zające

Przewodnik po powiecie Grójeckim w opracowaniu z 1965r.

Rys geogra­ficzny

Obszar i granice. Powiat grójecki leży w południowej części woj. warszaw­skiego i zajmuje powierzchnię 1226 km2. Najbardziej na północ wysunięty kraniec powiatu jest oddalony o niecałe 15 km od granic Warszawy. Powiat grójecki od północy graniczy z powiatem piase­czyńskim, od północnego zachodu z powiatem grodzisko-​​mazowieckim, od zachodu z powiatami skier­nie­wickim i rawsko — mazowieckim woj. łódzkiego, od południa z powiatami biało­brzeskim i kozie­nickim woj. kieleckiego, przy czym granica biegnie tu częściowo wzdłuż Pilicy. Od wschodu powiat grójecki sąsiaduje z powiatem garwo­lińskim i otwockim, oddzielony od nich Wisłą.

Ukształ­towanie powierzchni

Powiat grójecki leży na terenie Wysoczyzny Rawskiej, zwanej też Południowo-​​Mazowiecką, oraz częściowo na terenie Kotliny Warszawskiej. Te podregiony geogra­ficzne stanowią część składową Niziny Mazowieckiej, która jest wschodnim fragmentem Krainy Wielkich Dolin.

Ukształ­towanie tego najroz­le­glejszego pasa krajo­bra­zowego Polski jest przede wszystkim dziełem lą-​​dolodu i jego wód rozto­powych. W czasie epoki lodowej olbrzymie masy lodu nagro­ma­dzonego w rejonie Skandynawii spływały kilka­krotnie na Polskę. Lodowiec sunąc po powierzchni ziemi ciągnął za sobą różnorodny materiał. Po stopnieniu lodu materiał ten pozostał na naszym terenie w postaci glin, piasków, żwirów i głazów narzu­towych (np. głaz koło wsi Dań-​​ków). Osady te, zwane moreną denną, wypełniły wszelkie nierówności obszaru, po którym pełzł lodowiec, i dały w rezultacie krajobraz równinny lub lekko falisty. Ożywienia krajobrazu dokonały tzw. moreny czołowe, utworzone z materiału, który zebrał się w czasie postoju lodowca na jego czole. Osady tego rodzaju ukształ­towały się w postaci odosob­nionych wzniesień lub całych pasm ciągnących się zwykle równo­leż­nikowo. Innego rodzaju fragmentem krajobrazu są piaszczysto-​​ż wirowe ozy, tj. wzgórza najczęściej prostopadle usytuowane do moren czołowych. Powstały one w wyniku akumu­la­cyjnej działalności wielkich potoków podlo­dow­cowych. Pod tymi podlo­dow­cowymi osadami zalegają starsze utwory trzecio­rzędowe — plioceńskie iły i piaski.

Charak­te­ry­styczne piętno Krainie Wielkich Dolin nadają tzw. pradoliny, tj. szerokie doliny utworzone przez wody roztopowe lodowca, które odpływały na zachód w kierunku Morza Północnego (obszary na północ znajdowały się jeszcze pod lodem). Dopiero gdy zapora lodowa znikła, wody roztopowe przedarły się do Bałtyku, pozosta­wiając po sobie rozległe, miejscami szerokie na kilka­naście kilometrów doliny wyrównane, niejed­no­krotnie zabagnione. W prado­linach tych płyną obecnie stosunkowo niewielkie rzeki, często w odmiennym niż w epoce lodowej kierunku, przerzucając się od jednego do drugiego brzegu szerokiego koryta. Taką pradoliną płynie właśnie Pilica na odcinku od Tomaszowa Mazowieckiego aż do ujścia. Południkowe odcinki dolin rzecznych, a czasami także niektóre równo­leż­nikowe, pochodzą z okresu późniejszego, polodow­cowego. Powstały one w wyniku wcinania się potoków i rzeczek w osady pozostawione przez lodowiec. Doliny takie są więc przeważnie wąskie i silnie wcięte, np. doliny rzeczek Mogielanki, Jeziorki i Tarczynki.

Wszystkie te elementy krajobrazu polodow­cowego znajdziemy na terenie powiatu grójeckiego. Wysoczyzną Rawska jest właśnie wysoczyzną moreny dennej ze znacznie znisz­czonymi już pagórkami moreny czołowej wystę­pu­jącymi m. in. w okolicach Warki (3 km na zachód od miasta, na blisko dziesięciokilo-​​metrowym odcinku pomiędzy wioską Wichradz a Wolą Łychowską), w rejonie wsi Petrykozy (ok. 15 km na pn. zach. od Grójca).

Widocznie wykształcone ozy znajdujemy na południe od Grójca na przestrzeni blisko 7 km aż po Lewiczyn, na południowy wschód od Grójca (ok. 5 km) w rejonie wsi Częstoniew i Olszany. Ozy często są miejscami eksplo­atacji żwiru. Obok wzgórz moren czołowych i ozów dużą rolę w krajo­brazie odgrywają wynie­sienia zawdzię­czające swe istnienie garbom starszego podłoża. Na jednym z nich leży tzw. Wyżyna Mszczo­nowska, która na północny zachód od Osuchowa osiąga 210 m npm. Granicę Wysoczyzny Rawskiej na terenie powiatu grójeckiego wytycza linia łącząca Tarczyn, Lesznowolę, Falęcin, Nową Wieś z Niemoje wicami (dzielnica Warki). Granicą tą jest krawędź opadająca na wschód ku lekko sfalo­wanemu obszarowi stano­wiącemu jakby przej­ściową terasę ku właściwej Kotlinie Warszawskiej. Środek Kotliny Warszawskiej przecina terasa zalewowa Wisły wraz z samą rzeką. Bardzo malow­niczym elementem krajobrazu jest skarpa wiślana, miejscami opadająca urwiskiem ku Wiśle, np. w rejonie wsi Potycz, oraz skarpa Pilicy koło Starej Warki.

Sieć wodna. Powiat grójecki leży w dorzeczu Wisły. Wszystkie rzeczki przeci­nające teren powiatu biorą swój początek w wyższej, zachodniej jego części (obszar Wysoczyzny Rawskiej). Lubanka i Mogielan-​​ka wpadają do Pilicy, która z kolei dwoma ujściami (pod Mniszewem i Potyczą) uchodzi do Wisły. Natomiast Jeziorka (zwana w dolnym biegu Jeziorną, a dalej Wilanówką) z dopływami prawym Kraski i lewym Tarczynki oraz rzeczka Czarna wpadają do Wisły, pierwsza z nich w rejonie Warszawy, a druga bardziej na południe, pod Czerskiem. Rzeczka Czarna na znacznym odcinku swego biegu jest uregu­lowana. Szcze­gólnie piękne krajo­brazowo są doliny Mogielanki, Jeziorki i Tarczynki. Rzeczki te płyną w silnie wciętych dolinach niejed­no­krotnie nawad­niając ciągi malow­niczych rybnych stawów i poruszając młyny wodne. Stoki dolin porośnięte są miejscami ładnymi lasami z bogatym runem.

Szata roślinna i świat zwierzęcy. Procent zalesienia powiatu grójeckiego należy do najniższych w województwie. , Lasy zajmują ok. 14 000 ha, tj. tylko 11′% ogólnej powierzchni powiatu (średni stan zalesienia w województwie wynosi ponad 18′%). Drobne obszary leśne rozrzucone są po terenie całego powiatu. Do większych fragmentów zaliczyć trzeba kompleks przeważnie sosnowych lasów rozcią­ga­jących się na południe od Nowej Wsi i Rytomo­czydeł, sosnowych i mieszanych lasów w dolinie górnej i środkowej Jeziorki, lasów mieszanych pomiędzy Łęczeszycami a Lewiczynem oraz sosnowych i mieszanych lasów między Watra­szewem a Dębnowolą. Prócz sosny i gdzie­niegdzie świerków występują również dęby, brzozy, graby i lipy drobno­listne, a na terenach podmokłych — głównie olszyna.

Specjalną uwagę należy zwrócić na jedyne w południowej części Mazowsza, a największe na terenie województwa naturalne skupienie modrzewia polskiego koło Małej Wsi (rezerwat „Modrzewina”). Inny fragment pierwotnej przyrody znajdziemy na południowo-​​zachodnim krańcu powiatu koło wsi Tomczyce, gdzie wysoki brzeg Pilicy poprze­cinany malow­niczymi wąwozami porasta piękny bór sosnowy z domieszką drzew liściastych (rezerwat „Tomczyce”).

Wiele starych drzew, uznanych częściowo jako pomniki przyrody, znajduje się w dawnych parkach przy dworskich, np. w Budzi­szynie (dęby), Osuchowie (dęby, lipy i wiązy), w Warpęsach (jesiony), Michrowie (jesion) i Świdnie . Na szczególną uwagę zasługuje uznany za rezerwat przyrody piękny, urozmaicony drzewostan parku w Winiarach. Pojedyncze okazy starych drzew znaleźć można także na cmentarzach kościelnych (np. w Micha­ło­wicach, Rembertowie), a aleja starych lip prowadzi z Małej Wsi do rezerwatu „Modrzewina”.

W dolinach rzek ciągną się połacie łąk, wyjątkowo pięknych w okresie ich kwitnienia (trzecia dekada maja, pierwsza czerwca), przed pierwszymi siano­kosami. Największe skupiska łąk znajdują się w dolinie Pilicy i w środkowym biegu Jeziorki.

Świat zwierzęcy omawianego obszaru pozbawiony jest obecnie rzadkich okazów. Przed­sta­wi­cielami zwierzyny dzikiej są: dziki, sarny i borsuki, lisy, zające i wiewiórki. Z ptaków gnieżdżą się tu m. in. skowronki, sikorki, dzięcioły, wrony, sroki, kuropatwy, drozdy, kukułki, bociany i jaskółki. W stawach rybnych hoduje się różne, powszechnie znane gatunki ryb. W rzekach, stosunkowo mało zasobnych w ryby, najczęściej spotkać można okonie, płocie, gdzie­niegdzie szczupaki..

Klimat. Powiat grójecki znajduje się w sferze oddzia­ływania klimatu Krainy Wielkich Dolin (klimat morsko-​​kontynentalny) ze wszystkimi cechami zmienności pogody. Między poszcze­gólnymi częściami powiatu nie ma większych różnic klima­tycznych. Średnia tempe­ratura roczna wynosi 7,6° C. Średnia tempe­ratura lipca 18,9° C. Najzim­niejszym miesiącem jest styczeń o tempe­raturze —3,6° C. Na terenach sfalo­wanych wystawy północne i północno-​​wschodnie są zimniejsze od wystaw południowych i południowo – zachodnich.

Pierwsze przymrozki jesienne przypadają przeważnie na drugą dekadę października, natomiast ostatnie przymrozki wiosenne na trzecią dekadę kwietnia. Liczba dni pochmurnych w roku waha się w granicach od 140 do 150. Największe zachmu­rzenie występuje przeważnie w grudniu, a najmniejsze we wrześniu.

Średnia roczna suma opadów wynosi dla Grójca ok. 500 mm. Teren powiatu należy zaliczyć do najsuchszych obszarów Polski. Właściwą wegetację upraw zapewnia jednak korzystny rozkład opadów w ciągu roku. Okres wegetacyjny trwa tu około 180 dni. Ilość dni z pokrywą śnieżną waha się między 50 — 60.

Zarys dziejów

Najstarsze ślady zamiesz­kiwania przez człowieka terenów dzisiejszego powiatu grójeckiego odkryto we wsi Ginetówka, gdzie znaleziono m. in. paciorki z masy szklistej i bransolety brązowe pochodzące z wczesnej epoki żelaza (ok. VII — V w.p.n.e.). Z tego samego mniej więcej czasu pochodzi cmenta­rzysko z tzw. okresu kultury łużyckiej we wsi Zawady. W Winiarach odkryto cmenta­rzysko grobów kloszowych z IV — II w.p.n.e. (w końcowym okresie istnienia kultury łużyckiej prochy zmarłego chowano w popielnicy przykrywanej z wierzchu dużym naczyniem w kształcie klosza). W Pólku znaleziono cmenta­rzysko ciałopalne z II — I w.p.n.e., a w Otalążce osadę z III — IV w.n.e.

Z wczesnego średnio­wiecza zachowały się nieliczne pozostałości grodów w postaci wałów i stożko­watych wzniesień. Wymienić tu należy grodzisko w Starej Warce, ślady grodzisk w Woli Worowskiej i Lewiczynie.

W zaraniu dziejów Mazowsza do najgęściej zalud­nionych ziem należały m. in. okolice Czerska i Grójca, skąd w XII i XIII w. rozszerzał się ruch osadniczy na dalsze tereny. Ziemie te wchodziły w skład państwa Mieszka I i jego następców. W 1138 r., po śmierci Bolesława Krzywo­ustego, Mazowsze wraz z Kujawami przypadło Bolesławowi Kędzie­rzawemu. Później przeszło w ręce Kazimierza Sprawie­dliwego, a następnie jego młodszego syna Konrada (w 1207 r.), który uważany jest za założyciela linii Piastów Mazowieckich, trwającej ponad 300 lat. W tym okresie najważ­niejszym osiedlem w tej części Mazowsza był Grójec. Przez ten obszar przebiegały wówczas ważne między­na­rodowe szlaki handlowe. Jeden z nich prowadził z Torunia do Włodzi­mierza na Rusi wzdłuż Wisły przez Płock, Zakroczym, Czersk. Odgałę­zienie tego szlaku łączącego Pomorze z Rusią biegło z Torunia przez Gostynin, Rawę Maz., Nowe Miasto n. Pilicą, Radom. Inne trakty o znaczeniu wewnętrznym prowadziły z Radomia przez Grójec do Warszawy, z Grójca przez Czersk do Garwolina. W połowie XIII w. Grójec traci swą pierw­szo­planową rolę polityczną i kościelną na rzecz Czerska. Konrad I Mazowiecki tworzy wówczas nowe jednostki admini­stracyjne, jedną z nich, tzw. księstwo, z siedzibą w Czersku. W czasie obrony zamku czerskiego przed najazdem Litwinów zginął syn Konrada I — książę Ziemowit.

Liczni potomkowie Ziemowita I zaczęli dzielić Mazowsze na dzielnice książęce. To rozdrob­nienie feudalne uczyniło z Mazowsza twór niejed­nolity, ulegający ciągłym przemianom. Pomimo to Piastowie Mazowieccy potrafili utrzymać w swym ręku silną władzę, prowadzić samodzielną politykę i dopiero w 1351 roku uznali się lennikami króla Kazimierza Wielkiego.

W XIV i XV w., w okresie niewiele większym od stu lat, wszystkie większe skupiska ludności na Mazowszu południowym uzyskały prawa miejskie (Mogielnica w 1317 r., Warka, Czersk, Tarczyn, Goszczyn, Przybyszew, Nowe Miasto n. Pilicą oraz Grójec w 1419 r.).

W 1526 r. po śmierci dwóch ostatnich książąt mazowieckich, Stanisława i Janusza III —- król Zygmunt Stary przyłączył pozostałe ziemie mazowieckie do Korony. Mazowsze podzielone zostało wówczas na trzy województwa: rawskie, płockie i mazowieckie. Większość terenów objętych zasięgiem niniejszego przewodnika znalazła się wówczas w obrębie ziemi czerskiej województwa mazowieckiego. Tarczyn i jego okolice weszły w skład ziemi warszawskiej tego województwa, a Mogielnica i Nowe Miasto n. Pilicą w skład województwa i ziemi rawskiej. Ziemia czerska w tym czasie dzieliła się z kolei na trzy powiaty: czerski, grójecki i warecki. Gęstość zalud­nienia na Mazowszu w XVI w. szacuje się na ok. 20 miesz­kańców na km2.

Po unii lubelskiej (1569 r.) ziemie mazowieckie znalazły się niejako w środku państwa, stając się pośred­nikiem w wymianie handlowej. Tę rolę Mazowsza umocniło przenie­sienie w 1596 r. stolicy kraju do Warszawy. Od tego momentu Mazowsze stało się także centrum życia politycznego państwa. Miasta mazowieckie przeżywają w tym czasie złoty okres rozkwitu. Na wsi szybko rozwija się gospodarka folwarczna.

Po blisko trzystu latach pokoju i dobrobytu mieszkańcy Warki i okolicy przeżyli w 1607 r. przedsmak wojny, kiedy to wojska rokoszu Mikołaja Zebrzy­dow­skiego dokonały rabunków i licznych samowoli. Najazd szwedzki w połowie XVII w. dopro­wadził miasta i gospodarkę wiejską Mazowsza do zupełnej ruiny. Wiele miast nigdy już nie wróciło do dawnej świetności. Dla przykładu warto podać, że w Grójcu w 1660 r. pozostało zaledwie 16 domów, w Czersku — 22 domy, Goszczynie — 42 domy, w Warce — 72 domy. W 2 połowie XVII w. liczba miesz­kańców Mazowsza znacznie się zmniejszyła: gęstość zalud­nienia nie przekraczała wówczas 10 osób na km2. Nowych zniszczeń doznała ziemia mazowiecka w początku XVIII w., kiedy to Szwedzi jako stronnicy Stanisława Leszczyń­skiego wkroczyli do Polski.

Stałe pogłę­bianie się ucisku pańsz­czyź­nianego było przyczyną zbiegostwa chłopów.

Po ostatnim rozbiorze Polski w 1795 r. Mazowsze południowe znalazło się w zaborze pruskim. Po zwycięstwie Napoleona utworzono w wyniku traktatu w Tylży w 1807 r. Księstwo Warszawskie. Ziemie omawiane w przewodniku weszły wtedy w skład depar­tamentu warszaw­skiego. Po Kongresie Wiedeńskim (1815 r.) Mazowsze znalazło się pod panowaniem carskim w granicach Królestwa Kongresowego.

Dwa powstania narodowe odbiły się szerokim echem na Mazowszu. Z Warki pochodził Piotr Wysocki, bohater nocy listo­padowej 1830 r. Tam też stacjo­nowała Bateria Rakietników, która wzięła czynny udział w powstaniu bijąc się pod dowództwem gen. Józefa Bema. W czasie powstania stycz­niowego 1863 r. staczają tu z kozakami potyczki liczne oddziały powstańcze. Do najkrwawszych należą potyczki pod Nową Wsią i Raciborami (k. Prażmowa). Jeden z oddziałów powstańczych dowodzony był przez wiernego polskiej sprawie carskiego podpuł­kownika Władysława Kononowicza, rozstrze­lanego później wraz z towarzyszami na błoniach nadpi­lickich w Warce.

Druga połowa XIX w. była okresem inten­sywnego rozwoju przemysłu w Polsce. Niestety brak linii kolejowych i dosta­tecznej sieci dróg kołowych nie sprzyjał budowie większych zakładów w Grójcu, Warce czy Górze Kalwarii. Poważne znaczenie dla tego regionu miało dopiero urucho­mienie etapami w latach 1914 — 20 linii kolejki wąsko­torowej z Warszawy przez Piaseczno, Grójec do Nowego Miasta n. Pilicą wraz z odgałę­zieniem do Góry Kalwarii, a w 1934 r. linii kolejowej z Warszawy przez Warkę do Radomia.

Po odzyskaniu niepod­le­głości w 1918 r. tereny omawiane (wraz z Nowym Miastem , n. Pilicą) weszły w skład woj. warszaw­skiego. Pod rządami burżuazji województwo było regionem zanie­dbanym, rozwi­jającym się na ogół słabo i nierów­no­miernie. W miastach i na wsi panowało bezrobocie. Nie zmniejszała się, zwłaszcza na wsi, liczba analfabetów. W 1921 r. w Grójcu i okolicach miały miejsce strajki robotników rolnych, domaga­jących się ludzkiego traktowania i godziwych płac. Potężna fala strajków i demon­stracji robot­niczych i chłopskich, organi­zo­wanych przez KPP i lewicowych ludowców, przeszła przez ziemię mazowiecką w latach trzydziestych. Ruchy te odbiły się szerokim echem także wśród społe­czeństwa powiatu grójeckiego.

Tradycje wspólnej walki komunistów i ludowców przeciwko rządom sanacji legły później u podstaw frontu antyhi­tle­row­skiego, gdy po klęsce wrześniowej znaczna część województwa warszaw­skiego znalazła się w tzw. Generalnym Gubernatorstwie.

Już w 1940 r. rozpoczęły działalność grupy byłych członków i sympatyków KPP, in. in. w Mogielnicy, Otaląży i Tarczynie. Grupy lewicowych ludowców utrzy­mywały łączność z powstałą w Warszawie organizacją „Młot i Sierp”. Wiosną 1942 r. na konspi­ra­cyjnym zebraniu w Wilczogórze k. Grójca wybrany został Komitet Powiatowy PPR. Przystąpiono jedno­cześnie do tworzenia grup dywer­syjnych Gwardii Ludowej, które w latach 1942 — 43 przepro­wadziły ‚wiele udanych akcji przeciwko okupantowi, m. in. niszcząc obiekty admini­stracji niemieckiej, np, urzędy gminne w Belsku Dużym, Jasieńcu, posterunki granatowej policji w Drwalewie i Goszczynie. Gwardziści niszczyli także obiekty gospo­darcze, np. mleczarnię w Belsku Dużym, młyn w Grójcu, palili sterty kontyn­gen­towego zboża. Znane są śmiałe akcje dywersyjne na transporty niemieckie na linii kolejowej Warszawa — Warka, np. pod Czachówkiem, Chynowem, a zwłaszcza pod Michal­czewem, gdzie w nocy z 25 na 26. X. 1943 r. wykolejono pociąg wojskowy, wstrzymując na długi okres komunikację. 30. IX. 1943 r. pod Chynowem miała miejsce duża bitwa z przewa­ża­jącymi siłami hitle­rowskimi. Wiele akcji przepro­wadzały na Mazowszu również oddziały Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. W 1959 r. w XV rocznicę PRL wystawiono na skraju Chynowa pomnik z urną, w której spoczęła ziemia z miejsc uświę­conych krwią party­zantów walczących na grójec­czyźnie. Okupant stosował wobec cywilnej ludności polskiej akcje deportacji (np. z terenu Warki), dokonywał bestialskich mordów, szcze­gólnie ludności żydowskiej. 9 września 1942 r. hitlerowcy powiesili w Grójcu i Goszczynie 10 członków PPR. W połowie 1944 r. powstały w powiecie pierwsze konspi­racyjne rady narodowe.

W lipcu i sierpniu 1944 r. Armia Radziecka i odrodzone Wojsko Polskie wyzwoliły wschodnie powiaty województwa warszaw­skiego. W południowej części województwa linia frontu zatrzymała się na Wiśle. Od 31. VII. 1944 r. toczyły się na tzw. przyczółku wareckim bardzo ciężkie walki, w których wzięło udział po raz pierwszy ludowe lotnictwo polskie. Ostateczne wyzwolenie przyszło w połowie stycznia 1945 r. Po wyzwoleniu niezwłocznie przystąpiono do organizacji władzy ludowej, przepro­wadzono reformę rolną, parcelując 180 majątków obszar­niczych, a w 1946 r. zakończono nacjo­na­lizację przemysłu. Jedno­cześnie rozpoczęto odbudowę miast i wsi, szcze­gólnie mocno znisz­czonych w rejonie Warki. Wymienić tu należy odbudowę wsi Piaseczno, opartą na nowoczesnych założeniach, dokonaną przez ówczesne Ministerstwo Odbudowy. Pomimo wielkich strat i zniszczeń w stosunkowo szybkim czasie władza ludowa potrafiła zapewnić warunki gospo­darczego i kultu­ralnego rozwoju.

Zabytki

Pierwsze miasto na południowym Mazowszu, Mogielnica, powstało w 1317 r. Warka, Czersk, Tarczyn, Goszczyn i Przybyszew uzyskały prawa miejskie w następnych latach XIV w. Był to okres rozwijania się stylu gotyckiego. Z tego okresu nie przetrwały jednak dobrze zachowane obiekty zabytkowe, nie licząc fragmentów gotyckich ścian w kościele w Grójcu i Tarczynie czy ruin zamku w Czersku. Z zabytków ruchomych zachowały się gotycka Pieta z 1 połowy XV w. (w tzw. kaplicy Piłata w Górze Kalwarii) oraz piękny późno­gotycki krucyfiks z początku XVI w. w kościele w Grójcu. Z XVI i początku XVII w. dotrwało kilka drewnianych zabyt­kowych kościółków w Chynowie, Wilkowie i Lewiczynie.

W XVII w. (zwłaszcza po okresie wojen szwedzkich), a szcze­gólnie w 1 połowie XVIII w. wzmaga się ruch budowlany. Barokowa archi­tektura tego okresu pozostawiła po sobie szereg obiektów budow­nictwa sakralnego, w mniejszym stopniu świeckiego. Do najcen­niejszych kościołów barokowych zaliczyć należy kościoły w– Jasieńcu, Drwalewie, Micha­ło­wicach, Nowym Mieście nad Pilicą oraz kościoły w Górze Kalwarii. Duże zespoły plastyki barokowej: rzeźby ołtarzowe, obrazy zachowały się w Chynowie, Jasieńcu, Micha­ło­wicach i Górze Kalwarii. Ludowe kapliczki przydrożne o wyraźnych cechach baroku wystawiane były także i w XIX w. Można do nich zaliczyć charak­te­ry­styczne dla okolic Warki kapliczki w postaci Walca, np. w Laskach, Wichradzu, Piasecznie i w Warce. Barokowe obiekty świeckie przeważnie uległy z biegiem lat znisz­czeniu, a na ich miejscu powstały budowle późniejsze. Jedyny dom barokowy zachował się w Górze Kalwarii, a w Nowym Mieście nad Pilicą spotykamy późno­ba­rokowy pałac.

W 2 połowie XVIII w. zapanował na terenie Mazowsza neokla­sycyzm, który trwał prawie do połowy XIX w. Styl ten bardzo rozpo­wszechnił się dzięki królowi Stani­sławowi Augustowi Ponia­tow­skiemu i jego budow­niczym. Przykładem wczesnego stylu klasy­cy­stycznego jest pałac w Rykałach. Najpięk­niejszym założeniem architektoniczno-​​parko-​​wym z tego okresu jest rezydencja książąt Lubomirskich w Małej Wsi. Punktem centralnym założenia jest pałac z czterema pawilonami bocznymi na rzucie wydłużonej podkowy. Pałac otacza francuski park geome­tryczny i angielski krajo­brazowy. We wnętrzu pałacu zachowały się oryginalne dekoracje malarskie i rzeźbiarskie. Z innych podobnych założeń klasycy stycznych, znacznie już skrom­niejszych, wymienić należy przede wszystkim Budziszyn, Drwalew i Błędów. Dwory klasy­cy­styczne spotykamy m. in. w Nowej Wsi, Petry­kozach, Osuchowie i Rytomo­czydłach. Wiele pałaców i dworów otaczają stare parki, a najpięk­niejszy z nich zachował się w Osuchowie. W miastach spotykamy klasy­cy­styczne ratusze (w Warce, Grójcu, Mogielnicy i Górze Kalwarii) oraz inne budynki komunalne, np, w Grójcu budynek poczty i jatki, a w Górze Kalwarii hale targowe. Z 2 połowy XVIII w. pochodzą dwa drewniane domy mieszkalne z podcieniami w rynku w Mogielnicy.

Z klasy­cy­stycznych obiektów sakralnych na Mazowszu południowym spotykamy jedynie kapliczkę w Nowej Wsi i częściowo przebu­dowany kościół w Belsku Dużym. We wnętrzu tej świątyni zachowało się klasy­cy­styczne wyposażenie i polichromia.

We wsiach dotrwało do naszych czasów sporo drewnianych chat z XIX w., budowanych na zrąb ze słomianym dachem, przede wszystkim nad Pilicą w Borowin, Osuchowie, Dębnowoli i Dziarnowie.

Poza omawianym neokla­sy­cyzmem zasługują również na uwagę tzw. style histo­ryczne, a wśród nich szcze­gólnie neogotyk. Przykładem tego stylu mogą być kościoły w Goszczynie, Worowie.i Mogielnicy.

opracował Janusz Żmudziński, Warszawa 1965

Rzeka Czarna Hańcza, szlak kajakowy i historia

STARY FOLWARK — wieś założona przez kamedułów w 1700 r. W okresie między­wo­jennym we wsi Stacja Hydro­bio­lo­giczna — uważana za kolebkę polskiej hydro­biologii. Obecnie wieś letniskowa i ośrodek turystyki wodnej.

WIGRY — wieś na półwyspie Klasz­tornym. Od 2 poł. XVII w. siedziba Zakonu Kamedułów, Zarządu Dóbr ofiaro­wanych przez króla Jana Kazimierza. Stanowi cenny barokowy zespół klasztorny. Budowa wg, projektu Piotra Putiniego. Zabytki: Kościół Niepo­ka­lanego Poczęcia NMP z 1704 – 45, eremy z XVII/​XVIII w., refektarz z bramą wjazdową i wieża zegarowa z końca XVII w., dom gościnny tzw. królewski z 2 poł. XVIII w. Pamiątką po wizycie Papieża w Wigrach w 1999 roku jest zachowany apartament dostojnego gościa.

Kilometraż (km) liczony jest od wypływu Czarnej Hańczy z jez. Postaw (00,0 km)

CZARNA HAŃCZA — rzeka dorzecza Niemna, największa rzeka Suwalsz­czyzny. Przepływa przez Pojez. Wschodnio-​​suwalskie, Pojezierze Sejneńskie i Równinę Augustowską. Długość –141,7 km, w Polsce 107,8 km. Powierzchnia dorzecza wynosi 1916,2 km , w Polsce 1612,5 km . Rzeka początek bierze na wys.245 m npm. wśród morenowych wzgórz na północ od jez.Hańcza, na południe od Wiżajn. Górny odcinek (do jez. Wigry) jest o spadku 2,3 /​ dolny 0,3 /​ . W rzece wody przydatne do hodowli ryb łososio­watych. Przy wypływie rzeki do jez. Wigry rezerwat ścisły chroniący ostoje bobrów. Czarna Hańcza jest jednym z najbardziej atrak­cyjnych szlaków kajakowych w Polsce. W dolnym biegu została włączona do systemu Kanału Augustowskiego.

MAĆKOWA RUDA — wieś założona w XVII w., niegdyś stanowiła własność kamedulską. Nazwa pochodzi od byłego właściciela Macieja Milew­skiego. W1943 i 1944 roku we wsi miały miejsce akcje party­zantów Armii Krajowej.

SARNETKI — wieś wśród lasów Puszczy Augustowskiej, powstała na miejscu domostwa braci Sernet­ko­wiczów (XV w.) trudniących się bartnictwem. W 1863 r. potyczka powstańców z wojskami rosyjskimi. Na wschód od wsi intere­sujący obiekt geomor­fo­lo­giczny — spod pokrywy utworów sandrowych budujących Równinę Augustowską wystają wierz­chołki moren czołowych w postaci wysp.

FRĄCKI — wieś, nazwa pochodzi od imienia właściciela tu istniejącej w XVII w. rudni — Frącka Milew­skiego. Od XVIII w. wieś wolnych chłopów później miejsce zamieszkania „sążniarzy” — robotników drzewnych.

STRZEL­COWIZNA — wieś powstała z XVII wiecznej rudni, w 1863 roku w pobliżu odbyło się ostatnie poważ­niejsze starcie powstańców z wojskami carskimi w czasie powstania styczniowego.

OKÓŁEK — wieś z XIX w., miejsce klęski oddziału VIII Uderze­niowego Batalionu Kadrowego Armii Krajowej (12.VIII.1943 r.). W miejscu potyczki pamiątkowy kamień, obok zabytkowy dąb (obwód 3,65 m).

PUSZCZA AUGUSTOWSKA — jeden z największych leśnych kompleksów w Polsce. Porasta sandrową Równinę Augustowską. Rozpo­ściera się między jez. Wigry na północy, a rzeką Biebrzą na południu. Powierzchnia ponad 1140 km 2 (w tym ponad 60 km poza granicami Polski, głównie na terenie Litwy). Drzewostan to głównie sosna (73%), pozostały: świerk, olsza, brzoza, jesion, dąb. W runie leśnym zachowało się wiele reliktów: m.in. zimoziół północny i ba-​​żyna czarna. Puszcza Augustowska stanowi ostoję dla wielu rzadkich zwierząt: bobrów, lysiów, głuszców,orła bielika, bociana czarnego, gągołów i wielu innych. Dla ich zachowania utworzono Wigierski Park Narodowy oraz szereg rezerwatów przyrody. Do bardziej znanych zalicza się rezerwaty mające na celu ochronę stanowisk bobra. Puszcza Augustowska wchodziła niegdyś w skład wielkich dziewiczych puszcz rozcią­ga­jących sie na pograniczu Litwy, Mazowsza i Prus. Do XII w. zamieszkała była przez Jaćwingów wytępionych przede wszystkim przez Krzyżaków. Od XV w. początek zagospo­da­rowania (łowiectwo, bartnictwo, sianożęci). XVI w. początek przemy­słowego jej wykorzy­stania (rudnie,smolarnie dziek­ciarnie, potażarnie, pozysk drewna) Największe znisz­czenia nastąpiły w czasie I wojny światowej, Niemcy wycieli 15 % jej drzewostanu (4 min m drzewa). Dużą atrakcją turystyczną Puszczy stanowi Kanał Augustowski wybudowany w latach 1823 – 1839, obecnie służy jako szlak kajakowy i trasa żeglugowa. Został uznany za zabytek techniki.

WIGIERSKI PARK NARODOWY — powstał w 1989 roku na pow. 14.840 ha. Wody stanowią 19%. Park obejmuje obszar morenowo-​​jezierny Pojezierza Suwal­skiego. Celem utworzenia była ochrona charak­te­ry­stycznego krajobrazu, flory i fauny. Na terenie Wigier­skiego Parku Narodowego nałożono na odwie­dza­jących szereg ograniczeń koniecznych przy wypeł­nianiu przepisów ochronnych. Są to: /​ ograni­czenie ruchu turystycznego i uprawiania sportów wodnych do okresu od wschodu do zachodu słońca, /​ poruszania się po drogach wyzna­czonych i szlakach /​ ograni­czenia możliwości wędkowania do niektórych jezior (dozwolone jest na jeziorach: Wigry, Pierty, Królówek, Leszcze-​​wek, Omułówek, Mulaczysko i Białe koło Piert na podstawie ważnej licencji), /​ biwakowanie i rozpalanie ognisk w wyzna­czonych do tego miejscach, /​ zakaz pozyskiwania runa leśnego, niszczenia roślin, zabijania, płoszenia i chwytania dziko żyjących zwierząt, wprowa­dzania psów bez kagańca i smyczy.

JEZIORO WIGRY — zaliczane do największych jezior w Polsce. Pocho­dzenie rynnowo-​​morenowe. Nazwa wywodzona jest z jaćwie­skiego „vingus” (kręty, zygza­kowaty). W otoczeniu jeziora wysoko­pienne lasy (porastają80% linii brzegowej). Powierzchnia wynosi 2186,7 ha (w tym 68,4 ha wysp), głęb.maks.73 m, średnio 15,8 m; długość linnii brzegowej 72,2 km (w tym wyspy 12,4 km); objętość misy jeziornej 336.727 m . Położone jest na wysokości 132 m npm. W jeziorze zamieszkuje 26 gat. ryb, do XVII w odławiano jeszcze w Wigrach łososie. Do kompleksu jezior wigierskich zaliczane są24 jeziora i kilka małych „oczek”.

GAWRYCH RUDA — wieś założona w 1668r. nazwa od imienia Gabriela Suchockiego zwanego Gawrychem. We wsi zabytkowe domy z XIX w. i młyn drewniany (pocz. XX w.) — obec-” nie Ośrodek Zarybieniowy PZW na cieku wypły­wającym z jez. Staw. PŁOCICZNO — dawna smolarnia kamedulska, w czasie I wojny światowej powstał tu duży tartak. We wsi kościół z lat 1983 – 85.

REZ. PERKUĆ — powstał w 1970, powiększony w 1988. Pow. 209 ha, w tym lasy, torfowisko i jez. Kruglak. Cel utworzenia: ochrona jednego z najcen­niejszych fragmentów Puszczy Augustowskiej. Na terenie rezerwatu liczne rośliny chronione i zwierzęta: m.in. żurawi bóbr.

RYGOL — wieś zawdzię­czająca rozwój Kanałowi Augustow­skiemu. W czasie II wojny światowej istniał tu obóz przej­ściowy dla Rosjan. Pochłonął on ok. 3000 ofiar. Na terenie wsi Czarna Hańcza łączy się z systemem Kanału Augustow­skiego, a nadmiar jej wód odpro­wadzany jest do Szlamicy.

ŚLUZA MIKASZÓWKA — z 1828 r, zbudowana przez por. W. Korcza­kow­skiego. Długość 43,31 m; szer. 6,05 m; różnica poziomów 2,44 m. Czas śluzowania — 22 min. Na północ od śluzy drewniany kościół.

ŚLUZA PERKUĆ — z 1827 – 28, zbudowana przez ppor. J. Piędzickiego. Długość 43,5 m; szer.6,02 m; różnica poziomów 2,91 m; czas śluzowania 14 min.

ŚLUZA PANIEWO — z 1826 – 28, zbudowana przez por. M. Horaina, dwuko­morowa, o największej różnicy poziomów-6,29 m. Dł.-44,41 i 43,64 m; szer. obydwóch komór — 5,94 m; czas śluzowania 30 min. Uszkodzona w czasie II wojny światowej, odbudowana w latach powojennych, w latach 1974 – 79 wybudowana od podstaw z uwagi na błędy popełnione przy wcześniejszych pracach.

ŚLUZA GORCZYCA — z 1828 r, zbudowana przez ppłk. Jerzego Arnolda. Dł. 43,23 m; szer. 5.95 m; różnica poziomów 2,81 m; czas śluzowania — 18 min. Poważne uszko­dzenia w czasie I i II wojny światowej, gruntowny remont w latach 1947 – 48 i 1954. Obok na skarpie pomnik przyrody — klon pospolity o pierśnicy ok. 4 m. Śluza w 1999 r. była docelowym punktem papie­skiego rejsu po Kanale, jest to upamiętnione kamieniem na brzegu kanału.

JEZIORO SERWY — jezioro wytopiskowo-​​rynnowe, spełnia funkcję głównego rezerwuaru zasila­jącego Kanał Augustowski poprzez rz. Serwiankę. Jest bowiem położone powyżej kulminacji kanału. Rocznie dostarcza wody wystar­czającej na ponad 5000 prześlu-​​zowań. Powierzchnia — 460 ha; długość ok. 7 km; maks. szer. do 1,2 km śr. głęb.-14,5 m; maks. 41,5 m. Długość linii brzegowej 16 km. Położone jest na wysokości 127 m npm. Nazwa jest pocho­dzenia jaćwie­skiego od słowa „sirvis”, co oznacza „szary”.

SERWIANKA — ciek łączący jez. Serwy i kan. Czarno­brodzki, fragment Kan. Augustow­skiego. Poprzez niego zasilanie w wodę systemu wodnego tego kanału. Nosi również nazwę Sucha Rzeczka, a dawniej Płaska.

KANAŁ CZARNO­BRODZKI — zbudowany w latach 1825 –1828, budową kierowali por. Woyczyński i por. Jokisz. Długość — 9,6 km. Wykopany ręcznie, ograniczony jest śluzami: Swoboda i Gorczyca. Stanowi kulminację Kanału Augustowskiego.

KANAŁ AUGUSTOWSKI — długość całkowita –101,2 km, w tym rzek skana­li­zo­wanych 35 km, kanałów sztucznych 44,85 km, jezior 21,3 km. Różnica wysokości między stano­wiskiem szczytowym, a rzeką Biebrzą wynosi 14,82 m na zachodzie i 39,23 m między nim a Niemnem na wschodzie. Różnica poziomów między początkiem a końcem kanału wynosi 24,42 m, o tyle wyżej położone jest ujście kanału do Biebrzy niż do Niemna. Na kanale znajduje się 18 śluz, na odcinku wschodnim znajduje się ich 14 (10 w Polsce), 3 na obszarze Białorusi, jedna leży w pasie granicznym. W 1979 r. Kanał został wpisany do rejestru zabytków jako zabytek techniki klasy I.

ŚLUZA SWOBODA — obiekt auten­tyczny z XIX w. budową kierował Jan Paweł Lelewel, moder­ni­zowana w 1964 – 1966. Różnica poziomów –1,70 m, długość użytkowa — 45,77 m, szer. 5,95 m. Czas śluzowania 18 min. Obok stylowe obejście śluzowego. Do śluzy doprowadza od jez. Studzien­nicznego przekop zwany kanałem Swoboda.

STUDZIEN­NICZNA — zespół sakralny: kościółek drewniany z 1847 r. (z dzwonnicą), kapliczka Najświętszej Marii Panny (wybudowana przez inżyniera Ludwika Jezior­kow­skiego w 1872 r). i cudowna studzienka. Całość stanowi najpo­pu­lar­niejsze w okolicy miejsce pielgrzymkowe. Od 1873 r. Studzien­niczna została parafią. W XIX w. i pocz. XX w. miejsce patrio­tycznych manife­stacji, podobnie po 1956 roku. W 1999 r. miejsce pielgrzymki Papieża Jana Pawła II, pamiatką po niej jest Jego pomnik nad brzegiem jeziora.

ŚLUZA PRZEWĘŹ — autentyk z lat 1826 – 1827. Zbudowana została przez Augusta Szultz’a. Długość użytkowa 46,17 m, szer. 5,96 m, spad 86 cm; czas śluzowania 13 minut. Oryginalny domek śluzowego nie zachowany, w 1984 wybudowano dworek wzorowany na innym.

STAW WOJCIE­CHOWSKI — dawniej zwany Królewkiem od jaćwie­skiego „kręte”, w 1912 zmniejszone przez groblę szosy do Sejn. Obecnie pow. 14 ha, dł. 1 km, maks. szer. 250 m.

JEZIORO BIAŁE — połączone z jez. Necko rzeczką Klonownicą. Od 1935 zwane także Krecho-​​wieckim. Pow. 488 ha, dł. ponad 6 km, szer. maks. 1350 m; śr. gł. 8 m, maks. do 30 m.

JEZIORO NECKO — „herbowe” jezioro Augustowa. Rynnowe, powierzchnia 411 ha; dł. 5400 m, szer. maks. 850 m; śr. głęb. 10,1 m maks. 25 m. Nad nim położonych jest szereg ośrodków wypoczynkowych.

AUGUSTÓW — miasto leżące nad Nettą na Równinie Augustowskiej przy starym trakcie tzw. Starym Gościńcu z Grodna do Warszawy, Krakowa i Wielko­polski. Otoczone jest szeregiem jezior. Założone zostało w 1555 r. przez króla Zygmunta Augusta, prawa miejskie otrzymało w 1557 r. W czasie wojen szwedzkich miasto zniszczone. Odbudowane przez Jana Kazimierza. Od 1808 r. Augustów był miastem powiatowym. W okresie między­wo­jennym stał się ważnym ośrodkiem turystyczno-​​wczasowym. Okres II wojny światowej i okres tuż powojenny zapisał się tragicznie w historii miejscowości. W czasie okupacji miasto zostało zniszczone w 70 %. Zabytki: kanał Augustowski, zespół poczty z ok. 1830 r., dworek „Prądzyń­skiego” z połowy XIX w. — obecnie Muzeum Kanału Augustow­skiego, kaplica grobowa Trusz­kowskich (1820 r.) oraz były hotel L.P.T. z 1939 r. autorstwa Macieja Nowickiego. W mieście Muzeum Ziemii Augustowskiej.

Rzeka Dunajec, szlak kajakowy

Dunajec, rzeka o długości 247 km, pow. dorzecza 6804 km2, średnim spadku 2%o, powstaje z połączenia Białego i Czarnego Dunajca, które mają źródła w Tatrzańskim Parku Narodowym. Całość biegu Dunajca można podzielić na 3 odcinki, różniące się spadkiem i rzeźbą terenu. Bieg górny od źródeł do Kamienicy Gorcowej liczy 122,2 km, a średni spadek na tym odcinku wynosi 10,1%o. Bieg środkowy od Kamienicy Gorcowej do ujścia Łososiny to odcinek dł. 62,3 km, a średni spadek wynosi tam 2,2 %o. Bieg dolny od ujścia Łososiny do ujścia Dunajca do Wisły to pozostałe 72,5 km; średni spadek na tym odcinku wynosi 0,87 %o. Dorzecze Dunajca rozciąga się na terytorium Polski i Czecho-​​Słowacji. W Cze-​​cho-​​Słowacji leży część górnego dorzecza (fragment dorzecza górnej Białki Tatrzańskiej i Zamagurze Spiskie) oraz dorzecza górnego Popradu. Polska część dorzecza Dunajca rozciąga się na obszarze woj. nowosą­deckiego i niewielkim skrawkiem wkracza na obszar woj. tarnow­skiego (dopływ Biała Tarnowska w rejonie źródeł i średniego biegu). Z wielu dopływów Dunajca dostępne dla kajakarzy to: Białka Tatrzańska i Poprad oraz Kamienica, Łososina i Biała przy wysokim stanie wód.

Szlak kajakowy długości 202 km prowadzi od Nowego Targu do Ujścia Jezuickiego. Na przebycie całej trasy należy przeznaczyć 6 – 9 dni. Najcie­kawsze dla wodniaków są nastę­pujące odcinki rzeki: w Pieninach, od Sromowiec Wyżnych do Szczawnicy, dł. 17 km, od Kłodnego do Łącka dł. 15 km oraz Jezioro Rożnowskie dł. 22 km (przy pełnym zbiorniku). Spływ Dunajcem należy do najpięk­niejszych w Polsce i jest znany w Europie. Piękno otacza­jącego krajobrazu, urozmaicony charakter wody, zróżni­cowanie skali trudności, łatwy dostęp (z wyjątkiem Pienin), duża liczba zabytków przyrody i kultury oraz czysta woda i powietrze sprawiają, że Dunajec gości corocznie kilkaset tysięcy turystów, spływa­jących łodziami flisackimi (dłubankami) z Kątów do Szczawnicy oraz kajakarzy.

Wg między­na­rodowej skali trudności Dunajec zaliczany jest na odcinku od źródeł do Nowego Targu wraz Białką Tatrzańską do klasy WW III, od Nowego Targu do Nowego Sącza wraz z Popradem do klasy WW II, pozostała część do klasy WW I. Odcinek od Nowego Targu do mostu Huba jest trudny z uwagi na płytkie koryto. Kajakarze rozpo­czy­nający spływ w Nowym Targu winni być przygo­towani do przewożenia kajaków i bagażu drogą lądową od mostu pod Hubą (km 184) do wodowania na przystani flisackiej we wsi Kąty (km 168). Odcinek ten został zamknięty dla kajakarzy z powodu budowy Zbiornika Czorsz­tyń­skiego. W Pieninach głębokie koryto skalne ujęte jest w naturalne „bulwary” skał wapiennych; woda płynie wartko, występują zawirowania i cofki, zwłaszcza przy wysokim stanie wody. Od Niedzicy do Szczawnicy Dunajec jest rzeką graniczną. Następny odcinek: Szczawnica — Gołkowice, jest bardzo urozmaicony z uwagi na zmienną głębokość wody i gęsto rozsiane w korycie skały. Woda na ogół głęboka, płynie szybko; występuje wiele naturalnych przeszkód. Między Gołko­wicami i Nowym Sączem szlak jest dość trudny i miejscami niebez­pieczny w związku z eksplo­atacją kruszywa, powodującą zmiany koryta, powstawanie przemiałów, głębin i wstecznych prądów. Na tym odcinku, poniżej ujścia Popradu, jest jedno przeno­szenie kajaków. Jeziora — Rożnowskie i Czchowskie stanowią urozma­icenie spływu. Na Jez. Rożnowskim przy silnym wietrze pd. lub zach. należy płynąć blisko brzegu z uwagi na dużą falę. Przy zaporze rożnowskiej przewozimy kajaki prawą stroną (odległość 600 m), przy zaporze czchowskiej lewą stroną (odległość 300 m). Odcinek od zapory czchowskiej do Zakliczyna ma nieliczne przeszkody, lecz dużą liczbę sztorcówek. Woda głęboka, lecz bezpieczna. Pozostała część szlaku ma charakter nizinny i nie nastręcza poważ­niejszych trudności. Przeno­szenie kajaka na wysokości Tarnowa.

Propo­nowane etapy spływu kajakowego Dunajcem: Nowy Targ, stadion lodowy — Most Huba (16 km); Kąty — Sromowce Niżne, obok restauracji (6,5 km); Sromowce Niżne — Krościenko n. Dunajcem poniżej mostu (13,5 km); Krościenko n. Dunajcem — Łącko, obok przewozu (18,5 km); Łącko — Nowy Sącz, przed mostem kolejowym (25 km); Nowy Sącz — Gródek n. Dunajcem, pole biwakowe (20,5 km); Gródek n. Dunajcem — Czchów, za zaporą (18 km); Czchów — Tarnów, przed jazem (34 km); Tarnów — Ujście Jezuickie (35,5 km).

Wzdłuż szlaku wodnego Dunajca turysta spotyka wiele intere­su­jących zabytków kultury i przyrody.

Powyżej Nowego Targu znajduje się torfowisko wysokie „Bór na Czerwonem”, ścisły rezerwat torfo­wi­skowym granicach miasta, ok. 2,5 km na pd. od centrum, na prawym brzegu Białego Dunajca. Torfowisko z roślin­nością reliktową i stano­wiskiem kosodrzewiny; wskutek obniżenia poziomu wód gruntowych zarasta sosną, tracąc charakter naturalny. Naprzeciw Czorsztyna rezerwat „Zielone Skałki”, z reliktową roślin­nością skał osadowych; Pieniński Park Narodowy.

Do ciekawych turystycznie i krajo­znawczo miejscowości położonych wzdłuż szlaku Dunajca lub w jego pobliżu zaliczyć można miejscowości:

Ludźmierz, wieś w woj. nowosą­deckim, położona nad Czarnym Dunajcem, ok. 2 000 miesz­kańców; wieś letniskowa. Najstarsza osada na Podhalu; 1234 osadzenie cystersów; miejsce urodzenia (1865) pisarza Kazimierza Przerwy-​​Tetmajera. Zabytki: kościół par. z 1869 – 77, w nim posąg Matki Boskiej z XV w., otoczony kultem religijnym; domy z XIX w.

Nowy Targ, miasto w woj. nowosą­deckim u zbiegu Białego i Czarnego Dunajca, u podnóża Gorców, ok. 27 500 mieszk., ośrodek przem. i kult. Podhala. Zabytki: kościół par. św. Katarzyny, gotycko — barokowy z XIV w., przebu­dowany w XVII i XVIII w.; drewniany kościółek cmentarny św. Anny z XV w., przebu­dowany; d. zajazd z 2 poł. XVIII w.; 3 młyny wodne z XIX w.; domy z 2 poł. XIX w.; na Buflaku zespół zabudowań gosp. z poł. XIX w. Muzeum Regionalne PTTK. Pomnik W. Orkana. Ośrodek wytwór­czości i sztuki ludowej.

Łopuszna, wieś w woj. nowosą­deckim położona nad Łopuszanką (lewy dopływ Dunajca) i na tarasach Dunajca, ok. 1 500 mieszk. Wieś letniskowa. Założona w XIV w. Zabytki: drewniany kościół par. z początek XVI w., przebu­dowany w XX w., w nim tryptyk gotycki z ok. 1460 r.; drewniany dwór Tetmajerów z końca XVIII w., oficyna; resztki parku i altany-​​lamusa.

Harklowa, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Dunajcem, ok. 500 miesz­kańców Wieś letniskowa, pierwsze wzmianki z 1355 r.; miejsce urodzenia (1861) malarza W. Przerwy-​​Tetmajera. Zabytki: drewniany kościół par., późno­gotycki z przeł. XV i XVI w. z wieżą, przebu­dowany w 2 poł. XIX w., w nim polichromia późno­gotycka z ok. 1500 r., ogrodzenie z dwiema bramkami z XVIII w.; pozostałości zabudowań dworskich, brama wjazdowa z XVII w., barokowy lamus z początek XVII w.

Dębno, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Dunajcem, powyżej ujścia Białki, ok. 700 miesz­kańców Wzmian­kowana już w XIII w. Zabytki: drewniany kościół modrzewiowy św. Michała Archanioła z 2 połowie XV w., jeden z cenniejszych zabytków budow­nictwa drewnianego w Europie;wewnątrz, na ścianach, stropach i sprzętach polichromia z ok. 1500 r. (motywy geome­tryczne, roślinne i figuralne), tryptyk późno­gotycki, rzeźby gotyckie i późno­go­tyckie. We wsi zabudowania w układzie czworo­bocznym, tzw. okoły.

Frydman, wieś w woj. nowosą­deckim. Zabytki: kościół z przeł. XIII i XIV w., w nawie wczesno­gotycki portal, wieża z attyką, 8-​​boczna kaplica z 1764 r.; dwór obronny z początek XVI w., obok dwupo­ziomowa piwnica dł. 600 m, dawne składy wina.

Czorsztyn, wieś w woj. nowosą­deckim nad Dunajcem, powyżej przełomu pieniń­skiego, ok. 350 mieszk. Ośrodek turystyczno-​​wypoczynkowy. Stąd wycieczki piesze na Lubań (1211 m), Trzy Korony (982 m) na zamek czorsz­tyński i niedzicki, na przełęcz Snożka. Teren budowy zapory wodnej na Dunajcu. W XIII w. gródek ziemno­wałowy, umocniony przez Kazimierza Wielkiego; starostwo Zawiszy Czarnego. Na wzgórzu skalnym (rezerwat przyrody) malowniczo położone ruiny gotyckiego zamku z XIV w. fundacji Kazimierza Wielkiego; kaplica z przeł. XVIII i XIX w.; dwór z XIX w. Wieś zamieszkują górale wschodnio podhalańscy.

Niedzica, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Dunajcem, w pobliżu ujścia rz. Niedzicy, ok. 1600 mieszk. Wieś o walorach letni­skowych i dużym znaczeniu turystycznym. Na skalistym wzgórzu (566 m) zamek składający się z gotyckiego zamku górnego (obecnie muzeum wnętrz i historii regionu spiskiego) oraz renesan­sowego zamku dolnego (Dom Pracy Twórczej Stowa­rzy­szenia Historyków Sztuki). Wodospad Rówienkowy Spad, legendarny Dąb Palocsayów. W I. 1320 – 30 landgrafowie spiscy z rodu Berzewicsy, kolonizując dolinę Dunajca, zbudowali przy trakcie handlowym między Węgrami a Polską zamek zw. Dunajecz. Z rąk węgierskich zamek przeszedł czasowo w XVI w. do rąk polskich, następnie we władanie rodziny Palocsayów Salomonów; kilka­krotnie oblegany i rozbu­dowany w okresie wewnętrznych sporów węgierskich.

We wsi gotycki kościół par. z pocz. XV w., przebu­dowany w stylu barokowym w XVIII w., w kościele zachowały się fragmenty cennego tryptyku gotyckiego z ok. 1450 – 60 r.

Pieniński Park Narodowy, założony w 1932 r., formalnie utworzony w 1954 r., pow. 2421 ha, z czego pod ochroną ścisłą znajduje się 587 ha (głównie wsch. partie Pienin). Jest osobli­wością przyrodniczą i krajo­brazową w skali europejskiej. Rozciąga się na wysokości od ok. 420 do 982 m n.p.m., obejmuje środkową część Pienin, zbudo­wanych z utworów wapiennych i piaskowcowo — łupkowych. Obszar silnie zróżni­cowany geolo­gicznie, posiada swoistą rzeźbę (urwiska, skałki, wąwozy), odznacza się dużą zmien­nością warunków mikro­kli­ma­tycznych. Pasmo Pienin przecina niezwykle malownicza przełomowa dolina Dunajca, dł. 9 km. Góry pokrywa las bukowo — jodłowy i świerkowo — jodłowy, zachowały się także fragmenty lasu jaworowego; charak­te­ry­styczne są kwieciste łąki, reliktowe stanowiska sosny zwyczajnej; wiele gatunków roślin rzadkich. Żyją tu rysie, żbiki oraz rzadkie gatunki ptaków. Stanowisko paleobo­ta­niczne (flora kopalna). W obrębie Pieniń­skiego Parku Narodowego ruiny pieniń­skiego zamku książęcego, zw. zameczkiem bł. Kingi, położone na niedo­stępnym, skalistym, pn. zboczu Góry Zamkowej, na wys. 700 m n.p.m., między Trzema Koronami a Sokolicą.

Prawdo­po­dobnie w I. 1257 – 87 został wzniesiony zamek służący jako miejsce schro­nienia w czasie najazdów nieprzy­ja­cielskich. Tradycja łączy ten zamek z księżną Kingą, która ziemie te otrzymała w 1257 r. Zamek przypusz­czalnie uległ znisz­czeniu w XV w. i pozostał do dziś malowniczą ruiną.

Szczawnica, miasto w woj. nowosą­deckim, nad Grajcarkiem (prawy dopływ Dunajca), ok. 10 000 mieszk. Znane uzdrowisko, które założył w 1828 r. J. Szalay, a spopu­la­ryzował w poł. XIX w. J. Dietl. Występują tu źródła wód mineralnych typu szczaw wodorowęglanowo-​​solankowych. Oprócz tego Szczawnica jest ośrodkiem wczasowym i turystycznym o wybitnych walorach klima­tycznych i krajobrazowych.

Krościenko n. Dunajcem, ośrodek turystyczno-​​wypoczynkowy, punkt wyjściowy wycieczek pieszych w Pieniny, siedziba dyrekcji Pieniń­skiego Parku Narodowego oraz Muzeum Pieniń­skiego Parku Narodowego. W XIX w. rozwój funkcji uzdro­wi­skowych dzięki walorom krajo­brazowym i klima­tycznym oraz wystę­powaniu wód mineralnych typu szczaw na tzw. Zawodziu. Zabytki: kościół par. Wszystkich Świętych (prezbi­terium gotyckie z 1 poł. XIV w., nawa z 1546 r., przebudowa późno­ba­rokowa w 2 poł. XVIII w.); wewnątrz polichromia gotycka (XIV w.), późno­gotycka (koniec XV w.) i renesansowa (1583); kaplica św. Rocha (XVIII w.); dworek i stodoła z zespołu d. folwarku (1 poł. XIX w.); drewniana zabudowa rynku z 2 poł. XIX w.

Kłodne nad Dunajcem, częściowy rezerwat krajo­brazowy w przełomowym odcinku Dunajca, z fragmentami naturalnego lasu bukowego typu karpackiego.

Tylmanowa, wieś w woj. nowosą­deckim, w dolinie Dunajca, ok. 2 500 miesz­kańców, popularne letnisko o dużych walorach klima­tycznych, ośrodek turystyki, Zabytki: dwór klasy­cy­styczny z 1840 r., drewniany kościół parafialny z 1756 r.

Łącko, wieś w woj. nowosą­deckim, przy ujściu Czarnej Wody do Dunajca, ok. 2 300 mieszk. Łącko stanowi ośrodek odrębnej grupy górali łąckich; wieś letniskowa i ośrodek sadow­nictwa. Zabytki: kościół z 1748 r. i drewniana kaplica cmentarna z XIX w. Ośrodek wytwór­czości sztuki ludowej.

Maszkowice, wieś w woj. nowosą­deckim w dolnej części doliny pot. Słomka, lewego dopływu Dunajca, ok. 600 miesz­kańców Na wzgórzu zw. Zamczysko nad doliną Dunajca ślady grodziska z IX — Xi11 w., będącego w pierwszych wiekach państwa polskiego ośrodkiem kaszte­lańskim ziemi sądeckiej.

Podegrodzie, wieś w woj. nowosą­deckim, na lewym brzegu Dunajca, na pd. zach. od Nowego Sącza, ok. 1500 mieszk., ośrodek grupy etnicznej Lachów Sądeckich, Lachów Podegrodzkich, szczy­cących się bogatymi strojami i uzdol­nieniami artystycznymi. Miejscowość znana już w XII w. Zabytki: kościół z 1822 r., we wnętrzu 2 posągi renesansowe z przeł. XVI i XVII w., w kaplicy św. Anny z 1631 r. posąg Matki Boskiej z Dzieciątkiem z ok. 1420 r.; 3 kapliczki z przeł. XVIII i XIX w.; drewniane spichlerze z XIX w.

Znajduje się tu grupa stanowisk arche­olo­gicznych: 1) w pn. części Podegrodzia, na wznie­sieniu zw. Zamczysko, osada obronna czworo­boczna z pocz. epoki żelaza (ok. 650 – 550 p.n.e); 2) w centrum wsi na wysokim wznie­sieniu o stromych zboczach grodzisko w kształcie trójkątnym, tzw. Grobla, obwie­dzione wałem obronnym, użytkowane na pocz. epoki żelaza i później w X — XII w.

Stary Sącz, miasto w woj. nowosą­deckim, nad Popradem, w pobliżu ujścia do Dunajca, ok. 7 300 mieszk., ośrodek przemysłu mat. budow­lanych, przemysłu skórzanego, spożywczego. Zabytki: zespół klasztorny Klarysek fundacji bł. Kingi: gotycki kościół Świętej Trójcy konse­krowany w 1332 r., przebudowa wczesno — barokowa, wyposażenie barokowe, m.in. ambona z 1671 r. oraz ołtarze stiukowe z 1696 r. (B. Fontana), gotycka kaplica bł. Kingi, przebu­dowana w 2 poł. XVII w., wystrój z XVII — XVIII w., rzeźby i obrazy, m.in. gotycki skarbiec; budynek klasztorny z krużgankami, późno­re­ne­sansowy, sgraffita, przebu­dowany; obwarowania średnio­wieczne, nadbudowa z dodatkiem baszty i wjazdowej wieży zegarowej późno-​​renesansowej; kościół cmentarny św. Rocha z 1643 – 44; d. kościół i klasztor Franciszkanów, fundowany ok. 1280 r., gruntownie przebu­dowany w XVII, XVIII i XIX w.; dom Kapelana z 1605 r., przebu­dowany ok. poł. XIX w.; 3 kaplice z XVII w.; domy barokowe z 2 poł. XVIII i pocz. XIX w.

Nowy Sącz, miasto wojewódzkie u ujścia Kamienicy do Dunajca, ok. 63 000 mieszk. Ośrodek turystyczny Ziemi Sądeckiej, ośrodek przemysłowy, węzeł kolejowy i drogowy. Zabytki: zabytkowy układ urbani­styczny starego miasta; kościół Narodzenia NMP (ob. ewangelicki) z 2 poł. XIV w. i pozostałość klasztoru pofran­cisz­kań­skiego; kościół Św. Ducha i klasztor ponor­ber­tański (ob. jezuitów) z pocz. XV w. (przebu­dowany 1611, odnowiony 1746 i 1938); gotycki kościół par. (d. kolegiacki) św. Małgorzaty, fundacji Z. Oleśnickiego z 1446 r. (przebu­dowany w XVIII i na pocz. XIX w.) ostatnio regoty­zowany, ołtarze renesansowe z pocz. XVI w., cenny obraz Veraicon; dom kanoniczny, tzw. Gotycki, z portalem późno­go­tyckim z 1505 r., ob. Muzeum Okręgowe (zbiory wielo­te­ma­tyczne); fragmenty murów obronnych z XIV w.; ruiny zamku (XIV, XVII w.) z odbudowaną Basztą Kowalską; zabytkowe domy w Rynku i przy ul. Jagiel­lońskiej z XVII-​​XIX w.; barokowa kamienica przy ul. Francisz­kańskiej z XVII w.; kaplica tzw. Szwedzka z 1771 r. W dzielnicy Fałkowa Sądecki Parki Etnograficzny.

Biało­wodzka Góra, rez. leśny, zespół dębów i buczyny karpackiej, roślinność naskalna. Na szczycie góry resztki średnio­wiecznego zamku.

Tęgoborze, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Jez. Rożnowskim. W XVI — XV!I w. ośrodek arianizmu. Zabytkowy klasy­cy­styczny, murowany, parterowy pałac z pocz. XIX w. Ośrodek sportów wodnych, przystań kajakowa.

Just, wieś w woj. nowosą­deckim nad Jez. Rożnowskim. Zabytki: drewniany kościół z ok. 1400 r. na miejscu legen­darnej pustelni św. Justa (zm. 1007); zabytkowe lipy.

Tabaszowa, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Jez. Rożnowskim. Zabytkowy drewniany kościół z 1753 r. przeniesiony ze wsi Tęgoborze.

Zbyszyce, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Jez. Rożnowskim. Zabytki: klasy­cy­styczny dwór z przeł. XVIII i XIX w.; gotycki kościół sprzed 1447 r., w latach 1565 – 97 zbór ariański, gotyckie sklepienie prezbi­terium, renesansowa polichromia z przeł. XVI i XVII w., późno­go­tyckie stalle z pocz. XVI w.

Gródek n. Dunajcem, znane wczasowisko i Ośrodek sportów wodnych nad najpięk­niejszą częścią Jez. Rożnow­skiego. Na wyspie Grodzisko resztki zamku straż­niczego z pocz. XIV w., znisz­czonego w i. 1390 – 1410.

Rożnów, wieś w woj. nowosą­deckim, nad Dunajcem, w pobliżu Rożnow­skiego Zbiornika Wodnego, ok. 2 000 mieszk., elektrownia wodna. W miejscowości, zw. dawniej Łazy, istniała strażnica, należąca do rodu Gryfitów; w XIV w. przeszła w ręce Rożenów, którzy zbudowali tu murowany zamek (stąd nazwa wsi); na przeł. XIV i XV w. Rożnów należał do Zawiszy Czarnego z Garbowa, w XVI w. należał częściowo do Tarnowskich, którzy wznieśli u stóp Łaziska jeden z pierwszych w Polsce zamków warownych o nowatorskich forty­fi­kacjach. W latach między­wo­jennych w przełomowym odcinku doliny Dunajca k. Rożnowa rozpoczęto budowę zapory wodnej na Dunajcu. Na wznie­sieniu Łazisko ruiny gotyckiego zamku Rożenów i Zawiszy Czarnego sprzed 1370 r., od XVII w. w ruinie. U stóp Łaziska, w centrum wsi, pozostałości renesansowej warowni Tarnowskich z 1 poł. XVI w., zachowane: mur tarczowy z beluardą i bramą wjazdową, ślady fosy; odlewnia armat i dzwonów (ludwi­sarnia) z XVI w., drewniany kościółek par., barokowy z 1661 r., we wnętrzu resztki polichromii z XVII w., renesansowa kropielnica; dzwonnica z poł. XIX w., dzwon z 1661 r., klasy­cy­styczny dwór z pocz. XIX w., otoczony parkiem; figura przydrożna z poł. XVIII w., kapliczka z przeł. XVIII i XIX w. Nad Jez. Rożnowskim ośrodki turystyczno-​​wypoczynkowe i sportów wodnych.

Rożnowski Zbiornik Wodny, Jezioro Rożnowskie, zbiornik retencyjny na Dunajcu, utworzony w 1941 r. przez spiętrzenie środkowego Dunajca zaporą betonową (budowę rozpoczęto w okresie między­wo­jennym); pow. 1780 ha, dł. 22 km, szer. do 1,2 km, maks. głęb. 31 m, pojemność całkowita 184 min m3, pojemność użytkowa 139 min m3, wys. zwier­ciadła wody — 270 m n.p.m., wykorzy­stywany do celów energe­tycznych, rekre­acyjnych i ochrony przeciw­po­wo­dziowej; przy zbiorniku elektrownia wodna o mocy 50 MW; zbiornik ma duże walory krajo­znawcze i turystyczne, ze względu na rozwiniętą linię brzegową i lasy; nad zbior­nikiem liczne ośrodki wypoczynkowe i sportowe, skoncen­trowane głównie w pn. wsch. części.

Tropie, wieś w woj. nowosą­deckim, w dolinie Dunajca, na prawym brzegu zaporowego Jez. Czchow­skiego, przy drodze Nowy Sącz — Brzesko, 660 mieszk., prom przez Jez. Czchowskie. Miejscowość związana z legen­darnym krzewi­cielem chrze­ści­jaństwa na Ziemi Sądeckiej i Podhalu — Andrzejem Świeradem oraz Benedyktem. Kościół par. św. Andrzeja i Benedykta Pustelnika z 1260 r., rozbu­dowany w 1347 i przed 1620 r.; kostnica i fragmenty d. ogrodzenia z XIV w., przebu­dowany w XVIII w.; w wąwozie k. Tropią kaplica św. Andrzeja Świerada częściowo wykuta w skale, częściowo murowana z XVIII w. Muzeum Parafialne (Filia Muzeum Diece­zjalnego w Tarnowie).

Czchów, wieś w woj. tarnowskim, nad Dunajcem, poniżej Czchow­skiego Zbiornika Wodnego, ok. 1600 mieszk., ośrodek turystyki, elektrownia wodna przy zaporze na Dunajcu. Czchów powstał przy dawnym szlaku handlowym wiodącym doliną Dunajca na Węgry. Zabytki: zespół urbani­styczny z czworo­bocznym rynkiem, w rynku zespół domów drewnianych z XVIII i XIX w., z podcieniami; parafialny kościółek gotycki Narodzenia NMP (1346, 1430), wewnątrz polichromia z XIV w.; gotycka chrzcielnica, renesansowe nagrobki; na wzgórzu ruiny baszty zamkowej z XIII w.; kościół cmentarny św. Anny z XVII w. Przy zaporze na Dunajcu ośrodek sportów wodnych.

Czchowski Zbiornik Wodny, Jezioro Czchowskie, zbiornik retencyjny na Dunajcu. Na pd. od Czchowa w woj. tarnowskim i nowosą­deckim utworzony w 1949 r. przez spiętrzenie środkowego Dunajca zaporą ziemną, pow. 346 ha, dł. 9 km, szer. do 1 km, maks. głęb. 5 m, pojemność całkowita 12 min m3, pojemność użytkowa 6 min m3.

Melsztyn, wieś w woj. tarnowskim. Ruiny zamku rycer­skiego na górze nad doliną Dunajca, na jego lewym brzegu. Pierwotny zamek murowany wzniósł w I. 1340 – 52 Spycimir, kasztelan krakowski. Wielo­krotnie przebu­do­wywany, był do 1511 r. siedzibą możno­władczej rodziny Melsz­tyńskich, później własnością Jordanów, w 1601 r. Tarłów, w 1744 r. Lancko­rońskich. W 1771 r. zajęty przez konfe­deratów barskich, zdobyty przez wojska rosyjskie, uległ zniszczeniu.

Zakliczyn, wieś w woj. tarnowskim, położona między Dunajcem a jego dopływem Paleśnianką, ok. 1000 mieszk. Pierwotna nazwa Opatkowice, własność benedyktynów; w XVI w. siedziba arian (drukarnia). Prawa miejskie w I. 1558 – 1934. Kościół par. św. Idziego, późno­ba­rokowy (1739−68), z kaplicą Lancko­rońskich (XVI-​​XVII w.) i jednolitym rokokowym wyposa­żeniem wnętrza; barokowy kościół Matki Boskiej Anielskiej z 1641 – 50 i klasztor Reformatów z XVII w., rozbu­dowany w 2 poł. XIX w.; drewniane domy podcieniowe z XVIII i XIX w.; ratusz z pocz. XIX w.; figury z XVII i XVIII w.; kapliczki przydrożne z XIX w. Na pn. zach. od Zakliczyna ruiny zamku Melsztyn.

Wojnicz, wieś w woj. tarnowskim u wylotu doliny Dunajca na Nizinę Nadwi­ślańską, ok. 2 000 mieszk. Osada targowa i wczesno­śre­dnio­wieczny gród kaszte­lański. Zabytki: gotycki kościół par. św. Wawrzyńca z XV w., przebu­dowany w 1754 r., rozbu­dowany w XX w., bogate wyposażenie i wystrój wnętrza (m.in. rokokowa polichromia z 1767 r.); drewniany kościół cmentarny św. Leonarda z XVII w., przebu­dowany; kapliczka z 1 poł. XIX w. i figury przydrożne z XIX w.; zachowane tzw. Wały Kaszte­lańskie z XV w.; dwór z 2 poł. XIX w. w parku; liczne domy drewniane i murowane z 1 poł. XIX w.

Zbyli­towska Góra, wieś w woj. tarnowskim, położona ponad doliną Dunajca, na pd. zach. od Tarnowa, ok. 1500 mieszk. W XVI w. działalność arian, w czasie okupacji hitle­rowskiej w lasku „Buczyna” Niemcy zamor­dowali ok. 8 000 osób; na miejscu egzekucji pomnik– mauzoleum ofiar. Kościół par. z 1464 r., kilka­krotnie przebu­do­wywany w XVI-​​XIX w.; w parku dwór i oranżeria klasy­cy­styczne z 1 poł. XIX w.

Żabno, miasto w woj. tarnowskim, nad Dunajcem, ok. 3300 mieszk. Zabytki: kościół par. z 1663 r., odbudowany w 1799 r.: portal barokowy z XVII w.; w rynku figura św. Floriana z XIX w.

Opracowanie WYDAW­NICTWO PTTK,„KRAJ”

Szlaki kajakowe Ziemi Giżyckiej

Szlak rzeki Sapiny — długość 32,5 km — granatowy

Bardzo ciekawy, urozmaicony wystę­pu­jącymi na przemian jeziorami i rzekami. Należy do łatwych, polecany na spływy rodzinne. Zaletą jest możliwość ustalania wariantów długości trasy. Pełny spływ o długości 32,5 km zaczynamy z jeziora Kruklin. Płyniemy jeziorami Patelnia, Gołdopiwo, Wilkus, Pozezdrze i Stręgiel. Wszystkie objęte są strefami ciszy. Na przepły­nięcie całego szlaku propo­nujemy poświęcić dwa dni z noclegiem w okolicach miejscowości Kruklanki. Spływ jedno­dniowy o długości 22 km propo­nujemy rozpocząć w Kruklankach. Trzymając się lewego brzegu jez. Gołdopiwo płyniemy na północ w stronę śluzy w Przerwankach. Osiągamy ją na 6 km trasy. Po minięciu śluzy płyniemy krótkim odcinkiem rzeki i wpływamy na jezioro Wilkus. Trzymając się prawego brzegu, po pokonaniu 3,5 km wpłyniemy na rzekę, która doprowadzi nas do większego jeziora Pozezdrze. Przez jezioro przepływamy w kierunku północnym. Odległość od kolejnego etapu rzeki wynosi 2 km. Najdłuższym odcinkiem rzeki dopłyniemy do jeziora Stręgiel. Trzymając się lewego brzegu po 3 km ponownie wpłyniemy na rzekę i osiągniemy Ogonki, gdzie kończymy spływ.

Czytaj dalej

Przewodnik po Kanale Elbląsko — Ostródzkim, Oberlandzkim

Poprzez „Kraj Górny” Kanał płynie /​ w nim statki na widok wierz­chołków /​ swe dzioby podnoszą ku niebu /​ i płyną na skrzydłach aniołów. /​ Tu Kanał mknie przez las bajkowy /​ lub ukwieconą łąkę w gaju. /​ A tam z jeziora na jezioro /​ wciąż bliżej do wodnego raju. /​ Omija trzciny i sitowie /​ dom podcieniowy starej wioski. /​ Zbudował ten niezwykły Kanał /​ najcwańszy z wszystkich „wilków morskich”.(O.E. Sattler)

Trzy cuda świata.

Dawne Prusy Wschodnie szczyciły się przed Europą trzema cudami świata. Były to: wędrujące wydmy Mierzei Kurońskiej, podniesiona z „błota” Żuław siedziba Wielkich Mistrzów Zakonu NMP oraz kanał, w którym ..statki pływały po górach, pokonując różnicę poziomów przekra­czającą 100 metrów”. Każda z tych osobliwości słynęła inaczej. W ruchomych nadbał­tyckich piaskach potęgę swą okazywała nieokiełznana przyroda, czerwone mury zamku malbor­skiego były imponującym dziełem ludzkich rąk i prawdziwym pomnikiem myśli archi­tek­to­nicznej. Trzeci cud wydawał się w tym gronie najdo­sko­nalszy i najbardziej kompletny, łącząc geniusz człowieka z twórczą mocą Natury. Był nim „Kanał Oberlandzki” (der Oberldn­dische Kanał), po 1945 roku zwany Kanałem Elbląskim, Kanałem Elbląsko-​​Ostródzkim lub Kanałem Ostródzko-​​Elbląskim.

Czytaj dalej

Z cyklu: Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Wykorzy­stując przegląd — badanie fachowo jako pediatra; ale żeby byt efekt tej pracy, wzywałem na rozmowy osobiście rodziców, bo wiele dzieci wymagało jakiejś korekty czy nawet leczenia, jak: wady postawy, krzywica klatki piersiowej (tzw. kurza– kogucia), wydęty brzuch, skrzy­wienia kręgosłupa, krzywica podudzi, płasko­stopie, różne wady wzroku i nagminna próchnica zębów; niedobory wagi ciała. Trafiała się też wszawica. Pamiętam, jak te rozebrane dzieci wyglądały: blade, mizerne, wystraszone, jak jakie sieroty. Podobno dostawały w szkole mleko, ale jabłka czy tranu nie widziały. A wtedy były jeszcze zapasy po UNRRA. Obowiązkowe szcze­pienia ochronne wg kalendarza też zajmowały dużo czasu w godzinach porannych, a wtedy byłem sam! Trochę papierkowej roboty, w między­czasie pogadanka w szkole, a to na polowanie zapraszają., a to jacyś znajomi– „Jak się urządziłeś” ? Zacząłem być zmęczony. Największa przyjemność przychodziła wieczór, jak siedząc z matką, opowiadałem o pracowitym dniu; jak patrzyła na mnie z zadowo­leniem. Opatrzność Boża i pewnie doktór Zieliński z „góry” czuwały nade mną, abym nie popełnił jakiegoś błędu , bo zacząłem leczyć wszystko, z czym się do mnie zwrócono. W czasie studiów medycznych w Warszawie miałem bardzo dobrych profesorów i ich asystentów, którzy mnie przygo­towali wszech­stronnie do samodzielnej pracy, przez przypadek w Modli­bo­rzycach. W tym miejscu powinienem podziękować też śp.dr Zieliń­skiemu za udzielanie mi praktycznych rad i wiadomości terapeu­tycznych na wakacyjnych dobro­wolnych praktykach studenckich w Ośrodku Zdrowia. Lubił mnie, bo umiałem go słuchać, a wiedzę i praktykę miał ogromna.. Cieszył się, że chcę zostać lekarzem, bo z moich rówie­śników nikt specjalnie nie rwał się do tego zawodu. Uczył mnie wielu praktycznych czynności, prostych, a jakże pomocnych w stawianiu diagnozy; sposobów leczenia, o których nie pisano nawet w podręcz­nikach. Każdego roku studiów byłem na takim miesięcznym szkoleniu. Nawet w sierpniu 1952r. oficjalnie zastę­powałem dr. Zieliń­skiego w Ośrodku, jak miał urlop. Przyjeż­dżając w 1955r. do Modli­borzyc, nie żałowałem pozosta­wienia na „Czystem” — dr. Polaka, dr. Hankego lub prof. Groera, w powstającym Instytucie Matki i Dziecka. W każdym razie powięk­szająca się liczba pacjentów, nawet w dalszej okolicy, uspokajała mnie, że jestem przygo­towany do pełnienia tej funkcji w społe­czeństwie, szcze­gólnie, że to środowisko było mi bardzo bliskie, znajome, przyjazne, ale przez to i wymagające. Prawie ze wszystkimi w Modli­bo­rzycach byłem na „PER TY” . Żeby nie osiąść na laurach, zapisałem się do Polskiego Towarzystwa Pedia­trycznego w Lublinie, a następnie zostałem przyjęty w Klinice Dziecięcej prof. Klepackiego na dalszą specja­lizację pedia­tryczna.. Jeździłem na posie­dzenia, wykłady itp. Pracowałem też w komisjach Wojskowych przy RKU w Kraśniku. W Szpitalu Janowskim Ordynatorem Chirurgii był mój kolega gimna­zjalny Anasiewicz. przez co nie czułem się osamotniony.

Służba Zdrowia zaczęła rozszerzać zakres działań na rzecz profi­laktyki robieniem „bilansów” w określonych wiekowo grupach dzieci. Wymagań i obowiązków przybywało, więc jako Kierownik chętnie powięk­szyłem personel Ośrodka o druga, pielę­gniarkę, p. Jadwigę Orłowska.z ul. Janowskiej i o dentystkę . Skromny gabinet stoma­to­lo­giczny obsłu­giwała p. dr Danusia ( nazwiska już nie pamiętam). Przyjeżdżała do pracy z Janowa. Wtedy kursowały te słynne „stonki”. Pracy mieliśmy wszyscy dużo w gabinetach, jak i terenie, na wizytach domowych. Szcze­gólnie dużo zabiegów wykonywały pielę­gniarki p. Anna Dziadosz i p. Jadwiga Orłowska, bo miały różne zlecenia, nie tylko ode mnie . ale i od lekarzy z Janowa, Kraśnika, Lublina itd. Będąc pediatrą, lekarzem, szcze­gólnie uczulonym na różne niedobory wagi i wzrostu, na alergię krzywicę, anemię itp. zacząłem stosować vit A+D3, Vit D3 forte. Był już też Vigantol i Calcium-​​Sandoz. Stosowałem witaminy z grupy B i preparaty żelaza. Sprowa­dzałem ze Szwajcarii zastrzyki „Arovit” — pobudzające wzrost, tak jak to robiłem w Warszawie. Matki woziły do Janowa kał dzieci do badania na obecność pasożytów jelitowych, bo było duże „zarobaczenie”.

Wprowadzono wtedy okresowe obowiązkowe szcze­pienia ochronne dla dzieci i młodzieży wg „kalendarza szczepień”. Trzeba było wzywać matki z dziećmi, nie przyzwy­czajone do tej profi­laktyki, namawiać i tłumaczyć zalety tych szczepień. Spotykałem się też z niezro­zu­mieniem i zacofaniem. Ale „nic na siłę”, czekałem na wyrażenie zgody. Na początku niewiele matek zgłaszało się z dziećmi. Trzeba było ponownie wypisywać wezwania z nowym terminem stawienia się w Ośrodku. To bardzo kompli­kowało pracę, bo w Ośrodku zawsze byli jacyś chorzy, a tu na szcze­pienia przychodziły matki ze zdrowymi dziećmi, a pocze­kalnia jedna. Trzeba „obejrzeć” dziecko przed szcze­pieniem, matki niecierpliwe, dzieci na wszelki wypadek — już płaczą. Staramy się nie zniechęcać matek, bo więcej nie przyjdą. Uwijamy się jak w ukropie. To były pionierskie lata „służby zdrowia” na prowincji! To nie przed­wojenne czasy i zasady praktyki lekarskiej. To było służba z nakazem jak do wojska i przydziałem pracy jak do jednostki. Była pensja i trzeba było cały rejon obsłużyć bezpłatnie, wszystkie leki ze zniżka., wszyscy ubezpieczeni, wszyscy mają być zdrowi i zadowoleni. A do tego „oko” wszech mądrej i nieomylnej — PZPR, byle się wtrącać i pouczać. Dobrze, że do żadnej partii i organizacji karie­ro­wiczów nie należałem (ojciec w grobie by się wywrócił).

Starsze dzieci szkolne przychodziły na przeglądy i szcze­pienia całymi klasami z wycho­wawcami. Instruktor sanitarny p.Koszałka, był w tamtych czasach powojennych bardzo pomocny w prowa­dzeniu różnych akcji profi­lak­tycznych, oświa­towych i przestrzeganiu higieny osobistej. Przepro­wadzał wywiady epide­mio­lo­giczne u zakaźnie chorych. Badał wodę pitną, pobierając próbki i odwoził je do powiatowej stacji Sanepid w Kraśniku. Chodził do szkół z pogadankami na temat chorób zakaźnych, rozdawał skromne ulotki. Sprawdzał ważność książeczek zdrowia, ogłaszał o bezpłatnych szcze­pieniach ochronnych. Zawsze grzeczny, schludnie ubrany, służył dużą pomocą w Ośrodku Zdrowia. Wzbudzał zaufanie . I może dlatego zaczęto wykorzy­stywać go do przepro­wa­dzania prelekcji na temat „Dobro­dziejstwa Gospodarki Socja­li­stycznej”, do scalania niedawno rozdanej dworskiej ziemi w ramach reformy rolnej, z której chłop czy fornal nie mógł utrzymać rodziny, a nawet nie miał czym jej uprawiać. Powstawały różne spółdzielnie i kołka rolnicze. Dobro­dziejstwo socjalizmu zaczęto też pokazywać przez Służbę Zdrowia, organizując tzw. „Białe Niedziele”. Badania, leczenie, profi­laktyka dla ludności na prowincji– za darmo. Jak to w bogatym kraju jest dobrze, jak rząd dba o swoich obywateli. PZPR poprzez wójta załatwiała podwody (dwie lub trzy furmanki), wybrała miejscowość podworska., z lokalem w szkole. Kierownik szkoły, zawia­domiony wcześniej o tym dobro­dziejstwie, o przyjeździe ekipy w ..białych fartuchach”, ogłaszał przez dzieci szkolne na całą okolicę . że można . a nawet trzeba przyjść i przebadać się u lekarza za darmo i na miejscu we wsi. Nie trzeba mitrężyć czasu w dzień powszedni. Czekać tam w kolejce, a tu po kościele, będą na Was czekali lekarze. Zabieramy na wóz rożne pomoce lekarskie, m.in.: fotel denty­styczny, wagi. wiaderka, materiały opatrunkowe, prześcieradła, jedyny parawan, leżankę, fartuchy, miednice, ręczniki, szpatułki, spluwaczkę itp. Rano wyjazd, urządzanie prowi­zo­rycznych polowych gabinetów w szkole i do pracy ! Jak się więcej ludzi zebrało, przerwa w pracy; bo głos zabierze prelegent z „rejkomu” na temat dobro­dziejstwa gospodarki kolektywnej-​​socjalistycznej. Początkowo był to ktoś z powiatu, ale ludzie zniechęceni tym gadaniem, rozchodzili się , zabierając nawet ze sobą dzieci. Praktycznie na tym kończyła się cała akcja. Czasem ktoś wrócił się jeszcze po jakąś receptę. Do momentu rozpo­częcia agitacji praco­waliśmy sprawnie. Ja badałem pacjentów, przeważnie młodych, położna ważyła dzieci i chętnych dorosłych, pielę­gniarki mierzyły ciśnienie, zmieniały opatrunki, dentystka rwała zęby. Higienista rozdawał ulotki o zapobieganiu chorobom zakaźnym, i widać było nasza, pomoc. Organi­zatorzy doszli do wniosku, że lepiej będzie jak ktoś z nas -„ z białego personelu” w między­czasie będzie prowadził .. dyskusję, przekonywał wieśniaków, ile tracą, gospo­darując indywi­dualnie na swoim. Naturalnie wybór padł na naszego instruktora sanitarnego p. Koszałkę. Prezencję i wymowę miał, a specjalnie ważnej funkcji w niedzielnej ekipie nie pełnił, więc dostar­czyłem mu regulamin takiej spółdzielni, napisałem referat, który 30.05.55r. przepisał i czytał go po kilka razy, w odstępach czasu, do nowo zebranych ludzi. Jaki efekt jego wystąpień był, nie wiem? Ale my z tej społecznej pracy byliśmy zadowoleni. Zawsze jakiegoś chorego „wyłowiło się”. A najbardziej napra­cowała się nasza dentystka dr Danusia i na koniec mówiła : „Pół wiadra zębów wyrwałam, na żywca. A kto by się bawił w znieczulanie, jak kolejka nie malała? Po drugie — będą mnie długo pamiętać i te „ Białe niedziele”- Zamiast na sumę, to do dentystki”. Jeździliśmy tak w maju iw czerwcu przed wakacjami i robotami polowymi; po szkołach w Stoje­szynie, Wolicy i Wierz­cho­wiskach. Mnie najbardziej utkwił w pamięci jeden wyjazd do Wierz­chowisk. Było to przy końcu czerwca 1955r. frekwencja, ludności chętnej na badania, mała. Przyszło trochę dzieci i kilka starszych kobiet. Wreszcie pytam jedna.starszą panią: „Co u Was, tak wszyscy zdrowi?” -., Ano zdrowi, tylko wnuczka jest jakaś dziwna”. Pytam dalej:„Ale ży czy chodzi?” — „Chodzi, jeno jakoś tak” -.. To proszę ja. przypro­wadzić” .Nie upłynęło pół godziny, wchodzi do izby szkolnej gabinetu — młoda panienka, a za nią babcia. Dziewczyna zgrabna, wypro­stowana, ładna 18-​​latka, z uśmiechem na ustach. Coś do niej mówię, a ona nic, tylko się śmieje z dziwnym grymasem na twarzy. Jak błyskawica przeleciał mi przez głowę wykład prof. Bogda­nowicza o tężcu ! Zerwałem się z krzesła, podchodzę do niej, palcem uderzam w brzuch, jest twardy jak deska. Macam łydki– twarde, napięte. Pytam pospiesznie babcię, czy nie skaleczyła się . może jakaś rana ostatnio? „ Nic takiego”. Ale w końcu babcia przypomina sobie , że przed tygodniem paliło się w nocy na wsi i wszyscy lecieli do ognia, a ta dziewczyna nawet boso. Weszła jej w nogę drzazga ze starego płotu ., ale usunęli”. Wszystko jasne — galopujący tężec ..czerwiec — upały”. Coś jej tam z domu przyniesiono, dałem podwodę z najlepszymi końmi, z dziewczyną wsiadła położna Pani Danuta Masłach — bardziej doświadczona i na skróty, przez lasy , z Wierz­chowisk do szpitala w Janowie. Tam sensacja, bo dawno nie mieli takiego przypadku. Przeżyła; leczona bardzo długo. Podobno „kukurużnik” co dwa — trzy dni zrzucał dla niej surowicę, zbierana, po Polsce.

Do ciekawszych wspomnień, zaliczam małego pacjenta, a było to na początku mojej pracy w Modli­bo­rzycach. Chyba przy końcu lutego 1955roku. Późnym wieczorem , już prawie w nocy. zapukał ktoś do domu dziadków Orłowskich, a właściwie to do mnie. z prośba, o zbadanie dziecka. Wiozą, ze szpitala w Krakowie chłopczyka 6-​​letniego, do domu. Mieszkająw Wolicy Drugiej. Jest bezna­dziejnie chory na gruźlicę opon mózgowo-​​rdzeniowych. Wypisali chłopca do domu, nadziei nie dali, leków nie przepisali. Jadąc ze stacji PKP, wstąpili po drodze do mnie, że może coś „podpowiem”. Dziecko było już wcześniej leczone w Janowie i Lublinie. U Dziadków Orłowskich– kuchnia duża, dziecko położyli na stole, w pierzynach, przepocone; najpierw niech się ogrzeją. Widzę zaczy­nające się wodogłowie, włosy skręcone na baranek, blady, słabo reaguje na otoczenie, mimo obcego domu, otępiały, obojętny, apatyczny z otwartymi ustami. Zbadałem go ogólnie, żeby nie zniechęcać rodziców i kazałem za dwa dni przyjechać po mnie wieczorem– po pracy. Z karty infor­ma­cyjnej dowie­działem się o wynikach licznych badań leczeniu. Otrzymywał m/​in : Strep­to­mycynę, rimifon, witaminy, wapń itd. Na drugi dzień zabrałem ze sobą strep­to­mycynę i pojechałem saniami, drogą zimową, pod wieczór do pacjenta. Okazało się, że nie mają elektryczności. Jedyna w domu lampa naftowa, niby z lusterkiem, ale ciemnica. Miałem szczere chęci, jak mi Bóg miły, pomóc temu chłopcu. Przede wszystkim zrobić nakłucie lędźwiowe i upuścić płyn– zmniejszyć jego ciśnienie, żeby dziecko nie cierpiało na ból głowy. W kuchni był niewielki stół, ale chłopiec się zmieścił. Musiałem wytłu­maczyć– nauczyć ojca, jak ma trzymać, leżącego na boku syna. Matka przyświecała lampą, ale ciekawska, więcej dla siebie, niż dla mnie. Bez przerwy, musiałem rodzicom zwracać uwagę-​​ więcej „widziałem” macając palcami, niż, jak powinienem-​​oczami. Wyczuwałem strupki po poprzednich punkcjach, ale igłą kierowała chyba „ręka Pańska”. W tych warunkach najtrud­niejszy był-​​pierwszy raz. Strumień płynu. Początkowo wyraźny, później krople. Wszystko to wydawało mi się za mało. Musiała być jakaś przeszkoda w odbar­czaniu tego płynu z mózgu. Jest tam anato­miczne zwężenie, może w nim tkwi przeszkoda? Może coś gęstnieje, tworzy się „galareta” i utrudnia przepływ. Przypo­mniałem sobie Targi Poznańskie w 1953r„ stoisko farma­ceu­tyczne Firmy „Raschel”, gdzie otrzymałem broszurkę rekla­mującą Hydro­kortizon wraz z próbką. Szerokie możliwości tego leku zainte­re­sowały mnie, nawet zatrzymałem się dłużej tam i przy szklance soku pomarań­czowego z lodem wysłu­chałem krótkiego wykładu na temat możliwości, skuteczności i sposobów stosowania tego preparatu. Wtedy w Wolicy pomyślałem, że spróbuję wykorzystać Hydro­kortizon do rozpusz­czania lub rozcień­czania ewentualnej przeszkody w kanale mózgowo-​​rdzeniowym. Powinien być widoczny efekt w postaci większego ubytku płynu, a tym samym zmniej­szenie bólów głowy. No i strep­to­mycyna będzie mogła w większym stężeniu– ilości dopłynąć do mózgu. Nie miałem się kogo poradzić, ale było to dla mnie logiczne. Może się uda?!. Hydro­kortizon zdobyłem przez wujka Olesia, pracował w wojskowej aptece w Warszawie. Robiłem tak: najpierw odbar­czałem ciśnienie, przez możliwie jak największy upust płynu, potem wstrzy­kiwałem Hydro­kortizon i po chwili dawkę Strep­to­mycyny. Te czynności wykonywałem co drugi wieczór, aż do wiosny! I udało się. Przy końcu kuracji, byłem tak wprawiony do nakłuć, że mogłem je robić nawet z zamkniętymi oczami. Chłopiec stopniowo nabierał zdrowia, apetytu, rumieńców, chodził swobodnie, nawet biegał i bawił się z rówie­śnikami. Stan jego zdrowia poprawił się na tyle, że rozpoczoł od września naukę w szkole. Na drugi rok, całkiem już zdrowego chłopca, w wakacje w czasie zabawy w jakimś wyrobisku, przysypała ziemia. Nie zdążyli go uratować. Nie znane są wyroki Boskie. (Czytając ten fragment moich wspomnień, będą Państwo wiedzieli o kogo chodzi.)

W czasie tej ciężkiej zimy, dużo starszych osób leżało po domach z powodu różnych zapaleń, jak i nasilenia się dolegliwości przewlekłych. Choroby nie omijały, jak wspominałem-​​dzieci. Jeździłem więc po wsiach, gdzie w domach zbierało się kilkoro chorych osób, czekając na umówionego lekarza. Prawie za każdym razem, nie proszony, wstępowałem do chorych, którzy krępując się swojej biedy, nie wzywali lekarza. Dowia­dywałem się o nich od woźniców, jak np. mijaliśmy ich domy. I tak było; od jednych dostawałem pieniądze, a drugim zosta­wiałem na leki. Wszędzie propo­nowano gorącą herbatę i jakiś poczę­stunek, ale dzień krótki, a potem noc i śniegi. Ludzie nawet porobili sobie„ zimowe drogi”- na skróty, wszystko pozamarzane, zawiane. Wiele takich wyjazdów do chorych pamiętam, ale jeden szcze­gólnie wspominam. Była to niedziela. Przyjechał do nas z Lublina dobry znajomy (już w grobie, mogę pisać), Inspektor Lasów Państwowych– inż.. Zagórski (faktycznie był Inspektorem, ale przed wojną i Policji Państwowej w Tarnopolu. W Lublinie „ryzuny”, nie namierzyli go). Po obiedzie, przed dom gdzie mieszkałem i w wolnych godzinach przyj­mowałem pacjentów, podjechały parokonne sanie. Woźnica prosił, abym mimo świątecznego dnia pojechał do ciężko chorego dziecka w Wierz­cho­wiskach. Usłyszawszy to pan Zagórski, wprosił się na tę przejażdżkę, a ja też byłem zadowolony, bo przy okazji gość będzie miał kulig. W saniach było dużo siana, wygodne siedzenia, zamiast baranicy-​​grube koce i jakaś burka. Opatuleni, ruszyliśmy z kopyta. Pogoda piękna, wokół wszystko się iskrzyło, konie wypoczęte zimą, rwały w kierunku stajni, nie czując w nogach przeje­chanych kilkunastu kilometrów. Bat był tylko od parady. Droga zimowa przetarta, widoki piękne, lekki wiaterek smagał policzki, tylko zachwycać się krajo­brazem, bo rozmowa byłaby nie na miejscu. Sanie mknęły coraz wyżej, na wznie­sienia Roztocza, potem na końcu niewielkiego wąwozu, skręciły w prawo, na podwórko pp. Janików w Wierz­cho­wiskach Pierwszych. Zachorował mały synek pp. Janików. Nie pamiętam co mu było, ale chyba nic groźnego, bo pozostał w domu. Po zbadaniu dziecka, p. Michalina Janikowa w imieniu chorego– znajomego z Kamiennej Góry, prosiła, żebym przy okazji i jego zbadał; leży od dawna w łóżku. Była jeszcze wczesna pora. Inspektor został z p. Czesławem Janikiem, a ja pojechałem, już innymi saniami, do następnego pacjenta. Droga pod wyższą górkę, nawet woźnica zeskoczył z sani i biegł obok. Dom stary, słabo ogrzewany, czuć wilgoć, pod grubą pierzyna leży starszy mężczyzna. Leczył się od dawna w wielu miejscowościach(ale po kilku moich wizytach– ozdrawiał i mnie„wychwalał”). Wychodząc wtedy z pokoju chorego zobaczyłem w kuchni na stole, leżące w beciku głośno płaczące niemowlę sąsiadki; też chore. Na lepce, siedzi kilka kobiet w czarnych chustach (niedziela), głowy opuszczone. To ciekawskie sąsiadki zleciały się, bo doktór przyjechał, zerkają dyskretnie i nadsłuchują. Przy badaniu prawie żongluję tym dzieckiem. Matka patrzy z niepokojem na mnie, dziecko nadal płacze i w tym momencie, jedna z kobiet siedząca na lepce rozła­dowuje sytuację; podnosi głowę i mówi głośno:„ Kumo, mo taki głos, chyba organistom będzie”. Matka zachwycona życzeniami, odpowiada z zadowo­leniem, kiwając głową: „Bóg zapłać!, Bóg zapłać!”. Wracając z Kamiennej Góry, podziwiam piękne widoki ośnie­żonych wzgórz Roztocza, oświetlone na różowo promieniami zacho­dzącego słońca. Do tego para, buchająca z nozdrzy końskich, zapowiadała mroźna, noc. Wróciłem do pp. Janików po Inspektora, a tu „stop”. Długi stół nakryty śnieżno­białym obrusem, gładkim jak opłatek, różne talerze, a na wierzchu „głębokie”, z żółtym, domowym makaronem; obok wiele platerów, zapowia­da­jących ucztę. Było już kilku sąsiadów p. Czesława, którym Inspektor coś ciekawego opowiadał; a gawędziarz z niego wspaniały. Słuchali światowego człowieka z wielką cieka­wością, bo tak wszystko obrazowo przekazywał. Chwilę po mnie weszli następni goście– same chłopy i każdy, zza pazuchy, wyjmował dyskretnie flaszkę. Obser­wowałem Inspektora, śmiały mu się oczy na ten widok coraz bardziej. Pani Michalina zaprasza do stołu i stawia wazę z gorącym rosołem, chyba najlepszy, jaki jadłem w życiu. Potem było jakieś smaczne pieczyste, sałatki, bigos, wędliny, desery i herbata, parzona wodą z głębokiej studni i pokładów wapiennych. Przez przypadek był też program rozrywkowy, wprawdzie przez radio, ale na poziomie światowym. Trans­mi­towano wtedy mecz hokeja na lodzie, między drużynami Kanady i ZSSR. Co gol-​​to toast i brawa za zdobycie kolejnej bramki przez Kanadyj­czyków. Dobrze, że trunków wystarczyło– na 5:0 dla Kanady. Proszę sobie wyobrazić– nocna głusza na dalekiej Lubelsz­czyźnie, a tu kibice z Polski, przy małym bakelitowym „Pionierku” na półce przy ścianie, wiwatują w 1955r. „Dołożyć kacapom”, „Bić ruska”, „Jeszcze jeden gol!” i następny toast. Mecz skończył się grubo po północy i o drugiej siedzieliśmy już w saniach. Gościnna p. Michalina Janikowa wcisnęła nam na pożegnanie, pokaźny kołacz. Woźnica zaciął konie, na krótkich postronkach, żeby nie wpadać w zatoki. Księżyc ogromny leniwie przyświecał drogę. Inspektor Zagórski zadowolony, bo nie musiał w ponie­działek rano wstawać do pracy. Nawet jakąś melodię nucił. Konie parskały zdrowo, sanie płynęły, a ja chyba drzemałem. Ale teraz, co dla mnie najważ­niejsze– od zimy 1955r. jestem związany szczerą przyjaźnią z Rodziną Państwa Janików.

Przyszło lato, wakacje, żniwa, pacjentów w Ośrodku mniej. Któregoś dnia przyjeżdża do mnie furmanką gospodarz z prośbą na wizytę do jego przewlekle chorej żony. Choruje od kilku lat i choroba nasila się szcze­gólnie w tym letnim okresie. Mieszka w Felinowie, nie tak daleko. Umówiłem się z nim na jutro, zaraz po obiedzie. Przyjechał. Wziąłem ze sobą lornetkę, flower; będę miał przy okazji wycieczkę, bo okolica piękna, tym bardziej, że mieliśmy jechać przez jakieś „Doły”. Wlekliśmy się stępa, ciągnieni przez niewielkiego gniadosza. Gospodarz podczas drogi opowiadał o chorobie żony, że jeździł z nią po różnych doktorach, znachorach, w zeszłym roku nawet sprzedał krowę na leczenie i nie ma żadnej poprawy. A słyszał o mnie, że jestem pomocny”, więc może ja, postawię ją na nogi, bo nie może chodzić, ani stać długo, tylko by leżała i leży w łóżku, a tu żniwa itd. Jesteśmy na kolejnej górce, pokazał nawet ręką w dali swoje zabudowania. Przejeż­dżając obok wysokiego dębu, zobaczyłem na wierz­chołku, siedzącego na suchej gałęzi grzywacza. Pewnie obserwował teren, pilnując żerującego stadka. Bez większego namysłu zdjąłem go z floweru; gotował się ze trzy dni. To musiał być przewodnik, źle zrobiłem, zabijając go. Miałem długo „kaca moralnego”. Wjeżdżamy na rozległe podwórko, pies ujada, tańcząc na łańcuchu. Z domu nikt nie wygląda. Gospodarz odpiął postronki i prosi do mieszkania. Przechodzę przez kuchnię, w której widać brak ręki kobiecej. W pokoju leży na łóżku, trochę blada na twarzy, młoda kobieta i w oczach jej widzę już ironiczne spojrzenie. Witam ją, przepro­wadzam wywiad, badam. Wszystko w normie. Chłopina posępny — oparty o ścianę, czeka, co powiem?. A pacjentka bez przerwy narzeka na bóle, co ją dotknę, że nie ma władzy w nogach ani w rękach. Ale czuję, że mnie oszukuje. Spoglądam na zmartwionego męża, a on na mnie– pytają co: jaka diagnoza, czy mi się uda ją wyleczyć?. Zrobiło mi się go żal. Baba do rzeczy, tylko leń na żniwa, symulantka. Z bardzo poważną miną, niby pisząc recepty, przerywam, oboje patrzą na mnie pytająco, a ja do męża: Proszę Pana! Trzeba koniecznie wynieść z łóżkiem żonę na świeże powietrze, na słońce, taka blada, trzeba jej tlenu. Zrobimy zaraz próbę, pomogę Panu wynieść żonę. Kobieta zadowolona, czeka co będzie dalej. Gospodarz otworzył szerzej drzwi i obaj wynie­śliśmy, dość lekkie metalowe łóżko razem z pacjentką, na podwórko, nieopodal studni.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Z cyklu: Zachować od zapomnienia „Białe Niedziele”

Chorej kazałem się lekko odkryć, bo słońce przygrzewało. Już przedtem, jak wjeżdżaliśmy na podwórko, zauważyłem przy cembrowinie kręgu studni, stojące wiadro pełne wody. Oni na to nie zwracali uwagi. Podszedłem do męża i poprosiłem, dla nieuwagi, żeby więcej odkrył kobietę, bo ja się krępuję. Robi, co każe, a ja w tym momencie za wiadro i leję na babę zimna, wodę. Co się wtedy działo! Szkoda, że nie było kamery. Baba w krzyk, zeskoczyła z łóżka jak piórko, chłop zdębiał, a baba w nogi, gdzieś za domem się schowała, odzyskując wszelką władzę i siły w kończynach. Nakazałem mężowi robić to samo. jak nie będzie chciała pracować piesz­czoszka. Z radości maż aż chciał mnie w rękę pocałować. Wracając, gospodarz był weselszy, bardziej rozmowny, nawet konik leciał kłusem. Mimo, że mieszkali na uboczu wsi, jakoś się to rozniosło i ludzie mówili, że to była chyba „woda święcona”. Było to w połowie lipca 1955 r. do Ośrodka Zdrowia zaczęło przychodzić, coraz więcej Cyganek z małymi dziećmi, które miały biegunkę. Leczyły je swoimi sposobami, ale to nie pomagało. Więc z konieczności musiały fatygować się do pediatry. Każdo­razowa obecność Cyganki na poczekalni, wywoływała nerwową atmosferę; niepewność o swoje portfele. Żeby tego wiercące się Cyganki nie odczuły i nie wzięły za jakąś dyskry­minację, kazałem dyżurnej pielę­gniarce, od razu jak tylko przyjdzie Cyganka z chorym dzieckiem, kierować ja, do gabinetu. Nie było specjalnego chrząkania wśród oczeku­jących na badanie, zrozumieli o co chodzi i był spokój. Dla dokumentacji zapisy­waliśmy te Cyganiątka tylko na listę. Nie płaciły za nic. Jedna z matek uparła się, że mi powróży z ręki i dla świętego spokoju podałem jej dłoń, — może z ciekawości. Oglądała poważnie, gładziła, i powie­działa, że już w życiu raz uniknąłem śmierci i jeszcze kilka razy uniknę i że będę długo żył (odetchnajem)! Albo epidemia biegunki rozszerzała się przez letnie upały, albo utrzymanie higieny w lesie trudne, albo przybywało taborów, bo liczba chorych Cyganiątek wyraźnie wzrosła. Mówiono, że rozbiły duże obozowisko w lesie daleko od Modli­borzyc. Tabor stoi nad czystą wodą, ale sa,upały i ta choroba przywlokła się z jakimś wozem. Cyganki w poczekalni nie były natrętne, zacho­wywały się grzecznie i okazywały cierpliwość, jak inne pacjentki z chorymi dziećmi. Po wejściu do gabinetu zaraz kucały lub klękały na podłodze i rozwijały swoje pociechy; śliczne, śniade z pięknymi oczkami. Dzieci były czyściutkie i wszystko na nich pachniało świeżym lasem. Aż przyjemnie było je badać. Wszyscy w gabinecie byliśmy tym zaskoczeni, a jedno­cześnie zachwyceni troskli­wością matek. Naturalnie, kazaliśmy dziecko położyć na stoliku do badania, nakazując gestem, wstać z podłogi. Nie wiem, dlaczego tak się zacho­wywały, ale myślałem, że będę uważał je za „druga, kategorię” i gorzej traktował. W czasie badania obser­wowały mnie z cieka­wością i z wielką uwagą słuchały zaleceń. Pewną, trudność sprawiało obejrzenie gardła przy pomocy szpatułki. Za nic nie chciały otworzyć ust. Wtedy Cyganki poradziły mi, żebym mówił w ich języku „piraf muj” (otwórz buzię)- i to skutkowało. Przepi­sywałem recepty, przeważnie na leki robione na zamówienie, co wzbudzało większe zaufanie do stosowania (Cyganie gotowych leków unikali). Cyganki też zaczęły przychodzić z dziećmi do domu. Naturalnie nie brałem honorarium, żeby mamie nic nie ginęło. Namawiałem też naszego Kontrolera Sanitarnego p. Koszałkę, żeby wybrał się do Cyganów w lesie, może im coś pomoże? Ale bał się szukać taboru, bo to daleko. Ludzie mówili, że mają broń i lepiej tam się nie kręcić.

Gdzieś w połowie sierpnia rano, jeszcze przed pójściem do pracy, usłyszałem przed domem, jakąś skoczna, melodię. Patrzę przez okno, a tu dwa wózki cygańskie, pięknie przystrojone, konie też. Na pierwszym muzykanci grają na stojąco z fasonem wysiada dwóch Cyganów: stary, dostojny i młodszy — w białej koszuli w czarnych i długich butach. Zaskoczony tym widokiem otwieram drzwi, oni wchodzą. Stary Cygan kłania się i mówi swoje nazwisko, przed­stawia przyszłego zięcia (później dowie­działem się, że to Węgier). Młody nic nie mówi, a Cygan zaprasza mnie na wesele swojej córki z tym oto młodzieńcem. Wesele będzie w przyszłą niedzielę, prosi na godzinę 14.00. Wielkie i miłe było to dla mnie zasko­czenie, ale i wyróż­nienie, bo wiem, że u nich wszelka rodzinna uroczystość to tabu. Dziękując za zapro­szenie, pytam czym zaskarbiłem sobie ich sympatię? Na to Cygan, że są mi wdzięczni i dłużni za dobre leczenie ich wnucząt i za serce, że nie brałem od biednych Cyganek pieniędzy i że nie musiały długo czekać w kolejce do lekarza. Na ulicy orkiestra gra bez przerwy. Częstuję ich symbo­licznie, wiśniówka,; młody nie pił. Cygan pyta: „Czy przysłać konie”. Ale z rozmowy zorien­towałem się, że zapro­szenie przyjął też gospodarz terenu nadle­śniczy inż. Zdzisław Saski, więc podzię­kowałem. Zdzisiek miał dobrego konia i lekki wózek. W umówionym terenie pojechaliśmy razem, zabierając po drodze Lutka Orłow­skiego (męża pielę­gniarki p. Jadzi), też z dubeltówką, może się coś trafi po drodze. Jechaliśmy przecież lasami, a że „chłop żywemu nie przepuści”, zabraliśmy strzelby. Nadle­śniczy znał to miejsce i bez trudu trafiliśmy do obozu. Przyjęto nas serdecznie. Z miejscowych był tylko Ks. Proboszcz z Potoka Wielkiego z organista, i p. Golec z córka, (z okolicy). Piękna polna droga, przyle­gająca do dużego stawu, złociła się w sierp­niowym słońcu. Wokół strzeliste świerki, niczym kolumnada, nadawały dostojnego wyglądu. W cieniu drzew tabory z biega­jącymi w samych koszulkach dziećmi. Dwie orkiestry cygańskie: jedna w czarnych smokingach z „Hotelu Europej­skiego” w Lublinie, druga na lewo z Węgier; przyjechała z panem młodym przez zielona, granicę Słowację. Bieszczady, aż do Lasów Janowskich. To były czasy z prawdziwą fantazją. Byliśmy już na miejscu, jak Moda Para z wiwatami i strze­laniem z batów, wyjechała z orszakiem na środek polany, wracając z kościoła. Piękna ceremonia ich powitania, przez różnych krewnych, począwszy od Starszyzny, trwała długo. A sceneria przyrody nadawała temu, specy­ficzny urok i powagę; jakby łączenie się, w średnio­wieczu, dwóch starych rodów książęcych. Byliśmy świadkami tej uroczy­stości i każdy z nas stał urzeczony, w milczeniu. Widzę to jeszcze dzisiaj, jakby w jakimś oddalającym się plenerze filmowym. Mimo szczerych chęci, prezenty nasze wyglądały „mizer­niutko”. Weselnicy siedzieli wokół polany po turecku na różnych kapach i dywanach, mając za stół, białe pięknie haftowane ręczniki. Siedzieliśmy razem, w niewielkich odstępach; w środku Ks. Proboszcz. Poczę­stunek wyśmienity. Może my przez sąsiedztwo z księdzem mieliśmy stare wina węgierskie, salami, precle, winogrona, chałwę, oryginalną Palinkę itd. Najbardziej zadowolony był Lutek, bo na niedzielę zrobiliśmy mu niespo­dziankę. Orkiestry grały na zmianę, bez przerwy. Zdzicho i Lutek przystojniacy, rwali się do tańca z młodymi Cygankami, ale p. Golec odradzał, ostrzegając, że po tańcu to i lekarz by nie pomógł. „Dobrze, że mamy Plebana” powiedział, spoglądając na Księdza. Wprawdzie tańczyliśmy po kilka razy, ale zawsze proszeni przez starsze Cyganki bez zazdrości Cygana. Było bardzo wesoło. Nawet nie zauwa­żyliśmy, kiedy się ściemniło. Paliły się dwa wielkie ogniska, polana falowała, a z za drzew wytoczył się ogromny księżyc i blaskiem w odbijającej się tafli wody, dodawał nieza­po­mnianego uroku. Przed północą, podeszła do nas Młoda Para, aby pożegnać się. Odjeżdżali pociągiem z Zaklikowa w podróż poślubna,do Zakopanego. Ubrani iście po wiedeńsku. Nam też wypadało się już żegnać. Zdzicha i Lutka wsadzili w półkoszki, był strze­mienny, a mnie dali lejce i bat. Cyganie, trzymając przez chwilę konia za uzdę, skierowali go na właściwą powrotna, leśna, drogę. Koń człapie stępa, ja mało co widzę w ciemno­ściach i za chwilę czuję, że koń ciągnie mnie za lejce i oddala się od wozu, który stanął w jakiejś kałuży. Ledwo konia zatrzymałem. W tym momencie wyskakuja z otacza­jących drzew roześmiani Cyganie. Podcięli postronki i czekali jak daleko odjadę. I znowu strze­mienny żegnali serdecznie; powiązali postronki i zacięli konia batem. Dalej nie pamiętam. Kiedy­kolwiek wspominam pionierska, pracę w Modli­bo­rzycach, widzę śliczne, małe, śniade Cyganiątka i mimo woli, myśl biegnie na leśną polanę. Może to jakieś „uroki cygańskie”?

Właściwie koniec lata wiązał się z rozpo­częciem nowego roku szkolnego. Należało zająć się dziećmi, zrobić przegląd i badanie pierw­szaków. Rocznik 194748 był już wyraźnie lepszy od poprzednich. Dzieci wyrośnięte, zdrowsza cera, zęby, mniej krzywicy. Większych wad słuchu i wzroku nie znaleźliśmy, ale prawie w każdej pierwszej klasie kilkoro dzieci nosiło już okulary, przeważnie do korekcji zeza. Zez — nic nowego, ale pocie­szające to, że rodzice zaczęli dbać o swoje pociechy. Może przez edukację, może przez poprawę warunków materialnych. Pracując w Modli­bo­rzycach, poznałem wiele nowych osób, nowych miesz­kańców, którzy przepro­wadzili się z sąsiednich wiosek do „miasta”. Odświeżyłem stare znajomości, szcze­gólnie z rówie­śnikami. Zapisałem się do Koła Łowieckiego, którego łowczym był p. Władeczek Pikula i razem, z innymi myśliwymi, jak: Lutek Orłowski, Paleń z Lutego, Paszta­leniec, Dziadosz często polowałem na naszym terenie i na wyjeździe, proszeni przez Koło Janowskie łowczego dra wet. Mudraka i p. Józefa Niemca, mojego dalszego kuzyna. Polowaliśmy nawet po kilka dni w okolicy Goraja z kwaterami na wsi (ja zawsze zapraszany byłem na nocleg na plebanię do Ks. Antoniego Zieliń­skiego). Miłe wspomnienia. Starałem się być w dobrych stosunkach z Milicją Obywa­telską , nie odmawiając badań aresz­tantów czy pobierania krwi na zawartość alkoholu. Nienawidzę chamstwa, cwaniactwa, agresji, która już wtedy zaczęła przeciekać z Zachodu. Na komisa­riacie załoga na poziomie, potrafili współżyć: „z wójtem i plebanem”, dlatego darzyłem ja, sympatią. Dla przykładu podam jedno zdarzenie: któregoś dnia przy końcu wyjątkowo zimnego października, późno wieczór, przyszedł do mnie milicjant p. Edward Ściborek, z prośbą o dokonanie oględzin zwłok mężczyzny, którego znaleziono w rowie, na zakręcie drogi do Kraśnika, między starym młynem, a uliczką Ogrodowa„ koło posesji p. Bolesława Bator­skiego. Jest to niedaleko. „Jakiś gospodarz wyjeżdżał wozem z tej uliczki na szosę kraśnicka,. Musiał przejechać przez wielki most nad głębokim rowem. Przed mostkiem bardzo spłoszył się koń, prawie stanął dęba i nie chciał dalej iść. Gospodarz wysiadł z wozu i świecąc kieszonkową latarką, zobaczył w rowie częściowo pod mostkiem, leżącego na brzuchu, nieru­chomego mężczyznę. Dał znać na Milicję i stąd ja. Ubrałem się ciepło i poszliśmy zaraz. Mężczyzna nie żył już od minimum godziny. Leżał na brzuchu, w zaciśniętych dłoniach miał mokre zwiędłe liście, opadające z drzew. Leżały w głębokim rowie, na dnie którego było błoto i niewielka woda. W ustach miał dużo szlamu błota z lego rowu. Ubrany jesiennie, bez czapki i rękawiczek, wysoki, budowy silnej. Ubranie mokre od wody w rowie. Widać wyraźnie ślady czołgania się rowem w kierunku miasta, na odcinku ze 14 m. prawdo­po­dobnie pół przytomny chciał wyjść, wydrapać się z tego rowu, ale głowa mu opadła i tak zachłysnął się błotem.

Cdn, Lekarz med. pediatra Dariusz Kossakowski

Konewka — tajemnicze budowle w Spalskich lasach

W końcu 1939 r. w okolicach Spały i Tomaszowa Niemcy rozpoczęli przygo­towania do budowy stanowisk dowodzenia środkowym odcinkiem frontu w przewi­dywanej już wtedy wojnie ze Związkiem Radzieckim. Obiekty otrzymały kryptonim „Anlage Mitte”. Na początku 1940 r. w Konewce koło Spały i w Jeleniu na wschód od Tomaszowa Maz. rozpoczęto budowę bliźniaczych kompleksów betonowych schronów. Przy pracach,mających klauzulę najwyższej tajności, prowa­dzonych przez firmę Chemische Werke „Askania” zatrudniano robotników z Niemiec oraz Włochów. Najważ­niejszymi obiektami były w nich gigan­tyczne, prawie 400 metrowe żelbetowe schrony „kolejowe”, do wnętrza których mogły wjeżdżać całe pociągi sztabowe. Budowle te różnią się jedynie kształtem; schron w Konewce jest prosty na całej długości, w Jeleniu ma zaś kształt łuku. W pobliżu usytuowano schrony zaplecza technicznego mieszczące agregaty prądo­twórcze, kotłownie, filtry i wenty­latory tłoczące, podziemnymi kanałami, do schronu kolejowego ogrzane i oczyszczone powietrze. Inne obiekty mieściły hydro­fornie i stacje uzdat­niania wody, studnie i trans­for­matory. Każdy z kompleksów posiadał własną sieć wodno-​​kanalizacyjną. W pobliżu Konewki zbudowano kilka schronów bojowych zabez­pie­czenia terenu, a w Glinniku rozbu­dowano przed­wojenne lotnisko.

Budowę obu kompleksów zakończono w 1941 r., ale nie wykorzystano ich jako stanowisk dowodzenia w czasie ataku na Związek Radziecki. Hitler i jego dowódcy kierowali bowiem rozwojem sytuacji na froncie wschodnim ze schronów w „Wilczym Szańcu” koło Kętrzyna i kwater rozmiesz­czonych w okolicznych mazurskich lasach. Do schronu w Konewce spora­dycznie wjeżdżały pociągi, czemu towarzyszyły szczególne środki ostrożności. W późniejszym okresie wojny Niemcy wykorzy­stywali schron w Konewce jako magazyn amunicji, w Jeleniu była filia zakładów Daimler-​​Benz remon­tu­jących silniki lotnicze. Do dziś krążą opowieści o tajem­niczych podziemiach schronów, gdzie powstawały tajne bronie, benzyna synte­tyczna czy też rakiety V-​​2. Obecnie prowadzone są prace poszukiwawczo-​​badawcze zmierzające do wyjaśnienia wojennych tajemnic obiektów. Przekazy i dotych­czasowa penetracja obiektów wskazuje bowiem na możliwość istnienia podziemnych kondy­gnacji łub rozbu­dowanej sieci instalacji technicznych.

Obecnie na terenie kompleksu w Konewce działa Trasa Turystyczna „Bunkier w Konewce”. Do zwiedzenia udostępnione są schrony i podziemna trasa między nimi. W oświe­tlonym schronie kolejowym znajduje się ekspozycja militariów, czasowe wystawy tematycznie związane z historią U wojny światowej, do nabycia są wydaw­nictwa turystyczne i histo­ryczne. Do dyspozycji zwiedza­jących jest parking, miejsce na biwak przy ognisku, szlak spacerowy po lesie z miejscami do odpoczynku.

Trasa turystyczna „Bunkier w Konewce„
informacje: tel. 501 430 321, www​.bunkier​konewka​.eu

Fryderyk Chopin i Mazowsze 200-​​lecie urodzin

Zbliża się 200. rocznica urodzin Fryderyka Chopina. Jego święto to również święto Mazowsza. Chopin związany był z regionem przez dużą część swojego życia — to właśnie nastrojowe mazowieckie pejzaże znalazły swoje odbicie w wielo­barwnej muzyce kompo­zytora. Dlatego warto odwiedzić miejsca związane z życiem i twórczością Fryderyka Chopina.

Artysta urodził się w 1810 roku w Żelazowej Woli (54 km na zachód od Warszawy) i choć rodzina Chopinów wkrótce potem przeniosła się do stolicy. Żelazowa Wola to niezmiennie centralny punkt na mapie miejsc związanych z kompo­zytorem i zabytek o wyjątkowym znaczeniu dla polskiej kultury. Na terenie unika­towego parku krajo­bra­zowego otacza­jącego dworek znajdują się cztery pomniki Chopina. W samym dworku zgromadzono zbiór pamiątek oddających klimat tamtej epoki, w tym dziewięt­na­sto­wieczne meble, dekoracyjne tkaniny, sztychy oraz instrumenty muzyczne. W Żelazowej Woli od maja do września regularnie odbywają się koncerty chopi­nowskie, w których biorą udział polscy i zagra­niczni artyści oraz laureaci między­na­ro­dowych konkursów pianistycznych.

Przez wicie lat, w związku z pobieraną nauką, artysta związany był z Warszawą. Należy zwiedzić tu Muzeum Fryderyka Chopina, mieszczące się w Zamku Ostrogskich — perle archi­tektury barokowo-​​klasycystycznej. gdzie zgromadzono ponad pięć tysięcy eksponatów chopi­nowskich (w tym autografy muzyka wpisane na światową listę dziedzictwa kultu­rowego UNESCO). Oddziałem muzeum jest m.in. Warszawski Salonik Chopinów, mieszczący się w lewym skrzydle Pałacu Czapskich — Krasińskich przy Krakowskim Przed­mieściu. Tam Chopin oddawał się studiom muzycznym oraz kompo­nowaniu, lam też odbywały się jego koncern, a także pierwsze publiczne prezentacje jego wczesnych dzieł.

Wędrując szlakiem kompo­zytora po Warszawie, nie można pominąć Pomnika Fryderyka Chopina w Łazienkach Królewskich dłuta Wacława Szyma­now­skiego. Jest to jeden z najpięk­niejszych i najbardziej znanych wizerunków artysty. Od maja do września odbywają się przy nim niedzielne koncerty chopi­nowskie. Konty­nuując wędrówkę, warto przystanąć przy Kościele św. Krzyża, gdzie znajduje się urna z sercem Fryderyka Chopina, które zgodnie z jego życzeniem przywieziono z Francji do Polski.

Jeden ze swoich ostatnich koncertów przed wyjazdem z ojczyzny Chopin zagrał w Socha­czewie, położonym w bezpo­średnim sąsiedztwie Żelazowej Woli. Podziwiać możemy tu pozostałości zamku Książąt Mazowieckich leżące nad malowniczą Bzurą lub zajrzeć do Muzeum Kolei Wąsko­torowej i wybrać się w podróż jednym z zabyt­kowych pociągów. W Socha­czewie odbywa się również co roku Między­na­rodowy Festiwal Chopi­nowski na Mazowszu (w tym roku w terminie 19 – 21 listopada).

W Brochowie (50 km od Warszawy, na terenie Kampi­no­skiego Parku Narodowego) znajduje się Kościół Parafialny pod wezwaniem św. Rocha i św. Jana Chrzciciela. Jest to unikatowa budowla w stylu gotycko-​​renesansowym. łącząca w sobie charakter sakralny i obronny. W tej bazylice miał miejsce ślub rodziców kompo­zytora oraz jego chrzest. Atrakcją turystyczną gminy jest odbywająca się co roku w połowie września rekon­strukcja histo­rycznej Bitwy nad Bzurą z 1939 roku.

Sanniki (84 km od Warszawy) są dziś prężnie działającym ośrodkiem chopi­nowskim i centrum miejscowego folkloru. Kompozytor spędził tu u swego szkolnego kolegi wakacje. Bogaty w ludowe tradycje region sannicki inspirował i fascynował młodego muzyka melodyką rodzimych pieśni i kolorystyką obrzędów. Zespół Pała-​​cowo-​​Parkowy im. Fryderyka Chopina upamiętnia pobyt artysty nostal­gicznymi koncertami.

Więcej o atrakcjach turystycznych związanych z postacią Chopina na stronic www​.mazow​sze​chopina​.pl

Przewodnik Gmina Głowaczów

Materiały dostarczono z informacji turystycznej w Kozie­nicach
Renata Maj it-​kozienice@​wp.​pl, tel./fax: +48 48 614 36 99

Głowaczów został założony na gruntach wsi Leżenice uzyskując prawa miejskie w 1445 roku na podstawie przywileju księcia Mazowieckiego Bolesława. Na pamiątkę założyciela Jana Głowacza, miasto nazwano Głowa­czowem. Przez długie lata Głowaczów był ośrodkiem garncarstwa ludowego wytwa­rza­jącego głównie siwaki, co było związane z wystę­pu­jącymi w tym rejonie złożami glin. Wielo­wiekowa historia osadnictwa z prawami miejskimi znalazła swoje odzwier­cie­dlenie w założeniu i zabudowie miasta, o czym świadczy zachowany do dziś zabytkowy układ przestrzenny „rejonu rynku” (posiada on plan regularny niemal wszystkie ulice są proste i przecinają się pod kątem prostym). Głowaczów utracił prawa miejskie w 1869 roku.

Gmina Głowaczów ma charakter przede wszystkim rolniczy. Na tym obszarze dominujące są uprawy zbóż i roślin okopowych. Uprawia się tam także owoce: truskawki i porzeczki oraz warzywa: ogórki, pomidory. Na terenie gminy działają zakłady gastro­no­miczne, gospo­darstwa ekolo­giczne (produ­kujące zdrową żywność) oraz gospo­darstwa agrotu­ry­styczne świadczące usługi gastro­no­miczne, noclegowe i rekreacyjne.

Do największych osiągnięć gminy należy zaliczyć budowę oczysz­czalni ścieków, dzięki której zanie­czyszczona niegdyś Radomka stała się miejscem wypoczynku dla miesz­kańców gminy, a także osób przyjeż­dża­jących. Wraz z budową oczysz­czalni powstała również sieć wodociągowo-​​kanalizacyjna w niektórych miejsco­wo­ściach gminy.

Za główny cel władze Gminy Głowaczów stawiają sobie rozwój funkcji turystyczno-​​wypoczynkowych. Ma być on reali­zowany między innymi poprzez wybudowanie zalewu wodnego nad rzeką Radomką wraz z niezbędną infra­strukturą bazą noclegową i żywieniową, która przyczyni się do zwięk­szenia ruchu turystycznego w gminie oraz utworzenie Gminnego Centrum Informacji. Władze gminy sprzyjać będą tworzeniu nowych gospo­darstw agrotu­ry­stycznych, zagospo­da­rowaniu nowych terenów rekre­acyjnych (plaże i kąpieliska) oraz będą przeciw­działać degradacji środowiska przyrod­niczego (m.in. poprzez zwięk­szenie lesistości regionu i ochronę lasów, podnie­sienie poziomu wiedzy ekolo­gicznej, likwidację wysypisk i tworzenie zakładów utylizacji odpadów). Ponadto, doceniając rolę tradycji i kultury w życiu obywateli, gmina planuje podjąć działania w celu stworzenia Muzeum Historyczno-​​Etnograficznego w Brzózie, oraz wspierania lokalnych artystów ludowych i rzemieślników poprzez organizację kiermaszów i warsztatów, zarówno dla miesz­kańców jak i turystów.

Głównym atutem gminy jest jej położenie w atrak­cyjnym przyrodniczo miejscu oraz między dużymi miastami (Warszawa 70 km, Lublin 110 km, Kozienice 18 km)., Lublin 110 km, Kozienice 18 km).

Gmina Głowaczów leży w dolinie rzeki Radomki, pomiędzy dużymi kompleksami leśnymi Puszczy Kozie­nickiej i Puszczy Stromieckiej. Na swym terenie posiada liczne atrakcje przyrodnicze i krajo­brazowe, takie jak: siedlisko bociana czarnego w Grądach, czy liczącą 346 drzew aleję lipową (pomnik przyrody) na trasie z Brzózy do Sewerynowa. Atrak­cyjność środowiska przyrod­niczego, kultu­rowego i histo­rycznego przesądziła o włączeniu obszaru Gminy Głowaczów w istniejący system szlaków turystycznych PTTK (pieszych, kolarskich), prowa­dzących przez miejsca i obszary godne poznania, ciekawe pod względem histo­rycznym i przyrod­niczym. Szlaki turystyczne opisane są i popula­ry­zowane w powszechnie dostępnych wydaw­nictwach turystycznych i prowadzą przede wszystkim do Pomnika Mauzoleum w Studziankach Pancernych (np. tzw. Szlak czerwony o długości 66km). Ponadto na trasie szlaków można zobaczyć obelisk postawiony na pamiątkę walki oddziału mjr Henryka Dobrzań­skiego „Hubala” w Chodkowie, pomniki w Brzózie, Lipie i Głowa­czowie postawione w hołdzie żołnierzom poległym wII wojnie światowej oraz XIX-​​wieczny, zabytkowy kościół w Brzózie.