transport

Przewodnik po powiecie Grójeckim w opracowaniu z 1965r.

Rys geogra­ficzny

Obszar i granice. Powiat grójecki leży w południowej części woj. warszaw­skiego i zajmuje powierzchnię 1226 km2. Najbardziej na północ wysunięty kraniec powiatu jest oddalony o niecałe 15 km od granic Warszawy. Powiat grójecki od północy graniczy z powiatem piase­czyńskim, od północnego zachodu z powiatem grodzisko-​​mazowieckim, od zachodu z powiatami skier­nie­wickim i rawsko — mazowieckim woj. łódzkiego, od południa z powiatami biało­brzeskim i kozie­nickim woj. kieleckiego, przy czym granica biegnie tu częściowo wzdłuż Pilicy. Od wschodu powiat grójecki sąsiaduje z powiatem garwo­lińskim i otwockim, oddzielony od nich Wisłą.

Ukształ­towanie powierzchni

Powiat grójecki leży na terenie Wysoczyzny Rawskiej, zwanej też Południowo-​​Mazowiecką, oraz częściowo na terenie Kotliny Warszawskiej. Te podregiony geogra­ficzne stanowią część składową Niziny Mazowieckiej, która jest wschodnim fragmentem Krainy Wielkich Dolin.

Ukształ­towanie tego najroz­le­glejszego pasa krajo­bra­zowego Polski jest przede wszystkim dziełem lą-​​dolodu i jego wód rozto­powych. W czasie epoki lodowej olbrzymie masy lodu nagro­ma­dzonego w rejonie Skandynawii spływały kilka­krotnie na Polskę. Lodowiec sunąc po powierzchni ziemi ciągnął za sobą różnorodny materiał. Po stopnieniu lodu materiał ten pozostał na naszym terenie w postaci glin, piasków, żwirów i głazów narzu­towych (np. głaz koło wsi Dań-​​ków). Osady te, zwane moreną denną, wypełniły wszelkie nierówności obszaru, po którym pełzł lodowiec, i dały w rezultacie krajobraz równinny lub lekko falisty. Ożywienia krajobrazu dokonały tzw. moreny czołowe, utworzone z materiału, który zebrał się w czasie postoju lodowca na jego czole. Osady tego rodzaju ukształ­towały się w postaci odosob­nionych wzniesień lub całych pasm ciągnących się zwykle równo­leż­nikowo. Innego rodzaju fragmentem krajobrazu są piaszczysto-​​ż wirowe ozy, tj. wzgórza najczęściej prostopadle usytuowane do moren czołowych. Powstały one w wyniku akumu­la­cyjnej działalności wielkich potoków podlo­dow­cowych. Pod tymi podlo­dow­cowymi osadami zalegają starsze utwory trzecio­rzędowe — plioceńskie iły i piaski.

Charak­te­ry­styczne piętno Krainie Wielkich Dolin nadają tzw. pradoliny, tj. szerokie doliny utworzone przez wody roztopowe lodowca, które odpływały na zachód w kierunku Morza Północnego (obszary na północ znajdowały się jeszcze pod lodem). Dopiero gdy zapora lodowa znikła, wody roztopowe przedarły się do Bałtyku, pozosta­wiając po sobie rozległe, miejscami szerokie na kilka­naście kilometrów doliny wyrównane, niejed­no­krotnie zabagnione. W prado­linach tych płyną obecnie stosunkowo niewielkie rzeki, często w odmiennym niż w epoce lodowej kierunku, przerzucając się od jednego do drugiego brzegu szerokiego koryta. Taką pradoliną płynie właśnie Pilica na odcinku od Tomaszowa Mazowieckiego aż do ujścia. Południkowe odcinki dolin rzecznych, a czasami także niektóre równo­leż­nikowe, pochodzą z okresu późniejszego, polodow­cowego. Powstały one w wyniku wcinania się potoków i rzeczek w osady pozostawione przez lodowiec. Doliny takie są więc przeważnie wąskie i silnie wcięte, np. doliny rzeczek Mogielanki, Jeziorki i Tarczynki.

Wszystkie te elementy krajobrazu polodow­cowego znajdziemy na terenie powiatu grójeckiego. Wysoczyzną Rawska jest właśnie wysoczyzną moreny dennej ze znacznie znisz­czonymi już pagórkami moreny czołowej wystę­pu­jącymi m. in. w okolicach Warki (3 km na zachód od miasta, na blisko dziesięciokilo-​​metrowym odcinku pomiędzy wioską Wichradz a Wolą Łychowską), w rejonie wsi Petrykozy (ok. 15 km na pn. zach. od Grójca).

Widocznie wykształcone ozy znajdujemy na południe od Grójca na przestrzeni blisko 7 km aż po Lewiczyn, na południowy wschód od Grójca (ok. 5 km) w rejonie wsi Częstoniew i Olszany. Ozy często są miejscami eksplo­atacji żwiru. Obok wzgórz moren czołowych i ozów dużą rolę w krajo­brazie odgrywają wynie­sienia zawdzię­czające swe istnienie garbom starszego podłoża. Na jednym z nich leży tzw. Wyżyna Mszczo­nowska, która na północny zachód od Osuchowa osiąga 210 m npm. Granicę Wysoczyzny Rawskiej na terenie powiatu grójeckiego wytycza linia łącząca Tarczyn, Lesznowolę, Falęcin, Nową Wieś z Niemoje wicami (dzielnica Warki). Granicą tą jest krawędź opadająca na wschód ku lekko sfalo­wanemu obszarowi stano­wiącemu jakby przej­ściową terasę ku właściwej Kotlinie Warszawskiej. Środek Kotliny Warszawskiej przecina terasa zalewowa Wisły wraz z samą rzeką. Bardzo malow­niczym elementem krajobrazu jest skarpa wiślana, miejscami opadająca urwiskiem ku Wiśle, np. w rejonie wsi Potycz, oraz skarpa Pilicy koło Starej Warki.

Sieć wodna. Powiat grójecki leży w dorzeczu Wisły. Wszystkie rzeczki przeci­nające teren powiatu biorą swój początek w wyższej, zachodniej jego części (obszar Wysoczyzny Rawskiej). Lubanka i Mogielan-​​ka wpadają do Pilicy, która z kolei dwoma ujściami (pod Mniszewem i Potyczą) uchodzi do Wisły. Natomiast Jeziorka (zwana w dolnym biegu Jeziorną, a dalej Wilanówką) z dopływami prawym Kraski i lewym Tarczynki oraz rzeczka Czarna wpadają do Wisły, pierwsza z nich w rejonie Warszawy, a druga bardziej na południe, pod Czerskiem. Rzeczka Czarna na znacznym odcinku swego biegu jest uregu­lowana. Szcze­gólnie piękne krajo­brazowo są doliny Mogielanki, Jeziorki i Tarczynki. Rzeczki te płyną w silnie wciętych dolinach niejed­no­krotnie nawad­niając ciągi malow­niczych rybnych stawów i poruszając młyny wodne. Stoki dolin porośnięte są miejscami ładnymi lasami z bogatym runem.

Szata roślinna i świat zwierzęcy. Procent zalesienia powiatu grójeckiego należy do najniższych w województwie. , Lasy zajmują ok. 14 000 ha, tj. tylko 11′% ogólnej powierzchni powiatu (średni stan zalesienia w województwie wynosi ponad 18′%). Drobne obszary leśne rozrzucone są po terenie całego powiatu. Do większych fragmentów zaliczyć trzeba kompleks przeważnie sosnowych lasów rozcią­ga­jących się na południe od Nowej Wsi i Rytomo­czydeł, sosnowych i mieszanych lasów w dolinie górnej i środkowej Jeziorki, lasów mieszanych pomiędzy Łęczeszycami a Lewiczynem oraz sosnowych i mieszanych lasów między Watra­szewem a Dębnowolą. Prócz sosny i gdzie­niegdzie świerków występują również dęby, brzozy, graby i lipy drobno­listne, a na terenach podmokłych — głównie olszyna.

Specjalną uwagę należy zwrócić na jedyne w południowej części Mazowsza, a największe na terenie województwa naturalne skupienie modrzewia polskiego koło Małej Wsi (rezerwat „Modrzewina”). Inny fragment pierwotnej przyrody znajdziemy na południowo-​​zachodnim krańcu powiatu koło wsi Tomczyce, gdzie wysoki brzeg Pilicy poprze­cinany malow­niczymi wąwozami porasta piękny bór sosnowy z domieszką drzew liściastych (rezerwat „Tomczyce”).

Wiele starych drzew, uznanych częściowo jako pomniki przyrody, znajduje się w dawnych parkach przy dworskich, np. w Budzi­szynie (dęby), Osuchowie (dęby, lipy i wiązy), w Warpęsach (jesiony), Michrowie (jesion) i Świdnie . Na szczególną uwagę zasługuje uznany za rezerwat przyrody piękny, urozmaicony drzewostan parku w Winiarach. Pojedyncze okazy starych drzew znaleźć można także na cmentarzach kościelnych (np. w Micha­ło­wicach, Rembertowie), a aleja starych lip prowadzi z Małej Wsi do rezerwatu „Modrzewina”.

W dolinach rzek ciągną się połacie łąk, wyjątkowo pięknych w okresie ich kwitnienia (trzecia dekada maja, pierwsza czerwca), przed pierwszymi siano­kosami. Największe skupiska łąk znajdują się w dolinie Pilicy i w środkowym biegu Jeziorki.

Świat zwierzęcy omawianego obszaru pozbawiony jest obecnie rzadkich okazów. Przed­sta­wi­cielami zwierzyny dzikiej są: dziki, sarny i borsuki, lisy, zające i wiewiórki. Z ptaków gnieżdżą się tu m. in. skowronki, sikorki, dzięcioły, wrony, sroki, kuropatwy, drozdy, kukułki, bociany i jaskółki. W stawach rybnych hoduje się różne, powszechnie znane gatunki ryb. W rzekach, stosunkowo mało zasobnych w ryby, najczęściej spotkać można okonie, płocie, gdzie­niegdzie szczupaki..

Klimat. Powiat grójecki znajduje się w sferze oddzia­ływania klimatu Krainy Wielkich Dolin (klimat morsko-​​kontynentalny) ze wszystkimi cechami zmienności pogody. Między poszcze­gólnymi częściami powiatu nie ma większych różnic klima­tycznych. Średnia tempe­ratura roczna wynosi 7,6° C. Średnia tempe­ratura lipca 18,9° C. Najzim­niejszym miesiącem jest styczeń o tempe­raturze —3,6° C. Na terenach sfalo­wanych wystawy północne i północno-​​wschodnie są zimniejsze od wystaw południowych i południowo – zachodnich.

Pierwsze przymrozki jesienne przypadają przeważnie na drugą dekadę października, natomiast ostatnie przymrozki wiosenne na trzecią dekadę kwietnia. Liczba dni pochmurnych w roku waha się w granicach od 140 do 150. Największe zachmu­rzenie występuje przeważnie w grudniu, a najmniejsze we wrześniu.

Średnia roczna suma opadów wynosi dla Grójca ok. 500 mm. Teren powiatu należy zaliczyć do najsuchszych obszarów Polski. Właściwą wegetację upraw zapewnia jednak korzystny rozkład opadów w ciągu roku. Okres wegetacyjny trwa tu około 180 dni. Ilość dni z pokrywą śnieżną waha się między 50 — 60.

Zarys dziejów

Najstarsze ślady zamiesz­kiwania przez człowieka terenów dzisiejszego powiatu grójeckiego odkryto we wsi Ginetówka, gdzie znaleziono m. in. paciorki z masy szklistej i bransolety brązowe pochodzące z wczesnej epoki żelaza (ok. VII — V w.p.n.e.). Z tego samego mniej więcej czasu pochodzi cmenta­rzysko z tzw. okresu kultury łużyckiej we wsi Zawady. W Winiarach odkryto cmenta­rzysko grobów kloszowych z IV — II w.p.n.e. (w końcowym okresie istnienia kultury łużyckiej prochy zmarłego chowano w popielnicy przykrywanej z wierzchu dużym naczyniem w kształcie klosza). W Pólku znaleziono cmenta­rzysko ciałopalne z II — I w.p.n.e., a w Otalążce osadę z III — IV w.n.e.

Z wczesnego średnio­wiecza zachowały się nieliczne pozostałości grodów w postaci wałów i stożko­watych wzniesień. Wymienić tu należy grodzisko w Starej Warce, ślady grodzisk w Woli Worowskiej i Lewiczynie.

W zaraniu dziejów Mazowsza do najgęściej zalud­nionych ziem należały m. in. okolice Czerska i Grójca, skąd w XII i XIII w. rozszerzał się ruch osadniczy na dalsze tereny. Ziemie te wchodziły w skład państwa Mieszka I i jego następców. W 1138 r., po śmierci Bolesława Krzywo­ustego, Mazowsze wraz z Kujawami przypadło Bolesławowi Kędzie­rzawemu. Później przeszło w ręce Kazimierza Sprawie­dliwego, a następnie jego młodszego syna Konrada (w 1207 r.), który uważany jest za założyciela linii Piastów Mazowieckich, trwającej ponad 300 lat. W tym okresie najważ­niejszym osiedlem w tej części Mazowsza był Grójec. Przez ten obszar przebiegały wówczas ważne między­na­rodowe szlaki handlowe. Jeden z nich prowadził z Torunia do Włodzi­mierza na Rusi wzdłuż Wisły przez Płock, Zakroczym, Czersk. Odgałę­zienie tego szlaku łączącego Pomorze z Rusią biegło z Torunia przez Gostynin, Rawę Maz., Nowe Miasto n. Pilicą, Radom. Inne trakty o znaczeniu wewnętrznym prowadziły z Radomia przez Grójec do Warszawy, z Grójca przez Czersk do Garwolina. W połowie XIII w. Grójec traci swą pierw­szo­planową rolę polityczną i kościelną na rzecz Czerska. Konrad I Mazowiecki tworzy wówczas nowe jednostki admini­stracyjne, jedną z nich, tzw. księstwo, z siedzibą w Czersku. W czasie obrony zamku czerskiego przed najazdem Litwinów zginął syn Konrada I — książę Ziemowit.

Liczni potomkowie Ziemowita I zaczęli dzielić Mazowsze na dzielnice książęce. To rozdrob­nienie feudalne uczyniło z Mazowsza twór niejed­nolity, ulegający ciągłym przemianom. Pomimo to Piastowie Mazowieccy potrafili utrzymać w swym ręku silną władzę, prowadzić samodzielną politykę i dopiero w 1351 roku uznali się lennikami króla Kazimierza Wielkiego.

W XIV i XV w., w okresie niewiele większym od stu lat, wszystkie większe skupiska ludności na Mazowszu południowym uzyskały prawa miejskie (Mogielnica w 1317 r., Warka, Czersk, Tarczyn, Goszczyn, Przybyszew, Nowe Miasto n. Pilicą oraz Grójec w 1419 r.).

W 1526 r. po śmierci dwóch ostatnich książąt mazowieckich, Stanisława i Janusza III —- król Zygmunt Stary przyłączył pozostałe ziemie mazowieckie do Korony. Mazowsze podzielone zostało wówczas na trzy województwa: rawskie, płockie i mazowieckie. Większość terenów objętych zasięgiem niniejszego przewodnika znalazła się wówczas w obrębie ziemi czerskiej województwa mazowieckiego. Tarczyn i jego okolice weszły w skład ziemi warszawskiej tego województwa, a Mogielnica i Nowe Miasto n. Pilicą w skład województwa i ziemi rawskiej. Ziemia czerska w tym czasie dzieliła się z kolei na trzy powiaty: czerski, grójecki i warecki. Gęstość zalud­nienia na Mazowszu w XVI w. szacuje się na ok. 20 miesz­kańców na km2.

Po unii lubelskiej (1569 r.) ziemie mazowieckie znalazły się niejako w środku państwa, stając się pośred­nikiem w wymianie handlowej. Tę rolę Mazowsza umocniło przenie­sienie w 1596 r. stolicy kraju do Warszawy. Od tego momentu Mazowsze stało się także centrum życia politycznego państwa. Miasta mazowieckie przeżywają w tym czasie złoty okres rozkwitu. Na wsi szybko rozwija się gospodarka folwarczna.

Po blisko trzystu latach pokoju i dobrobytu mieszkańcy Warki i okolicy przeżyli w 1607 r. przedsmak wojny, kiedy to wojska rokoszu Mikołaja Zebrzy­dow­skiego dokonały rabunków i licznych samowoli. Najazd szwedzki w połowie XVII w. dopro­wadził miasta i gospodarkę wiejską Mazowsza do zupełnej ruiny. Wiele miast nigdy już nie wróciło do dawnej świetności. Dla przykładu warto podać, że w Grójcu w 1660 r. pozostało zaledwie 16 domów, w Czersku — 22 domy, Goszczynie — 42 domy, w Warce — 72 domy. W 2 połowie XVII w. liczba miesz­kańców Mazowsza znacznie się zmniejszyła: gęstość zalud­nienia nie przekraczała wówczas 10 osób na km2. Nowych zniszczeń doznała ziemia mazowiecka w początku XVIII w., kiedy to Szwedzi jako stronnicy Stanisława Leszczyń­skiego wkroczyli do Polski.

Stałe pogłę­bianie się ucisku pańsz­czyź­nianego było przyczyną zbiegostwa chłopów.

Po ostatnim rozbiorze Polski w 1795 r. Mazowsze południowe znalazło się w zaborze pruskim. Po zwycięstwie Napoleona utworzono w wyniku traktatu w Tylży w 1807 r. Księstwo Warszawskie. Ziemie omawiane w przewodniku weszły wtedy w skład depar­tamentu warszaw­skiego. Po Kongresie Wiedeńskim (1815 r.) Mazowsze znalazło się pod panowaniem carskim w granicach Królestwa Kongresowego.

Dwa powstania narodowe odbiły się szerokim echem na Mazowszu. Z Warki pochodził Piotr Wysocki, bohater nocy listo­padowej 1830 r. Tam też stacjo­nowała Bateria Rakietników, która wzięła czynny udział w powstaniu bijąc się pod dowództwem gen. Józefa Bema. W czasie powstania stycz­niowego 1863 r. staczają tu z kozakami potyczki liczne oddziały powstańcze. Do najkrwawszych należą potyczki pod Nową Wsią i Raciborami (k. Prażmowa). Jeden z oddziałów powstańczych dowodzony był przez wiernego polskiej sprawie carskiego podpuł­kownika Władysława Kononowicza, rozstrze­lanego później wraz z towarzyszami na błoniach nadpi­lickich w Warce.

Druga połowa XIX w. była okresem inten­sywnego rozwoju przemysłu w Polsce. Niestety brak linii kolejowych i dosta­tecznej sieci dróg kołowych nie sprzyjał budowie większych zakładów w Grójcu, Warce czy Górze Kalwarii. Poważne znaczenie dla tego regionu miało dopiero urucho­mienie etapami w latach 1914 — 20 linii kolejki wąsko­torowej z Warszawy przez Piaseczno, Grójec do Nowego Miasta n. Pilicą wraz z odgałę­zieniem do Góry Kalwarii, a w 1934 r. linii kolejowej z Warszawy przez Warkę do Radomia.

Po odzyskaniu niepod­le­głości w 1918 r. tereny omawiane (wraz z Nowym Miastem , n. Pilicą) weszły w skład woj. warszaw­skiego. Pod rządami burżuazji województwo było regionem zanie­dbanym, rozwi­jającym się na ogół słabo i nierów­no­miernie. W miastach i na wsi panowało bezrobocie. Nie zmniejszała się, zwłaszcza na wsi, liczba analfabetów. W 1921 r. w Grójcu i okolicach miały miejsce strajki robotników rolnych, domaga­jących się ludzkiego traktowania i godziwych płac. Potężna fala strajków i demon­stracji robot­niczych i chłopskich, organi­zo­wanych przez KPP i lewicowych ludowców, przeszła przez ziemię mazowiecką w latach trzydziestych. Ruchy te odbiły się szerokim echem także wśród społe­czeństwa powiatu grójeckiego.

Tradycje wspólnej walki komunistów i ludowców przeciwko rządom sanacji legły później u podstaw frontu antyhi­tle­row­skiego, gdy po klęsce wrześniowej znaczna część województwa warszaw­skiego znalazła się w tzw. Generalnym Gubernatorstwie.

Już w 1940 r. rozpoczęły działalność grupy byłych członków i sympatyków KPP, in. in. w Mogielnicy, Otaląży i Tarczynie. Grupy lewicowych ludowców utrzy­mywały łączność z powstałą w Warszawie organizacją „Młot i Sierp”. Wiosną 1942 r. na konspi­ra­cyjnym zebraniu w Wilczogórze k. Grójca wybrany został Komitet Powiatowy PPR. Przystąpiono jedno­cześnie do tworzenia grup dywer­syjnych Gwardii Ludowej, które w latach 1942 — 43 przepro­wadziły ‚wiele udanych akcji przeciwko okupantowi, m. in. niszcząc obiekty admini­stracji niemieckiej, np, urzędy gminne w Belsku Dużym, Jasieńcu, posterunki granatowej policji w Drwalewie i Goszczynie. Gwardziści niszczyli także obiekty gospo­darcze, np. mleczarnię w Belsku Dużym, młyn w Grójcu, palili sterty kontyn­gen­towego zboża. Znane są śmiałe akcje dywersyjne na transporty niemieckie na linii kolejowej Warszawa — Warka, np. pod Czachówkiem, Chynowem, a zwłaszcza pod Michal­czewem, gdzie w nocy z 25 na 26. X. 1943 r. wykolejono pociąg wojskowy, wstrzymując na długi okres komunikację. 30. IX. 1943 r. pod Chynowem miała miejsce duża bitwa z przewa­ża­jącymi siłami hitle­rowskimi. Wiele akcji przepro­wadzały na Mazowszu również oddziały Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. W 1959 r. w XV rocznicę PRL wystawiono na skraju Chynowa pomnik z urną, w której spoczęła ziemia z miejsc uświę­conych krwią party­zantów walczących na grójec­czyźnie. Okupant stosował wobec cywilnej ludności polskiej akcje deportacji (np. z terenu Warki), dokonywał bestialskich mordów, szcze­gólnie ludności żydowskiej. 9 września 1942 r. hitlerowcy powiesili w Grójcu i Goszczynie 10 członków PPR. W połowie 1944 r. powstały w powiecie pierwsze konspi­racyjne rady narodowe.

W lipcu i sierpniu 1944 r. Armia Radziecka i odrodzone Wojsko Polskie wyzwoliły wschodnie powiaty województwa warszaw­skiego. W południowej części województwa linia frontu zatrzymała się na Wiśle. Od 31. VII. 1944 r. toczyły się na tzw. przyczółku wareckim bardzo ciężkie walki, w których wzięło udział po raz pierwszy ludowe lotnictwo polskie. Ostateczne wyzwolenie przyszło w połowie stycznia 1945 r. Po wyzwoleniu niezwłocznie przystąpiono do organizacji władzy ludowej, przepro­wadzono reformę rolną, parcelując 180 majątków obszar­niczych, a w 1946 r. zakończono nacjo­na­lizację przemysłu. Jedno­cześnie rozpoczęto odbudowę miast i wsi, szcze­gólnie mocno znisz­czonych w rejonie Warki. Wymienić tu należy odbudowę wsi Piaseczno, opartą na nowoczesnych założeniach, dokonaną przez ówczesne Ministerstwo Odbudowy. Pomimo wielkich strat i zniszczeń w stosunkowo szybkim czasie władza ludowa potrafiła zapewnić warunki gospo­darczego i kultu­ralnego rozwoju.

Zabytki

Pierwsze miasto na południowym Mazowszu, Mogielnica, powstało w 1317 r. Warka, Czersk, Tarczyn, Goszczyn i Przybyszew uzyskały prawa miejskie w następnych latach XIV w. Był to okres rozwijania się stylu gotyckiego. Z tego okresu nie przetrwały jednak dobrze zachowane obiekty zabytkowe, nie licząc fragmentów gotyckich ścian w kościele w Grójcu i Tarczynie czy ruin zamku w Czersku. Z zabytków ruchomych zachowały się gotycka Pieta z 1 połowy XV w. (w tzw. kaplicy Piłata w Górze Kalwarii) oraz piękny późno­gotycki krucyfiks z początku XVI w. w kościele w Grójcu. Z XVI i początku XVII w. dotrwało kilka drewnianych zabyt­kowych kościółków w Chynowie, Wilkowie i Lewiczynie.

W XVII w. (zwłaszcza po okresie wojen szwedzkich), a szcze­gólnie w 1 połowie XVIII w. wzmaga się ruch budowlany. Barokowa archi­tektura tego okresu pozostawiła po sobie szereg obiektów budow­nictwa sakralnego, w mniejszym stopniu świeckiego. Do najcen­niejszych kościołów barokowych zaliczyć należy kościoły w– Jasieńcu, Drwalewie, Micha­ło­wicach, Nowym Mieście nad Pilicą oraz kościoły w Górze Kalwarii. Duże zespoły plastyki barokowej: rzeźby ołtarzowe, obrazy zachowały się w Chynowie, Jasieńcu, Micha­ło­wicach i Górze Kalwarii. Ludowe kapliczki przydrożne o wyraźnych cechach baroku wystawiane były także i w XIX w. Można do nich zaliczyć charak­te­ry­styczne dla okolic Warki kapliczki w postaci Walca, np. w Laskach, Wichradzu, Piasecznie i w Warce. Barokowe obiekty świeckie przeważnie uległy z biegiem lat znisz­czeniu, a na ich miejscu powstały budowle późniejsze. Jedyny dom barokowy zachował się w Górze Kalwarii, a w Nowym Mieście nad Pilicą spotykamy późno­ba­rokowy pałac.

W 2 połowie XVIII w. zapanował na terenie Mazowsza neokla­sycyzm, który trwał prawie do połowy XIX w. Styl ten bardzo rozpo­wszechnił się dzięki królowi Stani­sławowi Augustowi Ponia­tow­skiemu i jego budow­niczym. Przykładem wczesnego stylu klasy­cy­stycznego jest pałac w Rykałach. Najpięk­niejszym założeniem architektoniczno-​​parko-​​wym z tego okresu jest rezydencja książąt Lubomirskich w Małej Wsi. Punktem centralnym założenia jest pałac z czterema pawilonami bocznymi na rzucie wydłużonej podkowy. Pałac otacza francuski park geome­tryczny i angielski krajo­brazowy. We wnętrzu pałacu zachowały się oryginalne dekoracje malarskie i rzeźbiarskie. Z innych podobnych założeń klasycy stycznych, znacznie już skrom­niejszych, wymienić należy przede wszystkim Budziszyn, Drwalew i Błędów. Dwory klasy­cy­styczne spotykamy m. in. w Nowej Wsi, Petry­kozach, Osuchowie i Rytomo­czydłach. Wiele pałaców i dworów otaczają stare parki, a najpięk­niejszy z nich zachował się w Osuchowie. W miastach spotykamy klasy­cy­styczne ratusze (w Warce, Grójcu, Mogielnicy i Górze Kalwarii) oraz inne budynki komunalne, np, w Grójcu budynek poczty i jatki, a w Górze Kalwarii hale targowe. Z 2 połowy XVIII w. pochodzą dwa drewniane domy mieszkalne z podcieniami w rynku w Mogielnicy.

Z klasy­cy­stycznych obiektów sakralnych na Mazowszu południowym spotykamy jedynie kapliczkę w Nowej Wsi i częściowo przebu­dowany kościół w Belsku Dużym. We wnętrzu tej świątyni zachowało się klasy­cy­styczne wyposażenie i polichromia.

We wsiach dotrwało do naszych czasów sporo drewnianych chat z XIX w., budowanych na zrąb ze słomianym dachem, przede wszystkim nad Pilicą w Borowin, Osuchowie, Dębnowoli i Dziarnowie.

Poza omawianym neokla­sy­cyzmem zasługują również na uwagę tzw. style histo­ryczne, a wśród nich szcze­gólnie neogotyk. Przykładem tego stylu mogą być kościoły w Goszczynie, Worowie.i Mogielnicy.

opracował Janusz Żmudziński, Warszawa 1965

Przewodnik po Warszawie — Judaica

Aleje Jerozo­limskie

W 1768 r. zezwolono Żydom na swobodne zamiesz­kiwanie na Mazowszu, z wyłączeniem Warszawy. Wówczas za zachodnimi rogatkami miasta, w okolicach obecnego placu Zawiszy, Józef Potocki i August Sułkowski w 1774 r. na swoich gruntach założyli osady dla Żydów: Nowy Potok i Nowa Jerozolima. Władze Warszawy, uznając je za konku­rencyjne w prowa­dzeniu handlu, już po roku dopro­wadziły do ich likwidacji, ale droga prowadząca do Wisły i jej nazwa pozostały do dnia dzisiejszego.

Czytaj dalej

Szlaki kajakowe Ziemi Giżyckiej

Szlak rzeki Sapiny — długość 32,5 km — granatowy

Bardzo ciekawy, urozmaicony wystę­pu­jącymi na przemian jeziorami i rzekami. Należy do łatwych, polecany na spływy rodzinne. Zaletą jest możliwość ustalania wariantów długości trasy. Pełny spływ o długości 32,5 km zaczynamy z jeziora Kruklin. Płyniemy jeziorami Patelnia, Gołdopiwo, Wilkus, Pozezdrze i Stręgiel. Wszystkie objęte są strefami ciszy. Na przepły­nięcie całego szlaku propo­nujemy poświęcić dwa dni z noclegiem w okolicach miejscowości Kruklanki. Spływ jedno­dniowy o długości 22 km propo­nujemy rozpocząć w Kruklankach. Trzymając się lewego brzegu jez. Gołdopiwo płyniemy na północ w stronę śluzy w Przerwankach. Osiągamy ją na 6 km trasy. Po minięciu śluzy płyniemy krótkim odcinkiem rzeki i wpływamy na jezioro Wilkus. Trzymając się prawego brzegu, po pokonaniu 3,5 km wpłyniemy na rzekę, która doprowadzi nas do większego jeziora Pozezdrze. Przez jezioro przepływamy w kierunku północnym. Odległość od kolejnego etapu rzeki wynosi 2 km. Najdłuższym odcinkiem rzeki dopłyniemy do jeziora Stręgiel. Trzymając się lewego brzegu po 3 km ponownie wpłyniemy na rzekę i osiągniemy Ogonki, gdzie kończymy spływ.

Czytaj dalej

Przewodnik po Kanale Elbląsko — Ostródzkim, Oberlandzkim

Poprzez „Kraj Górny” Kanał płynie /​ w nim statki na widok wierz­chołków /​ swe dzioby podnoszą ku niebu /​ i płyną na skrzydłach aniołów. /​ Tu Kanał mknie przez las bajkowy /​ lub ukwieconą łąkę w gaju. /​ A tam z jeziora na jezioro /​ wciąż bliżej do wodnego raju. /​ Omija trzciny i sitowie /​ dom podcieniowy starej wioski. /​ Zbudował ten niezwykły Kanał /​ najcwańszy z wszystkich „wilków morskich”.(O.E. Sattler)

Trzy cuda świata.

Dawne Prusy Wschodnie szczyciły się przed Europą trzema cudami świata. Były to: wędrujące wydmy Mierzei Kurońskiej, podniesiona z „błota” Żuław siedziba Wielkich Mistrzów Zakonu NMP oraz kanał, w którym ..statki pływały po górach, pokonując różnicę poziomów przekra­czającą 100 metrów”. Każda z tych osobliwości słynęła inaczej. W ruchomych nadbał­tyckich piaskach potęgę swą okazywała nieokiełznana przyroda, czerwone mury zamku malbor­skiego były imponującym dziełem ludzkich rąk i prawdziwym pomnikiem myśli archi­tek­to­nicznej. Trzeci cud wydawał się w tym gronie najdo­sko­nalszy i najbardziej kompletny, łącząc geniusz człowieka z twórczą mocą Natury. Był nim „Kanał Oberlandzki” (der Oberldn­dische Kanał), po 1945 roku zwany Kanałem Elbląskim, Kanałem Elbląsko-​​Ostródzkim lub Kanałem Ostródzko-​​Elbląskim.

Czytaj dalej

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. V

Klub Oficerów Rezerwy to nie związek ani organizacja, lecz, jak sama nazwa wskazuje, stowa­rzy­szenie o cechach patrio­tycznych, towarzyskich i sportowych, szcze­gólnie obronnych, podtrzy­mu­jących kondycję wojskową; stowa­rzy­szenie rezer­wistów W.P. podle­gające admini­stra­cyjnie Zarządowi Głównemu– LOK w Warszawie, służbowo– Komendzie Garnizonu Grójec, a dyspo­zy­cyjnie– WKU w Grójcu. Początkowo klub stowa­rzyszał samych oficerów, później także podoficerów, a obecnie też szere­gowych rezerwy. Dlatego nazwa KOR od 2004 r. zmieniła się na KŻR (Klub Żołnierzy Rezerwy). Starą nazwę KOR zachował jedynie współ­pra­cujący z nami klub w Nałęczowie i przy Uniwer­sytecie Przyrod­niczym (dawniej Akademia Rolnicza) w Lublinie.

Oprócz członków rzeczy­wistych, mamy też Członków Honorowych, osoby szcze­gólnie zasłużone dla naszej społecznej działalności. Są to: płk Stefan Strzelbicki (założyciel KOR– LOK– WARKA), śp. płk dypl. Henryk Bąk (w 1974 r. d-​​ca JW-​​2849), ppłk rez. Leon Ginalski (Prezes KOR– Jasło), p. Tadeusz Kulawik (Naczelnik MiG– Warka) i jedna kobieta– p. Stanisława Jakubowska (działaczka społeczna z Warki, żona naszego kolegi– śp. sierż. rez. Henryka Jakubowskiego).W rzeczy­wi­stości kobiet przyna­leżnych do klubu jest wiele, bo przez działalność sekcji „ Rodzina w Klubie”, odpowiednika w JW. „Organizacji Rodzin Wojskowych”, razem z rezerwistą uczestniczą w życiu klubu całe rodziny. Sekcja ta organizuje różne imprezy okolicz­no­ściowe, towarzyskie, integracyjne, jak: „Święto Kobiet”, spotkania wielkanocne, „Dzień Dziecka”, Święto W.P., Polski Wrzesień, Noc Listo­padowa, spotkania wigilijne, bal sylwe­strowy, choinkę dla dzieci itp. Sekcja organizuje też ciekawe wycieczki histo­ryczno– krajo­znawcze do Miejsc Pamięci Narodowej w Polsce, a było ich już ponad pięćdziesiąt. Wyjeżdżano również za granicę, po kilka razy do Austrii, Bułgarii, Czech, Niemiec, Rosji, San– Marino, Słowacji, Rumunii, Watykanu, Włoch, na Białoruś, Litwę, Ukrainę i Węgry. Pamiętamy w latach siedem­dzie­siątych pierwszą jedno­dniową wycieczkę autokarową do KOR w Nałęczowie, a także, przez współpracę sekcji z ORW przy naszej Jednostce Patro­nackiej w Górze Kalwarii, pierwszy wspólny wyjazd do Zamościa, w ramach akcji społecznej, zaini­cjowanej przez prof. Wiktora Zina: „Zamość– wczoraj– dziś-​​ i jutro”. Praco­waliśmy tam razem z żołnierzami JW –2849 i rezer­wistami z KOR– ‚. Huta Warszawa” przy odnawianiu Starego Miasta. Podobne wyjazdy organi­zowane były później w związku z pracami porząd­kowymi w parku Jana Kocha­now­skiego w Czarnolasie.

Panie chętnie pracowały w Sekcji Gospo­darczej– w bloku kuchennym. Pomagały również w pracach Zarządu. Np. p. Elżbieta Buczek (żona kolegi– śp. st. sierż. sztab. rez. Andrzeja Buczka) przez wiele lat poświęcała dziesiątki godzin na maszynowe przepi­sywanie setek pism. Pani Teresa Wiśniewska (żona kolegi śp. st. sierż. sztab. rez. Mieczysława Wiśniew­skiego) uświetniała swoimi pysznymi ciastami wszelkie oficjalne spotkania w pawilonie KOR. Pani Janina Dąbrowska (żona kolegi st. sierż. sztab. rez. Adama Dąbrow­skiego) niestru­dzenie gromadziła różne książki do biblioteki KOR– Warka, pozyskując je ze składnic w Warszawie. Wszystko bezpłatnie. Otrzymane od pani Dąbrowskiej książki segre­go­waliśmy w klubie. Dzieła o tematyce wojskowej i histo­rycznej pozosta­wialiśmy sobie– do naszego zbioru lub dla Sekcji Młodzieżowej– na nagrody. Obcoję­zyczne przeka­zy­waliśmy podchorążym do Szkoły Orląt w Dęblinie, a pozostałe z wielką przyjem­nością zawoziliśmy do Akademii Rolniczej w Lublinie, skąd wraz z innymi książkami wędrowały trans­portem do szkól polskich na Litwie. Bezin­te­resowny wkład w działalność klubu miała również życzliwa p. Janina Rogozińska (żona naszego kol. śp. sierż. rez. Hieronima Rogoziń­skiego z Dębnowoli), która nieod­płatnie wspomagała nas pięknymi wieńcami i wiązankami kwiatów na różne uroczystości.

Panie chętnie brały udział w wielu zawodach strze­leckich z broni sportowej i bojowej, na strzelnicy w Warce i na wyjazdach. Sekcja Strzelecka mogła poszczycić się dwoma dobrymi pięcio­oso­bowymi drużynami kobiecymi, którym przewodziła pani Stanisława Jakubowska, wielo­letnia działaczka LOK, pamię­tająca jeszcze strzelnice w Rogalce i zawody organi­zowane przez naszego kolegę śp. kpt. rez. Aleksandra Gajewkiego. Z racji pełnionych funkcji p. Jakubowska doceniała nasze prace społeczne dla Warki. Od pierwszych lat istnienia KOR wspomagała materialnie i była częstym gościem w klubie. Dzięki niej nawią­zaliśmy kontakt z kosmonautą gen. pil. Herma­szewskim. Byliśmy dumni, że Polska Żegluga Morska w Szczecinie, dyspo­nująca 195 pełno­morskimi statkami pływa­jącymi pod Polską Banderą, zgadza się na Matkę Chrzestną m/​s „Warka”- naszego Członka Honorowego, p. Stanisławę Jakubowską, która na podnie­sienie flagi w Szczecinie dn. 18.06.1980 r. zaprosiła 20– osobową delegację, składającą się m.in. z czternastu naszych członków ( delegacja ta utworzyła później „ Radę Patronacką” statku). Dzięki niej marynarze polscy mają w Warce symbo­liczny pomnik– „Kotwicę”.

W tamtych latach przodo­waliśmy w stoczniach i trans­porcie morskim, nie tylko na Bałtyku!

Pani Stanisława Jakubowska z d. Teratycka, córka Bronisława i Karoliny z d. Hasz, ur. 08.07.1933 r. w Lubomlu na Wołyniu. Dzięki akcji „Barbarossa” uniknęła zsyłki na Sybir. W 1943 r. przesiedlona z rodziną do Fajsławic na Lubelsz­czyźnie. Od 1946 r. mieszka w Warce, gdzie w 1947 r. kończy szkołę podstawową. Od stycznia 1952 r. pracuje w FUM-​​ie na różnych stano­wiskach. W 1969 r. zdaje maturę. Od marca 1978 r. jest prezesem G.S. „Samopomoc Chłopska” w Warce. W 1990 r. przechodzi na emeryturę. Zasłużona działaczka społeczna. Od 1954 r. do 1984 r. radna– miejska, powiatowa i wojewódzka w Radomiu. Od maja 1980 r. — Matka Chrzestna m/​s „Warka”. Posiada wiele odznaczeń, m.in. zł. Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski OOP. medale „Za zasługi dla LOK”, złotą odznakę .. Zasłużony Pracownik Morza”, odzna­czenia resortowe i regionalne.

W pracę w sekcji „Rodzina w Klubie” zaanga­żowani byli koledzy: śp. Stanisław Rutkowski (Antoś), śp. Andrzej Buczek, Jerzy Domański, Andrzej Jasiński, Wiesław Węgrzyn, Adam Dąbrowski i. in. Sekcja od początku działała pod fachowym okiem p. Ireny Stocz­kiewicz (żony kol. kpt. rez. Mieczysława Stocz­kiewicza), która włożyła dużo pracy społecznej i serca w zorga­ni­zowanie każdej imprezy, żeby było przyjemnie, kultu­ralnie, elegancko i wesoło. Skupiała wokół siebie wiele żon rezer­wistów do pracy w klubie. Widzę Ją– uśmiechniętą, delikatną, z kwiatami w ręku, jak wita w Pawilonie naszych gości, pełniąc rolę „Gospodyni Domu”. Elegancka, z dużym wyczuciem taktu wobec „ różnych” przybyłych. Obecność p. Ireny dodawała splendoru naszym spotkaniom towarzyskim.

Śp. Irena Stocz­kiewicz z d. Prędka, córka Feliksa i Janiny z d. Dryja, ur. 05. 06. 1946 r. w Osowce, woj. pilskie. W 1964 r. zdaje maturę w Busku– Zdroju. W lutym 1968 r. kończy Państwową Szkołę Medyczną Położnych w Krakowie i przez dwa lata pracuje w Szpitalu Powiatowym w Myśle­nicach, następnie od marca 1970 r. przez siedem lat w Szpitalu Powiatowym w Pińczowie. W 1977 r. przez kilka miesięcy pracuje w M.Z.P.O.- W. w Radomiu. Od 21.09.1977 r. do 10.01. 1981 r. jest kierow­niczką Żłobka Miejskiego w Warce. Była radną– Rady Narodowej Miasta i Gminy Warka. Za działalność społeczną odznaczona: br. „Krzyżem Zasługi”, medalami „Za zasługi dla LOK”, odznaką „ Zasłużona dla woj. radom­skiego”, resor­towymi, regio­nalnymi. Zmarła 19.06.2006 r. Pochowana jest na starym cmentarzu parafialnym w Warce.

Niezbadane są wyroki boskie– nie powinna jednak jeszcze odchodzić. Tu, w Warce była kochana, potrzebna rodzinie i nam.

Prezes Honorowy KŻR ppłk Dariusz Kossa­kowski Tel. 607−164−851

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. IV

35 lat Klubu Oficerów Rezerwy w Warce im. Piotra Wysockiego cz. IV

Może to nie przypadek, że w kwietniu 1943r. poprzez podanie wiadomości w „Kurierze Warszawskim” o odkryciu w Katyniu grobów polskich oficerów, kwiecień wybrano na „ Miesiąc Pamięci Narodowej”. Rezerwiści z KOR-​​LOK-​​Warka razem z rodzinami, podopieczną młodzieżą i kol. st. sierż. sztab, rez.- harcmi­strzem Jerzym Kołodziejskim, który był idealnym kierow­nikiem „Sekcji młodzieżowej”, organi­zowali co roku w kwietniu różne spotkania i imprezy patrio­tyczne, szcze­gólnie z myślą o młodym pokoleniu. Kol. Kołodziejski kochał młodzież, rozumiał ją, po prostu bawił się z młodymi ludźmi, przez co skupiał wokół siebie nie tylko harcerzy, ale i dzieci rezer­wistów i ich opiekunów. Pełni inwencji jeździli do: Palmir, na Majdanek, do Mniszewa, Studzianek, Dąbrowy k. Ciepielowa. Na 30 kwietnia byli kilka razy w Anielinie, przy kurhanie „Hubala”. W Dębnowoli odwiedzali żyjącego wtedy jeszcze „Hubalczyka”- śp. p. Gałeckiego, na Winiarach– legionistę śp. P. Korczaka. Rezerwiści pamiętali zawsze o mogiłach powstańców i żołnierzy WP. Z tej okazji organi­zowano wiele zawodów strze­leckich. Młodzież szkół wareckich całymi klasami odwiedzała „Izbę Pamięci Narodowej” w Zespole Szkól Zawodowych przy ul. Obwodowej, utworzonej przez śmiałego patriotę, dyrektora tej placówki śp. por. rez. mgr inż. Tadeusza Sobczyka, który dołożył wielu starań w zgroma­dzenie różnych pamiąt­kowych eksponatów dotyczących czasów zmagania się Narodu Polskiego z okupantem niemieckim. Ja osobiście też przekazałem do „Izby”: hełm z powstania warszaw­skiego, granat, naszywkę z ubrania jeńca obozu koncen­tra­cyjnego ( żółty trójkąt z granatową literą „P”), cztery płyty gramo­fonowe– z hymnem polskim i pieśniami patrio­tycznymi, wydane w 1943r. przez ZPP i kilka dokumentów z okupacji. Wprawdzie „Izba” była poświęcona patronowi ZSzZ-​​1 p.l.m OPK „Warszawa”, ale kol. Sobczyk gromadził tam różne pamiątki z lat wojny. Eksponaty były opisane i stanowiły ciekawą i przyjemną lekcję historii– historii, o której powinniśmy stale pamiętać, bo potrafi się powtarzać, mimo że teraz ekonomia zastępuje armaty. Jak o tym wspominam z perspektywy lat, nie rozumiem orientacji niektórych kolegów z klubu. Co się z nimi stało? Czyżby „bohaterowie byli zmęczeni”? Kol. Sobczyk był zapewne aktywnym członkiem KOR. Cieszył się z budowy obiektu sportowo-​​obronnego. Z łopatą w ręku pomagał mi sadzić wzdłuż watów ochronnych topole nadwi­ślańskie. W 1979r. otrzymałem od MZPOW ze dwadzieścia drzewek, które po dwóch miesiącach wycięli w pień wandale z Ostrówka. W następnym roku ponownie obaj posadziliśmy osiem­dziesiąt sztuk. Też je wycięto. Ubole­waliśmy nad tym bardzo, bo zostało tylko jedno. Dzięki koledze Sobczykowi mieliśmy stały kontakt z lotnikami w Mińsku Mazowieckim i bardzo dobre układy z Dowództwem na zasadzie współpracy „Organizacji Rodzin Wojskowych” z naszą sekcją „Rodzina w Klubie”. Organi­zowano różne spotkania, imprezy i zawody sportowo– obronne w Warce i Mińsku Mazowieckim. W 1980 r. dwudziestu pięciu żołnierzy z 1p.1.n. „Warszawa”, pod kierow­nictwem kol. Andrzeja Sobolew­skiego wybudowało żelbetonowy kulochwyt zabez­pie­czający 100-​​metrową strzelnicę bojową. Kwate­rowali w Szkole Podstawowej Nr 1, a stołowali się gościnnie w „Ratuszowej”.

Kol. por. rez. mgr inż. Tadeusz Sobczyk, 02.01. 1959r. przyjeżdża do Warki i zatrudnia się w FUM-​​ie. Jedno­cześnie kończy 28. 02. 1959 r. Politechnikę Warszawską, Wydział Technologii Budowy Maszyn. Wykłada też w ZSzZ w Warce. Od 1969r. jest dyrektorem tych szkół. Przyczynia się wielce do szybkiej budowy (17 miesięcy) nowego budynku szkolnego, który otrzymał na Patrona– 1 p.l.m. OPK „Warszawa”. Po studium wojskowym i ćwiczeniach poligo­nowych w stopniu ppor. rez. wstępuje 25.09.1973r. do KOR-​​LOK-​​Warka. Jest znany z patriotyzmu, prac społecznych i umiejętności utrzy­mywania dyscypliny wśród młodzieży. Dwukrotny prezes K.S. „Pilica”. Organizator i zawodnik turniejów szachowych w Warce. Prowadzi ciągłą akcję „Krwio­dawstwa” w szkole pt. „Tobie Warszawo”. Radny miasta Warki, powiatu grójeckiego. Zdobył wiele medali i odznaczeń: państwowych, resor­towych, MON, PCK, JPN, LOK i regio­nalnych. Przez lotników uhono­rowany „kordzikiem”. Wielce zasłużony dla szkol­nictwa wareckiego. Umiera w wieku 47 lat– 01.11.1982r. Żal, że tak wcześnie opuścił tych, którzy Go kochali i szanowali. Pochowany jest na starym cmentarzu parafialnym w Warce.

W tym miesiącu wspomnień szczycimy się także naszym kolegą klubowym, por. rez. Zdzisławem Pilskim, który w Warce, z racji piastowania różnych godności, pomagał LOK-​​owi i cieszył się z naszych osiągnięć. Jako jeden z ostatnich żołnierzy września, do 01.10.1939r. walczył w zgrupowaniu płk-​​a Ziele­niew­skiego na Roztoczu. W drodze na Węgry, 29 .09. 1939 r. grupa ta odbija z rąk niemieckich Janów-​​Lubelski. 01. 10. 1939 r. w okolicy wsi Momoty Górne, otoczeni przez Sowietów– kapitulują. Szczęśliwą ucieczką– unika Katynia. Dużo na ten temat rozma­wialiśmy w Warce, gdyż byłem wtedy świadkiem walk tego zgrupowania– ułanów płk-​​a L. Koca pod Kopcami. Ceniłem sobie przyjaźń z człowiekiem, który wierny przysiędze wojskowej, walczył do końca możliwości i w obronie Polski przed germańskim najazdem nie wahał się oddać życia. Przeżył ciężkie bitwy, na polu walki widział wokół siebie konających kolegów, których często nie było nawet czasu pochować. A teraz, po wojnie, pozostał im moralnie dłużny, więc napotkane w lasach pod Warką, rozpa­dające się groby wojenne, pragnął za wszelką cenę ocalić od zapomnienia. Inicjatywę pod Jego kierow­nictwem podjęli rezerwiści z KOR-​​LOK-​​Warka. Wspierani trans­portem patro­nackiej JW, jeździliśmy po lasach z cementem, piaskiem, kamieniami, wodą, szalunkami z desek i w gęstwinie leśnej, w miejscach wskazanych przez Kol. Pilskiego robiliśmy obramowania betonowe, które następnie, przez wiele dni należało polewać wodą, przywożoną w beczkach z Warki. Teraz, w terenie zadbanym przez leśników widać je z dala, oświetlone słońcem. Kol. Pilski nawiązuje kontakty z lotnikami polskimi. Stawia im w centrum miasta pomnik– samolot, który wykonali rezerwiści z FUM-​​u Warka, pod kierow­nictwem Kol. kpt. rez. Stefana Ambroża (służył w lotnictwie). W wakacje 1963r. organizuje w Warce obóz dla Hufca ZHP z Mińska Mazowieckiego.

Kol. por. rez. Zdzisław Pilski, syn Sylwestra i Agnieszki z d. Strzelczyk, ur. 15.07.1916r. w Warszawie. Tam też 1938r., po ukończeniu Liceum Handlowego, otrzymuje maturę. Z racji zamieszkania w Siedlcach rodziców, 20.08.1938r. wstępuje tam do Podcho­rążówki, gdzie z chwilą wybuchu wojny mianowany jest na ppor. Po zmobi­li­zowaniu oddziałów zapasowych, 07. 09. 1939 r. wyrusza z nimi w bój. Walczy do końca września i 01. 10. 1939r. wraz z kuzynem i kolegą chowa broń i do 12. 10. 1939r. ukrywa się w Lasach Janowskich szcze­gólnie przed Niemcami, którzy byli wściekli za poniesione straty w dniu 29. 09. 1939r.: w Janowie, Zwoli i Kopcach._Do Siedlec dociera dopiero w Boże Narodzenie. Zatrudnia się na kolei. Jesienią 1941 r. przeniesiony do pracy w Barano­wiczach. W 1944 r. ucieka z przej­ściowego obozu sowieckiego i wraca do Siedlec. Podejmuje prace w PKP. Następnie jest zawiadowcą stacji w Sokołowie Podlaskim, Tarczynie, a od 1961 r. mieszka w Warce. Przez dziewięć lat jest Przewod­ni­czącym Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Później– dwa lata pełni funkcję Naczelnika Stacji PKP w Warce i dziewięć lat– stacji PKP Warszawa– Okęcie. Skromny patriota. Zona Jego– Wanda z d. Skrzewska, córka zesłańca — sybiraka, urodziła się w 1918 r. w Irkucku. Po przejściu w 1981 r. na emeryturę dużo czasu poświęca pracy społecznej z młodzieżą, ucząc ją jak kochać Ojczyznę. Posiadał wiele odznaczeń, m.in. złoty „Krzyż Zasługi”, K.K.OOP, medal „ Za udział w wojnie obronnej 1939r.”, LOK, regionalne. Zmarł 23.11.1992r. Pochowany na starym cmentarzu parafialnym w Warce.

W „Miesiącu Pamięci Narodowej” KOR-​​LOK-​​Warka może poszczycić się wieloma podobnymi Patriotami. Cześć Ich pamięci!

Prezes Honorowy KŻR ppłk Dariusz Kossa­kowski Tel. 607−164−851

Moje harcerstwo zaczęło się w Modliborzycach

W lutym 1941 r, dotarła do nas wiadomość z Warszawy, że u Św. Boromeusza leży ciężko ranny z licznymi odmro­żeniami Józef Orłowski, brat mamy, a mój Chrzestny Ojciec. Pracował wtedy w Powiatowym Wydziale Drogowym w Grójcu, miał do dyspozycji motocykl i często służbowo jeździł do Warszawy. Zwerbowany do ZWZ, był łącznikiem. Któregoś razu pojechali za nim Niemcy i postrzelili go w drodze pod Raszynem. Tam wykrwa­wionego i przemar­z­niętego, przyjaciele umieścili go (schowali) na leczenie w szpitalu zakaźnym. Mimo wielkich starań lekarzy, zmarł 20 marca 1941 r, dzień po swoich imieninach. Pochowany jest na Bródnie. Wczesną wiosną (chyba był to marzec) 1941 r., przez kilka dni, przywożono furmankami chłopskimi (podwodami), ze stacji kolejowej w Szastarce do Modli­borzyc, Żydów wysie­dlonych z Wiednia wraz z ich dobytkiem. Żydów przyjechało około półtora tysiąca, całe rodziny. Twierdzili, że byli trzecim pokoleniem żydowskim, a mimo to zostali wyrzuceni z III Rzeszy.

W tym przypadku, nasze harcerskie działanie wywia­dowcze ograniczało się tylko na zloka­li­zowaniu ich zakwa­te­rowania, bo dużo zamieszkało w wynajętych pokojach u Polaków.

W Wielką. Środę Wielkanocną 1941 r., wieczorem, stojąc koło p.p. Wojto­wiczów, zobaczyłem ogień na górze „Cegielni”, który po chwili zgasł. Po niedługim czasie przebiegł szosą w kierunku miasta szofer z Urzędu Powia­towego w Janowie Lubelskim. Coś krzyczał i klął po polsku, że mu się zapalił samochód i piaskiem go ugasił. Był to Heinrich (Volks­deutsch) z Opolsz­czyzny, znany w Modli­bo­rzycach z częstych przyjazdów ciężarówką z Niemcem Millerem, złośliwą „szarąeminencją”(wymagał, aby mu kłaniano się, inaczej, bił czcionką ). Pewnie chciał zatele­fonować z komisariatu Polskiej Policji do Janowa z prośbą o pomoc. Zacie­kawiony pobiegłem na Cegielnię. Stała tam ciężarówka z towarem do kasyna niemieckiego. Kręciło się już przy niej dwóch mężczyzn. Wynosili butelki szampana, papierosy i coś jeszcze. Ja wziąłem naręcze paczko­wanych pierników i blaszany, malowany na zielono, kubek. Wszyscy pośpieszne uciekliśmy. Z domu długo obser­wowałem szosę, nic się nie działo i położyłem się spać. Rano otrzymałem surową reprymendę za brak rozwagi i grożące konsekwencje.

Od maja 1941 r., co kilka dni miałem obserwować przejeż­dża­jących Niemców szosą, koło naszego domu i dyskretnie notować w zeszycie; na lewej stronie jadące w lewo, na Janów, a na prawej w kierunku Kraśnika. Były rubryki na rowery, motocykle, samochody osobowe i ciężarowe. Ja miałem stawiać tylko pionowe kreski w odpowiednie rubryki. Polecenie pomiaru ruchu otrzymałem od kuzyna Józefa Olszowego, a zeszyty zabierał podobno p. Tadeusz Warski, kierownik miejscowego „Holztran­sportu”. Mieszkał przy ul. Kościelnej u p.p. Gładkowskich (grana­towego policjanta). Później skoja­rzyłem sobie to zadanie wywia­dowcze, z koncen­tracją Wehrmachtu na wschodzie Generalnej Guberni. Pan Warski był zaprzy­jaźniony z moimi wujkami i często bywał u nas. Ładnie malował, nawet zrobił mi w pasteli duży portret. Po wojnie, w październiku 1947r., skontaktował się ze mną w Warszawie. Pracował w KBW przy ul. Rakowieckiej (wejście od ul. Puławskiej). Był w stopniu majora i wrócił do właściwego nazwiska: Kostarski. Założył rodzinę. Byłem tez w jego mieszkaniu przy ul. Grotgera. Wiele spraw wyjaśnił mi, prosząc o dyskrecję i wyrozu­miałość. Mówił, że w ten sposób dużo pomógł i nadal pomaga prześla­dowanym Akowcom. Opowiadał o wysłaniu p. Doni Macie­rzyńskiej z Modli­borzyc w 1941 r. do Wiednia. 13 .11.1939r. , gen Władysław Sikorski powołał ZWZ ( Związek Walki Zbrojnej), który m.in. prowadził działania wywia­dowcze na terenie Niemiec. Agenci ZWZ byli umieszczani na terenie Rzeszy w rozmaity sposób i różnymi metodami. Najczęściej wykorzy­stywano tu akcję rekru­tacyjną do pracy w niemieckim przemyśle, ponieważ ludzie , którzy dobro­wolnie udali się do Niemiec, najczęściej mieli możliwość wyboru miejsca i charakteru zatrud­nienia. II Oddział AK (odpowie­dzialny za wywiad i kontr­wywiad) był w stanie umieścić szpiegów w różnych ważnych przed­się­bior­stwach , zakładach produk­cyjnych i insty­tucjach. Działalność szpie­gowskich agentów ZWZ w Państwie Policyjnym III Rzeszy , była bardzo niebez­pieczna. Siatki infor­matorów żyły w ciągłym zagrożeniu. Meldunki polskiego wywiadu były wysyłane kurierami do Warszawy, tam weryfi­kowane raz w miesiącu, drogą radiową , przeka­zywane wywiadowi Brytyj­skiemu. Wiele osób, wysłanych do Rzeszy, miało wykształcenie w różnych dziedzinach i potrafiło zdobywać cenne informacje. Z Modli­borzyc , jako agentka ZWZ , jesienią 1941 r. wyjechała do Wiednia p. Aldona (Donia) Macie­rzyńska , córka kpt. rez. WP Hieronima Macie­rzyń­skiego, miejscowego nauczyciela. Do ulokowania jej w Austrii, wykorzystano kontakty antyfa­szystów żydowskich, wysie­dlonych z Wiednia do Modli­borzyc. P. Donia, po wojnie nie wróciła do Polski. Zamieszkała w Wielkiej Brytanii (w mieście Streatham), wyszła za mąż; korespon­dowała z moją mamą w Modli­bo­rzycach. Wspominał też, że jeżdżąc często do lasów zwerbował do wywiadu, rosłego harcerza, patriotę, Ignacego Mucka, który jako ochotnik zgłosił się jako ochotnik na roboty do Rzeszy. Rzeczy­wiście, otrzymałem wtedy od Mucka kilka listów z Niemiec i nawet się zdziwiłem, że tak nagle „ na ochotnika”, pracuje dla wroga. P. Warski, ostrzegał mnie przed wylew­nością do kolegów — studentów przed rozmowami na temat okupacji, bo mogę nie otrzymać dyplomu lekarza.

Pierwsza moja dalsza wyprawa z Modli­borzyc była na początku czerwca 1941 r. do Wysokiego Lubel­skiego. Pojechałem rowerem, ścieżkami przez Wierz­chowiska, Błażek, Batorz, Ponikwy, Zakrzew, Tamawkę. Docelowo do apteki mgr Chrza­now­skiego. Zawiozłem list od Józefa Olszowego. Wtedy pracował w tej aptece mój wujek aptekarz Aleksander Orłowski. Tego samego dnia wieczorem wróciłem z odpowiedzią. Jadąc do Wysokiego, gdzieś w okolicy Tarnawki, mijałem duże oddziały Wehrmachtu. Młodzi żołnierze w czapkach „austriackich” — narciarkach z szarotkami. Mieli niskie pojazdy; prawie wszystkie na gąsie­nicach z małymi przyczepami prosto­kątnymi, poprzy­czepiane nawet po kilka. Te wagoniki były odkryte, takie skrzynie. Czołgi też mili małe i niskie. Wielu żołnierzy było rozebranych do pasa, myli się nad jakąś rzeczkaL, opalali się. Mgr Chrza­nowski mówił, że przyjechała tam niedawno jakaś górska formacja. Zamel­dowałem o tym p. Józefowi Olszowemu. Później, jak przez Modli­borzyce przejeżdżały na wschód różne kolumny wojska, skoja­rzyłem to z ofensywą na ZSRR. Wujek pracował u p. Chrza­now­skiego do 1943r. i wiedziałem, że był zaanga­żowany w pracy konspi­ra­cyjnej AK. Po tragicznej śmierci właściciela apteki opuścił Wysokie i przeniósł się do Warszawy. Mgr Chrza­nowski został zastrzelony przez dowódcę bandy ukraińskiej. Grasującej w okolicy. Bywając w Wysokiem, poznałem Nikodema i Jadzię Mazur­kie­wiczów, dzieci miejscowego lekarza weterynarii. Opowiadali mi historię Wysokiego, osadników tatarskich, dragonów i kurników Marysieńki Sobieskiej. Byłem na wieży nawiga­cyjnej LOT-​​u i pierwszy raz widziałem tak wielką latarnię. Wykorzy­stywano mój rowerowy szlak do Wysokiego i kilka razy przewoziłem gazetki „Biuletyn Infor­macyjny”. Zwijane były w ruloniki i chowane w ramie roweru pod siodełkiem. Część zosta­wiałem w Modli­bo­rzycach u p. Tadeusza Warskiego , a część przewoziłem dalej, do Potoczka, do inż. Jerzego Maciu­dziń­skiego, który w majątku p.p. Przanowskich zajmował się leśnictwem i rybołówstwem. Te moje „odwiedziny” w Potoczku nie wzbudzały podejrzeń, ponieważ jego żona, Leokadia, była moja chrzestna, matkat i utrzy­mywali z nami częste kontakty .Piszę o wydarzeniach i ludziach, którzy sami niezwykle bliscy. W 1943r. przez dłuższy czas kwaterował u nas por. Hans Nowak (Polak z Wrocławia). Dowodził jakąś „zbieraniną” stacjo­nującą, w Modli­bo­rzycach. Często jeździli na różne akcje. Por. Nowak jadał też u nas obiady i dobrze mówił po polsku. Był młody, wesoły i rozrywkowy. Woził mnie samochodem do Maciu­dzińskich, by czasowo wypożyczać patefon i inne płyty. Ze cztery razy, w patefonie tym ukryte gazetki, przewoziłem do Potoczka.

W lecie 1941 r. pomagałem przy hodowli jedwabników, którą prowadził druh Marian Torla, po uprzednim przeszkoleniu w Milanówku. Hodowle urządzono na parterze szkoły, stojącej obok kościoła. W jednej z sal lekcyjnych wyniesiono ławki, ustawiono obszerne półki — regały, pokryte papierem — pergaminem z małymi otworkami. Małe larwy jedwabników zjadając liście morw „rosły w oczach”. Trzeba było chodzić po okolicy szukać drzew morwowych, zrywać liście i całymi workami zanosić je do szkoły. Do naszych obowiązków należało też robienie otworów, dziurek, coraz to większych w arkuszach papieru przy pomocy ostrych metalowych rurek i młotka, potrzebnych do nakładania na stare brudne papiery, na które, po zasypaniu liśćmi morwowymi, jedwabniki przechodziły przez te dziury do góry i znowu „żarły”. Przy końcu sierpnia pochowały się w kokonach. Był to jeden ze sposobów na przeżycie biednego nauczy­cielstwa polskiego.

W ramach nauki na „tajnych kompletach”, chodziłem na lekcje polskiego, łaciny i niemieckiego do p. Wandy Kowalińskiej (wysie­dlonej z rodziną z Poznań­skiego). Mieszkała na Kolonii Zamek. U nich poznałem syna p. Stanisława Mikołajczyka Henryka, który przebywał tam razem z matką, pod zmienionym nazwiskiem: Jurand. Nawet przez kilka miesięcy pracował w Gminnej Spółdzielni w Modli­bo­rzycach. Jako harcerz -„wywiadowca”, dowie­działem się, że później wyjechał dyskretnie do Bełżyc, skąd zabrał go samolot do Anglii, a matkę aresz­towano i osadzono na Zamku w Lublinie.

W jesieni 1941 r., ja, Nunek Torla i Heniek Potocki, zreda­go­waliśmy pierwszą tajną gazetkę harcerską pod nazwą „Czuwaj”. Była napisana ręcznie, atramentem, na kratkowanym papierze A4. miała rubryki, jak prawdziwa strona gazety i kilka rysunków. Heniek „najlepszy w klasie z polskiego”, redagował artykuły, a ja ilustrowałem rysunkami. Heniek od dzieciństwa był moim dobrym kolegą i imponował mi wiedzą, patrio­tyzmem i sarmacką fantazją, odzie­dziczoną po ojcu. Pamiętam, że tytuł gazetki był zielonego koloru, a po obu stronach: lilijka i krzyż harcerski. Wiadomości w niej zamieszczone, były zasłyszane od dorosłych i audycji radiowych. Moi dziadkowie mieli ukryte radio. Gazetka była w jednym egzem­plarzu i po przeczytaniu, należało podać ją„dalej”. Naturalnie po domach naszych harcerzy. Wydaliśmy tylko trzy numery. W ostatnim, były nawet przepi­sywane wiadomości z „Biuletynu Infor­ma­cyjnego”, który już przywoziłem z Wysokiego. Gazetki powstawały w mieszkaniu Nunka, do chwili aresz­towania jego ojca p. Stanisława Torii. P.p. Torlowie, mieszkali zawsze przy ul. Piłsud­skiego (przed wojną nr. 4) w domu pp Krawców. Z Nunkiem robiliśmy dużo zdjęć,on miał aparat fotogra­ficzny i sam robił odbitki. Ja miałem, aż 3 aparaty: bakeli­towego „Kodaka”, małoobrazkową „Junke” i „Vouklendera” z miechem (6×9) na statyw i samowy­zwalacz. Też sam wywoływałem filmy „Franaszka” i robiłem odbitki , mając różne kopioramki i kuwety z wywoły­waczem i utrwa­laczem, pensety i obcinarkę w grube ząbki.

Rok 1942 rozpoczął się dla mnie bardzo smutną wiado­mością. Na początku lutego przyszła wiadomość do domu, że 26 stycznia o godzinie 5:00 rano zmarł mój ojciec — Wincenty. Wiadomość przesłał matce: Abteilung Justitz Deutche Strafaustalt w Wiśniczu Nowym. W rzeczy­wi­stości został spalony w Oświęcimiu w obozie, który budował. Aresz­towany w maju 1940r. w Puszczy Solskiej, w ramach „Oczysz­czania terenu” po polskim wojsku. Przeżył Zamek Lubelski, a następnie wywieziony do Oświęcimia, o którym jeszcze nikt nie słyszał. W zimowy wieczór, przyniósł do nas tę wiadomość sołtys p. Koszałka i powiedział, że jak żona wpłaci do Starostwa (landrata ) w Kraśniku 200 marek ( DM ), to przyślą urnę z prochami ojca. Zawia­do­mienie było po niemiecku maszy­nopisem, opatrzone pieczęcią z, wroną i swastyką”, podpisane przez jakiegoś starszego radcę. Ze sprowa­dzeniem urny do Modli­borzyc nic nie wyszło; po pierwsze termin wpłaty upłynął akurat tego samego dnia, kiedy mama otrzymała wiadomość. Po drugie: skąd, nagle zdobyć 200 DM ?, po trzecie czyje to będą rzeczy­wiście prochy?. Tak, jak na ten temat, były wcześniej wątpliwości z prochami śp. Ks. Prof. Lenarta. Po czwarte może ojciec żyje ?. Wiedzieliśmy, że siedział na Zamku. Były wielkie starania, żeby go uwolnić, wykupić, ale po pewnym czasie, kontakty się urwały. Po tej smutnej wiadomości, rodzina i znajomi z Lublina (p. Aga), nasilili wysiłek w poszu­kiwaniu ojca i dopiero w jesieni 1942 roku na podstawie tego niemieckiego dokumentu, sporządzono w Modli­bo­rzycach akt zgonu, który to dokument w 1972 roku, w tajem­niczych okolicz­no­ściach, zniknął z księgi parafialnej.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossa­kowski Tel. 607−164−851

Moje harcerstwo zaczęło się w Modliborzycach

Przez całą okupację, bardzo często sołtys przypro­wadzał do dziadków na kwaterę różnych niemieckich urzędników i wojskowych. Jedli i mieszkali, nawet po kilka dni, tygodni. Na początku lata 1942r. zamieszkał Niemiec, cywil, nosił w klapie okrągły znaczek NSDAP; jakiś urzędnik od wywożenia Polaków do pracy w Rzeszy. Pierwszego dnia pobytu, zaraz po obiedzie, zachciało mu się wódki. Ponieważ w domu jej nie było, a on nie wiedział gdzie kupić, matka poleciła mi zapro­wadzić go do restauracji p. Osińskiej przy ul. Zaborskiej. Wyszliśmy do miasta po 18:00. Wtedy już obowią­zywała Żydów godzina policyjna. Idąc lewą strona, ul. Piłsud­skiego, z drugiego mieszkania, za domem doktora Zieliń­skiego otworzyły się nagle drzwi i wyszedł młody Żyd, wysoki, w białej koszuli, zielonych spodniach i czarnych oficerkach. Ponieważ na ulicy było pusto, Niemiec zorientował się zaraz, że to Żyd. Ten stanął obok drzwi blady, jak „słup soli” i podniósł ręce do góry. Krępy, średniego wzrostu Niemiec, wyjął spod marynarki pistolet i wymierzył w Żyda. Stojąc przy Niemcu, błyska­wicznie podbiłem mu rękę z pistoletem do góry. Równo­cześnie padł strzał, ale w powietrze. Żyd osunął się na ziemię, Niemiec spojrzał groźnie na mnie, później na Żyda i zaczął się ogromnie śmiać. Nie wiedziałem z czego. Pokazał mi ręka, jego mokre spodnie!

Odcia,gna,łem Niemca od tego Żyda i poszliśmy dalej. Całe to wydarzenie widzieli przez okna przerażeni Żydzi. W przed­ostatnim domu, przed ul. Zamkową było otwarte okno, przez które dochodził glos modlącego się Żyda. Niemiec zajrzał tam po cichu, i później „na migi”, kazał mnie to samo zrobić. W niewielkim pokoju za stołem, tyłem do okna, a twarzą do jakiegoś kredensu, głośno modlił się Żyd. Był w stroju rytualnym („cycałe”), kiwał się bez przerwy, po lewej stronie paliła się w niewielkim lichtarzu świeczka. Znowu wyjął pistolet. Przeraziłem się. Przytknął palec do ust, żebym był cicho, pomachał ręka, uspoka­jająco i wskazał na świeczkę, którą jednym strzałem zgasił. Z mieszkania Żyda dochodziły jakieś krzyki, hałas. U p. Osińskiej kupił cztery butelki wódki, włożył do teczki i wróciliśmy do domu. Popił i po kolacji poszedł sam do miasta. Podobno kazał otworzyć „Judenrad” i złośliwie zalał tam atramentem kilka kart jakiejś księgi z dokumentami, nakazując przepisanie ich do rana. Kilkunastu Żydów pisało całą noc. Na drugi dzień rano, jak Niemiec poszedł do gminy, zebrała się przed naszym domem duża gromada Żydów, może ze dwieście osób. Dziękowali mojej matce za uratowanie Żyda od śmierci. Nie mieli słów podzięki i zachwytu za moja, odwagę. Ciekaw jestem, co by Żydzi myśleli, gdyby przy mnie Niemiec zastrzelił Żyda ? Oskarżyli by mnie, że Niemca „napuściłem”. A było ich wtedy w Modli­bo­rzycach ze dwa i pół tysiąca. Od tej pory, napotkani w mieście Żydzi, pokazywali mnie palcami i zaczęli nawet się kłaniać!

W południe 26 sierpnia 1942r. jakiś niepokój na ulicy Janowskiej. Biegnę i widzę po lewej stronie Niemców w mundurach Schutz­polizei, koło domu Pankowskich. Oficerze szpicrutą, stoi na środku ulicy, a kilku wynosi z domu jakieś książki, papiery i wrzuca do palącego się na podwórku ogniska. Wszystko widać dokładnie, bo nie było tam płotu. Widzę nawet obraz Matki Boskiej w ramach, Niemiec go rozbiera, ogląda i też wrzuca do ognia. Stałem bardzo blisko, więc oficer przepędził mnie, uderzając po nogach szpicrutą. Przeszedłem na druga, stronę ulicy i usiadłem na ławce przed domem vis a vis. Po pewnym czasie Niemcy odeszli w kierunku rynku. Tego dnia chcieli aresztować Kazimierza Pankow­skiego, ale im uciekł. Następnie poszli po Wacława Pikulę, który ostrzeżony przez kuzyna Heńka Pikulę (kadeta), też zbiegł. To samo było tego dnia z Klimkiem Głowackim. Zapla­nowana akcja nie udała się Niemcom, więc wzięli na zakładników: za Wacława Pikulę — jego ojca Dominika i brata Kazimierza, a za Klemensa Głowackiego też jego ojca Ignacego i brata Longina, których później, za górą „Cegielnią” na polu, rozstrzelali. To były następne ofiary za ruch oporu, które w Modli­bo­rzycach widziałem. Później dowie­działem się, że Głowacki, Pankowski i Pikula należeli do Polskiej Organizacji Zbrojnej.

W osadzie zapanował większy strach przed okupantem. Ulice opustoszały, ludzie rozmawiali półgłosem. Dopiero wieczór, przemykano się opłotkami do znajomych.Okna szczelnie zasłaniano i spuszczano psy z łańcuchów. Ogólne przygnę­bienie. Do tego, zakra­dająca się bieda ludności, szcze­gólnie narodowości żydowskiej. Dawne gry harcerskie: zwiad, zasadzki, podchody, były teraz prawdziwe i emocjonalne, ale ja tęskniłem do biwaków, wędrówek leśnych, budowy szałasów itp. Dlatego chętnie korzy­stałem z każdej okazji wyjazdu do lasu, na które zabierał mnie dziadzio Orłowski.

Z tego okresu zapamiętałem szcze­gólnie jeden z wyjazdów po drewno opałowe. Pojechaliśmy raniutko, dużym parokonnym wozem, daleko, do jakiegoś gajowego. Zabudowania samotne, na niewielkiej polanie. Dziadzio z gajowym pojechali w głąb lasu.; ja pozostałem w gajówce. Tam trafiłem na skromne śniadanie, do którego usiadło pięcioro dzieci i stary dziadek, no i ja. Gospodyni postawiła na środku szerokiej ławy, dużą gliniana, miskę parujących kartofli „ w całości|”, na których leżało siedem skwarków słoniny, oraz przed każdym mała, glinianą miskę z gotowana, serwatka,. W żółtej serwatce, pływały pojedyncze okruchy białego sera. Jedliśmy łyżkami. Nic w tym szcze­gólnego — pierwszy raz w życiu jadłem gotowaną serwatkę z kartoflami, ale czułem, że nędznie żyją, że jest tam bieda, bo jak dziadek chciał łyżka, wziąć skwarek z kartofli, dzieci, widząc to, szybko uderzały swoimi w łyżkę dziadka i skwarek wracał na kartofle. Scenę tę często mam przed oczyma, szcze­gólnie, jak obecnie obserwuję marudzące dzieci przyjedzeniu.

Na początku września 1942r., przyjechał do nas dentysta z Łęcznej, Żyd, dr Zeman z synem Gutkiem. Gutek miał rodzinę w Modli­bo­rzycach, do której przed wojna., często przyjeżdżał w wakacje i bawił się z nami na łąkach, kąpał się i pływał po Sannie moim kajakiem, na Zamłyniu grał w piłkę, a na błoniu w palanta i pekę. Smakował mu chleb ze smalcem i ogórki kiszone. Kolegował się z chłopcami z naszej ulicy, szcze­gólnie z Józkiem Estką i Wojtkiem Wojto­wiczem. Należał w Lęcznie do harcerstwa żydowskiego; widziałem go w ich mundurku: biała koszula, czarne wąskie do kolan spodenki i białe podko­lanówki z pomponami. Dr Zeman przewidując zamknięcie ich w Getcie, prosił o możliwość pozosta­wienia syna w naszym domu. Może się tu przechowa: gdzie często kwaterują Niemcy, w rodzinie jest ksiądz itd. bo mówi się ..że pod latarnią jest najciemniej„‚ . Gutek nie nosił gwiazdy Dawida i nie był podobny do Żyda. Ojciec jego miał na lewej piersi, przyszyta, sześcio­ra­mienną żółta, gwiazdę. Nosił ja, przepisowo od 1 września 1941 r.,Gutek został u nas. Był smutny, tęsknił i na kilka dni przed wypędzeniem Żydów, uciekł do rodziców.

We wrześniu Niemcy zarządzili wysie­dlenie z Modli­borzyc wszystkich Żydów do getta w Zaklikowie. Mieli zebrać się rano na rynku, z podręcznym bagażem. Przetrans­por­towano ich furmankami [jak mieli pieniądze], część pieszo. Dużo ich zostało, po drodze, „na wieki”.

Z Zaklikowa, grupami, odjeżdżali towarowymi wagonami w nieznane. Jak zwykle ciekawski, biegałem po ulicach, szukając znajomych twarzy. Szcze­gólnie profesora medycyny Gotliba z Wiednia, bywał u nas często. Profesorkę Konser­wa­torium w Wiedniu, która mieszkała u pp. Kubickich i uczyła mnie gry na forte­pianie. Eryki, ślicznej dziewczyny, mieszkała z rodzicami przy ul. Kowalskiej. W Modli­bo­rzycach pozostała (nie na długo) tylko piękna wiedenka -„ Mauzi”, o której względy zabiegali nie tylko oficerowie niemieccy, ale i Olek Gerlicz, dziedzic ze Stojeszyna. Miała w naszej miejscowości, przyja­ciółkę. Wracając z rynku, zauważyłem na ul. Błotnej grupkę osób przed domem pp. Krasowskich. Frontowy pokój miał pootwierane okna. U nich też mieszkali Żydzi wiedeńscy, starsze małżeństwo. On był jakimś profesorem chemii. Podszedłem i usłyszałem, że nie żyja,. Wszedłem do środka i zobaczyłem leżące na podwójnym łóżku, dwa martwe ciała. Leżeli równo na wznak, obok siebie. Łóżka przykryte czystymi, białymi przeście­radłami, oni oboje ładnie ubrani na czarno. Mężczyzna leżał od okna; ręce mieli złożone na piersiach. Wyglądali bardzo dostojnie. Na szafkach nocnych, stały dwie szklane zlewki labora­toryjne z białym osadem na ściankach. Prawdo­po­dobnie w nocy oboje otruli się, przewidując uciążliwy i tragiczny koniec. To zdarzenie też zaliczam do swoich harcerskich wspomnień.

Rok 1942 szcze­gólnie był tragiczny dla nas harcerzy. W styczniu ginie mój ojciec , w sierpniu nasz zastępowy Stach Pikula traci ojca i brata, a 2 października druh Marian Torla (Nunek) traci ojca. Nasiliły się aresz­towania i Niemcy zabrali z domów w dniu 2 października 1942r. członków POZ (Grupa Oddział Wspoma­gający): p.p. Tomasza Pietrasa, Henryka i Stanisława Saganów (z Dapia), chorążego Stanisława Torlę, Henryka Saję i Brodzisza (z Modli­borzyc). Aresz­to­wanych wywożą ciężarówka, i tego samego dnia rozstrzelali ich w lesie za Kraśnikiem. Śmierci uniknął tylko p. Brodzisz, były wojskowy, który wyrwał się Niemcowi i uciekając zygzakiem pomiędzy drzewami, nie dał się zastrzelić. Później wrócił do Modli­borzyc i ukrywał się do końca wojny. 26 października nowy cios dla rodziny naszego zastę­powego. W jarach, koło wsi Bilsko, zastrzelono kilku ukrywa­jących się party­zantów członków POZ (AK), a wśród nich dowódcę miejscowej placówki, ppor. Wacława Pikulę — brata Stacha.

Po rozpra­cowaniu tajnej organizacji wojskowej, do której należeli: Głowacki, Pankowski i Pikula, społe­czeństwo Modli­borzyc, zaczęło ostrożnie rozglądać się za szpiclami, donosi­cielami, kolabo­rantami, współ­pra­cu­jącymi z „granatowa,” Policja, Polska, i Niemcami. Podej­rzewano o to wiele osób z Modli­borzyc i okolicy, ale pewności nie było. Będąc wtajem­niczony w wiele spraw, dostałem polecenie od wujka Olesia, aby dowiedzieć się, ile mogę. o Grempczyku już wtedy „szarej eminencji”. Był wysie­dlonym z poznań­skiego, mieszkał na Kol. Zamek u pp. Drzymałów, razem ze stara, matka, i młoda, kobietą. W okupację pracował w Gminie Modli­borzyce i bywał często w dworku na Kol. Zamek, gdzie mieściło się wtedy Leśnictwo. Do Zamku, chodziłem w ramach tajnego nauczania, na lekcje do p. Wandy Kowalińskiej, też wysie­dlonej z poznań­skiego, z która, to rodziną Grempczyk utrzymywał bliższy kontakt. Grempczyk miał bryczkę i zatrudniał jako woźnicę okresowo Stanisława Pasztaleńca (był kulawy). P. Paszta­leniec woził często, po okolicy, kobietę miesz­kająca z Gremp­czykiem. Jeździła w podej­rzanych sprawach. Po pewnym czasie, Grempczyk wydał Niemcom p. Pasztaleńca za kontakty z podziemiem. Aresz­towany, przebywał w obozie w Puławach, później na Zamku Lubelskim i tam zamor­dowany. Po wypędzeniu Żydów w 1942r., i przez następny rok, Grempczyk często chodził nocami po Modli­bo­rzycach, węszył za ukrywa­jącymi się Żydami i ich kontaktami z Polakami. Widywałem go w czasie pełnienia nocnych wart. Nawet raz w nocy przepędził, mnie jak go spotkałem koło domu p. Tomiły, przy ul. Piłsud­skiego. Nie wiem co się z nim stało, ale chyba uciekł razem z Niemcami.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Międzynarodowy Spływ Kajakowy GRUNWALD 2010

Czytaj dalej

IV Ogólnopolski Spływ Kajakowy „Biała Przemsza” 2010

Klub Miłośników Kajakarstwa „Przemsza” oraz  RSK Sport zapraszają do udziału w IV Ogólno­polskim Spływie Kajakowym im. Andrzeja Arendta „Biała Przemsza 2010″ który odbędzie się w terminie 16 – 18 kwietnia 2010r.

Termin i miejsce spływu: 16 – 18.04.2010 r. Rzeka Biała Przemsza od Sławkowa (MOK) do Trójkąta Trzech Cesarzy (Sosnowiec) Długość trasy 23 km.

Organizator spływu: Klub Miłośników Kajakarstwa „Przemsza” przy Oddziale PTTK w Sosnowcu

Współ­or­ga­ni­zatorzy:

  • Urząd Miejski w Sosnowcu
  • Urząd Miejski w Sławkowie
  • Urząd Miejski w Jaworznie
  • RSK Sport Moskwa Maciej
  • Towarzystwo Miłośników Maczek „Granica”
  • Śląski Klub Turystyki Kajakowej „Neptun” Żory
  • Klub Sportowy „Amber” Tomaszów Mazowiecki
  • Klub Turystyki Kajakowej „Eskapada” Częstochowa

Komitet Honorowy Spływu:

  • Prezydent Miasta Sosnowca
  • Prezydent Miasta Jaworzna
  • Burmistrz Miasta Sławkowa
  • Prezes Oddziału PTTK Sosnowiec

Komitet Organi­zacyjny:

  • Stanisław Czekalski (prezes Oddziału PTTK w Sosnowcu)
  • Jan Jelonek (prezes Towarzystwa Miłośników Maczek „Granica”)
  • Marek Lityński (prezes KMK „Przemsza”)
  • Andrzej Ambroziak (prezes Klubu Sportowego „Amber”)

Cele spływu:

Promocja szlaku kajakowego rzeki Białej Przemszy i jej okolic ze szcze­gólnym uwzględ­nieniem miejsc budowy przystani kajakowych w Sławkowie i Sosnowcu. Propa­gowanie turystyki i sportu kajakowego. Czynny wypoczynek weekendowy.

Kierow­nictwo spływu:

  • Marek Lityński (komandor)
  • Maciej Moskwa (kierownik zespołu ratowników/​pilot początkowy)
  • Joanna Bratko-​​Lityńska (biuro spływu)
  • Jan Jelonek (kwatermistrz)
  • Łukasz Głośny (transport)

PROGRAM OSK Biała Przemsza 2010

16.04.2010 (piątek)

  • 16.00−21.00 Przyjazd uczestników do Sławkowa. Zakwa­te­rowanie i weryfikacja.

17.04.2010 (sobota)

  • 8.00 – 8.30 Śniadanie (szwedzki stół, prosto z IKEI)
  • 8.30−9.00 Weryfikacja pozostałych uczestników spływu.
  • 9.00−9.30 Przejazd uczestników na miejsce startu MOK Sławków.
  • 10.00 Otwarcie spływu.
  • 10.15 Start do I etapu Sławków – Maczki (12,0 km).
  • 12.30 Odpoczynek etapowy przy moście w Burkach (przerwa 30 min.)
  • 16.00 Meta I dnia spływu w Maczkach;  pieczenie kiełbasek przy ognisku
  • 18.00 Przejazd do schroniska w Sławkowie.
  • 19.30−24.00 Wieczór kajakowy (co nieco do brzuszka, konkurs piosenek przy gitarze).

18.04.2010 (niedziela)

  • 8.00−8.30 Śniadanie (szwedzki stół).
  • 9.00 Wyjazd do Maczek.
  • 10.00 Start do II etapu spływu Maczki – TTC (11,0 km).
  • 14.00 Ognisko z kiełbaskami na terenie Trójkąta Trzech Cesarzy.
  • 15.00 Zakoń­czenie spływu. Transport uczestników i sprzętu do Sławkowa.

REGULAMIN SPŁYWU

Warunki uczest­nictwa: Ukończone 18 lat życia. Uczestnicy biorą udział w spływie na własną odpowie­dzialność, a wyrazem przyjęcia tego warunku jest własno­ręczny podpis na karcie zgłoszenia. Wszyscy uczestnicy płyną w nałożonych kamizelkach aseku­ra­cyjnych. Dowód opłacenia wpisowego jest warunkiem dopusz­czenia do udziału w spływie. Uczestnicy spływu będą zakwa­te­rowani na terenie Szkolnego Schroniska Młodzie­żowego w Sławkowie-​​Niwie. Istnieje możliwość wynajęcia dwuoso­bowych kajaków poliety­le­nowych Perception Vista (M. Moskwa 0 – 693 074 015; www​.nasza​-rzeka​.pl).

Wysokość opłat wpisowych:

  • Opłata wpisowa dla wszystkich uczestników: 30,- zł
  • Świadczenia dla uczestników przyjezdnych: 90,- zł
  • Wynajęcie kajaka (wiosło, kamizelka, transport) od osoby na 2 dni: 35,- zł

Termin zgłoszeń:  10.04.2010

Adres: Marek Lityński, Kiero­cińskiej 14 C; 41 – 209 Sosnowiec, tel.: 0 – 602 398 140, E-​​mail: dinomdl@​wp.​pl; (na zgłoszeniu podać liczbę uczestników i nazwisko kierownika grupy z telefonem kontaktowym)

Wpłaty należy dokonać na konto:

PKO SA I O/​Sosnowiec: 36 1240 2988 1111 0010 1579 4799

Z dopiskiem: OSK Biała Przemsza 2010

Dowód wpłaty prosimy przesłać w/​w mailem na adres organi­zatora oraz okazać podczas weryfikacji.

W ramach opłat uczestnicy otrzymują:

Zakwa­te­rowanie i posiłki (dotyczy osób przyjezdnych), przewóz uczestników i sprzętu na trasy etapowe, zabez­pie­czenie ratownicze trasy spływu, pamiątki spływowe, wklejki do książeczki TOK PTTK/​PZK.

Posta­no­wienia końcowe:

Dojazd na początek spływu (Szkolne Schronisko Młodzieżowe Sławków, Niwa 45, tel.: 0 – 32 293 11 00; www​.schronisko​.com​.pl) odbywa się pojazdami własnymi uczestników. W przypadku nie przybycia na spływ wpisowe nie podlega zwrotowi. W przypadku odwołania przyjazdu po 12.04.2010 zwrocie ulega połowa wpłaconej kwoty. Na trasie spływu występują przeszkody w korycie, wymagające przenie­sienia kajaków brzegiem rzeki. Organizator zastrzega sobie prawo skrócenia trasy spływu w przypadku wystą­pienia nieko­rzystnych warunków atmos­fe­rycznych oraz zbyt niskiego lub zbyt wysokiego stanu wody.

Zdjęcia ze spływu Białą Przemszą 2009 znajdziecie w galerii www​.stero​.pl