, szybowcową spadochronową oraz modelarską. W sierpniu odbywają się tu Mistrzostwa Europy w akrobacji szybowcowej. Naprzeciwko lotniska wybudowano strzelnicę. Oba te obiekty przyciągają z całego Mazowsza wielbicieli tych sportów.

Wielogóra– pierwsza wzmianka o Wielogórze pochodzi z roku 1508. Wieś miała być ojczystym siedliskiem Wielogórskich, a potem dziedzictwem Firlejów. W ciągu swoich dziejów wielokrotnie zmieniała właścicieli. Należała do Pękosławskich, Leżeńskich, Dziulów, Mikułowskich, Szelągowskich. Jak podaje jedno ze źródeł w 1880 roku ówczesny właściciel – Aleksander Oskierka – „rozkolonizował Wielogórę Gałicjanom”. W XIX wieku Wielogóra była wsią gminną z urzędem gminnym w Klwatach. Najbardziej znaną postacią tu urodzoną jest Karol Adwentowicz (1871- 1958), aktor i reżyser teatralny, dyrektor teatrów, m.in. Teatru Kameralnego w Warszawie zaliczany do grona wybitnych polskich aktorów tragicznych 1. połowy XX w., głównie z uwagi na stworzoną przez siebie kreację Hamleta w sztuce Williama Szekspira, w której występował przez 23 lata. Dziś Wielogóra to pręż-, nie rozwijająca się miejscowość o charakterze typowo podmiejskim. Na jej terenie ma swoją siedzibę Klub Sportowy Strażak Wielogóra, z sekcją piłki nożnej. Wierzchowiny- pierwsze wzmianki o tej wsi pochodzą z XVI wieku. Nazwę osady zapisywano pierwotnie jako Virzchoviny, Wyerzchovyny, potem Wierzkowiny. Jej nazwa („powierzchnia”, „górna część”, „wierzch”) odzwierciedlała zapewne warunki terenowe, bowiem Wierzchowiny usytuowane były na terenie podwyższonym, otwartym, skąd początek biorą drobne rzeczki i strumyki zasilające z jednej strony wody Radomki, z drugiej – Pilicy. Jan Łaski w księdze Liberum Beneflciorum podaje, że już na początku wieku XVI z folwarku Wierzchowiny wchodzącego w skład dóbr Goryń oddawano ze wsi dziesięcinę plebanowi w Goryniu. Pewne jest także, że w 1569 roku wieś była własnością Jerzego Chorzyńskiego. Dziś Wierzchowiny leżą w pobliżu linii kolejowej Warszawa – Kraków.

Wsola – Najstarsza wzmianka o osadzie pochodzi z księgi Liber Beneflciorum Dioecesis Cracoviensis Jana Długosza. Historyk widocznie niewiele posiadał o niej wiadomości, skoro nie umiał nazwać jej właściciela i nie wymienił łanów kmiecych ni miejsca odprowadzania dziesięciny. Stwierdził natomiast, że „Wszolya miała już wówczas (1440 r.) kościół parafialny drewniany, pod nazwaniem świętego Bartłomieja, pleban jej trzymał grunta i łąki na swą potrzebę, a do parafii należały: Pyastków, dziedzictwo Mikołaja Sliza h. Hab-dank i Chwarthy ( dziś Klwaty) Jana Firleja h. Le-wart”. Erekcja kościoła zaginęła, ale z zeznań niejakiego Promieńskiego (1544 r.) wynikało, że kościół stał nad rzeczką Szmuk, a w posiadaniu proboszcza pozostawały Kościół św. Bartłomieja we Wsoli place, łąki, młyn pod Piastowem, trzy sadzawki, siedem karczm, część lasu aż do samej rzeczki Czarny bród. Bardzo ciekawa jest etymologia nazwy miejscowości. Językoznawcy nie są zgodni co do jej pochodzenia. Podaje się dwie możliwości: albo utworzono ją od nazwy dzierżawczej – Wszel, Wszoł lub Wszołek, albo od wszel (człowiek zawszony), wszołek (wszarz, pogardliwe przezwisko nędzarza) lub wszofy (wszy. bydlęce). W XVI wieku najprawdopodobniej kościół we Wsoli zamieniono na zbór kalwiński lub ariański. Legenda, żywa jeszcze w XIX wieku wśród miejscowych, głosi, że „dawniejszy kościół wsolski, gdy go innowiercy zajęli, zapadł się wraz z dzwonnicą, i że tam, gdzie stał, teraz jeszcze słyszeć niektórzy mogą wychodzący spod ziemi jęk dzwonów i widać niekiedy dziecię płaczące”. Nowy kościół drewniany, modrzewiowy w kształcie łodzi wzniesiono w 1629 roku dzięki staraniom dziedzica Wsoli Krzysztofa Siemieńskiego, który procesował się z Adamem Kochanowskim, poprzednim właścicielem, o zabrane szaty i naczynia liturgiczne. Modrzewiowy kościółek służył mieszkańcom przez ponad dwa i pół wieku. W 1930 roku zakończono budowę murowanej świątyni. Stary kościółek rozebrano i przeniesiono do Bodzechowa koło Ostrowca Świętokrzyskiego na życzenie Anieli Kotkowskiej, babki Jerzego i Witolda Gombrowiczów. W obecnym kościele we Wsoli wiele jest obrazów, polichromii i rzeźb godnych obejrzenia.

Do dziś zachowały się dwa ornaty uszyte z XVIII-wiecznych tkanin i mszał z 1778 roku – dar Feliksa Sołtyka. Wsola miała tych samych dziedziców co Piastów: Slizów, Lassotów, Ożarowskich, Zielińskich, Karwickich, Siemieńskich, Witowskich, Sołtyków, Grobickich. Ostatnim właścicielem majątku był Jerzy Gombrowicz (starszy brat Witolda) ożeniony z Aleksandrą Pruszakówną, córką właściciela Wośnik. Młodzi zamieszkali w pałacu ciotki Oleni, który następnie od niej formalnie odkupili. Wiedli bujne życie towarzyskie. Młody Witold często przyjeżdżał tu na wakacje. Lubił to miejsce. Lubił piękny i wygodny pałac położony tuż przy głównym trakcie, liczne towarzystwo, które zjeżdżało się tu latem, tenis, ping-pong z przemiłą bratową, Olenią, jazdę na rowerze, brawurowe partie szachów z błyskotliwym i dowcipnym Jerzym. Po latach w wielu listach pisanych do brata wspomina wsolskie wakacje. 14 IV 1957 r. napisał: / ja wiele rzeczy wspominam ze Wsoli: tenis, ping-pongi z Olenią, Krystę (co porabia?), mam stamtąd rzeczywiście miłe wspomnienia (…), a 19 II 1967 wspominał: Ja czasem we śnie przebywam we Wsoli wraz z Olenią i Teresą. Biografowie Wielkiego Prześmiewcy twierdzą, że to tu powstały obszerne fragmenty Pamiętnika z okresu dojrzewania i Ferdydurke. Niedaleko Wsoli (w sąsiedniej gminie Jastrzębia) leżąBartodzieje. Mieszkała tam Krystyna Janowska, jedyna młodzieńcza miłość pisarza. Gombrowicz pamiętał ją jeszcze pod koniec życia, choć ona sama nie odwzajemniała jego uczuć. W liście do brata Jerzego z 23 I 1957 pisał: Najbardziej interesuje mnie Krysta, moja eks-miłość. (…)Napiszcie mi coś niecoś na te tematy-. Dziś w Bartodziejach można zobaczyć jeszcze ruiny okazałego przed wojną dworu Janowskich. Pod koniec lat trzydziestych majątek Jerzego Gombrowicza podupadł. To zapewne była jedna z przyczyn rzadkich już wówczas odwiedzin Witolda. Choć cała rodzina Gombrowiczów przeżyła wojnę, do Wsoli nigdy już nie wróciła. Po przeprowadzonej reformie rolnej pałac przeszedł w posiadanie państwa. Zmienne też były jego koleje losu: najpierw tuż po wojnie mieścił się tu posterunek MO, potem dom starców, wreszcie Dom Opieki Społecznej dla Dorosłych. W liście z 3 VII 1961 r. do brata Jerzego Witold napisał: Czasem Wsola mi się przypomina i moje z Olenią walkiping-pongowo-tenisowe (co się dzieje z tym domem teraz)? Nikt nie przypuszczał, a już na pewno nie Witold Gombrowicz, że w pałacu we Wsoli powstanie Jego Muzeum. Wszyscy turyści odwiedzający Muzeum mogą zatrzymać się w okazałym Hotelu Wsola, odpocząć nad uroczymi stawami czy iść na spacer do wsolskiego lasu.

Zawady (Stare) – pierwsza informacja o wsi pochodzi z połowy XV wieku, dziedzicem osady był wówczas Jan Zawadzki herbu Habdank. Pierwotnie wieś nosiła nazwę Zawada. Jan Długosz w księdze Liber Benęflciorum przy opisie dóbr kościelnych dodaje „odjęta gwałtownie przez arcybiskupa gnieźnieńskiego”. Być może ziemie te były kwestią sporną, pomiędzy arcybiskupstwami w Gnieźnie i Krakowie. Z kolei Jan Łaski podaje, iż na początku XVI wieku „pleban w Go-ryni pobierał z łanów folwarcznych dziesięcinę wartości 1 seksageny (60 groszy), od chłopów zaś kolędę po groszu z domu i denar św. Piotra”. Nierozstrzygnięta też została etymologia nazwy wsi. Zawada według językoznawców oznaczała coś, co zawadza, przeszkadza. Ponieważ mogła to być zarówno przeszkoda naturalna (np. jar, wąwóz, wzniesienie czy mokradło lub uroczysko leśne), jak i sztuczna przeszkoda (zapora wykonana ręką człowieka), trudno dziś stwierdzić, czy znaczenie nazwy miało charakter topograficzny czy kulturowy. W XIX wieku poza wsią zaczęli się osiedlać koloniści (napływowa ludność), stąd dziś rozróżnia się Stare i Nowe Zawady.

Nowe Miasto nad Pilicą

Położone wśród przepięknych lasów, na wysokiej skarpie lewego brzegu Pilicy, liczące prawie 5 tysięcy mieszkańców Nowe Miasto jest wymarzonym wprost miejscem do wypoczynku. Każdy znajdzie tu bowiem coś dla siebie. Choć najstarsze ślady osadnictwa na tych terenach pochodzą sprzed wiek| tysięcy lat, to jak wynika z zachowanego do naszych czasów dokumentu Aktu Fundacyj¬nego; prawa miejskie uzyskało Nowe Miasto 27 grudnia 1400 r. Nadał mu je książę mazowiecki Ziemowit IV, wynagradzali w ten sposób zasługi cześnika rawskiego Prandoty. Z tego też okresu pochodzi herb miasta przedstawiający basztę i dwa miecze na czerwonym polu.

Wraz z aktem lokacyjnym Nowe Miasto uzyskało przywilej sprowadzani® wydobywanej w Wieliczce soli i sprzedawania Jej na terenie dawnego województwa rawskiego , W XVI wieku nastąpił szczególny rozkwit miasta, które zasłynęło dzięki licznym warsztatom tkackim, dobremu rzemiosłu, handlowi i rolnictwu.

Na coroczne jarmarki św, Marcina Ściągali kupcy z całej Polski. Dużym powodzeniem cieszyły się tez, odbywające się w każdą środę, lokalne targi, na które zjeżdżali mieszkańcy z regionu nadpilickiego. Swego rodzaju atrakcję turystyczną gminy stanowi tzw. Górka Zgody, na której, po okresie wyniszczających wojen szwedzkich i rokoszu księcia Jerzego Lubomirskiego, 31czerwca 1666 roku, doszło do podpisania ugody z królem Janem Kazimierzem.

Na szczycie wzgórza w latach dwudziestych naszego stulecia, na miejscu stojącej tu uprzednio, a zniszczonej w 1915 roku drewnianej kaplicy, wzniesiono murowany kościół pod wezwaniem, św. Rocha. Pod koniec XIX wieku Nowe Miasto stało się uznanym w kraju i Europie kurortem uzdrowiskowym, Leczyli się tu między Innymi tak wybitni Polacy, jak Bolesław Prus, Eliza Orzeszkowa, Henryk Sienkiewicz, Maria Konopnicka, Narcyza Żmichowska, Maria Rodziewiczówna, a koncertował sam Ignacy Paderewski Bogaci przemysłowcy, kupcy, literaci, nauczyciele i księża ściągali tu tłumnie nie tylko z Warszawy ale także z Petersburga, Londynu, Madrytu i Paryża, Do Nowego Miasta przywożono Ich specjalnymi karetami odjeżdżającymi ze Skierniewic, Warszawy i Opoczna. Rozrywki dostarczały koncerty muzyki poważnej, występy zespołów teatralnych, bale.

Magnesem przyciągającym tu tak znane osobistości był przede wszystkim, utworzony w 1873 roku, przez doktora Jana Bielińskiego, Zakład Przyrodoleczniczy jego usytuowaniu przesadził o nie tylko położenie miasta, ale przede wszystkim istnienie źródeł wody leczniczej.

Wśród kuracjuszy przeważali gruźlicy oraz osoby otyłe lub nerwowo chore, którym tutejsza woda niosła swego rodzaju ukojenie.

W okresie swej świetności zakład składał się z 26 budynków, nie licząc pomieszczeń zabiegowych i kwater pensjonariuszy. Nowomiejski kurort zniszczyła I wojna światowa. W czasie II wojny światowej na terenie Nowego Miasta Istniało getto w którym przetrzymywano około 2 tysięcy Żydów, Okolice były terenem działania różnych ugrupowań partyzanckich. Po wyzwoleniu miasta 1 stycznia 1945 roku następuje Jego systematyczny rozwój.

Powstanie Nowego Miasta wiąże się z masowym ruchem kupców przez wieś Pobiedno. Przed tysiącem lat w jej pobliżu bowiem krzyżowały się dwa główne szlaki handlowe: jeden biegnący z Torunia do Lwowa, drugi – wiodący od morza na południe. Kupieckie karawany chętnie przystawały na wysokim, lesistym brzegu rzeki, by przygotować się do przeprawy, a potem nabrać sił przed dalszą podróżą, naprawić wozy i uzupełnić zapasy żywności. Z czasem, widząc że w okolicy można zrobić Interes, zaczęli się osiedlać kupcy i drobni rzemieślnicy. Tak powstało Nowe Miasto.

Urna Rzymska, Urna Grecka

Najstarsze ślady osadnictwa na tych terenach pochodzą sprzed wielu tysięcy lat przed naszq erą. Potwierdzeniem tego faktu są wykopaliska archeologiczne. Część eksponatów znajduje się zresztą w tutejszym Muzeum Regionalnym. Zbiory liczące około 500 eksonatów, ułożone są w pięciu działach tematycznych: archeologicznym, etnograficznym, historycznym, numizmatycznym i pamięci narodowej.

nowe_miasto_nad_pilica_001

Aż do czasów powstania listopadowego Nowe Miasto było miastem prywatnym, Początkowo jego właścicielami było rodzina Nowomiejkich, później koiejno zawiadywali nim Jan Zebrzydowski, Aleksander Sapieha i jego _ zięć Franciszek Gronowski, Kazimierz Gronowski, Ignacy Świdziński i Jan Małachowski.

Uwagę podróżnych przybywających do Nowego Miasta od strony Kielc i Radomia przyciąga, wzniesiony w 1756 roku, późnobarokowy pałac wystawiony przez rodzinę Małachowskich. Spośród wspaniałych drzew, rosnących obficie na całej skarpie Pilicy, wyłania się jego mansardowy dach, czterokolumnowy portyk i balkon z klasycystyczną balustradą.

Stosunkowo czyste wody Pilicy są doskonałym kąpieliskiem i miejscem połowu ryb. Malownicze, piaszczyste wydmy dodają okolicy swoistego uroku, a pobliskie łąki i lasy oraz malownicze sady zachęcają do pieszych wycieczek za miasto.

Wraz z biegiem Pilicy ciągnie się szlak kajakowy z Tomaszowa Mazowieckiego przez Spałę, Inowłódz, Nowe Miasto, Białobrzegi i Warkę aż do Wisty, skąd trasa wiedzie już wprost do Warszawy.

nowe_miasto_nad_pilica_002

Odwiedzając Nowe Miasto nie sposób też pominąć wspaniałego, barokowego klasztoru ojców kapucynów, wzniesionego w latach 1765-86 i mieszczącego się tam muzeum Błogosławionego Ojca Honorata Koźmińskiego, którego pomnik stoi na centralnym placu miasta, tuż przed klasztorem. Warte obejrzenia sq też bogate zbiory klasztornej biblioteki, spośród których na szczególną uwagę zasługują cenne obrazy, miedzioryty i starodruki z XVII i XVIII wieku. Przez Nowe Miasto prowadzi trasa dorocznej warszawskiej pielgrzymki no Josnq Górę.

Do cennych zabytków zalicza się też kościół drewniany z 1795 roku w Łęgonicach oraz tutejszy kościół parafialny, pochodzqcy z 1856 roku. We wnętrzu świqtyni znajduje się wiele wspaniałych obrazów, a także piętnastowieczna Tronowa Reta Gostomska z lipowego drewna. Tuż obok kościoła wznosi się drewniana dzwonnica konstrukcji słupowej, wzniesiona w XIX wieku.

nowe_miasto_nad_pilica_004

nowe_miasto_nad_pilica_005